poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Maria powiedziała Bogu: tak!

Faryzeusze, widząc wiwatujący tłum podczas triumfalnego wjazdu Jerozolimy chcieli, by ludzie zamilkli, by przestali wyznawać Chrystusa jako Króla przychodzącego w imieniu Pańskim. Lecz niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom. (Łk 19.39). 

On jednak odpowiedział: "Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą." (Łk 19:40)

Innymi słowy, nie da się tego ukryć, nie da się uciszyć prawdy, że Chrystus jest królem. Nawet kamienie będą o tym krzyczeć jeśli oni zamilkną. To publiczna wieść. Jeśli oni zamilkną, wieść o tym rozniesie się inaczej, ale wy nie będziecie mieli w tym udziału. Bóg sobie poradzi.

Przypomina to słowa Mordochaja do Estery, gdy już była królową na dworze króla Achaszwerosza.

"Przekazał Mordochaj Esterze taką odpowiedź: Nie wyobrażaj sobie, że ty jedna spośród wszystkich Żydów ocalejesz dlatego, że jesteś w pałacu królewskim. Bo jeśli ty w takim czasie będziesz milczeć, ratunek i ocalenie dla Żydów przyjdą skądinąd, lecz ty i dom twego ojca zginiecie. Kto zaś wie, czy godności królewskiej nie osiągnęłaś właśnie na taki czas, jak obecny? (Est 4.13-14)

Nawet jeśli ty nie ocalisz Żydów, to Bóg znajdzie inny sposób. Dał tobie tę możliwość, byś uczestniczyła w Jego planie, ale to nie jest tak, że On potrzebuje ciebie. To raczej ty potrzebujesz Jego.

Współcześnie wiele maryjnych pieśni w Kościele Rzymskokatolickim opowiada o jej wkładzie w dzieło zbawienia, nazywając ją "Współodkupicielką". Wszak aniołowi powiedziała "tak" (Łk 1:38). Zgodziła się! Na moment świat stanął w miejscu, a Abraham, Mojżesz i Eliasz ściskali kciuki, by pobożna Maria zgodziła się wydać na świat Bożego Syna. Nasze zbawienie wisiało na włosku! Co powie Maria?! Jest odpowiedź! Powiedziała Bogu: "tak!". 

Nie zapominajmy. "Bo jeśli ty w takim czasie będziesz milczeć, ratunek i ocalenie dla Żydów przyjdą skądinąd (...)". 

Bóg wybrał Marię na matkę Chrystusa. Okazał jej łaskę i dał ochotną wolę. Możemy oczywiście teoretyzować, co by było gdyby... Gdyby Maria powiedziałaby aniołowi: "nie" – Bóg znalazłby inną kobietę, by urodziła Jego Syna. To nie na decyzji Marii Bóg oparł zbawienie świata. Jeśli ci będą milczeć, kamienie krzyczeć będą. Bóg z tych kamieni ma moc wzbudzić potomstwo Abrahama, jeśli wy odrzucicie wiarę Abrahama. Bóg sobie poradzi. Bardziej martwię się o ciebie. 

Bóg nie jest związany przez ludzką decyzję. Ma moc skruszyć każdą zatwardziałą wolę - i robi to, jak widzimy w Biblii oraz patrząc na miliony nawróconych ludzi na świecie! Właściwą decyzją, kiedy Bóg przychodzi do człowieka jest: Tak, Panie. Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim. Niech mi się stanie według Słowa Twego. Mów Panie, bo sługa Twój słucha.

Nie dlatego, że Bóg potrzebuje twojego "tak". To raczej ty potrzebujesz Bożego "tak" i swojego "tak", by móc współuczestniczyć w Bożym zbawieniu i Bożej radości.

sobota, 13 kwietnia 2019

Dlaczego Mesjasz musiał być Bogiem i człowiekiem?

Z narodzeniem, życiem, ukrzyżowaniem, zmartwychwstaniem i wniebowstąpieniem Jezusa łączą się dwie rzeczy, które wciąż musimy podkreślać i o nich pamiętać.
JEZUS BYŁ W PEŁNI CZŁOWIEKIEM
Został poczęty z Ducha Świętego (Mt 1:18), a nie woli mężczyzny. Nie został obciążony jak my - grzechem Adama (pierworodnym). Adam nie był jego reprezentantem w Edenie (tak jak naszym), dlatego skutki grzechu Adama nie zostały przypisane Chrystusowi, tak jak nam (Rzym 5:12-21). Podczas swojej ziemskiej służby Syn Boży nie zgrzeszył jak my, mimo iż urodził się jako jeden z nas, jako w pełni człowiek z krwi i kości (Hbr 2:18; 4:15). Urodził się jak my, wzrastał jak my, płakał, śmiał się, cierpiał głód, pracował i znosił trudy życia - jak my. 
Dlaczego to jest takie ważne? Dlatego, że tylko w pełni człowiek mógł zostać naszym reprezentantem i ponieść karę należną rodzajowi ludzkiemu. Za grzechy ludzi musiał być ukarany człowiek, nie zaś inne stworzenie: anioł, lub zwierzę. Co więcej: musiał to być bezgrzeszny człowiek! Każdy inny człowiek musiałby ponieść sąd za własne przewinienia i nie mógłby być reprezentantem innych ludzi. Tylko Jezus jako człowiek narodzony w Betlejem mógł stać się naszym współczującym Arcykapłanem, który złożył doskonałą ofiarę za nasze grzechy. Widzimy więc, że narodzenie Jezusa w ludzkiej postaci miało na celu zbawienie ludzi z ich grzechów i odnowienie świata. Nie było czymś drugorzędnym, poddanym innemu, ważniejszemu celowi. Jezus stał się jednym z nas, by umrzeć w nasze miejsce. W kontekście człowieczeństwa Jezusa musimy pamiętać o jeszcze jednej rzeczy: On wciąż (i na zawsze) pozostaje człowiekiem jako jedyny pośrednik między Bogiem, a ludźmi (1 Tm 2:5; Hbr 12:24). Jako człowiek (w zmartwychwstałym ciele) odszedł do nieba (Dz.Ap.1:9-11) skąd sprawuje swoje rządy nad światem podbijając narody swoim Słowem i mocą Ewangelii. Jezus wciąż pozostaje człowiekiem w uwielbionym, zmartwychwstałym ciele (1 Kor 15:48-49) – naszym reprezentantem w niebie.
JEZUS BYŁ W PEŁNI BOGIEM
Zbawiciel jednak musiał być nie tylko człowiekiem. Musiał być również w pełni Bogiem (Mt 1:23; Jn 20:28; Rzym 9:5; 1 Jn 5:20). Dlaczego? Aby nasze zbawienie było pewne. W przeciwnym przypadku byłoby ono potencjalne i niepewne. Każda inna istota poza samym Bogiem (anioł lub człowiek) mógł upaść. To musiał być Bóg, by w doskonały sposób wypełnić Prawo. Żaden człowiek nie byłby w stanie tego uczynić (Rzym 3:23). To musiał być Bóg, by zbawienie było dziełem Bożym, a nie stworzenia. Dlatego jako chrześcijanie z całą stanowczością wyznajemy, że nasze zbawienie od początku do końca jest Bożym dziełem. Nawet nasza wiara jest Jego dziełem (Ef 1:19; Dz. Ap. 13:48). Ojciec wybrał nas przed założeniem świata (Ef 1:4, 1 Tes 1:4; Rzym 8:33). Syn umarł za tych których dał mu Ojciec (Rzym 14:15; Jan 10:15; 20:28). Duch Święty zaś powołuje owce do wiary (Dz.Ap.13:48; 14:27; 11:18). 

Podkreślamy bóstwo Jezusa właśnie ze względu na dzieło zbawienia dokonane przez Boga (którym On jest). Nikt inny poza osobą, która jest w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem nie mógłby być naszym Zbawicielem i Odkupicielem. Dlatego Syn Boży przyszedł w ciele (1 Tym 3:16) jako Bóg-Człowiek, aby „oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach.” (Tyt 3:14). Czy mamy poprzestać tylko na znajomości tych prawd? Oczywiście, że nie! Żadna prawda Pisma Świętego nie jest nam podana by pozostała tylko w sferze naszego zrozumienia. Raczej Bóg objawia nam je, by wywierały wpływ na nasze życie. On chce nas upodabniać do Siebie. Niech prawda o Wcieleniu Syna Bożego prowadzi nas do chwalebnej wdzięczności za Bożą mądrość i łaskawość, którą okazał w dziele odkupienia swojego ludu.

czwartek, 11 kwietnia 2019

Grzech niszczenia Biblii

Znajomy wysłał mi link do nagrania, w którym żona "pastora" tzw. "Kościoła Mocy" niszczy Biblię swojego męża (za jego zgodą). Wyrywając kartki, kopiąc egzemplarz Pisma Świętego woła kilkukrotnie: tyle jest warta wiedza! Mąż natomiast, niczym Adam w Ogrodzie, milcząco obserwował jej szaleństwo. Przepraszam, właściwie to nie tylko zamknął usta, ale i oczy.

Cóż, jak widać Nergal ma sojuszników w miejscach, w których wielu mogło tego nie podejrzewać, choć zagrożenie, o którym mówił Pan Jezus, że kościół może stać się synagogą Szatana, nie przestaje być realne po dwóch tysiącach lat (Obj 2:9). O "Kościele Mocy" nie wiedziałem za wiele. Obejrzałem kilka nagrań z "uwielbienia", posłuchałem kilku przemówień Artura Cerońskiego, poczytałem paru opinii (krytyków i zwolenników). Cóż, w zasadzie to wystarczy, by uznać, że z biblijnym chrześcijaństwem i wiarą kościoła nie ma to wiele wspólnego. "Kościół Mocy" i jego duchowość to okultyzm i szamanizm opakowane w chrześcijańską terminologię. To moc, która wprowadza zamęt, niepokój, zranienia, podziały, lęki i duchowe zniewolenia. Patrząc na nagrania z ich spotkań nie dziwi brak szacunku do Bożego Słowa, które publicznie jest niszczone.

