sobota, 7 grudnia 2019

Wezwania do owiec, nie do świń

Każde moralne wezwanie Pana Jezusa i Apostoła Pawła dotyczy owiec, a nie świń. Kiedy chrześcijański rodzic mówi do swojego dziecka: nie kłam, nie bij siostry, pomódlmy się, nie obmawiaj kolegi, słuchaj mamy, idziemy na nabożeństwo itd. - to nie uczy etyki świni. Uczy małego ucznia Jezusa - posłuszeństwa Jego Słowu, posłuszeństwa "w Panu" (Ef 6:1).

Do świń Bóg coś innego. Nie mówi: umyj się, zachowuj się jak owca, bądź porządnym członkiem stada owiec. Mówi raczej: przestań być świnią. 

piątek, 6 grudnia 2019

Magnetofon na szyi dziecka




"Przypuśćmy na chwilę, że każdemu nowo narodzonemu dziecku zawiesza się na szyi magnetofon. Przypuśćmy dalej, że magnetofon ten pracuje tylko wtedy, gdy dokonuje moralnych osądów, czyli nie nagrywa się stwierdzeń o naturze estetycznej, natomiast nagrywa się każdy osąd moralny. I tak przez czyjeś całe życie, każda moralna pobudka zostaje nagrania na magnetofon. Ostatecznie, kiedy taka osoba umiera i staje przed sądem Bożym, Bóg naciśnie klawisz i ta osoba na własne uszy słyszy swoje własne moralne osądy, dokonujące się na przestrzeni lat: „Postąpiłeś niewłaściwie, robiąc to. Nie masz racji, robiąc tamto”. Tysiące moralnych osądów płynie jeden za drugim, a Bóg po prostu zwraca się do danego człowieka i pyta: „Na podstawie swoich własnych słów, powiedz teraz, czy ty postępowałeś zgodnie ze swoimi własnymi zasadami moralnymi?” Każdy człowiek tutaj umilknie. 

Żadna osoba na całym świecie nie postępowała zgodnie z zasadami moralnymi, którymi próbowała skrępować innych. Bóg w następstwie mówi: „Będę cię sądził na podstawie twoich własnych stwierdzeń natury moralnej (tych sądów, przy pomocy których związywałeś i potępiałeś innych), nawet jeżeli te stwierdzenia nie są na tym samym poziomie, na jakim powinny być. Jesteś czy nie jesteś winny?” Nikt nie będzie w stanie podnieść głosu. Cały świat będzie stał całkowicie potępiony przed Bogiem w bezwzględnej sprawiedliwości, dlatego, że ludzie będą sądzeni nie na podstawie tego, czego nie wiedzieli, ale na podstawie tego, co wiedzieli, a do czego się nie dostosowali. Tak więc wszyscy będą musieli przyznać: „Rzeczywiście, jestem sprawiedliwie potępiony” (...)


W Ewangelii Łukasza 12:2-3 czytamy: „Bo nie ma nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani tajnego, co by nie stało się wiadome. Dlatego, co mówicie w ciemności, będzie słyszane w świetle dziennym, a co w komorach na ucho szeptaliście, będzie rozgłaszane na dachach”. To nie jest tylko jakiś zwrot krasomówczy. Wierzę, że ludzie rzeczywiście usłyszą swoje moralne osądy, swoje własne ostre słowa, wypowiedziane przeciw innym ludziom. I będą musieli powiedzieć: „Ty jesteś sprawiedliwy, a ja jestem potępiony”.

Księga Objawienia 20:12 mówi o sądzie ostatecznym: „I widziałem umarłych, wielkich i małych, stojących przed tronem; i księgi zostały otwarte; również inna księga, księga żywota została otwarta; i osądzeni zostali umarli na podstawie tego, co zgodnie z ich uczynkami było napisane w księgach”. Znałem chrześcijan ewangelicznych, którzy byli trochę zakłopotani i mówili, że ten urywek naprawdę znaczy, iż ludzie będą sądzeni zależnie od tego, czy przyjęli Chrystusa jako Zbawiciela, czy nie. Bóg tego nie mówi. On mówi: „Będę was sądził według waszych uczynków, a okażą się one złe. Okażą się złe na podstawie waszych własnych moralnych osądów, skierowanych przeciw innym ludziom. I to bez względu na to, kim jesteście albo gdzie jesteście”. Nie ma niesprawiedliwości w Bożym postępowaniu z zgubionymi ludźmi dlatego, że są oni sądzeni według zasad, którymi krępowali innych".

