Co
było od początku, co słyszeliśmy, co oczami naszymi widzieliśmy, na co
patrzyliśmy i czego ręce nasze dotykały, o Słowie żywota -a żywot objawiony został, i
widzieliśmy, i świadczymy, i zwiastujemy wam ów żywot wieczny, który był u
Ojca, a nam objawiony został (1 List Jana 1:1-2).
CO BYŁO OD POCZĄTKU
Mamy dziś pierwszą niedzielę Adwentu – radosny okres wyczekiwania,
przygotowania na Boże Narodzenie.
Na tę okoliczność czytamy w Kościele różne teksty o przyjściu na świat
Jezusa. Znamy historie o Marii, Józefie, aniele Gabrielu, Herodzie, mędrcach,
pasterzach. Natomiast dzisiejszy tekst mówi o tym, co to wszystko oznacza. Co
się wydarzyło, ale i co z tego wynika dla nas. Jaka rzeczywistość stoi za
przyjściem Słowa życia na świat.
Początek Pierwszego Listu Jana jest bardzo podobny do prologu Ewangelii
tego samego autora, który brzmi: Na początku było Słowo, a Słowo było u
Boga, a Bogiem było Słowo.
Słowo, którym
jest Jezus istniało od początku, w wieczności. Ponieważ Słowo jest Bogiem. Nie
zostało stworzone. Natomiast owo Słowo się objawiło
naszym oczom w czasie, gdy Syn Boży przyszedł na świat jako człowiek. I o
tym początku przyjścia na świat Słowa Jan zaczyna swój list.
WIDZIELIŚMY I ŚWIADCZYMY
Jan mówi, że odwieczne Słowo żywota – przyszło do nas, zobaczyliśmy Go,
słuchaliśmy Go, dotykaliśmy.
Jan mówi w liczbie mnogiej, co
oznacza, że mówi o apostołach i innych świadkach życia i służby Jezusa. Zatem wskazuje
na świadectwo wielu ludzi.
Paweł mówi, że Jezus zmartwychwstały ukazał się aż 500 ludziom. Łukasz
mówi, że pisząc Ewangelię i Dzieje Apostolskie dokładnie wszystko przebadał.
Zatem wiara chrześcijańska opiera się na świadectwie wielu świadków,
świadectwie historii i faktów. Nie jest to – jak w przypadku religii, kultów i
sekt – jakieś świadectwo jednego człowieka (jak np. w mormonizmie, buddyzmie,
islamie), który rzekomo doznał olśnienia lub miał wizję. Jan mówi, że to, co
wam przekazujemy nie jest to coś owianego tajemnicą, niesprawdzalnego. Nie jest
to coś, co się komu przyśniło. Prawda chrześcijaństwa nie przyszła do nas w
wyniku wizji lub olśnienia. Jest to coś sprawdzalnego, weryfikowalnego, coś co
jest osadzone w czasie, w historii, wobec wielu świadków.
Sam Jan skłaniał głowę na Jezusie podczas Ostatniej Wieczerzy, dotykał
Jezusa, słyszał Jezusa, widział Jezusa. Mówi o świadectwie swoich oczu, uszu,
rąk.
Oczywiście nikt z nas nie wierzy dlatego, że dotykaliśmy, widzieliśmy,
słyszeliśmy. Dlatego jesteśmy zakłopotani. My musimy wierzyć świadectwu Jana. Hm… Ja nie chcę bazować na świadectwie innego człowieka! Mówimy
czasami jak Tomasz: Muszę sam zobaczyć, dotknąć, zobaczyć! Inaczej nie uwierzę!
Tymczasem zauważmy, że większość z tego, co wiemy i co uważamy za
prawdziwe – opiera się na świadectwie. Czy wierzymy w Chiny? Czy
wierzymy w napad Niemiec na Polskę 1 września 1939 roku? Czy kiedykolwiek
widzieliśmy atom lub elektron? Wierzymy w ich istnienie? Wierzymy. Dlaczego? Ponieważ
polegamy na świadectwach!
