czwartek, 25 kwietnia 2019

Edukacja nie jest odpowiedzialnością państwa

W Bożym porządku edukacja nie jest odpowiedzialnością Państwa, lecz rodziny i wspólnot, do których one przynależą. 

Bóg powierzył przede wszystkim rodzinie odpowiedzialność za edukację. 

„Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej siły swojej. Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą w twoim sercu. Będziesz je wpajał w twoich synów i będziesz o nich mówił, przebywając w swoim domu, idąc drogą, kładąc się i wstając. Przywiążesz je jako znak do swojej ręki i będą jako przepaska między twoimi oczyma. Wypiszesz je też na odrzwiach twojego domu i na twoich bramach.” (Księga Powtórzonego Prawa 6.5-9) 

 „Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom swoim w Panu, bo to rzecz słuszna. Czcij ojca swego i matkę, to jest pierwsze przykazanie z obietnicą: Aby ci się dobrze działo i abyś długo żył na ziemi. A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu dzieci swoich, lecz napominajcie i wychowujcie je w karności, dla Pana.” (List do Efezjan 6.1-4) 

Są to wezwania do rodziny, a nie do cesarza. Nie oznacza to, że rodzice nie mogą skorzystać z pomocy kościoła, państwa, czy innych instytucji. Mówimy jednak o ich pierwotnym prawie i odpowiedzialności. Jeśli założymy, że to państwo, a nie rodzice są odpowiedzialni za edukację, to siłą rzeczy będzie to rodziło napięcia i nieskończone dyskusje: czego powinny uczyć się polskie dzieci? i Kto o tym będzie decydował? Odpowiedź brzmi: oczywiście rząd, co oznacza, że szkoły publiczne są placówkami kształtującymi wedle rządowej linii programowej. To zaś siłą rzeczy będzie oznaczało starcie i konflikt światopoglądów z rodzinami, które nie podzielają „rządowej” wizji świata. 

Problemem jest więc nie tyle treść programu szkolnego, lecz samo założenie, że państwo sprawuje kontrolę nad edukacją dzieci wszystkich obywateli. Historia zna przypadki, kiedy próbowano utrwalić jeden światopogląd w społeczeństwie przy pomocy powszechnego i obowiązkowego systemu szkolnictwa. Do czasu wyglądało na to, że wszystko idzie dobrze, aż któregoś dnia okazało się, że kontrolę nad edukacją przejęli ludzie o poglądach odmiennych od tych, które cechowały twórców systemu. 

W Bożym porządku to rodzina jest przede wszystkim ministerstwem zdrowia i edukacji, państwo jest ministerstwem sprawiedliwości, a kościół ministerstwem Słowa i sakramentów. Wszystkie one odpowiadają przed Królem - Bogiem, który ustanowił wszystkie trzy instytucje i powierzył ich delegowanym reprezentantom mandat.

Witaj w Ewangelicznym Kościele Reformowanym cz. 6. - Wspólne "Amen"

Kolejną rzeczą, która jest dość powszechna w kościołach CREC jest wspólnotowe Amen. Istnieją inne werbalne odpowiedzi, które praktykują nasze kościoły, lecz Amen jest najczęstszą z nich. Na przykład: po czytaniu Pisma Świętego, lektor mówi zwykle: „Oto Słowo Pańskie”, zaś zgromadzenie odpowiada: „Bogu niech będą dzięki”. Podczas wezwania do uwielbienia, pastor rozpoczyna od powitania, które różni się w zależności od roku kościelnego, zaś wspólnota również odpowiada razem. 

Jednak najczęstszą odpowiedzią jest AmenJest to coś, co nasze wspólnoty mówią, gdy witamy nowych członków. Dotychczasowym członkom niekiedy zadajemy pytanie, czy przyjmują nowe osoby do wspólnoty i czy w ten sposób odnawiają własne swoje zobowiązania jako część kościoła. Odpowiedzią jest: Amen. Coś podobnego ma miejsce, gdy chrzcimy dziecko. Pytamy członków kościoła, czy obiecują pomagać i wspierać rodziców w chrześcijańskim wychowaniu dziecka. Odpowiedzią jest: Amen. Najczęściej Amen mówimy na zakończenie śpiewu Psalmów i hymnów. 

W Piśmie Świętym Amen jest rodzajem przysięgi. Jest to uroczyste i mocno brzmiące wyrażenie prawdy o tym, co właśnie zostało powiedziane. Wydźwięk tego słowa należy rozumieć jako: „absolutnie tak ”lub "niech tak się stanie". Amen pełni rolę właściwej konkluzji. „Pozdrawiają cię dzieci twojej wybranej siostry. Amen." (2 J 13). Amen jest rodzajem zakotwiczenia dla uwielbienia wzniesionego Bogu. „Jego jest moc na wieki wieków. Amen!” (1 Pt 5:11). Jest to odpowiednia reakcja, gdy ludzie przynoszą błogosławieństwo Bogu. „Ezdrasz pobłogosławił Pana, wielkiego Boga, a cały lud, podniósłszy swoje ręce odpowiedział: Amen, amen! Następnie skłonili swoje głowy i oddali Panu pokłon z twarzami zwróconymi ku ziemi." (Neh. 8:6). 

Znaczenie tego słowa widzimy w sposobie, w jaki Paweł używa go, aby opisać samego Pana Jezusa. "Bo obietnice Boże, ile ich było, w nim znalazły swoje "Tak"; dlatego też przez niego mówimy "Amen" ku chwale Bożej.” (2 Kor. 1:20). 

W Nowym Testamencie widzimy oczekiwanie, że będzie to zwyczajowa część nabożeństwa. Nie możemy powiedzieć Amen, jeśli czegoś nie rozumiemy (1 Kor. 14:16). W związku z tym chcemy zapewnić liczne możliwości, w których wierni mogą się uczyć mówić Amen i jak czynić to ze zrozumieniem. 

środa, 24 kwietnia 2019

Bądź bliżej nas!

Drodzy! 

Facebookowy profil naszego Ewangelicznego Kościoła Reformowanego w Gdańsku przekroczył 1000 "polubień". Dziękuję wszystkim, którzy są częścią naszej służby, również osobom spoza Trójmiasta, które modlą się o nas, korzystają z naszych nauczań, polecają, udostępniają i zachęcają nas dobrym słowem. 