Francis Schaeffer, Śmierć w mieście

czwartek, 5 grudnia 2019

Zdobywanie, nie ucieczka

Teologia Biblii nie polega na ucieczce od świata. Polega na zdobywaniu i przekształcaniu świata. Nie czekamy aż Chrystus nas stąd zabierze. Siejemy Ewangelię i czekamy aż wszystko zostanie poddane pod Jego stopy, a jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć (1 Kor 15:26).

Każdy człowiek ma relację z Jezusem

Biblia naucza, że Izraelici nie weszli do ziemi obiecanej z powodu niewiary. To jednak nie oznacza, że nie mieli społeczności z Bogiem na pustyni. Można powiedzieć, że mieli z Nim więź w niewierze. Kiedy jedli mannę, jedli ją w niewierze. Kiedy pili wodę ze skały, którą był Chrystus pili ją w niewierze (1 Kor 10:4). 

W istocie każdy człowiek na ziemi ma relację z Jezusem. Jezus ma relację z każdym człowiekiem. Dzieje się tak dlatego, że każdy z nas jest Bożym stworzeniem i żyjemy w Bożej obecności. "Bo w nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak też powiedzieli niektórzy z waszych poetów: Jesteśmy bowiem z Jego rodu" (Dzieje Apostolskie 17:28). Każdy pozostaje w jakiejś relacji wobec Boga: albo jest to relacja buntu i rebelii, albo relacja wiary i zbawienia. 

Chleb, który otrzymywali Izraelici na pustyni jest obrazem pokarmu od Chrystusa. Duchowa skała, z której pili wodę - to był Chrystus. Jesteśmy w podobnej sytuacji w naszej wędrówce po opuszczeniu Egiptu i przejściu przed wodę. Na nabożeństwie każdy jest uczestnikiem tego samego chleba i tego samego wina. Chrystus nie jest obecny jedynie dla tych, którzy mają wiarę, i nieobecny dla tych, którzy nie mają wiary. Jest obecny w przymierzowy sposób dla wszystkich. Jego obecność jest ogromnym błogosławieństwem dla tych, którzy przychodzą do tego Stołu Pańskiego w postawie szczerej, dziecięcej wiary. I jest czymś przerażającym dla tych, którzy odrzucają lub lekceważą Go sądząc, że nie widzi.

Bóg widzi. Kościół to nie miejsce, w którym człowiek może się ukryć przed Bogiem za głowami innych ludzi. Bóg widzi. Ufaj Jemu, kochaj Jego. Trwaj z Nim w relacji wiary i zaufania. 

środa, 4 grudnia 2019

Nadać znaczenie "miłości"

"Moralne pobudki odróżniają człowieka od nie-człowieka, ale czyni to także fakt potrzeby miłości. Człowiek odczuwa potrzebę miłości znaczącej więcej niż pożycie seksualne. Wielu z tych właśnie ludzi, którzy twierdzą, że miłość jest tylko zmysłowa, zawierają jedno małżeństwo za drugim, szukając czegoś więcej nad fizyczne zaspokojenie. I nawet jeżeli mówią, że miłość jest tylko zmysłowa, szukają czegoś, co mogłoby tej „miłości” nadać znaczenie, do którego tęskni serce człowieka. Po prostu nie są oni w stanie żyć konsekwentnie według swoich poglądów".

- Francis Schaeffer, Śmierć w mieście

wtorek, 3 grudnia 2019

Mit o jedności Kościoła Rzymskokatolickiego

Jednym z argumentów naszych przyjaciół z Kościoła Rzymskokatolickiego za jego prawdziwością jest stwierdzenie, że jest on... jeden. Tak, jakby istnienie jednej wieży Babel lub jednego prezydenta w państwie sprawiało, że podobają się Bogu. Niemniej dwa mity warto obalić: mit o jakiejś dramatycznej ilości denominacji protestanckich oraz mit o rzekomo jednym, niepodzielonym Kościele Rzymskokatolickim.

Po pierwsze, podziały protestantów. Owszem, istnieje wiele wspólnot, które określają się mianem "protestanckich", tak jak istnieje wiele religii i sekt, które określają się mianem "jedynej drogi do Boga". Oczywiście zawsze będą naiwni, którzy im uwierzą.

