Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekumenizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekumenizm. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2026

Nauka apostolska podstawą jedności Kościoła

"Bez poddania się nauce apostolskiej jedność Kościoła będzie tylko pozorna. Jeżeli Kościół nie będzie zakotwiczony w Ewangelii apostolskiej, świętość okaże się niemożliwa. Z kolei przy rezygnacji ze zdefiniowania i obrony biblijnej prawdy, którą głosili Apostołowie oraz bez kanonicznych Pism, które spisali, nie może być mowy o prawdziwej katolickości Kościoła".

- Kevin DeYoung, W co wierzę? Komentarz do Nicejskiego wyznania wiary, Wydawnictwo MW, Kraków 2025, s. 80. 

środa, 21 stycznia 2026

Katolicy i komunia u protestantów

Niekiedy słyszę pytanie: Czy ochrzczeni w swoim Kościele katolicy, którzy przychodzą na wasze nabożeństwo mogą przystępować do komunii?

Odpowiedź brzmi: Tak, o ile są ufają Jezusowi jako Panu i Zbawicielowi.
Nie wierzymy, że dary od Jezusa są nagrodą za 100% doktrynalnej poprawności (ani nawet za 75%) i porzucenia wszystkich rzymskokatolickich błędów teologicznych.
Komunia jest pięknym obrazem zbawienia z łaski, nie przez nasze zasługi.
Stół Pański to społeczność wszystkich ochrzczonych chrześcijan, bez względu na przynależność konfesyjną lub zrozumienie komunii.
Uczestnictwo w niej nie jest nagrodą za wyznawanie teologii protestantyzmu/katolicyzmu. Jest ona wyrazem jedności Ciała Chrystusa oraz Bożym środkiem budowania jej. Ochrzczeni i wierzący katolicy są częścią Ciaĺa - jakkolwiek usiłowaliby się ich z niego wykluczyć niektórzy fundamentaliści.
Ani rzymskokatolicki, ani symboliczny, ani luterański pogląd na Wieczerzę Pańską nie zmienia jej obiektywnego znaczenia (opisanego w Biblii). Jest ona społecznością z Chrystusem i Jego Kościołem, podczas której Pan karmi nas w realny i duchowy sposób ciałem i krwią poprzez widzialne elementy chleba i wina (J 6; Mt 26; 1Kor 10).
Oczywiście jest miejsce na dyskusje, debaty, dialog nt. jej znaczenia i chętnie to robimy. Kiedy jednak Jezus przychodzi do uczniów ze swoimi darami przy Stole - robi to ze słowami: "Bierz i jedz, bierz i pij". Nie zaś: "Debatuj i jedz - o ile masz rację".

środa, 20 sierpnia 2025

Wierzę w Kościół katolicki

Jako protestanci wierzymy nie tylko w Kościół, który jest święty, lecz również w Kościół powszechny, a więc katolicki. Słowo katolicki oznacza po prostu uniwersalny. Przeciwieństwem powszechności jest plemienność, izolacjonizm, sekciarstwo. W czasach reformacji doszło do podziału Kościoła na tle teologicznym. Owe teologiczne zagadnienia dotyczyły spraw fundamentalnych: zbawienia, usprawiedliwienia, najwyższego autorytetu, sposobu oddawania Bogu czci. Nie były to sprawy drugorzędne, które należało wyciszyć prostym: Kochajcie się i bądźcie jednością. 

Była frakcja posłusznych papieżowi katolików i była frakcja protestujących katolików. Obie twierdziły, że reprezentują jedną, prawdziwą, katolicką i apostolską wiarę. Obie nadal to twierdzą. 

Lecz zastanówmy się przez moment: Samo pojęcie „Kościół rzymskokatolicki” to oksymoron. Rzym to miasto we Włoszech, a katolicyzm oznacza uniwersalny. Nie można być Kościołem rzymsko-powszechnym. Jednak problem z powszechnością Kościoła to nie tylko problem rzymskokatolickiej teologii, zgodnie z którą protestanci, posiadając ważny trynitarny chrzest, są częścią Kościoła Powszechnego, lecz nie mają prawa do społeczności ciała Chrystusa (Kościoła) przy Stole Pańskim. 