W ostatnich dwóch latach kilka osób przeprowadziło się do Trójmiasta ze względu na nasz Kościół. Zapraszamy również i Ciebie, jeśli szukasz chrześcijańskiej wspólnoty, która: 
- kocha Boga i ludzi 
- wiernie naucza i trzyma się całego Pisma Świętego jako jedynego natchnionego autorytetu (Słowa od Pana) 
- szanuje historyczność i ciągłość Kościoła Powszechnego, w tym wyznań i konfesji Reformacji 
- śpiewa Psalmy, hymny i pieśni (przy akompaniamencie gitar, pianina, fletu poprzecznego i bębna). 
 - ma pełne pasji liturgiczne nabożeństwo, na którym obecni nie są widzami, lecz zaangażowanymi uczestnikami. Wspólnie się modlą Ojcze Nasz, wyznają wiarę (Apostolskie Credo), odpowiadają, klękają, wspólnie wznoszą ręce (podczas Gloria Patri i Doksologii) itp. 
- sprawuje cotygodniową Komunię (Wieczerzę Pańską) 
- przyjmuje do wspólnoty Kościoła dzieci i niemowlęta poprzez chrzest, udziela Komunii dzieciom oraz wspiera rodziców w wychowaniu oraz edukacji chrześcijańskiej 
- jest zaangażowana kulturowo rozpoznając autorytet królującego Chrystusa (i Jego Słowa: Biblii) ponad wszystkim i w każdej sferze życia 
- ceni i aktywnie promuje biblijne wartości w rodzinie, małżeństwie, wychowaniu, edukacji... 
- roztacza duszpasterską opiekę nad wiernymi, dba o więzi, miłość i służbę wzajemną 
- wspiera potrzebujących, słabnących i szukających Nasze aktywności możesz śledzić poprzez: 
- blog: pbartosik.pl 
- kanał ReformacjaTV
- naszą stronę internetową: gdansk.reformacja.pl 
- Wydawnictwo Trinity (w maju kolejny tytuł) 
- Instagram: instagram.com/pawel_bartosik/ 
- Twitter: twitter.com/PawelBartosik 

Najlepiej jednak nas odwiedzić. Nabożeństwa mamy co tydzień w Domu Harcerza w Gdańsku ul. Za Murami 2-10 o godzinie 11.00 :-) 

Jeśli chciałbyś nas wspierać, możesz to zrobić pamiętając o nas w modlitwie, dzieląc się naszymi nauczaniami lub wpłacając darowiznę na konto: 
07 2340 0009 1040 4010 0002 2312 

Wszystkim wspierającym wysyłamy kwartalny Newsletter z opisem naszych służb, aktywności i wydarzeń z życia Kościoła. 

Błogosławieństw Zmartwychwstałego Chrystusa!

Jezusowi nikt nie odebrał życia

Kiedy myślimy o odkupieńczej śmierci Pana Jezusa, możemy za Biblią wskazać jej historycznych sprawców. Byli nimi "Herod i Poncjusz Piłat z poganami i pokoleniami Izraela" (Dz.Ap. 4:27). Pana Jezusa, owszem, skazali ludzie i ukrzyżowali Go ludzie. Stało się tak, ponieważ On sam zechciał dać swoje życie. Dlatego powiedział:

Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli. Mam moc dać je i mam moc znowu je odzyskać; taki rozkaz wziąłem od Ojca mego. (Jn 10:18) 

Wspomnijcie, jak mówił wam, będąc jeszcze w Galilei, że Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzesznych ludzi i musi być ukrzyżowany, a dnia trzeciego powstać. (Łk 24:6-7) 

Syn Człowieczy musi być wydany, ukrzyżowany. To czasowniki w stronie biernej. Te rzeczy czynili wobec Jezusa ludzie. Nie robił ich sobie sam. Jednak słowo "musi" oznajmia nam, że ktoś jeszcze stał za tym wszystkim, co się działo i ponad planem grzesznych ludźmi. 

Niewidzialna ręka Boga prowadziła wolne i odpowiedzialne decyzje bezbożnych, którzy są autorami grzechu. Bóg miał nie tylko w ogólności plan zbawienia świata, lecz kierował okolicznościami, które prowadziły do ukrzyżowania Świętego:

Powstali królowie ziemscy i książęta zebrali się społem przeciw Panu i przeciw Chrystusowi jego. Zgromadzili się bowiem istotnie w tym mieście przeciwko świętemu Synowi twemu, Jezusowi, którego namaściłeś, Herod i Poncjusz Piłat z poganami i plemionami izraelskimi, aby uczynić wszystko, co twoja ręka i twój wyrok przedtem ustaliły, żeby się stało. (Dz. Ap. 4:26-28) 

Mężowie izraelscy! Posłuchajcie tych słów: Jezusa Nazareńskiego, męża, którego Bóg wśród was uwierzytelnił przez czyny niezwykłe, cuda i znaki, jakie Bóg przez niego między wami uczynił, jak to sami wiecie, gdy według powziętego z góry Bożego postanowienia i planu został wydany, tego wyście rękami bezbożnych ukrzyżowali i zabili; ale Bóg go wzbudził, rozwiązawszy więzy śmierci, gdyż było rzeczą niemożliwą, aby przez nią był pokonany. (Dz. Ap. 2:22-24)

Ponad wszystkim, co się działo stał Boży plan zmartwychwstania i chwały przyszłego życia. Boża ręka prowadzi historię ku Jego celom. Nawet decyzje bezbożnych, autorów grzechu (za który są odpowiedzialni) znajdują swoje istotne miejsce w Jego planie. 

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Maria powiedziała Bogu: tak!

Faryzeusze, widząc wiwatujący tłum podczas triumfalnego wjazdu Jerozolimy chcieli, by ludzie zamilkli, by przestali wyznawać Chrystusa jako Króla przychodzącego w imieniu Pańskim. Lecz niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom. (Łk 19.39). 