Niestety jest to kierunek obrany przez konsekwentny ruch charyzmatyczny, a także wpływ destrukcyjnej, liberalnej teologii na współczesny kościół. Uznaje ona Biblię za książkę o Bogu, nie zaś od Boga. Prowadzi to do przekonania, że Biblia nie jest Słowem Bożym, lecz zawiera Słowo Boże. Co więc jest, a co nie jest Słowem od Boga w Biblii? Cóż, wykształceni specjaliści od wyższej krytyki tekstu nam arbitralnie o tym powiedzą. Jeśli macie nożyczki powiedzą wam również, które rozdziały Biblii możecie wyciąć jako nienatchnione, niehistoryczne, nie poddające się weryfikacji naukowej (np. biblijne cuda). 

Ten sposób myślenia może rzadko występuje we wspólnotach charyzmatycznych w takiej formie, lecz przenika on w bardziej "uduchowionej", subtelnej postaci. Polega ona na oddzieleniu działania Ducha Świętego od Słowa Bożego. Biblia określana jest "martwą literą", "suchą wiedzą", zaś Duch przynosi życie, świeże objawienie, doświadczenie tzw. "chrztu w Duchu" itd. 

Biblia jest martwa, ponieważ staje się nudna, a my przecież chcemy Najnowszego Testamentu, chcemy ekscytować się naszą intymną, prywatną relacją z Jezusem! Łakniemy nadprzyrodzoności przy każdej porannej toalecie, w drodze do pracy, gotowaniu zupy, remoncie łazienki. Nawet kody kreskowe układają nam się w znaki, a kolejność stacji radiowych w samochodowym sprzęcie to namiar na biblijny werset, przez który Pan chce dziś do mnie przemówić!

Skoro więc Biblia to wiedza, która bez "ożywczego działania Ducha we mnie" jest sucha, martwa, bezużyteczna, to w zasadzie cóż złego w tym, że ktoś rozrzuca na podłogę papier z czcionką drukarską? Skoro krzyż to jedynie dwie zbite drewniane belki, to cóż złego w tym, że użyjemy ich do ogrzania domu? Skoro chleb i wino podczas Wieczerzy Pańskiej to zwykłe ziarna, woda i owoce winorośli, to cóż złego w tym, że rzucimy nimi o podłogę ze słowami: "tyle są warte węglowodany, białko i cukier!". To pogański sposób myślenia o tym, co fizyczne, a więc Boże. Bóg objawił się w ciele - uświęcając w ten sposób materialną formę. Chrystus odżywia nas i karmi poprzez fizyczne środki, które w Jego rękach niosą duchowe, nadprzyrodzone skutki. 

Jeśli Biblia jest martwym słowem, "literą", "suchą wiedzą", a jej moc, świeżość, życie, zależą od tego, czy słowa z Księgi Ozeasza, Samuela, Joela, Listu do Filipian itd. trafiają do mojego serca - wówczas zasadne jest traktowanie jej jak butelki, z której dżin wychodzi tylko wówczas, gdy znam właściwe zaklęcie. Jeśli nie wychodzi, wówczas można ją rozbić. Nie działa. Bóg milczy. Nie mówi. Nie chce wyjść spomiędzy okładek.

Ten sposób traktowania Pisma Świętego ma więcej wspólnego z myśleniem magicznym, niż z chrześcijaństwem. Biblia sama o sobie mówi, że jest Słowem żywym, nie martwym (Hbr 4:12). Jest niczym ostry miecz przenikający nasze dusze. Jest niczym ogień i młot kruszący skałę (Jer 23:29). Jest Słowem Bożym, które wszystko powołuje do życia (Jn 1:1). Chrystus jest nazwany Słowem Bożym (Obj 19:13), zaś Ojciec nade wszystko wywyższył imię oraz Słowo Swoje (Ps 138:2).

Boże Słowo jest żywe - niezależnie od ludzkiej opinii. To nie człowiek swoją wiarą sprawia, że Słowo Boże zaczyna żyć. Ono jest żywe samo w sobie, nawet gdy duchowo martwy człowiek widzi w nim tylko przymiotniki, spółgłoski, akapity lub zdania złożone. Skuteczność, moc Biblii nie wynika z nadania ich przez człowieka. Kiedy ślepy człowiek spogląda na słońce i mówi, że niczego nie widzi - problem nie jest w słońcu. Głupotą byłaby chęć strącenia słońca z nieba tylko dlatego, że paru głupców uważa, że "tyle jest warta wiedza o słońcu!". Problem nie jest w blasku słońca. Problem tkwi w oczach ślepego. 

Wielu ludzi oddawało życie lub ryzykowało życiem, by Państwo Cerońscy mieli swój egzemplarz Pisma Świętego. Pani Cerońska i jej mąż jeśli boją się Boga i kochają Chrystusa z pewnością wyznają swój grzech publicznie. Jednak nawrócenie w tej sytuacji nie powinno polegać na wyznaniu, że postąpili pochopnie raniąc uczucia chrześcijan, który oglądali film na youtube i negatywnie go skomentowali. Nawrócenie powinno nieść ze sobą autentyczny żal z powodu grzechu pogardy wobec Boga i bluźnierstwa wobec Niego. Nawrócenie powinno nieść ze sobą zamknięcie tzw. "Kościoła Mocy" i dołączenie do autentycznego Kościoła, który szanuje Boże Słowo, wiernie je wykłada, sprawuje sakramenty i śpiewa Psalmy zamiast okultystycznych mantr. 