Ten sam problem plemiennego myślenia (w przeciwieństwie do biblijnej powszechności) dotyczy wielu protestantów, którzy separują się od innych np. na podstawie ilości wody użytej podczas chrztu lub rodzaju szat liturgicznych pastorów.

Kościół powszechny to wspólnota wszystkich ochrzczonych chrześcijan zgromadzonych w zborach, parafiach, Kościołach lokalnych wyznających wiarę w Trójjedynego Boga. Dlatego nasze myślenie o Kościele musi być powszechne. Nie możemy zachowywać się tak, jakby prawda przyszła wraz z nami. Nie możemy separować się od innych wierzących. Nie możemy charakteryzować się duchem buty, wyższości, pychy. Nie możemy separować od Stołu Pańskiego tych, którzy zostali ochrzczeni w innym wieku lub tych, którzy inaczej wyjaśniają obecność Chrystusa w chlebie i winie. Wiara w powszechność Kościoła nie może być tylko sloganem na zasadzie: Wierzę w Kościół powszechny, ale nie wierzę w Stół powszechny i nie wierzę chrzest powszechny. Nie możemy wierzyć biblijnie w powszechność Kościoła, jeśli nie wierzymy biblijnie w powszechność Bożych ustanowień. 

Czyli Kościół jest jeden, ale może, a nawet powinien być rozproszony po całym świecie. Nauka Jezusa nie jest zwrócona tylko do jednego narodu, jednej kultury, w jednym czasie, lecz do wszystkich kultur, języków we wszystkich epokach. „Niechaj cała ziemia korzy się przed Tobą” (Ps 65:4). A przyczyną jest to, że nauka Jezusa jest wszechogarniająca i obejmuje sobą całe życie i problemy człowieka. 

Kościół jest różnorodnym, lecz jednym organizmem. O tej jedności nie decyduje jedna kwatera, jedna struktura, lecz jeden Duch, chrzest i Pan, którymi jesteśmy zespoleni w jedno ciało (Ef 4:5). Jedności nie stworzy zapędzenie ludzi do jednego miejsca, jednej organizacji. Tak raczej powstanie tłum ludzi, a nie jedność. Jedność Kościoła przyrównałbym do jednego Izraela podzielonego na dwanaście plemion – 12 denominacji. W Kościele mogą być denominacje bardziej lub mniej wierne Słowu Bożemu, jedne bliżej siebie, inne dalej, ale wspólnie tworzymy jeden Boży lud, co nie powinno być tylko deklaracją bez pokrycia.

środa, 12 czerwca 2024

Tolkien, Chesterton i inni

Dlaczego jako protestant czytam i cenię katolickich autorów np. Chestertona, Tolkiena, Weigela, Newmana, Sheena, Benedykta XVI? 

Ponieważ: 
- bogactwo myśli i mądrości zawarte jest w całym Kościele Powszechnym. 
- wierzę w powszechność, nie zaś w plemienność lub sekciarskość Kościoła.

poniedziałek, 20 maja 2024

Kościół katolicki i dwa protestanckie błogosławią homozwiązki w Polsce

W Warszawie odbyło się "nabożeństwo ekumeniczne", na którym duchowni trzech chrześcijańskich wyznań pobłogosławili 10 par jednopłciowych. Cytowano na nim rzymskokatolicki dokument Dykasterii Nauki Wiary "Fiducia supplicans" zatwierdzony przez papieża Franciszka, który z aprobatą odnosi się do wspomnianej wyżej praktyki. 

Oczywiście księża i pastorzy są różni i mogą mieć różne "odchyły" lub grzechy. Nie byłoby sprawiedliwe, gdybyśmy całe Kościoły oceniali na podstawie pojedynczych wybryków tego czy innego księdza. 

Tu jednak sytuacja jest zupełnie inna. 

