poniedziałek, 10 grudnia 2018

Droga Chrystusa

Bóg nie każe nam iść żadną drogą, której by On sam nie przemierzył i na której by nie szedł przed nami. - Dietrich Bonhoeffer

piątek, 7 grudnia 2018

Chrześcijański rytuał

"Chrześcijański rytuał ćwiczy ciało i duszę w odpowiedniej postawie i ruchu. Przenosząc nas przez serię duchowych i fizycznych pozycji, liturgiczny rytuał nakłada na nas choreografię. Ukształtowani przez rytuały nabożeństwa, zaczynamy żyć życiem przed Bogiem, klęcząc, aby wyznawać grzechy; stojąc, aby usłyszeć, śpiewać i klaskać w uwielbieniu; siedzieć, aby jeść i pić. Nabożeństwo uczy nas stawiania kroków w nauce chodzenia, uczy tańca właściwie przez całe życie." 

- Peter Leithart, Against Christianity, s. 82.

PS. Więcej wpisów na temat nabożeństwa można przeczytać w dziale LITURGIA

niedziela, 2 grudnia 2018

Pamięci Kochanej Mamy


Pamięci Kochanej Mamy: Ewy Bartosik (1954-2018) 

Odeszła Mama. Miała 64 lata. 

Nie chcę powiedzieć, że wraz z nią odeszła cząstka mnie. Chcę powiedzieć, że część jej, pamięć o niej i dziedzictwo jej życia pozostanie na zawsze we mnie: jej wrażliwość, jej życiowa mądrość i radość. 

Na zawsze pozostanie w w mojej pamięci jej pasja, energia, uczynność, poświęcenie. Dziękuję Bogu za jej życie, uśmiech, trud wychowania, w który włożyła całe serce, ale i smutki oraz słabości, które przypominają o ludzkiej kruchości. 

Jestem wdzięczny za każdą chwilę, którą dane nam było wspólnie przeżyć: kiedy razem się śmialiśmy, tańczyliśmy, płakaliśmy, śpiewaliśmy, chodziliśmy na spacer, rozmawialiśmy, jedliśmy przy wspólnym stole… 

Mama pięknie pisała. Kiedy rano wstawaliśmy do szkoły witał nas na stole list z ciepłym przywitaniem, przygotowane śniadanie na talerzu i zapakowane kanapki do szkoły. Mama w tym czasie odsypiała po nocnym dyżurze w szpitalu lub była w pracy. 

Była kulinarną mistrzynią. Określenie „Obiad jak u Mamy” zawsze będzie mi się kojarzyło nie tylko z sytością i smakiem potraw, lecz również sytością pod względem ciepła, które wnosiła swoją obecnością i rodzinnym aromatem, który tworzyła. 

Nauczyła mnie szacunku i wdzięczności za chleb powszedni, nauczyła pierwszych modlitw i prawd wiary. Kochała muzykę. „Przeboje Ewy B.” na kasetach magnetofonowych znała cała rodzina, a piosenkami Czerwonych Gitar, Leonarda Cohena i Shakin Stevensa Mama porywała wszystkich do śpiewu lub tańca podczas corocznych rodzinnych zjazdów. 

W ostatnich latach Mamę dotknęło wiele chorób. Ciężko je znosiła. Jej ciało nie było już tak aktywne i sprawne jak kiedyś. Mimo to wciąż kochała rodzinne spotkania, wspólne Święta i wspólne śpiewanie kolęd, podczas którego zawsze się wzruszała widząc w swoim mieszkaniu wszystkie swoje dzieci i wnuki. Ilekroć odwiedzaliśmy rodzinne strony zawsze było widać jej rękę w uporządkowanym domu, zadbanym ogrodzie i schludnej posesji. 

Na zawsze pozostanie we mnie obraz uśmiechniętej Mamy - wesołej, kochającej życie oraz ludzi osoby. Mamo, nie mówię: żegnaj. Mówię: do zobaczenia. 

