piątek, 13 maja 2016

List otwarty do kobiet, które dokonały aborcji

Toby Sumpter

Droga Czytelniczko,

Jak z pewnością zauważyłaś, wielu z Twoich znajomych, którzy są przeciwni aborcji, po ostatnich wydarzeniach związanych z upublicznieniem nagrań rozmów pracowników Planned Parenthood, w których mowa o sprzedaży organów abortowanych dzieci, rozpoczęło anty-aborcyjną krucjatę. Zdaję sobie sprawę z tego, że wszystkie artykuły udostępniane na Facebooku, hashtagi i tweety mogą sprawić, że czujesz się znienawidzona i osądzana przez innych. Dlatego chcę poświęcić chwilę na to, aby wytłumaczyć Ci dlaczego to robimy, i że wcale nie pałamy do Ciebie nienawiścią.

Po pierwsze, chociaż nie jestem kobietą, i wraz z moją żoną nigdy nie poddaliśmy się aborcji, to lekarze proponowali nam przerwanie ciąży, kiedy okazało się, że jest ona zagrożona; mamy za sobą także doświadczenia kilku innych zagrożonych ciąż. Mimo wszystko, mam nadzieję, że przyjmiesz ten list jako moją szczerą próbę dialogu, pomimo oczywistych dzielących nas różnic. Mam nadzieję, że będziesz potrafiła przyjąć te słowa, pochodzące z ust osoby, która nie jest doskonała i sama zrobiła w swoim życiu nieskończenie wiele błędów. Mam nadzieję, że będziesz potrafiła przyjąć to co chcę napisać jako słowa pełne współczucia dla wszystkich kobiet, które doświadczyły okoliczności tak niewyobrażalnie okrutnych, że popchnęły je one do tego, aby przerwać ciążę.

Po drugie, co wiąże się także z pierwszym punktem, pragnę tutaj wyjaśnić co Biblia mówi na temat grzechu. Jestem pastorem, więc niemożliwym jest aby otrzymać ode mnie list, który nie zawiera jakiegoś odniesienia do Boga, Biblii czy Jezusa. Mam nadzieję, że jesteś w stanie jakoś to zaakceptować nawet jeśli nie uważasz tego za coś potrzebnego lub pomocnego. Biblia mówi, że grzech to każdy dokonany wybór, który odsuwa nas od Boga i Jego dobroci. Bóg stworzył nas, dał nam w posiadanie ten świat i pragnie abyśmy cieszyli się z Jego łask, jednak my odwróciliśmy się od Niego i wybraliśmy pójście inną drogą. Okazuje się, że wybranie tej drogi jest jak wybranie źle działającego spadochronu. Po dokonaniu wyboru nie możemy już nic zrobić. W tym rozumieniu grzech jest jak choroba, lub rodzaj niewolnictwa. Oznacza to, że grzech podstępem dostaje się do naszego życia jak infekcja, lub pasożyt i, chociaż pozostajemy odpowiedzialni za nasze wybory, to czasem czujemy że jesteśmy w pułapce – spoglądamy na siebie z boku kiedy mówimy i robimy pewne rzeczy, a w głębi duszy jakaś część nas buntuje się przeciw temu i stara się przebić przez mury naszego więzienia grzechu. To dlatego kłamiemy, oszukujemy, pożądamy. Jesteśmy zakażeni grzechem. I właśnie dlatego nie potrafimy przestać robić rzeczy, które ranią nas samych i innych ludzi. Apostoł Paweł tak to ujmuje: „Albowiem nie rozeznaję się w tym, co czynię; gdyż nie to czynię, co chcę, ale czego nienawidzę, to czynię… Albowiem nie czynię dobrego, które chcę, tylko złe, którego nie chcę, to czynię” (Rzym. 7: 15,19). Chodzi mi o to, że każdy człowiek do pewnego stopnia zna to uczucie bycia w pułapce, poczucie braku wyboru, a także uczucie dokonania złego wyboru.

Co więcej, to niewolnictwo, to poczucie uwięzienia, często sprawia, że stajemy się defensywni i pełni złości. Kiedy ktoś potępia naszą decyzję, szczególnie bardzo trudną decyzję podjętą pod przymusem – czujemy, że nasz ból jest lekceważony. Czujemy, że jesteśmy osądzani, atakowani i znienawidzeni. Wtedy też często okopujemy się i budujemy mury wokół nas aby ochronić siebie i nasze złamane serca przed kolejnym atakiem. Wystarczająco ciężko żyje się z decyzjami, których się żałuje, decyzjami, które w momencie podjęcia wydawały się jedyną i najlepszą opcją, nawet bez wysłuchiwania grupy religijnych ludzi, którzy co krok przypominają Ci, że zabiłaś swoje dziecko. I ja to rozumiem. Ale, tylko na chwilę, czy mogłabyś przyjąć inną perspektywę? Co jeśli te wszystkie oskarżenia są kierowane nie w Twoim kierunku? Co jeśli nie nienawidzimy Ciebie, lecz więzienia, w którym jesteś zamknięta? Co jeśli wcale nie chcemy ugodzić Ciebie, ale łańcuchy, które pętają Twoje ręce i nogi? Proszę zrozum: Nasze ataki nie są skierowane ku Tobie. Wcale Cię nie nienawidzimy. Nie osądzamy Cię. To nie Ciebie atakujemy. Nasz atak skierowany jest na Twojego prześladowcę. Jeśli nienawidzimy, to nie Ciebie, lecz ciemności, która Cię pęta.
A co jeśli my rozumiemy niewolnictwo grzechu bardziej niż Ci się wydaje? Co jeśli każdy z nas zna uczucie, które towarzyszy podjęciu złej decyzji, wyborowi obrzydliwej i wstydliwej rzeczy i poczucia bycia w pułapce bez wyjścia, poczucia bezsilności i braku możliwości naprawy sytuacji? Nie wiem czy jesteś w stanie mi uwierzyć, biorąc pod uwagę cały ten zgiełk wokół Ciebie, lecz proszę, zaufaj mi, my też doświadczyliśmy tego na własnej skórze. My także odczuliśmy wstyd, poczucie winy i uwięzienia, poczucie odrętwienia, bezsilności, braku nadziei i rozpaczy. Niektórzy chrześcijanie twierdzą, że są idealni i wiodą idealne życie bez żadnych problemów, czy podjętych złych decyzji, jednak, uwierz mi, oni nie są prawdziwymi chrześcijanami. Jezus nie przyszedł na świat dla nich. On nie zszedł na ziemię dla zdrowych, prawych i czystych, lecz dla chorych, grzesznych i upadłych. Powiedział przecież: „Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, co się źle mają; nie przyszedłem wzywać do upamiętania sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Mk. 2:17).

