środa, 16 stycznia 2019

Po morderstwie Prezydenta Gdańska


ŚMIERĆ GŁOWY

14 stycznia 2019 r. zmarł prezydent Gdańska. Zginął wskutek odniesionych ran, które na scenie gdańskiego finału WOŚP zadał człowiek uzbrojony w nóż. Rano przechodziliśmy obok tej sceny z całą rodziną udając się na urodzinowy obiad naszej córki. Kilka godzin później dokonano na niej morderstwa.

Nasze miasto, Gdańsk, dotknęła wielka tragedia. Zginął jego prezydent, który otrzymał od mieszkańców mandat na kolejne 5 lat. Miał 53 lata. Brakuje słów, by wyrazić szok, żal, smutek, gniew... Chciałbym wyrazić najgłębsze wyrazy współczucia najbliższej rodzinie prezydenta Pawła Adamowicza: żonie oraz córkom. Niech dobry Bóg będzie Waszym pocieszeniem, nadzieją i otrze Wasze łzy.

Niektóre osoby z różnych stron barykady debaty politycznej już zaczęły się przerzucać wzajemnymi oskarżeniami, które nie tylko są nie na miejscu, ale i zupełnie nonsensowne.  Ś.p. Paweł Adamowicz pod wieloma względami daleki był od tego, jak Biblia postrzega rolę osoby rządzącej, lecz dla nas, wszystkich Gdańszczan, jest to czas smutku, ciszy i płaczu z płaczącymi. Został zamordowany gospodarz naszego miasta.

DZIECI KAINA I KSIĄŻĘ POKOJU

Tysiące ludzi dobrej woli woła o pokój, powstrzymanie spirali nienawiści i wzajemnych oskarżeń. Jednak w  świecie, gdzie nie ma miejsca dla Boga nie będzie pokoju. Nie będzie pokoju między narodami, bliźnimi i braćmi. W świecie, gdzie człowiek chce budować pokojową wieżę Babel bez Boga – zawsze będzie nienawiść i zło. Od czasów Kaina, który przelał krew swojego brata Abla, człowiek podnosi pięść i ostrze noża przeciwko bratu, swojemu bliźniemu. Historia świata to historia grzechu, ale i obietnicy jego kresu. W świecie bez Boga człowiek nie jest w stanie przebaczać, brać uchybień innych na siebie, dobrem zwyciężać zło. W świecie bez Boga brat widzi źdźbło w oku brata, a nie belkę we własnym. I nie chce pokoju. Nienawidzi pokoju ponieważ pokój kosztuje: ofiarę, poświęcenie, uniżenie, przebaczenie, odwagę, łaskę, niekiedy ciszę.

Nie mają pokoju bezbożni - mówi Pan. (Księga Izajasza 48.22).

W rzeczywistości jest tylko jedna droga do pokoju i końca waśni, przemocy, przelewu krwi. A jest nim Książę Pokoju, Jezus Chrystus.

Albowiem dziecię narodziło się nam, syn jest nam dany i spocznie władza na jego ramieniu, i nazwą go: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju. Potężna będzie władza i pokój bez końca na tronie Dawida i w jego królestwie, gdyż utrwali ją i oprze na prawie i sprawiedliwości, odtąd aż na wieki. Dokona tego żarliwość Pana Zastępów. – Księga Izajasza 9.5-6

Nie tak dawno świętowaliśmy Jego przyjście na świat. I nie jest to bynajmniej baśń, która ma na celu jedynie ubarwić nasze miasta światłami i świątecznym wystrojem, a nasze domy rodzinnymi spotkaniami przy stole. To historia, która naprawdę się wydarzyła! Jezus przyszedł na świat, aby zniszczyć zło, diabła, śmierć, nienawiść między ludźmi. Przyszedł zaprowadzić trwały pokój, trwałą radość i życie, które się nie kończy (Jn 3.36; 10.10).

Rzekł jej Jezus: Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. (Ewangelia św. Jana 11.25)

NADAĆ UMIERANIU SENS 

Jezus przekroczył śmierć, dlatego mówiąc o sensie, gdzie sens trudno dostrzec, nie potrafimy o niej mówić inaczej, jak tylko w odniesieniu do Niego i tego, co uczynił. Potrzebujemy, by ktoś nas zapewnił: to ma sens. To nie jest koniec. To nie jest triumf zła i nienawiści. Ich czas w rzeczywistości minie. Minie okres kiedy bezbożność ponosi ręce i ostrza w geście triumfu. Minie czas, gdy obok pszenicy będzie rósł kąkol. Minie czas, gdy bezbożność sądzi, że będzie mogła wiecznie tańczyć na bankietach.

Przyszedł bowiem Książę Pokoju, aby zniszczyć zło i ustanowić Jego, nie nasze, Królestwo. Jego przybycie na świat oznacza kres każdego królestwa Heroda i stylu życia, którego przejawem jest zbrodnia na człowieku: czynem, słowami, postawą, myślami. Na krzyżu został zamordowany Król, który udał się tam, by przynieść pojednanie każdemu z nas: z Bogiem i bliźnim. Swoje dzieła przypieczętował nie cudzą, lecz własną krwią i modlitwą o… swoich oprawców, wybaczając im. Gdy człowiek oznajmia – musisz umrzeć zamiast mnie, Bóg oznajmia – ja umrę zamiast ciebie.

