sobota, 4 lipca 2020

Słowo na niedzielę wyborów prezydenckich

Dziś przede wszystkim mamy Dzień Pański - cotygodniową celebrację zmartwychwstania Pana. Twoja obecność i zaangażowanie na nabożeństwie są dużo ważniejsze niż przy urnie wyborczej. Twoja wiara w moc Boga jest ważniejsza niż wiara w moc polityków. 

Wszelka zmiana na lepsze zaczyna się od uczczenia i uwielbienia Boga, nie od politycznych uchwał. Pierwszą troską Jezusa po wjeździe do Jerozolimy był stan Świątyni, nie pałacu. Daj Bogu to, co boskie, a potem daj cesarzowi to, co cesarskie. Kochaj Boga, kochaj Kościół, kochaj swój kraj. W tej kolejności.

Nie zapraszaj Jezusa do swojego życia. Dołącz do Jego życia

Nie mówmy ludziom: "Zaproś Jezusa do swojego życia". Jezus nie potrzebuje czyjegoś zaproszenia. Nie chodzi nam o to, by On dołączył do naszego serca i pomógł nam przejść przez życie. On jest Panem wszystkiego. Dlatego prosimy ludzi, by to oni dołączyli do Niego, do Jego królestwa, do Jego życia, do Jego celów. Nie Ty ściągasz Jezusa w dół i nie zapraszasz do siebie. To On zaprasza i pociąga Ciebie w górę ku sobie. 

Nie mówmy ludziom: "Uczyń Jezusa Panem swojego życia". On już jest Panem wszystkiego, włączając w to nasze życie. Nie my Go czynimy Panem. Zrobił to Ojciec w niebie. My zaś powinniśmy wzywać każdego człowieka, by ugiął przed Nim kolana, uznał własny bunt i panowanie Jezusa nad sobą. Lecz nie tylko nad sobą. Nad całym kosmosem, włączając w to także nasz kraj, politykę, kulturę, edukację, prawo... Jezus jest Panem. To stwierdzenie ma bogatszą treść niż nam się wydaje.

Jedna rasa: ludzka rasa

Biblia nie zna pojęcia ras ludzkich. Nie ma w niej haseł typu #BlackLivesMatter lub #WhiteLivesMatter. Jest natomiast #HumanLivesMatter. Bóg nie wartościuje i nie dzieli ludzi w zależności od koloru skóry lub pochodzenia. 

Dlatego powstawanie kościołów "afroamerykańskich", "cygańskich", "żydowskich" (tzw.mesjańskich) jest kompletnym niezrozumieniem Nowego Testamentu. To stawianie murów tam, gdzie Biblia mówi o mostach pomiędzy ludźmi.

Robot wyborczy "Szymon2020"

W każdych wyborach pojawia się robot wyborczy. W tym roku otrzymał nazwę "Szymon2020". Promowany jest jako "niezależny kandydat". Roboty jednak nie powstają z wielkiego wybuchu. Ktoś je projektuje, tworzy i obsługuje. Skoro wszyscy już znają cel powstania robota wyborczego Szymon2020, nietrudno odgadnąć cel jego ulepszonej wersji 2050.

środa, 1 lipca 2020

Rafał Hołownia czy Szymon Trzaskowski

Szymon Hołownia wypełnił swoje wyborcze zadanie. Skutecznie odebrał część elektoratu PiS, która bez jego udziału w wyborach zagłosowałaby na Andrzeja Dudę i tym samym przesądziła o wynikach już w pierwszej turze. Jaki to elektorat? Głównie otwartego katolicyzmu. Tego elektoratu nie przekona jednak do zagłosowania na Rafała Trzaskowskiego. Dlatego wypowiadając się o drugiej turze nie mówi wprost o poparciu dla kandydata PO. Pisze zaś: 

"Apeluję do wzięcia udziału w wyborach to nasz obywatelski obowiązek. W tych wyborach zagłosuję przeciw wizji prezydentury @Andrzej Duda i jego partii @pisorgpl ale jako #EkipaSzymona nie poprzemy oficjalnie żadnego z kandydatów na prezydenta".