I jeszcze jedno: nasz atak na Planned Parenthood i inne pro-aborcyjne organizacje wcale nie ma na celu sprawienia Ci większej przykrości, czy też wzbudzenia w Tobie jeszcze większego poczucia winy. Robimy to ponieważ chcemy abyś była wolna, ponieważ wiemy jak to jest kiedy jest się uwolnionym. Po przebywaniu w więzieniu przez wiele lat, myśl o odzyskaniu wolności jawi się nam jak sen, halucynacja, lub złudzenie. Czasem zdroworozsądkowym wydaje się zduszenie głosów naszego sumienia, które wydają się tak dużo od nas wymagać, ponieważ niemożliwym jest wytrzymać ten ból i nieustające poczucie porażki. I ja to rozumiem. Czasem łatwiej jest zdusić swoje uczucia, wznieść kraty i zamknąć drzwi do naszych dusz, tak aby nie dopuścić do nich czegokolwiek co sprawia tylko cierpienie i ból. Wiem to.

Ale pozwól, że poproszę Cię abyś spróbowała jeszcze ten jedyny raz. Co jeśli te głosy nie są tylko w Twojej głowie? Co jeśli istnieje możliwość ucieczki z więzienia? Co jeśli te wszystkie posty i hashtagi na Faceboku, a także ten artykuł to skandowanie wielkiego tłumu uwolnionych więźniów, którzy dobijają się do Twojej celi, aby powiedzieć Ci, że istnieje droga ucieczki? Co jeśli zjawił się bohater, który ma moc uwolnić nas wszystkich, obmyć nas, naprawić naszą przeszłość i dać nam całkowicie nową przyszłość?

Jesteśmy tutaj aby Ci powiedzieć, że On istnieje. A Jego imię to Jezus. To właśnie On cierpiał, krwawił i umarł za nasze grzechy. On cierpiał, abyśmy my mogli zaznać wolności. I nie istnieje żaden tak obrzydliwy grzech, którego Jego krew nie mogłaby obmyć.
Nie jesteś sama. Nie jesteś jedyna. Wiele kobiet, które dokonały aborcji znalazły przebaczenie, uzdrowienie i łaskę.

My wcale nie wypowiadamy wojny kobietom. Nie jesteśmy przeciwni uczciwej i rzetelnej opiece medycznej. Jesteśmy w stanie wojny z siłami ciemności, które zakorzeniły się w naszym narodzie. I prowadzimy tę wojnę ponieważ kochamy Światłość, kochamy Ciebie, wierzymy w życie, łaskę i nadzieję. Wierzymy w lepszą przyszłość dla Ciebie, naszych dzieci i całego świata.
I o to właśnie nam chodzi. Mam nadzieję, że jesteś wstanie mi uwierzyć. A nawet jeśli wciąż się ze mną nie zgadzasz, mam nadzieję, że chociaż pomyślisz o tym następnym razem kiedy zobaczysz kolejny post napisany przez jednego z nas.

Z miłością w Chrystusie,

Pastor Toby Sumpter

P.S. Jeśli Ty, lub ktoś kogo znasz chciałby porozmawiać o tej kwestii, skontaktuj się ze mną. Możesz użyć formularza kontaktowego z tego bloga, lub znaleźć mnie na Faceboku lub Tweeterze. Jest też wiele innych anty-aborcyjnych duszpasterstw, które także mogą pomóc Ci w znalezieniu uzdrowienia. Dziękuję za przeczytanie mojego listu. Niech Bóg ma Cię w Swojej opiece.

Autor jest pastorem kościoła reformowanego Trinity Reformed Church w Moscow, CREC (Idaho, USA).

tłumaczenie: Ewa Ratajczak

środa, 11 maja 2016

Po wczorajszej debacie nt. prawa do aborcji

Myślę, że debata wypadła dobrze. Pewne kwestie są rzecz jasna do poprawy gdyż jako Centrum Chrześcijańskie "Antyteza" dopiero raczkujemy pod tym względem, ale sądzę, że jako chrześcijanie powinniśmy kształtować w Polsce kulturę debat światopoglądowych. Bóg nie powołał mediów, by były filarem prawdy oraz światłem dla świata lecz Kościół (1 Tm 2.15). 

Jestem wdzięczny za to, że miałem przywilej podzielić się poselstwem o Stwórcy życia w kontekście i w obecności osób, które w innych okolicznościach nie przekroczyłyby progu Kościoła, aby posłuchać o Bogu, który obdarza życiem i przebacza grzech, również aborcji. 