Jestem bowiem przekonany, że mimo oczywistego i publicznego odstępstwa od Słowa Bożego - owi księża i pastorzy pozostaną na swoich urzędach w swoich Kościołach bez żadnego nawrócenia. 

Innymi słowy: niemoralność i odstępstwo są akceptowane w ich Kościołach, a owi duchowni w dalszym ciągu będą nauczali, prowadzili nabożeństwa i sprawowali sakramenty. 

Jest to tym bardziej smutne, że mam przyjaciół i dobrych znajomych w tych wyznaniach. Niektórzy mają poważne, uzasadnione rozterki i konflikt sumienia, widząc co się dzieje w ich Kościele.

O teologii danego Kościoła praktyka mówi o wiele więcej niż teoria. 

Dlatego ze smutkiem stwierdzam:
R.I.P. Kościół Rzymskokatolicki 
R.I.P. Kościół Ewangelicko-Augsburski 
R.I.P. Kościół Ewangelicko-Reformowany

piątek, 19 stycznia 2024

Wszyscy chrześcijanie w to wierzą

Wszyscy chrześcijanie (w tym również protestanci) wierzą w boską i ludzką naturę Jezusa i w Trójcę Świętą. Jeśli ktoś nie wierzy - nie jest chrześcijaninem. Jeśli jego wspólnota nie wierzy - nie jest Kościołem. Nie daj się nabrać na to, że w tej kwestii są różnice między chrześcijanami lub Kościołami. Nie ma.

czwartek, 18 stycznia 2024

Czy katolicy mogą przystępować do Komunii w naszym Kościele?

Niekiedy słyszę pytanie: Czy katolicy, którzy przychodzą na nasze nabożeństwo mogą przystępować do Komunii? 

Odpowiedź brzmi: Tak, o ile są nawróceni - o ile oddali życie Jezusowi jako Panu i Zbawicielowi. Nie oznacza to 100% poprawności i porzucenia wszystkich rzymskokatolickich błędów teologicznych. Oznacza natomiast szczere pragnienie podążania za Jezusem. 

Stół Pański to społeczność wszystkich chrześcijan, bez względu na przynależność konfesyjną lub zrozumienie Komunii. Uczestnictwo w niej nie jest nagrodą za poprawność teologiczną. Jest ona wyrazem jedności Ciała Chrystusa oraz Bożym środkiem budowania jej. Ani rzymskokatolicki, ani symboliczny, ani luterański pogląd na Komunię nie zmienia jej obiektywnego znaczenia: jest ona społecznością z Chrystusem i Jego Kościołem, podczas której karmi nas w realny i duchowy sposób ciałem i krwią poprzez widzialne elementy chleba i wina. 

Oczywiście jest miejsce na dyskusje, dialog nt. jej znaczenia i chętnie to robimy. Kiedy jednak Jezus przychodzi do swoich uczniów ze swoimi darami przy Stole - robi to ze słowami: "Bierz i jedz, bierz i pij". Nie zaś: "Jedz i pij, jeśli masz rację".

środa, 4 stycznia 2023

Czy istnieje czyściec?

Znany polski jezuita, wykładowca teologii dogmatycznej i profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie Dariusz Kowalczyk na swoim profilu na Twitterze i Facebooku napisał: "Jezu, kocham Cię" - to ostatnie słowa, jakie wypowiedział umierający Benedykt XVI. Ostatecznie to właśnie będzie się liczyło: Czy kochamy Jezusa, czy też się Go wyrzekamy. Dla tych pomiędzy będzie czyściec...

Powyższe słowa są przykładem szkodliwego przekonania, że istnieje droga pośrodku pomiędzy wiarą a niewiarą; że w zasadzie można być zbawionym bez wiary w Jezusa (wystarczy się Go nie wyrzekać). 

Owszem, mogą być poszukiwania wiary, droga do wiary, lecz zarówno ten, kto sprzeciwił się wędrówce i pozostał w domu, jak i ten, który jest w drodze, nie są w miejscu docelowym. Ten, który wyruszył i szuka szczerze prawdy, ma Bożą obietnicę, że ją znajdzie i uwierzy (Jer 29:13). Ten, który wyruszył, by podążać "gdzieś", takiej obietnicy nie posiada. Bóg daje się odnaleźć tym, którzy Go szukają, nie zaś tym, dla których sama droga jest celem. 