BÓG OTRZE ŁZĘ

Owszem, wołajmy o zgodę i kres nienawiści, ale zacznijmy od siebie; od zaufania Temu, który przynosi trwały pokój, nie tylko między nami, ale i w nas. A jego początkiem jest pokój z Bogiem, który mamy poprzez wiarę w Jezusa (Rzym 5.1).On otrze wszelką łzę z oczu tych, którzy Jemu zaufali (Objawienie św. Jana 7.17). Nie będzie już śmierci, smutku, krzyku, ani mozołu, a przyczyną jest obecność Boga między ludźmi.

I usłyszałem donośny głos z tronu mówiący: Oto przybytek Boga między ludźmi! I będzie mieszkał z nimi, a oni będą ludem jego, a sam Bóg będzie z nimi. I otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie; albowiem pierwsze rzeczy przeminęły. I rzekł Ten, który siedział na tronie: Oto wszystko nowym czynię. I mówi: Napisz to, gdyż słowa te są pewne i prawdziwe  (Objawienie św. Jana 21.3-4).

W końcu, bracia, bądźcie zdrowi; doskonalcie się, weźcie sobie napomnienie do serca, bądźcie jednomyślni, zachowujcie pokój, a Bóg miłości i pokoju będzie z wami. (2 List do Koryntian 13.11).

Pokój duszy Pawła Adamowicza i pokój ludziom dobrej woli.

sobota, 12 stycznia 2019

XIX Dzień Islamu w Kościele Katolickim

26 stycznia 2019 r. obchodzony będzie XIX Dzień Islamu w Kościele Katolickim. Poniżej plakat wydarzeń w Krakowie i pięć pytań do moich drogich przyjaciół katolików:
1. Czy wierzycie, że Biblia i Koran mówią o tym samym Bogu?
2. Nabożeństwo "Słowa Bożego" to Nabożeństwo wokół 
Biblii, Koranu czy obojga (na plakacie jest cytat z Koranu i z Biblii)?
3. Przywołane na plakacie słowa Jezusa (Mk 9.39-31) dotyczą wyznawcy Chrystusa, nie muzułmanów: "Wtedy Jan rzekł do Niego: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami." (Mk 9.38). Czy (wg was) organizatorzy celowo go pominęli w odnośniku?
4. Czy i w jaki sposób będziecie obchodzili Dzień Islamu w waszych domach?
5. Czy planujecie jakąś wspólną reakcję wobec episkopatu i papieża w tej sprawie?

czwartek, 10 stycznia 2019

Homo-małżeństwa nie są nielegalne

"Małżeństwa homoseksualne" w żadnym kraju na świecie nie są legalne. Nigdy też nie były nigdzie nielegalne. Najzwyczajniej nie istnieje coś takiego jak "małżeństwo homoseksualne".

Czy aborcja powinna być prawnie zakazana?

TROCHĘ "ZA" LUB "PRZECIW"?

Światłość świeci w ciemności (Jn 1.5). Poselstwo życia manifestuje swoją chwałę w pełni blasku na tle poselstwa śmierci. Nie jestem wdzięczny za poselstwo śmierci. Jestem wdzięczny za wszystkich, którzy bronią świętości, ochrony życia ludzkiego od początku jego istnienia, a więc poczęcia. Aborcja jest tematem, w którym nie da się być neutralnym, "ponad tym", czy stanąć pośrodku. Nie można być trochę za prawem do zabijania niewinnych ludzi i nie można być trochę przeciw prawu do zabijania niewinnych ludzi. W rzeczywistości jest to debata nie tyle polityczna, co światopoglądowa, etyczna, duchowa. To debata o godności człowieka, życiu człowieka. Oczywiście ma ona charakter polityczny, ale aby odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy aborcja powinna być zakazana? – powinniśmy zacząć od bardzo podstawowych rzeczy.

STANDARD

Czym jest aborcja? Kiedy zaczyna się życie ludzkie? Kim jest człowiek? Jakiego rodzaju czynem jest zabicie człowieka? Co należy do powołań władzy: czy należy do nich ochrona każdego życia ludzkiego czy stworzenie przestrzeni możliwości odebrania go? Komu państwo ma prawo odebrać życie, a wobec kogo takiego prawa nie posiada?

Tak naprawdę podejście do życia człowieka nienarodzonego jest wyrazem podejścia do człowieka. Zaś podejście do człowieka jest wyrazem stisunku do Boga, który przemówił. Jeśli wierzymy, że to On nas uczynił, że On określa moment pojawienia się i zakończenia życia, to będziemy przeciwko wszelkiej tyranii, która w imię prawa wyboru odbiera życie jakimkolwiek istotom ludzkim. Jeśli nie wierzymy w Boga, pozostaje nam arbitralność w ocenie kogo można uznać za człowieka i co można z życiem ludzkim zrobić. Pozostaje prawo silniejszego i swobodna uznaniowość. Tym w istocie jest wołanie o prawo do aborcji: o dominację prawa silniejszego, aby miał wybór, co można zrobić z życiem najmniejszego, bezbronnego. We wszelkich debatach zwolennicy tej postawy nazywają siebie pro-choice, które w ich definicji oznacza anty-life. Są za wyborem. Chcą jednak, aby z dwojga osób: matka i dziecko - wybór miała tylko ta pierwsza, włączając w to możliwość zabicie tej drugiej. Pro-choice w wydaniu jego zwolenników to wołanie silniejszego, by w imię wolności i prawa do stanowienia o sobie miał prawo zabić nienarodzoną istotę ludzką.