Nie oznacza to, że nie było mankamentów. Oczywiście były i mówię tu o sobie. Jeśli chodzi o warstwę merytoryczną - myślę, że istota różnicy między tzw. pro-life, a pro-choice została dobrze zarysowana. Przebiega ona na linii: Królujący Bóg, który przemówił vs. arbitralna, swobodna uznaniowość kogo uznam za człowieka i kiedy można go zabić. 

Sądzę, że pani profesor nie spodziewała się apologetycznej dyskusji, lecz typowych wymian o prawa kobiet (bez wskazywania na ich źródło), zaborczym kościele i kobietach-inkubatorach - do których jest przyzwyczajona podczas rozmów politycznych. A więc jak najmniej merytoryczności, jak najwięcej haseł i błędnych informacji bez powoływania się na źródła, np. że Św. Augustyn i Św. Tomasz z Akwinu byli za prawem do aborcji (sic!).

Nie usłyszeliśmy odpowiedzi na pytania o standard oceny początku życia po stronie "pro-choice" poza wskazaniem na siebie i własną uznaniowość. Nie usłyszeliśmy odpowiedzi na pytanie o to, czy nienarodzonych powinniśmy uznać za ludzi, czy za nie-ludzi. 

Po zakończonej debacie mieliśmy z panią profesor krótką wymianę zdań, w której poprosiłem o wyklarowanie spojrzenia mojej oponentki, czy 7-miesięczny płód należy uznać za człowieka czy nie. Pani Profesor stwierdziła, że... nie ma to znaczenia. Prawną ochroną powinien być objęty dopiero z chwilą narodzin. Oznacza to, że 7-miesięczny płód (nawet jeśli jest człowiekiem, co nie ma znaczenia) można "usunąć" póki mieszka w "niewłaściwym" miejscu, a o jego godności i prawie do życia mówimy nie ze względu na to kim jest, ale ze względu na to, gdzie w danej chwili się znajduje. Dlaczego? Dlatego, że tak uznała pani profesor. Jest to streszczenie stanowiska, które wczoraj było reprezentowane przez stronę "pro-choice".

Jeśli chodzi o pytania z sali:

1. Bardzo dobre pytanie pani z obozu "pro-choice" nt. tłumaczenia i zrozumienia urywka biblijnego, na który się powołałem (2 Mj 21.22-23). Wg mnie było to najbardziej merytoryczne pytanie podczas całej dyskusji (bo odnoszące się do sedna mojej argumentacji). Dziękuję za nie.

2. Zaskoczył mnie brak "typowych" pytań ze strony zwolenników prawa do aborcji o ciążę w wyniku przestępstwa, zagrożenie życia matki, poczęte dzieci z nieodwracalną chorobą. Nie było również pytań o "biologiczną" precyzyjność w definiowaniu początku życia, pomoc dla samotnych matek z niechcianą ciążą, roli ojców itd. 

3. Pewne rzeczy nie do końca zadziałały. Mam tu głównie na myśli coś, co nazwałbym "polityczną" kulturą dyskusji u mojej oponentki, czyli przerywanie, odpowiadanie na pytania skierowane do mnie, przejmowanie "czasu antenowego" :) Uzależnienie zawodowe, można zrozumieć i spojrzeć łaskawym okiem  :) 

4. W tym kontekście uwaga a'propos roli publiczności. Pytania powinny być zadawane zamiennie do jednej i drugiej strony. Jeśli z jakiegoś powodu tak się nie dzieje, to będąc uczestnikiem debaty warto przemyśleć następującą strategię: skierować pytanie do strony, którą wspierasz. Problem wczorajszej dyskusji polegał na tym, że wielu pro-lajferów uznało, iż mają możliwość "zaorać" prof. Senyszyn swoim pytaniem:

To poskutkowało dwoma rzeczami:
- pani profesor Senyszyn otrzymywała "w prezencie" więcej czasu na kolejne wystąpienia,
- pytania nie zawsze były merytoryczne i odnoszące się do tematu debaty, np. o równouprawnienie, molestowanie mężczyzn, kompetencje edukatorów seksualnych, przestępcze zachowania wśród zwolenników jednej i drugiej strony itp. To dawało przestrzeń do odchodzenia od meritum dyskusji: godności ludzkiego nienarodzonego życia i tego co/kto jest jej źródłem - co było na rękę pani profesor. Nic dziwnego, że prof. Senyszyn w kontekście powyższych pytań czuła się jak ryba w wodzie, a nawet pochwaliła je. To jej codzienny chleb: dyskusja o prawie do seksu, orgazmu, wiktoriańskiej pruderyjności, równouprawnieniu, edukatorach seksualnych z "Pontonu" itp. :) 

Jestem wdzięczny za wczorajszą debatę. Dziękuję Bogu - dawcy życia, bez którego nie byłoby jej, a także wszystkim poczętym i narodzonym, którzy w niej uczestniczyli: pani profesor Joannie Senyszyn za udział, prowadzącemu Szymonowi Chąciakowi oraz publiczności.

Wkrótce nagranie video z debaty. Zachęcam do śledzenia i polubienia profilu "Antytezy" na facebooku.

środa, 4 maja 2016

Debata: Czy aborcja w Polsce powinna zostać zakazana?

Spór o aborcję trwa. Czym więc jest aborcja? Zabójstwem czy prawem do wyboru? Uśmierceniem człowieka czy zabiegiem usunięcia ciąży? Czy powinna być w Polsce zakazana czy pozostawiona sumieniu rodziców? Na czym powinna polegać pomoc kobietom w ciąży w trudnej sytuacji materialnej, emocjonalnej, psychicznej? Co ma wspólnego dyskusja o aborcji ze światopoglądem i wiarą (lub niewiarą)? Czy aborcja jest sprawą kobiet? Kościoła? Polityków? Czy możliwe jest znalezienie płaszczyzny porozumienia dwóch stron? 