Zatem oznajmia jasno na kogo zagłosuje, lecz w śliski sposób (w końcu chce być politykiem), by wybrnąć z zarzutów, że udziela poparcia przedstawicielowi konkretnej partii. Nie udziela, prawda? No, gdzie udziela? Jest nadal niezależny, oddolny i neutralny ;-) Jestem szczerze rozbawiony. 

Z równie dobrym humorem czyta się wpisy, które wymieniają nazwiska Hołownia i Trzaskowski, tak jakby były to dwie różne kandydatury dwóch różnych wizji Polski. Od samego początku kandydatura celebryty TVNu była pomyślana i uszyta jako drugie skrzydło Koalicji Obywatelskiej, którego celem było przejęcie części elektoratu PiS oraz Lewicy i wtłoczenie go do butli KO w drugiej turze wyborów prezydenckich i przyszłych parlamentarnych.

Udało się to całkiem dobrze. Kandydat przejmujący głosy katolików, ewangelicznych chrześcijan, liberalnych protestantów, aktywistów LGBT to pijarowy majstarsztyk. W jednym rzędzie zachęcających do głosowania na Szymona mamy pastora Bogdana Olechnowicza (tego od politycznego "proroctwa" o śmierci starego serca Saula i narodzinach nowego serca Dawida) oraz Przemysława Staronia - jednego z lokalnych liderów Hołowni, szkolnego nauczyciela (m.in. etyki), zaangażowanego homoseksualistę, który w przestrzeni internetowej aktywnie uczestniczy w oswajaniu młodzieży z homoseksualnym stylem życia. W swoim nagraniu opublikowanym 29 czerwca na Facebooku mówi np.: "Seks homoseksualny jest święty". Dlaczego więc nie wsparł Lewicy? Dlaczego wsparł Hołownię, a nie Biedronia? Ponieważ jest merytoryczną, pokojową twarzą LGBT, w przeciwieństwie do Roberta Biedronia, który obrał kierunek antyklerykalny i konfrontacyjny. Cel jest jednak ten sam. Różnica tkwi w strategii. Duet Hołownia-Trzaskowski daje większą nadzieję na realizację postulatów środowisk LGBT niż radykalny Biedroń. 

Wszystko oczywiście odbywa się pod hasłem oddolnego ruchu obywatelskiego. Szymon. Szymon na mój głos. Szymon jest niezależny. Szymon jest blisko ludzi. Szymon konsultuje wszystko z ludźmi. Szymon to, Szymon tamto. Oni naprawdę mają nas za idiotów. Mieliśmy już oddolne ruchy, które przerabialiśmy w przypadku Palikota, Kukiza czy Kijowskiego. Nie trzeba być wybitnym analitykiem, by wiedzieć do kogo nowopowstały ruch  Hołowni przyklei się przed wyborami parlamentarnymi. W wyborach parlamentarnych nie będzie już niezależnego, oddolnego "Szymona". Będzie kandydat "Hołownia" startujący z list KO lub czegokolwiek, co powstanie po zjednoczeniu ruchu Hołowni z PO. Pomarańczowo-biało-czarne barwy (przypadek?) już mają wspólne. Specjaliści od pijaru połowę roboty mają już za sobą.

Zresztą niezależnego kandydata Szymona w zasadzie już nie ma. Posłuchajcie jak Hołownia i Trzaskowski spijają sobie z dzióbków w rozmowie transmitowanej na Facebooku. Szymon stawia Rafałowi trzy warunki poparcia (mówimy o obu imionami, ponieważ to swoje chłopaki, do Europejczyków tak się mówi). Z pewnością zdziwią was dwie rzeczy. Po pierwsze: Trzaskowski odpowiada: "Panie Szymonie, we wszystkim się z panem zgadzam". Po czym na Twitterze nazywa to "początkiem pięknej współpracy" (ktoś jest zdziwiony?). Po drugie: kandydat otwartego katolicyzmu wymieniając warunki poparcia dla Trzaskowskiego ani słowem nie wspomina o niepokojącej seksualizacji dzieci w szkołach, udziału prezydenta Warszawy w marszach środowisk LGBT, o reakcji ew. prezydenta na ustawę zakazującej zabijanie nienarodzonych dzieci, o antypolskich wypowiedziach itp. Panowie sobie porozmawiali. Szymon zapytał Rafała, czy będzie bezpartyjnym prezydentem. Rafał powiedział, że tak oczywiście. Szymon się ucieszył i podziękował za rozmowę. Koniec wpisu nt. oddolnego ruchu z niezależnym kandydatem.

niedziela, 28 czerwca 2020

sobota, 27 czerwca 2020

Czy pastorzy powinni publicznie angażować się w politykę?

