czwartek, 15 kwietnia 2021

Dlaczego noszę koloratkę?

Komunikaty

Żyjemy w świecie komunikatów. Porozumiewamy się za pomocą werbalnych i niewerbalnych znaków oraz symboli. Pismo Św. wiele razy wspomina o szatach jako komunikatach oraz ich symbolicznym znaczeniu. Przykładowo Stary Testament w szczegółowy sposób opisuje wygląd szat kapłańskich (2 Mj 28), w jaki sposób mają wyróżniać się zewnętrznym wyglądem trędowaci i uważani za nieczystych (3 Mj 13,45-50). Bóg mówi również, aby kobieta nie nosiła ubioru męskiego, a mężczyzna nie ubierał szaty kobiecej (5 Mj 22:5). Mężczyzna noszący kobiecy ubiór odrzuca swoją pozycję i powołanie do bycia mężczyzną. Nowy Testament opisuje np. ubiór Jana Chrzciciela (Mt 3:4), uczonych w Piśmie i faryzeuszy (Mt 23:5), czy też osób uczestniczących w niebiańskim nabożeństwie (Obj 7:9). Wszystko to ma swoje symboliczne znaczenie i nie bez przyczyny Pismo Św. niejednokrotnie wypowiada się na temat odzienia.

W powszechnym użyciu szata jest bardzo często wyrazem funkcji oraz urzędu, który piastuje nosząca ją osoba. Lekarz ubiera biały kitel, policjant niebieski mundur, zaś biznesmen elegancki garnitur i krawat. Strój nie stawia jednej osoby ponad drugą, lecz symbolizuje pełnioną funkcję. Joseph Campbell zauważył: „Kiedy sędzia wchodzi do sali i wszyscy powstają, to przecież nie wstają na widok tego właśnie faceta, tylko na widok togi, którą nosi, a która symbolizuje funkcję, jaką za chwilę zacznie on pełnić”.[1] Strój liturgiczny w kościele pełni podobne funkcje. Udziela on osobie zakładającej go rodzaj autorytetu. Stąd też zasadnym staje się stwierdzenie o godnym lub niegodnym noszeniu pewnych szat (munduru, togi bądź koszuli z koloratką). Problemem wówczas staje się nie sama szata, lecz zachowanie osoby ją noszącej.

Ubiór jako znak

Omawiając kwestię ubioru pastorów w Kościele nie sądzę, że powinniśmy upierać się w dogmatczny sposób przy jednym określonym rodzaju szat liturgicznych. W niniejszym artykule postaram się jednak wskazać na biblijne i praktyczne przyczyny, dla których uważam, że czymś słusznym i korzystnym jest noszenie szat, które identyfikują pastora prowadzącego nabożeństwo jako reprezentanta i herolda Jezusa Chrystusa. Jego ubiór powinien również pomagać uczestnikom nabożeństwa pamiętać, że prowadzący liturgię nie występuje we własnym imieniu. Zakładana koszula z koloratką lub biała alba (biel – symbol oczyszczenia z grzechów oraz nawiązanie do koloru szat starszych w niebie – Obj 4:4) podkreśla urząd pastora, nie zaś wynosi samą osobę, którą ją zakłada. Bywa, że czasami trudno nam uczestniczyć w nabożeństwie prowadzonym przez starszego lub pastora, który jest dobrym przyjacielem lub kimś znacznie młodszym od nas. Strój liturgiczny pastora powinien przypominać kościołowi, że prowadzącym nabożeństwo nie jest jedynie nasz dobry znajomy, lecz ordynowany Sługa Słowa Bożego. Warto więc, by szaty, które nosi były stosowne do pełnionej przez niego zaszczytnej funkcji. Powinny one „mówić” o dziele Chrystusa i powadze służby pastora.

Pismo Święte wiele razy wzywa chrześcijan do poszanowania i respektu wobec urzędu starszego (1 Tes 5:12-13; 1 Tm 3:1nn; 4:14; 5:17; Hbr 13:7.17, 1 P 5:1-7). Ubiór i powołanie są ze sobą powiązane w ten sposób, że powołanie jest często symbolizowane przez ubiór (1 Mj 37:3-11; 39:1-13; 41:41-46, wszystkie odniesienia do ubioru kapłanów w 2 i 3 Mj; 1 Sm 2:19; 15:27; Ezd 9:3-5; Est 8:15; Iz 22:21; Mt 3:4; Mk 16:5; Łk 15:22; Obj 1:13; 4:4; 6:11; 19:13.16). Szacunek i poddanie wobec urzędu nie oznacza, że osoba go pełniąca jest zawsze najmądrzejsza, najdojrzalsza, najbardziej doświadczona w wierze spośród wszystkich członków kościoła. Strój nie wynosi nikogo ponad resztę, lecz oznacza oddzielenie pewnych osób do konkretnych zadań. Z powodu chęci uniformizacji oraz ujednolicenia coraz większej ilości sfer życia wyzbywamy się w naszej kulturze tego co cenne i co należy również do historycznej spuścizny kościoła.

Strój duchownego podczas nabożeństwa – czy chce on tego czy nie – staje się czymś szczególnym i publicznym poprzez kontekst w jakim go zakłada. Zawsze istnieje powód, dla którego pastor nosi taki, a nie inny ubiór. Może on nosić szaty mówiące o dziele zbawienia jakie dostępne jest w Chrystusie oraz o znaczeniu powołania pastora lub szaty „opowiadające” o jego własnej historii, współczesnym stylu salonów mody.

Rola pastora

Pastor, który prowadzi nabożeństwo odgrywa w nim określoną rolę (1 Kor 12:28). Zwróćmy uwagę, że listy do kościołów w Księdze Objawienia to w rzeczywistości listy do pastorów (starszych) owych kościołów symbolizowanych przez aniołów. Kiedy pastor prowadzi zbór w modlitwie przed Bogiem, symbolizuje Chrystusa-Pośrednika prowadzącego kościół przed tron Ojca. Kiedy czyta i zwiastuje Słowo symbolizuje Chrystusa-Męża przemawiającego do swej Oblubienicy (co nawiasem mówiąc jest jednym z powodów, dla których kobiety nie powinny być pastorami). Kiedy udziela chrztu reprezentuje Chrystusa, który chrzci Duchem Świętym (Mt 3:11; Jn 1:33; 1 Kor 12:13). Kiedy prowadzi Wieczerzę Pańską rozdziela w imieniu Pańskim chleb i wino karmiąc w duchowy sposób lud Boży (ciało) – dokładnie tak jak czynił to Chrystus podczas Ostatniej Wieczerzy (Mk 14:22-25; Łk 22:26-27; Jn 13:15).[2]

Biznesmen czy sługa Słowa Bożego?