Zapraszamy do udziału w debacie, która odbędzie się 10 maja (WTOREK) o godzinie 19.00 w gdańskim Domu Harcerza przy ul. Za Murami 2-10.

Debatujący:

prof. Joanna Senyszyn - polska polityk, ekonomistka i nauczycielakademicki, profesor nauk ekonomicznych, publicystka, w latach 2001–2009 posłanka na Sejm IV, V i VI kadencji, od 2009 do 2014 posłanka do Parlamentu Europejskiego. Prowadzi blog: senyszyn.blog.onet.pl

pastor Paweł Bartosik - duchowny Ewangelicznego Kościoła Reformowanego w Gdańsku, redaktor naczelny Centrum Chrześcijańskiego "Antyteza", absolwent studiów doktorskich w zakresie Pedagogiki i Nauk o Polityce na Uniwersytecie Gdańskim. Prowadzi blog: pbartosik.pl

Wstęp wolny! Zapraszamy.

Organizatorem spotkania jest Centrum Chrześcijańskie "Antyteza"

Zło dobrem zwyciężaj

Bóg jest dobry dla sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Zsyła deszcz i daje słońce, aby świeciło na wszystkich ludzi (Mt 5.45). Dlatego wszystkie codzienne dobra człowieka są bronią w naszych rękach; są bronią dobra, którym zwyciężamy zło: piękna muzyka, podstawowa opieka zdrowotna, urodziny, obiad, dobre piwo, śmiech, miłe słowa, prezenty... 

Skoro Bóg daje te rzeczy również złym, to naśladujmy Go. Nie jest to przejaw słabości. To przejaw siły i łaski. Grzesznicy nie zapraszają nieprzyjaciół na obiad. Chrześcijanie powinni.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Notoryczni grzesznicy

Jezus przyjmuje do siebie nie dawnych grzeszników, lecz notorycznych grzeszników. Nie potrzebuję Jezusa jedynie z powodu mojej przeszłości. Potrzebuję Go z powodu mojej teraźniejszości.

sobota, 23 kwietnia 2016

Program 500+ oczami chrześcijanina

Zacznę od tego, że jestem beneficjentem Programu 500+. Gdyby miarą jego oceny była moja osobista korzyść, to z tej perspektywy ma on oczywiście charakter pozytywny ponieważ w legalny sposób zwiększa budżet naszej rodziny. Nie argumentuję jednak, że Program 500+ jest dobry ponieważ dzięki niemu mamy na koncie więcej środków. Na podobnej zasadzie mało przekonująco brzmi uzasadnienie, że Program 500+ jest jednak złym rozwiązaniem ponieważ dana osoba nie odnosi z tego tytułu żadnych korzyści finansowych. Nie dyskutujemy jednak o rządowym programie przez pryzmat osobistych korzyści. Miarą oceny, która powinna nam, chrześcijanom przyświecać, powinny być wartości, na których Boże Słowo osadza kompetencje państwa i rodziny. Oczywiście korzyść jedną z Bożych miar, ale nie jedyną. Biblia mówi także o drodze prowadzącej do niej, poszanowaniu bliźniego, uczciwości itp.

Chrześcijanin, a Program 500+

Dlaczego jako chrześcijanin, pastor wypowiadam się na temat gospodarczy i polityczny? Ponieważ wierzę, że Chrystus jest Panem. I mówiąc to – nie mam na myśli jedynie sfery indywidualnej duchowości, uznawania Go za najważniejszego z nauczycieli Religii. Biblia przedstawia Chrystusa jako Króla, a nie Ministra Katechizacji. Jeśli więc Jezus jest Panem, to oznacza, że powinniśmy szukać Jego woli w każdej sferze rzeczywistości. Biblia, jako Jego Słowo, w całości jest natchniona i w całości jest pożyteczna do wszystkiego: do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości (2 Tm 3.16) - włączając w to sferę podatków, zarządzania pieniędzmi, dzietności, dobroczynności, kompetencji państwa, Kościoła i rodziny. Wierzę oczywiście w biblijne rozdzielenie kościoła od państwa (ich wzajemnych kompetencji), ale nie wierzę w oddzielenie państwa od Boga. Władza bowiem jest bowiem na służbie u Boga i przed Nim odpowiada za sprawowany mandat. (Rzym 13.4).

Nasza metoda

Skoro już to rozumiemy, to powstaje pytanie: jak szukać woli Jezusa w takiej kwestii jak Program 500+? Czy Biblia mówi o Programie 500+? Problem w tym, że kiedy mówimy o biblijnej perspektywie na daną sprawę, to pewnych rzeczy Pan Bóg nie komunikuje nam w postaci prostych wersetów: „500+ jest dobre” lub „500+ jest złe”. Owszem, niekiedy komunikuje nam prawdy również w tej formie, ale taka forma oznajmiania woli jest charakterystyczna dla okresu dzieciństwa. Rodzic mówi do dziecka: „Nie stukaj widelcem. Nie szuraj o talerz. Nie wkładaj ręki do gniazdka”. I kiedy mały chłopiec opanuje te lekcje, to będąc nastolatkiem będzie przygotowany, by usłyszeć pytania: Co byś zrobił w tej sytuacji? Jak ci się podoba ten film? Który wybór według ciebie jest lepszy?