Niektórzy ewangeliczni chrześcijanie po moich wpisach nt. Rafała Trzaskowskiego i Szymona Hołowni zamieścili w komentarzu zarzut wobec mnie, że pastor nie powinien publicznie mieszać się w politykę, a swoimi przekonaniami dotyczącymi poszczególnych kandydatów, partii itp. powinien dzielić się w prywatnych rozmowach, nie publicznie. Bez obaw, to raptem 3-4 osoby, więc skala problemu nie jest wielka. Niemniej jako, że zarzut brzmi "duchowo" i niektórzy mogą go podchwycić - odniosę się do niego w paru słowach.

Nie sądzę, że to jest biblijne oczekiwanie od nauczycieli Słowa Bożego. 
Biblia mówi o polityce. Chrystus jest Panem narodów, a zadaniem pastorów jest wykładać całą wolę Bożą, nie zaś jedynie tą, która dotyczy osobistego zbawienia.  Sam Bóg jest Królem narodów. I wypowiada się nt. narodów, struktur władzy, podatków i kompetencji "cesarza".

Dlatego niejednokrotnie w moich wpisach przeczytasz o nakładaniu biblijnej perspektywy na konkretne partie czy osoby publiczne. To jednak co innego niż odezwa albo kazanie: "Głosujcie na tego lub owego, bo jak nie to..." lub fałszywe proroctwo o "uśmierconym sercu Saula" (L. Kaczyński i Smoleńsk) i "nowym domu Dawida" (D. Tusk i PO). Nie znajdziesz na moim blogu, profilu mizdrzenia się do polityków, utożsamienia z tą lub ową partią. Znajdziesz natomiast biblijne napomnienia w stronę narodowych socjalistów, europejskich socjalistów, religijnych kandydatów popierających prawo do aborcji, niereligijnych kandydatów popierających homo-małżeństwa, katolickich kandydatów chcących świeckiego państwa bez obecności krzyża w przestrzeni publicznej, usztywnionych kandydatów chcących Wielką Polskę Katolicką. 

Kościół nie powinien być sojusznikiem partii politycznych, lecz Boga. Jego głównym powołaniem jest głoszenie całej woli Bożej oznajmionej w Piśmie Świętym (Dz 20:27). Nie powinien jednak tego robić w odizolowaniu od rzeczywistych sytuacji i realnego życia, operując jedynie abstrakcjami. Jezus nie oddzielał Ewangelii od życia. Nie głosił Ewangelii w izolacji od wszystkiego innego. Jeśli Ewangelia nie ma wpływu na przeobrażenie naszego myślenia i postępowania w sferze polityki, kultury, edukacji, sztuki, to słaba to "ewangelia". 

Kiedy Mojżesz, Eliasz, Natan lub Jan Chrzciciel odnosili Boże Słowo do polityków, nie mówili jedynie ogólnikami: "Masz słuchać Boga i przestrzegać Jego przykazań". Oczywiście mam świadomość, że nawet takie poselstwo nie przeszłoby przez gardło wielu pastorów w odniesieniu do polityków. Wszak rządzący akurat powinni kierować się zadowalaniem wyborców, bożka Demosa i jego kuzyna Pluralizmu. Zostawmy jednak tych chrześcijan, którzy w sferze społecznej i publicznej chcą realizować program obcego boga. Mówimy o biblijnych chrześcijanach. I jeśli traktujemy Biblię poważnie, to zauważymy, że słowa proroków do królów nie były ogólnikami. Jan Chrzciciel nie wołał w ogólności: Niech rządzący nie cudzołożą! Mówił do Heroda: 

"A tetrarcha Herod, strofowany przez niego z powodu Herodiady, żony brata swego, i z powodu innych złych uczynków, jakie popełnił" (Łk 3:19).

