poniedziałek, 18 marca 2019

Nie argumentuj z pokusą


Szatan zaczyna kuszenie Jezusa od słów: jeśli jesteś Synem Bożym… (Mt 4.3). Udowodnij swoje Synostwo Boże. Udowodnij to, co oczywiste, ale udowodnij to mnie.
Gdyby Jezus uległ tej pokusie i ukazałby szatanowi swoją godność Bożego Syna, wówczas przyznałby szatanowi rolę orzekania tego, co prawdziwe. Uznałby go za instancję, z którą On – Boży Syn powinien się liczyć. Szatan pragnie podporządkować sobie Chrystusa w ten sposób. Gdyby mu się to udało, byłoby to równoznaczne z naszym dalszym trwaniem w niewoli grzechu. Dlatego powinniśmy Bogu dziękować nie tylko za krzyż, ale i za to, że Jezus nie uległ pokusom, podszeptom diabła i zareagował zupełnie inaczej niż Adam i Ewa. Powiedział: idź precz szatanie! (Mt 4.10).

Nie zapominajmy, że życie Jezusa, Jego walka z diabłem była walką o nas i za nas. Kiedy Jezus mówi: idź precz szatanie! – oznacza to: odejdź szatanie ode mnie, ale też i od tych, których powierzył mi Ojciec (Jn 17.12).

Jezus odpowiada szatanowi nie próbą argumentacji, lecz cytując Pismo Święte. Argumentacja z pokusą jest często sposobem igrania z nią, aż w końcu staje się zbyt atrakcyjna, by ją odrzucić. Pamiętajmy, że grzech nie jest zwyciężany przez intelekt na zasadzie: Tak, tak, ja to wszystko przecież rozumiem. Jak mam upaść, skoro wiem, że to jest złe? Tak to nie działa. Grzech nie znika, gdy niszczymy go argumentacją, zrozumieniem. Debata z nim nie jest formą zwyciężania, ponieważ grzech nie jest inteligentny. Atrakcyjność grzechu tkwi nie w tym, że jest mądry, lecz w tym, że jest... przyjemny. Łechce nas, naszą próżność, egoizm, pragnienia, dumę… Dlatego Jezus nie przyszedł argumentować z grzechem. Przyszedł go zniszczyć. 

niedziela, 17 marca 2019

Chrystus - nasza ziemia obiecana

W Starym Przymierzu, gdybyście byli Izraelitami, żyliście w ziemi, a ziemia mogła was "zwymiotować" z powodu waszych grzechów (Kpł 18). 

W Nowym Przymierzu jesteś w ciele Chrystusa, lecz jeśli jesteś letni, Chrystus "wypluje cię ze swoich ust" (Ap 2).

Jeśli dostrzeżemy tę analogię, to powinniśmy zauważyć, że przejście od Starego Przymierza do Nowego Przymierza pociąga za sobą przejście od ziemi do Chrystusa.

Innymi słowy, co jest obecnie ziemią obiecaną? Jest nią sam Chrystus, Jego ciało - Kościół. 

- John Barach

sobota, 16 marca 2019

Witaj w Ewangelicznym Kościele Reformowanym cz.4. - Dialog na nabożeństwie

W średniowiecznym kościele istniało wyraźne rozróżnienie na duchowieństwo i na świeckich, którzy pełnili rolę widzów. "Akcja" rozgrywała się z przodu, za fasadą krucyfiksu, a lud Boży gromadził się, niczym widzowie, głównie po to, by słuchać. Ludzie mogli przebywać w obecności czegoś wielkiego, znajdować się w pobliżu miejsca, w którym odbywała się tajemnica, lecz byli odgrodzeni od wszelkich wezwań, a cały cały ciężki trening wykonywali eksperci. Protestancki nacisk na powszechne kapłaństwo wszystkich wierzących zmienił to na długi czas.

Niestety w ostatnich dziesięcioleciach, bardzo podobny, ostry podział wkradł się również do kościołów protestanckich i obecnie można go zaobserwować w formie profesjonalnych animatorów na scenie i publiczności pod nią. Wielu z tych, którzy uczęszczają do kościoła nawet nie oczekują, że zostaną poproszeni o "zrobienie" czegokolwiek. Nie stało się to wszystko od razu, lecz stopniowo. Doszło jednak do tego, że niektóre wspólnoty już nie śpiewają zbyt wiele.

W podejściu naszych Ewangelicznych Kościołów Reformowanych nabożeństwo jest aktywną rozmową między Bogiem, a Jego ludem. To dialog - nie monolog. 
Wszyscy jesteśmy częścią ciała i wszyscy mamy coś do zrobienia. Nabożeństwo jest prowadzone przez pastora. Pełni on rolę "delegowanego rzecznika" w imieniu Pana. Jest upoważniony do tego poprzez święcenia (ordynację), które otrzymał i jest im wierny do tego stopnia, że ​​trzyma się Pisma Świętego niczym biały kolor ryżu. Jako wierny swojemu powołaniu, na początku nabożeństwa pastor wzywa Boży lud do uwielbienia, zaś na końcu udziela błogosławieństwa. Czyta tekst do kazania jako słowa samego Boga i wygłasza kazanie jako oznajmiający Bożą wolę (1 Piotra 4:11). Po wyznaniu grzechów ogłasza zapewnienie o przebaczeniu w imieniu Jezusa, itd.

Lud Boży odpowiada na te rzeczy w aktywny sposób. Wierni śpiewają Psalmy i hymny, mówią głośne Amen, Apostolskie Credo. Odpowiadają na czytanie Pisma Świętego: "Bogu niech będą dzięki." Podnoszą ręce podczas śpiewu Gloria Patri. Po chrzcie przynoszą błogosławieństwo. Co tydzień spożywają chleb i wino podczas Wieczerzy Pańskiej. Krótko mówiąc, podczas nabożeństwa ciało Chrystusa jest powołane, aby być rozmówcą. Jedną z pierwszych rzeczy, którą mogą zauważyć odwiedzający nasze zbory, jest to, że mają całkiem sporo rzeczy do zrobienia. Jest to zamierzone. Całe ciało jest powołane do wspólnej pracy, a wspólne nabożeństwo jest właśnie taką pracą. 