wtorek, 9 kwietnia 2019

List do Nieprzeciętnych

COŚ, CO NAS ŁĄCZY
Cieszę się, że czujesz się wyjątkowy. To dobrze. Zaraz Ci powiem dlaczego. Jednak pomimo Twojej wyjątkowości jest bardzo podstawowa rzecz, która sprawia, że w pewnym sensie w niczym nie różnisz się ode mnie, Twojego sąsiada i reszty ludzi na ziemi. Zanim wskażę ją Tobie, uczciwość wymaga, bym zaczął od siebie.
Nie jestem mordercą, ani cudzołożnikiem w powszechnym znaczeniu tych pojęć. Jednak złamałem Boże Prawo. Gniewałem się na bliźniego i pożądałem w sercu żony i rzeczy, która należy do mojego brata. Jestem więc przestępcą Bożego Prawa, również na wiele innych sposobów. Potrzebuję Zbawiciela. Być może nie znamy się osobiście, lecz z pewnością jesteś w podobnej sytuacji. Prawdopodobnie nikogo nie zabiłeś, ani nie porwałeś. Jednak złamałeś Boże Prawo.  Sądzę, że dostrzegasz to w swoim życiu: "Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej" (Rzym 3:23). W świetle Bożego Prawa jesteśmy przestępcami. Sąd jest nieuchronny. W tym przypadku nie da się uciec, ani uniknąć sprawiedliwości. Tu nie ma niewinnych ani uprzywilejowanych. Ani ja, ani Ty nie jesteśmy tak źli jak tylko zły mógłby być człowiek. Przyznaj jednak, że łatwo Ci wychodzi łamanie Bożego Prawa, na które być może nawet do tej pory nie zwracałeś uwagi i bagatelizowałeś jego ostrzeżenia. Skutek jest taki, że jesteś winny, tak samo jak ja. Złamaliśmy Boże Prawo. 
Posłuchaj co mówi Jezus: "Słyszeliście, iż powiedziano: Nie będziesz cudzołożył. A Ja wam powiadam,że każdy kto patrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu swoim." (Mt. 5:27-28). "Słyszeliście, iż powiedziano przodkom: Nie będziesz zabijał, a kto by zabił, pójdzie pod sąd. A Ja wam powiadam, że każdy, kto się gniewa na brata swego, pójdzie pod sąd (...), a kto by rzekł: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny." (Mt. 5:21-22). 
Mocne słowa, prawda? Tak jednak mówi odwieczny Bóg, który stał się człowiekiem ponad 2000 lat temu. Mam nadzieję, że już widzisz, iż jest coś co nas łączy: grzech.
ZŁA NOWINA
Pytasz jednak: "Co z tego wynika?". Już Ci mówię. Bardzo wiele. Narzekasz na brak sprawiedliwości w świecie ? Bez obaw. Bóg z pewnością jej nie pominie i nie zaniedba. To powinno być dla Ciebie pociechą. Każdy z nas otrzyma sprawiedliwą odpłatę za to, jak żył na ziemi. Jednak z drugiej strony powinno Cię to zasmucić. Mnie to prowadzi do smutku, ponieważ wiem jakie jest moje życie, jak wiele brakuje mi do Bożych standardów i ile razy łamałem Boże przykazania. Wiem jaki jest sprawiedliwy wyrok za moje postępowanie i grzechy. Święty i sprawiedliwy Sędzia zawczasu nam to oznajmił, by nas przestrzec i uratować. Teraz uważaj. Tym wyrokiem jest... śmierć - w wymiarze fizycznym oraz wiecznym, czyli piekło - miejsce wiecznego cierpienia i oddzielenia od Boga. Obraza majestatu nieskończonego Boga domaga się kary, która musi być spłacana przez całą wieczność. Piekło jest pomnikiem ludzkiego wyboru - życia w grzechu bez Boga, ustawicznego buntu wobec Jego Osoby i przykazań.
Potrafisz to sobie wyobrazić? Ja nie. Lecz nie o to chodzi. Chodzi o to, co mówi Bóg. On nie kłamie. On jest Prawdą, a Boże ostrzeżenia są dla nas życiem i ochroną (5Mj. 32:46-47; Prz. 1:23; Ez. 3:17). 
Hej, jesteś tam jeszcze? Mam nadzieję, że wywołałem u Ciebie chwilę na zastanowienie się nad stanem Twojej duszy. Mimo upadku wciąż jednak jesteś kimś szczególnym. Pójdźmy dalej.
Czy sprawiedliwy Bóg zbagatelizuje moje i Twoje przestępstwa? Czy wciąż pozostawałby sprawiedliwy i święty będąc pobłażliwym wobec nieprawości i niegodziwości naszych myśli, pragnień, słów i czynów? Pytasz: "A co z Jego miłosierdziem? Przecież nie powinien być aż tak surowy względem słabych i ułomnych ludzi, których sam stworzył..."
Zaraz, zaraz... Wierzysz w Bożą sprawiedliwość? Ja wierzę. To, co my często nazywamy „ułomnością” i „słabością” Bóg nazywa grzechem, buntem i przestępstwem wobec Jego Prawa. Słabość i ułomność wywołuje współczucie. Jednak moralne zło wymaga konsekwencji. Jak Bóg reaguje na przestępstwo? Wybacz, ale za chwilę padnie słowo, po którym, zapewne opuścisz tą stronę. Reakcją Boga na grzech jest... gniew. Tak, mówię o Bogu. Świętym, dobrym, miłosiernym Bogu.
Jesteś tam jeszcze? Cieszę się, że nie odszedłeś. Właśnie przełknąłeś złą nowinę. Zaraz będę miał i dobrą. Uzbrój się, proszę, w cierpliwość.
Pozwól, że powtórzę: Bożą reakcją na grzech człowieka jest gniew. Dziwne, prawda? Bóg, który się gniewa? Piekło, które nie ma końca? Pytasz skąd to wszystko wiem? To proste: z Jego Słowa - Biblii. Bóg sam powiedział nam o tym, jaki jest Jego stosunek do naszego grzechu i jaki jest sprawiedliwy wyrok za złamanie Bożych przykazań. Czy jednak dobry i miłosierny Bóg może się gniewać? Jak najbardziej! Sam zobacz co Twój Stwórca mówi o Sobie: 
„Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę”. (Rzym 1:18) 
„Ty jednak przez zatwardziałość swoją i nieskruszone serce gromadzisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu Boga” (Rzym. 2:5, porównaj z Rzym. 2:8; Kol. 3:5-6; Ap. 14:10; 19:15). 
Święty Bóg w Trójcy Jedyny nienawidzi grzechu. Z pewnością nie tak jest z nami. Od samych narodzin kochamy grzech. Jednym z pierwszych słów jakich uczymy się jako dzieci brzmi: „nie!”. Nie trzeba ich uczyć nieposłuszeństwa wobec rodziców, nie trzeba ich uczyć zazdrości, egocentryzmu i agresji. Nie musimy uczyć się grzeszyć. To nasz stan od samego poczęcia. Psalmista wyznaje: „Oto urodziłem się w przewinieniu i w grzechu poczęła mnie matka moja” (Ps 51:7). Stało się tak dlatego, że nasi pierwsi rodzice - Adam i Ewa zgrzeszyli w Ogrodzie Eden pozbawiając się stanu niewinności i więzi z Bogiem. Od tej pory każdy z nas przychodzi na świat w rodzinie upadłego ojca - Adama, dziedzicząc jego grzech (pierworodny), ale i dokładając własne. Grzeszymy, ponieważ rodzimy się grzesznikami (Rzym 5.12-21).
SĄD JEST REALNY
Mówiłem, że Bóg nie pozostawia grzechu bez kary. Nie wierzysz mi? Pamiętasz Noego, który zbudował Arkę? Bóg ocalił jego i jego rodzinę przed potopem. Noe nie był bez grzechu, a jednak został nazwany "sprawiedliwym" ze względu na to, że ufał Bogu. Wierzył każdemu Jego Słowu. Pozostali ludzie za czasów Noego zginęli pod wodami potopu, choć przecież nie wszyscy z nich byli wielkimi nikczemnikami. Wszystkich jednak łączyła jedna rzecz: byli grzesznikami. I dobrze im z tym było. Nie chcieli zmian. Identycznie jak wielu z nas. Zmiany burzą poczucie bezpieczeństwa i stare przyzwyczajenia. Pracowici rolnicy, uczciwi zarządcy, ludzie religijni, moralni ateiści, statystyczni podatnicy, oddane domowi gospodynie, poczciwe staruszki, urocze berbecie... wszyscy zginęli pod wodami potopu. Sąd dosięgnął wszystkich. „Bóg? Potop? Sąd? Arka? To jakieś brednie! Noe, po co ci ten statek, czy naprawdę sąd jest realny? Mnóstwo wody?! Niemożliwe! Nikt dotąd nie widział deszczu, nie mówiąc już o tak ogromnych ilościach! Jeśli gdzieś w ogóle jest ktoś taki jak Bóg, to zapewne nie za bardzo go obchodzi jak żyjemy i w co wierzymy. Przestań męczyć nasze uszy baśniami o Bogu, sądzie i potopie.” 
Wielu z nich zapewne tak myślało. Nie skorzystali z ratunku. Kiedy Bóg zamknął drzwi Arki być może niektórzy zdali sobie sprawę, że sąd jest realny. Na zmiany było jednak za późno. Bóg zamknął drzwi (Rdz 7:16). Czas łaski i Bożej cierpliwości dobiegł końca.
Jesteśmy w podobnej sytuacji. Wciąż uciekamy i tłumimy świadomość, że kiedyś staniemy przed trybunałem Świętego Boga. Niewygodnie żyje się z myślami o czekającym nas rozliczeniu całego życia. Tym bardziej, że wyrok już został ogłoszony: wieczna śmierć (Rzym. 3:23, 6:23). Nie łudzę się, że jakoś to ze mną będzie. Bóg jest prawdomówny. Mam nadzieję, że nie boisz się spojrzeć prawdzie w oczy. Może myślisz: „A nawet gdyby miał być jakiś sąd... Bez przesady. Nie jestem przecież seryjnym mordercą, lub gwałcicielem. Ufff... Na szczęście. Nie powinno być źle.” Proszę, nie łudź się, że jakoś to będzie również z Tobą. Reinkarnacja, czyściec lub zupełne unicestwienie może i są pocieszającymi opcjami, niemniej jednak złudnymi. Pan Jezus mówił o dwóch drogach: wąskiej prowadzącej do życia i szerokiej prowadzącej do wiecznego zatracenia (Mt. 7:13-14). Wierzysz Mu?
SCHRONIENIE I RATUNEK
Nie chcę by te słowa Cię obrażały, lecz by przywiodły Cię do opamiętania, do odwrócenia się od grzechów i szukania przebaczenia w Chrystusie. Jeśli wątpisz w realność Bożego sądu za swoje nieprawości - spójrz na krzyż Chrystusa. Czy myślałeś kiedyś w ten sposób: „Jezu, po co ci ten krzyż? Czy naprawdę musiałeś go dźwigać, by potem na nim umrzeć? Naprawdę było to konieczne?! Przecież było i jest tyle wspaniałych religii i duchowych dróg, w których można się zrealizować i odnaleźć. Po co ta okrutna śmierć!?”? 
Bóg daje odpowiedź w Biblii. Tak, było to konieczne. Jeśli Bóg miałby w jakikolwiek sposób oddalić swój gniew od nas - był to jedyny sposób. Śmierć niewinnego Syna Bożego w miejsce winnych ludzi. Sprawiedliwy gniew Boga spadł na Jego Syna "który nas ocalił przed nadchodzącym gniewem Bożym." (1 Tes. 1:10). Kogo Jezus ocalił przed nadchodzącym gniewem Bożym? Tych, którzy nawrócili się do Niego i zaufali Chrystusowi poddając Jego woli wszystkie dziedziny swojego życia. 
Przeczytaj proszę List do Rzymian 5:8-9: "Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł. Tym bardziej więc teraz, usprawiedliwieni krwią jego, będziemy przez niego zachowani od gniewu."
Czy mówiłem, że Bóg jest miłosierny? Wspaniale, że taki jest! On nas ratuje z szerokiej drogi. Obiecuje uchylić wyrok śmierci ciążący nad nami i darować nasz dług spowodowany naszymi grzechami. Za wszystko zapłacił On sam ponad 2000 lat temu w osobie Swego Syna, Boga objawionego w ciele - Jezusa Chrystusa. Jezus urodził się jako człowiek, by jako nasz reprezentant, nasz król cierpieć w nasze miejsce. Kara za nasze winy została wymierzona.
Czy mówiłem, że Bóg jest sprawiedliwy? Wspaniale, że taki jest! Sprawiedliwy Boży gniew spadł zamiast na nas - na Jego umiłowanego Syna. Dlaczego? Ponieważ Bóg chciał nas uchronić przed wiecznym cierpieniem! Tak bardzo nas ukochał! Dług za nasze grzechy został zapłacony. Wyrok został wykonany. Jezus wisząc na krzyżu rzekł: „Wykonało się!” Zbawienie i ratunek dla ludzi ze wszystkich narodów stały się faktem. Trzy dni później Jezus powstał z martwych dając dowód, że śmierć została pokonana. To również zapowiedź naszego zmartwychwstania. Po zmartwychwstaniu nasz Pan odszedł fizycznie do nieba pozostając Bogiem i Człowiekiem. On obecnie panuje i zmienia ludzkie serca mocą Swojego Słowa poprzez działanie Ducha Świętego. Przyszedł na świat początkując Boże Królestwo na ziemi. Syn Boży przyszedł na ziemię jako człowiek, żył świętym życiem, umarł za grzeszników, zmartwychwstał i odszedł do Ojca. To jest właśnie Dobra Nowina. Ewangelia. To wieść o tym co uczynił Bóg! On ukochał ludzi tak bardzo, że postanowił ich uratować, dać im nowe życie. Życie wieczne.
Czy to wszystko? Czy w takim razie Ty i ja jesteśmy bezpieczni? To zależy. Zależy jak odpowiesz na Boże dzieło. Coś Ci powiem. Boża łaska jest większa niż nasz grzech, a Jego moc większa niż nasza zatwardziałość. On sprawił, że uwierzyłem Chrystusowi i postanowiłem zerwać z grzechem, zejść z szerokiej drogi (Ef 2:8-9; Dz. Ap. 18:27; Dz. Ap. 13:38). On obiecał ofiarować życie wieczne każdemu, kto w Niego wierzy. Obiecał, że nie odrzuci precz nikogo, kto do Niego przychodzi (Jn 6:44). Albo gniew Boży spadnie na Syna Człowieczego, albo spadnie w wieczności na Ciebie. Nie ma innej możliwości. Albo ufasz sobie, albo wierzysz Synowi Bożemu. Albo wierzysz sobie, lub innym systemom filozoficznym i religijnym, albo lgniesz wyłącznie do Chrystusa.
NAJWSPANIALSZY DAR
Coś jeszcze muszę dodać. Przez wiarę zostałem nie tylko usprawiedliwiony i pojednany z Bogiem (Rzym. 5:1). Otrzymałem życie wieczne! I wiem, że ten, który mi je dał nie zawodzi! Tak. Napisałem, że „otrzymałem”. To się stało! Tak powiedział Bóg. Zobacz sam: "Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota. To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny" (1Jn. 5:12-13). 
Przeszedłem ze śmierci do żywota. Nie stanę przed sądem. Sam Jezus to obiecał! "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł z śmierci do żywota" (Jn. 5:24). 
Nie zasłużyłem na nie swoim życiem, swoją religijnością, ani żadnymi innymi zasługami. A to dlatego, że jest ono darem od Boga, który otrzymałem wyłącznie dzięki Jego życzliwości i miłości (Rzym. 3:24; 5:15-17; 6:23). Spójrz jak bardzo On ukochał grzeszny, zepsuty, obojętny i zbuntowany wobec Niego świat (Jn. 3:16)! Nie potrafię tego zrozumieć. Jedyne co mogę w tym momencie powiedzieć to: Boże, wierzę Ci i dziękuję, że mnie tak bardzo ukochałeś, przebaczyłeś wszystkie grzechy i dałeś życie wieczne przez wiarę w Twojego Syna.
Już przestałem sobie wmawiać: „Nie jestem taki zły” lub „Statystycznie rzecz ujmując jestem nawet dobrym człowiekiem. Z pewnością piekło nie jest dla takich ludzi jak ja.” Dzięki Bożemu zmiłowaniu uwierzyłem Bożemu Słowu (Pismu Św.), że potrzebuję Zbawiciela i że Bóg w swojej miłości wobec mnie posłał Go, aby dać mi przebaczenie i życie wieczne. Każdy z nas Go potrzebuje, gdyż nikt z nas nie jest w stanie zbawić się sam, dzięki własnym zasługom. Ty i ja jesteśmy upadłymi ludźmi. Ty i ja potrzebujemy Jezusa.
TWOJA ODPOWIEDŹ
Jeśli jeszcze nie udałeś się w objęcia drogiego Zbawiciela, proszę Cię, abyś zawrócił z drogi, którą podążasz. Możesz stać się jeszcze bardziej nieprzeciętny. Możesz opuścić Miasto Zagłady, by udać się do Niebiańskiego Jeruzalem. Niewielu się na to decyduje, gdyż odstraszają ich trudy wędrówki i nieuniknione przeciwności. Dlatego dobrze oblicz koszty. Pamiętaj jednak, że życie wieczne i przebaczenie są na wyciągnięcie ręki. Wszystkie skarby mądrości, poznania, obfitującego i wiecznego życia z Bogiem są dostępne w Chrystusie. Jeśli szukasz przebaczenia, pokoju oraz czystej więzi z Bogiem, to nie ma innej drogi jak tylko przez Jezusa. On sam powiedział: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.” (Jn 14:6). Apostoł Piotr zaś nauczał: "I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni" (Dz. Ap. 4:12).
Mam nadzieję, że wciąż czujesz się wyjątkowy i nieprzeciętny. Pomimo swego upadku wciąż jesteś kimś ważnym dla Boga. Nie musisz jednak już więcej uciekać i tłumić myśli o tym, że pewnego dnia staniesz przed Świętym Bogiem. Możesz żyć ze świadomością, że udasz się tam bez lęku, przyodziany w sprawiedliwość Syna Bożego. Możesz być wolny, usprawiedliwiony i spokojny o swój wieczny los. Jeśli tylko zaufasz Jezusowi. On mnie zbawił, odmienił moje życie i troszczy się o mnie każdego dnia. Możesz również doświadczyć Jego miłości, dobroci i przebaczenia! Z całego serca życzę Ci tego!
Jeśli masz pytania o swoją więź z Bogiem lub dotyczące treści tego artykułu - napisz proszę na adres: bartosik7@gmail.com