Rola pastora w kościele nie jest odbiciem roli szefa, managera lub dyrektora firmy biznesowej. Mimo to w większości ewangelicznych kościołów oczekiwany od pastora liturgiczny strój (który często chcąc czy nie chcąc odróżnia go od większości uczestników nabożeństwa) to garnitur, krawat lub coraz częściej luźna koszula. Wszelkie odejścia od owego stroju liturgicznego są źle postrzegane, a nawet piętnowane (np. koloratka, alba, toga).W naszej kulturze garnitur, elegancka koszula i krawat to strój noszony przez prawników, bankierów lub biznesmenów. Warto się zastanowić czy jest to najlepszy sposób, aby podkreślić istotę powołania pastorskiego. Pytanie nie brzmi więc, czy pastorzy powinni zakładać liturgiczny ubiór podczas nabożeństwa, lecz jaki rodzaj liturgicznego ubioru preferują? Czy zakładane przez pastora szaty właściwie wyrażają teologię nabożeństwa i rolę pastora? Czy „mówią” o dziele Chrystusa (którego pastor reprezentuje) czy o nim samym? Czy pomagają uczestnikom nabożeństwa skupić się na Chrystusie, czy na prowadzącym (i jego garderobie)? Dlaczego miałbym nosić podczas nabożeństwa strój biznesmena lub bankiera, odnośnie którego można mieć uzasadnione wątpliwości czy jest adekwatny do mojego powołania i czy wyraża biblijne treści na temat urzędu, który sprawuję w kościele?

Jedność Starego i Nowego Testamentu

Przeciwnicy noszenia białej alby, togi lub koszuli z koloratką przez pastorów argumentują, że Biblia milczy jakoby apostołowie i starsi w Kościele przywdziewali podczas nabożeństwa stroje inne niż te, które stosowano w codziennym życiu. Odpowiadając na ten zarzut możemy zapytać – skąd pochodzi założenie, że apostoł Paweł podczas nabożeństwa zakładał takie same szaty, co ludzie chodzący na rynek w środku tygodnia? Śmiem wątpić w słuszność tego założenia. Niektóre osoby uważają, że powinniśmy odnaleźć w Piśmie Świętym werset, który bezpośrednio opisywałby strój Piotra lub Pawła odprawiających nabożeństwa lub nakazywał starszym nosić albę, koloratkę itp. Takiego wersetu oczywiście w Biblii nie znajdziemy. Czy jednak jest to wystarczający powód, by stwierdzić, że na podstawie Biblii nic nie jesteśmy w stanie powiedzieć na temat ubioru pastorów w kościele?

Innym pytaniem jest: czy aby stwierdzić, że coś jest biblijne potrzebujemy wersetu (np. „Bóg jest Trójcą”), czy raczej pragniemy podążać za Pismem wyciągając wnioski z całości jej nauczania? Bóg w Swoim Słowie poucza nas na temat symboliki ubioru, istoty nabożeństwa oraz roli starszych. Wiele wniosków na temat szat pastorów w Nowym Przymierzu możemy wyciągnąć opierając się na jedności Starego i Nowego Testamentu.

Biblia wielokrotnie wypowiada się o przywódczej roli kapłanów w kościele Starego Przymierza. Kontynuacja starotestamentowego przywództwa w Izraelu znajduje swoje odzwierciedlenie w zadaniach starszych w Nowym Izraelu (kościele). Oto niektóre z analogii:

1. Tak jak kapłani w Izraelu byli odpowiedzialni za nauczanie i modlitwę (Neh 8:7-9) podobnie rzecz się ma w stosunku do starszych w Nowym Przymierzu (1 Tm 3:2; 2 Tm 4:2).

2. Tak jak kapłani mieli być utrzymywani z ofiar składanych przez Lud (4 Mj 18:8.31; 5 Mj 18:1-8) podobnie i pastorzy powinni być wspierani przez kościół – z ofiar (1 Kor 9:6-14; 1 Tm 5:17-18)

3. Jakub naucza, że chorzy powinni przywołać starszych, aby się modlili nad nimi namaszczając oliwą (Jk 5:14-16). W Starym Testamencie była to funkcja kapłańska (3 Mj 13)

4. Paweł mówi, że Tymoteusz został ordynowany poprzez nałożenie rąk starszych (1 Tm 4:14). W Starym Przymierzu była to funkcja kapłańska (2 Mj 29:10; 3 Mj 4:15).[3]

Owe zasady tyczą się również ubioru. Lewici nosili specjalne szaty w celach liturgicznych. Podobnie kościół w historii rozpoznawał, że Boże powołanie do służby w kościele powinno być uzewnętrznione poprzez ubiór. W historycznych kościołach protestanckich pastorzy nosili stroje liturgiczne (najczęściej togi) powołując się na takie fragmenty Pisma jak 2 Mj 28:2; 35:19; 39:1. Nic w Nowym Testamencie nie znosi zasady noszenia strojów liturgicznych przez osoby duchowne. Opisana powyżej linia argumentacji przebiega od Starego do Nowego Testamentu. Inna linia argumentacji przebiega od nieba jako modelu nabożeństwa dla ziemi.

Niebo jako model dla ziemi

Chrześcijańska wiara ma w sobie zarówno aspekt wewnętrzny jak i zewnętrzny (tak jak człowiek jest jednością duszy i ciała). Pan Jezus Chrystus nauczył nas modlić się „bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi”. To co dzieje się w niebie jest modelem dla wszystkiego co powinno dziać się na ziemi.