Odpowiedzi i porządek nabożeństwa są zwykle przygotowywane dla obecnych ludzi w drukowanym biuletynie. Z tego powodu ci, którzy są przyzwyczajeni do bardziej spontanicznego stylu na zasadzie "płyń z prądem", niekiedy reagują na tak przygotowaną liturgię jako "odmianę katolicyzmu". W rzeczywistości, oczywiście w wyznaczonych granicach, jest to jedna z najbardziej protestanckich rzeczy, które robimy. Rodzajem podwójnej ironii jest fakt, że to właśnie widowiskowe podejście do nabożeństwa preferowane przez wiele pop-ewangelicznych wspólnot zmierza w kierunku bardzo starego błędu.

piątek, 15 marca 2019

Tania oferta "Jezusów"

"Odnoszę się podejrzliwie do każdej teorii opierającej się na rzekomym "historycznym Jezusie", którego należy odkopać w Ewangeliach, a potem przeciwstawić chrześcijańskiemu nauczaniu. Pojawiło się już zbyt wielu historycznych Jezusów - Jezus liberalny, Jezus ezoteryczny, Jezus Karola Bartha, czy Jezus marksistów. Stanowią oni tania ofertę na liście każdego wydawnictwa, w rodzaju nowych Napoleonów i nowych królowych Wiktorii. Nie ku takim fantomom zwracam się w poszukiwaniu mojej wiary i zbawienia."

 - C.S. Lewis

O utrzymaniu pastora

D. A. Carson


„Kościół nie powinien płacić duchownym za świadczone usługi, jak gdyby pastorzy żyli, zarabiając na swoje utrzymanie. Takie założenie pociągnięte do absurdu może również sugerować, że sługa Pański jest opłacany daną kwotą za modlitwę, tyle otrzymuje za kazanie, tyle za godzinę przygotowania, a tyle za sesję doradczą z zrozpaczoną wdową, która właśnie straciła syna, itd."

„Nie, Kościół nie płaci swoim pastorom, lecz raczej dostarcza im środki, aby mogli służyć w wolności. Kościół dostrzega, że ci, którzy służą w ten sposób, muszą być "utrzymywani" i są tego warci.

„W praktyce oznacza to, że idealna sytuacja ma miejsce, gdy Kościół jest tak szczodry, jak to tylko możliwe; gdy pastorzy nie kłopoczą się sprawami materialnymi i nie skupiają się na egoistycznych potrzebach.

„Najgorsza sytuacja ma miejsce, gdy pastorzy zachłanni i zazdrośni, nieustannie porównując się z innymi "profesjonalistami", podczas gdy Kościół przyjmuje postawę: "Panie, utrzymuj go pokornym, a my utrzymamy go ubogim”. 



czwartek, 14 marca 2019

Czego twoje dziecko nie dowie się na zajęciach z edukacji seksualnej?

1. Zacznijmy o Tweetów osób publicznych, które bronią wczesnej edukacji seksualnej w szkołach: 

Joanna Mucha - Posłanka i była Minister Sportu i Turystyki: "Edukacja seksualna to OBRONA przed złym dotykiem, to OBRONA przed ryzykownymi zachowaniami seksualnymi, to OBRONA przed wczesną inicjacją seksualną. Drodzy Rodzice, umieszczenie dziecka pod kloszem nic nie da, nie w dzisiejszym świecie." 


Dziennikarka telewizyjna, radiowa i prasowa Eliza Michalik: "Edukacja seksualna narusza interesy wyłącznie pedofilów i nie wyobrażam sobie, kto poza pedofilami i ich obrońcami mógłby być przeciw. Komu poza pedofilem może nie podobać się, że dziecko nie da się łatwo zmanipulować i nie będzie bezbronną ofiarą?" 


Argument, że edukacja seksualna w szkołach będzie chroniła dzieci przed "złym dotykiem" i pedofilami brzmi jak argument, że zapoznawanie dzieci z określeniami "bambus", "czarnuch" itp. będzie chroniło je przed rasizmem. 


Warto zadać pytanie komu i dlaczego zależy na "edukacji seksualnej"? Najbardziej zaangażowane są środowiska liberalne, których przedstawiciele nie mają pojęcia o zdrowej, seksualnej normie oraz środowiska LGBT, które z erotyzmu uczyniły sztandar rewolucyjnych haseł: Tolerado, Miłość nie Wyklucza, Ponton, Kampania Przeciw Homofobii. Samo to wystarczy, aby pozbyć się złudzeń, że tu chodzi o jakąś "neutralną" światopoglądowo wiedzę.  

2. Kiedy chrześcijanie sprzeciwiają się wczesnej edukacji seksualnej w szkołach, nie sprzeciwiają się w ten sposób edukacji seksualnej. Sprzeciwiają się temu kto i gdzie i czego ma nauczać. Biblia nie jest pruderyjną księgą. Poczytajcie o seksualnych grzechach Izraela i ościennych narodów. Poczytajcie o grzechach seksualnych w Koryncie. Poczytajcie o pełnym pasji łożu małżeńskim i zaangażowaniu w fizyczną bliskość zapachów, dotyku, smaku, dźwięków... Temat seksualności powinien pojawiać się podczas nauczań w Kościele, czy rozmów z dziećmi w domu. Nieodparta chęć niektórych środowisk, bym oddał im swoje dzieci, by zajęły się ich seksualnym uświadamianiem jest szczytem arogancji. Bóg nie dał wam takiego prawa. Dzieci nie są "cesarskie", lecz nosząc na sobie Boży obraz i podobieństwo - należą do Niego. On zaś powierzył rodzicom odpowiedzialność wychowania dzieci w wierze i miłości do Chrystusa.

3. Nie da się mówić na temat seksualności wyłącznie z kategoriach biologicznej potrzeby i sposobu jej zaspokajania. Jest to zubożona i okrojona, a przez to nieprawdziwa nauka o seksualności. 
Większość zwolenników edukacji seksualnej w szkołach nienawidzi przymiotników. Nie chcą się nimi posługiwać. Dobry, zły, moralny, niemoralny, brudny, czysty... Mogłyby dla nich nie istnieć. Znają natomiast i kochają przysłówki: ostrożnie, ostro, delikatnie, szybko, wolno, dokładnie...

Nauka o ludzkiej seksualności bez przymiotników jest straszliwym ograbianiem jej i sprowadzaniem erotyzmu do zwierzęcej potrzeby. Seksualność w Bożym projekcie ma więcej wspólnego z poezją, niż z mechaniką. Przypomina bardziej dzieła sztuki niż schemat budowy silnika. W porównaniu z pięknem erotyzmu opisanym w Księdze Pieśni nad Pieśniami chowają się wszystkie wykresy seksuologów, dla których pojęcie "czystość seksualna" ma tyle sensu co "yyyygthubfrwfg".


