piątek, 24 maja 2019

Muzyka w kościele


MUZYKA JAKO BOŻY DAR

Pierwszym wytwórcą instrumentów muzycznych, o którym wspomina Biblia jest Jubal. Ada urodziła Jabala, który był praojcem mieszkających w namiotach i przy trzodach. A imię brata jego było Jubal, który był praojcem wszystkich grających na cytrze i na flecie (1 Mj 4:20-21).

Jubal był Kainitą, potomkiem Kaina, synem pierwszego poligamisty Lamecha. Możemy więc wnioskować, że Mojżesz wymieniając potomków Kaina wskazuje na linię bezbożności, tych, którzy nie byli czcicielami Boga. Jeden z nich – Jubal prawdopodobnie był pierwszym instrumentalistą. Oznaczałoby to, że wierzący ludzie przejęli użycie instrumentów od niewierzących, podobnie jak użycie narzędzi (1 Mj 4:22). Bóg nie ma z tym problemu. Współcześnie również to zwykle poganie wynajdują nowe, rewolucyjne narzędzia komunikacji, techniki i my wierzący często korzystamy z tych dobrodziejstw. Ateista wynalazł silnik? Nie ma problemu, byśmy korzystali z silników. Poganin wynalazł harfę, gitarę, perkusję? Nie ma problemu, byśmy na nich grali.

W dziedzinie technologii nie powinniśmy unikać uczenia się od pogan. Nie ma problemu, by chrześcijanin studiował na politechnice i od niewierzących uczył się budowy okrętów, inżynierii, budowy maszyn. Może niewierzący nie wiedzą jak pogodzić ich własne założenia o braku Stwórcy i tym, że świat jest jedynie materią w ruchu z istnieniem niematerialnych, stałych i uniwersalnych praw; jak w świecie chaosu i przypadku jesteśmy w stanie za pomocą wzorów opisywać prawa fizyki i przyrody. Jeśli chodzi o spójność światopoglądu bez Boga – niczego takiego nie znajdziemy. Jeśli jednak chodzi o korzystanie z Bożych dóbr, zasobów i praw – niewierzący są w tym całkiem dobrzy.

Biblia ostrzega natomiast, byśmy w dziedzinie nauk humanistycznych, filozofii, religii nie przejmowali myślenia, w którym nie ma miejsca na Boga. Zatem nie ma problemu, by od niechrześcijan uczyć się gry na pianinie. Jest problem, gdybyśmy używali pianina, by tworzyć piosenki opisujące świat w inny sposób, aniżeli robi to Bóg w Piśmie Świętym.

TRANSFORMACJA MUZYKI

Kiedy przyjrzymy się muzyce w Biblii, to zauważymy pewną transformację, przejście od ciszy do muzyki; od śpiewu bez użycia instrumentów do muzyki z użyciem instrumentów.  Ta transformacja w muzyce jest zauważalna podczas nabożeństwa. W Namiocie Zgromadzenia Mojżesza nie było instrumentów. W Torze akcent jest położony na opis wyposażenia Namiotu oraz sekwencje ofiar.
Jeśli był obecny śpiew, to bez użycia instrumentów. Zmieniają  to czasy królów. W Przybytku Dawida, a następnie w świątyni Salomona jest mnóstwo śpiewu oraz instrumentalnych wibracji. Dawid gra na harfie przed Saulem, by uwolnić go od utrapień złego ducha. Później w Przybytku Dawid inicjuje śpiew Psalmów, które wzywają do użycia bębnów oraz różnych instrumentów strunowych do publicznego śpiewu w świątyni.  Przybytek Mojżesza był miejscem mebli, sprzętów i języka. Pismo było czytane. Czasy królów od panowania Dawida to okres śpiewu i instrumentów. Świątynia w okresie królów to dom dźwięku.

Sekwencję od śpiewu a’capella dwudziestu czterech starców do uwielbienia Boga z użyciem instrumentów widzimy również w Księdze Apokalipsy: I usłyszałem głos z nieba jakby szum wielu wód i jakby łoskot potężnego grzmotu; a głos, który usłyszałem, brzmiał jak dźwięki harfiarzy, grających na swoich harfach (Obj 14:2).

W Nowym Przymierzu budujemy Dom Boży Słowem Bożym, modlitwą i muzyką. Bóg kocha piękno i to, co przynosimy Jemu podczas zgromadzenia powinno być jak najlepsze. Bóg chciał pięknej świątyni, pięknego przybytku, najlepszych materiałów, najzdolniejszych architektów i muzyków. Dziś nie wznosimy świątyni ze złota, brązu, drewna, ale wciąż powinniśmy ją budować z najlepszych materiałów: najlepszego śpiewu, najlepszej muzyki, głośnego „Amen” i wyznania wiary, zaangażowanej modlitwy. Bóg nie chciał, aby lud Boży składał w ofierze to, co kulawe i byle jakie. Chciał pierworodnego, zdrowego samca. Bóg nie chce naszego szeptania, mruczanek, lub milczących obserwatorów.

Transformację muzyki możemy dostrzec jednak nie tylko w Biblii, lecz również w historii kościoła jeśli chodzi o śpiew na nabożeństwie. W kościele przed reformacją śpiewano po łacinie i robił to głównie chór. Śpiew był przepiękny, a słuchanie chorałów gregoriańskich było doświadczeniem nieomalże niebiańskim. Był tylko jeden problem. Uczestnicy nabożeństwa byli słuchaczami. Reformacja to zmieniła. Reformatorzy uznali, że śpiewać powinien każdy członek kościoła obecny na nabożeństwie. Temu celowi powinien być podporządkowany rodzaj wykonywanej muzyki i sposób jej wykonania. Każdy z uczestników nabożeństwie jest wibrującym instrumentem muzycznym. Orkiestra nie stoi na podeście. Są nią wszyscy obecni wyposażeni w struny głosowe i wydobywający rytmiczne dźwięki.

Bóg kocha różnorodność, polifoniczność. Kocha akordy durowe i mollowe. Bóg kocha tony niskie i wysokie. Dlaczego? Ponieważ sam jest Orkiestrą. Nie jest nieskomplikowaną pojedynczą monadą lubiącą jednostajny, nużący dźwięk mantr lub islamskich hejnałów. Jest orkiestrą Trzech Osób, które wykonują  jeden utwór trzema głosami. To chrześcijaństwo uczyniło polifoniczną muzykę, śpiew na cztery głosy, chóralne wykonania czymś publicznym. Taki bowiem jest Bóg: jednością i wielością. Bóg kocha wykonania solowe, ale i wykonania gremialne. Trójca jest źródłem muzyki.

MUZYKA JEDNOCZY

Muzyka zwykle jednoczy ludzi. Wystarczy porównać ilość uczestników festiwali muzycznych z ilością osób, która jeździ na konferencje. Ludzie kochają muzykę i kochają być razem przy muzyce. Ludzie dołączają do wspólnego śpiewu przy ognisku, wspólnego tańca weselnego, gremialnie i głośno śpiewanego refrenu na koncercie rockowym. Muzyka formuje nas w armię. Kiedy gromadzimy się na nabożeństwie, uczestniczymy w bitwie, a śpiewane Psalmy i hymny mają nas zagrzewać do walki z grzechem i walki o świat.