Kiedy kościół gromadzi się na nabożeństwie w Dzień Pański wstępuje (przez wiarę) do nieba na nabożeństwo z aniołami i duszami świętych. Wszyscy jego uczestnicy gromadzą się wokół tronu Bożego. Kiedy spojrzymy na opis niebiańskiego nabożeństwa w Księdze Objawienia zauważymy, że starsi zgromadzeni wokół tronu Baranka mają specjalne szaty (Obj 4:4). Wniosek, który nasuwa się z tej obserwacji jest taki, że starsi na ziemi również powinni je nosić. Liczba dwudziestu czterech starszych na dwudziestu czterech tronach w niebie nawiązuje do podziału na dwadzieścia cztery grupy starotestamentowych kapłanów w Izraelu (1 Kronik 24-25). Można powiedzieć, że w Starym Przymierzu podczas liturgii kapłani byli odpowiednio ubrani ze względu na wzór z nieba oraz powagę nabożeństwa. Ich ubranie opowiadało historię zbawienia między innymi poprzez kolory, stąd w wielu historycznych kościołach protestanckich są używane różne kolory np. stuły, świec lub obrusów na Stole Pańskim oznaczające poszczególne okresy w kalendarzu liturgicznym. Nabożeństwo opisane w Księdze Objawienia przedstawia ten sam schemat. Ubrania aniołów, starszych, świętych, męczenników opowiadają historię zbawienia. Zarówno stroje jak i ich kolory związane są z Barankiem i Jego dziełem – symbolizują chwałę i oczyszczenie z grzechów.[4]

Nieceremonialne ceremonie

W niniejszym artykule nie mogę nie wspomnieć o rzymskokatolickim kontekście polskiej religijności i zarzutach, że liturgiczny stój noszony przez protestanckich duchownych w nadmierny sposób upodabnia nasze kościoły do Kościoła Rzymskokatolickiego. Kościół Rzymskokatolicki jest w błędzie w wielu miejscach, lecz musimy uważać, by nie wylewać dziecka z kąpielą. Rzymscy katolicy wierzą w Trójcę i natchnienie Ewangelii Jana. Czy jest to wystarczający powód, by odrzucić wiarę Trójcę i Ewangelię Jana? Koloratkę jako element stroju protestanckiego pastora po raz pierwszy wprowadził w 1865 r. prezbiteriański pastor dr Donald McLeod. Ubiór podkreślający urząd pastora należy więc do spuścizny historycznego protestantyzmu (luteranie, szkoccy prezbiterianie, niektórzy purytanie itp.). I dodać należy, że był i jest to w większości przypadków strój inny od szat noszonych przez księży rzymskokatolickich (najczęściej biała koszula do koloratki, biała lub czarna toga zamiast sutanny itp.) Nie jest to więc „powrót do katolicyzmu” ani tym bardziej nowy trend w protestanckich kręgach.

Wielu protestantów uważa, że unikanie formalnych ceremonii, rytuałów i strojów liturgicznych jest przejawem prostej, ewangelicznej wiary oraz pokory. C.S. Lewis odpowiadając na to stwierdzenie napisał: „Nowoczesny zwyczaj wykonywania ceremonialnych rzeczy w nieceremonialny sposób nie jest dowodem uniżenia ani pokory. Raczej udowadnia niezdolność osoby uczestniczącej w rytuale do zapomnienia o sobie, a także jej gotowość do psucia również wszystkim pozostałym właściwego miejsca rytuału”.[5]

Nabożeństwo jest wspólnotowym i formalnym wydarzeniem. Ma liturgiczny wygląd. Zgodnie z Obj 4-5 wszyscy jego uczestnicy odpowiadają wspólnie tymi samymi słowy. Nie jest to miejsce na eksponowanie indywidualnej, spontanicznej pobożności. Aniołowie, starsi, stworzenia odpowiadają antyfonalnie w sposób, który musiał być wcześniej uczony. Widzimy więc, ze duchowe nabożeństwo jest liturgiczne (1 Kor 14:26-33).[6]

Wielu protestantów lubi uczestniczyć w formalnych ceremoniach ślubnych lecz jednocześnie chcą mało formalnego cotygodniowego nabożeństwa. Wygląda więc na to, że zależy nam na honorowaniu naszych synów i córek pięknym nabożeństwem, lecz kiedy mamy spotkać się jako Oblubienica z Chrystusem nie zależy nam na pięknie i dostojeństwie tego spotkania. Wielu pastorów nosi togi lub koszule z koloratkami podczas ślubów („upodabniając się” do księży?) dodając im powagi i podkreślając wyjątkowość tej ceremonii, jednocześnie unikają ich podczas nabożeństwa w Dzień Pański. Tam dominuje luzactwo i nonszalancja.

Bariera czy pomost?

A co z klerykalizmem i ideą powszechnego kapłaństwa? Czy toga lub koloratka czynią pastora bardziej nieprzystępnym? Nie sądzę. Myślę, że czynią go bardziej przystępnym jako pastora. Odpowiedni (wobec funkcji) ubiór pomaga w myśleniu, że Paweł Bartosik występuje jako pastor, a nie prywatna osoba po seminarium i teologii. Myślę, że wielu chrześcijan chce ufać swoim duszpasterzom i postrzegać ich jako szczególny dar Chrystusa dla kościoła (Ef 4:8-13).[7] Zewnętrzny znak z pewnością służy przekonaniu, że pastor nie jest kimś w rodzaju gospodarza klasy, którego wybraliśmy drogą głosowania, bo jest elokwentny, ma zdolności organizacyjne i przeczytał najwięcej książek. Wystarczy pomyśleć o zawodach takich jak lekarz, sędzia, policjant, strażak, pielęgniarka, żołnierz. Ludzie pragną, by ubiór owych osób w jakiś sposób wskazywał na ich powołanie. Pastor w koloratce pomaga uczestnikom nabożeństwa odłożyć na bok myślenie: „To mój kumpel Paweł. Właśnie prowadzi nabożeństwo”.

Koloratka w żaden sposób nie zaprzecza idei powszechnego kapłaństwa. Nie robi tego w większym stopniu niż mundur noszony przez chrześcijańskiego policjanta. Nie wynosi osoby jej noszącej ponad inne, lecz informuje o funkcji. Podobną funkcję w wielu kościołach ewangelicznych pełni pastorski garnitur i krawat. Nie wynosi pastora ponad resztę uczestników nabożeństwa przychodzących w bluzkach i bez krawatów, lecz oznacza go (lepiej lub gorzej) jako sługę Słowa Bożego i gospodarza nabożeństwa.

Koloratka w tygodniu

Koloratka ma bardzo praktyczny wymiar również poza kontekstem nabożeństwa. Pastor noszący w tygodniu koszulę z koloratką pomaga być kościołowi rozpoznawalnym w swoim otoczeniu. Otwiera drzwi do ewangelizacji i służby kościoła „na zewnątrz”. Oczywiście każdy z nas powinien być identyfikowany jak uczeń Chrystusa poprzez swoją pracę i służbę – niekoniecznie poprzez strój. Sama koloratka nie czyni nikogo dobrym uczniem Chrystusa i kwestią, którą omawiamy nie jest czy jest ona niezbędna do służby. Mam nadzieję , że każdy pastor jest w stanie wykonywać swoją pracę bez niej. Koloratka nie jest niezbędna, lecz myślę, że jej noszenie przez pastora w pewnych sytuacjach daje wiele korzyści kościołowi. To samo dotyczy innych zawodów. Kelner lub biznesmen nie potrzebują specjalnych ubiorów, by z powodzeniem mogli wykonywać czynności przypisane do ich profesji. Ale z pewnością określony ubiór jest pomocny i bardzo korzystny przy wykonywaniu pewnych zadań. Jeśli dotyczy to zawodów policjanta, mechanika, sędziego, kelnera, pielęgniarki, lekarza, pilota, żużlowca, piłkarza – dlaczego ta prawda nie może dotyczyć pastorów? Oczywiście może się zdarzyć, że duchowni wykorzystują ubiór i pełnioną funkcję, by promować siebie (tak jak mogą to czynić policjanci, lekarze itp. wykorzystujący urząd i służbowy uniform dla własnych korzyści). Najważniejsze jednak, by każdy znał własne motywacje, za które odpowiada przed Bogiem.