Wszyscy wiedzieli kim jest Herod i kim jest Herodiada - kobieta, z którą cudzołożył. Jeśli oczekujesz, że pastorzy powinni milczeć w odnoszeniu Bożego Słowa do działań, słów, przekonań osób publicznych, to nakładasz na nich jarzmo, którego nie nakłada na nich Bóg. Niestety wielu pastorów milczy wcale nie dlatego, że nie wiedzą co mówi Biblia, lecz by nie narażać się członkom swojego Kościoła, którzy oczekują od duchownych tzw. "neutralności" i milczenia w sprawach społecznych, politycznych. Wszak tam (zdaniem wielu "nowotestamentowych chrześcijan") nie sięga autorytet Bożego Słowa i władza Chrystusa. Pastor nie jest jednak łącznikiem scalającym lewicową i prawicową część Kościoła. Jest sługą Bożym, ustami Chrystusa, który zarówno synom marnotrawnym (lewicy), jak i starszym synom w domu (prawicy) powinien oznajmiać poselstwo nawrócenia, wiary w Chrystusa i respektowania Jego zasad - również w kulturze i wymiarze publicznym. Nie wyznajemy Chrystusa, który jest Panem wszystkiego prócz Pałacu Prezydenckiego, Sejmu i Senatu. Wyznajemy Chrystusa, który jest Królem królów, prezydentów, premierów, rządów i kandydatów na prezydentów. 

piątek, 26 czerwca 2020

Dlaczego nie zagłosuję na Rafała Trzaskowskiego?

Parę tygodni temu wymieniłem kilka powodów, dla których nie będę głosował na Szymona Hołownię (TUTAJ). Powodem powstania tamtego wpisu było zaangażowanie wielu ewangelicznych chrześcijan w promocję i wsparcie kandydatury Szymona Hołowni w wyborach prezydenckich. Wówczas nie sądziłem, że taki wpis jak ten będzie potrzebny. Połączenie ewangelicznych przekonań z kandydaturą Rafała Trzaskowskiego to jak próba połączenia telewizora z pralką. Nie da się. 

Jednak ku mojemu zaskoczeniu niektórzy ewangeliczni chrześcijanie publicznie deklarują poparcie dla Rafała Trzaskowskiego. Gdybym nie wyznawał eschatologii nadziei (postmilenizmu), to uznałbym, że Kościół powoli upada. Co jednak zawiodło, że protestanci głosują na przedstawicieli agresywnej lewicy reprezentujących antyboże sojusze z grzechem i śmiercią? Powodów zapewne jest wiele. Głównym brak biblijnej edukacji nt. roli Prawa Bożego, władzy i państwa. Chrześcijanie wzrastają w kontekście biblijnego analfabetyzmu, teologicznego minimalizmu, który ogranicza się do "nawiąż relację z Jezusem i pozwól Duchowi poczuć się wolnym w uwielbieniu". 


Dlatego jako obywatel i wyborca, podzielę się powodami, dla których nie zagłosuję na Rafała Trzaskowskiego. Część powodów pokrywa się z powodami, dla których nie zagłosuję na Szymona Hołownię. Jednak ile Szymon Hołownia jest dziecięcym kandydatem osób nawinie wierzących w jego neutralność i bycie ponad politycznymi układami, tak Rafał Trzaskowski jest kandydatem sił i układów politycznych, których centrum sterowania znajduje się w Berlinie i Brukseli. 


Dlaczego nie Rafał Trzaskowski?


1. Jako Prezydent miasta nieudolnie rządzi Warszawą. Zainteresowany jest bardziej sporami ideologicznymi (np. karta LGBT w szkołach) aniżeli infrastrukturą i inwestowaniem w to, by mieszkańcom stolicy żyło się lepiej. Kto jest wierny w mniejszym, temu będzie dane więcej. Niestety p. Trzaskowski nie sprawdza się jako gospodarz miasta. Dlaczego miałby być lepszym prezydentem państwa? 


2. „W Berlinie udało się po latach i będziemy mieli lotnisko”. Nie, nie powiedział tego niemiecki polityk, lecz... Rafał Trzaskowski. Jeśli jeszcze ktoś nie słyszał dobrej nowiny, to nasze lotnisko będzie w Berlinie. Dlatego nie potrzebujemy w Polsce Centralnego Portu Komunikacyjnego. Od polskiego prezydenta wymagałbym przynajmniej jednego: dbania o polskie interesy ponad interesami Niemiec czy Unii Europejskiej. Niestety ten kandydat Polskę traktuje jako jedno z województw Unii Europejskiej.