4. Jest kilka bardzo podstawowych rzeczy na temat seksu, których nie dowiesz się na "edukacji seksualnej". Zwolennicy edukacji seksualnej  są za „uświadamianiem” dzieci jedynie w ulotkach reklamowych, ale nie bądźmy naiwni - żadna z organizacji typu „Ponton” nie planuje nikogo rzetelnie informować, np. w następujący sposób:

Chcielibyśmy ci pokazać co jest rezultatem seksu. Rezultatem seksu jest nie tylko orgazm. Rezultatem seksu może być również człowiek. Oto on w 12 tygodniu po zapłodnieniu. Oczywiście powiemy ci jak dochodzi do zapłodnienia, ale i jak dbać o zapłodnione życie. Jesteśmy za prawem do świadomego wyboru. Nienawidzimy haseł fundamentalistów z tabliczkami i taniej propagandy. Zależy nam na świadomym wyborze poprzedzonym rzetelną wiedzą. Dlatego chcemy, abyście mieli dostęp do pełnych informacji o tym, skąd bierze się życie ludzkie. Dzieci nie przynoszą bociany. Powstają wskutek złączenia się komórki jajowej z plemnikiem. Oczywiście to wasz wybór co z tym zrobicie. Naszą misją jest jedynie rzetelnie informować, co może się dziać w brzuchu dziewczyny w wyniku seksu. Obejrzyjcie płody ludzkie w 4,8,12,18, 24 tygodniu ciąży. 

5. Na koniec słowa Roberta Gwiazdowskiego: "Jedni chcą zakazu religii w szkołach, a drudzy LGBT. Pomysł, by decydowali o tym rodzice, którzy płacą za nauczanie swoich dzieci ani jednym, ani drugim jakoś nie przychodzi do głowy."


wtorek, 12 marca 2019

Co chrześcijanie powinni wiedzieć o ruchu, postulatach i osobach LGBT?

W ostatnich dniach wiele gorących dyskusji wywołuje temat postulatów ruchów LGBT+. Temat będzie wracał co pewien czas. Ostatnio stało się to za sprawą decyzji Prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, który podpisał tzw. "Deklarację LGBT+". Spotkała się ona z głosami sprzeciwu m.in. wielu chrześcijan. Głos zabrali rzymskokatoliccy biskupi warszawscy (pisałem o tym TUTAJ), a także kościoły i przedstawiciele kościołów protestanckich. Wśród tych ostatnich pojawiły się jednak również głosy krytyki wobec... przeciwników seksualizacji dzieci w szkołach. 

Kilka myśli na ten temat:


1. Kulturowa, publiczna i polityczna walka wokół postulatów LGBT+ ma charakter duchowy. Nie walczymy z ciałem i krwią (Ef 6.12). Nie walczymy z ludźmi. Nie walczymy z człowiekiem opanowanym przez seksualne pragnienia. Walczymy o człowieka opanowanego przez seksualne pragnienia. Naszymi wrogami są duchowe moce, więc i nasze środki są również duchowe: Słowo Boże, modlitwa, wiara, duszpasterstwo...


2. Duchowa walka odbywa się na poziomie duszy, ciała, osobistych wyzwań człowieka, ale duchowa walka odbywa się również w kulturze i przestrzeni publicznej: szkołach, placówkach edukacyjnych, miejscach pożytku publicznego. Jezus jest Panem i Królem królów. Jest królem nad każdym centymetrem kwadratowym. Nie oddajemy dzieci diabłu na 7 godzin dziennie, gdy znajdują się w placówkach państwowych. 


3. Niestety nie wszyscy chrześcijanie w tej sprawie przemówili jednym głosem. Pastor charyzmatycznego kościoła w Gorzowie Wlkp. Bogdan Olechnowicz na swoim profilu facebookowym napisał:

Ustawicznie słyszę to "święte" oburzenie, niektórych "świętych " na środowiska LGBT. Rozumiem, że najbardziej boli nas cudzy grzech i najłatwiej przychodzi nam oburzać się na winy innych. Ostatnio ktoś podał świetną definicję legalisty. Otóż legalista to ktoś, kto jest oburzony , że grzeszysz inaczej niż on. Ale pamiętaj, Ty oburzony grzechami i postępkami innych, że jak do tego kraju przybędzie w potężnej swej mocy Ten, który naprawdę jest Święty i dotknie serc tych, na których się dzisiaj tak oburzasz i zżymasz, że oni zderzeni z prawdziwą Świętością nie przybiegną do Ciebie po miłość, akceptację i uwolnienie. Oni Cię obejdą z daleka, by wpaść w ramiona Tego, który " jadał i pił z grzesznikami" . Tego którego religijny świat nie tylko odrzucił ale i ukrzyżował.

Jest to raczej definicja hipokryty niż legalisty. Legalistą jest raczej ktoś, kto oskarża innych za coś, co nie jest grzechem. Stawia im wyższe wymagania niż Bóg. Legalista twierdzi, że grzechem uzdrawianie w Szabat, jedzenie nieumytymi rękoma, picie piwa, zapalenie tytoniu, czy wzywanie do opamiętania. Legalistą nie był Jan Chrzciciel, który mimo własnej grzeszności głosił aktywnym działaczom LGBT Herodowi i Herodiadzie nawrócenie i konieczność zerwania z grzeszną relacją. Był nim faryzeusz, który za grzech uważał zrywanie kłosów w Szabat. Pamiętam reakcję pastora Olechnowicza na Tragedię Smoleńską i jego "proroctwo" o śmierci "starego serca" i "nowym sercu" Polski, które dostrzega w liderach i partiach opozycji. W tym kontekście nie dziwi obrona "namaszczonych" politycznych liderów przed "starym sercem" Polski, które, jak na złość, nie chce przestać bić. Podążył za obcym autorytetem, którego konsekwentnie się trzyma.     

W podobnym tonie co pastor Olechnowicz wypowiedział się chrześcijański muzyk Tomasz Żółtko:

Serdecznie współczuję wszystkim zawsze czegoś i kogoś się lękającym. Współczuję tym, jeszcze wczoraj panicznie bojącym się uchodźców, którzy zalawszy nasz Kraj mieli gwałcić, bić, strzelać i podkładać bomby. Ach - no i przenosić zarazki! Współczuję tym, którzy dzisiaj nie mogą spać po nocach ze strachu przed środowiskami LGBT i im podobnymi oraz nie mogącym zapanować nad dygotem łydek wobec tzw. "wychowania seksualnego".

I w związku z tym, ośmielam się coś doradzić. Otóż - nie lękajcie się! W zamian żyjcie pięknie i integralnie oraz rozmawiajcie z własnymi dziećmi - także o seksie. One patrząc na wasze piękne małżeństwa, na Waszą miłość do siebie i do nich, będą w 100% uodpornione na - jak to zwykliście pisać - "lewacką ideologię". Naprawdę!