Moja odpowiedź na tytułowe pytanie: Czy powinniśmy zakazać aborcji? – brzmi: tak. Dlaczego? Ponieważ jestem przeciwko zabijaniu niewinnych ludzi. Dlaczego jestem przeciwny zabijaniu niewinnych ludzi? Ponieważ zabrania tego nasz Stwórca. Oznacza to, że moja odpowiedź jest osadzona na świadectwie Stwórcy życia, który powiedział: Nie zabijaj. Nie istnieje żaden inny fundament godności i świętości życia ludzkiego. Wielkie Wybuchy, bagna sprzed 4,6 mld lat nie tworzą praw człowieka, jego godności i świętości życia. Czyni to nasz Stwórca. Jednocześnie oznajmia w Swoim Słowie (Biblii) kiedy rozpoczyna się ludzkie życie. Kilka przykładów:

Bo Ty stworzyłeś nerki moje,Ukształtowałeś mnie w łonie matki mojej. Wysławiam cię za to, że cudownie mnie stworzyłeś.Cudowne są dzieła twojeI duszę moją znasz dokładnie. (Ps 139.13-14)

Wybrałem cię sobie, zanim cię utworzyłem w łonie matki, zanim się urodziłeś, poświęciłem cię, na proroka narodów przeznaczyłem cię. (Jer 1.5)

A gdy dzieci trącały się w jej łonie, rzekła: Jeżeli tak się zdarza, to czemu mnie to spotyka? Poszła więc zapytać Pana. (Rdz 25.22)

Oto urodziłem się w przewinieniu I w grzechu poczęła mnie matka moja. (Ps 51.7)

Bo oto, gdy dotarł do uszu moich głos pozdrowienia twego, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. (Łk 1.44)

Po upływie pewnego czasu Anna poczęła i porodziła syna, i dała mu na imię Samuel, gdyż - jak mówiła: Od Pana go wyprosiłam. (1 Sm 1.20)

Dawid posłał gońców i kazał ją sprowadzić. A gdy ona przyszła do niego, obcował z nią. A właśnie była ona po swoim oczyszczeniu. Potem powróciła do swojego domu. Kobieta tapoczęła. Posłała więc wiadomość do Dawida tej treści: Poczęłam. (2 Sm 11.4-5)

Nie ma żadnych wątpliwości, że zgodnie ze świadectwem Pisma Świętego Jakub, Ezaw, Jeremiasz, Dawid, Jan Chrzciciel, Jezus istnieli przed narodzinami. Biblia określa początek życia ludzkiego od poczęcia. Z tego powodu Bóg otaczał prawną ochroną również nienarodzone dzieci:

Nienarodzone dzieci były w pełni chronione Prawem (Wj 21.22-23).

Jeźliby się też powadziwszy mężowie, uderzył który z nich niewiastę brzemienną, tak żeby z niej płód wyszedł, jednakby nie zaszła śmierć koniecznie karanie odniesie, jakie włoży nań mąż onejże niewiasty, a da wedle uznania sędziów. Ale gdzie by śmierć zaszła, tedy dasz duszę za duszę; Oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę (BG). (Wj 21.22-23).

Jan Kalwin w następujący sposób skomentował powyższy urywek Pisma Świetego (z komentarza do Księgi Wyjścia 21.22): "Dlatego płód, choć zamknięty w łonie matki, jest już człowiekiem, i potwornym przestępstwem jest ograbianie go z życia, którym jeszcze nie zaczął się cieszyć. Jeśli czymś straszniejszym jest zabicie człowieka w jego własnym domu, aniżeli w polu, ponieważ dom człowieka jest jego najbardziej bezpiecznym miejscem schronienia, to z pewnością za bardziej okrutne należy uznać zniszczenie płodu w łonie matki, zanim doszło do niego światło".

Ojcostwo i macierzyństwo wraz z ich odpowiedzialnościami rozpoczynają się od momentu poczęcia dziecka, a nie dopiero od momentu narodzin. Bóg nadaje godność każdemu istnieniu ludzkiemu stwarzając je już łonie matki. Jego początkiem jest poczęcie. Skąd o tym wiemy? Od Stwórcy życia, który oznajmia to w Swoim Słowie (Biblii).

Co mamy po drugiej stronie debaty? Nie mamy w zasadzie nic poza subiektywną uznaniowością i "widzimię".  Debata między chrześcijaninem, a niechrześcijaninem nt. aborcji to w rzeczywistości debata pomiędzy obiektywnym standardem, do którego odwołuje się chrześcijanin, a „wydaje mi się” przedstawiciela pro-choiceKiedy zwolennicy prawa do aborcji odrzucają Biblię jako standard swojego światopoglądu, siłą rzeczy muszą wskazać na inny standard, który ustanawia inny początek życia. Problem w tym, że takiego standardu nie dostarczają. Zamiast tego arbitralnie uznają, że jest to np. 12 tydzień życia, ponieważ wówczas u nienarodzonego dziecka pojawia się mózg. Inne pro-aborcyjne denominacje wskazują na moment pojawienia się kończyn, układu nerwowego, układu krwionośnego itd. Jeszcze inni twierdzą, że początkiem życia ludzkiego jest moment narodzin itd. Jak kto woli. Chcesz zabić 8-tygodniowy płód – wskaż na 12 tydzień. Chcesz zabić 7 miesięczny płód – wskaż na 12 tydzień. Chcesz zabić kiedykolwiek w łonie matki - wskaż na moment narodzin. Do wyboru, do koloru. 