Pójdźcie, radośnie śpiewajmy Panu, Wznośmy okrzyki radosne skale zbawienia naszego! Pójdźmy przed oblicze jego z dziękczynieniem, Wykrzykujmy mu radośnie w pieniach, Gdyż wielkim Bogiem jest PanI królem wielkim nad wszystkich bogów (Ps 95:1-3)

ŚPIEW BOGU - STRATEGIA WALKI

Wspólnotowy śpiew ludu Bożego to Boża strategia walki. Przypomnijmy sobie te dwie historie:

Wstawszy wcześnie rano, wyruszyli na pustynię Tekoa. A gdy wyruszali, Jehoszafat stanął i rzekł: Słuchajcie mnie, Judejczycy i mieszkańcy Jeruzalemu! Zawierzcie Panu, Bogu waszemu, a ostaniecie się! Zawierzcie jego prorokom, a poszczęści się wam. A naradziwszy się z ludem, wyznaczył śpiewaków dla Pana, którzy odziani w święte szaty mieli kroczyć przed zbrojnymi i śpiewać hymn pochwalny: Wysławiajcie Pana, albowiem na wieki trwa łaska jego. Gdy tylko zaczęli śpiewać radosne pienia pochwalne, Pan nastawił zasadzkę na Ammonitów, Moabitów i mieszkańców pogórza Seir, którzy ruszyli na Judę i zostali pobici (2 Krn 20:20-21).

Lud wzniósł okrzyk wojenny i zagrano na trąbach. Skoro tylko usłyszał lud dźwięk trąb, wzniósł gromki okrzyk wojenny i mury rozpadły się na miejscu. A lud wpadł do miasta, każdy wprost przed siebie, i tak zajęli miast (Joz 6:20).

Ewangelizacja, bitwa o świat zaczyna się od uwielbienia Boga, od nabożeństwa w pierwszy dzień tygodnia. Najważniejsze bitwy rozpoczynają się już w koszarach: w głośnym śpiewie Psalmów, hymnów i pieśni duchownych, w rękach wzniesionych ku niebu. Jeśli armia przed wyruszeniem na pole walki śpiewa hymn cicho i bez wiary, możemy się domyślić  jak będzie walczyć. Wrogowie nie mają powodu do lęku.

Muzyka zagrzewa do boju sportowców, a podczas wielkich meczów piłkarskich każdy mężczyzna na trybunach staje się śpiewakiem. Wiele żon może się dziwić, że po 20 latach chodzenia do kościoła, okazuje się, że ich mężowie potrafią głośno śpiewać. Jeśli rozumiemy, że podczas nabożeństwa jesteśmy na arenie duchowej bitwy, a muzyka to nie tylko sposób w jaki czcimy Boga, lecz i Boży dar, by nas zagrzewać w wierze, to szyby w oknach kościoła nie powinny być bezpieczne. W szczególności Psalmy są pieśniami wojennymi. Często pojawia się w nich odniesienie do wrogów Jahwe, których szczęście i pomyślność są tylko chwilowe. Psalmy wzywają Boży lud do ufności Bogu, modlitwy o Boże zwycięstwo nad wrogami: poprzez ich nawrócenie lub usunięcie. Współczesnym pieśniom wiele brakuje do duchowości i treści Psalmów. Nic dziwnego, że przestaliśmy traktować śpiew na nabożeństwie jako element duchowej walki.

Jak napisał Douglas Wilson: 

Zamiast śpiewać „Syn Boży idzie naprzód na wojnę" jako zwarty, gotowy do bitwy kościół, śpiew zmierza w kierunku piosenek w stylu ​​„Kumbaya”. Kiedy jednak kościół śpiewa Psalmy, wówczas nie powinny nas dziwić pieśni, takie jak "Warownym grodem jest nasz Bóg". Nie są to Psalmy, lecz są to hymny, które siedzą u stóp Psalmów, aby być przez nie pouczone i ukształtowane. Kiedy duża część kościoła zrezygnowała ze śpiewania Psalmów oderwaliśmy się od danego nam przez Boga natchnionego wzorca dla śpiewu. Tak jak kazania oddalają się od prawdy, kiedy przestają być ekspozycją natchnionego tekstu, tak muzyczna część nabożeństwa oddala się od prawdy, kiedy nie ma regularnych muzycznych przypomnień o tym, co Bóg uważa za odpowiednią chwałę głosową. Ponieważ nie chcemy prosić Boga, aby „złamał ich złe ręce”, znaleźliśmy tam, gdzie jesteśmy, śpiewając muzykę w stylu „Jezus jest moją dziewczyną”. Jesteśmy przekonani, że wyjście z tej ślepej uliczki jest do odzyskania przez śpiew Psalmów.

MUZYKA JAKO ŚRODEK KOMUNIKACJI

Nie tylko słowa piosenek, lecz sama muzyka jest narzędziem komunikacji i coś oznajmia. Nie trzeba słów, by to słyszeć. Są płyty z muzyką instrumentalną, wiele utworów zaczyna się instrumentalnym intro i bardzo szybko potrafimy się zorientować jaki nastrój wnosi dana muzyka. Nie jest to rzecz neutralna. Muzyka może wyrażać smutek, ból, radość, triumf, strach, spokój, bunt. Mamy różne gatunki muzyki, które są używane przy różnych okazjach, w różnych celach. Porównajmy to z tonacją naszych głosów. Wydobywanie dźwięków z krtani jest jak gra na instrumencie. Mamy instrumenty dźwiękowe w nas, które powodują, że możemy mówić wolno, lub szybko, cicho lub głośno, długo lub krótko, tonem spokojnym, lub rozkazującym.

Pomyślmy o różnych miejscach, w których gromadzą się ludzie: kościół, szkoła, wojsko, cmentarz, przedszkole, festiwale… Wszędzie tam można usłyszeć muzykę, lecz będzie ona inna. I powinna być inna. W jednym miejscu odpowiedni będzie marsz, w innym walc, w innym muzyka żałobna, w innym muzyka taneczna, w innym orkiestra, a w innym muzyka kościelna uwielbiająca Boga. Dlatego nie usłyszymy walca na pogrzebie lub kołysanki w wojsku. Nie chcemy rocka, symfonii van Beethovena, popu lub jazzu w kościele podczas nabożeństwa. W kościele chcemy muzykę uwielbiającą Boga, do śpiewania przez wszystkich wiernych. Instrumenty mają w tym zadaniu rolę służebną, a nie pierwszoplanową. Są jak laska dla osoby, która potrzebuje pomocy w chodzeniu. Nie kupuje laski, by się nią zachwycać i wnosić ku górze, by wszyscy oglądali jej wzór. Podobna jest relacja instrumentów do śpiewu. Dobry muzyk w kościele to taki, na którego najmniej zwraca się uwagę, ponieważ jego zadaniem nie jest wskazywanie na siebie, lecz na Boga. Muzyk w kościele prowadzi wspólnotę w śpiewie, a nie udziela występu. Jest jak kierowca autobusu. Jego celem nie jest zbieranie nagród za szybką lub płynną jazdę. Ma nas płynnie, bezpiecznie przewieźć, najlepiej nie zwracając na siebie uwagi, a więc w taki sposób, by podróżny spokojnie przeczytał książkę, posłuchał muzyki, zdrzemnął się lub porozmawiał ze współpasażerem.

Mamy więc różne dźwięki na różne okazje: w pubie, filharmonii, w kościele, w wojsku. Nie zagramy rocka na perkusji na pogrzebie. Dlaczego? Dlatego, że nie jest to odpowiednie miejsce i moment na ten rodzaj muzyki. Czy to znaczy, że rock jest zły? Oczywiście nie. Jest raczej nieodpowiedni na pogrzeby lub na nabożeństwo.