Owszem, własny przykład jest ważny w wychowaniu i przekazywaniu wartości, lecz nie mówimy o dualizmie - konieczności wychowania w domu, aby dzieci były "uodpornione" na bezbożność w szkole, wobec której mamy być obojętni. Dyskusja nie dotyczy tego, czy chcemy chrześcijańskiego wychowania w domach lecz czy chcemy bezbożności w szkole. Smutne jest nie to, że chrześcijanie reagują w obronie swoich rodzin, dzieci. Smutne jest to, że są chrześcijanie, którzy chodzą na pro-aborcyjne czarne i feministyczne marsze, z nienawiści do katolicyzmu bronią zabagnionych politycznych układów, i nie tylko milczą, gdy niemoralność wychodzi z ciemnych zaułków do miejsc publicznych, lecz oskarżają o dwulicowość tych, którzy reagują. Panowie, pobudka! 

4. Owszem, niektóre reakcje na grzech mogą być grzeszne. Jest to jednak zupełnie coś innego, aniżeli krytyka za samą reakcjęRodzic w reakcji na grzech dziecka może zgrzeszyć wpadając w nieopanowany gniew. Nie oznacza to jednak, że konieczność reakcji na grzech jest czymś zbędnym. Miłość wobec człowieka, który stoi na skraju przepaści nie polega na słodkim spoglądaniu mu w oczy. Nie stoimy przed wyborem: grzeszna reakcja vs. brak reakcji. Jest jeszcze trzecia opcja: właściwa reakcja.

5. Powinniśmy kochać i szanować osoby homoseksualne, ponieważ jesteśmy wezwani do miłości bliźniego. Nie możemy jednak mylić szacunku z akceptacją. Kilka dni temu spotkałem się na śniadaniu w gdańskiej restauracji z Anną Strzałkowską - lesbijką i założycielką Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado. Rozmawialiśmy z szacunkiem o naszym mieście, naszych przekonaniach i różnicach. 
Pomodliłem się również o uzdrowienie jej zwichniętej ręki wyrażając wdzięczność za spotkanie. Jednak w żadnym momencie nie dałem do zrozumienia, że akceptuję jej przekonania, grzeszny styl życia i postulaty dla Gdańska. Jezus jadał z celnikami, grzesznikami. Był oskarżany o bycie "żarłokiem i pijakiem". Nikt jednak nie powinien mieć wątpliwości, że miłość do człowieka była strategią walki o jego duszę, nie zaś przyzwoleniem na grzech.  "I Ja cię nie potępiam". Na tym jednak ten werset się nie kończy. Są tam jeszcze słowa: "Idź i odtąd już nie grzesz." (Jn 8.11).

6. W gejowską tożsamość wpisane jest poczucie skrzywdzonej ofiary. Jest to dobrze sprzedający się i ważny element strategii kulturowej rewolucji. Richard Bledsoe w artykule "Homoseksualizm i umiłowanie śmierci" napisał:

"Mogę się założyć, że nawet gdybyśmy ukryli się w jaskiniach i dali homoseksualistom wszystko, czego pragną, oni wciąż czuliby się pokrzywdzeni. Myślę, że jest to jeden z argumentów przeciwko legalizacji małżeństw homoseksualnych (nie mówiąc o tym, że trwałe związki homoseksualne to mit), co stanowi ostatnią przeszkodę do pełnej akceptacji. Przekroczenie tej bariery oznaczałoby koniec łaski powszechnej dla takiej społeczności i początek jej końca."

I dodaje:

"(...) homoseksualizm jest w swej istocie masochistyczny i prowadzi do znienawidzenia samego siebie. Konserwatywne społeczeństwo jest dla homoseksualistów błogosławieństwem, ponieważ hamuje to, co bez tych społecznych hamulców doprowadziłoby ich do autodestrukcji. Chłopcy na plaży (tak brzmi tytuł artykułu Midge) spędzali na Fire Island sześć tygodni w roku. Tam mogli „wyrazić siebie”. Przez resztę roku ukrywali swą „prawdziwą” twarz, wiedząc, że zostaliby ukarani przez społeczeństwo za otwarte praktykowanie homoseksualizmu. Kiedy jednak społeczeństwo przestało ich za to karać, wtedy sami zaczęli to czynić, czego rezultatem były samobójstwa i wizyty w salonach sado-maso. Można wręcz powiedzieć, że w momencie gdy policja przestała bić chłopaków, oni zaczęli okładać jeden drugiego. 

Midge Decter zdaje się mówić, że w konserwatywnym społeczeństwie (które nigdy nie wyeliminuje homoseksualizmu) niewiele trzeba, by zaspokoić masochistyczne potrzeby homoseksualistów. Wystarcza groźba utraty pracy lub innych szykan. Jednak im bardziej liberalne staje się społeczeństwo, tym trudniej zaspokoić te potrzeby. Stąd bierze się uzależnienie od narkotyków, choroby weneryczne i samobójstwa. Z tych okruchów homoseksualnej publicystyki, która do mnie dociera, wnioskuję, że ta społeczność nie wiedziałaby, co z sobą zrobić, gdyby nie była całkowicie zaabsorbowana rolą męczennika z powodu AIDS. Oni chcą śmierci, a leżąc na łożu śmierci chcą wykrzyczeć w twarz społeczeństwu: Widzicie, co mi zrobiliście?! To wasza wina!" 

Ta narracja pojawia się i dziś w naszym kraju. Z ust kilku polityków usłyszeć można, że za samobójstwa homoseksualistów odpowiadają ci, którzy ich prześladowali. Dowodów i konkretów oczywiście brak, jednak tego typu wołanie wpisuje się w potrzebę kreacji roli ofiary i winnego społeczeństwa, które nie reaguje.

7. Środowiska gejowskie już całkiem otwarcie mówią, że ich celem nie jest tolerancja. Celem jest karanie tzw. mowy nienawiści. Celem jest zmiana prawa, konstytucji i pojęć (z "mąż i żona" na "małżonek") do 2025 roku. Więcej na ten temat w oddzielnym wpisie. Oznacza to nie tyle poszerzenie liczby osób, które mają prawo zawrzeć małżeństwo, co prawna zmiana samej definicji małżeństwa. Nazwanie w prawie "małżeństwem" dwóch osób tej samej płci oczywiście nie uczyni małżeństwem w Bożych oczach. Jednak w prawnych zapisach uczyni związek mężczyzny i kobiety, czymś, co trudno będzie nazywać małżeństwem w dotychczasowym konstytucyjnym zrozumieniu.

8. Kultura LGBT jest nasączona kontekstem seksualnym. W ich "kulturowych" magazynach, stronach (np. Replika) seks i nawiązanie do pornografii są wszędzie obecne (np. reklama kalendarza z nagimi zdjęciami Mister Gay, artykuł o gejowskich "gwiazdach porno" itp.). Nie bądźmy zdziwieni. Jeśli seks pozbawiony jest małżeńskiego kontekstu, to homo-erotyzm, lub porno-erotyzm będą przesiąkały życie człowieka i definiowały go jako "LGBTTQQIAAP+(czyli lesbian, gay, bisexual, transgender, transsexual, queer, questioning, intersex, asexual, ally, pansexual+)". Jest to wypaczona, uboga, degradująca definicja człowieka, postrzegająca go w zwierzęcy sposób przez pryzmat dochodzenia do orgazmów w najdziwaczniejszy sposób.