Kościół Rzymskokatolicki naucza o trzech miejscach pobytu duszy po śmierci: niebo, piekło i czyściec. Formułując naukę o czyśćcu, KKK naucza: 

„Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba”. (KKK 1030) 

Sobór Trydencki (1545–1563) oznajmia: 

„Jeśli ktoś twierdzi, że po otrzymaniu łaski usprawiedliwienia każdemu pokutującemu grzesznikowi odpuszczona jest wina i zgładzona kara wieczna w taki sposób, że nie pozostaje żadna doczesna kara do odpokutowania czy to na tym świecie, czy w przyszłym – w czyśćcu – przed wejściem do królestwa niebieskiego — niech będzie przeklęty”. (Kanon 30) 

Z powodu obecności tego stanu pośredniego, Kościół Rzymskokatolicki rozwinął praktykę odpustów oraz modlitwy za zmarłych: 

„Kościół zaleca także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne za zmarłych". (KKK 1032) 

Pismo Święte naucza o dwóch, nie zaś trzech miejscach pobytu duszy po śmierci: niebie i piekle. Chrystus mówił o dwóch drogach: wąskiej prowadzącej do życia i szerokiej prowadzącej na zatracenie (Mt 7:13-14). Ani słowa o trzeciej drodze Mówił również, że „owce” wchodzą bezpośrednio do Królestwa i życia wiecznego, zaś „kozły” w ogień wieczny (Mt 25:33-34.41.46). Ani słowa o trzecim miejscu. 

Dlatego nie ma ciemnego tunelu ani ognistej poczekalni pomiędzy między światłością a ciemnością. Jeśli ktoś został zbawiony, idzie do nieba bez żadnych przystanków po drodze. Jeśli ktoś nie został zbawiony, idzie do piekła. W Dobrej Nowinie nie ma miejsca na naukę o czyśćcu.

Idea czyśćca pomniejsza skuteczność dzieła Chrystusa, który cierpiał i poniósł karę za wszystkie grzechy zbawionych. „Darował nam wszystkie występki” (Kol 2:13 BT; por. Hbr 2:17; 8:12). Nie istnieje taki grzech, za który zbawiony człowiek miałby jeszcze odcierpieć w ogniu czyśćcowym. Dlatego nauka o czyśćcu degraduje skuteczność ofiarnej śmierci Jezusa na krzyżu. Jeśli Chrystus poniósł należną mi karę na krzyżu, to nie ma możliwości, by kolejne cierpienie za moje grzechy spadło na mnie w ogniu czyśćcowym. Bóg jest sprawiedliwy - nie zsyła cierpienia dwukrotnie za ten sam grzech. 

Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni. (List do Hebrajczyków 10:14).

On, który jest odblaskiem chwały i odbiciem jego istoty i podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy, dokonawszy oczyszczenia z grzechów, zasiadł po prawicy majestatu na wysokościach (List do Hebrajczyków 1:3)

Gdyż łaskawy będę na nieprawości ich, a grzechów ich nie wspomnę więcej (List do Hebrajczyków 8:12).

Ci, którzy zaufali Jezusowi są uznani przez Boga za doskonałych i oczyszczonych z grzechów. Ci, którzy nie zaufali Jezusowi - nie ujrzą żywota:

Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim (Ewangelia Jana 3:36).

Ponadto, doktryna czyśćca w niebezpieczny sposób buduje fałszywą nadzieję na zbawienie (nieco dłuższą drogą, przez ogień czyśćcowy) bez konieczności nawrócenia i zerwania z grzechem. Jeśli bowiem jest nadzieja, że mogę znaleźć się w niebie, będąc "pomiędzy" wiarą a niewiarą, jeśli nie muszę się nawrócić z grzechu, to dla milionów ludzi jest to zachęta do "świetnego układu" (ich zdaniem), który niestety jest tragiczny w skutkach. "Nie jestem na tyle dobry, bym trafił od razu do nieba i nie jestem na tyle zły, by Bóg mnie na wieki potępił. I tak nic nie mogę w tym względzie zmienić więc tak czy siak nie ominę czyśćca w drodze do nieba".