Wspólnoty, które zaprzeczają bezbłędności Pisma Świętego, ustanawiają lesbijki "biskupami", akceptują homo-małżeństwa mają z protestantyzmem tyle wspólnego, co wspólnoty wyświęcające kobiety-kapłanów z Kościołem Rzymskokatolickim.

W interesujący sposób podział na poszczególne gałęzie i tradycje wyznaniowe w Kościele przedstawia „World Christian Encyclopedia”. Podaje ona, że Kościół Prawosławny dzieli się na dziewiętnaście różnych tradycji, Rzymskokatolicki na szesnaście zaś Protestancki na dwadzieścia jeden. Gdyby nie liczyć w tym tradycji Kościoła Anglikańskiego – pozostałoby sześć. Wewnątrz każdej z tych tradycji można dokonywać kolejnych rozróżnień i systematyki. Jednak rozróżnienia na dalszym etapie nie są już aż tak kluczowe i istotne jak na poziomie trzech głównych nurtów. Każda z głównych tradycji w chrześcijaństwie podlega różnorodności i podziałom, które niekoniecznie burzą jej fundamenty i przywiązanie do wspólnych wartości. Skala owych podziałów i różnic nie jest aż tak wielka. Oczywiście narracja o straszliwej ilości denominacji protestanckich służy sprzedaży mitu o jednomyślnym, niepodzielonym Kościele Katolickim. Na podobnej zasadzie w interesie niektórych firm farmaceutycznych zawsze będzie, by przeziębienia diagnozować jako stan przedzawałowy.

Po drugie, jeśli chodzi o rzekomo jeden monolit w Kościele Rzymskokatolickim, to wejście w jego przestrzeń oznacza wejście w gęsty i poplątany labirynt nauczania, zwyczajów, przekonań, praktyk, które są od siebie tak odległe jak Polska i Syria. Bardzo łatwo jest się pogubić w subiektywizmie opinii na temat tego, w co wierzy ów Kościół. Jak Kościół Katolicki interpretuje Księgę Kapłańską, Księgę Daniela, List do Rzymian czy Objawienie św. Jana? Czy pośród rozbieżności opinii istnieje jakaś "nieomylna, jedna, natchniona" interpretacja Pisma Świętego? Kto i kiedy ją napisał? Czyj komentarz biblijny jest autorytatywny? Co z takimi kwestiami jak kara śmierci, sposób przyjmowania Komunii, ewolucja czy stworzenie? Czy Jonasza naprawdę połknęła wielka ryba? Czy przyjaciele Daniela naprawdę ocaleli z ognistego pieca? Czy z protestantami należy budować dialog ekumeniczny jako braćmi czy odciąć jak od heretyków? Różnorodnych interpretacji oraz opinii w Kościele Katolickim na te ważne kwestie jest całkiem sporo.

Wielu odpowie, że póki wszystkich katolików łączy jeden papież - następca św. Piotra - różnice nie są powodem, by podważać monolit, jakim rzekomo jest rzymski katolicyzm. Jednak nawet jeden, łączący wszystkich katolików papież jest problematycznym założeniem. Posłuchajcie co mówią duchowni, publicyści, wierni katolicy na temat jednego papieża. Czy papież Franciszek jest prawowiernym i ważnie wybranym papieżem, inicjatorem pozytywnych zmian w kościele, czy heretykiem, antychrystem, zwodzicielem, lewakiem, socjalistą? Wszystkie te opinie na temat własnego przywódcy są reprezentowane w "jednym, niepodzielonym" kościele przez opiniotwórczych, zaangażowanych katolików.

Czy rację mają sedewakantyści, według których wszystkie osoby, które zasiadają na tronie papieskim od czasu śmierci Piusa XII w 1958 roku roku, są antypapieżami? Czy rację ma Bractwo Piusa X, które uznaje papieża Franciszka, twierdząc jednocześnie, iż się myli? Czy rację mają tzw. post-indultowcy, którzy uznają kardynała Bergoglio za papieża? Czy może rację ma skrzydło "otwartego Kościoła", dla którego uśmiechnięty papież Franciszek jest największym błogosławieństwem, jakie mogło spotkać katolików? Do której frakcji należysz? Tygodnik Powszechny czy Radio Maryja? Fronda.pl czy Deon.pl? Szymon Hołownia czy Wojciech Cejrowski? Zawsze Wierni czy Gość Niedzielny? Papież Franciszek czy papież Benedykt XVI? To są zupełnie inne denominacje, teologie i wizje kościoła.