W taki sposób Pan Bóg uczy nas mądrości i dojrzewania. Gdy Izrael był na etapie dzieciństwa, Bóg dał im proste przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij... Był to okres nauki chodzenia. Następnie przychodzi okres królów. Izrael jest już starszym synem. To właśnie w tym okresie powstały księgi mądrościowe i miała miejsce historia Salomona, który miał rozstrzygnąć, która z nierządnic jest matką niemowlęcia, a która rozpaczliwie próbuje je sobie przywłaszczyć po stracie własnego (1 Krl 3.16-28). Istotne jest jednak to, w jaki sposób Salomon postanowił rozstrzygnąć tą sprawę. Tora nie dawała szczegółowego przepisu, w jaki sposób król powinien się zachować w tej sytuacji. Metoda Salomona polegała na tym, że biorąc pod uwagę wszystko to, czego się nauczył z Prawa Bożego nt. rodzicielstwa, miłości, wychowania, odróżniania dobra od zła, obserwacji świata – zdecydował, że dziecko będzie rozcięte na pół, a kobieta, która wstawi się za nim – okaże się jego prawdziwą matką. Mądry król orzekł o sprawiedliwości, jednak nie poprzez odwołanie się do prostego wersetu. Raczej nabywając z Bożych Pism umiejętność odróżniania dobra od zła – zastosował swoje poznanie w nowej i trudnej sytuacji.

Przenosząc tą lekcję na naszą debatę: Biblia nie mówi: „Program 500+ jest OK.” lub „nie jest OK.”. Biblia daje nam ogóle zasady, które powinniśmy poznać, abyśmy byli w stanie ocenić co jest dobre, co jest słuszne, co jest sprawiedliwe. Póki ich nie poznamy – będziemy oceniali życiowe sytuacje przez pryzmat intuicji, odczuć lub wartości przejętych z innych miejsc niż Boże Słowo. Rozmawiając więc o „Programie 500+” z perspektywy biblijnych wartości jesteśmy w sytuacji Salomona, który szukał mądrości w zdarzeniu, które wymagało naniesienia znajomości Prawa, ale i dojrzałości, mądrości. Spróbujmy więc nanieść prawdy Pisma Świętego na niniejszą dyskusję.

O 500+ pozytywnie

Po pierwsze: pozytywnym aspektem rządowego programu jest wysłanie publicznej informacji: dzieci nie są intruzami. W społeczeństwie, w którym miarą wartości staje się stan posiadania, wspinanie się po szczeblach kariery zawodowej, Program 500+ komunikuje: Dzieci nie są niechcianym obowiązkiem. Chcemy tworzyć przestrzeń aby model rodziny 2+1,5 nie był dominujący w społeczeństwie. Przyszłość narodu to duże, silne rodziny, a wieść o ciąży nie musi łączyć się z komentarzem: I co my teraz zrobimy!?

Po drugie: żyjemy w czasach, w których państwowy aparat odbiera obywatelom dużo większą część owoców ich pracy niż powinien. Cesarz bierze dużo więcej niż to, co jest cesarskie. Jeśli dyskusję o 500+ osadzimy na tle obecnej sytuacji politycznej i systemu, którym żyjemy, to wybór w zasadzie mamy pomiędzy socjalizmem, który odbiera i nie zwraca, a socjalizmem, który odbiera i zwraca (przynajmniej po części). Z dwóch powyższych opcji - druga jest lepsza. Jeśli ktoś zabiera mi 1000 złotych i zwraca 700, to jest to lepsza sytuacja niż zabranie tysiąca i nie zwrócenie niczego. Nie oznacza to, że zabieranie tysiąca złotych jest dobre i pożądane. Są lepsze opcje.

O 500+ krytycznie

Argument ekonomiczny
500+ na dziecko to nie są pieniądze spadające z nieba. Pomoc według Słowa Bożego jest zawsze czymś dobrowolnym, a nie wymuszonym. Jeśli wsparcie jest wymuszone, to aby komuś coś dać – trzeba komuś coś zabrać. Wiemy komu środki będą dawane i wiemy gdzie się po nie zgłaszać. Nie wiemy gdzie mogą się zgłaszać osoby, którym środki odebrano.

500+ jest programem pro-państwowym, a nie jest programem pro-rodzinnym
Oznajmia, że, owszem, chcemy dzietności, dzieci nie są intruzami. Kim więc są wg rządowego programu? Są żołnierzami państwa, narzędziem naprawy finansów i budżetu. Są elementem strategii naprawy systemu emerytalnego. Państwo wysyła więc rodzicom sygnał: dajemy Wam środki finansowe. Co chcemy w zamian? Abyście rodzili nam dzieci. Dlaczego to robimy? Bo w niebezpieczeństwie są struktury naszego systemu finansowego, który chcemy podtrzymać.

Nie ukrywajmy, celem rządu nie jest to, abym miał gromadkę dzieci, liczny Kościół, świąteczny radosny zgiełk dzieci i wnuków oraz stół pełen domowników. Celem rządu jest stan i kondycja państwa. Zadaniem moich dzieci jest w tym pomóc. Problem w tym, że moje dzieci nie są cesarskie, lecz Boże. Ich pojawienie się w świecie nie ma nic wspólnego z oczekiwaniami cesarza.

500+ to program sprzyjający niemoralności
Program 500+ nie jest programem pro-rodzinnym z jeszcze innego powodu. Zachęca do dzietności wszystkich, nie tylko małżeństwa. Sprzyja nie tylko zwiększaniu rodzin, ale sprzyja zwiększaniu niemoralności, dzieciom wychowywanym poza kontekstem zdrowej rodziny, poza kontekstem miłosnego przymierza męża i żony. O ile jest to więc program pro-dziecięcy, to trudno jest zgodzić się z tezą, iż jest to program pro-rodzinny. Owszem, sprzyja zwiększaniu liczby dzieci, jednak nie tylko w rodzinie, ale także w nieślubnych związkach i wśród samotnych matek.