Robimy to każdego dnia. „Czy widziałeś już wyniki wyborów?”. „Czy
słyszałeś, jak sąsiad opowiadał dowcip o zajączku?”. „Powiedz mi jaki zapach
czułeś w cukierni?”. „Czy czytałeś ostatnie nowiny?”.
Szukamy świadectwa innych. Nie możemy uniknąć polegania na świadectwach.
Każdy człowiek w swoich sądach, opiniach, poglądach polega na wierze komuś, czemuś, ponieważ korzystamy ze świadectwa innych. Robi
najbardziej zatwardziały ateista i materialista, który mówi: Nie uwierzę w Boga, póki Go nie zobaczę!
A jednak wierzy w wiele rzeczy, których nie widzi i nigdy nie zobaczy! A
dlaczego wierzy? Bo bazuje na świadectwie innych. Wierzy w Napoleona. Wierzy w
lądowanie człowieka na księżycu. Wierzy autorem „Dialogów” jest Platon. Wierzy
w powietrze, w sprawiedliwość i w to, że na Marsie nie ma ludzi.
Pytanie więc nie brzmi: Czy moje życie opiera się na świadectwach innych
ludzi? Lecz: Które świadectwa
przyjmuję za prawdziwe? Bóg wymaga od nas uznania wiarygodności pewnych
świadectw, a jednocześnie chce, abyśmy odrzucili inne. Musimy naszą wiarę
ukierunkować we właściwą stronę, na właściwe
świadectwa. Czyli dylemat, jaki stoi przed wszystkimi ludźmi, nie brzmi:
wiara czy niewiara, wiara czy nauka, lecz: wiara w co i wiara komu?
Niektórzy niechrześcijanie wyznają, że podziwiają szczerą, niezachwianą
wiarę chrześcijan. Jednocześnie podziwiają szczerą i niezachwianą wiarę
hipnotyzerów, świadków Jehowy, rodzimowierców.
Wielu ludzi nie interesuje ich obiekt wiary. Nie interesuje ich treść
wiary. Ważne, że jest wiara, która komuś daje uwolnienie od trosk, niepewności,
poczucie sensu. Mniejsza z tym, w kogo lub w co. To nie ma znaczenia.
Ktoś powiedział: „Jeśli twój syn przedstawi ci swoją dziewczynę, to
najpierw zapytaj, czy jest wierząca. A potem – w co”. Sama wiara jest niewiele
warta. Kluczowy jest obiekt wiary. Niestety
ten sposób myślenia widzimy też w Kościele. „Nieważne, co mówi Biblia. Ważne,
że wiara w to lub tamto pozwala mi zachować dobre nastawienie do życia”.
Paweł w Liście do Rzymian 10:1-4 mówi o gorliwości w wierze jego rodaków,
Żydów. Mówi, że mają wielką wiarę, lecz wiarę nierozsądną.
To nie nasza wiara sprawia, że
rzeczywistość się zmienia. Pomyślcie o tzw. ruchu
wiary – ludziach, którzy twierdzą, że od siły naszej wiary zależy to, czy
człowiek zostanie uzdrowiony.
Nie widziałem przedstawicieli tego nurtu w szpitalach w okresie pandemii
koronawirusa podnoszących z łóżek chorych mocą słowa wypowiedzianego z wiarą.
Nietrudno odgadnąć przyczyny. Powód jest ten sam, co w przypadku wróżek, które
nie wygrywają w totolotka.
Jan oznajmia: Ujrzeliśmy Słowo
żywota. Ujrzeliśmy odwieczną prawdę. Nie musimy o niej spekulować, snuć
przypuszczeń, ponieważ Słowo żywota przyszło do nas i przedstawiło nam się.
Ujrzeliśmy je. Prawdzie można spojrzeć w oczy i to w dosłownym sensie. Spójrz prawdzie w oczy, a więc skieruj
wzrok na Jezusa.