Dlatego dyskusja na temat aborcji dotyczy nie tylko życia i śmierci, znaczenia człowieka. Jest to również debata pomiędzy niezmiennym standardem, a czysto ludzką, arbitralną opinią ludzką, która z powodu grzechu umiłowała własne ego. Oczywiście zwolennicy tzw. pro-choice podważają autorytet Pisma Świętego. Jeśli są wśród nich chrześcijanie, to będą redukowali autorytet Biblii to sfery osobistych decyzji. W żadnym razie nie pozwolą, by Bóg panował nad narodami. Oczywiście jest miejsce również na tę debatę. Jednak w żaden sposób ateista, agnostyk, postmodernista, relatywista, nie są w stanie zaprzeczyć, że podczas gdy chrześcijanie powołują się na Biblię uzasadniając świętość życia nienarodzonego, to ich światopogląd nie dostarcza czegokolwiek poza własnym uznaniowym „wydaje mi się”, „według mnie”. Dlatego jedni mówią: 12 tydzień, inni 16 tydzień, inni 5 miesiąc, inni 7 miesiąc, a inni 9 miesiąc.

DEFINICJE I JĘZYK

Jestem za zakazem aborcji w Polsce ponieważ jestem przeciwko mordowaniu niewinnych ludzi. Jestem za zakazem aborcji ponieważ powołaniem władzy jest ochrona każdego życia ludzkiego. Nie oznacza to zaostrzania ustawy aborcyjnej. Raczej jest to postulat przeciwko zaostrzaniu aborcyjnego skalpela i przemocy wobec ludzi nienarodzonych. 

Aborcja nie powinna być więc kwestią prywatnego wyboru ponieważ prywatne morderstwo nie powinno być chronione i przyzwalane przez prawo. Podobnie jak prywatny gwałt lub inne poważne przestępstwo. Oczywiście debata co jakiś czas wraca w naszym kraju, ponieważ zwolennicy prawa do aborcji starają się zakryć jej okropieństwo używając zupełnie innych definicji:
- Dziecka w łonie matki nie nazywają kimś lecz czymś
- Aborcji nie nazywają zabójstwem lecz zabiegiem przerwania ciąży
- Prośbę matki i ojca wobec lekarza rozrywającego ciało dziecka nazywają prawem do wyboru.

Jednak, o dziwo, kobietę noszącą w swoim łonie coś, co nie jest człowiekiem nazywają kobietą w ciąży, a zabieg usunięcia tego czegoś (nie-człowieka) nazywają usunięciem „ciąży”, a nie pozbyciem się niechcianej tkanki. Nie do końca więc wychodzi to uciekanie przed prawdą, że mamy do czynienia z kobietą w ciąży, a więc matką i dzieckiem, które nosi. Warto, abyśmy mówili o poprawnych definicjach ponieważ świadomość tego, czym jest aborcja jest wielkim wrogiem aborcjonistów. 

PRAWO DO ABORCJI TO WOŁANIE O IGNORANCJĘ

Zdjęcia płodu w dziesiątym tygodniu życia i informacje na jego temat są bardzo uciążliwym balastem dla sumienia. Im ich mniej, tym lepiej. Im mniejsza świadomość, tym lepiej. Im mniej badań EKG, nowoczesnych urządzeń ukazujących stan ciąży, ruchy dziecka, dźwięk bicia serca, tym lepiej. Nieświadomość jest bardzo uwalniająca od wyrzutów sumienia. 

Zwolennicy prawa do aborcji są za edukacją seksualną, „uświadamianiem” ludzi, ale żadna z organizacji typu „Ponton” czy inni tzw. edukatorzy seksualni nie informują: Chcielibyśmy ci pokazać co jest rezultatem seksu. Rezultatem seksu jest nie tylko orgazm. Rezultatem seksu może być również człowiek. Oto on w 12 tygodniu po zapłodnieniu. 

Załóżmy, że lekarz dokonujący aborcji i każdy jej propagandzista informuje kobiety, które myślą o niej w następujący sposób: „Wie pani, jestem pro-choice. Jestem za prawem do wyboru, ale za prawem do świadomego wyboru. Nienawidzimy tych haseł fundamentalistów z tabliczkami i taniej propagandy. Zależy nam na świadomym wyborze poprzedzonym rzetelną wiedzą. Dlatego chcemy, aby miała pani dostęp do pełnych informacji o tym, czym jest aborcja i co się dzieje podczas aborcji. Najpierw chcielibyśmy pani pokazać na monitorze zdjęcia USG pani dziecka. Tu jest główka, tu jest rączka, tu jest nóżka. Tu bije serduszko. Oczywiście to pani wybór co mamy z nim zrobić. Naszą misją jest jedynie rzetelnie informować, co się dzieje w pani brzuchu i co się stanie jeśli zdecyduje się pani na aborcję”. 

Rzetelna informacja to wróg ruchu pro-aborcyjnego. Wołanie o prawo do aborcji to wołanie o ignorancję u matek, o zatykanie uszu na dźwięk bicia serca dziecka, na świadectwa kobiet, które dokonały aborcji. Zatkaj uszy, zamknij oczy. Nie patrz na to. Nie słuchaj tych anty-kobiecych fundamentalistów. My się wszystkim zajmiemy. 

Technologia, nauka, medycyna, biologia, badania prenatalne to wielki sojusznik ruchu pro-life. Nic dziwnego, że na aborcjonistycznych wiecach znajdziemy hasła typu: 
- „Moja macica - moje ciało” 
- „Mój brzuch - moja sprawa” 
- „Od pigułki i skrobanki rozpoczynam swe poranki” 
- „Macice wyklęte” 

Nie znajdziemy natomiast zdjęć dzieci w 11 tygodniu życia z podpisem: „Rozerwać go!” Takie zdjęcia to narzędzie edukacyjne obrońców życia nienarodzonego, a nie aborterów. Przeciwnicy pro-life nienawidzą tych zdjęć. Nie dlatego, że są fałszywką, lecz dlatego, że są prawdą. Kłującą prawą, która dotyka sumienia. Zwolennicy prawa do aborcji dobrze wiedzą, że kobieta w ciąży nie jest istotą, która ma dwie głowy, dwa różne DNA, cztery ręce i cztery nogi. Dobrze wiedzą, że jedna z tych dwóch głów należy do kogoś innego; dwie z tych czterech rąk należą do kogoś innego; dwie z tych czterech nóg należą do kogoś innego. 