Jest to bardzo niebezpieczna nauka, która utwierdza miliony ludzi w nadziei zbawienia bez konieczności zaufania Jezusowi. 

Biblia jednak naucza, że ci, którzy postanowili żyć w swoich grzechach i ominęli w swoim życiu krzyż, zostaną za nie sprawiedliwie osądzeni, zaś karą za grzech jest wieczna śmierć (Rz 6:23). Natomiast ci, którzy umierają w wierze w Chrystusa, mogą być pewni zbawienia wiecznego i nieba po śmierci (J 3:36; 1J 5:12-13). Nie ze względu na własne zasługi, lecz zasługi Chrystusa, który umarł za nich. W naturalnym stanie człowiek jest grzesznikiem: rodzi się obarczony grzechem pierworodnym i sam łamie Boże przykazania. Jednak zbawienie wierzących jest pewne ze względu na skuteczność dzieła Chrystusa. 

Dlatego raz jeszcze należy podkreślić, że nie ma miejsca przejściowego między niebem a piekłem. Jeśli ktoś jest synem światłości - idzie do nieba. Karę za wszystkie jego grzechy poniósł Syn Boży na krzyżu. Jeśli ktoś jest synem ciemności - zdąża do piekła, powinien się czym prędzej nawrócić z grzechu i zawrócić z drogi ku śmierci. Według Pisma Świętego nie istnieje czyściec, nie istnieje królestwo neutralności, nie istnieją synowie szarości. Nie ma drogi pośrodku między życiem a śmiercią, nie ma drogi pośredniej między życiem w grzechu a narodzeniem na nowo.    

sobota, 31 grudnia 2022

B16


Dziś zmarł Benedykt XVI - papież, o którym jako protestant mogę szczerze powiedzieć: lubiłem go. Oczywiście ani on nie przestał być katolikiem, ani ja nie przestaję być protestantem. Protokół rozbieżności nie stracił ważności. 

Lecz np. jego książka (3 części) "Jezus z Nazaretu" przesiąknięta cennymi myślami z Pisma Świętego jest dla mnie źródłem dużej zachęty i umocnienia w wierze Jezusowi. 

Jeśli jesteś protestantem i nie myślisz plemiennie - zachęcam, byś sięgnął po nią. Nie bój się czytać dobrych książek, również katolickich autorów takich jak George Weigel, G.K. Chesterton, John Henry Newman, J.R.R. Tolkien, Malcolm Muggeridge, Fabrice Hadjadj, Fulton Scheen czy wreszcie Benedykta XVI. 

Kościół Powszechny jest bogaty w mądrość, po którą, aby sięgnąć musisz wyciągnąć rękę. Każda prawda jest Bożą prawdą, każde kłamstwo pochodzi od ojca kłamstwa. Każda prawda umacnia i rozwija. Każde kłamstwo deformuje i niszczy. 

Jeśli zaś z założenia nie sięgasz po autorów spoza swojego Kościoła i oburza Cię, że protestancki pastor czyta katolickich autorów, to pozostań w swojej piwnicy. Bez obaw. Nie zamierzam do niej zaglądać, by Cię niepokoić.

poniedziałek, 17 października 2022

Papież, pastorzy, liderzy i focia

Zawrzało w sieci po wizycie u papieża Franciszka ekumenicznej delegacji środowisk charyzmatycznych, której częścią było kilku polskich pastorów. Przeczytałem, posłuchałem relacji ze spotkania, by dowiedzieć się o jego przyczynie i przebiegu - i głównym celem, jaki w tym widzę to... wspólna focia, która dla uczestników będzie dożywotnią pamiątką, dla ekumenistów powodem ekscytacji, zaś dla fundamentalistów dowodem rzeczowym na miejsce owych pastorów w piekle. Jak mawiał Forrest Gump: "To wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat". Wracamy do roboty.