On jednak odpowiedział: "Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą." (Łk 19:40)

Innymi słowy, nie da się tego ukryć, nie da się uciszyć prawdy, że Chrystus jest królem. Nawet kamienie będą o tym krzyczeć jeśli oni zamilkną. To publiczna wieść. Jeśli oni zamilkną, wieść o tym rozniesie się inaczej, ale wy nie będziecie mieli w tym udziału. Bóg sobie poradzi.

Przypomina to słowa Mordochaja do Estery, gdy już była królową na dworze króla Achaszwerosza.

"Przekazał Mordochaj Esterze taką odpowiedź: Nie wyobrażaj sobie, że ty jedna spośród wszystkich Żydów ocalejesz dlatego, że jesteś w pałacu królewskim. Bo jeśli ty w takim czasie będziesz milczeć, ratunek i ocalenie dla Żydów przyjdą skądinąd, lecz ty i dom twego ojca zginiecie. Kto zaś wie, czy godności królewskiej nie osiągnęłaś właśnie na taki czas, jak obecny? (Est 4.13-14)

Nawet jeśli ty nie ocalisz Żydów, to Bóg znajdzie inny sposób. Dał tobie tę możliwość, byś uczestniczyła w Jego planie, ale to nie jest tak, że On potrzebuje ciebie. To raczej ty potrzebujesz Jego.

Współcześnie wiele maryjnych pieśni w Kościele Rzymskokatolickim opowiada o jej wkładzie w dzieło zbawienia, nazywając ją "Współodkupicielką". Wszak aniołowi powiedziała "tak" (Łk 1:38). Zgodziła się! Na moment świat stanął w miejscu, a Abraham, Mojżesz i Eliasz ściskali kciuki, by pobożna Maria zgodziła się wydać na świat Bożego Syna. Nasze zbawienie wisiało na włosku! Co powie Maria?! Jest odpowiedź! Powiedziała Bogu: "tak!". 

Nie zapominajmy. "Bo jeśli ty w takim czasie będziesz milczeć, ratunek i ocalenie dla Żydów przyjdą skądinąd (...)". 

Bóg wybrał Marię na matkę Chrystusa. Okazał jej łaskę i dał ochotną wolę. Możemy oczywiście teoretyzować, co by było gdyby... Gdyby Maria powiedziałaby aniołowi: "nie" – Bóg znalazłby inną kobietę, by urodziła Jego Syna. To nie na decyzji Marii Bóg oparł zbawienie świata. Jeśli ci będą milczeć, kamienie krzyczeć będą. Bóg z tych kamieni ma moc wzbudzić potomstwo Abrahama, jeśli wy odrzucicie wiarę Abrahama. Bóg sobie poradzi. Bardziej martwię się o ciebie. 

Bóg nie jest związany przez ludzką decyzję. Ma moc skruszyć każdą zatwardziałą wolę - i robi to, jak widzimy w Biblii oraz patrząc na miliony nawróconych ludzi na świecie! Właściwą decyzją, kiedy Bóg przychodzi do człowieka jest: Tak, Panie. Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim. Niech mi się stanie według Słowa Twego. Mów Panie, bo sługa Twój słucha.

Nie dlatego, że Bóg potrzebuje twojego "tak". To raczej ty potrzebujesz Bożego "tak" i swojego "tak", by móc współuczestniczyć w Bożym zbawieniu i Bożej radości.

sobota, 13 kwietnia 2019

Dlaczego Mesjasz musiał być Bogiem i człowiekiem?

Z narodzeniem, życiem, ukrzyżowaniem, zmartwychwstaniem i wniebowstąpieniem Jezusa łączą się dwie rzeczy, które wciąż musimy podkreślać i o nich pamiętać.
JEZUS BYŁ W PEŁNI CZŁOWIEKIEM
Został poczęty z Ducha Świętego (Mt 1:18), a nie woli mężczyzny. Nie został obciążony jak my - grzechem Adama (pierworodnym). Adam nie był jego reprezentantem w Edenie (tak jak naszym), dlatego skutki grzechu Adama nie zostały przypisane Chrystusowi, tak jak nam (Rzym 5:12-21). Podczas swojej ziemskiej służby Syn Boży nie zgrzeszył jak my, mimo iż urodził się jako jeden z nas, jako w pełni człowiek z krwi i kości (Hbr 2:18; 4:15). Urodził się jak my, wzrastał jak my, płakał, śmiał się, cierpiał głód, pracował i znosił trudy życia - jak my. 
Dlaczego to jest takie ważne? Dlatego, że tylko w pełni człowiek mógł zostać naszym reprezentantem i ponieść karę należną rodzajowi ludzkiemu. Za grzechy ludzi musiał być ukarany człowiek, nie zaś inne stworzenie: anioł, lub zwierzę. Co więcej: musiał to być bezgrzeszny człowiek! Każdy inny człowiek musiałby ponieść sąd za własne przewinienia i nie mógłby być reprezentantem innych ludzi. Tylko Jezus jako człowiek narodzony w Betlejem mógł stać się naszym współczującym Arcykapłanem, który złożył doskonałą ofiarę za nasze grzechy. Widzimy więc, że narodzenie Jezusa w ludzkiej postaci miało na celu zbawienie ludzi z ich grzechów i odnowienie świata. Nie było czymś drugorzędnym, poddanym innemu, ważniejszemu celowi. Jezus stał się jednym z nas, by umrzeć w nasze miejsce. W kontekście człowieczeństwa Jezusa musimy pamiętać o jeszcze jednej rzeczy: On wciąż (i na zawsze) pozostaje człowiekiem jako jedyny pośrednik między Bogiem, a ludźmi (1 Tm 2:5; Hbr 12:24). Jako człowiek (w zmartwychwstałym ciele) odszedł do nieba (Dz.Ap.1:9-11) skąd sprawuje swoje rządy nad światem podbijając narody swoim Słowem i mocą Ewangelii. Jezus wciąż pozostaje człowiekiem w uwielbionym, zmartwychwstałym ciele (1 Kor 15:48-49) – naszym reprezentantem w niebie.
JEZUS BYŁ W PEŁNI BOGIEM
Zbawiciel jednak musiał być nie tylko człowiekiem. Musiał być również w pełni Bogiem (Mt 1:23; Jn 20:28; Rzym 9:5; 1 Jn 5:20). Dlaczego? Aby nasze zbawienie było pewne. W przeciwnym przypadku byłoby ono potencjalne i niepewne. Każda inna istota poza samym Bogiem (anioł lub człowiek) mógł upaść. To musiał być Bóg, by w doskonały sposób wypełnić Prawo. Żaden człowiek nie byłby w stanie tego uczynić (Rzym 3:23). To musiał być Bóg, by zbawienie było dziełem Bożym, a nie stworzenia. Dlatego jako chrześcijanie z całą stanowczością wyznajemy, że nasze zbawienie od początku do końca jest Bożym dziełem. Nawet nasza wiara jest Jego dziełem (Ef 1:19; Dz. Ap. 13:48). Ojciec wybrał nas przed założeniem świata (Ef 1:4, 1 Tes 1:4; Rzym 8:33). Syn umarł za tych których dał mu Ojciec (Rzym 14:15; Jan 10:15; 20:28). Duch Święty zaś powołuje owce do wiary (Dz.Ap.13:48; 14:27; 11:18). 

