poniedziałek, 8 grudnia 2014

Nie oddajemy nawet 25 grudnia, czyli o Bożym Narodzeniu w kulturze

Coroczne świętowanie Narodzin Jezusa Kościół zainaugurował pomiędzy III-IV wiekiem. Powszechnie mówi się, że zastąpiło ono pogańskie święta zimowego przesilenia Sol Invictus (Słońca Niezwyciężonego), gdy dzień stawał się coraz dłuższy, a noc coraz krótsza. Aby wyprzeć pogański festiwal nałożono na nie święto chrześcijańskie. Dla niektórych chrześcijan jest to argument, by nie obchodzić Świąt Bożego Narodzenia z powodu jego pogańskich korzeni. Sądzę jednak, że jest dokładnie odwrotnie: jest to bardzo dobry i biblijny powód, by je radośnie afirmować!

Skoro bowiem Święta Narodzenia Pańskiego zostały ustanowione w miejsce pogańskich świąt, to... chwała Bogu za to! Kościół słusznie uznał, że lepiej, by 25 grudnia świat celebrował przyjście na świat Bożego Syna niż obchodził pogańskie święto Słońca Niezwyciężonego. Ustanowienie Bożego Narodzenia w okresie zimowego przesilenia było i jest dobrą ilustracją biblijnej prawdy, że przyjście Chrystusa na świat było ofensywą na pozycje przywłaszczone przez wroga. Syn Boży przyszedł i "rozbroił nadziemskie władze i zwierzchności, i wystawił je na pokaz, odniósłszy w nim triumf nad nimi" (Kol 2.15). Prawdziwa Światłość przyszła na świat, by wyprzeć ciemność. Chrystus przemienił grzech w świętość, noc w dzień, śmierć w życie. Noc staje się krótsza, a dzień dłuższy. 

Dlaczego mielibyśmy nawet jeden grudniowy dzień oddawać Diabłu na pogańskie celebracje? To nie jest tak, że jeśli szatan uznał: 25 grudnia jest mój, choinka jest moja, drzewa są moje, ogień jest mój, jajka wielkanocne są moje, zajączek jest mój – to my chrześcijanie mamy się temu przyglądać, podkulić ogon i stwierdzić: to my sobie znajdziemy inny dzień, zamiast choinki postawimy kwiaty, a zamiast kolacji wigilijnej zjemy jajecznicę.

Nie, nie jesteśmy zainteresowani oddawaniem diabłu żadnego cm2 w świecie, żadnego dnia kalendarza, ani jednego drzewa z lasu i ani jednej żarówki. Diabeł kradnie dobre rzeczy: muzykę, seks, Boże Narodzenie, alkohol, drzewa, słońce i robi z nich karykatury. My nie mówimy: te rzeczy są więc złe, pogańskie! Mówimy to, co dzieci w piaskownicy: Oddawaj! To nie twoje! Nie stworzyłeś 25 grudnia. Nie stworzyłeś drzewa, ognia, lampek, czy choćby jednej gwiazdy. One należą do Boga i dlatego będziemy się nimi cieszyli i używając ich opowiadali, że narodził się Boży Syn.

Mieszkańcy Narnii dobrze wiedzieli z czym wiąże się panowanie Białej Czarownicy. Oznaczało m.in. zimę bez Bożego Narodzenia. Był to najbardziej spektakularny przejaw jej władzy nad światem. To obraz świata przed narodzeniem Chrystusa. Tam gdzie Biała Czarownica uzurpuje sobie prawo do władzy, tam o Aslanie tylko się mówi i to w ukryciu. Ale tam gdzie Aslan przychodzi, tam śniegi topnieją, moce drżą, demony uciekają w świnie, a o Bożym Narodzeniu mówi cały świat.

Żyjemy w okresie po przyjściu na świat Aslana. Świat nie jest jeszcze przemieniony, ale żyjemy w okresie topnienia śniegów, noc powoli ustępuje, moc truchleje, a Boże Narodzenie oznajmia: świat należy do Chrystusa.

Niegdyś jako młody chrześcijanin przez kilka lat od swojego nawrócenia byłem sceptyczny wobec Świąt Bożego Narodzenia. Nie podobało mi się jak ludzie je traktują: piją, jedzą, oglądają Kevina w Nowym Jorku i nie zauważają, że wyprosili jubilata z domu. Udają, że to na inną cześć. Chcemy wypić, posiedzieć, pogadać, ale z jakiej okazji? Aaa, każda okazja jest dobra! Nawet 25 grudnia.

Dzisiaj mam raczej podejście ekspansyjne, nie zachowawcze. Nie lubię reagować, lubię wpływać. Dlaczego? Bo taki jest Bóg. Częściej podejmuje inicjatywę niż reaguje. Dlatego chce byśmy przemieniali tradycyjne Boże Narodzenie w Boże Boże Narodzenie. Wzrost panowania Chrystusa w świecie oznacza również wzrost przejawów jego panowania w kulturze. Ktoś powie: ale dziś Boże Narodzenie jest inne niż dziesięć wieków temu. Kiedyś w kulturze inaczej je obchodzonoOdpowiadamy: i chwała Bogu, że tak jest i tą różnicę dostrzegamy! Panowanie Jezusa w świecie postępuje. To, co kiedyś było opowiadane w salce na dwanaście osób, z niewielkiej łodzi na jeziorze Genezaret - jest dziś głoszone na całym świecie. Jest dziś opowiadane na ulicach, w księgarniach, śpiewane w centrach miast.