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Jezus - drzewo życia

Chrystus przyszedł, aby odnowić w nas obraz Boży, który zniekształcił grzech. Przebaczenie grzechów i usprawiedliwienie jest początkiem tego procesu. 
Jezus wziął na siebie skutki upadku, zdjął je z nas i przyoblekł nas w swoją świętość i sprawiedliwość. 

Kara za grzech Adam to śmierć. Chrystus umarł i zawisł na krzyżu ponosząc naszą karę. 

Z powodu grzechu Adama wyrosły cierpnie i osty. Chrystus nosił koronę cierniową, biorąc na siebie przekleństwo, które przyszło nie tylko człowieka, lecz na całą ziemię.

Z powodu grzechu Adam został odłączony od obecności Boga w Ogrodzie. Również Chrystus modlił się: "Boże czemuś mnie opuścił". 

Adam nie miał dostępu do drzewa życia. W Księdze Apokalipsy czytamy o nowej ziemi, nowym niebie i dostępie do drzewa życia. Nie bez powodu Jezus został ukrzyżowany na drzewie życia wyrażając jednocześnie, że On sam jest drzewem, winnym krzewem dającym życie.

piątek, 5 kwietnia 2019

Jezus Chrystus żył wśród swoich wrogów

"Dla chrześcijanina nie jest czymś oczywistym, że dane mu jest żyć wśród chrześcijan. Jezus Chrystus żył wśród swoich wrogów. Na końcu opuścili Go całkowicie opuścili wszyscy uczniowie. Na krzyżu pozostał całkowicie sam, otoczony przez złoczyńców i szyderców. Po to zresztą przyszedł: aby wrogom Boga przynieść pokój. Również miejsce chrześcijaństwa znajduje się nie w odosobnieniu życia mniszego, lecz pośrodku wrogów. Tam ma swoje zadanie, swoją pracę. "Panowanie ma być pośrodku twoich wrogów. I kto tego nie chce uznać, ten nie chce być pod panowaniem Chrystusa, lecz pragnie znajdować się pośrodku przyjaciół, siedzieć między różami i liliami, być nie wśród złych, ale pobożnych ludzi. O, wy bluźniercy i zdrajcy Chrystusa! Gdyby Chrystus tak czynił, jak wy czynicie, któż ostałby się jako błogosławiony (Marcin Luter.". "Między narodami ich rozproszyłem i na obczyźnie o mnie pamiętać będą" (Zach 10.9). Lud rozproszony to chrześcijaństwo rozsiane - według woli Bożej - jak nasienie "we wszystkich królestwach ziemi" (Pwt 28.25). To jest jego przekleństwo i obietnica. Lud Boży musi żyć w dalekich krajach, pomiędzy niewiernymi, ale stanie się przez to nasienie królestwa Bożego w całym świecie."

Dietrich Bonhoeffer, Zycie wspólne

czwartek, 4 kwietnia 2019

Czy można utracić zbawienie?

JAKIE TO MA ZNACZENIE?

Czy zbawienie można utracić? Chrześcijanie różnych nurtów odbyli i odbywają na ten temat wiele dyskusji, niekiedy burzliwych i niosących poważne konsekwencje w postaci rozłamów, podziałów, kłótni. Czy więc potrzebujemy kolejnego artykułu na ten temat? Sądzę, że tak. Z dwóch powodów.


Pierwszy jest taki, że często brakuje nam zrozumienia kontekstu tej dyskusji. A kontekstem jest… Kościół, co oznacza, że wszelkie różnice zdań w tej kwestii to różnice zdań w rodzinie. Oczywiście nasze przekonania będą rzutowały nie tylko na wnioski w innych obszarach teologii, ale przede wszystkim na naszą praktykę i obraz Boga, na którym jest ona oparta. Niemniej w wielu debatach obie strony powiedziały niekiedy za dużo nie tyle na temat argumentów biblijnych, co na temat swoich adwersarzy.


Drugi powód jest taki, że w większości dyskusji na ten temat ich uczestnicy zupełnie pomijają biblijne rozróżnienie na perspektywę Bożych dekretów oraz perspektywę przymierza. Czyniąc to kończą w okopywaniu się wersetami, które dowodzą ich pozycji, zupełnie lekceważąc nauczanie, które przedstawia druga strona. Skutkiem jest błędny wniosek, że opowiadając się za jedną "grupą wersetów" musimy odrzucić "przeciwne". W praktyce oznacza to przyznanie racji tym wersetom, których... jest więcej, lub tym, które bardziej odpowiadają naszemu doświadczeniu, czy nawet emocjom.


Oczywiście jest całkiem wielu chrześcijan, którzy nie są zainteresowani tą kwestią, ponieważ uważają temat za niewarty "dzielenia włosa na czworo". Zwykle łączy się to z postawą braku zainteresowania jakimikolwiek innymi zagadnieniami, o których mówi Biblia. W niniejszym artykule nie będę jednak zajmował się problemem braku zainteresowania treścią Biblii wśród wierzących. Mam nadzieję, że osoby szczerze szukające odpowiedzi na nurtujące pytanie "czy zbawienie można utracić?" znajdą ją w tym opracowaniu.