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za moją kochaną Mamę.

wtorek, 27 listopada 2018

Wątpię, aby uwierzyć


SZCZERE PRAGNIENIE WIARY

Kiedy czytam historię niedowiarka Tomasza (Jn 20.25-29), potrafię wydobyć z siebie sympatię wobec niego i jego dylematów. Nie widać z nim zacietrzewienia w zwątpieniu, niewierze. Tomasz ewidentnie chce uwierzyć, ale jednocześnie nie chce, by jego wiara była powierzchowna, zabobonnna, oparta na tkliwych życzeniach, a nie faktach. Jeśli mam uwierzyć, w kogoś, za kim mam pójść, chciałbym być w tym utwierdzony. Nie chcę pobieżnego wyznania. Chcę stanąć na pewnym i mocnym fundamencie! Taki był Tomasz.

Zwykle negatywnie odnosimy się do jego zwątpienia, ale nie zapominajmy, że nie było ono zwątpieniem dogmatycznym, buntowniczym, rebelią zatwardziałego sceptyka. Była to wątpliwość, która niczego bardziej nie pragnie niż tego, by zniknąć!

W tym sensie, Tomasz może być stawiany jako przykład dla współczesnych sceptyków.  Pan Jezus znał dylematy jego wiary, dlatego 
nie pognał go gdzie pieprz rośnie, kiedy Tomasz chciał dotknąć ran. Kiedy faryzeusze pytali o znak, nasz Pan odpowiedział, że dla nich nie będzie innego prócz znaku Jonasza. Kiedy Tomasz pyta o dowód – Pan mówi – włóż rękę w bok. Dlaczego? Ponieważ wiedział, że pytania faryzeuszy o dowód to pytania niewiary. Były to grzeszne pytania: "Pokaż nam jaką mocą to czynisz. Wskaż na dowód, że jesteś tym, za którego się podajesz." W pewnych sytuacjach są to grzeszne pytania i nie powinniśmy dołączać do tych, którzy je zadają.

Pytania i poszukiwania Tomasza były szczere. Dlatego Pan Jezus potraktował jego wątpliwości w sposób dużo głębszy aniżeli czyni to wielu współczesnych sceptyków oraz wierzących. Wezwał go, aby nie godził się na zwątpienie ("wierz!"), lecz jednocześnie odpowiedział na jego prośbę o przedstawienie dowodów.

Potem rzekł do Tomasza: Daj tu palec swój i oglądaj ręce moje, i daj tu rękę swoją, i włóż w bok mój, a nie bądź bez wiary, lecz wierz. (Jana 20.27)

Pan Jezus nie potępia poszukującej wiary, lecz dodaje: nie bądź bez wiary, lecz wierz! Nie stwierdza: odejdź ze swoimi wątpliwościami i żyj według własnego sumienia. Poszukiwania Tomasza były autentyczne, dlatego otrzymał dowód, aby uwierzył. W innym miejscu czytamy o mężczyźnie, który wyznał Jezusowi, że jest pełen zwątpienia (Mk 9.24) i powiedział: "Pomóż niedowiarstwu memu". W odpowiedzi na jego szczere wyznanie, Pan Jezus błogosławił mu uzdrawiając jego syna. Bez względu na to, czy ktoś uważa siebie za człowieka wierzącego, czy za sceptyka historia Tomasza uczy, aby każdy podszedł do swoich wątpliwości z taką samą szczerością. Można bowiem wątpić jak szatan: czy naprawdę Bóg powiedział? Jednak można wątpić jak Tomasz. Owszem, miał wątpliwości, ale chciał uwierzyć. Chciał wierzyć w prawdę. Chciał wierzyć, że spotkał prawdziwego Chrystusa. 