Niekiedy myślimy, że jedynym kryterium dla wykonywania muzyki w danym miejscu jest nasza szczerość. Uzasadniamy to stwierdzeniem, że Bóg lubi każdy rodzaj muzyki, ponieważ bardziej zależy Jemu na sercu, niż na formie. Dlatego nie ma znaczenia, czy zaśpiewamy hymn Cudowna Boża łaska w stylistyce rap, pop czy disco. Nabożeństwo ku czci Stwórcy wszechświata nie jest jednak miejscem, w którym powinniśmy pożyczać współczesne style z radia, nocnych klubów, czy koncertów rockowych. W kościele powinniśmy mieć własny rodzaj muzyki. To nie może być kalka muzyki radiowej okraszona chrześcijańskim tekstem. To mają być dźwięki adekwatne do wydarzenia jakim jest spotkanie z Bogiem w niebie.

W Starym Przymierzu śpiew prowadzili namaszczeni Duchem muzycy. To było ich powołanie, służba, coś szczególnego. Bóg nie chciał, aby śpiewane było byle co i byle jak. Dziś po zesłaniu Ducha Świętego wszyscy wierzący są Nim namaszczeni. Dlatego w kościele śpiew powinien być wspólnotowy, plemienny, donośny, chwalebny. Biblia uczy, że pewien rodzaj postawy, nastroju powinny mieć miejsce podczas uwielbienia (Hbr 12:28; Iz 6:5; Obj 4:10; 1 Kor 14:25).  
Pismo mówi również o związku między nastrojem, emocjami, a rodzajami muzyki (Mt 11:17; 4 Mj 10:10; 2 Sm 6:12-15; Łk 15:25). Jeśli zestawimy te rzeczy zauważymy, że marsz żałobny, folk lub rock’n’roll nie pasuje do śpiewu podczas nabożeństwa. Biblia mówi również o jakości wykonania (Ps 33:3; 1 Krn 25:7),  muzycznej poprawności (Mt 11:17), o wielbieniu Boga głośno i radośnie (Ps 47:1), melodyjnie  (Ps 98:5), z użyciem różnych instrumentów (Ps 150:3-5), wspólnie (Ps 149:1), opowiadając duchowe prawdy (Kol 3:16, Ef 5:19). Jeśli to rozumiemy, wówczas będziemy w stanie zastosować właściwe kryteria oceny, by stwierdzić, czy dana pieśń bardziej nadaje się do śpiewania przy ognisku, na szkółce z maluchami, czy na nabożeństwie.

Duch obecnych czasów chce luźnego, "młodzieżowo-dżinsowego" podejścia do kościoła. Tymczasem Bóg nakazuje nam zbliżać się do Niego podczas nabożeństwa z czcią i bojaźnią Bożą (Hebr. 12:28) oraz z radością (Ps 81:2). Aby to wyrazić w kontekście nabożeństwa, potrzebny jest określony rodzaj muzyki i nie będzie to blues, pop, ani rock. Jednak odrzucenie pewnego rodzaju muzyki na nabożeństwie nie jest tym samym co odrzucenie danego stylu jako takiego. Osobiście lubię reggae, jazz, rock, folk, blues. To jednak nie znaczy, że każdy z tych stylów jest odpowiedni kiedy mówimy o uwielbieniu Boga. To, czy coś lubimy nie jest wystarczającym powodem, aby przynosić daną rzecz do kościoła. Kluczowymi słowami są stosowność i adekwatność. Nie uważam picia piwa za grzech, ale czymś nieodpowiednim byłoby, gdybym obok kazalnicy podczas nabożeństwa miał kufel z piwem, zamiast szklanki wody.

MUZYKA MA CEL

Muzyka jest teleologiczna, co oznacza, że ma cel. Celem muzyki punkowej jest bunt, niezgoda. Celem rocka jest rozrywka. Celem reggae jest trans, odprężenie. Celem folka jest zabawa w tańcu. Celem marszu jest motywacja i zagrzewanie do walki. Nie jest prawdą, że każdy rodzaj muzyki pasuje do każdej sytuacji. Szczerość jest dobra, lecz nie jest wystarczająca. Nie jest prawdą, że osiągniemy założony cel grając jakikolwiek rodzaj muzyki. Kiedy Saul był rozdrażniony, gdy dopadał go zły duch, Dawid grał rodzaj muzyki, który go łagodził (1 Sm 16:14-17). Z pewnością nie był to heavy metal (choć osobiście nie mam nic przeciwko koncertom metalowym). Kiedy pewne dzieci chciały tańce - grały na flecie (Mt 11:17). Kiedy syn marnotrawny wrócił do domu, słudzy i domownicy zorganizowali imprezę powitalną z tucznym cielęciem i taneczną muzyką (Łk 15:25).

Nie istnieją więc lepsze lub gorsze style muzyczne. Rock nie jest grzeszną muzyką, a muzyka klasyczna nie jest muzyką świętych. Perkusja nie jest instrumentem piekieł, a harfa niebios. Kluczową kwestią jest to, czy rozpoznajemy, że nie wszystko nadaje się do grania w każdym miejscu i czasie. Dana muzyka lub piosenka mogą być adekwatne na przyjęciu urodzinowym w przedszkolu,  ale podczas uwielbienia Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba taki rodzaj muzyki będzie czymś infantylnym i nonszalanckim. Dżinsy nie są złe, ale nie są odpowiednim ubiorem na ślub czy pogrzeb.

czwartek, 23 maja 2019

NOWOŚĆ! "Do wychowywania w sprawiedliwości"

Już jest! Druga książka naszego Wydawnictwo Trinity! Tym razem poradnik autorstwa mamy, żony, nauczycielki Pam Forster pt. "Do wychowywania w sprawiedliwości" przesycony Bożym Słowem - o wychowaniu dzieci oraz nastolatków w wierze, mądrości, miłości. 

390 stron w cenie 29.90 PLN. 
Zamówienia: bartosik7@gmail.com

Wielkie podziękowania dla: Agnieszka Mazurek, Roman Mazurek, Radek Kowalski za Waszą pracę i wkład w wydanie tej pozycji!

Rytuały czy rytualizm? Liturgia czy liturgizm?



Świątynia w Jerozolimie została zniszczona w 70 roiku. Wraz z odejściem do przeszłości Świątyni - odeszły do przeszłości również starotestamentowe święta i ceremonie, które były cieniem i zapowiedzią nowej rzeczywistości: nowego stworzenia, nowego Exodusu. Wszystkie święta Starego Przymierza znalazły wypełnienie w Niedzieli – Dniu Pańskim Nowego Przymierza, zaś rytuały z Paschą na czele znalazły wypełnienie w dwóch ustanowieniach Nowego Przymierza: Chrzcie i Komunii. Nie wracamy do cieni. Nie oznajmiamy, że Mesjasz przyjdzie, aby nas odkupić. Oznajmiamy, że już przyszedł, aby nas odkupić. Jest Nim Jezus Chrystus, Syn Boży narodzony z dziewicy.

Kościół wciąż ma i powinien mieć święta i rytuały. Jednak nie Święto Namiotów, Chanuka, Paschę, Pojednania. Mamy rytuały i święta, które oznajmiają, że dzieło odkupienia się dokonało

Każdy nasz dzień ukazuje, że jesteśmy istotami rytualnymi: codzienna pobudka, prysznic, śniadanie, mycie zębów, wyjście do pracy itd. Nie inaczej jest z kościołem. Nasze spotkanie z Bogiem ma charakter rytualny. Gromadzimy się o stałej godzinie, wspólnie wstajemy, śpiewamy, słuchamy, wznosimy ręce, wspólnie i w określonej kolejności (najpierw chleb, potem wino) jemy i pijemy itd. Biblia naucza, że nawet w wieczności będą miały miejsce rytuały. Chwała nieba i oddawanie Bogu czci jest opisywane jako rytualny kult (pewnie dlatego zachwyca nas synchroniczny taniec i śpiew).