9. Na koniec ciekawostka. Krótki, prowokacyjny fragment znanego w świecie anglosaskim tekstu, uznawanego często za "gejowski manifest". Tekst Michaela Swifta, opublikowany w 1987 roku.

Zgwałcimy waszych synów, symbol waszej kruchej męskości, waszych płytkich marzeń i prostackich kłamstw. Uwiedziemy ich w waszych szkołach, w waszych internatach, w waszych siłowniach, w waszych szatniach, w waszych halach sportowych, w waszych seminariach, w waszych organizacjach młodzieżowych, w toaletach waszych kin, w waszych wojskowych barakach, w waszych zajazdach dla kierowców ciężarówek, w waszych klubach dla panów, w sejmach i senatach - wszędzie, gdzie mężczyźni są razem z mężczyznami...

poniedziałek, 11 marca 2019

25 tez na temat powszechnej łaski, naturalnego objawienia i pastorskiej opieki

Douglas Wilson

Jednym z najczęstszych obszarów, w których synkretyzm - próba poślubienia ze sobą dwóch wykluczających się światopoglądów - robi ogromne postępy w chrześcijańskiej wierze i praktyce, są poradnictwo i terapia. W przekonaniu, że jest to bardzo zła tendencja oraz, że jest to dziedzina, w której wielu pastorów potrzebuje zachęty lub konfrontacji, przedstawiam poniższe tezy. Niech posłużą do rozważań, przemyśleń i zastosowania. Starałem się je pogrupować w spójny sposób, co częściowo mogło się udać, choć naturalnie wiele z nich nakłada się na siebie.

1. Zaczynamy od wystarczalności Pisma Świętego. Doktryna ta nie oznacza, że Biblia jest wystarczającym narzędziem do wykonywania jakiejkolwiek ludzkiej działalności, lecz raczej, że jest wystarczająca, by osiągnąć wszystko w kwestiach, o czym sama mówi, że jest wystarczająca. I tak, Biblia nie może być używana jako strzelba myśliwska, ani jako naczynie do gotowania. Może jednak służyć jako źródło każdej niezbędnej nauki, rady i wskazówek dla spraw związanych z życiem i pobożnością (2 Pt 1:3). Pismo Święte nie stanowi więc konkurencji dla sklepów z artykułami sportowymi lub kuchennymi, jednak posługa pastorska z konieczności jest konkurencyjna i przeciwstawia się świeckimi szkołom porad  duchowych, które działają w ramach psychologii, medycyny, psychiatrii i opieki terapeutycznej. Próbują bowiem rozwiązywać te same rodzaje problemów, co my, lecz mają do nich inne podejście. 

2. Pismo Święte naucza, że jednym z głównych obowiązków pastorów jest troska o dusze. Greckie słowo na określenie duszy to psyche, a więc słowo od którego oczywiście wywodzi się też słowo psychologia. Przychodzenie do Chrystusa w pokorze oznacza znalezienie odpocznienia dla naszych dusz (Mt 11:29). Sam nasz Pan Jezus poucza nas, że przez cierpliwość zyskamy nasze dusze (Łk 21:19). Pasterze Bożego stada otrzymali w Piśmie Świętym wyraźny mandat, zgodnie z którym jednym z ich głównych obowiązków jest opieka nad duszami (Hbr 13:17). Posłuszeństwo prawdzie oczyszcza nasze dusze i pozwala nam prawdziwie i żarliwie kochać się nawzajem (1 Pt 1:22). Celem naszej wiary jest zbawienie naszych dusz (1 Pt 1:9). Pan Jezus jest pasterzem i nadzorcą naszych dusz (1 Pt 2:25), a starsi Kościoła służą pod Jego autorytetem i wraz z Nim w pasterskiej posłudze (1 Pt. 5:2.4). W trakcie swojej pielgrzymki chrześcijanie muszą nauczyć się powierzać opiekę nad swoimi duszami Bogu, a pastorzy powinni ich uczyć, jak to robić (1 Pt 4:19). Jedną z rzeczy, którą robią fałszywi nauczyciele, jest zwodzenie chwiejnych dusz (2 Pt 2:14).

3. Szczytem arogancji jest sytuacja, kiedy świeccy psychologowie lub chrześcijanie, którzy zostali przez nich niewłaściwie zainspirowani, mówią pastorom, że wychodzą poza granice własnych kompetencji, podejmując sprawy duszy, serca, umysłu, motywacji i woli. Kiedy mądrzy pastorzy pomagają swoim ludziom w wyzwaniach takich jak depresja, lęk, trauma seksualna, zaburzenia jedzenia, zachowania obsesyjne i tak dalej, nie robią tego jak niedouczeni wyrobnicy i amatorzy. Są oni wyszkoleni w znajomości Pisma Świętego, a Pismo Święte jest wystarczające do wykrywania błędów, poprawy i wychowania w sprawiedliwości (2 Tm 3:16).

4. Fakt, że jest to zadanie powierzone pasterzom przez Boga w Piśmie Świętym, nie sprawia, że pastorzy są automatycznie mądrzy lub kompetentni. Pastorzy mogą nie poradzić sobie w wyznaczonym im zadaniu, co wcale jednak nie oznacza, że to zadanie nie zostało im przypisane. Nie możesz oblać kursu, na który nie jesteś zapisany.  

5. Jeśli pastor dochodzi do wniosku, że nie jest w stanie lub nie chce zapewnić duszom takiej opieki, o jakiej mówi Pismo Święte, wówczas nie jest to jednak moment, w którym powinien zlecić część swojej pasterskiej odpowiedzialności świeckim ekspertom. Przeciwnie, nadszedł czas, aby uświadomił sobie, że nie jest odpowiednio wykwalifikowany do swej posługi i na rezygnację ze stanowiska.

6. Pastor może być dobrze przygotowany do służby i poważnie podchodzić do odpowiedzialności za duszpasterstwo, lecz wciąż musi się wiele nauczyć. Z pewnością jest tak w przypadku młodych pastorów, jak i w przypadku bardziej doświadczonych pastorów, którzy nigdy wcześniej nie spotkali się akurat z "taką sytuacją". Nie jest to wstyd, ani zaniedbanie, gdy pastor przyznaje, że dana sytuacja go przerosła i szuka dodatkowej pomocy.

7. To, że ktoś musi się jeszcze wiele nauczyć, nikogo nie dyskwalifikuje ze służby. Abdykacja z podstawowych odpowiedzialności - już tak.