Koloratka reprezentuje („lekkie”) jarzmo Chrystusa. W Piśmie Świętym ludzie są często porównywani do wołów. W pewnym sensie każdy człowiek może być porównany do woła orającego (porządkującego) ziemię – poprzez otrzymanie mandatu kulturowego oraz treść Wielkiego Posłannictwa (1 Mj 1:28nn; Mt 28:19-20). Szczególnie duchowni w kościele są przyrównani do wołów. W szczegółowy pisze na ten temat apostoł Paweł omawiając kwestię zapłaty dla głoszących Słowo Boże (1 Kor 9:9nn).[8] Biała koloratka pod szyją ma również związek z metalową obrożą noszoną przez niewolników. Pomaga pastorowi pamiętać o własnej odpowiedzialności i powołaniu. Mnie osobiście przypomina ona, ze jestem niewolnikiem Chrystusa i każdym słowem wychodzącym z mojego gardła (oraz każdym czynem) powinienem chwalić mojego Pana. Wskazuje również na fakt, że moja mowa jest darem, który ma być uświęcony i służyć Bogu (1 Tm 4:6-7).[9]

Kiedy zakładam koloratkę wiem, że nie jestem w stanie poruszać się publicznie anonimowo. To co mówię i co robię jest widziane nie tylko przez Boga, ale także przez ludzi. W jakimś sensie jest to forma zapierania się siebie, by dawać świadectwo o Chrystusie wszędzie, nie tylko w budynku kościelnym – poprzez swoje zachowanie, sposób zwracania się do innych, reakcje na stresujące sytuacje. Niewiele sytuacji pobudza do dyskusji o Bożym Słowie bardziej niż widok pastora (w koloratce) idącego po nabożeństwie na spacer z żoną i dziećmi. Dlaczego miałbym pragnąć anonimowości i wstydzić się dawania świadectwa biblijnym schematom w miejscach publicznych (np. że pastor może mieć rodzinę)?

Wiele osób z naszego osiedla widzi kim jestem i w jakim Kościele służę m.in. dzięki noszonej przeze mnie koszuli z koloratką. Jestem wdzięczny widząc jak Bóg otwiera mi drzwi do naturalnych rozmów o Chrystusie i Jego Słowie. Wiedząc kim jestem (poprzez ubiór) nasi sąsiedzi często sami podejmują inicjatywę rozmowy, zaś okoliczna młodzież co jakiś czas pyta „pastora” o kolejne mecze piłki nożnej, które od czasu do czasu rozgrywamy.

Przykład

Mógłbym wymieniać wiele przykładów użyteczności koloratki w codziennych kontaktach z niechrześcijanami i urzędnikami państwowymi. Koloratka budzi szacunek ludzi wobec urzędu pastora. Myślę, że z tego powodu najczęściej pokazywanymi duchownymi w filmach są pastorzy i księża kościołów rzymskokatolickiego, luterańskiego, reformowanego bądź anglikańskiego. Nie tylko dlatego, że są to duże kościoły, lecz dlatego że ich duchowni noszą rozpoznawalny ubiór – adekwatny do służby, którą wykonują. Myślę, że dobrze ilustruje to historia Raya Suttona, pastora reformowanego:

„Podczas mojej wizyty w Anglii pewnego dnia wybraliśmy się z żoną zobaczyć wielką Katedrę Canterbury. Zwiedzając piwnice tej wielkiej katedry zobaczyłem duchownych stojących przed pomieszczeniami przeznaczonymi dla osób, które potrzebowały porady. Pewna dziewczyna podeszła do jednego z duchownych, płacząc. Wówczas ów duchowny zaczął z nią rozmawiać. Pomyślałem: „Chwila. Ja jestem starszym i biskupem w Kościele Chrystusa. Ta dziewczyna powinna rozmawiać raczej ze mną niż z tym duchownym, który prawdopodobnie nawet nie wyznaje ortodoksyjnej wiary”. Wtedy zdałem sobie sprawę, że właściwie skąd miałaby wiedzieć, że jestem pastorem? Stałem tam w płaszczu i butach kowbojskich. Od tamtego doświadczenia zacząłem nosić ubiór, który wyróżniał mnie jako osobę duchowną i dzięki temu miałem więcej okazji rozmów niż mógłbym sobie kiedykolwiek wyobrazić. Kiedyś zostałem zaczepiony przez dwoje ludzi stojących za mną w kolejce gdy wybierałem się w podróż z kazaniem do innego stanu. Byli bardzo rozmowni i chcieli wiedzieć wszystko o Kościele w którym byłem pastorem. W pewnym momencie mężczyzna powiedział: „Jedziemy na pogrzeb. Mój szwagier niedawno zmarł na atak serca. Był w tym samym wieku co ja”. Powiedziawszy tylko tyle, powiedział tak naprawdę wszystko. Myślał o swoim własnym życiu, i jak się okazało, o wieczności. Mogłem opowiedzieć o Ewangelii i zachęcić go do zaufania Chrystusowi.

Całkiem niedawno byłem w księgarni, gdzie pewna pani stanęła przede mną pomiędzy regałami. Zapytała: „Pan jest prawdziwym pastorem, prawda?”. Odpowiedziałem twierdząco i zaczęła opowiadać mi o swoim osobistym problemie. Kiedy skończyliśmy rozmawiać zapytałem: „Do jakiego Kościoła pani uczęszcza?” Powiedziała mi nazwę jednego z ewangelicznych Kościołów w mieście. Po zapewnieniu, że będę skłonny jej pomóc, zapytałem „Dlaczego nie pójdzie pani ze swoim problemem do jednego ze swoich pastorów zamiast do mnie?” Odpowiedziała: „Ponieważ pan jest prawdziwym pastorem”.[10]

Jako protestanci, w szczególności pastorzy, musimy zdać sobie sprawę, że nie ubierając się stosownie do naszego powołania, pozbawiamy się wielu korzyści i możliwości niesienia ludziom Chrystusa w wielu nieprzewidzianych przez nas sytuacjach. Oczywiście szaty nie czynią z nikogo sługi Bożego, lecz oznaczają go jako sługę Chrystusa. W szczególności dziś jest to ważne, gdyż nasze społeczeństwo potrzebuje widzieć pokorę, uniżenie i oddanie Chrystusowi wśród tych, których On sam ustanowił, aby byli przykładem dla całego Kościoła i społeczeństwa.

Przypisy:

[1] J. Campbell, Potega mitu, Kraków 2007, s. 31.
[2] J. Meyers, The Lord’s Service, Canon Press, Moscow, ID 2003, s. 339.
[3] Reconstruction of the Church, red. J. Jordan, Geneva Ministries, Tyler, TX 1985, s. 233
[4] Tamże, s. 234-235.
[5] J. Meyers, The Lord’s…, dz. cyt., s. 345.
[6] Tamże, s. 345.
[7] Tamże, s. 346.
[8] Reconstruction…, dz. cyt., s. 237.
[9] J. Meyers, The Lord’s…, dz. cyt., s. 349-350.
[10] Reconstruction…, dz. cyt., s. 239-240.

Artykuł został napisany w 2008 roku. 

środa, 14 kwietnia 2021

Staliśmy się społeczeństwami zombie

Tomasz Wróblewski, prezes Warsaw Enterprise Institute

„Obserwujemy, że doszło do dekompozycji społeczeństwa. Nie tylko Polski, ale całej Europy Zachodniej i cywilizacji. Z cywilizacji kwitnącej, skonfliktowanej, ale fantastycznie się rozwijającej, staliśmy się nagle społeczeństwami zombie, ludzi przestraszonych, że się poruszają, ludzi przestraszonych, że żyją (…). Wszystkie wartości, systemy wyróżniania w ramach społeczeństwa, relacji międzyludzkich zostały zerwane. Nie tylko łańcuchy w handlu międzynarodowym, nie tylko dotychczasowa korporacyjność, struktury biznesowe, ale także międzyludzkie.

I teraz w imię czego?

Mamy zarazę. W historii mieliśmy całe mnóstwo zaraz. Ludzie ginęli w ogromnych ilościach. Po 20-50 milionów ludzi umierało w dawnych czasach. Mamy dzisiaj w tej chwili śmierć 2,8 mln ludzi w skali całego świata. To jest 0,03% umierających na świecie. I mamy przy tym 2,1% umierających wszystkich zakażonych. To jest jedna z mniej szkodliwych zaraz w historii świata jeżeli zaczniemy przyglądać się od XIV wieku. Natomiast jeśli chodzi o konsekwencje, czyli te samobójcze działania społeczeństwa, to gdzie żeśmy się znaleźli dzisiaj - jest jedną z prawdopodobnie najbardziej kosztownych . Zahamowanie rozwoju gospodarczego większości państw, także i w Polsce, zerwanie więzi społecznych (…).

Natomiast jak żeśmy się tu znaleźli? Dlaczego to było możliwe, że właśnie nasza cywilizacja doprowadziła się sama do takiego stanu? Co to spowodowało? Czy sam wirus, czy coś jest w nas, w cywilizacji, w społeczeństwie? Jak to się stało, że doszliśmy do tego miejsca?

Społeczeństwo wyzute z wielu bardzo podstawowych wartości, zarówno religijnych, jak i moralnych poszukuje jakiegoś nowego sensu życia – od pewnego czasu, jeszcze na długo przed pandemią. I sensem życie staje się samo istnienie, wegetowanie. I oddawanie politykom, rządzącym swoich własnych wolności w imię tego, że zapewniają nam życie, istnienie. I oddajemy swoje własne osobiste wolności. Uważam, że jest to duży kryzys moralny całej cywilizacji".

źródło: Program "Warto Rozmawiać", TVP, emisja 12.04.2021.

Olimpijczyku, zaszczep się! Bo jak nie...

"Postanowili". Czas na modlitwę o Boży sąd nad tymi buńczucznymi pyszałkami. 

Panie Premierze, postanawiać Pan może o zaszczepieniu siebie. Nie wiem dlaczego Pan jeszcze tego nie zrobił. Ciała polskich olimpijczyków nie należą do Was. Jeśli z powodu niezaszczepienia któremuś z nich odmówilibyście udziału w Olimpiadzie, a więc spełnienia marzeń, walki o życiowe sukcesy pod biało-czerwoną flagą, to powinniście trafić pod sąd. 

To już nie jest dyskusja o wirusie. To dyskusja o zniewoleniu, wolności, etyce i zbrukanym grzechem ludzkim sercu.

Nie odbierajcie im tego! 





sobota, 10 kwietnia 2021

KAZANIE: Wielkanoc 2021 - Oddzielenie i złączenie (1 Kor 15:16-17)

NIENATURALNE ODDZIELENIE

W pierwszych rozdziałach Biblii czytamy, że Bóg ukształtował pierwszego człowieka z prochu ziemi (Rdz 2:7). Możemy powiedzieć, że Bóg wcielił się w rolę rzeźbiarza. Po tym, jak człowiek został ukształtowany z prochu, Bóg tchnął w niego „tchnienie życia” i wtedy człowiek stał się istotą żyjącą. Wcześniej  było tam ciało, ale nie było duszy, nie było tego Bożego tchnienia, aby człowiek mógł być istotą żyjącą. Dopiero kiedy Bóg ożywił Adama – czytamy, że uczynił go na swój obraz i podobieństwo. Obrazem Boga był żywy Adam (wraz z Ewą), nie martwy Adam.

Jednak bardzo szybko ten Boży obraz w człowieku został zamazany. Nie został zniszczony całkowicie. Wciąż każdy człowiek, mimo grzechu, jest stworzeniem uczynionym na Boży obraz i podobieństwo, ale w dużej mierze ten obraz został zniekształcony z powodu grzechu.

Można powiedzieć, że grzech ściągnął nas z powrotem do prochu ziemi.

„W pocie czoła będziesz jadł chleb, aż wrócisz do ziemi; bo z niej zostałeś wzięty, bo prochem jesteś iw proch się obrócisz” (Rdz 3:19).

Ale Wielkanoc oznajmia nam, że powrót do prochu ziemi nie jest naszym ostatecznym przeznaczeniem. Naszym ostatecznym przeznaczeniem zmartwychwstanie ciał na wzór Chrystusa, jest nowy człowiek w nowym zmartwychwstałym ciele, który nie umiera.

Apostoł Paweł o zmartwychwstaniu Chrystusa pisze następujące słowa:

Jeśli bowiem umarli nie bywają wzbudzeni, to i Chrystus nie został wzbudzony;  a jeśli Chrystus nie został wzbudzony, daremna jest wiara wasza; jesteście jeszcze w swoich grzechach”(1 Kor. 15: 16–17).

Aby zrozumieć logikę Pawła – jeszcze raz cofnijmy się do Ogrodu Eden. Kiedy Bóg tchnął w Adama życie, to Adam stał się istotą żyjącą. Ale nie tylko ten fakt stanowił o tym, że Adam żył. Głównym powodem, że Adam żył było to, że między nim a Bogiem była harmonia, pokój, więź. Adam żył póki żył w harmonii i w pokoju z Bogiem.

Skąd o tym wiemy? Ano stąd: Bóg powiedział Adamowi: ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz” (Księga Rodzaju 2:17).

Czyli kiedy Adam zje zakazany owoc – umrze. Ktoś może powiedzieć, że Adam przecież zjadł zakazany owoc i nie umarł. Pożył jeszcze 930 lat. Owszem, pożył jeszcze 930 lat, ale umarł, a więc śmierć była skutkiem grzechu. Ale Adam umarł znacznie wcześniej niż po 930 latach. Umarł zaraz chwilę po tym, gdy zbuntował się przeciwko Bogu.

Umarł w jakim sensie? Umarł w sensie duchowym. Uległ dezintegracji jako człowiek. Jako człowiek został uczyniony, by żyć w jedności z Bogiem. Gdy zgrzeszył, pozbawił się celu, dla którego został stworzony. Owszem, oddychał, chodził, ale nie po to został stworzony, by oddychać i chodzić, by egzystować.

Można to przyrównać do kierownicy w samochodzie. Jej funkcją jest bycie złączoną z autem, by pełniła funkcję steru. W momencie, gdy kierownica ulega dezintegracji i jest oddzielona od auta – ona nadal istnieje, dzieci mogą ją turlać po podwórku lub bawić się w autobus zbudowany z kartonu.

Ale nie po to kierownica została wyprodukowana. Ona może wciąż mieć jakiś użytek oderwany od celu, ale możemy powiedzieć, że to jest martwa kierownica, ex-kierownica, zepsuta kierownica. J

W jaki sposób ta śmierć przejawiała się w życiu Adama i Ewy?

(6) A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła. Dała też mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł. (7) Wtedy otworzyły się oczy im obojgu i poznali, że są nadzy. Spletli więc liście figowe i zrobili sobie przepaski. (8) A gdy usłyszeli szelest Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w powiewie dziennym, skrył się Adam z żoną swoją przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. (Rdz 3:6-8)

Czyli grzech spowodował coś zupełnie nienaturalnego, dziwnego, sprzecznego z tym kim byli wcześniej. Spowodował zerwanie więzi z Bogiem, ucieczkę od Boga, chęć ukrycia się przed Bogiem. A potem jak wiemy – przerzucanie winy.

I teraz wracamy do słów Pawła:

Jeśli bowiem umarli nie bywają wzbudzeni, to i Chrystus nie został wzbudzony;  a jeśli Chrystus nie został wzbudzony, daremna jest wiara wasza; jesteście jeszcze w swoich grzechach”(1 Kor. 15: 16–17).

Tu Paweł właśnie mówi, że śmierć jest utożsamiana z byciem w naszych grzechach. Co to znaczy być martwym? To znaczy być w swoich grzechach. Na tym polega duchowa śmierć - oddzielenie od społeczności ze świętym Bogiem. I tym jest grzech - oddzieleniem od społeczności ze świętym Bogiem. Ta sama definicja. Życie w grzechu = życie w śmierci.

Jak można to zmienić? Odpowiedzią jest zmartwychwstanie.

Zwróćmy uwagę na logikę Pawła. Jeśli umarli nie zmartwychwstają, to Chrystus nie został wskrzeszony. A jeśli Chrystus nie został wskrzeszony, wówczas wasza wiara jest daremna i nadal jesteście w swoich grzechach. Ale jeśli Chrystus zmartwychwstał, wówczas umarli są wskrzeszani i zgodnie z logiką Pawła – my również zostaniemy zmartwychwzbudzeni.

TERAŹNIEJSZOŚĆ

Ale nie tylko mówimy o przyszłości. Mówimy również o teraźniejszości. Kiedy Chrystus powstał z martwych – my zostaliśmy wzbudzeni z martwych z Nim. My to znaczy kto? Ci, którzy się nawrócili z grzechów i szczerze zaufali Jezusowi. Wraz z Jezusem zostaliśmy wskrzeszeni z naszych grzechów. Nastąpiła śmierć naszych grzechów. Wszystkie one zostały przybite do krzyża i pogrzebane.

Mówiąc obrazowo, uległy rozkładowi w ziemi. Zjadły je robaki. Nie ma ich. Powstaliśmy z Jezusem do nowego życia. Stara, grzeszna natura chrześcijan, wszystkich wierzących w Jezusa została ukrzyżowana.

Czym więc jest grzech w życiu wierzącego? Co się dzieje kiedy grzeszymy? Kiedy grzeszy chrześcijanin, człowiek, który przylgnął wiarą do Jezusa jest to coś całkowicie niezgodnego z jego nową naturą. Paweł mówi: Umarliśmy dla grzechu.

Podobnie i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. Niechże więc nie panuje grzech w śmiertelnym ciele waszym, abyście nie byli posłuszni pożądliwościom jego, i nie oddawajcie członków swoich grzechowi na oręż nieprawości, ale oddawajcie siebie Bogu jako ożywionych z martwych, a członki swoje Bogu na oręż sprawiedliwości. Albowiem grzech nad wami panować nie będzie, bo nie jesteście pod zakonem, lecz pod łaską” (Rzym 6:11-14).

Skoro umarliśmy dla grzechu, niech grzech nie panuje nad nami. Co więc się dzieje, kiedy grzeszysz?

Kiedy grzeszymy jesteśmy jak chłopiec z patykiem, który zakopał martwą żabę, a następnie zaczyna ją odkopywać i babrać się jej wnętrznościami.

Kiedy mama widzi coś takiego z oburzeniem woła: Zostaw to! Co ty wyprawiasz?! Zakop tę martwą żabę i zapomnij o niej. Nie babraj się w niej. Jesteś zdrowym, normalnym dzieckiem. Nie rób tego! J

Czyli kiedy grzeszymy zaczynamy babrać się w smrodzie i zgniliźnie, do których nie powinniśmy wracać. Ten zapach może jest atrakcyjny dla much, ale nie dla wierzących ludzi. Paweł mówi: umarłeś dla takiego życia. Jesteś nowym stworzeniem. Zmartwychwstałeś z Jezusem.

Tę prawdę wyraził nasz chrzest:

Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili (Rzym 6:4).

Jesteś ochrzczony, więc prowadź życie, które chrzest wyraża.

ŻYWY MARTWY CZŁOWIEK

Wróćmy jednak do tego, jak Biblia opisuje tę wielką przemianę, przejście ze śmierci do życia.

Oto jak Paweł w Liście do Efezjan opisuje nasz poprzedni stan:

 I wy umarliście przez upadki i grzechy wasze, w których niegdyś chodziliście według modły tego świata, naśladując władcę, który rządzi w powietrzu, ducha, który teraz działa w synach opornych. Wśród nich i my wszyscy żyliśmy niegdyś w pożądliwościach ciała naszego, ulegając woli ciała i zmysłów, i byliśmy z natury dziećmi gniewu, jak i inni” (Ef 2:1-3).

Zauważmy, że śmierć nie oznacza bycia „zimnym jak kamień”, nie oznacza bezruchu i braku oddechu. Kiedy byliśmy w tym stanie śmierci, chodziliśmy po tym świecie. Kiedy byliśmy martwi, żyliśmy w określony sposób. Czyli Paweł mówi, że martwi ludzie przechadzają się po świecie. I wy tacy byliście. Żyliście jako martwi.

I ta droga była drogą śmierci, co oznacza, że szliśmy przez życie w stanie oddzielenia od Boga. Zatem śmierć nie jest prostym ustaniem czynności życiowych; śmierć jest oddzieleniem. Ustanie czynności życiowych jest śmiercią fizyczną, ale jest jedynie obrazem tego, czym jest prawdziwa śmierć. Fizyczna śmierć to oddzielenie duszy i ciała. Śmierć duchowa to oddzielenie człowieka od Boga.

Przeciwieństwem jest duchowe życie, w którym oddzielamy się od próżnego, grzesznego życia, a nie Boga. Oznacza to, że oddzielenia nie da się uniknąć. Albo oddzielasz się od Boga i żyjesz dla grzechu (śmierć), albo oddzielasz się dla grzechu i żyjesz dla Boga (życie).

OŻYWIONY Z MARTWYCH

Żyjąc bez Boga człowiek wdycha dym samolubstwa, odżywia się chlebem chciwości, pożądliwości, bałwochwalstwa.

I pośrodku takiego życia w śmierci pojawia się Chrystus i do martwych ludzi mówi: Pawle, wstań!

Wierzę, że Jezus ożywił mnie z duchowej śmierci. Bez Jego ożywczego działania mógłbym nadal chodzić, jeść, pić, pracować, odpoczywać, ale byłbym martwy za życia.

Pamiętam koncert zespołu Houk na Przystanku Woodstock w 1996 r., na którym Darek „Maleo” Malejonek powiedział na koncercie ze sceny do tysięcy ludzi: Miłość jest silniejsza od śmierci. Miłość jest gorętsza niż miliony słońc. Kto nie kocha jest martwy za życia. Ja taki byłem dopóki nie znalazł mnie Jezus Chrystus”.

To było dla mnie niesamowite świadectwo. Jak widzicie na tyle silne, że pamiętam to po 25 latach. Byłem martwy za życia. Ktoś powie: Jak to? Byłeś bardzo głośnym muzykiem rockowym! Słyszeliśmy Twój koncert jak głośno gracie. Trupy nie wydają dźwięków.

Otóż wydają! Te żywe trupy.

Życie bez Boga to nie życie. To wegetacja. To życie w nienaturalnym oddzieleniu od Stwórcy. Nie ma nic bardziej dziwnego, nienaturalnego, obcego dla człowieka niż życie w oddzieleniu od Boga. To jak życie ryby w oddzieleniu od wody lub życie orła w oddzieleniu od latania. A przede wszystkim jest to tak samo nienaturalne jak widok martwego człowieka. Ma dwie ręce, dwie nogi, głowę, usta. A nie rusza się, nie chodzi, nie mówi. Jest martwy. To nienaturalne – mieć ciało, wszystkie narządy, a leżeć jak głaz. Tym jest właśnie życie bez Boga.

Człowiek potrzebuje powrotu do swojego naturalnego środowiska, a jest nim życie z Bogiem, życie blisko Boga. Życie w stanie oddzielenia od Boga deformuje nas. Deformuje nasz charakter, nasze emocje, naszą osobowość, naszą zdolność do bezinteresownego kochania.

Wielkanoc zaś oznacza, że Bóg zmienił ten nienaturalny stan. Bóg odwraca ten stan oddzielenia: duszy od ciała i przede wszystkim człowieka od Boga. Jezus powstał z grobu, co oznacza, że śmierć nie jest twoim końcem. Powstałeś do życia z Jezusem przez wiarę. Bóg cię ożywił. Ale obiecał, że ożywi również nasze martwe ciała w dniu ostatecznym. Zaczął erę zmartwychwstania.

Era śmierci przemija, zima przemija, noc się kończy, wybudzamy się ze snu, łzy mijają. Zauważcie, że te obrazy śmierci nawet w naszym życiu komunikują, że śmierć jest tymczasowa i nie ma władzy powstrzymać życia.

Dlatego ogłaszamy Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie powstał! A my, czyli ci, którzy Jemu zaufali, wraz z Nim powstaliśmy, by prowadzić nowe życie! I mamy obietnice, że po śmierci powstaniemy, skoro Chrystus powstał jako pierworodny z umarłych.

Jedna z największych teologicznych różnic między kościołami

Główna różnica pomiędzy kościołami w obecnym czasie nie przebiega wokół takich kwestii jak: chrzest niemowląt, nieutracalność zbawienia, ewolucja/stworzenie, dary Ducha Świętego, znaczenie sakramentów itp. Główna różnica przebiega pomiędzy kościołami otwartymi a zamkniętymi. Mówiąc o kościele zamkniętym nie mam na myśli żadnej duchowej metafory. Mam na myśli dosłowne drzwi zamknięte na dosłowny klucz w każdą niedzielę.
  