3. Rafał Trzaskowski jest kandydatem światopoglądowej lewicy. Posłuchajcie wypowiedzi Leszka Millera lub Włodzimierza Czarzastego i zobaczcie ten ich dylemat między kandydatem ich obozu politycznego (R. Biedroniem) a wielką, europejską nadzieją zmian w jednej z niemieckich kolonii - w Polsce (R. Trzaskowskim). Jest twarzą przemian i anty-wartości, które skutecznie zniszczyły rodzinę i Kościół w Niemczech, Szwecji czy w Holandii. 


4. W swoich wypowiedziach jest bardzo zarozumiały, pyszny i pogardliwy wobec przeciwników politycznych, a także dziennikarzy. 

5. Reprezentuje obóz, który będąc u władzy nie był zainteresowany budowaniem niczego trwałego. Jej główny program brzmi: "Teraz my!", "Anty-PiS", "Zabrali nam koryto. Musimy je odzyskać!". To w dużej mierze różni konserwatyzm od liberalizmu politycznego. Konserwatyści są zainteresowani budowaniem, liberałowie niszczeniem.


6. Jest zwolennikiem prawa do zabijania nienarodzonych dzieci. 


7. Jest za legalizacją tzw. związków partnerskich i prowadzi służalczą politykę wobec środowisk LGBT. Jest wielką nadzieją tych środowisk w kierunku wprowadzenia tzw. homo-małżeństw. Jego zastępca wiceprezydent Warszawy - Paweł Rapiej wprost zapowiedział dążenia w kierunku adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. 


8. Jest za oddzieleniem kościoła i państwa. I słusznie. Jednak niczym porządny lewicowy kandydat - jest za tzw. świeckim państwem, a więc oddzieleniem Boga od państwa. Zachowuje jednak postawę tolerancji i zgadza się, by Bóg był obecny w kościołach i w sercu. Pozostałą część rzeczywistości należy zamknąć przed Nim na cztery spusty, a klucz wrzucić do rzeki. Szkoła? Edukacja? Prawo? Kultura? Bogu wstęp wzbroniony! 

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Dialog katolika i protestanta nt. jedności Kościoła i subiektywizmu

Często się zdarza, że podczas rozmów podejmujących katolicko-protestanckie kontrowersje spotykamy się z zarzutami o subiektywność naszych opinii. Na pierwszy rzut oka słuszne wydają się rzymskokatolickie argumentacje dotyczące kwestii stałej, niezmiennej (obiektywnej?) interpretacji Pisma przez Kościół, który jest jego „stróżem”. Opinie katolików jeszcze bardziej zdają się padać na podatny grunt i być uzasadnione, kiedy spojrzymy na dość duże zróżnicowanie w łonie kościołów protestanckich. Istniejący w protestantyzmie problem z jednością przedstawiciele największego w Polsce wyznania rozwiązują w prosty sposób –  po prostu idą za głosem papieża i "nieomylną" interpretacją Urzędu Nauczycielskiego w Kościele rzymskim. Czym taka postawa różni się od protestanckiego stwierdzenia o ufności w samą jedynie Biblię? I czy uwalnia ona katolików od subiektywizmu w formułowaniu opinii, tak często zarzucanego protestantom? Z pewnością nie. Niech pokaże nam to rozmowa katolika z protestantem.

Protestant: Słuchaj, przeczytałem wczoraj w Biblii cztery rozdziały Listu do Rzymian mówiące o tym, że usprawiedliwienie mamy jedynie z łaski przez wiarę, nie zaś dzięki własnym uczynkom. Byłem zafascynowany Bożą drogą zbawienia!

Katolik: W porządku, tylko skąd wiesz, że twoja interpretacja tych rozdziałów, jak i w ogóle całej Biblii, jest właściwa?

P.: Uważam tak na podstawie badania i porównywania fragmentów z różnych części Pisma Świętego. Przed czytaniem zawsze modlę się o mądrość od Ducha Bożego. Nie znaczy to oczywiście, że mogę sobie sam w dowolny sposób interpretować Pismo. Pomagają mi w tym mądrzejsi ode mnie, a więc ojcowie i reformatorzy Kościoła, teologowie i komentatorzy biblijni, a także pastorzy. Dlatego moje rozumienie Pisma nie jest jedynie moim własnym zrozumieniem w oderwaniu od zrozumienia poszczególnych urywków, jakie posiadał Kościół w minionych wiekach. 