Program 500+ rozbudowuje aparat państwa i jego wpływ na własność obywatela
W Bożym porządku czynnikami decydującymi o zasobności obywateli są praca, podejmowanie inicjatywy, wolna wymiana dóbr, dobrowolność w dzieleniu się majętnościami, dziedzictwo po rodzicach. W socjalizmie i kolektywizmie w dużej mierze zasobność obywateli zależy od tego, ile państwo weźmie i komu państwo zechce dać. W socjalizmie nazywa się to sprawiedliwością społeczną, solidarnym państwem. W Biblii nazywa się to kradzieżą. Hiob powiedział: Pan dał, Pan wziął. Niech imię Pana będzie błogosławione (Hiob 1.21). Socjalizm natomiast mówi: Państwo wzięło, państwo dało. Niech imię państwa będzie błogosławione.

Przypomina to nieco ośmiornicę, która zapuszcza macki w coraz większy zakres przestrzeni życia obywateli: My weźmiemy wypracowane przez ciebie pieniądze, by zadbać o zdrowie twoich dzieci, edukację twoich dzieci, ukulturalnienie twoich dzieci, ale podzielimy się z nimi z tobą, jeśli spełnisz nasze wymagania dotyczące ich ilości. Rozwiązaniem problemu finansów rodzin nie jest wzięcie i oddanie. Rozwiązaniem jest nie branie w stopniu większym aniżeli państwo ma prawo to robić. „ 

Przykazanie: Nie kradnij obowiązuje również rząd. I zakłada ono prawo do własności obywatela. Pan Bóg nakazał w Biblii przynosić dziesięcinę, którą Boży Lud składał w Świątyni jako wyraz wdzięczności i Boży sposób utrzymania służby Kościoła. Józef przygotowując Egipt na 7-letni okres głodu pobierał piątą część urodzajów ziemi, a więc 20% podatek. Była to sytuacja wyjątkowa. Jeśli współczesne państwo poprzez jawne i ukryte podatki (np. w cenach artykułów spożywczych) pobiera od obywatela ok. 60% dochodów, to przykazanie Nie kradnij powinno wisieć na ścianie w kancelarii premiera i wszystkich ministrów jako ostrzeżenie, że Bóg widzi. Przed Jego oczami wszystko jest jawne.

Duża ilość dzieci sama w sobie nie jest cnotą
Program 500+ ma sprzyjać dzietności, poprawie demografii. Czy może być w tym coś niewłaściwego? Może. Po pierwsze: demografia, zaludnienie nie jest biznesem państwa. Cesarz nigdy nie miał się zajmować kontrolą lub stymulowaniem ilości narodzeń. Nie do tego Bóg powołał władzę. Po drugie: samo posiadanie dużej ilości dzieci nie jest żadną cnotą. Owszem, Biblia jest pro-dziecięcą księgą. Celem małżeństwa jest miłosne towarzystwo męża i żony oraz wydawanie na świat potomstwa. Dzieci w Piśmie to powód do radości. Każda nowina w Piśmie o narodzeniu dziecka to powód do radości i wielkiego błogosławieństwa, nie zaś reakcji: Houston. Mamy problem. Bracia Rebeki błogosławili jej słowami:
 Nie zaś: Siostro nasza, dwójka to max, byś mogła wrócić do roboty.

Jednocześnie powinniśmy pamiętać, że Pismo nie mówi tylko o ilości dzieci, ale i o jakości.

„Oto dzieci są darem Pana, Podarunkiem jest owoc łona. Czym strzały w ręku wojownika, Tym synowie zrodzeni za młodu. Błogo mężowi, który napełnił nimi swój kołczan! Nie zawiedzie się, Gdy będzie się rozprawiał z nieprzyjaciółmi w bramie”. (Ps 127.3-5)

Strzały w kołczanie do dobra rzecz. To rzecz lepsza niż jedna strzała w kołczanie. Ale strzała to narzędzie, w które ktoś włożył pracę, aby nadawało się do walki. Zrobienie strzały wymaga wysiłku. Kołczan pełen takich strzał jest powodem do radości. Natomiast kołczan pełen nieobrobionych patyków może być źródłem frustracji. Dlatego Salomon mówi: „Głupi syn jest zmartwieniem dla ojca i goryczą dla swojej rodzicielki” (Prz 17.25). Dziesięciu głupich synów to dzięki rządowemu programowi 5 tysięcy złotych więcej w kieszeni, ale i dziesięciokrotnie większe zmartwienie.

Nie zależy mi na dużej ilości dzieci w Polsce. Nie ma w tym niczego moralnie dobrego. Niechęć do prezerwatywy i kołczan pełen patyków nie jest żadną cnotą. Nie zależy mi na dużej ilości dzieci w rodzinach mormońskich lub muzułmańskich. Wielotysięczne armie wroga były dla Izraela powodem trwogi, a nie uwielbienia Boga z powodu dużej dzietności wyznawców Baala lub Dagona. Zależy mi na dużej ilości pobożnych dzieci w chrześcijańskich rodzinach i Kościele. Jednak nie jest to biznes państwa. To biznes samych rodzin i nauczania Kościoła na ten temat.

Podsumowanie

Dwa pytania na koniec:

Czy powinniśmy brać od państwa 500 zł na drugie i kolejne dziecko?
Nie sądzę, że powinniśmy. Powiedziałbym raczej: możemy. Mamy do tego prawo zgodnie z zasadą, że lepiej jest odzyskać 700 zł z zabranego tysiąca niż nie odzyskać nic. W tym ujęciu nie odpowiadamy państwu: Dziękuję za troskę o moje dzieci. Odpowiadamy: No! Byle to się więcej nie powtórzyło!