Debata na temat utracalności vs. nieutracalności zbawienia stała się linią podziału pomiędzy "kalwinistami" i "arminianami", a także jansenistami (augustianami) i jezuitami w XVII wieku w Kościele Rzymskokatolickim. Ci pierwsi twierdzą, że zbawienia nie można utracić, ponieważ mamy jasne wersety na temat wiecznego bezpieczeństwa wybranych. Druga strona odpowiada, że zbawienie jest utracalne, ponieważ mamy jasne wersety, które świadczą o możliwości odejścia od Boga, odstępstwa i apostazji.

OWCE WYTRWAJĄ 

Odpowiedź na pytanie: "czy można utracić zbawienie?", zależy od tego, o kim mówimy. O owcach, czy o uczestnikach przymierza? O wybranych ku zbawieniu przed założeniem świata, czy o uczniach Jezusa? Wbrew przekonaniom niektórych - w nauczaniu Biblii nie są to tożsame grupy. 

Zacznijmy od owiec, od wybranych ku zbawieniu przed założeniem świata. Pismo Święte w jednoznaczny sposób naucza, że każdy, kto został wybrany przez Ojca, odkupiony przez Syna i wzbudzony do nowego życia przez Ducha Świętego nie zginie, lecz zostanie zachowany na wieki. Jest w nim posiew Boży i nie może trwać w grzechu (1 Jn 3:9). Syn wskrzesi w Dniu Ostatecznym tego, który skutecznie został pociągnięty przez Ojca (Jn 6:44). Każda z owiec Chrystusa jest chroniona mocą Ojca, Syna i Ducha Świętego. Nie ma pewniejszej ochrony i bezpieczeństwa. Nikt nie może nas wydrzeć z ręki Boga (Jn 10:28-30). Ten, który rozpoczął w nas dobre dzieło, zachowa je do samego końca (Flp 1:6). Chrystus jest sprawcą i dokończycielem wiary (Hbr 12:2). Nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie (Rzym 8:1). Tych, których Bóg powołał, tych usprawiedliwił i tych uwielbi (Rzym 8:30). Żadne stworzenie, diabeł, my sami, ani żadne okoliczności nie są w stanie oddzielić nas od miłości Boga w Chrystusie Jezusie. Nie ma takiej siły we wszechświecie (Rzym 8:35-39). Jesteśmy zapieczętowani Duchem Swiętym (Ef 1:13). Pan zachowa swoich wybranych i wyrwie ich ze wszystkiego złego (2 Tm 4:18). Są oni strzeżeni mocą Bożą (1 Pt 1:5). Bożą obietnicą dla narodzonych na nowo jest żywot wieczny (Jn 3:36; 5:24; 1 Jn 2:25) Powyższe prawdy są błogosławionym komfortem dla wszystkich, którzy szczerze ufają Chrystusowi. 

Mówiąc jednak o wiecznym bezpieczeństwie tych, których Biblia nazywa "owcami", "wybranymi" musimy pamiętać o przyczynie. To Bóg chroni każde ze swoich prawdziwych dzieci, które Duch Święty zrodził na nowo i dał im nowe serce, nowe oczy, nowe uszy. Nikt z tych, którzy dostąpili pierwszego zmartwychwstania (narodzenia na nowo) nie doświadczy drugiej śmierci (piekła - Ap. 20:6). Zostaliśmy kupieni drogocenną krwią Chrystusa (1 Kor 6:20; 7:23). Skoro Bóg nas wybrał, to również nas zachowa. Gdyby jakakolwiek owca miała zginąć, oznaczałoby to, że nie tyle ona odchodzi od Pasterza, lecz to Pasterz traci owcę. Nie jest w stanie jej ustrzec mimo chęci i starań. 

Zatem doktryna wiecznego bezpieczeństwa wybranych jest doktryną dającą wielką pociechę wierzącym, lecz nie może być budowana na piasku. Nie istnieje jakakolwiek pewność zbawienia i wytrwania poza faktem, że Bóg nas wybrał (Ef 1:3-4; 1 Tes 1:4; Kol 3:12), Chrystus kupił nas swoją krwią (Jn 10:11; 1 Kor 8:11; Rzym 5:8) , a Duch Święty zapieczętował i wzbudził z martwych (Ef 1:13.19). Należymy do Niego. Nie ma wytrwania świętych opartego na ich własnych wysiłkach i zasługach (Rzym 8:34-39). Nasze bezpieczeństwo spoczywa nie na naszej wierności, lecz na wierności Boga i Jego Słowa. Pozostawiając tę sprawę nam samym, niechybnie byśmy upadli. Jednak dzięki Bogu, nasze zbawienie jest nie w naszych rękach, lecz w rękach Trójjedynego Boga (Rzym 8:29-30). I to jest źródło prawdziwej radości, pewności zbawienia, komfortu. 

Pytanie o możliwość utraty zbawienia przez tych, których Biblia nazywa "owcami", wybranymi, w których jest "posiew Boży" i narodzili się na nowo nie dotyczy więc ich możliwości i serca. Nie pytamy: czy człowiek zbawiony może odejść od Boga? Z pewnością może i niechybnie uczyniłby to, gdyby nie Boża łaska, która go podtrzymuje. Poza Bożą łaską, taki człowiek nie tylko nie jest w stanie uwierzyć, ale i wytrwać w wierze. Uwierzyliśmy dzięki łasce i trwamy dzięki łasce (Dz. Ap. 13:48; 18:27). Uwierzyliśmy dzięki mocy, która wzbudziła Chrystusa z martwych i trwamy dzięki działaniu tej mocy w nas (Ef 1:19). 

Rozważając możliwość odejścia owcy Jezusa od Pasterza, nie pytamy więc o ludzkie możliwości. Zbawienie nie jest czymś, co jest naszą własnością, dlatego nie jest czymś, co my możemy stracić, lub zgubić niczym kluczyki do auta. Pytamy raczej o możliwości Boga. Czy Bóg może utracić jakąkolwiek ze swoich owiec? Odpowiedź Biblii jest jednoznaczna: nie! Każda z nich jest bezpieczna. 

Musimy jednak zauważyć, że ostateczna wiedza o tym, kto jest owcą Chrystusa należy do Boga. Oczywiście, na ile możemy powinniśmy badać nasze serca, czy nie kroczymy drogą odstępstwa i czy pojawiają się w nas charakterystyki owcy. Jakiego pokarmu pragniesz? Czym się karmisz? Jakich wód pragniesz? Czy lgniesz do stada pozostałych owiec? Kto cię prowadzi na zielone łąki? Za kim podążasz? Jaki jest twój apetyt? Na dźwięk czyjego głosu beczysz z radości? Zadając sobie te pytania możemy upewnić się, czy należymy do owiec. Jeśli ktoś twierdzi, że kocha Boga, lecz nienawidzi brata, nie ma w nim prawdy (1 Jn 4:20; 2:4). Jeśli ktoś twierdzi, że jest zbawiony na wieki, lecz żyje jak diabeł - jest kłamcą. Nie zbawiają nas deklaracje. Zbawia nas Chrystus przez szczerą wiarę; wiarę, która prowadzi do transformacji, przemiany życia. Drzewo poznajemy po owocach, nie po tabliczce. Prawda o wiecznym bezpieczeństwie owiec nie może być używana jako przyzwolenie na grzech. Owca nie obraca Bożej łaski w rozpustę (Judy 4), lecz w wierności przykazaniom pełni wolę Pasterza.

KRÓTKA LEKCJA HISTORII

Prawda o wytrwaniu wybranych była nauczana przez starożytny kościół, ojców i doktorów kościoła, a także kościoły reformacji. 

Westminsterska Konfesja (1646 r.) Rozdział 17. Art. 2. II. mówi: 

"Wytrwanie świętych nie zależy od ich własnej wolnej woli, lecz od niezmienności decyzji o wybraniu, która z kolei zależy od niezależnej i niezmiennej miłości Boga Ojca, od skuteczności zasług i orędownictwa Jezusa Chrystusa oraz jedności świętych z Nim, od przyrzeczenia Bożego, od niezmiennego charakteru świętych, w których mieszka Duch Święty, od Bożej natury, której są uczestnikami i wreszcie od warunków przymierza łaski. Wszystkie te czynniki gwarantują pewność i niezawodność wytrwania świętych." 

Ojciec i doktor Kościoła - Święty Augustyn w dziele "Traktaty o łasce" w rozdziale "Wytrwanie świętych" napisał: 

"To Boża ręka, nie nasza sprawia, że nie oddalamy się od Boga. Jest to ręka Tego, który powiedział: Bojaźń moją dam do serca ich, aby ode mnie nie odstępowali" (Jer 32:40) 

"Modli się Kościół o nawrócenie niedowiarków, więc Bóg nawraca ich do wiary. Modli się o wytrwanie dla wierzących - zatem Bóg daje im wytrwanie aż do końca." 

"Z własnej woli upada ten, kto upada, a "stojący stoi" dzięki woli Bożej, "gdyż mocen jest Bóg zatrzymać go" (Rzym 11:20). Każdy upada lub stoi pod wpływem swej myśli. Jednakże zgodnie ze słowami Apostoła, które przypomniałem w poprzednim mym piśmie, "nie jesteśmy zdatni pomyśleć co jako z samych siebie, ale zdolność nasza z Boga jest (2 Kor 3:5)." 

"Nie władamy ani swoim sercem, ani swoimi myślami. Wszystko oddali oni Bogu, także i nasze wytrwanie. Nawet zwrócenie się do Pana jest według ich przekonania darem Bożym." 