Podkreślamy bóstwo Jezusa właśnie ze względu na dzieło zbawienia dokonane przez Boga (którym On jest). Nikt inny poza osobą, która jest w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem nie mógłby być naszym Zbawicielem i Odkupicielem. Dlatego Syn Boży przyszedł w ciele (1 Tym 3:16) jako Bóg-Człowiek, aby „oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach.” (Tyt 3:14). Czy mamy poprzestać tylko na znajomości tych prawd? Oczywiście, że nie! Żadna prawda Pisma Świętego nie jest nam podana by pozostała tylko w sferze naszego zrozumienia. Raczej Bóg objawia nam je, by wywierały wpływ na nasze życie. On chce nas upodabniać do Siebie. Niech prawda o Wcieleniu Syna Bożego prowadzi nas do chwalebnej wdzięczności za Bożą mądrość i łaskawość, którą okazał w dziele odkupienia swojego ludu.

czwartek, 11 kwietnia 2019

Grzech niszczenia Biblii

Znajomy wysłał mi link do nagrania, w którym żona "pastora" tzw. "Kościoła Mocy" niszczy Biblię swojego męża (za jego zgodą). Wyrywając kartki, kopiąc egzemplarz Pisma Świętego woła kilkukrotnie: tyle jest warta wiedza! Mąż natomiast, niczym Adam w Ogrodzie, milcząco obserwował jej szaleństwo. Przepraszam, właściwie to nie tylko zamknął usta, ale i oczy.

Cóż, jak widać Nergal ma sojuszników w miejscach, w których wielu mogło tego nie podejrzewać, choć zagrożenie, o którym mówił Pan Jezus, że kościół może stać się synagogą Szatana, nie przestaje być realne po dwóch tysiącach lat (Obj 2:9). O "Kościele Mocy" nie wiedziałem za wiele. Obejrzałem kilka nagrań z "uwielbienia", posłuchałem kilku przemówień Artura Cerońskiego, poczytałem paru opinii (krytyków i zwolenników). Cóż, w zasadzie to wystarczy, by uznać, że z biblijnym chrześcijaństwem i wiarą kościoła nie ma to wiele wspólnego. "Kościół Mocy" i jego duchowość to okultyzm i szamanizm opakowane w chrześcijańską terminologię. To moc, która wprowadza zamęt, niepokój, zranienia, podziały, lęki i duchowe zniewolenia. Patrząc na nagrania z ich spotkań nie dziwi brak szacunku do Bożego Słowa, które publicznie jest niszczone.

Niestety jest to kierunek obrany przez konsekwentny ruch charyzmatyczny, a także wpływ destrukcyjnej, liberalnej teologii na współczesny kościół. Uznaje ona Biblię za książkę o Bogu, nie zaś od Boga. Prowadzi to do przekonania, że Biblia nie jest Słowem Bożym, lecz zawiera Słowo Boże. Co więc jest, a co nie jest Słowem od Boga w Biblii? Cóż, wykształceni specjaliści od wyższej krytyki tekstu nam arbitralnie o tym powiedzą. Jeśli macie nożyczki powiedzą wam również, które rozdziały Biblii możecie wyciąć jako nienatchnione, niehistoryczne, nie poddające się weryfikacji naukowej (np. biblijne cuda). 

Ten sposób myślenia może rzadko występuje we wspólnotach charyzmatycznych w takiej formie, lecz przenika on w bardziej "uduchowionej", subtelnej postaci. Polega ona na oddzieleniu działania Ducha Świętego od Słowa Bożego. Biblia określana jest "martwą literą", "suchą wiedzą", zaś Duch przynosi życie, świeże objawienie, doświadczenie tzw. "chrztu w Duchu" itd. 

Biblia jest martwa, ponieważ staje się nudna, a my przecież chcemy Najnowszego Testamentu, chcemy ekscytować się naszą intymną, prywatną relacją z Jezusem! Łakniemy nadprzyrodzoności przy każdej porannej toalecie, w drodze do pracy, gotowaniu zupy, remoncie łazienki. Nawet kody kreskowe układają nam się w znaki, a kolejność stacji radiowych w samochodowym sprzęcie to namiar na biblijny werset, przez który Pan chce dziś do mnie przemówić!

Skoro więc Biblia to wiedza, która bez "ożywczego działania Ducha we mnie" jest sucha, martwa, bezużyteczna, to w zasadzie cóż złego w tym, że ktoś rozrzuca na podłogę papier z czcionką drukarską? Skoro krzyż to jedynie dwie zbite drewniane belki, to cóż złego w tym, że użyjemy ich do ogrzania domu? Skoro chleb i wino podczas Wieczerzy Pańskiej to zwykłe ziarna, woda i owoce winorośli, to cóż złego w tym, że rzucimy nimi o podłogę ze słowami: "tyle są warte węglowodany, białko i cukier!". To pogański sposób myślenia o tym, co fizyczne, a więc Boże. Bóg objawił się w ciele - uświęcając w ten sposób materialną formę. Chrystus odżywia nas i karmi poprzez fizyczne środki, które w Jego rękach niosą duchowe, nadprzyrodzone skutki. 