Czy tak skrajne opinie na temat samego przywódcy kościoła zachowują choćby pozory jakiejś jednej prawdy? Nie uznaję cię. Uznaję cię, ale nie zgadzam się z tobą. Uznaję cię i zgadzam się z tobą. Nie uznaję jego, bo on uznaje ciebie. Uznaję jego, bo on uznaje ciebie, choć się z tobą nie zgadza. On mnie nie uznaje, ponieważ ja uznaję kogoś, kogo on nie uznaje, choć ja się z tym kimś nie zgadzam. Nadążacie? Z pewnością ktoś mógłby to rozrysować w formie rozbudowanego wykresu. Nie zrobi tego jednak zwykły wierny, ponieważ nie będzie to linia prosta.

Jeden, niepodzielony Kościół Rzymskokatolicki z jednym łączącym wszystkich papieżem, z jedną interpretacją Biblii i z jedną nauką? Bądźmy poważni. Większą jedność znajdziecie między reformowanymi a baptystami. 

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Nie skupiaj się na sobie

Nie skupiaj się na sobie, swojej samorealizacji, osiąganiu swoich celów. Chcąc zachować własne życie stracisz je. Obfite życie, radość i pokój odnajdziesz w służbie Bogu i drugiemu człowiekowi.

Czy naprawdę kochamy Boga?

"Chciałbym zwrócić się do tych, którzy uważają się za biblijnie wierzących chrześcijan i powiedzieć im, że jeżeli wiedzą, jak Słowo Boże bywa wykoślawiane, tak, jak to się dzieje dzisiaj, i nie są poruszeni do łez i nie są oburzeni, to wątpię, czy oni kochają Boga. Powinniśmy być napełnieni osłupieniem i zdumieniem, że ludzie odważają się tak traktować Słowo Boże (...).

Jeżeli my, jako biblijnie wierzący chrześcijanie, możemy widzieć dane nam na piśmie Słowo Boże, objawione poselstwo prawdy Bożej, traktowane w sposób, w jaki duża część Kościoła go traktuje i nie jesteśmy napełnieni smutkiem i oburzeniem, i nie wołamy: „Czy nie zdajecie sobie sprawy z tego, jaki będzie koniec?” – to ja się tylko zastanawiam – czy my kochamy Boga? I czy my kochamy Jego Słowo? Czy my naprawdę wierzymy, że On istnieje? Jeżeli rozgrywamy nasze filozoficzne potyczki, nasze artystyczne potyczki, nasze naukowe potyczki, potyczki w dziedzinie socjologii, nasze potyczki w dziedzinie literatury, dramatu, chłodno, bez emocjonalnego zaangażowania, to czy my naprawdę kochamy Boga? Jak możemy Go miłować, nie będąc poruszeni tak, jak poruszony był Jeremiasz? Jak możemy mówić o sądzie, a nie mieć łez w oczach – tak, jak płaczący prorok?"

- Francis Schaeffer, Śmierć w mieście

Autoryzowana twarz Jezusa

Gdzie znajdziemy prawdziwą, autoryzowaną przez Boga twarz Jezusa? Po pierwsze, w pięknie i chwale Ewangelii. Po drugie, w naszym bliźnim, który jest Bożą ikoną, Bożym obrazem na ziemi. 

Nie kierujmy się do obrazów malowanych przez ludzi odwracając się od żywych obrazów namalowanych przez Boga obok nas. 

Nie kierujmy się do obrazów Chrystusa milczącego odwracając się od obrazu Chrystusa przemawiającego z mocą w Piśmie Świętym. 

Bóg w Piśmie nie powiedział nam, aby unikać portretów Jezusa. Powiedział nam, jak je malować. Portret Jezusa malujmy słowami używając palety Ewangelii. Jednocześnie ukazujmy jej moc i rzeczywistość naszym życiem.

Kazanie na Adwent 2019: "Twarz Jezusa" (2 Kor 4:6-7)

Wczorajsze kazanie na inaugurację Adwentu pt. "Twarz Jezusa" (2 Kor 4:6-7) oraz kilka najnowszych Podcastów. Do odsłuchania TUTAJ.