"Kościół nie prosiłby Boga, aby dał wiarę niewierzącym, gdyby nie wiedział, że Bóg nawraca do siebie oddaloną, a nawet przeciwną wolę ludzi. Nie modliłby się o wytrwanie w wierze Chrystusowej mimo podstępów i silnych pokus świata, gdyby nie uznawał władztwa Pańskiego nad naszymi sercami; gdyby nie wierzył, że dobra dokonywanego mocą własnej woli nie dokonywalibyśmy, gdyby Bóg nie dawał w nas chęci (Flp 2:19). Bo jeśliby Kościół prosił Boga o wiarę i wytrwanie, sobie przypisując ich pochodzenie, to nie zanosiłby prawdziwych próśb lub tylko pozornie się modlił, co nie daj Boże. Któż bowiem naprawdę błaga i wzdycha pragnąc otrzymać dobro, o które prosi Pana, jeśli w swym mniemaniu zawdzięcza je sobie, a nie Panu?"

CZY JUDASZ BYŁ CHRZEŚCIJANINEM?

Niektórzy nasi szczerzy bracia w Chrystusie na tym zakończyliby rozważania. Jednak byłoby to bardzo pobieżne i fragmentaryczne podejście do Pisma Świętego. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Biblia zawiera liczne ostrzeżenia przed odejściem od wiary, utratą duchowych błogosławieństw, a także podaje przykłady apostazji. Zasadne jest więc pytanie: jak więc pogodzić jednoznaczne wersety mówiące o wytrwaniu z jednoznacznymi wypowiedziami o możliwości odejścia od Boga? Z pomocą przychodzi nam teologia przymierza wyznawana i nauczana przez kościoły tradycji reformowanej (prezbiteriańskiej). Uwzględnia ona przymierzowy kontekst ostrzeżeń oraz predestynacyjny kontekst obietnic dotyczących wytrwania tych, których Biblia nazywa "owcami", "prawdziwymi chrześcijanami", "synami", "wybranymi", "usprawiedliwionymi".


Niestety wielu współczesnych neo-kalwinistów porzucając rozróżnienie pomiędzy przymierzem, a dekretami Bożymi zaczęło te dwa pojęcia utożsamiać, czego przykładem są nasi przyjaciele tzw. "partykularni baptyści", zwani również baptystami reformowanymi, którzy przyjęli kalwińską soteriologię wyrażoną w tzw. Pięciu Punktach Kalwinizmu (ang. TULIP), lecz zignorowali jej kontekst. 
Mylnie uznali, że uczestnikami Nowego Przymierza są wyłącznie osoby nowonarodzone, co doprowadziło do karkołomnego wniosku, że nowotestamentowe ostrzeżenia przed złamaniem przymierza są wyłącznie... hipotetyczne. Skutek jest taki, że zaprzeczają jasnym, nowotestamentowym ostrzeżeniom przed realną apostazją, opuszczeniem Chrystusa i złamaniem przymierza.

Weźmy przykład Judasza. Duch Święty wyraźnie opisuje go jako ucznia Chrystusa, apostoła (Łk 6:16), jednego z Dwunastu (Mk 14:10), który jednak sprzeniewierzył się swojemu powołaniu. (Dz. Ap. 1:25). Judasz był niewiernym uczniem. Okazał się być synem zatracenia, człowiekiem nieodrodzonym, na co wskazuje koniec jego życia (grzech, brak pokuty) oraz słowa Jezusa na jego temat: "Syn Człowieczy wprawdzie odchodzi, jak o nim napisano, ale biada owemu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Lepiej by było, gdyby się nie narodził ów człowiek. (Mk 14:21). Kim więc Judasz był naprawdę? Synem zatracenia, czy apostołem? Zdrajcą, czy uczniem Chrystusa? Biblia odpowiada: jedno i drugie jest prawdą! Opowiadając się za jednym, nie musimy zaprzeczać drugiemu. Był uczniem Chrystusa, który okazał się być apostatą. 


Demas opuścił Apostoła Pawła umiłowawszy świat doczesny (2 Tm 4:10). Wielu uczniów Jezusa zawróciło i przestało chodzić z Nim chodzić (Jn 6:66). 
Widzimy więc, że można rozpocząć uczniostwo w "szkole Chrystusowej" zgodnie z pouczeniem Wielkiego Posłannictwa (Mt 28:18-20), a więc otrzymać chrzest i nauki posłuszeństwa przykazaniom Jezusa, a jednak jej nie ukończyć. 

W podobieństwie o siewcy Pan Jezus przywołuje obraz ziarna, które pada na cztery rodzaje gleby. Oznaczają one różne reakcje na zasiane Słowo Boże. Jedno z ziaren pada na opokę, wzeszło, lecz uschło, bo nie miało wilgoci (Łk 8:6). Nasz Pan mówi o nim, że symbolizuje tych, którzy przyjmują słowo, wierzą do czasu, lecz w chwili pokusy odstępują (Łk 8:13). Istnieje wiara, która jest wiarą do czasu; wiara, która łączy się z pewnym rodzajem błogosławieństw, niczym latorośle, które otrzymują błogosławieństwo związane z byciem częścią krzewu winnego (Jn 15:1-5) lub gałązki wszczepione w drzewo oliwne, które stały się uczestnikami korzenia i tłuszczu oliwnego (Rzym 11:17).  Nie gwarantuje to owocowania, a więc wytrwania, lecz z pewnością nie możemy stwierdzić, że bycie częścią krzewu winnego lub drzewa oliwnego jest bez znaczenia i jest "udawane". Odcięte latorośle naprawdę były częścią krzewu winnego (Jn 15:6-7). Inaczej nie zostałyby od niego odcięte. Gałązki wszczepione do drzewa oliwnego naprawdę były jego częścią (Rzym 11:21-22). 
Nie twierdzimy, że skoro latorośle ostatecznie znalazły się poza krzewem winnym, oznacza to, że nigdy w nim nie były. Były. Są odciętymi latoroślami. Jest to obraz człowieka, który został ochrzczony, był w przymierzu z Chrystusem, dołączył do kościoła, wyznawał wiarę w Boga, czytał Biblię, modlił się, był zaangażowany w służbę w kościele itp. - a jednak odszedł od wiary. Krzew winny oraz drzewo oliwne nie są tu obrazami wiecznego zbawienia. Są obrazem przymierza z Chrystusem, w którym trwanie jest warunkowe. Owym warunkiem jest wiara widoczna w uczynkach.

APOSTAZJA JEST REALNA

Czy to oznacza, że chrześcijanin może odpaść od wiary? To zależy co mamy na myśli używając pojęcia "chrześcijanin". W Biblii to określenie po raz pierwszy pojawia się w Dziejach Apostolskich, gdzie uczniowie Jezusa w Antiochii są nazwani jako "chrześcijanie" przez pogan (Dz. Ap. 11:26). Czy owi poganie mieli zdolność badania cudzych serc i zidentyfikowali w ten sposób kto jest odrodzony i prawdziwie narodzony na nowo? Taki wniosek byłby absurdalny. Raczej kryterium stanowiła przynależność do grona uczniów Chrystusa, wspólnoty wyznającej Jego imię, w odróżnieniu od Żydów, czy wyznawców pogańskich religii. Oznacza to, że chrześcijan można było zidentyfikować w obiektywny sposób: poprzez chrzest i dołączenie do wspólnoty kościoła. Można było ich policzyć, czy sfotografować (gdyby ktoś wtedy miał aparat). Ilu chrześcijan jest w twoim kościele? Możemy policzyć: 174. Czy wszyscy z nich znajdą się z niebie? Niekoniecznie. Nie wszyscy, którzy pochodzą z Izraela są Izraelem (Rzym 9:6). Nie każdy obrzezany na ciele jest obrzezany w sercu. Żydzi, który zostali obrzezani byli Żydami w jednym sensie, lecz nie byli Żydami w innym sensie. Niektórzy byli Żydami zewnętrznie, lecz niektórzy byli prawdziwymi Żydami - wewnętrznie (Rzym 2:28-29). Oczywiście nie oznacza to, że ich obrzezanie było bez znaczenia i nie niosło żadnych duchowych konsekwencji. "Jaki pożytek z obrzezania? Wielki pod każdym względem" (Rzym 3:1-2). Np. ten, że im zostały powierzone Słowa i obietnice Boże. 
Wszyscy zostali ochrzczeni w Mojżesza i wszyscy ten sam pokarm duchowy jedli i napój duchowy pili ze skały, którą był Chrystus (1 Kor 10:4). Nie był to jedynie "formalny" pokarm i napój. Na podobnej zasadzie nie każdy, kto jest chrześcijaninem, jest chrześcijaninem. Nie każdy chrześcijanin jest "prawdziwym chrześcijaninem". Nie każdy, ktogo mieszkańcy Antiochii nazwali "chrześcijaninem" był chrześcijaninem wewnętrznieNie każdy ochrzczony wodą jest ochrzczony i zapieczętowany Duchem Świętym. Nie każdy w Bożej rodzinie jest synem, który pozostaje w domu na zawsze (Jn 8:35). Niektórzy są niewolnikami lub fałszywymi braćmi. 

W Biblii mamy dwa sposoby użycia określenia "chrześcijanin". Ktoś może nim być zewnętrznie, poprzez złączenie z Chrystusem w przymierzu, dołączenie do grona uczniów poprzez chrzest w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego. Ktoś jednak może nim być również wewnętrznie - poprzez obrzezanie serca i nowe narodzenie. Wydaje się, że Nikodem był "chrześcijaninem" w pierwszym sensie, lecz stał się chrześcijaninem "wewnętrznie", gdy spotkał Jezusa i dowiedział się o konieczności nowego narodzenia. 