8. Zatem kwestie wokół poradnictwa duszpasterskiego nie są tak naprawdę kwestiami, które dotykają dylematów wypływających z dzielenia świata z niewierzącymi. Faryzeusze nie wszystko rozumieli źle. Któż może grzechy odpuszczać, jeśli nie Bóg jedynie? (Łk 5:21) Nie ma problemu z zakupem oleju do samochodu, olejku dla niemowląt, lub oliwy do gotowania od niewierzącego. Ale kiedy ktoś chce nam sprzedać olejek przebaczenia, tak jak to niektórzy robią, wtedy musimy pamiętać, że oferują nam towar (na sprzedaż!), który obiecuje uczynić to, co tylko Bóg może zrobić. Niewierzący może zaoferować mi olej, który sprawi, że moje ręce będą śliskie. Jest to w zakresie jego praw i możliwości, i nie mamy powodu, by sprzeciwiać się, gdy próbuje to zrobić. Lecz nie ma prawa sprzedawać mi olejku, który usunie winę i wstyd. W rzeczy samej - to bluźnierstwo. Nie ma upoważnienia do sprzedawania mi miłości, radości, pokoju, cierpliwości, dobroci, wierności, łagodności czy samokontroli - i nie ma znaczenia, czy składa takie obietnice za pośrednictwem olejków, kryształów, tabletek radości w butelce, przez leżenie na jego kanapie, abyśmy opowiadali sny lub czerpali energię z mojej trzeciej czakry.

9. Człowiek niewierzący może nauczyć mnie, jak dostroić silnik, jak uderzyć piłeczkę golfową, jak zbudować szafkę na dokumenty, jak napisać kod komputerowy itd. Są to obszary, w których powszechna łaska jest niewątpliwie skuteczna, a ludzie niewierzący mogą wiedzieć na ich temat więcej, aniżeli wierzący, właśnie dzięki powszechnej łasce.

10. Niewierzący świat może sprzedawać ludziom wierzącym nieruchomości, mleko czy rozrywkę. Taka transakcja z niewierzącym nie powinna być oceniana na podstawie samego faktu jej wystąpienia, ale raczej na przysłówkach i przymiotnikach opisujących, w jaki sposób została wykonana lub jaki jest jej charakter. Odrzucilibyśmy taką transakcję jako grzeszną, gdybyśmy kupowali skradzione nieruchomości, zatrute mleko lub brudną rozrywkę.

11. Każda prawda to Boża prawda. Podobnie, każde kłamstwo to diabelskie kłamstwo. Każde „udane” kłamstwo twierdzi, że jest prawdą. Całe złoto jest złotem Boga, ale całe fałszywe złoto jest złotem diabła. Kiedy mówimy o plądrowaniu Egipcjan, całe złoto jest złotem Boga i całe złoto, które Egipcjanie dali Izraelitom, było złotem Bożym. Jednak jego część posłużyła do zbudowania złotego cielca. Każda prawda jest Bożą prawdą, co wcale nie oznacza, że najnowsze badania psychologiczne są prawdziwe. Wszelkie twierdzenia o prawdzie niekoniecznie są Bożą prawdą i nie wszystkie Boże prawdy są używane zgodnie z Bożą prawdą.

12. Możliwe jest, abyśmy otrzymali mądrość od osła (Lb 22:31), lecz zupełnie inną rzeczą jest poszukiwanie mądrości wśród osłów. Amorejczyk może powiedzieć coś, co powinieneś usłyszeć np. prawdę, że jesteś gruby. Wie to poprzez powszechną łaskę i naturalne objawienie, a także dlatego, że ma oczy w swojej głowie. Powinieneś wziąć sobie do serca jego obserwację, i jeśli to zrobisz, nie będziesz musiał chodzić po mądrość do Amorejczyków.

13. Ciało i dusza przeplatają się w tak intymny sposób, że tylko Pismo Święte może rozpoznać granicę między nimi (Hbr 4:12). Jednak chociaż dokładna granica między nimi może być dla nas trudna do ustalenia, to istnieją aspekty naszego jestestwa, które wyraźnie występują po jednej lub drugiej stronie. Nasze paznokcie są wyraźnie częścią naszego ciała, a serce, które jest wezwane, aby kochać Boga, jest wyraźnie częścią naszej duszy. Być może nie wiemy jak dokładnie przebiega granica pomiędzy Kanadą, a Stanami Zjednoczonymi, jednak wiemy, że jesteśmy w jednym lub drugim kraju.

14. Jeśli chodzi o ciało i duszę, musimy odróżnić pokarm od lekarstwa i lekarstwa dla ciała od lekarstw dla duszy. Biblia wielokrotnie i dobitnie deklaruje, że wszystkie pokarmy są czyste (Mk 7:19; Dz. Ap. 10:15). Jeśli możemy jeść mięso ofiarowane bożkom, ponieważ ziemia i jej zasoby należą do Pana (1 Kor 10:28-30), to z pewnością można jeść jajka i bekon przygotowane przez kiepskiego kucharza na głębokim oleju, lub tofu przygotowane przez weganina, lub trzygwiazdkowy posiłek Michelin przygotowywany przez najlepszego szefa kuchni w Europie, nawet jeśli wszyscy trzej są ateistami. Jedzenie i napoje mogą wpływać na duszę poprzez ciało, ale nie musimy się tym martwić. Możemy też leczyć ciało lekami i nie przejmować się, jeśli mają one pośredni, ale korzystny wpływ na naszą duszę. Jednak problematyczne wyzwanie, z którym mamy do czynienia ma związek z lekarstwami skierowanymi bezpośrednio do duszy, które konkurują z tym, co Bóg powiedział nam bezpośrednio w odniesieniu do naszych dusz. Jeśli więc chodzi o sprawy ziemskie, świat mówi: rób to, na co Pismo odpowiada: tak, ale nie w ten sposób. Natomiast jeśli chodzi o duszpasterstwo, świat mówi: rób to, podczas gdy Pismo wówczas zazwyczaj mówi: nie, rób tamto.

15. Pismo Święte uczy nas, że leczenie dolegliwości cielesnych za pomocą leków lub diety jest uzasadnione (1 Tym 5:23), podobnie jak trening, szkolenie i dyscyplina ciała (1 Tm 4:8). To, jakie zabiegi i praktyki są najlepsze w danym przypadku, należy ustalić poprzez badania i rozsądek, a odpowiedzi na te pytania są dostępne dzięki powszechnej łasce i naturalnemu objawieniu. Takie rozwiązania lub podejścia mogą zostać odkryte przez nieodrodzonych ludzi i nie jest to żaden kompromis, gdy chrześcijanie wykorzystują wiedzę, którą otrzymali nienawróceni ludzie. Bólom głowy można zaradzić aspiryną lub ibuprofenem. Jest to coś, o czym wiemy, choć nie zostało nam to objawione w Piśmie Świętym. Nie wiemy, czy ci, którzy odkryli te środki byli nawróconymi ludźmi, lecz tak naprawdę nie ma to znaczenia.

16. Jednak, ponieważ nasze ciała i dusze są zjednoczone dzięki twórczej woli Boga, to, co dzieje się po jednej stronie tej granicy, może łatwo mieć wpływ na drugą stronę. Ktoś, kto ma rwący ból głowy, może podlegać pokusie, żeby wybuchnąć gniewem na dzieci i wówczas zażycie aspiryny może całkowicie usunąć tę pokusę. Musimy jednak rozróżnić wysiłki, by złagodzić pokusę, która dociera do naszych dusz przez nasze ciała od bezpośrednich starań i dbałości o duszę. Przy pomocy medycyny jesteśmy w stanie leczyć np. bezsenność, co z kolei przynosi błogosławione skutki dla naszej duszy. Prawdą jest również, że czyjeś ciało może cierpieć na depresję z powodu choroby, wtedy należy podjąć leczenie tej choroby.

17. W podobny sposób wybory dokonane w sercu człowieka mogą mieć wpływ na jego ciało. Granica między ciałem, a duszą jest dla nas trudna do uchwycenia, ale jest również porowatą granicą. Jest na niej dużo ruchu i to w obie strony. Tymczasem w nowoczesnym poradnictwie, opartym na świeckich założeniach, bardzo często przyjmuje się, że przemieszczanie ma miejsce tylko w jedną stronę, ponieważ (po cichu) zakłada się, że ciało jest wszystkim, co istnieje. Kiedy świecki doradca dostaje się do mózgu, sądzi, że znalazł sufit pieczary. Kiedy chrześcijański doradca dociera do mózgu, znalazł dolny stopień schodów prowadzących na szczyt wieży, z której rozpościera się widok na morze.

18. Duża część popularnej psychologii - i jej form, które wpełzły do poradnictwa chrześcijańskiego – zawiera cały zestaw (błędnych) założeń dotyczących zagadnienia umysł /ciało. Dla świeckich badaczy umysł, dusza i serce człowieka są całkowicie zawarte w granicach jego mózgu. Tak więc, kiedy pewna część mózgu zapala się po wystawieniu na "ten" bodziec, a inna część po wystawieniu na "tamten" bodziec, rozsądna wydaje się konkluzja, że oświetlona część mózgu jest przyczyną tego, z czym dana osoba ma do czynienia w życiu. Jednak chrześcijańska ortodoksja wymaga od nas zaprzeczenia, że ​​umysł i mózg są synonimami. Dla sekularysty mózg jest kierowcą samochodu. Dla chrześcijanina mózg jest sprzęgłem i skrzynią biegów, którą (niewidzialny) kierowca samochodu, kierowca o nazwie Dusza, Serce lub Umysł, używa, aby pojazd się poruszał. Dla chrześcijanina redukowanie wszystkiego do funkcji mózgu jest jak prześwietlanie sprzęgła, by się dowiedzieć, jaką piosenkę nuci kierowca i dlaczego tak się cieszy z osiągnięcia celu swojej podróży. Wiele z tego, co nas motywuje, nigdy nie da się sprowadzić do obrazowania mózgu.

19. Istnieje wielu oddanych chrześcijan, wykształconych w dziedzinie psychologii, psychiatrii oraz w różnych podejściach do terapii. Mogą oni mówić i robić dobre rzeczy, i są też w stanie prawdziwie pomagać. Jednak pierwotne źródła tych dobrych porad mogą być różne. Powiedzmy, że doradca miał dobre wychowanie, ma szczęśliwe małżeństwo, ma naturalne współczujące usposobienie, jest wiernym, oddającym cześć Bogu chrześcijaninem, wie, jak pozbyć się niebezpiecznych rzeczy, które widzi w psychologicznych profesjonalnych czasopismach itd. Ile więc dobra, które czyni ma miejsce pomimo profesji, którą się zajmuje?

20. Z pewnością możemy przyznać, że mądry świecki doradca może uczynić dla kogoś coś lepszego, niż głupi doradca biblijny. Jest to odpowiednik komentarza Lutra (który może być apokryficzny), że wolałby być rządzony przez mądrego Turka, niż głupiego chrześcijanina. Słusznie, ale musimy pamiętać, że są jeszcze dwie inne opcje. Uważajmy na fałszywe dychotomie. Istnieje również opcja głupiego Turka i mądrego chrześcijanina.

21. Aby więc uczciwie porównać psychologię z biblijnym doradztwem duszpasterskim, powinniśmy porównać najlepszego przedstawiciela każdego z nich, a następnie zapytać, który z nich powinien być preferowany. Mutatis mutandis, stosując równą miarę, czy chcemy dobrego psychologa czy dobrego, biblijnego, pastoralnego doradcę? Porównaj najlepszego z najlepszym - w przeciwnym razie nie szukasz prawdy, lecz jesteś raczej stronnikiem danej frakcji.

22. Nie mamy podstaw, by zakładać, że efekt placebo ogranicza się do dolegliwości cielesnych. Jeśli wyznanie grzechów jest dobre dla duszy, a tak istotnie jest, wraz z poszukiwaniem porady, kiedy ktoś zostaje uwolniony od tego, co mu ciążyło – czy to przez psychologa, pastora, a nawet przez zaufanego przyjaciela - ta korzyść, jaką otrzymuje niekoniecznie jest bezpośrednim rezultatem udzielonej porady. Niekiedy ktoś ma się lepiej po prostu dlatego, że w końcu poszukał pomocy. Ze względu na to, że są takie przypadki, chcemy zachować ostrożność w przypisywaniu sobie zbyt wielu zasług za pomoc, której udzieliliśmy.

23. Chociaż zdecydowanie preferuję podejście biblijnego doradztwa, nie ma żadnego powodu, aby być na tym punkcie wybrednym. Pastoralny doradca biblijny prawdopodobnie będzie miał wiele okazji do interakcji z profesjonalnymi doradcami i to z dobrych powodów. Być może pomagasz komuś, kto widzi również innego doradcę z polecenia sądu. Być może pomagasz komuś, kto właśnie dołączył do twojego kościoła i od wielu lat odwiedza terapeutę w mieście. Najlepiej, jeśli to możliwe, utrzymywać uprzejmą i profesjonalną relację z innymi doradcami. Jeśli są chrześcijanami i wierzą, że istnieje coś takiego jak grzech i odpowiedzialność moralna, tym lepiej.

24. Pismo określa wiele zachowań jako grzech i podaje nam odpowiednie pouczenia, aby się od nich odwrócić. W wielu przypadkach nasza epoka psychoterapii oznakowała grzechy alternatywną etykietą, co radykalnie zmieniło wyobrażenie każdego z nas o tym, co się dzieje. Innymi słowy, ten właśnie model terapeutyczny jest stosowany praktycznie we wszystkim, co Pismo opisuje się na poziomie moralnym. Pijaństwo jest grzechem czy chorobą alkoholizmu (Ef 5:18)? Niepokój o jutro jest grzechem zamartwiania czy jest to ogólne zaburzenie lękowe (Mt 6:34)? Czy jest on odmową radowania się we wszystkich rzeczach zgodnie z pouczeniem Pisma Świętego (Flp 4:4; 1 Tes 5:16) czy jest to depresja kliniczna?

25. Pismo Święte jest wystarczające, ponieważ jest Bożym narzędziem, które mówi nam o Jezusie Chrystusie, a Chrystus jest zawsze i koniecznie wystarczający. Kim jest Chrystus w życiu wierzącego? On jest nadzieją chwały (Kol 1:24). Słowo Chrystusa mieszka w nas obficie (Kol 3:16). W Nim mamy wszelkie duchowe błogosławieństwa (Ef 1:3). Wierzący musi być skonfrontowany nie z własną niezgłębioną tożsamością, lecz z niezgłębionymi bogactwami Chrystusa (Ef 3.8). Wierzący jest kimś, z kogo wypływa rzeka wody żywej (Jn 7:38). Zadaniem pastora jest poprowadzenie wierzącego w pełną i kompletną świadomość tych nieskończonych bogactw, które stały się jego udziałem z łaski, tak by go stawić przed Bogiem w całkowitej dojrzałości. Jest to dość ambitna misja duchowa, ale powinna to być misja każdego pastora. W dążeniu do jej wykonania nie potrzebuje wzywać posiłków ze strony świata, ciała lub diabła. Ich obietnice wsparcia okażą się płonne.  

"Jego to zwiastujemy, napominając i nauczając każdego człowieka we wszelkiej mądrości, aby stawić go doskonałym w Chrystusie Jezusie; nad tym też pracuję, walcząc w mocy jego, która skutecznie we mnie działa." - List do Kolosan 1.28-29.


Autor jest pastorem kościoła reformowanego Christ Church (CREC) w Moscow, Idaho (USA). Napisał wiele książek nt. rodziny, małżeństwa, apologetyki, teologii, kultury, edukacji. Wpis pochodzi z jego bloga: dougwils.com
Opublikowany za zgodą autora.

Tłumaczenie: Paweł Bartosik
Korekta: Marek Kmieć


sobota, 9 marca 2019

Nie skacz, zejdź schodami

"Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień". - Ew. Mateusza 4.5-6

Marcin Luter na temat kuszenia Jezusa na pustyni:

Szatan jest przekonany, że doprowadzi do momentu, w którym skusi Boga do wykonania niepotrzebnego cudu. Przywołuje na świadectwo Psalm 91, ale pomija najważniejszy fragment: Bóg będzie cię strzegł na drogach twoich. Taką wypowiedzią chciałby szelma usunąć Chrystusowi z pola widzenia to, co mu polecono i doprowadzić do tego, aby zrobił to, co polecone nie było. 

Chrystus znajduje się bowiem na pustyni nie dlatego, by miał tam czynić cuda, ale by cierpiał jako człowiek. Diabeł zaś chce go sprowadzić z drogi, którą mu Bóg polecił, i przekonać do tego, by dokonał zbędnego cudu. Chrystus go jednak odgania i mówi - Jest napisane: nie będziesz kusił Pana Boga Swego. To są właśnie owe schody i nie ma powodu rzucać się w dół. Ponieważ mam możliwość bezpiecznego zejścia schodami, byłoby niewłaściwe, abym bez konieczności i bez Bożego nakazu narażał się na niebezpieczeństwo. (...)

Chrystus zatem sprzeciwia się diabłu i odpowiada: Kiedy idę tą drogą, która jest nakazana przez Boga, to wiem dobrze, że aniołowie są ze mną, muszą na mnie zważać i będą mnie bronić. Podobnie kiedy dziecko posłuszne jest rodzicom, albo robotnicy wypełniają swoje obowiązki, to kiedy zdarzy się nieszczęście, Bóg im pomoże i będzie chciał ich ratować poprzez swoich aniołów. Jeśli jednak z nakazanej drogi zejdą, to opuszczą ich aniołowie i w każdym momencie diabeł może im kark skręcić, jak to często czyni, jeśli Bóg do tego dopuści. 

piątek, 8 marca 2019

O stanowisku biskupów warszawskich w sprawie tzw. „Deklaracji LGBT+”

Archidiecezja warszawska i diecezja warszawsko-praska w osobach Kard. Kazimierza Nycza, arcybiskupa metropolity warszawskiego oraz Bp Romualda Kamińskiego, biskupa warszawsko-praski publikują wspólne stanowisko nt. tzw. "Deklaracji LGBT+". Treść TUTAJ. Poniżej zaś dwa słowa na jej temat:
To stanowisko to łagodna forma powiedzenia czegoś w taki sposób, aby nie powiedzieć nic, lub powiedzieć niewiele. W dokumencie przedstawicieli Kościoła nie ma ani jednego odniesienia do Bożego Słowa, ani jednego wskazania co mówi Bóg na ten temat, ani jednego nazwania danej rzeczy "grzechem". Jest brak wezwania do nawrócenia oraz wycofania się ze szkodliwych zapisów. Jest twórczy, refleksyjny "niepokój" 
Środowiska LGBT powinny być zadowolone. Zacytowany jest np. obecny papież: "Franciszek wyraził swoją pozytywną opinię, aby edukacja seksualna była prowadzona w szkołach" (!!!).
Podpiszą się też pod ogólnikami:
- "Celem edukacji seksualnej jest ochrona dzieci i młodzieży przed różnorodnymi destrukcyjnymi zjawiskami."
- Franciszek w “Amoris laetitia” pisze: „Młodzi ludzie powinni mieć możliwość uświadomienia sobie, że są bombardowani przesłaniami, które nie dążą do ich dobra oraz ich dojrzałości”.
- "Należy dołożyć wszelkich starań, aby każdy uczeń i uczennica byli otoczeni szczególną opieką ze strony dyrekcji, pedagogów, nauczycieli, zwłaszcza gdy są zagrożone jakąkolwiek formą przemocy czy dyskryminacji. Należy zadbać o mądre wychowanie seksualne, które powinno mieć swój początek w rodzinie i być kontynuowane w szkole."
Brzmi jak element programu partii "Wiosna", Kampanii Przeciw Homofobii, Tolerado, czy edukatorów seksualnych z "Pontonu". Cóż, wygląda na to, że z "taką pewną nieśmiałością" wszyscy mogą podać sobie ręce. Każdemu zależy przecież na "dobru dziecka".