K.: A skąd oni, czyli twoi nauczyciele, Luter, Kalwin i inni protestanci, wiedzą, że ich zrozumienie Biblii jest właściwe?

P.: Użyli rozumu (tak jak robić powinien każdy z nas), by zbadać kontekst, tło historyczne i właściwie odczytać znaczenie danego fragmentu. Ja czynię podobnie.

K.: Ale to jest tylko ich oraz twoja subiektywna opinia.

P.: No wiesz, zawsze opinia każdego z nas będzie subiektywna. Rozum każdego z nas jest narzędziem za pomocą którego badamy prawdziwość jakichkolwiek stwierdzeń.

K.: Ja tego nie robię, bo to jest pycha polegająca na zaufaniu do własnego rozumu. Ja nie jestem teologiem, by zagłębiać się w interpretacje i próby zrozumienia Biblii. Sam mógłbym popaść w herezję. Popatrz tylko, ile jest rozłamów w protestanckich kościołach. Ja czuję się bezpieczny idąc za interpretacją i Tradycją Kościoła.

P.: Jakiego kościoła?

K.: Mojego, Kościoła Rzymskokatolickiego.

P.: Dlaczego idziesz za interpretacją i tradycją tego Kościoła, a nie Kościoła Zielonoświątkowego, Baptystycznego, Luterańskiego lub Reformowanego?

K.: Dlatego, że jest to prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa istniejący od 2000 lat. Został założony przez Jezusa i to ten Kościół jest fundamentem i podwaliną prawdy.

P.: Skąd wiesz, że jest to Kościół założony przez Jezusa? Czy dlatego, że istnieje 2000 lat? Czy też dlatego, że tak się o nim mówi? Podobnie przecież mówią o sobie Mormoni, świadkowie Jehowy i inne grupy religijne. Ale czy są oni Kościołem Jezusa?

K.: Na pewno nie.

P.: W takim razie skąd wiesz, że Kościół Rzymskokatolicki nim jest?

K.: Dlatego, że 2000 lat temu Jezus powiedział do Piotra, że on jest opoką na której zbuduje swój Kościół, czyniąc go pierwszym papieżem. To jest zapisane w Ewangelii św. Mateusza 16:18. Od tej pory Kościół i jego nauka są nieprzerwanie przekazywane drogą sukcesji apostolskiej do dnia dzisiejszego. A jedynym Kościołem uznającym zwierzchnictwo papieża i jednocześnie będącym mu podległym jest Kościół Rzymskokatolicki.

P.: Skąd wiesz, że Jezus założył kościół na Piotrze i uczynił go pierwszym papieżem?

K.: Już ci mówiłem. To jest zapisane w Biblii, w Ew. św. Mateusza 16:18.

P.: To jest twoja interpretacja tego wersetu. Dlaczego mam ci wierzyć?

K.: Och, nie powiedziałem, że masz mi wierzyć. Poza tym to nie ja tak interpretuję ten werset, ale cały Kościół.

P.: Chwileczkę, jaki znowu Kościół?

K.: Kościół Rzymskokatolicki.

P.: Dlaczego mam wierzyć interpretacji tego akurat Kościoła?

K.: Dlatego, że jest on prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa.

P: Według ciebie.

K: Nie według mnie. To nie tylko moja opinia. Masz świadectwo Tradycji, Urzędu Nauczycielskiego i milionów wiernych na całym świecie. 

P: I według ciebie mają oni rację? 

K: Tak, oczywiście.

P: Ciekawa opinia. Mam jednak odmienną. Twoja subiektywna ocena mnie nie przekonuje. 

K: Nie musisz mi wierzyć. Wierz świadectwu Kościoła Rzymskokatolickiego. To prawdziwy Kościół Chrystusa! 

P.: Ale poczekaj. Właśnie chcemy to sprawdzić! Twoja prywatna opinia, że tak jest to za mało. Dlatego właśnie spytałem ciebie, w jaki sposób mamy to zrobić. Czyż nie powiedziałeś, że powinniśmy skierować się do Pisma (całkiem słusznie) i wskazałeś na urywek, w którym to Chrystus według ciebie powierzył władzę w Kościele Piotrowi?