Czy możliwe jest więc, by ktoś przestał być chrześcijaninem? Tak - w pierwszym sensie (patrz: Judasz, Demas), nie - w drugim sensie. W pierwszym przypadku chrześcijanin, który w chrzcie otrzymał status "ucznia Chrystusa" (zgodnie z Mt 28:18-20) może przestać nim być. Może odpaść i stać się apostatą. Taki człowiek jest jak niewierny mąż, który zdradził żonę i nigdy się z tego nie nawrócił. Kiedy dochodzi do rozwodu, nie mówimy, że mężczyzna nigdy nie był mężem. Wręcz przeciwnie. Mówimy, że nim był, dlatego mówmy o jego niewierności. Fakt zaślubin nie gwarantuje szczęśliwego małżeństwa. Jednak nie mówimy, że jest bez znaczenia, ponieważ był to zwykły rytuał z wypowiadaną regułką. Fakt, że mężczyzna był poślubiony kobiecie, którą zdradził nie polepsza ani o krok jego sytuacji. Wręcz ją pogarsza. Nie okazał się być nie-mężem. Okazał się być niewiernym mężem. Sąd przymierza jest nad nim większy, aniżeli w sytuacji, gdyby mężem nigdy nie był (Hbr 10:29; Mt 11:24).


Chrześcijanin, który był w przymierzu i odszedł od wiary jest jak niewierny mąż. Nie twierdzimy, że taki człowiek nigdy nie miał nic wspólnego z Chrystusem. Jak najbardziej miał. Otrzymał jego pieczęć, którą jest chrzest. Otrzymywał od Chrystusa chleb i wino, a więc duchowy pokarm i duchowy napój. Był członkiem kościoła, a więc ciała Chrystusowego. Był złączony z Chrystusem w przymierzu. Był "oświecony, zakosztował daru niebiańskiego, był uczestnikiem Ducha Świętego, zakosztował Słowa Bożego, że jest dobre oraz cudownych mocy wieku przyszłego" (Hbr 6:4-5). Jednak odpadł. Sprzeniewierzył się temu, kim był i co otrzymał. Okazał się być niewiernym uczniem, apostatą, nieowocującą latoroślą, odciętą gałązką z drzewa oliwnego, amputowaną ręką z ciała Chrystusa.


HISTORIA DLA NASZEGO PRZYKŁADU

Mówiliśmy o Judaszu, lecz przyjrzyjmy się również historii wyjścia Izraela z Egiptu, która w Nowym Testamencie jest przywoływana jako ilustracja zbawienia chrześcijan od niewoli grzechu. Bóg w Biblii opisuje lud Izraela jako "mój lud, moja Oblubienica, moje potomstwo, kapłani, wybrani, odkupieni". Każdy, kto był częścią Izraela był uczestnikiem obietnic, które Bóg skierował do swojego ludu. Warunkiem ich odziedziczenia była żywa wiara i wytrwanie w niej. Jeśli ktoś nie wytrwał i odpadł, nie oznaczało to, że zawiodły Boże obietnice. Zawiódł człowiek. Boże obietnice są warunkowe, a podstawowym warunkiem ich odziedziczenia jest żywa wiara (Sola Fide). Kto wierzy w Syna, ten ma życie wieczne. "Jeśli tylko wytrwacie w wierze, ugruntowani i stali, i nie zachwiejecie się w nadziei, opartej na ewangelii" (Kol 1:23). "Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli w Niego: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie: (Jn 8:31).


Cały Izrael wyszedł z niewoli egipskiej, która jest obrazem niewoli chrześcijan w grzechu. Cały Izrael został ochrzczony w Mojżesza, który jest obrazem naszego chrztu. Cały Izrael jadł duchowy pokarm i pił z duchowej skały, którą był Chrystus. Jest to obraz duchowego pokarmu i napoju, który chrześcijanie otrzymują przy Stole Pańskim. Wszyscy wyszli, wszyscy byli ochrzczeni, wszyscy byli uczestnikami duchowych darów od Chrystusa (1 Kor 10:1-4). Lecz ciała wielu z nich zasłały pustynię (1 Kor 10:5). Nie weszli do Ziemi Obiecanej. Zostali zbawieni od Egiptu, a jednak utracili duchowe błogosławieństwa i to, co Bóg im obiecał. Bóg obiecał Izraelowi ziemię i dotrzymał obietnicy. Jednak ta obietnica dla poszczególnego Izraelity była warunkowa. Mojżesz nie podchodził do każdego z nich osobna zapewniając: "Słuchaj, Abiasz, Bóg obiecał nam ziemię mlekiem i miodem płynącą! Otrzymasz ją bez względu na wszystko, ponieważ opuściłeś Egipt i zostałeś zbawiony od niewoli faraona!" Obietnica oczywiście była dla Abiasza i innych uchodźców np. Arona, Natana, Uriela, Tamary, Judyty, Abigail, Jozuego itd. jeśli okażą się być wierni Jahwe. Jednak większość nie weszła. 


Ktoś mógłby stwierdzić: owszem, jednak był to Stary Testament, zaś w erze Nowego Przymierza odstępstwo i apostazja jest niemożliwa dla tych, którzy są w przymierzu. Jednak Apostoł Paweł w cytowanym fragmencie przywołuje przykład z historii Izraela, nie po to, by zilustrować różnice między nimi, a doświadczeniem chrześcijan w Koryncie. Pisze o tym, by przedstawić analogię. Jego konkluzja jest następująca: "A to wszystko na tamtych przyszło dla przykładu i jest napisane ku przestrodze dla nas, którzy znaleźliśmy się u kresu wieków. A tak kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł." (1 Kor 10:11-12). Ta historia jest więc realnym ostrzeżeniem dla chrześcijan, którzy, podobnie jak Izraelici, są ludem Bożym, są uczestnikami duchowych błogosławieństw, są uczestnikami Bożych sakramentów. Nowe Przymierze choć jest wieczne pod względem okresu jego trwania (nie będzie innego przymierza), to dla tych, którzy są jego częścią trwanie w nim jest warunkowe i możliwe jest jego złamanie. Drzewo oliwne jest wieczne. Niekoniecznie zaś wszystkie gałązki z nim złączone. Przymierze małżeńskie, jest Bożym ustanowieniem aż do przyjścia Chrystusa. Nie oznacza to jednak, że ci, którzy je zawarli z pewnością w nim pozostaną. Warunkiem trwania w przymierzu jest wierność jego warunkom. Przymierze małżeńskie jest biblijnym obrazem naszej więzi z Bogiem, która określania jest tym samym pojęciem (hbr. berith).

OCZYSZCZONE (DO CZASU) ŚWINIE


O niektórych chrześcijanach Apostoł Paweł mówi do Galacjan, że "wypali od łaski i odłączyli się od Chrystusa" (Gal 5:4). Wypadli, odłączyli się, więc wcześniej byli. Od łaski, od Chrystusa, więc od rzeczywistości duchowej, nie zaś formalnego, suchego członkostwa w kościele. Czy stracili zbawienie? W sensie życia wiecznego - nie. Nigdy nie było ich udziałem. Byli wśród nas, lecz nigdy nie byli z nas, gdyż inaczej pozostaliby z nami (1 Jn 2:19). Jednak w pewnym sensie utracili zbawienie niczym Izraelici, którzy byli uratowani przez krew Baranka na odrzwiach w Egipcie, a jednak okazali się nieposłuszni. 

Co do statusu chrześcijanie, którzy odłączają się od Chrystusa, byli Jego uczniami, uczestnikami przymierza, a jednak podeptali krew Pańską (Hbr 10:29). Odpali od Boga żywego (Hbr 3:12). Fałszywi prorocy będący częścią ludu Bożego zapierają się Pana, który ich odkupił (2 Pt 2:1). Przez poznanie Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa wyzwolili się z brudów świata , lecz ponownie się w nie uwikłali (2 Pt 2:20). Co do natury zawsze byli psami, które wróciły do wymiocin i świniami, które powróciły o błota (2 Pt 2:22). Ozdobna wstążka na ich szyi utrzymywała się do czasu, przez co mogli być nie do odróżnienia od innych przyozdobionych w Chrystusa. Możemy jednak powiedzieć, że coś ważnego i duchowego utracili. Utracili duchowe błogosławieństwa, które są udziałem tych, którzy poznają Chrystusa i łączą się z Nim w w przymierzu. Byli niczym Izraelici, którzy będąc "zbawieni" od Egiptu utracili błogosławieństwa ziemi Obiecanej wskutek niewiary i nieposłuszeństwa (Hbr 3:19). 

NAPIĘCIE ROZWIĄZANE

Chcąc rozwiązać napięcie między wersetami o wytrwaniu oraz wersetami o odstępstwie od wiary, musimy uwzględnić do kogo są skierowane i o kim mówią. Nie ma między nimi żadnej sprzeczności. 
Teologia reformowana akcentując perspektywę przymierza oraz Bożych predestynacyjnych dekretów w spójny sposób wyjaśnia obie grupy tekstów. Tak, owce są bezpieczne na wieki. Owce wytrwają. Są chronione mocą Pasterza. Żadna z nich nie odpadnie. Żadna z nich nie stanie się świnią. Jednak nie każdy w przymierzu jest owcą. Nie każdy w Izraelu był prawdziwym Izraelitą. Nie każdy obrzezany na ciele był obrzezany w sercu. Nie każdy chrześcijanin jest wypróbowany, nie każdy jest prawdziwym chrześcijaninem (1 Kor 11:19). 


Kiedy Apostołowie pisali listy do poszczególnych zborów, wspólnot, nie pisali jedynie do owiec. Pisali do wspólnoty przymierza - Kościoła. Pisali do tych, którzy zostali ochrzczeni, wyznawali wiarę, stali się członkami ciała Chrystusa (Kościoła), mieli udział w duchowych błogosławieństwach, zostali złączeni w przymierzu z Chrystusem (Gal 3:27), byli oświeceni Duchem, jedli duchowy pokarm i pili duchowy napój. Dlatego w Nowym Testamencie z jednej strony mamy zapewnienia, z drugiej zaś ostrzeżenia. Nie ma między nimi konfliktu. Arminianin powinni wyraźniej usłyszeć słowa Chrystusa: "Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie (...)" (Mt 7:23). Innymi słowy: coś było nie tak z tymi ludźmi od samego początku. Natomiast Kalwinista powinien wyraźniej usłyszeć inne słowa Chrystusa: "Kto nie trwa we mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl" (Jn 15:6). Nowe Przymierze, jak każde przymierze niesie ze sobą zarówno błogosławieństwa, jak i przekleństwa. Oczywiście ma ono większą chwałę od Starego. Jest szersze w zakresie ("wy Żydzi i wasze potomstwo + poganie ze wszystkich narodów" - Dz. Ap. 2:38-39), jest wieczne, ma lepszego Pośrednika i lepsze obietnice. Większa chwała Nowego Przymierza wiąże się z większymi przywilejami, ale i surowszym sądem dla tych, którzy je łamią i nie dochowują wierności. 