Czy Program 500+ jest dobrym rozwiązaniem?
W ramach socjalistycznych rozwiązań lepiej odzyskać 500 zł niż nie odzyskać nic. Jednak poza socjalistycznymi rozwiązaniami jest życie! I to życie ogranicza zakres ingerencji państwa w budżet obywateli, co oznacza także dużo mniejsze podatki. Rola państwa ogranicza się w nim do sfer, do których powołał je Bóg: aby strzegło prawa i porządku, wolności obywateli i aby sprawiedliwie karało przestępców.


piątek, 15 kwietnia 2016

Krótkie lekcje z Chrztu Polski i Mieszka I

1. Wiara władcy MA ZNACZENIE. Rodzi bowiem decyzje kluczowe dla życia wszystkich, których reprezentuje. Przypomina również, że rządzący odpowiadają przed Bogiem, a ponad ludzkim prawem stoi Prawo Boże.
2. Chrzest MA ZNACZENIE. Wprowadził w Polskę w krąg państw cywilizacji chrześcijańskiej. Czy to ma znaczenie? Takie samo jak to, czy ma znaczenie fakt, że ktoś rodzi się i żyje w sekularystycznej Francji, ateistycznej Korei Północnej czy w islamskiej Syrii.
3. Chrzest Polski był chrztem Polski-niemowlęcia, a nie Polski-dojrzałego w wierze mocarstwa.
4. Chrzest nie załatwił sprawy chrześcijańskości Polski raz na zawsze. To dziedzictwo, które przypomina nam potrzebę odpowiedzi wiarą na Boże działanie. Podobnie jak nasz chrzest. W przeciwnym razie to wydarzenie stanie się tylko pomnikiem zamierzchłych czasów przypominającym, że jesteśmy narodem apostatów.
5. Można być częścią schrystianizowanego narodu nie mając wiary. Podobnie można być (zakamuflowanym) ochrzczonym członkiem Kościoła bez szczerej ewangelicznej wiary. Chrzest niczego automatycznie nam nie załatwia w wymiarze wiecznego zbawienia. Co nie oznacza, że jest bez znaczenia dla naszej wiary i tożsamości.
6. Można mieć różne zdanie na temat motywacji Mieszka I, znaczenia tego wydarzenia, ale nie ulega wątpliwości, że chrzest miał miejsce. Nie był to chrzest nieważny lub nie-chrzest.
7. Bądź wdzięczny za Polskę, za jej historię, za tych, którzy walczyli o jej wolność i chrześcijańską tożsamość. Bądź wdzięczny za chrześcijańskie dziedzictwo naszych przodków, którzy rozumieli, że wiary w Chrystusa nie da się sprywatyzować wyłącznie w zaciszu ludzkiego serca. Wiara domaga się wyznania, że cała rzeczywistość należy do Chrystusa: kultura, architektura, sztuka, ziemscy władcy...
8. Dziękuję Ci, Panie Boże, za chrzest Polski, ale i za mój chrzest, który oznajmia, że należę do Ciebie i wzywa mnie do wiary i miłości. Dziękuję Tobie za mój naród, jego historię, Twoje opatrznościowe działanie oraz miejsce w niej.

wtorek, 12 kwietnia 2016

17 pytań i odpowiedzi na temat „cudów eucharystycznych”

1. Czy wierzysz w cuda?
- Oczywiście! Przecież Bóg jest wciąż Bogiem! 

2. Czy wierzysz w cud eucharystyczny w Legnicy lub Sokółce?
- Nie.

3. Dlaczego?
- Po pierwsze: Dlaczego powinienem? Po drugie: Pan Bóg nie zobowiązuje mnie do tego w Piśmie Świętym. Po trzecie: Wierzę w fizyczną obecność Chrystusa po prawicy Ojca w niebie. Swoją fizyczną obecność na ziemi Pan Jezus zapowiedział gdy powtórnie przyjdzie. Nie wcześniej.

4. Przecież Duch wieje tam gdzie chce. 
Duch tak. Upewniłeś się, że to On?

5. Co więc zrobiłbyś z tą hostią?
- Jeśli nadaje się do spożycia – powinna zostać udzielona wiernym podczas Komunii.

6. To jednak szczególna hostia.
- Jezus dał uczniom chleb mówiąc: Jedzcie z niego wszyscy. Najlepszy użytek z komunijnego chleba to taki, w którym wierni spożywają go podczas Komunii, nie zaś adorują, całują, klękają, wystawiają na pokaz. Jezus z eucharystycznym chlebem wykonał trzy proste czynności: błogosławił, łamał i rozdawał. Uczniowie zaś wykonali dwie proste czynności: brali i jedli (Mt 26.26).

7. Czy zjawisko "cudu eucharystycznego" w Legnicy (lub w Sokółce) naprawdę nic nie znaczy dla Twoich przekonań i życia?
- Nie znaczy. O ile ktoś nie będzie chciał związywać sumienia wierzących wiarą w niego. Samo zjawisko niczego nie mówi poza tym, że może miało miejsce, a może nie.

8. Zakładając jednak, że to miało miejsce i rzeczywiście hostia zaczęła się przebarwiać, stała się podobna do mięśnia sercowego ze zmianami, które często towarzyszą agonii. Czy to nie dowodzi prawdzie o transsubstancjacji i realnej, fizycznej obecności Chrystusa pod postacią chleba?
- Nie dowodzi. To może dowodzić wielu innych rzeczy: np. tego, że ludzie wszystko uznają za dowód na prawdziwość swoich wierzeń. Naukę o Komunii i fizycznym miejscu przebywania Pana Jezusa mamy zawartą w Piśmie Świętym, nie zaś w legnickich spekulacjach.