Jeśli Biblia jest martwym słowem, "literą", "suchą wiedzą", a jej moc, świeżość, życie, zależą od tego, czy słowa z Księgi Ozeasza, Samuela, Joela, Listu do Filipian itd. trafiają do mojego serca - wówczas zasadne jest traktowanie jej jak butelki, z której dżin wychodzi tylko wówczas, gdy znam właściwe zaklęcie. Jeśli nie wychodzi, wówczas można ją rozbić. Nie działa. Bóg milczy. Nie mówi. Nie chce wyjść spomiędzy okładek.

Ten sposób traktowania Pisma Świętego ma więcej wspólnego z myśleniem magicznym, niż z chrześcijaństwem. Biblia sama o sobie mówi, że jest Słowem żywym, nie martwym (Hbr 4:12). Jest niczym ostry miecz przenikający nasze dusze. Jest niczym ogień i młot kruszący skałę (Jer 23:29). Jest Słowem Bożym, które wszystko powołuje do życia (Jn 1:1). Chrystus jest nazwany Słowem Bożym (Obj 19:13), zaś Ojciec nade wszystko wywyższył imię oraz Słowo Swoje (Ps 138:2).

Boże Słowo jest żywe - niezależnie od ludzkiej opinii. To nie człowiek swoją wiarą sprawia, że Słowo Boże zaczyna żyć. Ono jest żywe samo w sobie, nawet gdy duchowo martwy człowiek widzi w nim tylko przymiotniki, spółgłoski, akapity lub zdania złożone. Skuteczność, moc Biblii nie wynika z nadania ich przez człowieka. Kiedy ślepy człowiek spogląda na słońce i mówi, że niczego nie widzi - problem nie jest w słońcu. Głupotą byłaby chęć strącenia słońca z nieba tylko dlatego, że paru głupców uważa, że "tyle jest warta wiedza o słońcu!". Problem nie jest w blasku słońca. Problem tkwi w oczach ślepego. 

Wielu ludzi oddawało życie lub ryzykowało życiem, by Państwo Cerońscy mieli swój egzemplarz Pisma Świętego. Pani Cerońska i jej mąż jeśli boją się Boga i kochają Chrystusa z pewnością wyznają swój grzech publicznie. Jednak nawrócenie w tej sytuacji nie powinno polegać na wyznaniu, że postąpili pochopnie raniąc uczucia chrześcijan, który oglądali film na youtube i negatywnie go skomentowali. Nawrócenie powinno nieść ze sobą autentyczny żal z powodu grzechu pogardy wobec Boga i bluźnierstwa wobec Niego. Nawrócenie powinno nieść ze sobą zamknięcie tzw. "Kościoła Mocy" i dołączenie do autentycznego Kościoła, który szanuje Boże Słowo, wiernie je wykłada, sprawuje sakramenty i śpiewa Psalmy zamiast okultystycznych mantr. 