Każdy chrześcijański kościół, choćby błądzący w pewnych drugorzędnych kwestiach, który jednak wspólnie śpiewa, głosi i słucha Słowa Bożego, sprawuje Wieczerzę Pańską, wspólnie się modli jest bliższy prawdy Bożego Słowa niż kościół z dbałością o teologiczną precyzyjność, który zdecydował się zamknąć drzwi przed ludźmi i przeniósł się do internetu. Lepiej być na nabożeństwie w kościele, z którym może różnisz się w pewnych kwestiach niż nie być na nabożeństwie wcale. Nabożeństwo lub brak nabożeństwa to jedna z największych teologicznych różnic. O wiele poważniejsza niż wymienione powyżej.

piątek, 9 kwietnia 2021

List do Ministra Zdrowia

Sz. P. Adam Niedzielski 
Minister Zdrowia 
ul. Miodowa 15

Szanowny Panie Ministrze,


Chcielibyśmy wyrazić swoją wdzięczność za trud i poświęcenie w niełatwej służbie, którą Pan pełni. Jednocześnie zapewniamy o nieustannej modlitwie o władze oraz mieszkańców naszego kraju – zgodnie z Bożym przykazaniem.

W pełni rozumiemy zagrożenie wynikające z choroby COVID-19 i potrzebę podjęcia środków ostrożności. Jednak obecne ograniczenia dotyczące nabożeństw (1 osoba na 20 metrów kwadratowych, a wcześniej na 15) w praktyczny sposób dotykają Bożego przykazania i najważniejszy aspekt służby kościoła: spotkanie wspólnoty wiernych z Chrystusem na nabożeństwie, za które odpowiadają przywódcy kościoła, nie zaś przywódcy państwa.

W związku z tym, prosimy o informację na temat źródła rzetelnych badań, statystyk, diagnoz medycznych itp., na podstawie których kościołom został narzucony limit jednej osoby na 20 metrów kwadratowych. W jaki sposób zbadano, że 10 metrów nie jest wystarczającym limitem, zaś 30 metrów zbyt przesadnym? Wielokrotnie słyszeliśmy, że wszelkie restrykcje są oparte na solidnych faktach naukowych. Będziemy wdzięczni za podanie źródeł informacji, na których opierają się Państwa decyzje dotyczące zakresu przestrzeni bezpieczeństwa w kościołach, gdyż pozbawiają one tysiące chrześcijan możliwości uczczenia Boga zgodnie z Jego przykazaniem: 

„I baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków, nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodając sobie otuchy, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża” (List do Hebrajczyków 10:25).

Zapewniamy o dalszym wsparciu przed Bogiem w modlitwie.

Rada Ewangelicznego Kościoła Reformowanego w Gdańsku

czwartek, 8 kwietnia 2021

Pseudonauka i ideologia

„Prawdziwa nauka tym się bowiem cechuje, że poddaje swoje hipotezy krytyce i testom, polegając na przykład na badaniu zgodności z doświadczeniem. Jeśli teorie nie przejdą tych testów, prawdziwa nauka zdolna jest je odrzucić i przyjąć nowe. 

W przeciwieństwie do solidnej nauki pseudonauka i ideologia nie są w stanie odrzucić swoich twierdzeń. Jedyne co mogą zrobić, to odrzucać i niszczyć tych, którzy je krytykują. Tak było w czasach dominacji marksizmu, tak jest również teraz, kiedy miejsce katedr marksistowskich zajęły instytuty gender studies czy queer theory. Każda krytyka tych pseudonauk wiąże się dla naukowca z ryzykiem utraty pracy. Zresztą obecnie głoszenie jakichkolwiek poglądów niezgodnych z tymi, które uznaje się za oficjalnie obowiązujące, skazuje uczonych na infamię, zwolnienie z pracy, bądź – w najlepszym przypadku – marginalizację” 

Józef Białek, Czas Sodomy, czyli zamach na cywilizację, Wydawnictwo Wektory, Wrocław 2020, s.144-145.

środa, 7 kwietnia 2021

Pastor wygonił policjantów z budynku kościoła

Krótko w temacie polskiego pastora Artura Pawłowskiego, który w Kanadzie wygonił policję z budynku kościelnego podczas nabożeństwa:

1. Policjanci nie mają prawa wchodzić na teren budynku bez zgody właściciela lub osoby odpowiedzialnej za jego administrowanie. Jeśli do kościoła przyszli służbowo z zamiarem przeprowadzenia kontroli, powinni przyjść z nakazem dokonania takiej czynności. W innym przypadku jest to bezprawne wtargnięcie. Nie mówiąc już o duchowym oraz moralnym aspekcie takiego zachowania. Słusznie zostali wyproszeni.
2. Sposób, w jaki pastor potraktował te osoby jest złym świadectwem. Nie, nie należało zachowywać się jakiś egzorcysta. Nie należało wyganiać tych policjantów w sposób chamski, bezczelny, poniżający, obraźliwy, lecz z szacunkiem, a jednocześnie stanowczo, zdecydowanie, bezwzględnie.
Chrystus uczy nas, że zarówno treść jak i forma są ważne; CO mówimy i JAK mówimy; zarówno słowa jak i postawa.
Niestety często wybieramy między jednym i drugim: chamstwem, obraźliwym jadem (mylnie nazywając to wiernością) a miałkością, tchórzostwem (mylnie nazywając to miłością). Odpowiedzią na jedną i drugą skrajność jest postawa naszego Pana, którzy ukazał nam, że nam, że odwaga i stanowczość mogą iść w parze z szacunkiem i miłością.

czwartek, 1 kwietnia 2021

Motywacja dla mężów

"Mężczyzna może nie być teologiem z powołania, ale w domu musi być teolo-giem dla swojej rodziny. Kiedy apostoł Paweł mówi kobietom, aby milczały na zgromadzeniach, stwierdza również, że „jeśli chcą się czegoś dowiedzieć, niech pytają w domu swoich mężów; bo nie przystoi kobiecie w zborze mówić” (1 Kor 14:35). Problem polega na tym, iż wiele współczesnych kobiet zastanawia się, dlaczego Biblia mówi, że powinny pytać swoich mężów. „Przecież on nie wie”. Mąż jednak musi być przygotowany do udzielania odpowiedzi na teologiczne pytania żony. Jeżeli ich nie zna, powinien uczyć się i nadrobić braki. W tym słynnym fragmencie nie chodzi o ograniczanie żon, ale zmotywowanie mężów do nauki".

- Douglas Wilson, Reformowanie małżeństwa

Owce nie idą

"Kiedy Jezus uczy, że Jego owce nie pójdą za głosem obcego, to daje do zrozumienia, że owce postępują właściwie, kiedy nigdzie nie idą, jeśli nie słyszą głosu Pasterza" (Jn 10:5). 

- Douglas Wilson