- James Bell
Para uśmiechająca się w przedsionku mogła jeszcze dwadzieścia minut wcześniej się kłócić.
Mama odprowadzająca dzieci na zajęcia mogła spać zaledwie kilka godzin.
Tata niosący torbę z akcesoriami dla dziecka mógł przez cały tydzień pracować do późna.
Nastolatek mógł poprzedniego dnia rozegrać trzy mecze i funkcjonować niemal bez energii.
W domu czekają rachunki.
Czeka pranie.
Czekają zadania domowe.
A jutro – kolejny pełen wyzwań tydzień.
Czasami rodziny wchodzą do kościoła, niosąc na barkach znacznie więcej niż widać na pierwszy rzut oka.
Dlatego tak ważne jest współczucie.
Gdy Jezus widział zmęczonych ludzi, nie oceniał najpierw ich postawy czy osiągnięć.
Ewangelia Mateusza 9:36 mówi, że ulitował się nad nimi, ponieważ byli „dręczeni i bezradni jak owce nie mające pasterza”.
Chciałbym, aby nasze kościoły nauczyły się patrzeć na ludzi w ten sposób.
Nie jak na statystyki frekwencji.
Nie jak na wolontariuszy, których trzeba pozyskać.
Ale jak na ludzi.
Ludzi, którzy się starają.
Ludzi, którzy są zmęczeni.
Ludzi, którzy potrzebują Jezusa.
Celem zwykłych niedziel nie jest udowadnianie, że w życiu twojej rodziny wszystko jest idealnie poukładane.
Chodzi o to, by gromadzić się wokół Chrystusa właśnie dlatego, że tak nie jest.