WSPÓŁCZESNY SCEPTYK

W przeciwieństwie do Apostoła, współczesny sceptyk i agnostyk sprzeciwiają się jakimkolwiek dążeniom do prawdy, wiary i pewności. Oczywiście wszystko okraszone jest pozorami pokory i otwartości. Twierdzenie, że prawda jest dużo obszerniejsza niż ktokolwiek z nas jest w stanie pojąć rzeczywiście może być przejawem pokory. Jeśli jednak posłużymy się tym twierdzeniem, by podważyć wszelkie próby rozsądzenia prawdy, to stalibyśmy się arogantami. I tego typu arogancja, prowadziła (i wciąż prowadzi) do nietolerancji i przemocy. Ktoś zauważył, że XX wiek zrodził jeden z największych i najbardziej niepokojących paradoksów ludzkości: największej nietolerancji i przemocy dopuszczali się ci, którzy wierzyli, że to religia jest źródłem nietolerancji i przemocy. Jak jednak można być pewnym, że żadna religia nie ma wglądu w całą prawdę, o ile samemu nie posiada się przekonania o pełniejszej, wyczerpującej wiedzy na temat duchowej i materialnej rzeczywistości?

Tomasz był człowiekiem, który szuka prawdy, a nie podważa wszystko, co jest uznane za prawdę. Co więcej, był człowiekiem wierzącym, który nie chce wierzyć ślepo! Jak każdy wierzący miał wątpliwości, ale były one tymczasowe. Współczesny relatywista pokiwałby mu palcem:
- Nie możesz, Tomaszu, być pewien, że to Pan i Bóg nawet gdy dotknąłeś jego ran! Porzuciłeś nas: obóz wątpiących, sceptyków, niedowiarków! Odpowiedź Tomasza zapewne brzmiałaby: Nie ma i nie było żadnych nas. Nigdy nie byłem w waszym obozie. 

Tomasz nie był relatywistą, który wątpiąc chciał podważyć pewność uczniów i tożsamość Pana Jezusa. Socjolog Peter Berger napisał kiedyś: "Absolutny relatywizm jest możliwy jedynie wtedy, jeśli jego zwolennicy wyłączą się z reguł, które narzucają wszystkim innym". Kiedy relatywista zacznie bronić swoich założeń, okaże się, że zaczyna je traktować jako prawdy absolutne. Odrzuca możliwość poznania jedynie w wydaniu innych. Sam jest bardzo przekonany o uniwersalności swoich osądów. Tym samym przestał być relatywistą.

Hm, no tak, ale ty pastorze wierzysz, bo akurat urodziłeś się w chrześcijańskiej kulturze i żyjesz w kraju, gdzie chrześcijaństwo jest powszechne. Jednak gdybyś urodził się w rodzinie ateistycznej czy buddyjskiej, to za prawdę uważałbyś coś innego. 

Zarzut o tym, że ktoś wierzy, ponieważ poddał się okolicznościom swojego środowiska można odwrócić i zastosować wobec osoby, która go wygłasza. Alvin Platinga trafnie zauważył: „Przypuśćmy, że prawdą jest, że gdybym urodził się w Maroku, w rodzinie muzułmańskiej, a nie w Michigan, w rodzinie chrześcijańskiej, moje wierzenia, byłyby zupełnie inne. Jednak ta sama prawda dotyczy pluralisty... Gdyby pluralista urodził się w Maroku, prawdopodobnie nie byłby pluralistą. Czy to znaczy, że wierzenia pluralisty zostały wzbudzone w nim w wyniku mało wiarygodnego procesu rozwoju wierzeń?"

DOKĄD IDZIESZ Z WĄTPLIWOŚCIAMI?

W Tomaszu jest coś, co da się lubić. Wiara nie jest dla niego rzeczą łatwą. Pokazuje, że nie jest to kwestia wygody i łatwych odpowiedzi. Był człowiekiem, który, aby uwierzyć musiał podjąć wysiłek zadawania pytań i działania. Jego wątpliwości nie służyły walce z prawdą. Służyły poszukiwaniu prawdy. Dlatego dochodzi do wiary i posłuszeństwa w najwyższym stopniu. Wiara, która szuka upewnienia, jest lepsza od każdego gładkiego wyznania.