Jan mówi, że odwieczne Słowo usłyszał, zobaczył, dotykał. Na Słowie
żywota skłonił głowę, Słowo życia karmiło go chlebem i winem. To może dziwić,
że prawda jest aż tak konkretna.
Wielu filozofów, naukowców spędziło całe życie na poszukiwaniu prawdy, a wy
chrześcijanie mówicie, że znacie prawdę?! I, że jest nią osoba?
Pseudootwartość i szkoła liberalna w teologii wymagają oczywiście, by o
prawdzie mówić w kategoriach abstrakcji i idei. Prawda jest ulotna,
niepoznawalna. Prawdą jest idea, choć oczywiście nie wiadomo która i jak ją
odkryć. Twierdzenie, że prawda ma dziesięć palców i nos, dla współczesnych
Europejczyków jest głupstwem. Nie tylko w środowisku akademickim, lecz nawet
przy okazji spotkań towarzyskich ze znajomymi stwierdzenie, że prawda jest
uosobiona w tej konkretnej osobie – brzmi co najmniej jak zaściankowość.
Mimo to Paweł mówi, że nie przestajemy głosić Chrystusa i to
ukrzyżowanego (1Kor 1:23). Chrystusa, który nie jest wąską ideą, lecz odpowiedzią
w skali kosmicznej. Jest odpowiedzią na ludzkie poszukiwania spójności
poznania, wiedzy, potrzebę miłości, przebaczenia, akceptacji, potrzebę
wspólnoty, pokoju, nadziei na dobrą przyszłość.
DOTYKALIŚMY
Jan mówi o dotykaniu życia
rękoma. To było coś obrazoburczego. W szczególności odnosi to do dotykania
zmartwychwstałego Jezusa
Spójrzcie na ręce moje i nogi moje, że to
Ja jestem. Dotknijcie mnie i popatrzcie: Wszak duch nie ma ciała ani kości, jak
widzicie, że Ja mam. Łk 24:39
Potem
rzekł do Tomasza: Daj tu palec swój i oglądaj ręce moje, i daj tu rękę swoją, i
włóż w bok mój, a nie bądź bez wiary, lecz wierz. Jn 20:27
„Nie dotykaj” było częstym zakazem nie tylko w Prawie w Starym
Testamencie, ale i jest cechą pogańskich religii. To jest wciąż obecne np. w mormonizmie,
hinduizmie, islamie, które mówi o wielu rzeczach, których nie wolno dotykać z
powodu nieczystości duchowej albo danej rzeczy albo człowieka. Nie dotykaj! To jest nieczyste! Nie dotykaj!
To jest zbyt święte! A ty jesteś zbyt nieczysty!
Natomiast Jan objawia mówi tu o Najświętszym, o Słowie Żywota. I dodaje,
że nasze ręce go dotykały!
I ten dotyk grzesznika nie zanieczyszczał Jezusa. Działo się odwrotnie.
Jeśli był to dotyka wiary, spotkanie z Jezusem przemieniało człowieka. I tak
jest do dziś. Nie dotykamy co prawda Jezusa fizycznie, bo fizycznie jest w
niebie, ale dotykamy świętych darów od Niego. Dotykamy chleba i wina przy Stole
Pańskim. I w ten sposób człowiek nie popełnia bluźnierstwa, nie zanieczyszczamy
świętości Stołu Pańskiego. Przeciwnie. Strumień świętości płynie w drugą
stronę. To Bóg nas uświęca i umacnia.
Kiedy ludzie mówili , że Bóg jest niedostępny i nie troszczy się o
stworzenie, apostołowie przynosi świadectwo, że Bóg nie jest ukryty, nie
pozostawił świata i nas samym sobie. A Jan mówi nawet: Dotykaliśmy Go! Bóg
przyszedł do człowieka najbliżej jak się da!
WIDZENIE I OBRAZY
JEZUSA
Nie tylko dotykaliśmy, ale i widzieliśmy!