Kiedyś o Bożym Narodzeniu ulice milczały. Obchodzono je lokalnie, ale od tamtego czasu świat się zmienił. Imię Chrystusa dociera dalej, szerzej. Jako chrześcijanie powinniśmy kochać fakt, że Boże Narodzenie jest obchodzone nieomal wszędzie. Może nam się nie podobać ignorowanie Chrystusa, udawanie, że oto jesteśmy dobrzy, lepsi niż w rzeczywistości, ale wtedy my chrześcijanie powinniśmy wnosić to, o co nam chodzi w tych świętach, o co Bogu chodziło z tym przyjściem Syna na świat. Syn Boży przyszedł na świat ponieważ wcześniej przyszedł na niego grzech. 

Zwykle ci, którzy odrzucają Boże Narodzenie - odrzucają również bóstwo Jezusa i Jego władzę nad światem. Albo mówią: Jezus nie jest Bogiem więc nie możemy świętować Bożego Narodzenia. Albo mówią: Nie uznaję go jako swojego Pana. Nie podoba mi się, że w kulturze wszyscy mówią o Bogu w ciele i jakimś niezwykłym dzieciątku w stajni.

Nasza odpowiedź jest odwrotna: "A mi się to podoba". Bo albo w kulturze będzie się mówiło o przyjściu Boga na świat, albo o przyjściu Mahometa na świat. Albo się będzie mówiło o Bożym Narodzeniu, albo będzie się milczało o tym fakcie. Albo będziemy mówili, że oto mamy 2014 rok od narodzin Chrystusa, albo 190 tys. rok od pojawienia się pierwszego wyewoluowanego człowieka, albo, że mamy 225 rok od czasów Rewolucji Francuskiej.

Kultura to kontekst, w którym nasza wiara jest budowana, wzmacniana lub osłabiana. Kultura jest Bożym narzędziem kształtowania myślenia i postaw. Kultura islamu kształtuje postawy i wiarę inną niż kultura, która wszem i wobec rozpoznaje doniosłość przyjścia Boga na świat. Kultura sekularyzmu, świeckości kształtuje postawy, które gardzą godnością człowieka, nienarodzonym życiem, ludzką wolnością i wypiera Boga ze świata, z przestrzeni publicznej. Kultura oparta na prawdach chrześcijaństwa przypomina wszystkim: żyjemy w obecności Boga. Bóg stał się Ciałem. Jego jest władza i moc i chwała. Człowiek ma wyjątkową godność i wartość, jest bowiem koroną Bożego stworzenia, obrazem Boga na ziemi.

I zamiast martwić się komercjalizacją Świąt afirmujmy je wskazując na ich biblijne znaczenie. Dobrze, że w naszej kulturze jest miejsce na Boże Narodzenie, gdyż wielu krajach jego nieobecność lub walka z nim oznacza konkretną rzecz: walkę z chrześcijaństwem, agresywną promocję życia bez Boga i misjonarską gorliwość sekularystów lub wyznawców islamu.

Sprawa więc nie dotyczy tylko jakiegoś zimowego festiwalu z promocjami na Lego. Bronimy tego "zimowego festiwalu" dodając, że ma on swoją nazwę: Boże Narodzenie. Święta chrześcijańskie obecne w kulturze to nasz (chrześcijan) wielki sojusznik. Nie musimy drukować tysięcy traktatów, by oznajmiać wszem i wobac: oto Chrystus przyszedł na świat, by go odkupić. O tym mówią i śpiewają wszyscy. Nasza kultura żyje w blasku Bożego Narodzenia. Doceniajmy ten fakt i używajmy go w dobry sposób. Jeśli bowiem odpuścimy sobie tą kwestię, to 25 grudnia znów przejmą wrogowie chrześcijaństwa ustanawiając na kanwie niechcianego, o zgrozo, nawet przez niektórych chrześcijan Bożego Narodzenia - Święta Rozumu Niezwyciężonego, Niewiary Niezwyciężonej, lub Allaha Niezwyciężonego. 

Brońmy Bożego Narodzenia i cieszmy się jego obecnością w naszej kulturze: w centrach miast, w mediach, galeriach handlowych, rozświetlonych balkonach i oknach. To dobre warsztaty rozwijania biblijnych postaw:
-         radości
-         hojności
-         biblijnej postawy wobec materialnych rzeczy
-         zwracania uwagi na bliźnich, ubogich, odrzuconych, samotnych
-         warsztaty śpiewu
-         wspólnej modlitwy i czytania Biblii

Jeśli te rzeczy zaniedbaliśmy, niech to będzie dobra okazja, by zacząć, nie zaś jednorazowy krótki okres w roku, gdy udajemy, że jesteśmy inni niż na codzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz