piątek, 2 grudnia 2016

Dwa rodzaje pytań

Jest różnica między życiowym wędrowcem, który pyta o tożsamość Boga po to, by dowiedzieć się czy istnieje i kim On jest, a kimś, kto pyta o tożsamość Boga, by gromadzić powody, dla uzasadnienia słuszności miejsca zwątpienia, w którym stoi. 

W pierwszym przypadku mamy obietnicę: "A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem" (Księga Jeremiasza 29.13). 

W drugim przypadku mamy diagnozę: "A to mówili, kusząc go, by mieć powód do oskarżenia go" (Ew. Jana 8.6). 

Z innych powodów pytanie zadał Etiopczyk (Dz.Ap.8.34), a z innych uczeni w Piśmie i faryzeusze (Mt 19.3; 21.23). Zadaniem chrześcijan jest odróżniać jeden rodzaj pytań od drugiego. Powołaniem szczerych wędrowców jest zadawać pierwszy rodzaj pytań.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Chrzest jako inicjacja kapłańska

Chrzest w Nowym Testamencie jest przyrównany do inicjacji kapłańskiej. Widzimy to zarówno w chrzcie Chrystusa w rzece Jordan, jak i w trynitarnym chrzcie ustanowionym przez naszego Zbawiciela.

Jeśli w Wieczerzy Pańskiej dostrzegamy wypełnienie wszelkich starotestamentowych posiłków, ceremonii i świąt, to w chrzcie powinniśmy dostrzegać wypełnienie nie tylko obrzezania, ale wszystkich rytów inicjacyjnych, włączając w to inicjację kapłańską. 

List Hebrajczyków 10.19-22
"Mając więc, bracia, ufność, iż przez krew Jezusa mamy wstęp do świątyni drogą nową i żywą, którą otworzył dla nas poprzez zasłonę, to jest przez ciało swoje, oraz kapłana wielkiego nad domem Bożym, wejdźmy na nią ze szczerym sercem, w pełni wiary, oczyszczeni w sercach od złego sumienia i obmyci na ciele wodą czystą".

Większość chrześcijan zgodziłaby się, że "obmycie na ciele wodą czystą" to odniesienie do chrztu. Powyższy fragment opisuje chrzest za pomocą terminologii wziętej ze Starego Testamentu i odnoszącej się do ordynacji, święceń kapłańskich.

Księga Wyjścia 29.4
"Aaronowi zaś i jego synom każesz podejść ku wejściu do Namiotu Zgromadzenia i obmyjesz ich wodą".

Księga Kapłańska 8.6
"Potem Mojżesz kazał zbliżyć się Aaronowi i jego synom i obmył ich wodą".

Mamy nie tylko analogię do pokropienia wodą, ale i do pokropienia krwią, którą obmyci są wszyscy wierzący w Nowym Przymierzu:

Księga Kapłańska 8.30
(30) Następnie wziął Mojżesz nieco oliwy do namaszczenia i nieco krwi, która była na ołtarzu, i pokropił Aarona, jego szaty, a z nim jego synów i szaty jego synów. Tak wyświęcił Aarona i jego szaty, a z nim jego synów i szaty jego synów.

„Piotr, apostoł Jezusa Chrystusa, do wychodźców rozproszonych po Poncie, Galacji, Kappadocji, Azji i Bitynii, wybranych według powziętego z góry postanowienia Boga, Ojca, poświęconych przez Ducha ku posłuszeństwu i pokropieniu krwią Jezusa Chrystusa: Łaska i pokój niech się wam rozmnożą”. (1 List Piotra 1.1-2)

„lecz wy podeszliście (...) do pośrednika nowego przymierza, Jezusa, i do krwi, którą się kropi, a która przemawia lepiej niż krew Abla”. (List do Hebrajczyków 12.22,24)

Inicjacja kapłańska w Nowym Przymierzu oznacza więc przejście przez krew (Chrystusa) i wodę (chrztu), która symbolizuje oczyszczenie z grzechów. Tą samą drogę przebywali kapłani podczas ordynacyjnego rytu. Oznacza to, że wszyscy pokropieni wodą chrztu i krwią Chrystusa mają przywileje należące w Starym Testamencie do Arcykapłanów.