Ich wołanie o prawo do aborcji nie wynika z tego, że nie wiedzą kim jest ta mała nienarodzona istota. Pani Profesor Senyszyn podczas debaty ze mną w Gdańsku nie wołała o prawo do aborcji do dwunastego tygodnia życia ponieważ do tego czasu to nie człowiek, a od tego momentu to człowiek. Pani Profesor wołała o prawo do aborcji w dowolnej chwili przed narodzeniem i to z dowolnego powodu. Wszak dorośli ludzie są „wolni” i „mają prawo do samostanowienia”. Czyż nie? 

Gdyby zwolennicy „pro-choice” nie wiedzieli, czy mamy do czynienia z życiem ludzkim czy nie – mówiliby: nie usuwajmy ciąży, bo może tam jest człowiek. Jeśli nie wiem czy za zaroślami jest dziecko, to nie strzelam z obawy przed zabiciem go. Zwolennikom prawa do aborcji wcale nie trzeba udowadniać, że jest ona czymś złym. Oni to dobrze wiedzą. Wiedzą, że za zaroślami stoi dziecko. Mimo tego uważają, że można strzelać.  

Problem nie jest więc natury intelektualnej. Nie polega na braku wiedzy o tym, czym jest aborcja, jak wygląda zmasakrowane ciało 4-miesięcznego człowieka i w jak straszliwy sposób jest uśmiercany. Te wszystkie fakty, zdjęcia, informacje dzięki zaawansowaniu współczesnej medycyny i nowoczesnych technologii są powszechnie dostępne. Nie o brak informacji o tym, do kogo należą masakrowane małe ciała tu chodzi. Jest to raczej problem duchowy, wynikający z etycznego uprzedzenia wobec Boga i Jego przykazań. Zwolennikom aborcji nie chodzi o to, by wszystkich przekonać, że dziecko w łonie matki to „coś”, to „nie-człowiek”, a aborcja to „zwykły zabieg medyczny”. Podczas debaty ze mną trzy lata temu profesor Joanna Senyszyn (SLD) nie przyszła argumentować, że 7-miesięczne dziecko w łonie matki nie jest człowiekiem. Przyszła argumentować, że można je zabić. 

Zwolennikom prawa do aborcji nie chodzi o ustawowe zapisy, które zabraniają zabijania ludzi, więc zajmują się udowadnianiem, że nienarodzone dzieci nie są ludźmi. Zdecydowana większość z nich dobrze wie, że mówimy o ludziach, a nie tkankach. Kobieta w ciąży zwykle wie, że jest matką, a nie chorym pacjentem wymagającym operacji. Chyba, że jej jedynym źródłem wiedzy są hasła na tablicach z „czarnego protestu”. Trudno jednak w obecnych czasach zamieszkać na bezludnej wyspie lub udawać, że nigdy nie widziało się księżyca. Możliwe jednak, że są jakieś osoby, które nie wyszły na zewnątrz. Dobrodziejstwa nauki, takie jak zdjęcia EKG, zapisy z monitorów, dźwięki, świadectwa lekarzy i matek są powszechnie dostępne.  

Działacze „pro-choice” chcą najzwyczajniej takiego prawa, które umożliwi im (lub ich wyborcom)… wygodniejsze życie. Jeśli będzie trzeba złożyć w tym celu ofiarę, w porządku. Zabijane dzieci są ofiarami składanymi egoistycznemu bożkowi o imieniu „Ja”. Dzieci są kosztem, który musi być poniesiony aby bożek „Ja” dalej wołał: Jestem na pierwszym miejscu. Moje potrzeby, mój standard życia stoi ponad twoim prawem do życia. 

 Wszystko inne jest próbą wzniesienia intelektualnej dobudówki zakrywającej grzech i poczucie winy. Cała argumentacja za aborcją jest tylko usprawiedliwieniem wyboru życia dla siebie, tu i teraz. Jednak najpierw trzeba wyłączyć aparaty EKG, zakryć monitory, zamknąć oczy i zatkać uszy.


KONSEKWENCJE NIEWIARY

Nawet jeśli ktoś nie uznaje świadectwa Boga za wiarygodne, nie uznaje Biblii za Słowo Boże - to nie jest w stanie zaprzeczyć, że świadectwo Pisma jest całkiem jasne: życie zaczyna się jeszcze przed narodzinami, w momencie poczęcia. Całkowicie rozumiem to, że pro-aborcjoniści, nie wierzą Biblii, ale główna różnica pomiędzy nami polega na tym, że pro-aborcjoniści nie są w stanie wskazać na cokolwiek, aby uzasadnić swoje tezy o początku życia. 

W pozycji bez Boga wszystko sprowadza się do swobodnego uznania, kiedy zaczyna się życie ludzkie, a jeśli nawet zabijamy człowieka, to w zasadzie nie ma z tym problemu. Żadna matka nie powinna się z tego tłumaczyć. Ateizm odbiera więc jakąkolwiek godność ludziom nienarodzonym, ale również narodzonymJeśli bowiem odbieram prawo do istnienia ludziom nienarodzonym, to kto teraz dostarczy nam prawo do życia ludzi narodzonych? Jeśli swobodnie mogę uznać kogoś za nie-człowieka i go zabić, to jaki jest problem w uśmierceniu narodzonych ludzi, którzy wg materialistycznego ateizmu są tylko przypadkowymi dwunożnymi żyjątkami bez celu, napędzanymi wyładowaniami chemicznymi w czaszce.