Zatem chcąc odpowiedzieć na tytułowe pytanie bez lekceważenia żadnej części Pisma, odpowiedź przynosi teologia reformowana. W dużej mierze to dzięki niej mogłem uwolnić się od napięcia związanego z siłą urywków mówiących o "utracalności zbawienia". Odrzucając rozróżnienie na perspektywę Bożych odwiecznych dekretów oraz perspektywę przymierza - stawiamy się w sytuacji "albo albo". Albo wytrwanie, albo utrata. Albo wieczne bezpieczeństwo, albo odejście od Boga. 
Dzięki teologii przymierza możemy uczciwie przyznać, że apostazja (odstępstwo) jest możliwa, przymierze jest warunkowe, jest możliwe podeptanie krwi przymierza, przez którą ktoś był uświęcony - nie porzucając jednocześnie doktryn łaski, które wywyższają Bożą suwerenność w zbawieniu i Jego dar wytrwania wybranych.

wtorek, 2 kwietnia 2019

Ochrona życia poczętego, a prawne narzucanie innym swoich poglądów

Czy chrześcijanie dążąc do prawnej ochrony każdego ludzkiego życia nienarodzonego poprzez prawne uchwały chcą  „na siłę” umoralniać społeczeństwo? Czy nie jest to narzucanie innym własnej wiary poprzez prawne legitymizowanie własnych poglądów?

W rzeczywistości każdy to robi. Jeśli ktoś oznajmia: „dajmy kobietom prawo do aborcji”, to wyraża w ten sposób pragnienie prawnego usankcjonowania wierzeń i przekonań, że nienarodzone dzieci nie są ludźmi, a nawet jeśli są, to można je zabijać.

Dlatego pytanie nie brzmi: Czy jesteś za wprowadzeniem prawa, które narzuca społeczeństwu jakiś kodeks etyczny?” Pytanie raczej brzmi: „Za narzuceniem społeczeństwu jakiego kodeksu etycznego się opowiadasz? Chroniącego życie, czy dającego przyzwolenie na niszczenie go? Takiego, który traktuje nienarodzone dzieci jak ludzi, czy takiego, który traktuje je jak wrzody w ciele kobiety, które można wycinać, kiedy tylko ktoś ma na to ochotę. W każdym przypadku coś sankcjonujemy. 

Jonah Goldberg w książce "Tyrania komunałów" na temat narzucania prawa napisał: 

"Rozumiem dlaczego proaborcyjni aktywiści uznają politykę obrońców życia za narzucanie wiary (i domyślam się, dlaczego płód myślałby to samo o polityce tych pierwszych, gdyby dano mu żyć). Jednak w jaki sposób polityka ochrony środowiska lub walki z ubóstwem nie jest narzucaniem wiary? Jeśli wiara nakazuje wam ustanawiać (często nierozważnie) regulacje dotyczące ochrony środowiska, w wyniku których jakiś ojciec traci pracę, albo jakaś społeczność - źródło utrzymania, to jak najbardziej coś komuś narzucacie."

Prawo do aborcji nie jest neutralnym światopoglądem. Jest to jawnie anty-Boży, anty-ludzki, anty-dziecięcy system wartości. Dlaczego państwo miałoby go uprzywilejować za pomocą odpowiednich zapisów? 

sobota, 30 marca 2019

Witaj w Ewangelicznym Kościele Reformowanym cz.5. - Nabożeństwo w centrum

W naszych kręgach dość często można usłyszeć o centralnym miejscu nabożeństwa i kultu. Wymaga to pewnych wyjaśnień, ponieważ łatwo o błędne zrozumienie tego stwierdzenia. Kościół istnieje w czasie i w historii. Dlatego to, co "centralne" dla naszej tożsamości i pracy, należy rozumieć w kategoriach naszej misji i zadania. Wazon z kwiatami może być "centralny" na kominku, ale to nie jest centralne miejsce, w sensie o którym mówimy. Kult jest centralny w taki sam sposób, w jaki silnik pod maską ma kluczowe znaczenie dla działania samochodu. Silnik nie jest ani istotną ozdobą, ani bezużytecznym kawałkiem ciężkiego metalu, który uniemożliwia poruszanie się samochodu po drodze.

Zadanie powierzone Kościołowi przez Jezusa przed Jego wstąpieniem do nieba dotyczyło zadania czynienia uczniami narodów i zawiera w sobie inaugurację uczniostwa poprzez chrzest, a następnie naukę posłuszeństwa wszystkiemu, czego nauczał nasz Pan (Mt 28:18-20). Oznacza to, że misja Kościoła składa się z dwóch składników: narodzin i wzrostu. Kościół nie powinien traktować misji jako pobocznej operacji; Kościół jest misją.

Istnieją dwa podstawowe sposoby na pominięcie tego punktu. Jednym z nich jest porzucenie lub zminimalizowanie powołania do uwielbienia Trójjedynego Boga w Dzień Pański, ponieważ należy "wydostać się z niego" i ewangelizować, wpływać na świat w imieniu Jezusa. To tak, jakbyśmy wyłączyli silnik, aby samochód mógł jechać szybciej. Drugim sposobem, który pomija centralną rolę nabożeństwa w życiu Kościoła, jest podkreślenie jak ważny jest silnik i utrzymywanie go w porządku przy jednoczesnym zamontowaniu go na żelbetonowych pustakach w garażu. W pierwszym przypadku silnik nie jest najważniejszy, a powinien być. Przy tym drugim błędzie silnik jest najważniejszy, lecz w niewłaściwy sposób. Silnik, który pracuje, musi być podłączony do samochodu, zaś samochód bez silnika jest bezużyteczny.

Starożytni prorocy zapowiadali czas chwały nowego przymierza jako okresu, kiedy kult Boga będzie właściwie sprawowany w każdym miejscu. "Gdyż od wschodu słońca aż do jego zachodu wielkie jest moje imię wśród narodów i na wszystkich miejscach spala się kadzidła i składa się czyste ofiary na cześć mojego imienia, bo moje imię jest wielkie wśród narodów - mówi Pan Zastępów."  (Mal 1:11)

Transformacja, przemiana świata dokona się dzięki wiernym kościołom, założonym w każdym miejscu, aby imię Boże było wielbione we wszystkich narodach. Jego imię stanie się wielkie pośród narodów, dlatego również wiele innych rzeczy zostanie zrealizowanych (o charakterze kulturowym i politycznym). Nie lobbujemy, aby to osiągnąć w pierwszej kolejności. Wiemy jednak, że one muszą nadejść i nauczamy ludzi, aby ich oczekiwali. Kościół jest silny właśnie dlatego, że nie jest klubem aktywistów. Jednocześnie unikamy błędu niektórych, którzy chcą zakładać kościoły będące nie do odróżnienia od okultystycznych tajemniczych religii, praktykujących dziwne, impotentne rytuały za zamkniętymi drzwiami. Nie, Kościół jest miastem na wzgórzu.

Tłumaczenie: Paweł Bartosik
What to Expect in our CREC Church

piątek, 29 marca 2019

"Płody w łonie kobiety nie wyglądają jak ludzie"



Zwolennicy prawa do aborcji niekiedy wysuwają argument:

Płody w łonie kobiety nie wyglądają jak ludzie. Nie mają palców, zębów, nóg, włosów… Zapłodniona komórka jajowa nie wygląda jak człowiek. Dlaczego mamy traktować ją jak człowieka i chronić prawem?

Cóż, są ludzie, którzy nie mają palców, zębów, rąk, włosów. Wygląd człowieka podlega zmianom na różnych etapach rozwoju. Co jest niezbędne do tego, aby noworodek stał się nastolatkiem? Pożywienie, ochrona, i czas. Noworodek jest oczywiście człowiekiem, ale aby stał się dzieckiem, nastolatkiem, a potem dorosłym człowiekiem potrzebuje tych trzech rzeczy. To różne etapy rozwoju człowieka, a nie przechodzenie od stadium bycia nie-człowiekiem do bycia człowiekiem.

Na podobnej zasadzie możemy zapytać: co jest niezbędne, aby zapłodniona komórka stała się noworodkiem? Pożywienie, ochrona, i czas. Jeśli nastąpi zapłodnienie i te trzy rzeczy zostaną zapewnione, to będą prowadziły do kolejnego etapu w rozwoju człowieka jakim wykształcenie serca, mózgu, części ciała, narodzin, dzieciństwa, młodości, dorosłości, starości i śmierci. Zapłodnienie rozpoczyna proces rozwoju życia ludzkiego, a nie proces przejścia od stadium nie-człowieka do bycia człowiekiem. Jeśli zapłodnienie nie nastąpi, to proces rozwoju człowieka nigdy się nie rozpocznie. Jeśli zapłodniona komórka jajowa ulegnie zniszczeniu – proces rozwoju człowieka zostaje przerwany przedwcześnie. Niekiedy dzieje się to wskutek naturalnych procesów w ciele kobiety, a niekiedy wskutek ingerencji z zewnątrz. I temu się właśnie sprzeciwiamy: ingerencji z zewnątrz. Ponieważ to Bóg jest dawcą życia i On suwerennie określa jego koniec.