W Nowym Testamencie my, chrześcijanie, społeczność nowego Izraela, jesteśmy narodem wybranym, królewskim kapłaństwem i mamy dostęp do Miejsca Najświętszego (1 Pt 2.9). W Starym Przymierzu dostęp do Miejsca Najświętszego w Świątyni Bożej miał tylko Arcykapłan. Kiedy jednak Jezus wisiał na krzyżu - ziemię zaległa ciemność, a zasłona Świątyni oddzielająca Miejsce Najświętsze od Bożego ludu została rozdarta "od góry do dołu", co oznaczało, że uczynił to sam Bóg (Mt 27.51). Było to miejsce, gdzie znajdowała się Arka Przymierza uosabiająca Bożą obecność. Dostęp do niego miał tylko Arcykapłan i to raz w roku w Dniu Przebłagania. Chrystus przelewając swoją krew za nas sprawił, że nie tylko Arcykapłan, ale każdy wierzący ma dostąp do Miejsca Najświętszego do tronu Boga i to nie tylko raz w roku, ale każdego dnia, w szczególności podczas nabożeństwa w Dzień Pański. W Nowym Przymierzu każdy wierzący jest kapłanem, który ma bezpośredni dostęp do Boga. I ten przywilej jest oznajmiony, przypieczętowany, oznaczony, obiecany w naszym chrzcie. 

Ordynacja przyniosła Aronowi i jego synom wiele korzyści: dar służby w domu Bożym, dar dostępu do Miejsca Najświętszego, dar bycia kapłanem pośród Izraela. Ale nie dała gwarancji życia wiecznego, co pokazuje przykład Nadaba i Abihu (Kpł 10). Nie oznacza to, że wymienione przywileje były nic nie warte i nie łączyły się z dobrem dla duszy. Były ważne, ale nie gwarantowały życia wiecznego. 

Podobnie rzecz się ma chrzcie. Nie jest rytem bez znaczenia. Daje to, co ordynacja: dar służby w domu Bożym, dar dostępu do Miejsca Najświętszego, tronu Bożego, inicjację kapłańską. Jednak nie daje gwarancji życia wiecznego, jeśli nie odpowiadamy na niego wiarą.

W chrzcie Bóg przyznaje się do nas, włącza nas do przymierza łaski, ale i upomina się o nas. Niekiedy do dzieci mówię: Jeśli jesteś ochrzczony, to postępuj jak ochrzczony. Jeśli imię Chrystusa zostało nad tobą wezwane w twoim chrzcie, to nie noś go na próżno.

Chrzest nie jest tarczą przed piekłem. Jest tarczą, z którą ktoś może udać się do piekła, jeśli naszą odpowiedzią na Boży dar nie jest żywa, szczera, ewangeliczna wiara w Jezusa.

Dobry teolog

Dobrego teologa poznaje się nie po tym ile wie, lecz po tym jak żyje: jak się modli, jak śpiewa, jak dziękuje, jak przebacza, jak doradza i napomina, jak reaguje na przeciwności i odmienne opinie, co ogląda i czyta, jak naucza, jak okazje miłość w rodzinie, jak je i pije, jak kocha bliźniego, kiedy się śmieje, a kiedy płacze.

czwartek, 24 listopada 2016

Jeden problem z Aktem Intronizacyjnym

Jako chrześcijanie możemy mieć różne opinie na temat aktu Przyjęcia Chrystusa Pana jako Króla i Pana - i nie powinniśmy mieć z tymi różnicami problemu. Choć mam pewne zastrzeżenia do formy i kontekstu, to zgodnie ze słowami Jezusa: kto nie jest przeciwko nam, ten jest za nami” (Mk 9.40). Apostoł Paweł zaś dodaje: „Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze, z tego się raduję i radować będę” (Flp 1.18). Jest miejsce na dyskusje na temat form i motywacji głoszenia Chrystusa. Kiedy jednak imię i panowanie Chrystusa jest ogłaszane, to moja odpowiedź brzmi: „Dajesz!” I z uśmiechem zacieram ręce  :)  Jeśli dzieje się to obłudnie, Bóg widzi.