Nieomal każda zbrodnia przeciwko ludzkości łączyła się z tym, że człowieka definiowano jako nie-człowieka, jako dwunożne zwierzę, które nie ma swojego Stwórcy i przed nikim nie odpowiada. Żydzi, Aborygeni, ciemnoskórzy to nie ludzie, a w najlepszym przypadku ludzie, stojący niżej w ewolucyjnej hierarchii ras.

środa, 9 stycznia 2019

Złoto, kadzidło i mirra - co oznaczają?

Mędrcy ze wschodu przynieśli Jezusowi trzy dary: złoto, kadzidło i mirrę (Mt 2: 1-12). Wszystkie one są elementami Przybytku Bożego, Świątyni.

Złoto to królewski metal, który pokrywał wszystko w Najświętszym Miejscu. Ze złota sporządzony był złoty wieniec, pierścienie, pokryty nim był też ołtarz kadzidlany itd. (Wj 30:3)

Kadzidło było ofiarowane Bogu na ołtarzu kadzidlanym, który znajdował się w Miejscu Świętym. Część z niego miała znajdować się przed Skrzynią Świadectwa w Miejscu Najświętszym (Wj 30:6).

Mirra była jednym ze składników świętego oleju do namaszczenia (Wj 30:23, 34). Namaszczano nim Namiot Zgromadzenia i Skrzynię Świadectwa (Wj 30:26), ołtarz całopaleń oraz naczynia świątynne.

Mędrcy składają więc ofiary na budowę nowego Przybytku. W szczególności są to materiały związane z Miejscem Najświętszym. Jezus jest nowym Przybytkiem, nowym Miejscem Najświętszym w Świątyni i budowniczym nowego Domu Bożego. Ewangelista Jan pisze: Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (J 1:14). Bóg zbudował swój Przybytek, Świątynię (Jn 2:19) wśród pogan i tym przybytkiem jest Jego Syn, to dziecko.

W czasie kiedy mędrcy oddają pokłon Jezusowi, Herod knuje zamach na jego życie. W ciągu kilku dni Józef, Maria i Jezus uciekają do Egiptu, aby trzymać się z dala od niebezpieczeństwa. Nowy Boży Przybytek w ciele opuścił Izrael. Zamiast przebywać w centrum obozu, tak jak to było w starożytnym Izraelu, wypędzono go poza obóz, gdzie Izraelici zostawiali swoje śmieci, gdzie umieszczano nieczystych, trędowatych... Poza obozem byli poganie i nieczyści Żydzi - ci, których lepiej omijać i nie dotykać. Od samego początku historia przyjśćia Jezusa na świat wskazuje na cel Jego przyjścia. List do Hebrajczyków mówi, że Jezus cierpiał poza obozem (Hbr 13.11-13), na oddalonym wzniesieniu, miejscu hańby, gdzie krzyżowano złoczyńców. Cierpiał poza obozem, aby utożsamić się z grzesznikami, nieczystymi. 

Najpierw przedstawiciele narodów, mędrcy udają się do Miejsca Najświętszego i to nie w Jerozolimie, lecz w zapomnianej mieścinie Betlejem. Następnie zaś to Miejsce Najświętsze, które w Starym Przymierzu było tak starannie strzeżone, udaje się do Egiptu, do pogan, obcych narodów, do nas.

Chcesz spotkać się z Bogiem w Miejscu Najświętszym? W Starym Przymierzu usłyszałbyś: nie ma mowy! Tylko Arcykapłan może to uczynić i to raz w roku. W Nowym Przymierzu w Jezusie mamy Boży Przybytek pośród ludzi i każdy człowiek może tam się udać. Chcesz spotkać się z Bogiem? Udaj się pod krzyż, do Chrystusa. On jest Nową Świątynią, Nowym Przybytkiem przyobleczonym w złoto, kadzidło i mirrę. Jezus udał się z rodziną do Egiptu, poza obóz. Cierpiał za nasze grzechy poza obozem i właśnie tam musimy się udać do Niego: poza obóz, gdzie są śmieci, gdzie są trędowaci, grzesznicy, nieczyści, chorzy. Musimy uznać: tacy jesteśmy. On tam udał się dla nas. 

Jednak gdzie jest teraz złoto, kadzidło i mirra? Nasze modlitwy są kadzidłem, miłą wonnością, która wznosi się przed Boży tron. Nasz chrzest jest olejkiem namaszczenia, którego składnikiem była mirra. My jesteśmy złotymi, uświęconymi, oczyszczonymi naczyniami, które mamy składać Bogu z wdzięcznością.

wtorek, 8 stycznia 2019

I wtedy to zaproponowali


Czy protestanci kochają Matkę Bożą?



Redakcja portalu ChristianNews.pl poprosiła mnie o odniesienie się do tego artykułu i przytoczonej w nim wypowiedzi popularnego katolickiego charyzmatyka i ewangelisty Marcina Zielińskiego, w której twierdzi, że "zna wielu protestantów, którzy kochają Matkę Bożą". 