Kiedy zmagamy się z pytaniami wiary, ze słabością i zwątpieniem, to w historii poszukującego Tomasza znajdziemy otuchę. Pan nie potępia słabości i zwątpienia. Pytanie jedynie brzmi: dokąd się z nimi udajesz? Do Chrystusa, czy od Chrystusa? Pan mówi: Daj tu rękę, włóż w bok mój i nie bądź bez wiary, ale wierz. Daj rękę - chcę ci dać chleb i wino. Daj uszy – chcę byś posłuchał. Daj oczy - chcę byś zobaczył, przeczytał. Daj usta - chcę, byś posmakował. Chrystus chce dać ci to wszystko, abyś dłużej nie był bez wiary, lecz wierzył. Niech twoja podróż zakończy się wyznaniem: Pan mój i Bóg mój! A będziesz błogosławiony, bo choć nie widzisz Jezusa fizycznymi oczami, to ujrzysz Go oczami wiary.

Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. (Ew. Jana 20.29)

Inspirację i część z powyższych rozważań zaczerpnąłem z książki Fabrice Hadjadj pt. "Zmartwychwstanie - instrukcja obsługi"

----------------

PS. Na koniec prywata :) Jeśli szukasz prezentu na Mikołajki i Święta - polecam nasze nowe, zafoliowane planszówki: TUTAJ

poniedziałek, 26 listopada 2018

Kazania w dziale Multimedia

W dziale  MULTIMEDIA na stronie naszego Kościoła w Gdańsku można odsłuchać najnowsze kazania z ostatnich Niedziel:

- Wierny poszukujący Tomasz (Jn 20.25-29)
- Pastorzy i starsi - o zarządzaniu kościołem (1 Tm 3.15)
- Reformacja jako Exodus (Wj 12-14)



piątek, 23 listopada 2018

Judasz przy Stole

Apostoł Paweł mówi, że Pan Jezus ustanowił Wieczerzę w noc, kiedy został zdradzony. Ewangelie podają, że służył na niej chlebem i winem również swemu zdrajcy - Judaszowi, który znajdował się pod wpływem działania Szatana i Jezus dobrze o tym wiedział.

Podczas pierwszej celebracji Wieczerzy przy Stole Pańskim znajdował się uczeń, który zdradził Pana. Jezus wiedział o tym, a następnie... ustanowił sakrament Komunii. 

Czego nas to uczy? Tego, że sakramenty są tym, czym Bóg mówi że są, nie zaś tym, co ludzie o nich mówią. Po wczorajszym spotkaniu dla małżeństw w naszym domu rozmawialiśmy o błędach w podejściu do sakramentów. Konkluzja była taka, że błędy i różnice teologiczne poszczególnych ludzi, całych zborów lub nawet denominacji nie zmieniają obiektywnego znaczenia Chrztu lub Wieczerzy Pańskiej. Jeśli jesz chleb i pijesz wino w Kościele na pamiątkę śmierci naszego Pana, to jest to sakrament chrystusowy, pomimo tego, iż uczestniczy w nim Judasz, lub ktoś w błędny sposób np. sprowadzi go do roli zwykłego symbolu bez żadnego duchowego znaczenia. Pan Jezus powiedział: "bierzcie i jedzcie, bierzcie i pijcie". Nie zaś: "zanim weźmiecie - pospekulujcie, przedstawcie argumenty, wyszukajcie zdrajców".