Mój główny problem z Intronizacją dotyczy nie tyle samego faktu, ile jej motywacji i powodów. Akt rozpoznania Chrystusa jako króla narodów jest słuszny, ale ceremonia będąca wynikiem posłuszeństwa obcemu autorytetowi jest poważnym problemem. Mówiąc o obcym autorytecie mam na myśli wizje mistyczki Rozalii Celakówny z lat 1937-1938. Oto ich treść:

"Powiedz, moje dziecko, ojcu, by napisał w tej sprawie do Prymasa Polski. Teraz jest najodpowiedniejsza chwila, trzeba korzystać z czasu łaski".

„Moje dziecko, będzie wojna straszna, która spowoduje takie zniszczenie (…). Wielkie i straszne grzechy i zbrodnie są Polski. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten Naród za grzechy, zwłaszcza za grzechy nieczyste, morderstwa i nienawiść. Jest jednak ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności poprzez intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele.”

„Jeśli Polska chce ocalić siebie, musi uznać Jezusa swym Królem w całym tego słowa znaczeniu poprzez Akt Intronizacji. Ma być on dokonany przez cały Naród, a w szczególności przez władze państwowe i kościelne, które w imieniu Narodu mają wspólnie dokonać w sposób uroczysty tego Aktu. W następstwie za przykładem Polski pójdą inne narody i także one dokonają Aktu Intronizacji Jezusa na swego Króla. Wszystkie narody, które nie uznają Jezusa swym Królem, zginą”.

Kogo słyszycie czytając te słowa? Pasterza? Ugniecie kolana wyznając gorliwie: Amen! Amen! Oto Słowo Boże! Pragniecie homilii w najbliższą Niedzielę ze Słowa Bożego zapisanego w "Liście Rozalii do Polaków"? Nie musimy i nie powinniśmy tego robić. Bóg nie wzywa mnie do wiary w spisane słowa ś.p. Rozalii Celakówny i uznanie ich jako część depozytu wiary Kościoła, zgodnie z którym władze kościelne i państwowe mojego kraju powinny dokonać Aktu Intronizacji. Bóg wzywa mnie do wiary w spisane słowa Izajasza, Ozeasza, Jana, Jakuba. Chrystus króluje nad narodami poprzez Słowo spisane w Biblii, nie zaś w pamiętnikach Rozalii, Faustyny, Josepha lub Ellen. Kiedy owca słyszy głos imitujący Pasterza, nie idzie za nim. Bez względu na to, czy będzie to imitacja spisana w Księdze Mormona, Koranie, wizjach mistyków, charyzmatycznych "proroków", stygmatyków, pismach Ellen White czy Strażnicy.

Jeśli pragniemy wolnej Polski pod panowaniem Chrystusa, nie powinniśmy zwracać się do obcego autorytetu, który wiąże nasze sumienia w autorytecie samego Boga. Jaka powinna być odpowiedź chrześcijanina na słowa „Jezusa” z wizji Rozalii Celakówny? Ojcze nasz, nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Inna możliwa i równie dobra odpowiedź brzmi: „Precz, precz z tym”. Moje sumienie jest związane Bożym Słowem. Oznacza to, że nie jest związane niczym innym. Bóg zdecydowanie reagował wobec proroków, którzy przemawiali w imieniu Pana, choć Pan ich nie posłał, ani nie dał im poleceń. (Jer 14.14). I choć daleki jestem od ocen intencji autorki przekazującej wizje, to nikt z nas nie powinien być daleki od zajęcia stanowiska wobec pytania: to głos twojego Pasterza? 

Owszem, wierzę, że ostoją się tylko te narody, w których będzie królował Chrystus. Ale wierzę w to nie dlatego, że tak powiedział „Pan Jezus” do Rozalii Celakówny, lecz dlatego, że powiedział to Bóg do Daniela.: Za dni tych królów Bóg niebios stworzy królestwo, które na wieki nie będzie zniszczone, a królestwo to nie przejdzie na inny lud; zniszczy i usunie wszystkie owe królestwa, lecz samo ostoi się na wieki” (Dn 2.44)Wierzę również, że pewnego dnia "wszystkie narody przyjdą i oddadzą ci pokłon, ponieważ objawiły się sprawiedliwe rządy twoje". (Ap. 15.4).