K.: Owszem, tak powiedziałem.

P.: Skąd wiesz, że twoja interpretacja tego wersetu (że odnosi się on do papiestwa) jest właściwa?

K.: Myślę, że to jest oczywiste.

P.: Widzisz zatem, że jest to twoja opinia. Każdą naszą opinię można zaklasyfikować jako subiektywną (naszą), zarówno kiedy ja wyjaśniam ci jakiś urywek z Pisma, jak i wówczas, kiedy ty twierdzisz, że Kościół Rzymskokatolicki jest jedynym prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa. 

K: Hm...

P: To są nasze opinie i od tego nie uciekniemy zasłaniając się stanowiskiem takiego czy innego Kościoła. 

K: W takim razie jakie jest rozwiązanie? Jak rozstrzygnąć poprawność naszych przekonań? 

P: Dzięki Bogu mamy obiektywny standard (Biblię), według którego powinniśmy rozsądzać wszelkie spory. Wiele urywków jest zupełnie jasnych, zaś o trudniejszych powinniśmy rozmawiać z Biblią w ręku, szukając mądrości innych. Biblia mówi o sobie, że jest niczym miecz obosieczny osądzający nasze myśli i ona jest w stanie pokazać nam, kto z nas ma rację. Bóg dał nam Biblię napisaną zrozumiałym językiem, nie po to, byśmy domyślali się, co On chciał nam zakomunikować, ale byśmy to wyraźnie widzieli.

K.: Ale czy możemy zrozumieć Biblię? Protestanci dzielą się między sobą, mimo iż mają jedną Biblię.

P: Katolicy dzielą się między sobą mimo iż mają jednego papieża, jeden Kościół, jeden Urząd Nauczycielski i jedną sukcesję apostolską. 

K: Problem nie tkwi w Urzędzie Nauczycielskim lub sukcesji, lecz w ludziach.

P: To samo powiem o Biblii. Nie w niej tkwi problem, lecz w ludziach. 

K: Jedność Kościoła jest jednak ważna!

P: Owszem, ale prawda stoi ponad jednością. Biblia ostrzega przed grzeszną jednością (np. wieża Babel), przed jednością w błędach itp. Co więcej, jak sam wiesz, strukturalna jedność Kościoła Rzymskokatolickiego nie chroni go od wielu kluczowych różnic jak np. podejście do kary śmierci, ewolucji lub 6 dni stworzenia. 

K: Jeśli są różnice należy zwrócić się do nieomylnej wykładni Pisma Świętego dokonanej przez Urząd Nauczycielski Kościoła. 

P: Nie zgodzę się. Nie istnieje jedna obowiązująca, natchniona interpretacja Biblii w Kościele Katolickim. 

K: Jak to?

P: Wskaż mi natchnioną interpretację Listu do Rzymian lub Księgi Daniela. Wskaż mi natchniony Komentarz do Biblii, który rozstrzyga wszelkie wątpliwości i różnice również między samymi katolikami. 

K: Hm... Czyli wszystko jest subiektywne?

P: Tego nie powiedziałem. Twierdzę natomiast, że zarówno kiedy ja bronię zasady Sola Scriptura (Tylko Pismo), jak i ty, kiedy bronisz autorytetu Kościoła Rzymskokatolickiego - powinniśmy dać podstawy do takiego postępowania. I kiedy zaczniemy to robić, zauważ, że zaczniemy wyrażać własne racje. Bóg tak skonstruował ten świat, że nie ma ucieczki od praw logiki ani od subiektywizmu opinii. Co oczywiście nie znaczy, że nie możemy obiektywnie, czyli za Bogiem, poznać rzeczywistości. Dopóki mamy Biblię w dłoniach, jesteśmy w stanie to uczynić.

K.: Pomyślę nad tym. Dzięki za twoje spostrzeżenia.

P.: Ja również dziękuję za rozmowę. Bez względu na to, czy się ze mną zgodzisz czy też nie, będzie to twoja ocena. O jej prawdziwości decydować będzie zgodność z nauczaniem Pisma Świętego.