wtorek, 9 kwietnia 2019

List do Nieprzeciętnych

COŚ, CO NAS ŁĄCZY
Cieszę się, że czujesz się wyjątkowy. To dobrze. Zaraz Ci powiem dlaczego. Jednak pomimo Twojej wyjątkowości jest bardzo podstawowa rzecz, która sprawia, że w pewnym sensie w niczym nie różnisz się ode mnie, Twojego sąsiada i reszty ludzi na ziemi. Zanim wskażę ją Tobie, uczciwość wymaga, bym zaczął od siebie.
Nie jestem mordercą, ani cudzołożnikiem w powszechnym znaczeniu tych pojęć. Jednak złamałem Boże Prawo. Gniewałem się na bliźniego i pożądałem w sercu żony i rzeczy, która należy do mojego brata. Jestem więc przestępcą Bożego Prawa, również na wiele innych sposobów. Potrzebuję Zbawiciela. Być może nie znamy się osobiście, lecz z pewnością jesteś w podobnej sytuacji. Prawdopodobnie nikogo nie zabiłeś, ani nie porwałeś. Jednak złamałeś Boże Prawo.  Sądzę, że dostrzegasz to w swoim życiu: "Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej" (Rzym 3:23). W świetle Bożego Prawa jesteśmy przestępcami. Sąd jest nieuchronny. W tym przypadku nie da się uciec, ani uniknąć sprawiedliwości. Tu nie ma niewinnych ani uprzywilejowanych. Ani ja, ani Ty nie jesteśmy tak źli jak tylko zły mógłby być człowiek. Przyznaj jednak, że łatwo Ci wychodzi łamanie Bożego Prawa, na które być może nawet do tej pory nie zwracałeś uwagi i bagatelizowałeś jego ostrzeżenia. Skutek jest taki, że jesteś winny, tak samo jak ja. Złamaliśmy Boże Prawo. 
Posłuchaj co mówi Jezus: "Słyszeliście, iż powiedziano: Nie będziesz cudzołożył. A Ja wam powiadam,że każdy kto patrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu swoim." (Mt. 5:27-28). "Słyszeliście, iż powiedziano przodkom: Nie będziesz zabijał, a kto by zabił, pójdzie pod sąd. A Ja wam powiadam, że każdy, kto się gniewa na brata swego, pójdzie pod sąd (...), a kto by rzekł: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny." (Mt. 5:21-22). 
Mocne słowa, prawda? Tak jednak mówi odwieczny Bóg, który stał się człowiekiem ponad 2000 lat temu. Mam nadzieję, że już widzisz, iż jest coś co nas łączy: grzech.
ZŁA NOWINA
Pytasz jednak: "Co z tego wynika?". Już Ci mówię. Bardzo wiele. Narzekasz na brak sprawiedliwości w świecie ? Bez obaw. Bóg z pewnością jej nie pominie i nie zaniedba. To powinno być dla Ciebie pociechą. Każdy z nas otrzyma sprawiedliwą odpłatę za to, jak żył na ziemi. Jednak z drugiej strony powinno Cię to zasmucić. Mnie to prowadzi do smutku, ponieważ wiem jakie jest moje życie, jak wiele brakuje mi do Bożych standardów i ile razy łamałem Boże przykazania. Wiem jaki jest sprawiedliwy wyrok za moje postępowanie i grzechy. Święty i sprawiedliwy Sędzia zawczasu nam to oznajmił, by nas przestrzec i uratować. Teraz uważaj. Tym wyrokiem jest... śmierć - w wymiarze fizycznym oraz wiecznym, czyli piekło - miejsce wiecznego cierpienia i oddzielenia od Boga. Obraza majestatu nieskończonego Boga domaga się kary, która musi być spłacana przez całą wieczność. Piekło jest pomnikiem ludzkiego wyboru - życia w grzechu bez Boga, ustawicznego buntu wobec Jego Osoby i przykazań.
Potrafisz to sobie wyobrazić? Ja nie. Lecz nie o to chodzi. Chodzi o to, co mówi Bóg. On nie kłamie. On jest Prawdą, a Boże ostrzeżenia są dla nas życiem i ochroną (5Mj. 32:46-47; Prz. 1:23; Ez. 3:17). 
Hej, jesteś tam jeszcze? Mam nadzieję, że wywołałem u Ciebie chwilę na zastanowienie się nad stanem Twojej duszy. Mimo upadku wciąż jednak jesteś kimś szczególnym. Pójdźmy dalej.
Czy sprawiedliwy Bóg zbagatelizuje moje i Twoje przestępstwa? Czy wciąż pozostawałby sprawiedliwy i święty będąc pobłażliwym wobec nieprawości i niegodziwości naszych myśli, pragnień, słów i czynów? Pytasz: "A co z Jego miłosierdziem? Przecież nie powinien być aż tak surowy względem słabych i ułomnych ludzi, których sam stworzył..."
Zaraz, zaraz... Wierzysz w Bożą sprawiedliwość? Ja wierzę. To, co my często nazywamy „ułomnością” i „słabością” Bóg nazywa grzechem, buntem i przestępstwem wobec Jego Prawa. Słabość i ułomność wywołuje współczucie. Jednak moralne zło wymaga konsekwencji. Jak Bóg reaguje na przestępstwo? Wybacz, ale za chwilę padnie słowo, po którym, zapewne opuścisz tą stronę. Reakcją Boga na grzech jest... gniew. Tak, mówię o Bogu. Świętym, dobrym, miłosiernym Bogu.
Jesteś tam jeszcze? Cieszę się, że nie odszedłeś. Właśnie przełknąłeś złą nowinę. Zaraz będę miał i dobrą. Uzbrój się, proszę, w cierpliwość.
Pozwól, że powtórzę: Bożą reakcją na grzech człowieka jest gniew. Dziwne, prawda? Bóg, który się gniewa? Piekło, które nie ma końca? Pytasz skąd to wszystko wiem? To proste: z Jego Słowa - Biblii. Bóg sam powiedział nam o tym, jaki jest Jego stosunek do naszego grzechu i jaki jest sprawiedliwy wyrok za złamanie Bożych przykazań. Czy jednak dobry i miłosierny Bóg może się gniewać? Jak najbardziej! Sam zobacz co Twój Stwórca mówi o Sobie: 
„Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę”. (Rzym 1:18) 
„Ty jednak przez zatwardziałość swoją i nieskruszone serce gromadzisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu Boga” (Rzym. 2:5, porównaj z Rzym. 2:8; Kol. 3:5-6; Ap. 14:10; 19:15). 
Święty Bóg w Trójcy Jedyny nienawidzi grzechu. Z pewnością nie tak jest z nami. Od samych narodzin kochamy grzech. Jednym z pierwszych słów jakich uczymy się jako dzieci brzmi: „nie!”. Nie trzeba ich uczyć nieposłuszeństwa wobec rodziców, nie trzeba ich uczyć zazdrości, egocentryzmu i agresji. Nie musimy uczyć się grzeszyć. To nasz stan od samego poczęcia. Psalmista wyznaje: „Oto urodziłem się w przewinieniu i w grzechu poczęła mnie matka moja” (Ps 51:7). Stało się tak dlatego, że nasi pierwsi rodzice - Adam i Ewa zgrzeszyli w Ogrodzie Eden pozbawiając się stanu niewinności i więzi z Bogiem. Od tej pory każdy z nas przychodzi na świat w rodzinie upadłego ojca - Adama, dziedzicząc jego grzech (pierworodny), ale i dokładając własne. Grzeszymy, ponieważ rodzimy się grzesznikami (Rzym 5.12-21).
SĄD JEST REALNY
Mówiłem, że Bóg nie pozostawia grzechu bez kary. Nie wierzysz mi? Pamiętasz Noego, który zbudował Arkę? Bóg ocalił jego i jego rodzinę przed potopem. Noe nie był bez grzechu, a jednak został nazwany "sprawiedliwym" ze względu na to, że ufał Bogu. Wierzył każdemu Jego Słowu. Pozostali ludzie za czasów Noego zginęli pod wodami potopu, choć przecież nie wszyscy z nich byli wielkimi nikczemnikami. Wszystkich jednak łączyła jedna rzecz: byli grzesznikami. I dobrze im z tym było. Nie chcieli zmian. Identycznie jak wielu z nas. Zmiany burzą poczucie bezpieczeństwa i stare przyzwyczajenia. Pracowici rolnicy, uczciwi zarządcy, ludzie religijni, moralni ateiści, statystyczni podatnicy, oddane domowi gospodynie, poczciwe staruszki, urocze berbecie... wszyscy zginęli pod wodami potopu. Sąd dosięgnął wszystkich. „Bóg? Potop? Sąd? Arka? To jakieś brednie! Noe, po co ci ten statek, czy naprawdę sąd jest realny? Mnóstwo wody?! Niemożliwe! Nikt dotąd nie widział deszczu, nie mówiąc już o tak ogromnych ilościach! Jeśli gdzieś w ogóle jest ktoś taki jak Bóg, to zapewne nie za bardzo go obchodzi jak żyjemy i w co wierzymy. Przestań męczyć nasze uszy baśniami o Bogu, sądzie i potopie.” 
Wielu z nich zapewne tak myślało. Nie skorzystali z ratunku. Kiedy Bóg zamknął drzwi Arki być może niektórzy zdali sobie sprawę, że sąd jest realny. Na zmiany było jednak za późno. Bóg zamknął drzwi (Rdz 7:16). Czas łaski i Bożej cierpliwości dobiegł końca.