Nie wierzę „Jezusowi” Rozalii Celakówny, który zarządził, że „intronizacja w Polsce musi być przeprowadzona”. Nie musi. Tam, gdzie Bóg milczy, tam i my powinniśmy milczeć. Nie wierzę, że chcąc ratować świat „trzeba przeprowadzić Intronizację we wszystkich państwach i narodach na całym świecie!” Nie trzeba. I nie wierzę, że „tu i jedynie tu jest ratunek!”

To fałszywa nadzieja, obcy Chrystus i fałszywa ewangelia. Intronizacja – tak, ale jako biblijny akt rozpoznania władzy i panowania Chrystusa nad Polską i wszystkimi narodami. Natomiast Intronizacja jako akt będący wyrazem posłuszeństwa i wiary w wizję Rozalii – to budowanie na kruchym fundamencie. Bo tak powiedział Jezus? Nie sądzę. 

Państwo świeckie vs. państwo wyznaniowe - co lepsze dla Polski?

sobota, 19 listopada 2016

Prawo do aborcji to wołanie o ignorancję

Zdjęcia płodu w dziesiątym tygodniu życia i informacje na jego temat są wielkim wrogiem zwolenników prawa do aborcji. Im ich mniej, tym lepiej. Im mniejsza świadomość, tym lepiej. Im mniej badań EKG, nowoczesnych urządzeń ukazujących stan ciąży, ruchy dziecka, dźwięk bicia serca, tym lepiej. Nieświadomość jest bardzo uwalniająca od wyrzutów sumienia. 

Zwolennicy prawa do aborcji są za edukacją seksualną, „uświadamianiem” ludzi, ale żadna z organizacji typu „Ponton” czy inni tzw. edukatorzy seksualni nie informują: Chcielibyśmy ci pokazać co jest rezultatem seksu. Rezultatem seksu jest nie tylko orgazm. Rezultatem seksu może być również człowiek. Oto on w 12 tygodniu po zapłodnieniu. 

Załóżmy, że lekarz dokonujący aborcji i każdy jej propagandzista informuje kobiety, które myślą o niej w następujący sposób: „Wie pani, jestem pro-choice. Jestem za prawem do wyboru, ale za prawem do świadomego wyboru. Nienawidzimy tych haseł fundamentalistów z tabliczkami i taniej propagandy. Zależy nam na świadomym wyborze poprzedzonym rzetelną wiedzą. Dlatego chcemy, aby miała pani dostęp do pełnych informacji o tym, czym jest aborcja i co się dzieje podczas aborcji. Najpierw chcielibyśmy pani pokazać na monitorze zdjęcia USG pani dziecka. Tu jest główka, tu jest rączka, tu jest nóżka. Tu bije serduszko. Oczywiście to pani wybór co mamy z nim zrobić. Naszą misją jest jedynie rzetelnie informować, co się dzieje w pani brzuchu i co się stanie jeśli zdecyduje się pani na aborcję”. 

Rzetelna informacja to wróg ruchu pro-aborcyjnego. Wołanie o prawo do aborcji to wołanie o ignorancję u matek, o zatykanie uszu na dźwięk bicia serca dziecka, na świadectwa kobiet, które dokonały aborcji. Zatkaj uszy, zamknij oczy. Nie patrz na to. Nie słuchaj tych anty-kobiecych fundamentalistów. My się wszystkim zajmiemy. 

Technologia, nauka, medycyna, biologia, badania prenatalne to wielki sojusznik ruchu pro-life. Nic dziwnego, że na aborcjonistycznych wiecach znajdziemy hasła typu: 
- „Moja macica - moje ciało” 
- „Mój brzuch - moja sprawa” 
- „Od pigułki i skrobanki rozpoczynam swe poranki” 
- „Macice wyklęte” 

Nie znajdziemy natomiast zdjęć dzieci w 11 tygodniu życia z podpisem: „Rozerwać go!” Takie zdjęcia to narzędzie edukacyjne obrońców życia nienarodzonego, a nie aborterów. Przeciwnicy pro-life nienawidzą tych zdjęć. Nie dlatego, że są fałszywką, lecz dlatego, że są prawdą. Kłującą prawą, która dotyka sumienia. Zwolennicy prawa do aborcji dobrze wiedzą, że kobieta w ciąży nie jest istotą, która ma dwie głowy, dwa różne DNA, cztery ręce i cztery nogi. Dobrze wiedzą, że jedna z tych dwóch głów należy do kogoś innego; dwie z tych czterech rąk należą do kogoś innego; dwie z tych czterech nóg należą do kogoś innego. 