Kiedy pomyślimy o obecności zdrajcy podczas Pierwszej Wieczerzy, pomyślmy również o wszystkich zdrajcach obecnych przy tym Stole od tamtego czasu, aż po teraźniejszość. Jednak zamiast rozglądać się za Judaszem i badać kto nim jest, powinniśmy zrozumieć, że każdy z nas sam przyprowadza do stołu wystarczająco niegodnego Judasza: siebie

Nieprawość Judasza nie polegała na tym, że był przy Stole ze swoim grzechem i wziął udział w Wieczerzy Pańskiej. Jego grzechem było to, że odszedł od tego Stołu i wyszedł w ciemną noc. Jego grzech polegał na niegodziwej odpowiedzi na dar chleba i wina. A odpowiedzią była zdrada, niewiara, niewdzięczność. Wziął chleb i... oddalił się od Chrystusa ze swoim grzechem.

Możemy podążać za grzechem nawet jesli siedzimy w ławce kościelnej wyczekując na chleb i wino. Nasze ciało jest nieruchome, ale myśli i serce biegną ku nieprawości. Historia Judasza przypomina, że, aby przyjąć chleb i wino z prawdziwą wiarą i wdzięcznością, musimy najpierw uwolnić ręce i potłuc knowania, intrygi, grzech, który w nich trzymamy.

Pan Jezus nie pomylił się dając Judaszowi chleb i wino. Nie myli się, gdy zaprasza do niej wszystkich swoich uczniów. Jednak uwolnijmy nasze ręce, serca, a po opuszczeniu Stołu nie wychodźmy w ciemną noc - do naszych mrocznych zakamarków. Żyj w świetle Chrystusa tak jak On żył i umarł za ciebie. 

Ruszamy z e-bookiem "Przekonania"!

Ludzie mówią o Blekfrajdeju, a my mówimy: Ruszamy z pierwszym E-BOOKIEM! Zamówienia poprzez stronę wydawnictwa lub bartosik7@gmail.com


wtorek, 20 listopada 2018

Chrześcijaństwo, a bezpieczeństwo i równość kobiet

"W ówczesnym społeczeństwie kobiety posiadały bardzo niski status - powszechne było zabijanie noworodków płci żeńskiej, zmuszenie kobiet do małżeństwa i brak równości ekonomicznej. Chrześcijaństwo oferowało kobietom znacznie więcej bezpieczeństwa i równości niż mogły na to liczyć w starożytnym świecie.

To twierdzenie może zaskoczyć wielu czytelników, którzy słyszeli, że w dawnych religiach (również pogańskich) traktowano kobiety lepiej niż w chrześcijaństwie. W świecie greko-rzymskim powszechne było porzucanie noworodów płci żeńskiej, by umarły bez opieki, ponieważ kobiety miały bardzo niski status w społeczeństwie. Kościół zabraniał swoim członkom takich praktyk. 

Społeczeństwo greko-rzymskie odmawiało wartości niezamężnym kobietom, a prawo nakazywało ówczesnym wdowom ponowne zamążpójście w ciągu dwóch lat od śmierci męża. Chrześcijaństwo było pierwszą religią, która nie zmuszała wdów do małżeństwa To wspólnoty wierzących opiekowały się nimi i wspierały je finansowo, uwalniając od presji ponownego zamążpójścia, jesli nie chciały tego robić. W pogańskich religiach po powtórnym wyjściu za mąż wdowy traciły kontrolę nad majątkiem byłego męża, lecz Kościoł pozwalał im zachować go dla siebie. Chrześcijaństwo nie uznawało również konkubinatu. Jeśli mężczyzna chrześcijanin chciał żyć z kobietą, musiał się z nią ożenić, co zapewniało kobiecie większe bezpieczeństwo. Wśród wierzących niedopuszczalne były podwójne standardy powszechne w religiach pogańskich, pozwalające żonatym mężczyznom na utrzymywanie kochanek lub przygodne kontakty seksualne. W związku z tym kobiety chrześcijanki cieszyły się znacznie większym bezpieczeństwem i równością niż pozostałe kobiety w ówczesnej kulturze."

Rodney Stark, The Rise o Christianity