Nasi przyjaciele z kościoła katolickiego i prawosławnego doszli do
wniosku, że skoro odwieczne Słowo, Syn Boży objawił się ludzkim oczom, to odtąd
możemy sporządzać obrazy i podobizny Boga. Argumentują, że Boga nie można było wcześniej
zobaczyć. Ale w Jezusie Go ujrzeliśmy! Jan mówi, że widział Słowo! Dlaczego więc
miałby nie namalować Jezusa?!
Odpowiadając, zwróćmy uwagę na trzy rzeczy:
Po pierwsze, sam Jan w tym samym
liście po tym, jak napisał „Widzieliśmy”, mówi, że Boga nikt nigdy nie widział!
Boga nikt nigdy nie widział; jeżeli nawzajem się miłujemy, Bóg
mieszka w nas i miłość jego doszła w nas do doskonałości. (1 List Jana 4:12)
A więc jest to prawda, która jest cały czas aktualna. Tak, Syn Boży był
widziany. Ale Jan powtarza tę niezmienną
prawdę: Boga w Trójcy Jedynego nikt nigdy nie widział.
Po drugie, Jan widział Syna
Bożego, ale co robi dalej? Zwiastuje! To, co widzieliśmy – zwiastujemy!
Opowiadamy wam! Jan o tym pisze! Nie maluje! Opowiada! Po co? Abyśmy uwierzyli!
Czyli chrześcijaństwo to religia Słowa, a nie obrazu. Wiara rodzi się ze
słuchania, a nie z widzenia. Nie chodzimy w widzeniu, lecz w wierze.
Po trzecie, jedyny wiarygodny
obraz Jezusa mamy opisany w Biblii.
„O nierozumni
Galacjanie! Któż was omamił, was, przed których oczami został wymalowany obraz
Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego?” (Gal3:1)
O jakim wymalowaniu obrazu Jezusa mówi Paweł? Czy ktoś namalował Jezusa w
czasach apostolskich? Nie. Mówi o zwiastowaniu Słowa Bożego! Nie chodzi
oczywiście o to, że nie można sporządzać wizerunków Jezusa. Chodzi o to, w jakim
celu są one sporządzane. Drugie przykazanie w Dekalogu mówi: Nie czyń podobizn Boga (i stworzenia),
aby się im kłaniać. A więc, aby używać ich w celach liturgicznych, aby były
pośrednikami w czczeniu Boga.
Zatem Jan widział Słowo, Jezusa, ale nie prowadzi Go to do konkluzji: ujrzeliśmy Boga więc malujcie twarz Jezusa.
Najwierniejszy obraz zostanie nagrodzony przez radę apostołów.
Jeśli ktoś chciał namalować przed oczami ludzi obraz Jezusa – jego
paletą była Ewangelia, zwiastowanie Słowa Bożego. I tak jest do dziś. Kaznodzieja
maluje obraz Jezusa słowami. Ty malujesz obraz Jezusa słowami, gdy opowiadasz o
Nim zgodnie z Biblią.
SŁOWO OBJAWIONE
Jan mówi, że Słowo żywota,
które było od początku, zostało nam objawione w osobie Jezusa. Żywot jest więc tożsamy z osobą.
Buddyzm mógłby istnieć bez Buddy, a islam bez Mahometa. Tam w centrum są
idee, zasady. W każdej religii założyciel mówił, co robić. Oznajmiał: Oto
droga! Jezus zaś mówi: Ja jestem
drogą (J 14:6). Jezus nie jest prorokiem wskazującym drogę. Jest Bogiem pośród nas.
Jest życiem wiecznym. Prawdy buddyzmu mogłyby istnieć bez Buddy. Prawdy islamu
mogłyby istnieć bez Mahometa. Ale prawda chrześcijaństwa nie mogłaby istnieć
bez Chrystusa. Prawda, objawienie przybrało formę
osobową.