A wokoło tronu dwadzieścia cztery trony, a na tych tronach siedzących dwudziestu czterech starców, odzianych w białe szaty, a na głowach ich złote korony. - Apokalipsa (Objawienie) 4:4

A cztery postacie mówiły: Amen. Starcy zaś upadli i oddali pokłon. - Apokalipsa (Objawienie) 5:14

Potem widziałem, a oto tłum wielki, którego nikt nie mógł zliczyć, z każdego narodu i ze wszystkich plemion, i ludów, i języków, którzy stali przed tronem i przed Barankiem, odzianych w szaty białe, z palmami w swych rękach. - Apokalipsa (Objawienie) 7:9 

A wszyscy aniołowie stali wokoło tronu i starców, i czterech postaci, i upadli przed tronem na twarze swoje, i oddali pokłon Bogu. - Apokalipsa (Objawienie) 7:11

Lud Boży w niebie oddaje pokłon Barankowi, jest zaangażowany w rytualny śpiew, ubrany w odświętne szaty.  Wszystko ma swój porządek, który jest pełen piękna i chwały. To co krytykował Jezus to nie rytuały, lecz rytualizm. Tym, co powinno wzbudzać nasz sprzeciw nie jest liturgia, lecz liturgizm - wiara w zewnętrzne gesty, czynności, poprzestawanie na formach i ich skuteczności. Liturgizm jest liturgią bez Ducha. Rytualizm jest rytuałem bez przemiany serca - nakładaniem makijażu na trupa, pobielanym grobem - pięknym z zewnątrz, jednak wewnątrz gnijącym i zjadanym przez robactwo. Pan Jezus nie krytykował faryzeuszy za to, że dają dziesięcinę z kopru i mięty, lecz to, że będąc skrupulatni w zewnętrznościach, zaniedbali to, co w Prawie jest dużo ważniejsze: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę (Mt 23:23).

Sam Chrystus ustanowił dwa proste rytuały: Chrzest i Wieczerzę Pańską. Najwidoczniej uznał ich ważność. Chrzest to sakrament narodzin. Wieczerza to sakrament posilenia. Oba są rytuałami, które mają nas prowadzić do Jezusa, wiary i świętego życia. Nie jesteś zbawiony dlatego, że jesteś ochrzczony lub przychodzisz do Stołu Pańskiego. Ciała wielu ochrzczonych i spożywających duchowy pokarm i napój Izraelitów zasłały pustynię z powodu niewiary (1 Kor 10:1-5). Nasze zbawienie wynika z tego czy zaufaliśmy Chrystusowi. Tylko ten, który zaufał Synowi Bożemu choćby i umarł, żyć będzie (Jn 11:25).

Mam oko i Mamuuu - recenzja

Niektórzy z was wiedzą, że jestem miłośnikiem sportu (żużel, piłka nożna, NBA), muzyki, książek oraz gier planszowych. Dziś recenzja trzech z nich Wydawnictwa Rebel.

MAM OKO

Wydawnictwo Rebel ma w ofercie idealną grę rodziną, w którą mogą grać wszyscy niezależnie od wieku. Gra "Mam Oko" jest niewielkich rozmiarów, a w ładnie wydanym opakowaniu znajdziemy 60 kart z różnymi symbolami oraz instrukcję. Karty są zrobione z bardzo trwałego materiału więc wytrzymają dużo rozgrywek. 


Gra ćwiczy spostrzegawczość i refleks. Na pierwszy rzut oka przypomina nieco grę w Dobble, choć gracze mają nieco inny cel. Może w nią grać od dwóch do sześciu osób. Gracze tasują karty i dzielą się nimi pomiędzy sobą. Równocześnie wykładamy na stół pierwsze karty z góry, a następnie wyszukujemy na nich dwa takie same obrazki, lecz w innym kolorze.


Jeśli nie znajdziemy ich w wyłożonych kartach, dokładamy kolejne. Wśród ilustracji mogą znajdować się np. klucz, kotwica, kość, bączek, puchar, tarcza, okulary, nóż, pędzel... Gra kończy się, gdy skończą się odkrywane karty lub nikt nie będzie w stanie znaleźć żadnych par. Zwycięża gracz, który zbierze największą ilość kart.

W wersji eksperckiej należy odnaleźć dwie pary identycznych kształtów (w różnych kolorach). Wówczas pierwszy gracz, który je odnajdzie zabiera wszystkie karty, które je przedstawiają. 

W zasadzie to całe zasady. Gra przeznaczona jest dla dzieci od 7 lat wzwyż. Można jednak grać w nią z młodszymi upraszczając zadania. Można przykładowo wskazać dzieciom dwie karty, na których powinny szukać par, albo wskazać jeden element, którego powinny szukać na innych kartach. Nie ma w niej negatywnej interakcji, choć jest element rywalizacji. Dzięki niewielkim rozmiarom gra świetnie sprawdza się na wycieczkach, w podróży. 

Rozgrywka jest szybka, ciekawa, sprawdza się podczas gier rodzinnych, jak i na rozgrzewkę podczas wieczorów planszówek dla bardziej wytrawnych graczy. Można ją również stosować w celach terapeutycznych ponieważ ćwiczy koncentrację i spostrzegawczość.

Informacje o grze:
Autor: zespół Rebel | Wydawnictwo: Rebel.pl |
Wiek graczy: 7+
Liczba graczy: 2-6 osoby
Czas rozgrywki: 15 minut
Zawartość pudełka: 60 kart, instrukcja
Czas gry: ok. 15 min

--------------------------------------------------------------------------------


MEMUU

To gra karciana, w której sprawdzimy nasz refleks i spostrzegawczość. W pudełku mamy 72 karty Memuuu i 3 karty krów. 
Osoba, która ostatnio widziała krowę, bierze talie kart i ją tasuje.

Jedna osoba odwraca po kolei karty na stole. Odkryte karty kładziemy na środku stołu. Każdą kolejną kartę kładziemy na poprzedniej. Gdy któryś gracz pamięta, że widział już wcześniej kartę położona na wierchu zakrywa ręką stos i mówi np. kaczka na niebieskim tle, lub jajecznica na zielonym tle lub kaktus na czerwonym tle!


Sprawdzamy. Jeśli gracz miał rację, bierze wszystkie odkryte karty na stosie leżące pod daną kartą. 
Jeśli nie ma racji, rozdajemy wszystkie odkryte karty pozostałym graczom, zaczynając od lewej strony. 

Jest pewien wyjątek. Musimy być czujni na krowy. Gdy pojawi się krowa, gracz, który jako pierwszy zakryje ją ręka, bierze wszystkie karty ze stosu. W ten sposób kończy się runda. 
Kiedy ostatnia karta ze stosu zostaje odkryta i nikt nie nie może sobie przypomnieć, że pojawiła się wcześniej, wówczas gra się kończy, a gracz z największą ilością kart wygrywa rundę.

Gdy każdy gracz raz tasował karty, gra się kończy, a osoba z największą liczbą wygranych rund wygrywa całą grę. 


Rozgrywka zawiera również tryb ekspercki. W tej wersji, aby zdobyć karty, trzeba zakryć stos ręką, gdy wie się o dwóch parach kart ukrytych w stosie. Oczywiście należy je poprawnie opisać. 


Zasady gry są bardzo proste. Prostota połączona z dynamiką sprawią, że gra sprawdzi się zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Świetna gra integracyjna i służąca jako rozgrzewka przed bardziej wymagającymi planszówkami. Jej niewielki rozmiar sprawia, że nadaje się również do gry w podróży. Gra jest bardzo ładnie wydana, począwszy od opakowania, a kończąc na kolorowych, ładnych kartach. 