Jesteśmy w podobnej sytuacji. Wciąż uciekamy i tłumimy świadomość, że kiedyś staniemy przed trybunałem Świętego Boga. Niewygodnie żyje się z myślami o czekającym nas rozliczeniu całego życia. Tym bardziej, że wyrok już został ogłoszony: wieczna śmierć (Rzym. 3:23, 6:23). Nie łudzę się, że jakoś to ze mną będzie. Bóg jest prawdomówny. Mam nadzieję, że nie boisz się spojrzeć prawdzie w oczy. Może myślisz: „A nawet gdyby miał być jakiś sąd... Bez przesady. Nie jestem przecież seryjnym mordercą, lub gwałcicielem. Ufff... Na szczęście. Nie powinno być źle.” Proszę, nie łudź się, że jakoś to będzie również z Tobą. Reinkarnacja, czyściec lub zupełne unicestwienie może i są pocieszającymi opcjami, niemniej jednak złudnymi. Pan Jezus mówił o dwóch drogach: wąskiej prowadzącej do życia i szerokiej prowadzącej do wiecznego zatracenia (Mt. 7:13-14). Wierzysz Mu?
SCHRONIENIE I RATUNEK
Nie chcę by te słowa Cię obrażały, lecz by przywiodły Cię do opamiętania, do odwrócenia się od grzechów i szukania przebaczenia w Chrystusie. Jeśli wątpisz w realność Bożego sądu za swoje nieprawości - spójrz na krzyż Chrystusa. Czy myślałeś kiedyś w ten sposób: „Jezu, po co ci ten krzyż? Czy naprawdę musiałeś go dźwigać, by potem na nim umrzeć? Naprawdę było to konieczne?! Przecież było i jest tyle wspaniałych religii i duchowych dróg, w których można się zrealizować i odnaleźć. Po co ta okrutna śmierć!?”? 
Bóg daje odpowiedź w Biblii. Tak, było to konieczne. Jeśli Bóg miałby w jakikolwiek sposób oddalić swój gniew od nas - był to jedyny sposób. Śmierć niewinnego Syna Bożego w miejsce winnych ludzi. Sprawiedliwy gniew Boga spadł na Jego Syna "który nas ocalił przed nadchodzącym gniewem Bożym." (1 Tes. 1:10). Kogo Jezus ocalił przed nadchodzącym gniewem Bożym? Tych, którzy nawrócili się do Niego i zaufali Chrystusowi poddając Jego woli wszystkie dziedziny swojego życia. 
Przeczytaj proszę List do Rzymian 5:8-9: "Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł. Tym bardziej więc teraz, usprawiedliwieni krwią jego, będziemy przez niego zachowani od gniewu."
Czy mówiłem, że Bóg jest miłosierny? Wspaniale, że taki jest! On nas ratuje z szerokiej drogi. Obiecuje uchylić wyrok śmierci ciążący nad nami i darować nasz dług spowodowany naszymi grzechami. Za wszystko zapłacił On sam ponad 2000 lat temu w osobie Swego Syna, Boga objawionego w ciele - Jezusa Chrystusa. Jezus urodził się jako człowiek, by jako nasz reprezentant, nasz król cierpieć w nasze miejsce. Kara za nasze winy została wymierzona.
Czy mówiłem, że Bóg jest sprawiedliwy? Wspaniale, że taki jest! Sprawiedliwy Boży gniew spadł zamiast na nas - na Jego umiłowanego Syna. Dlaczego? Ponieważ Bóg chciał nas uchronić przed wiecznym cierpieniem! Tak bardzo nas ukochał! Dług za nasze grzechy został zapłacony. Wyrok został wykonany. Jezus wisząc na krzyżu rzekł: „Wykonało się!” Zbawienie i ratunek dla ludzi ze wszystkich narodów stały się faktem. Trzy dni później Jezus powstał z martwych dając dowód, że śmierć została pokonana. To również zapowiedź naszego zmartwychwstania. Po zmartwychwstaniu nasz Pan odszedł fizycznie do nieba pozostając Bogiem i Człowiekiem. On obecnie panuje i zmienia ludzkie serca mocą Swojego Słowa poprzez działanie Ducha Świętego. Przyszedł na świat początkując Boże Królestwo na ziemi. Syn Boży przyszedł na ziemię jako człowiek, żył świętym życiem, umarł za grzeszników, zmartwychwstał i odszedł do Ojca. To jest właśnie Dobra Nowina. Ewangelia. To wieść o tym co uczynił Bóg! On ukochał ludzi tak bardzo, że postanowił ich uratować, dać im nowe życie. Życie wieczne.
Czy to wszystko? Czy w takim razie Ty i ja jesteśmy bezpieczni? To zależy. Zależy jak odpowiesz na Boże dzieło. Coś Ci powiem. Boża łaska jest większa niż nasz grzech, a Jego moc większa niż nasza zatwardziałość. On sprawił, że uwierzyłem Chrystusowi i postanowiłem zerwać z grzechem, zejść z szerokiej drogi (Ef 2:8-9; Dz. Ap. 18:27; Dz. Ap. 13:38). On obiecał ofiarować życie wieczne każdemu, kto w Niego wierzy. Obiecał, że nie odrzuci precz nikogo, kto do Niego przychodzi (Jn 6:44). Albo gniew Boży spadnie na Syna Człowieczego, albo spadnie w wieczności na Ciebie. Nie ma innej możliwości. Albo ufasz sobie, albo wierzysz Synowi Bożemu. Albo wierzysz sobie, lub innym systemom filozoficznym i religijnym, albo lgniesz wyłącznie do Chrystusa.
NAJWSPANIALSZY DAR
Coś jeszcze muszę dodać. Przez wiarę zostałem nie tylko usprawiedliwiony i pojednany z Bogiem (Rzym. 5:1). Otrzymałem życie wieczne! I wiem, że ten, który mi je dał nie zawodzi! Tak. Napisałem, że „otrzymałem”. To się stało! Tak powiedział Bóg. Zobacz sam: "Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota. To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny" (1Jn. 5:12-13). 
Przeszedłem ze śmierci do żywota. Nie stanę przed sądem. Sam Jezus to obiecał! "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł z śmierci do żywota" (Jn. 5:24). 
Nie zasłużyłem na nie swoim życiem, swoją religijnością, ani żadnymi innymi zasługami. A to dlatego, że jest ono darem od Boga, który otrzymałem wyłącznie dzięki Jego życzliwości i miłości (Rzym. 3:24; 5:15-17; 6:23). Spójrz jak bardzo On ukochał grzeszny, zepsuty, obojętny i zbuntowany wobec Niego świat (Jn. 3:16)! Nie potrafię tego zrozumieć. Jedyne co mogę w tym momencie powiedzieć to: Boże, wierzę Ci i dziękuję, że mnie tak bardzo ukochałeś, przebaczyłeś wszystkie grzechy i dałeś życie wieczne przez wiarę w Twojego Syna.
Już przestałem sobie wmawiać: „Nie jestem taki zły” lub „Statystycznie rzecz ujmując jestem nawet dobrym człowiekiem. Z pewnością piekło nie jest dla takich ludzi jak ja.” Dzięki Bożemu zmiłowaniu uwierzyłem Bożemu Słowu (Pismu Św.), że potrzebuję Zbawiciela i że Bóg w swojej miłości wobec mnie posłał Go, aby dać mi przebaczenie i życie wieczne. Każdy z nas Go potrzebuje, gdyż nikt z nas nie jest w stanie zbawić się sam, dzięki własnym zasługom. Ty i ja jesteśmy upadłymi ludźmi. Ty i ja potrzebujemy Jezusa.
TWOJA ODPOWIEDŹ
Jeśli jeszcze nie udałeś się w objęcia drogiego Zbawiciela, proszę Cię, abyś zawrócił z drogi, którą podążasz. Możesz stać się jeszcze bardziej nieprzeciętny. Możesz opuścić Miasto Zagłady, by udać się do Niebiańskiego Jeruzalem. Niewielu się na to decyduje, gdyż odstraszają ich trudy wędrówki i nieuniknione przeciwności. Dlatego dobrze oblicz koszty. Pamiętaj jednak, że życie wieczne i przebaczenie są na wyciągnięcie ręki. Wszystkie skarby mądrości, poznania, obfitującego i wiecznego życia z Bogiem są dostępne w Chrystusie. Jeśli szukasz przebaczenia, pokoju oraz czystej więzi z Bogiem, to nie ma innej drogi jak tylko przez Jezusa. On sam powiedział: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.” (Jn 14:6). Apostoł Piotr zaś nauczał: "I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni" (Dz. Ap. 4:12).
Mam nadzieję, że wciąż czujesz się wyjątkowy i nieprzeciętny. Pomimo swego upadku wciąż jesteś kimś ważnym dla Boga. Nie musisz jednak już więcej uciekać i tłumić myśli o tym, że pewnego dnia staniesz przed Świętym Bogiem. Możesz żyć ze świadomością, że udasz się tam bez lęku, przyodziany w sprawiedliwość Syna Bożego. Możesz być wolny, usprawiedliwiony i spokojny o swój wieczny los. Jeśli tylko zaufasz Jezusowi. On mnie zbawił, odmienił moje życie i troszczy się o mnie każdego dnia. Możesz również doświadczyć Jego miłości, dobroci i przebaczenia! Z całego serca życzę Ci tego!
Jeśli masz pytania o swoją więź z Bogiem lub dotyczące treści tego artykułu - napisz proszę na adres: bartosik7@gmail.com