Mówienie o prawdzie, o życiu wiecznym to mówienie o Jezusie. Pomijanie
Jezusa w poradach na prowadzenie życia bez lęku, w wolności i czystości
sumienia to absurd. To praktyczny ateizm.
Nic nie jest na swoim miejscu, jeśli Jezus nie jest na pierwszym miejscu.
Jan uczy nas, że żywot, który był u Ojca, został nam objawiony. Nie został ukryty, nie pozostał kwestią spekulacji,
ale został ukazany.
Nie mówimy, że skoro Bóg przyjął ciało, to nie możemy widzieć wyraźniej
Boga, gdyż ludzkie ciało Jezusa przesłoniło nam na moment Bożą chwałę w Nim.
Jest odwrotnie. Bóg przyjął ciało, dlatego
widzimy Go wyraźniej. Nie ukrył się
pod zasłoną ciała. Raczej objawił się
w ciele. Objawił nam w ciele Bożą mądrość, współczucie, chwałę, sprawiedliwość,
łaskę, dobroć, cierpliwość. W Jezusie ujrzeliśmy Boga odsłoniętego, a nie
ukrytego!
Żywot został nam objawiony nie jako niejasne, dwuznaczne spekulacje,
lecz jako bijąca światłem odpowiedź.
Czasami myślimy, że jesteśmy w gorszej sytuacji niż oni, ponieważ my nie
dotykamy, nie słyszymy Jezusa, nie widzimy Go.
Ale nie sądzę, że jesteśmy w gorszej sytuacji. Mamy nawet w jakimś
sensie więcej. Mamy świadectwa Pism, nie tylko Ewangelii, ale i listów. Mamy
Słowo Boże, które maluje przed nami pełny obraz Jezusa. Świadkowie życia Jezusa
nie mieli tego. Mieli Jezusa na krótki czas, widzieli Go przez godzinę, słyszeli
Go przez 45 minut, a potem Pan Jezus udał się w inne miejsce.
My mamy spisane świadectwo o Jezusie, które jest kompletne. Ono wyjaśnia
co robił, jak żył, czego nauczał, jakie było teologiczne znaczenie tego
wszystkiego.
Jezus wręcz mówił, że lepiej dla nas, żeby On odszedł. Gdy Jezus był na
ziemi, jego obecność była lokalna, ograniczona przez ciało. Jezus był w Galilei,
Nazarecie, Jerozolimie itd. Zaś po wylaniu Ducha Świętego, mówimy, że nie
musimy jechać na Bliski Wschód, by Go spotkać i doświadczyć Jego obecności.
Duch Święty sprawia, że Jezus jest obecny wszędzie tam, gdzie dwóch lub
trzech spotyka się w Jego w imię, gdzie głoszona jest Ewangelia, gdzie łamany
jest chleb przy Stole Pańskim. Jego Świątynia nie jest już w jednym miejscu. Jest
tam, gdzie gromadzi się kościół.
Wielu w czasach Jezusa widziało Go, słyszało i dotykało, ale nie
odpowiadali wiarą. Np. ci, którzy Go pojmali dotykali Go bardzo mocno. Słyszeli
barwę Jego głosu. Żołnierze, którzy go biczowali i drwili z Niego, widzieli
jego krew. Widzieli dokładnie kształt twarzy. I co? I nic. Oznacza to, że samo
doświadczenie obecności Jezusa o niczym nie świadczy. Dziś niektórzy ludzie
mówią: Och, gdybym tylko zobaczył Jezusa
jak Jan – uwierzyłbym! Możemy odpowiedzieć: Ale masz więcej niż obecność
Jezusa na chwilę. Masz pełne świadectwo o Nim! I nie wierzysz! Nie dlatego, że
świadectw brakuje, że to wszystko jest nieudokumentowane. Ale dlatego, że nie chcesz uwierzyć.
Z drugiej strony są wierzący, którzy mówią: Widziałem
Jezusa! Spotkałem Jezusa! Objawił mi się! Jestem chyba namaszczony! Albo: On jest namaszczony!