Informacje o grze: 
Wydawca: Rebel.pl
Liczba graczy: 2 - 6 osób 
Wiek: od 7 lat Czas gry: ok. 15 minut 
Waga: ok. 0.301 kg
Zawartość pudełka: 
- 72 karty Memuuu 
- 3 karty krów 
- instrukcja

środa, 22 maja 2019

Dwanaście powodów, by nie iść na Trójmiejski Marsz Równości

Dodaj napis
W sobotę, 25 maja ulicami Gdańska po raz piąty przejdzie Trójmiejski Marsz Równości. Tym razem uczestnicy idą pod hasłem "Miłość może tylko łączyć", które jest hołdem dla tragicznie zmarłego prezydenta Pawła Adamowicza. Swoją obecność zapowiedziały również grupy queerowe i gejowskie z innych rejonów Polski, a także Niemiec i Holandii.

Oto 12 powodów, dla których udział w owym marszu nie jest dobrym, ani mądrym pomysłem.


1. Miłość może nie tylko łączyć, ale i dzielić. Np. miłość do cudzej żony oddziela od własnej. Miłość do grzechu homoseksualizmu oddziela od Boga. Miłość do narkotyków oddziela od życia w wolności. Miłość do pieniędzy oddziela od ludzi. 

2. Miłość, owszem, może również łączyć, lecz łączyć nie tylko w dobro, lecz również w grzech. Miłość dwojga osób tej samej płci, kobiety wobec cudzego męża, mężczyzny wobec pięciu kobiet łączy ich w relację, która nie ma upodobania w Bożych oczach. 

3. Tego dnia w Trójmieście jest wiele atrakcji, koncertów, ale także i wydarzeń z okazji Dnia Matki. Zabierz mamę do kawiarni, na spacer, piknik. Brzmi ciekawiej niż parada lesbijek, gejów, biseksualistów, transseksualistów, poliamorystów, panseksualistów, prawda? 

4. Zanim się udasz na Marsz rozszyfruj skrót  LGBTQIAP+ (co roku się poszerza), byś wiedział w czym uczestniczysz. Poczytaj czym jest np. queer, poliamoryzm, panseksualizm - zanim ochoczo dołączysz do pochodu tych środowisk. Upewnij się jakie nowe litery zostaną dodane za rok i co kryje się tajemniczym "+". Bądź pewien, że dzisiejsi radykaliści seksualni nie będą ostatnimi konserwatystami. 

5. Każdy świadomy i pełnoletni obywatel w Polsce ma prawo do zawarcia małżeństwa. Nie każdy jednak ma na to ochotę. Nie ma z tym problemu. Nikt nikogo z tego powodu nie dyskryminuje. 

6. Marszami Równości nikt nie zmieni definicji małżeństwa. Nie jesteśmy magikami. 

7. Nie każdego musi interesować to, w jaki sposób pewne osoby dochodzą do orgazmu. Prywatne sprawy powinny pozostać w prywatnych miejscach. 

8. Seksualność na widoku publicznym to powrót do starożytnych pogańskich kultur, które wywlekały seks na rynek, ruchliwe ulice i do pogańskich świątyń. Poczytaj o starożytnych kulturach Mezopotamii, Fenizji, Cyprze, Koryncie, Sycylii, Kartaginie, Egipcie, Libii… Nie wracaj do dawnej przeszłości. Nie wskrzeszaj umarłej niemoralności. 

9. Wyzwolona seksualność to rewolucja obyczajowa dokonana przede wszystkim przez rozwiązłych mężczyzn dla rozwiązłych mężczyzn. Nie wspieraj ich postulatów. Poza tym, czy naprawdę jesteś za adopcją dzieci przez pary homoseksualne? Powiesz, że Marsz Równości nie dotyczy tego postulatu. Otóż nic bardziej mylnego. Jest to marsz równości. Równość nie wyklucza, pamiętasz? "Miłość może tylko łączyć", czyż nie? Czy miłość może łączyć dziecko z dwojgiem mężczyzn lub z dwiema kobietami? Oczywiście! Adopcja dzieci jest jednym z kolejnych kroków aktywistów LGBTQ+ w kierunku "równości". Niektórzy homoseksualiści, jak wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej, nawet tego nie ukrywają. Znam kilku homo-aktywistów w Polsce, którzy wychowują dzieci będąc w jednopłciowych związkach. Nadal wybierasz się na Trójmiejski Marsz Równości?

10. Niektóre osoby mają seksualne nawyki, które zniewoliły ich we własnych pożądliwościach. Dlaczego jednak miałbyś dołączyć do osób, które się tym chwalą? G.K. Chesterton powiedział: „Wolna miłość jest bezpośrednim wrogiem wolności. Jest najbardziej oczywistą ze wszystkich łapówek jakie mogą być zaoferowane przez niewolnictwo". Dowiedz się jak niewolnicy mogą stać się wolni i żyć w czystości. 

11. Pamiętaj o Sodomie. Niebo widzi. I reaguje. Grzech nigdy nie jest bezpieczny. Prezerwatywa lub tabletka "dzień po" nie są wystarczającym zabezpieczeniem przed jego konsekwencjami. 

12. Zadbaj o własną duszę, bo to jest prawdziwa stawka akceptacji dla grzechu. Zaufaj Jezusowi. On uwalnia nas nie tylko od grzechu, ale i jego mocy w naszym życiu. Chrystus nie jest wrogiem osób LGBTQ. Jest ich Zbawicielem, który przyszedł, aby uratować to, co zginęło. 

wtorek, 21 maja 2019

Czy istnieją duchy?


A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: Pokój wam! Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam. - Ew. Łukasza 24:36-39

Uderzające jest, że kiedy człowiekowi ukazuje się jakaś ponad naturalna siła, istota, serce człowieka jest przerażone. Wygląda na to, że człowiek instynktownie lęka się, obawia się spotkania z nadprzyrodzonością bez obecności pośrednika.

Apostołowie mniemali, że widzą ducha. Co to oznacza? Czy istnieją duchy? Odpowiedź brzmi: oczywiście! Istnieją istoty, które nie mają fizycznego ciała. Często ludzie mylą ich z duszami bliskich, którzy umarli. Niektórzy wręcz wywołują duchy zmarłych przodków, szukają kontaktu ze zmarłymi. Biblia naucza, że nikt z nas nie ma mocy, by przywołać zmarłych. Ich dusze znajdują się w niebie lub w piekle, a Pan Bóg nie zwalania ich na ziemię wskutek naszych zaklęć. Owszem, zdarzało się, że ludzkim oczom ukazali się Mojżesz i Eliasz, lecz stało się tak dlatego, że Bóg tak zechciał (Mt 17:3). Była to obecność na tyle oczywista, że Piotr, Jan i Jakub wiedzieli kim są te postacie. 

Co więc z duchami? Biblia mówi o tym, że istnieją duchowe istoty takie jak aniołowie, archaniołowie, cheruby, serafy, demony... Kiedy ktoś doświadcza obecności ducha, zwykle dzieje się to wskutek tego, że człowiek szuka obecności z duchową rzeczywistością. Pomyślmy o wróżbiarstwie, różdżkarstwie, okultyzmie, wahadełkach, tarocie… Nie są to zwykłe, niewinne, niegroźne zabawy. To zapraszanie duchowych mocy, udawanie się w ramiona demonów, które potrafią przyjść nawet w postaci aniołów światłości, by zwieść, związać, zniszczyć i zniewolić człowieka (2 Kor 11:14).