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Jezus - drzewo życia

Chrystus przyszedł, aby odnowić w nas obraz Boży, który zniekształcił grzech. Przebaczenie grzechów i usprawiedliwienie jest początkiem tego procesu. 
Jezus wziął na siebie skutki upadku, zdjął je z nas i przyoblekł nas w swoją świętość i sprawiedliwość. 

Kara za grzech Adam to śmierć. Chrystus umarł i zawisł na krzyżu ponosząc naszą karę. 

Z powodu grzechu Adama wyrosły cierpnie i osty. Chrystus nosił koronę cierniową, biorąc na siebie przekleństwo, które przyszło nie tylko człowieka, lecz na całą ziemię.

Z powodu grzechu Adam został odłączony od obecności Boga w Ogrodzie. Również Chrystus modlił się: "Boże czemuś mnie opuścił". 

Adam nie miał dostępu do drzewa życia. W Księdze Apokalipsy czytamy o nowej ziemi, nowym niebie i dostępie do drzewa życia. Nie bez powodu Jezus został ukrzyżowany na drzewie życia wyrażając jednocześnie, że On sam jest drzewem, winnym krzewem dającym życie.

piątek, 5 kwietnia 2019

Jezus Chrystus żył wśród swoich wrogów

"Dla chrześcijanina nie jest czymś oczywistym, że dane mu jest żyć wśród chrześcijan. Jezus Chrystus żył wśród swoich wrogów. Na końcu opuścili Go całkowicie opuścili wszyscy uczniowie. Na krzyżu pozostał całkowicie sam, otoczony przez złoczyńców i szyderców. Po to zresztą przyszedł: aby wrogom Boga przynieść pokój. Również miejsce chrześcijaństwa znajduje się nie w odosobnieniu życia mniszego, lecz pośrodku wrogów. Tam ma swoje zadanie, swoją pracę. "Panowanie ma być pośrodku twoich wrogów. I kto tego nie chce uznać, ten nie chce być pod panowaniem Chrystusa, lecz pragnie znajdować się pośrodku przyjaciół, siedzieć między różami i liliami, być nie wśród złych, ale pobożnych ludzi. O, wy bluźniercy i zdrajcy Chrystusa! Gdyby Chrystus tak czynił, jak wy czynicie, któż ostałby się jako błogosławiony (Marcin Luter.". "Między narodami ich rozproszyłem i na obczyźnie o mnie pamiętać będą" (Zach 10.9). Lud rozproszony to chrześcijaństwo rozsiane - według woli Bożej - jak nasienie "we wszystkich królestwach ziemi" (Pwt 28.25). To jest jego przekleństwo i obietnica. Lud Boży musi żyć w dalekich krajach, pomiędzy niewiernymi, ale stanie się przez to nasienie królestwa Bożego w całym świecie."

Dietrich Bonhoeffer, Zycie wspólne