Pewnie to była niesamowita rzecz spotkać Jezusa, gdy był na ziemi. Serce
uczniów mocniej biło, gdy spotkali Jezusa zmartwychwstałego. Ale Piłat, Herod,
arcykapłani też widzieli Jezusa. I nie są świętymi w kościele.
Dlatego błogosławieństwo życia wiecznego jest owocem wiary, a nie przeżycia doświadczenia. Chodzimy w wierze, nie
w widzeniu. Furtką do społeczności z Bogiem jest wiara. Wiara w co? W Jezusa
jako Syna Bożego, który prawdziwie stał się człowiekiem, umarł za nasze winy,
zmartwychwstał i odszedł do nieba skąd króluje i skąd przyjdzie powtórnie
sądzić żywych i umarłych.
WIECZNE ŻYCIE
I ostatnia rzecz, na którą zwróćmy uwagę w tym prologu Jana.
Jan mówi, że żywot, który został objawiony to żywot wieczny.
a żywot
objawiony został, i widzieliśmy, i świadczymy, i zwiastujemy wam ów żywot
wieczny, który był u Ojca, a nam objawiony został
Życie wieczne nie dotyczy jedynie czasu trwania życia. Życie wieczne
jest to raczej pojęcie jakościowe, a nie ilościowe. Oznacza życie spełnione,
prawdziwe, udział w boskim życiu.
Dlatego nie mówimy, że dusze w piekle mają życie wieczne. Mówimy, że doświadczają śmierci, ponieważ mimo iż są
świadome, to nie żyją w pokoju, radości z Bogiem. Są w stanie oddzielenia,
dezintegracji. Właśnie to nazywane jest w Biblii śmiercią. Śmierć to oddzielenie od Boga. Można więc żyć fizycznie w
stanie śmierci. Można oddychać, jeść, jeździć na wakacje, wrzucać fajne zdjęcia
na Instagrama i być w stanie śmierci. W stanie oddzielenia od Boga.
Śmierć fizyczna, rozłączenie duszy i ciała jest jedynie obrazem tej
prawdziwej śmierci: życia bez Boga.
Jan zaś mówi, że żywot został objawiony! I ten żywot zwiastujemy! A więc
nie chodzi o zwiastowanie długiego życia po śmierci (choć ono oczywiście będzie
wieczne), ale i zwiastowanie życia z Jezusem!
Co to znaczy opowiadać o życiu wiecznym? To znaczy opowiadać o Jezusie! Różne
ezoteryczne religie, okultyzm, New Age mówią o wiecznym trwaniu, ale nie ma tam
Jezusa. A jeśli nie ma Jezusa, to nie ma życia. Jest śmierć.
Jezus przedstawia się: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (Jn 14:6).
Jezus jest żywotem. Mieć życie wieczne nie oznacza mieć w sobie nieśmiertelną
duszę. Choć wierzymy w nieśmiertelną duszę, to wierzymy, że dusza może umrzeć.
Nie w znaczeniu zniknąć, przestać istnieć. Śmierć duszy to egzystencja bez
pojednania z Bogiem, bez przebaczenia win, bez społeczności z Jezusem.
Zatem mieć życie wieczne nie
oznacza mieć w sobie jakąś niewidzialną kulkę wieczności, lecz mieć więź z
Jezusem! Jak? Poprzez żywą wiarę!
I to jest ważne przypomnienie na okres Adwentu! Oto na świat przyszło
życie. Życie, które było u Ojca od wieczności. Syn nie powstał w czasie. Nie
został stworzony przez Ojca, lecz był u Ojca od początku. Słowo było z Bogiem i
Słowo było Bogiem, jak mówi Jan w Ewangelii. I to jest niesamowite: sam Bóg, Syn
Boży, życie, prawda wcielona przychodzi na świat!
I zaprasza nas nie na jakieś jednorazowe spotkanie na łodzi w Gdańsku-Jelitkowie. Zaprasza do życia w bliskiej społeczności z Nim każdego dnia!