9. Biskup Legnicki Zbigniew Kiernikowski stwierdził: „Mam nadzieję, że wszystko to posłuży pogłębieniu kultu Eucharystii i będzie owocowało wpływem na życie osób zbliżających się do tej Relikwii. Odczytujemy ten przedziwny Znak, jako szczególny wyraz życzliwości i miłości Pana Boga, który tak bardzo zniża się do człowieka”. Czy ma prawo tak to odczytywać?
Ksiądz biskup ma prawo do odczytywania tego zjawiska jak chce. Jednak jeśli nie uważa, że wyczerpał wszystkie możliwe interpretacje „przedziwnego Znaku”, to pozwolę sobie wskazać na inne możliwe sposoby jego odczytywania. Może to wyraz Bożego sądu nad Polską? Może to wyraz krwawiącego Boga smucącego się nad grzechami Kościoła? Może to zachęta do porzucenia kultu eucharystycznego? Cóż, interpretacji może być wiele. Aby zinterpretować daną rzecz powinniśmy sięgnąć po Pismo Święte.

10. Co więc Biblia mówi o znakach i zjawiskach?
Kilka rzeczy:
a) Mogą mieć różne źródła: Boże, demoniczne, naturalne. Jeśli Boże, powstaje kolejne pytanie - o znaczenie danego wydarzenia. Na szczęście w Piśmie wiele cudów mamy zinterpretowanych: wiemy jakie było znaczenie cudu zmartwychwstania Chrystusa, cudu rozstąpienia Morza Czerwonego, cudu wskrzeszenia chłopca przez Elizeusza, czy cudu uciszenia burzy przez Jezusa. Dyskusje o Sokółce i Legnicy dają nam natomiast dużą przestrzeń do spekulacji. Nie sądzę, że Pan Bóg zajmuje się spekulacjami.
b) Znaki mogą służyć zwiedzeniu wierzących (Pwt 13.2-4; 2 Kor 11.14).
c) Świadectwo Boże jest pewniejszym źródłem budowania wiary, przekonań niż niepewne doświadczenie ludzkie.
d) Jedynym znakiem, który został dany szukającym znaków jest ten: "Pokolenie to jest pokoleniem złym; znaku szuka, ale inny znak nie będzie mu dany, jak tylko znak Jonasza" (Łk 11.29). Jeśli temu znakowi i świadectwu Pisma ktoś nie wierzy, to choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierzą (Łk 16.30-31).

11. Czym więc było to zjawisko?
- Nie czuję się zobowiązany do wiedzy na ten temat. Pan Bóg powołał mnie do zwiastowania Jego Słowa, nie zaś dawania wyjaśnień na temat zjawisk w Legnicy. Nie mam czasu na takie rzeczy.

12. Czy cuda eucharystyczne nie pomagają nam w lepszym zrozumieniu znaczenia Komunii?
- Znaczenie Komunii i symbolika chleba komunijnego nie są czymś zawiłym. Sokółka i Legnica nie powinny być dla chrześcijan kluczem interpretacyjnym tekstów z Ewangelii. Jest nim treść Pisma Świętego.

13. Czy wierzysz w obecność Jezusa podczas Komunii?
- Tak, wierzę, ale nie w obecność fizyczną. Jezus jest obecny z nami podczas Komunii, lecz nie w elementach Komunii. Wieczerza nie jest uroczystością bez Gospodarza. Jezus jest pośród nas poprzez Swojego Ducha i karmi nas swoim ciałem i krwią ilekroć spożywamy chleb oraz wino. To środki fizycznego i duchowego umocnienia, społeczności z Chrystusem, zapewniające o naszym udziale w jego ciele i krwi . Dlatego przemiana podczas Komunii, owszem ma miejsce, lecz nie na stole (wśród elementów Komunii), lecz na krzesłach - wśród jej uczestników przyjmujących chleb i wino ze szczerą ewangeliczną wiarą.

14. Czy można być szczerym, oddanym Bogu chrześcijaninem i nie wierzyć w cuda eucharystyczne?
- Oczywiście. Biblia nie zobowiązuje nas do wiary w zjawiska w Legnicy, Sokółce. Wręcz przeciwnie. Jezus przestrzegał uczniów: „Gdyby wam wtedy kto powiedział: Oto tu jest Chrystus albo tam, nie wierzcie” (Mt 24.23). Nie sądzę, że Jezus pojawił się w Legnicy.

15. Czy można być szczerym, oddanym Bogu chrześcijaninem i wierzyć w cuda eucharystyczne?
- Tak. Wiara w nie - nie przekreśla kogoś jako chrześcijanina. Jest różnica pomiędzy naiwną, nawet błędną wiarą w daną rzecz, a misjonarskim przekonywaniem do niej. Pierwsze może wiązać się z niedojrzałością, brakiem biblijnej wnikliwości, drugie zaś jest poważnym zwiedzeniem. Jest różnica pomiędzy starszą panią, która szczerze modli się przed obrazem ponieważ tego została nauczona przez swojego duszpasterza, a apologetą, który gorliwie przekonuje do kultu szczątków wątroby zmarłego brata w Chrystusie i obiecuje duchowe korzyści płynące z tego faktu.

16. Dlaczego wypowiadasz się na ten temat?
- Ponieważ ta kwestia łączy się z autorytetem. Co nim jest? Komu ufamy? Na czym opieramy naszą wiarę? Jak budujemy naszą teologię? Przez opowieści z parafii św. Jacka w Legnicy czy przez spisane, natchnione świadectwo Ewangelistów?

17. Jaka jest twoja odpowiedź?
- Biblia, cała Biblia i tylko Biblia powinna być najwyższym autorytetem i źródłem treści naszej wiary.