Nie znam zbyt dobrze służby i przekonań Marcina Zielińskiego, ale po obejrzeniu kilku minut jego filmiku, trudno się z nim... nie zgodzić (posłuchałem od 5-7 minuty). Cytuje w nim Św. Augustyna i jego podejście do separatystycznych braci donatystów i wspólnej (z nimi) wiary w jednego Ojca. W pełen respektu sposób wypowiada się o protestantach oraz chrześcijanach spoza własnego kręgu konfesyjnego - rozumiejąc, że pojęcie Kościoła Powszechnego jest szerze, aniżeli Kościoła Rzymskokatolickiego. Nazywa protestantów "braćmi", "rodzeństwem", nie zaś braćmi odłączonymi lub rodzeństwem wydziedziczonym. We wszystkim tym - ma bardziej katolickie spojrzenie na Kościól niż jego własny Kościół.

Oczywiście Biblia wiele razy ostrzega nas przed apostazją, wilkami w owczych skórach, fałszywych braciach itp. Niemniej - dobrze, abyśmy pamiętali o tym, że nasza łódź kościelna nie jest jedyną łodzią pływającą po wodach chrztu i Ducha Świętego. 

Co więc z wypowiedzią Marcina nt. Marii? Brzmi ona następująco:

"Znam wielu protestantów, którzy kochają Matkę Bożą, choć być może różnimy się w pewnych doktrynalnych kwestiach i widzimy pewne różnice."

W zasadzie mógłbym odpowiedzieć: Amen i na tym zakończyć ten wpis. 

Nie powinniśmy mieć problemu ani z tytułowaniem Marii mianem Matki Bożej (Theotokos), ani z faktem, że wielu protestantów ją kocha. Choć... przepraszam. Dlaczego tylko "wielu"?! 

Matka Boża... Ktoś ma z tym problem? W taki sposób tytułował Marię  historyczny, ortodoksyjny Kościół (Sobór w Efezie w 431 r.) podkreślając w ten sposób bóstwo... Chrystusa. Maria jest matką Boga i człowieka. Nadając jej tytuł Matki Bożej (Bożej rodzicielki) - podkreślamy w ten sposób, że Chrystus nie jest podzielony i są w nim zjednoczone dwie nierozłączne natury. Słowo zjednoczyło się z ciałem. Ktoś mógłby spojrzeć na jego twarz i powiedzieć: "masz oczy i nos mamy". Pamiętajmy jednak, że Maria urodziła Boga-Człowieka, jedną osobę o dwóch nierozdzielonych naturach. Dlatego nie możemy powiedzieć, że jest ona matką jedynie "człowieka Jezusa Chrystusa". Chrystus nie jest podzielony. 

Nie ma również z czym polemizować jeśli chodzi o fakt, że wielu protestantów kocha Matkę Bożą (szkoda, że nie wszyscy). Jestem jednym z nich. Problem zaczyna się, kiedy zastanowimy się przez chwilę nad konsekwencjami tych dwóch prawd: 

Maria jest Matką Bożą, dlatego powinniśmy sprzeciwiać się wszelkim próbom jej degradacji, pomniejszania błogosławieństwa, którym została obdarzona. Żadna inna kobieta nie dostąpiła przywileju urodzenia i wychowania Syna Bożego. Została obdarzona szczególną łaską. Jest dla nas wzorem dla naśladowania i przykładem pokory, pobożności. 

Matkę Bożą kocha wielu protestantów, dlatego sprzeciwiamy się czynieniu z niej obiektu pospolitego bałwochwalstwa i zabobonów. Matka Boża była pokorną służebnicą Pańską, matką naszego Pana Jezusa Chrystusa. Powinno nas oburzać tytułowanie jej atrybutami Boga, gdyż stoją w jawnej sprzeczności z nauczaniem Pisma Świętego:

- "Pośredniczka nasza"
Apostoł Paweł naucza, że "jeden jest pośrednik między Bogiem, a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus" (1 Tm 2.5).

- "Pocieszycielka nasza"
Każdy z wierzących powinien być pocieszycielem braci. Kiedy jednak mówimy o Pocieszycielu jako tytule, to jest nim Duch Święty (Jn 14:16.26; 15:26).

- "Orędowniczka nasza"
"Mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa, który jest sprawiedliwy" (1 Jn 2.1)

- "Czarna Madonna"
Naprawdę nikt nie widzi?! 

- "Królowa Nieba i Oblubienica Boga"
Oblubienicą Bożą jest Kościół. Bóg jest monogamistą (Obj 21:2.9)

- Niepokalanie Poczęta
Maria sama nazwała Boga swoim "zbawicielem" (Łk 1:47) i złożyła ofiarę oczyszczenia (Łk 2.22-24). Jedynym bezgrzesznym człowiekiem był Jezus Chrystus. Innych wyjątków Biblia nie podaje (Hbr 4:15).

- "Królowa Polski"
Polska ma króla, nie królową. Jest nim
 Jezus Chrystus. Jednak nie intronizowała go uchwała polityczna, decyzja Kościoła, lecz Bóg Ojciec (Hbr 2.8; Ef 1.22).

Maria była pokorną służebnicą Pańską, wierną Bożemu Słowu. Nigdy nie wskazywała na siebie. Nie mamy również odnotowanego przypadku kultu maryjnego aprobowanego przez Boga lub samą Marię. Za jej wskazaniem powinniśmy czynić to, co powie nam Bóg: "Co wam powie, czyńcie" (Jn 2.5).

Zasadne jest więc, abyśmy kochali Matkę Bożą - biblijną, pokorną Marię. Czy jest to równoznaczne ze sprawowaniem względem niej kultu? W żadnym razie. 
Pismo Święte zachęca, abyśmy całości powierzyli się Bogu i tylko Jemu. Za jej przykładem pragniemy modlić się wyłącznie do Niego. Pan Jezus powiedział: "Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą"  (Mk 12.30). Marię zaś powinniśmy kochać jako bliźniego i siostrę w wierze (Mk 12.31).