Nasz Pan pociesza apostołów słowami:

Lecz On rzekł do nich: Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam. (Łk 24:38-40)

Jezus nie mówi: duchy nie istnieją. Mówi: duch nie ma ciała, ani kości. Duch też nie je. Nie potrzebuje jedzenia. Chrystus zaś jadł i podawał im chleb (Łk 24:30.35). Tak dobitnie jak tylko mógł dał apostołom do zrozumienia, że nie jest zjawą, istotą duchową. Jest istotą fizyczną! Ma ciało, rany na rękach, jadł i pił. Zmartwychwstały Chrystus to nie jest jakby człowiek. To człowiek! To nie jest Bóg, który na moment przywdział "szaty" człowieka. To Bóg, który stał się człowiekiem i pozostanie człowiekiem na wieczność. 

poniedziałek, 20 maja 2019

Maria powiedziała Bogu: tak!

Faryzeusze, widząc wiwatujący tłum podczas triumfalnego wjazdu Jerozolimy chcieli, by ludzie zamilkli, by przestali wyznawać Chrystusa jako Króla przychodzącego w imieniu Pańskim. Lecz niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom. (Łk 19.39). 

On jednak odpowiedział: "Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą." (Łk 19:40)

Innymi słowy, nie da się tego ukryć, nie da się uciszyć prawdy, że Chrystus jest królem. Nawet kamienie będą o tym krzyczeć jeśli oni zamilkną. To publiczna wieść. Jeśli oni zamilkną, wieść o tym rozniesie się inaczej, ale wy nie będziecie mieli w tym udziału. Bóg sobie poradzi.

Przypomina to słowa Mordochaja do Estery, gdy już była królową na dworze króla Achaszwerosza.

"Przekazał Mordochaj Esterze taką odpowiedź: Nie wyobrażaj sobie, że ty jedna spośród wszystkich Żydów ocalejesz dlatego, że jesteś w pałacu królewskim. Bo jeśli ty w takim czasie będziesz milczeć, ratunek i ocalenie dla Żydów przyjdą skądinąd, lecz ty i dom twego ojca zginiecie. Kto zaś wie, czy godności królewskiej nie osiągnęłaś właśnie na taki czas, jak obecny? (Est 4.13-14)

Nawet jeśli ty nie ocalisz Żydów, to Bóg znajdzie inny sposób. Dał tobie tę możliwość, byś uczestniczyła w Jego planie, ale to nie jest tak, że On potrzebuje ciebie. To raczej ty potrzebujesz Jego.

Współcześnie wiele maryjnych pieśni w Kościele Rzymskokatolickim opowiada o jej wkładzie w dzieło zbawienia, nazywając ją "Współodkupicielką". Wszak aniołowi powiedziała "tak" (Łk 1:38). Zgodziła się! Na moment świat stanął w miejscu, niebo zamarło w niepewnym milczeniu, a Abraham, Mojżesz i Eliasz ściskali kciuki, by pobożna Maria zgodziła się wydać na świat Bożego Syna. Nasze zbawienie wisiało na włosku! Co powie Maria?! Jest odpowiedź! Powiedziała Bogu: "tak!". 

Nie zapominajmy o tych słowach: "Bo jeśli ty w takim czasie będziesz milczeć, ratunek i ocalenie dla Żydów przyjdą skądinąd (...)". 

Bóg wybrał Marię na matkę Chrystusa. Okazał jej łaskę i dał ochotną wolę. Możemy oczywiście teoretyzować, co by było gdyby... Gdyby Maria powiedziałaby aniołowi: "nie" – Bóg znalazłby inną kobietę, by urodziła Jego Syna. A jednak to Marię wybrał Bóg na matkę Jego Syna. Nie było planu "B". "Bo któż może przeciwstawić się jego woli?" (Rzym 9:19). To nie na decyzji Marii Bóg oparł zbawienie świata. Jeśli ci będą milczeć, kamienie krzyczeć będą. Bóg z tych kamieni ma moc wzbudzić potomstwo Abrahama, jeśli wy odrzucicie wiarę Abrahama. Bóg sobie poradzi. Bardziej martwię się o ciebie. 

Bóg nie jest związany przez ludzką decyzję. Ma moc skruszyć każdą zatwardziałą wolę - i robi to, jak widzimy w Biblii oraz patrząc na miliony nawróconych ludzi na świecie! Właściwą decyzją, kiedy Bóg przychodzi do człowieka jest: Tak, Panie. Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim. Niech mi się stanie według Słowa Twego. Mów Panie, bo sługa Twój słucha.
Nie dlatego, że Bóg potrzebuje twojego "tak". To raczej ty potrzebujesz Bożego "tak" i swojego "tak", by móc współuczestniczyć w Bożym zbawieniu i Bożej radości.

piątek, 17 maja 2019

Życie po życiu po śmierci


Jako chrześcijanie niekiedy myślimy o zmartwychwstaniu jako po prostu o życiu po śmierci, lub jako o "pójściu do nieba". Jednak w biblijnym ujęciu oznaczało ono nowe życie w ciele w odnowionym przez Boga świecie. Oznaczało ono życie po życiu po śmierci.

Czy istnieje życie po śmierci? Oczywiście. Zbawieni udają się do nieba, zaś potępieni do piekła. Jest to jednak stan tymczasowy, przejściowy. Zbawieni oczekują na chwalebne zmartwychwstanie ciał, na życie z Bogiem na Nowej Ziemi i w Nowym Niebie zstępującym na ziemię. Zaś potępieni oraz piekło zostaną wrzuceni na wieczność do jeziora ognistego (Obj 20:4-8). 

Dusze zbawionych w niebie "oczekują" na zmartwychwstanie ciał. Dlatego zmartwychwstanie oznacza życie po życiu. Oznacza życie na nowej ziemi (i w Nowym Jeruzalem zstępującym z nieba) po życiu w niebie. Ciało, które otrzymamy nie będzie identyczne z tym ciałem. Owszem, będzie je przypominało na tyle, że się poznamy, choć może niekoniecznie od razu, jak widzimy na przykładzie zmartwychwstałego Jezusa. Ciało Jezusa po zmartwychwstaniu było prawdziwym ciałem, lecz ciałem uwielbionego człowieka, nieskażonego człowieka. Dlatego świadkowie zmartwychwstania nie od razu Go poznali. Kiedy Jezus ukazał się uczniom w uwielbionym ciele, to był ten krótki moment, gdy mogli doświadczać chwały zmartwychwstania na ziemi, chwały uwielbionego ciała, jakie otrzymamy za przykładem "pierworodnego spośród umarłych" (Kol 1:18).

środa, 15 maja 2019

Dwanaście myśli po filmie "Tylko nie mów nikomu"

Obejrzałem film red. Tomasza Sekielskiego. Oto kilka refleksji:

1. Mocny obraz ukazujący poranionych, skrzywdzonych ludzi, za którymi nikt się nie ujął; nikt nie prosił o wybaczenie; nikt stanął w obronie. Dramat potęguje fakt, że skrzywdzenia doświadczyli od tych, którzy powinni być pasterzami, zaś okazali się być krwiożerczymi, wyrafinowanymi wilkami. 


I jest to jeden z dwóch głównych wątków przebijających z filmu: samotność ofiar, które szukają sprawiedliwości, reakcji tych, którzy powinni zareagować: Kościoła Katolickiego.


2. Drugi wątek to nie tyle przestępstwa poszczególnych drapieżników seksualnych. Owszem, pedofile znajdą się w wielu innych grupach mających do czynienia z dziećmi: wśród nauczycieli, terapeutów, komendantów, wychowawców... W filmie najbardziej zatrważające były wypowiedzi przedstawicieli Episkopatu Polski, ale również reakcje przedstawicieli Kościoła, z których wyłania się obraz szczelnej, niedostępnej pancernej Twierdzy, z tablicą: nieupoważnionym Wstęp wzbroniony.