Ich wołanie o prawo do aborcji nie wynika z tego, że nie wiedzą kim jest ta mała nienarodzona istota. Pani Profesor Senyszyn podczas debaty ze mną w Gdańsku nie wołała o prawo do aborcji do dwunastego tygodnia życia ponieważ do tego czasu to nie człowiek, a od tego momentu to człowiek. Pani Profesor wołała o prawo do aborcji w dowolnej chwili przed narodzeniem i to z dowolnego powodu. Wszak dorośli ludzie są „wolni” i „mają prawo do samostanowienia”. Czyż nie? 

Gdyby zwolennicy „pro-choice” nie wiedzieli, czy mamy do czynienia z życiem ludzkim czy nie – mówiliby: nie usuwajmy ciąży, bo może tam jest człowiek. Jeśli nie wiem czy za zaroślami jest dziecko, to nie strzelam z obawy przed zabiciem go. Zwolennikom prawa do aborcji wcale nie trzeba udowadniać, że jest ona czymś złym. Oni to dobrze wiedzą. Wiedzą, że za zaroślami stoi dziecko. Mimo tego uważają, że można strzelać. 

Problem nie jest więc natury intelektualnej. Nie polega na braku wiedzy o tym, czym jest aborcja, jak wygląda zmasakrowane ciało 4-miesięcznego człowieka i w jak straszliwy sposób jest uśmiercany. Te wszystkie fakty, zdjęcia, informacje dzięki zaawansowaniu współczesnej medycyny i nowoczesnych technologii są powszechnie dostępne. Nie o brak informacji o tym, do kogo należą masakrowane małe ciała tu chodzi. Jest to raczej problem duchowy, wynikający z etycznego uprzedzenia wobec Boga i Jego przykazań. Zwolennikom aborcji nie chodzi o to, by wszystkich przekonać, że dziecko w łonie matki to „coś”, to „nie-człowiek”, a aborcja to „zwykły zabieg medyczny”. Profesor Joanna Senyszyn nie przyszła na debatę o aborcji argumentować, że 7-miesięczne dziecko w łonie matki nie jest człowiekiem. Przyszła argumentować, że można je zabić. 

Zwolennikom prawa do aborcji nie chodzi o ustawowe zapisy, które zabraniają zabijania ludzi, więc zajmują się udowadnianiem, że nienarodzone dzieci nie są ludźmi. Zdecydowana większość z nich dobrze wie, że mówimy o ludziach, a nie tkankach. Kobieta w ciąży zwykle wie, że jest matką, a nie chorym pacjentem wymagającym operacji. Chyba, że jej jedynym źródłem wiedzy są hasła na tablicach z „czarnego protestu”. Trudno jednak w obecnych czasach zamieszkać na bezludnej wyspie lub udawać, że nigdy nie widziało się księżyca. Możliwe jednak, że są jakieś osoby, które nie wyszły na zewnątrz. Dobrodziejstwa nauki, takie jak zdjęcia EKG, zapisy z monitorów, dźwięki, świadectwa lekarzy i matek są powszechnie dostępne. 

Działacze „pro-choice” chcą najzwyczajniej takiego prawa, które umożliwi im (lub ich wyborcom)… wygodniejsze życie. Jeśli będzie trzeba złożyć w tym celu ofiarę, w porządku. Zabijane dzieci są ofiarami składanymi egoistycznemu bożkowi o imieniu „Ja”. Dzieci są kosztem, który musi być poniesiony aby bożek „Ja” dalej wołał: Jestem na pierwszym miejscu. Moje potrzeby, mój standard życia stoi ponad twoim prawem do życia. 

 Wszystko inne jest próbą wzniesienia intelektualnej dobudówki zakrywającej grzech i poczucie winy. Cała argumentacja za aborcją jest tylko usprawiedliwieniem wyboru życia dla siebie, tu i teraz. Jednak najpierw trzeba wyłączyć aparaty EKG, zakryć monitory, zamknąć oczy i zatkać uszy.