Marcin, mam nadzieję, że i Ciebie z powodu Twojego oddania Słowu Bożemu (Biblii) również oburza czynienie z naszej szczególnie ubłogosławionej siostry w wierze obiektu pospolitego bałwochwalstwa, nadawanie jej boskich cech (np. treść modlitwy "Pod twą obronę"), modlitwy i nabożeństwa do niej oraz obdzieranie z piękna służebnicy Pańskiej poprzez niebiblijne dogmaty (np. o jej Niepokalanym Poczęciu, Wniebowzięciu), święte obrazy i figury będące obiektami kultu. Taka Maria (tzw. "Maryja") to zupełnie inna postać, o innych cechach. Prawdziwą Marię spotykamy na kartach Ewangelii. Udajmy się tam, by ją lepiej poznać i prawdziwie pokochać jako naszą siostrę w wierze i służebnicę Pańską. Niech Ci Bóg błogosławi i prowadzi w Swoim spisanym Słowie przez Ducha Świętego.

PS. Zobacz również: "Krótki Katechizm Maryjny" - TUTAJ

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Dawanie i autorytet



DAWANIE JEST PORTRETEM

Mędrcy ze wschodu nie przybyli do Jezusa z pustymi rękoma. Przynieśli złoto, kadzidło i mirrę (Mt 2.1-12). Wiedzieli, że przyjście do króla z pustymi rękoma nie jest odpowiednią postawą. Dla nas lekcja jest taka, że dary, które składamy podczas nabożeństwa, to nie składka, zrzutka na kościół, zbiórka na pastora itp. To ofiara naszych rąk, którą składamy przed królem. To wyraz naszej czci dla Boga. Kiedy mędrcy złożyli w ofierze złoto, kadzidło i mirrę – złożyli w ten sposób siebie, wyrazili postawę swojego serca. Dali to, co kosztowne i cenne. 

Długa podróż i sama wartość darów wymagały od nich wyrzeczenia i poświęcenia. Darami oznajmili jednak jak ważny jest dla nich Ten, któremu je złożyli. Pomyślmy o tym, kiedy przynosimy ofiarę Bogu, ale również kiedy chcemy obdarować ludzi. Dając komuś podarunek – nie dajemy tylko danej rzeczy. Pytanie brzmi: ile wysiłku włożyliśmy, by pomyśleć o tej osobie, co ją prawdziwie ucieszy? Czy zadajemy sobie trud, by poszukać tego, co naprawdę przyniesie jej radość? To, co dajemy i jak dajemy – jest naszym portretem. Wdowa ofiarowała jeden grosz, ale Jezus powiedział: dała wszystko. Dała całe swoje serce, a nie jedynie pieniądze. Możemy komuś ofiarować prezent z postawą: „Trudno, taka tradycja”. Możemy także komuś ofiarować prezent postawą: „Wiem, że to lubisz i zależało mi, aby przynieść ci radość”. Dary mędrców wyrażały ich autentyczną cześć i hołd. Bóg dając nam Chrystusa wyraził swoje serce wobec nas. Dał to, co cenne, aby przynieść nam prawdziwą i trwałą radość. Naśladujmy Go w tym.

DARY NIEMOWLĘCIU

Mędrcy złożyli dary przed Jezusem. Owszem, Maria i Józef odebrali je, może je spieniężyli, dzięki czemu mieli utrzymanie. Ale dar był złożony Jezusowi. Na pewno? Chwileczkę! Niemowlęciu?! Tak, niemowlęciu! Ale ono nawet nie potrafiło mówić! Nie potrafiło powiedzieć "dziękuję". Nie potrafiło tego docenić. Tak w ogóle, co te niemowlęta wiedzą? Po co cokolwiek wobec nich robić? Dawać prezenty, chrzcić, zabierać do Kościoła, śpiewać, mówić do nich… To nieświadomi ludzie! 

Na szczęście mędrcy jeszcze nie znali wielu teorii współczesnych psychologów rozwojowych, ani nie czytali teologicznych przeciwwskazań wobec komunikowania się z niemowlętami i... złożyli dar dziecku. Najwidoczniej uznali, że niemowlę Jezus jest świadomym człowiekiem. 

DAWANIE I AUTORYTET

Nie ofiarowali darów, by wskazać na własną filantropię i aby pisano o nich w Bibliach, mówiono kazania. Złożony dar był wyrazem ich hołdu, a nie władzy. W rzeczywistości istnieją dwa sposoby obdarowywania. Jeden to akt władzy, a drugi to akt uległości. Akt władzy oznacza, że obdarowujący stawia nas w pozycji zależności i zobowiązania. Np. kiedy współczesne państwo coś daje, to nie robi tego bezinteresownie. Kiedy daje zasiłki, lub obniża podatki nie ukazuje w ten sposób uległości, lecz władzę. Mędrcy nie pozostawili Jezusa, Marii, Józefa w długach, nie postawili ich w sytuacji zależności. Nie dali kosztownych darów stawiając wymagań, oczekując rozliczenia lub zwrotu bez oprocentowania.

Możni przynoszą Chrystusowi kosztowne dary, ale towarzyszy temu poddanie, cześć i wiara. Nie powinniśmy oczekiwać profitów od państwa, miasta, które będą stawiały kościół w pozycji zależności od rządu, prezydenta miasta lub radnych.