I to jest najbardziej dramatyczne. Kościół, którego Pan Jezus posłał na świat z poselstwem: Idźcie, w filmie ukazany jest jako organizacja chroniąca przestępców z poselstwem: Nie przychodźcie. Dla was jest Msza, zaś to, co dzieje się na plebanii, pozostaje na plebanii.


Kościół, który został posłany na świat z poselstwem: W imię jego ma być głoszone wszystkim narodom upamiętanie dla odpuszczenia grzechów.  (Łk 24:47) okazuje się być kompletnie impotentny jeśli chodzi o wyznanie win swoich przedstawicieli. Lecz nie tylko impotentny. Jest również wyrafinowany w ich celowym ukrywaniu, przenoszeniu przestępców do innej parafii itd. Na pytanie dziennikarza: Ile przypadków przestępstw pedofiliskich zostało zgłoszonych do organów ścigania przez diecezje? - pada odpowiedź "Nie mamy takich danych". Czytaj: nic takiego nie miało miejsca. 

3. Nie chcę dołączać do głosu tych, którzy krytykują Kościół bo teraz "tak wypada", bo w końcu można dokopać "czarnym" i osłabić wpływ Kościoła w walce z misyjnym lewactwem. 
Zależy mi na tym, by w Kościele Katolickim była głoszona czysta Ewangelia, by zostało przywrócone należne miejsce Pisma Świętego ponad Tradycją i Urzędem Nauczycielskim Kościoła. Zależy mi na bezpieczeństwie i zdrowym rozwoju duchowym dzieci w Kościele Katolickim, na nawróconych księżach, publicznym świadectwie Kościoła wobec świata: nie akceptujemy przestępstwa pedofilii wśród kapłanów. Świadectwie wyrażonym nie w słowach, lecz w transparentnym działaniu

4. Jak w Boży sposób z grzechami pedofilii wśród duchownych powinien rozprawić się Kościół? Jakie przesłanie powinno wybrzmieć ze strony Episkopatu? Jak powinno wyglądać wyznanie winy w takiej sytuacji? Np. tak:

"Szanowni Państwo, drodzy Bracia i Siostry,


Jesteśmy wdzięczni za ujawnianie przypadków skandali pedofilskich wśród księży Kościoła Katolickiego. O wielu/niektórych z nich wiedzieliśmy, lecz milczeliśmy, lub nie zajęliśmy właściwej postawy. Ubolewamy, że przestępstwa seksualne wobec dzieci nie spotkały się z naszą zdecydowaną reakcją. 


W pierwszej kolejności chcemy wyznać naszą winę przed Bogiem oraz ofiarami przemocy seksualnej dokonywanej przez reprezentantów naszego Kościoła. Płaczemy wraz z Wami i łączymy się w Waszym bólu, w zranieniach ciała i duszy. Modlimy się, by łaskawy Bóg leczył Wasze rany i zachował w wierze. Wiemy, że jest to trudne po tym, co Was spotkało ze strony tych, którzy zamiast wskazywać dobroć Chrystusa, okazali się być wilkami w owczych skórach. 


Jako przełożeni i zwierzchnicy kapłanów, którzy dopuszczali się tych haniebnych czynów oraz proboszczów, biskupów, którzy wiedząc o nich, ukrywali przestępców seksualnych przenosząc ich w inne miejsca posługi lub posyłali do pracy z dziećmi - prosimy wiernych w naszym Kościele o wybaczenie za zachwianie Waszego zaufania wobec Kościoła Katolickiego. Prosimy osoby spoza Kościoła Katolickiego o wybaczenie za złe świadectwo wobec skandali, które nie powinny mieć miejsca w naszych szeregach. 

Wiemy, że żadne słowa nie są w stanie cofnąć czasu i zmienić tego, co się stało. Szczerze żałujemy i zobowiązujemy się do zmiany w naszej reakcji na przestępstwa pedofilskie i skandale seksualne kapłanów. Prosimy wszystkie ofiary pedofilii w Kościele o zgłaszanie takich spraw. Powołaliśmy w tym celu służbę, której celem jest pomoc ofiarom pedofilii oraz zgłaszanie organom ścigania przestępców seksualnych. Kontakt z jej przedstawicielami jest możliwy przez kilka godzin dziennie od poniedziałku do piątku osobiście lub telefonicznie. Z naszej inicjatywy r
ozpoczęliśmy bliższą współpracę z policją i prokuraturą. Każdy znany nam przypadek pedofilii zobowiązujemy się przed Bogiem i przed Państwem zgłaszać organom ścigania: bądź to poprzez nakaz wobec samych kapłanów, którzy złamali prawo, bądź bezpośrednio. Będziemy również oczekiwać wyznania grzechów winnych wobec pokrzywdzonych. W przypadku braku opamiętania taka osoba będzie ekskomunikowana ze wspólnoty kościoła i wezwana do nawrócenia. 

Prosimy jednocześnie o modlitwę o nasz Kościół, kapłanów, wiernych, a w szczególności o wszystkie dzieci w naszej wspólnocie".

5. Czy tego rodzaju wyznanie to nie przesada? Nie, ponieważ potworność i obecność pedofilii w Kościele Katolickim nie jest przesadą. Wyznanie grzechu oznacza, że nazywamy go za Bogiem, zgadzamy się z Bożą definicją i szczerze żałujemy popełnienia go, szukając przebaczenia w dziele Chrystusa. Gdy tego brakuje - nie możemy mówić o biblijnym wyznaniu grzechu. Wyznanie: "jeśli kogoś skrzywdziliśmy - to przepraszamy" - nie jest biblijnym wyznaniem grzechu. Jest niekonkretnym, politycznym zaklęciem, które ma na celu zakończyć sprawę. Jednak niczego nie kończy. 

Zaprzeczanie realności ukrywania przez przedstawicieli Kościoła przypadków pedofilii jest odsuwaniem się od łaski. Chrześcijanin nie chce zrozumienia dla grzechu, wyjaśniania grzechów. Szukanie zrozumienia to ucieczka od przebaczenia. Chrześcijanin powinien chcieć wyznania grzechu, by cieszyć się wolnością czystego sumienia i z czasem również odbudowanym zaufaniem.

6. Dla wielu ludzi rozczarowanie Kościołem Katolickim oznacza odejście od Boga. Chciałbym zwrócić się do Was: jest Chrystus i jest Jego Kościół poza Kościołem Rzymskokatolickim. Są sakramenty i pasterze Chrystusowi poza Kościołem Rzymskokatolickim. Jeśli sądziłeś, że znajdziesz Boga tam, gdzie odnalazłeś grzech i jego ukrywanie - proszę nie zniechęcaj się, nie opuszczaj rąk. Miej nadzieję w Bogu, a nie w ludziach. Szukaj Chrystusa w Piśmie Świętym i szukaj Bożej wspólnoty, która wiernie je wykłada i nim żyje. 

Czy seksualne nadużycia duchownych są dobrym powodem, by szukać innego kościoła i miejsca wzrostu? Niekoniecznie. Dobrym powodem dla takiej zmiany jest akceptacja i brak dyscypliny kościelnej, a więc pozostawianie na urzędzie takiej osoby i ukrywanie jej w innym miejscu służby. Praktyka jest lepszym wyrazem danej teologii niż słowa. 

7. Jeśli oburza nas molestowanie seksualne dzieci, z pewnością oburza nas również mordowanie nienarodzonych dzieci. Skoro domagamy się ścigania i karania sprawców pedofilii, domagamy się również ścigania i karania sprawców aborcji, a więc przede wszystkim lekarzy, którzy świadomie jej dokonują. Jeśli oburza nas grzech gwałtu wobec 7-letniego dziecka, to z pewnością oburza nas grzech zabójstwa 7-miesięcznego dziecka. Prawda?

8. Film Tomasza Sekielskiego to tylko częściowy obraz Kościoła Katolickiego. Nie ukazuje dobra, które dzieje się poprzez Kościół na wielu płaszczyznach: budowa szpitali, sierocińców, Domów Samotnej Matki, akcje charytatywne, obrona rodziny, małżeństwa i życia nienarodzonego itd. Niemniej ten częściowy obraz Kościoła jest obrazem prawdziwym. Te rzeczy naprawdę się dzieją przy współudziale przełożonych. 


Wstyd polega na tym, że sprawę obnażyli niechrześcijanie. Jeśli Kościół, jeśli Episkopat będzie milczał, kamienie wołać będą. Jeśli ja będę milczał, kamienie wołać będą. "Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione i nic nie pozostało utajone, co by nie wyszło na jaw" (Mk 4:22). 

9. Kiedy słusznie oburzamy się na potworność cudzego przestępstwa, pamiętajmy jednak, że to nie siła oburzenia na cudzy grzech czyni nas sprawiedliwymi. Bardziej od cudzego grzechu powinien nas oburzać nasz własny grzech. Ksiądz pedofil odpowiada w 100% za swój grzech. Ja i ty odpowiadamy w 100% za swój własny grzech.

Pan Jezus powiedział, że jaką miarą mierzymy innych, taką nam odmierzą. Jak sądzimy, tak będziemy osądzeni. T
e słowa nie mają służyć zniechęceniu do dokonywania ocen; to nie jest ucieczka od sądzenia, lecz zachęta do stosowania jednej miary. Jeśli tą miarą jest przejrzystość, transparentność, skrupulatność (a tak powinno być) - tą miarą chciałbym prześwietlić siebie, a ty powinieneś tego pragnąć wobec siebie. Zgadzamy się na to? Co ukazałaby ukryta kamera Tomasza Sekielskiego, gdyby miała prześwietlić naszą moralność i ukazać ją dla kilkunastu milionów widzów na YouTube?

10. Kilka portali pisało, że księża pedofile przedstawieni w filmie byli współpracownikami SB. Nie wiemy, czy ich przestępstwa stały się przyczyną szantażu, a w konsekwencji współpracy. Jeśli tak było, oznacza to, że nie tylko przedstawiciele Kościoła wiedzieli o nich, ale również przedstawiciele i oficerowie państwa. Mam nadzieję na kontynuację śledztwa red. Tomasza Sekielskiego w tym kierunku. 


11. W filmie była ukazana jedna kobieta, która była wykorzystywana seksualnie jako dziewczynka. 
Pozostałe ofiary to mężczyźni (wówczas chłopcy). Wygląda na to, że film zachował odpowiednie proporcje płci jeśli chodzi o ofiary księży. Oznacza to, że nie tylko pedofilia, lecz i homoseksualizm kapłanów wyraża się w seksualnym molestowaniu chłopców. Sądzę, że to kolejny wątek, który warto, aby red. Sekielski zbadał: homoseksualnego lobby w Kościele Katolickim. 

12. I na koniec o nadziei. Przy całym moim poparciu dla producentów filmu - brakuje w nim jednej rzeczy. I to brakuje ze zrozumiałych powodów. Chodzi mianowicie o poselstwo przebaczenia i nadziei dla tych starszych księży pedofilów, z którymi udało się spotkać. Owszem, Biblia niesie poselstwo sądu i sprawiedliwości, która dosięgnie każdego przestępcę. Jeśli nie w tym życiu, to w przyszłym. Bóg jednak przynosi w Chrystusie poselstwo przebaczenia i pokoju. Każdy z nagranych kapłanów-pedofilów może zwrócić się do Chrystusa i ofiar swojej potworności z błaganiem o łaskę - i może, niczym łotr na krzyżu, dostąpić przebaczenia oraz odejść w pokoju sumienia. 

Producenci filmu nie byli w stanie niczego takiego zaoferować tym ludziom i nie to było ich celem. Poselstwo: "popełniłeś obrzydliwość i potworność, zniszczyłeś życie człowiekowi. Zasługujesz na karę doczesną i wieczną" - jest słusznym wołaniem o sprawiedliwość. Jednak dla chrześcijanina nie jest wystarczające, ponieważ pozostawia człowieka w rozpaczy. 

Owszem, nic nie jest w stanie zmienić przeszłości ofiar. Bóg jednak może przynieść cud pojednania, cud zabliźnionych ran. Rany Chrystusa pozostały nawet po zmartwychwstaniu, ale cud nowego życia uczynił je znakami człowieka, który przeszedł zwycięsko przez krzyż. W rzeczywistości myślę, że tego własnie szukały ofiary w tym filmie: spotkania z przestępcami i przedstawicielami Kościoła, by usłyszeć: błagamy o wybaczenie. Szczere wyznanie win jest drogą do pojednania i przywrócenia radości przebaczenia. Poza Chrystusem, poza Jego krzyżem i łaską pozostaje nam rozpacz i brak nadziei.

poniedziałek, 13 maja 2019

Film o tobie na YouTube z 9 milionami wyświetleń?

Film red. Tomasza Sekielskiego o księżach pedofilach obejrzę dziś. Teraz tylko krótko: nienawidzimy grzechów seksualnych, prawda?

Nienawidzimy grzechu duchownych molestujących seksualnie nieletnich, prawda? 
Nienawidzimy grzechu duchownych podejmujących homoseksualne współżycie z mężczyznami, prawda? Nienawidzimy własnego grzechu niewierności małżeńskiej, prawda? Nienawidzimy własnego grzechu homoseksualizmu, biseksualizmu, prawda? Nienawidzimy własnego grzechu oglądania pornografii, masturbacji, prawda? Nienawidzimy własnego grzechu seksu przedmałżeńskiego, prawda? 

Prawda? 

Nie twierdzę, że wszystkie te grzechy mają ten sam ciężar. Mówię, że wszystkie te grzechy to jedna rodzina: grzechy o charakterze seksualnym. 

Cieszę się, że w końcu skandale seksualne w Kościele Katolickim wychodzą na wierzch dzięki takim filmowym dokumentom. Dobrze się stało, że taki film powstał. Cieszę się, że milczące do tej pory ofiary mają odwagę głośno mówić, a opinia publiczna może dowiedzieć o grzesznym pedofilskim smrodzie, który przez hierarchów Kościoła był chowany pod dywan. To jest potworność! 

Jednak oburzenie na cudzy, większy od Twojego grzech, nie czyni Cię lepszym. Nie czyni Twojego życia milszym Bogu. Może Cię natomiast uczynić lepszym hipokrytą, lepszym faryzeuszem. Film "Nikomu nic nie mów" niewłaściwie odebrany może stać się usypiaczem własnego sumienia, samo-usprawiedliwiaczem na zasadzie: inni robią jeszcze gorzej. 

Dlatego jeśli oburzasz się moralnym bagnem w cudzym życiu, zadaj sobie pytanie: Jak jest z Twoją czystością seksualną: oglądaniem porno, masturbacją, seksem przedmałżeńskim? Jak z Twoją wiernością małżonkowi: w czynach i myślach? Jak z Twoim homoseksualizmem? Prosimy red. Sekielskiego o ukrytą kamerę w Twoim życiu? 

Prosimy red. Sekielskiego o historię Twoich przeglądanych stron w internecie, Czatów, kamerek internetowych, romansów, przygód łóżkowych? Uregulowałeś i wyznałeś te rzeczy przed Bogiem, żoną, mężem, czy wolałbyś zobaczyć film o sobie na YouTube z 9 milionami wyświetleń