sobota, 19 czerwca 2021

Martwa wiara w Kościół Powszechny

Wiara w powszechność Kościoła to nie może być tylko slogan. Jeśli mówimy: "Wierzę w Kościół powszechny, ale nie wierzę w Stół powszechny dla wszystkich chrześcijan. Nie wierzę w Chrzest powszechny wszystkich chrześcijan" - to wiara w powszechność Kościoła jest wiarą martwą.

czwartek, 12 grudnia 2019

Zbyt katolicki by być Katolikiem

Peter Leithart
Ostatnimi czasy moi znajomi poinformowali mnie, iż moje nazwisko zostało przywołane w kilku dyskusjach w sieci dotyczących katolicyzmu, prawosławia i protestantyzmu, przez osoby, które twierdzą, iż wspierałem ich w odejściu od protestantyzmu. Zasugerowali także, iż powinienem powtórnie zasygnalizować dlaczego sam nie skłaniam się ku powrotowi do Rzymu, Konstantynopola lub Moskwy (Rosja!), ani dlaczego nie nakłaniam do tego nikogo innego. Chcę zaznaczyć, iż wszystkie poglądy, które zostaną przeze mnie przedstawione poniżej wyraziłem wielokrotnie na łamach tego bloga, jak i podczas wielu prezentacji i konferencji jakie miałem okazję wygłosić w przeszłości. Jednak w tym miejscu chciałbym je wszystkie zebrać i dokonać ich podsumowania.
Jednym z głównych zagadnień mojej akademickiej i pastorskiej kariery, a zarazem coś, co jest bardzo bliskie mojemu sercu to udział w procesie scalania podzielonego Kościoła. Wiele napisałem, a także nauczałem na temat eklezjologii; biorę czynny dział w wydarzeniach organizowanych wspólnie przez Kościoły protestanckie, katolickie i prawosławne, takie jak organizacja Touchstone, a także First Things, Center for Catholic-Evangelical Dialogue. Z wieloma braćmi z katolickich i prawosławnych Kościołów walczymy razem o ważne dla nas kwestie. Wierzę, że katolicy i prawosławni są naszymi sojusznikami nie tylko w sprawach związanych z kulturą i moralnością, lecz także w kwestiach teologii i życia Kościoła.
Zagadnienie to nie jest dla mnie jedynie teologiczną niszą, lecz konsekwencją głębokiego przekonania o naturze Kościoła. Wciąż pamiętam ból jaki czułem kiedy pierwszy raz zrozumiałem (z pomocą Jamesa Dunna), o czym Paweł pisze w drugim rozdziale listu do Galacjan, kiedy strofował Piotra za odstąpienie od wspólnoty stołu. Historia Kościoła, w szczególności od jego podziału w wyniku Reformacji, pełna jest tragicznych i przerażających wydarzeń, tylko niekiedy przeplatanych pokojowymi podziałami. Uważam, że podział Kościoła był jednym z najtragiczniejszych wydarzeń współczesnego świata, który przecież był świadkiem licznych okrucieństw (z których, moim zdaniem, wiele było właśnie konsekwencją podziału Kościoła). Czy możemy wyobrazić sobie coś gorszego niż ponowne ukrzyżowanie Chrystusa? Chrystus nie jest podzielony. Uważam, że naszą reakcją na 500 już lat zachodniego podziału i całe tysiąclecie wschodniego podziału Kościoła powinna być głęboka żałoba i pokuta.
Mój protestantyzm, mój reformowany katolicyzm, nie stoi ani trochę w konflikcie z moim pragnieniem jedności Kościoła. Wręcz przeciwnie, właśnie dlatego, że tak bardzo pragnę zjednoczenia Kościoła pozostaję, nie z niechęcią, lecz pełen radości, tam gdzie jestem. A głównym powodem dlaczego wciąż jestem protestantem jest to, iż jestem zbyt katolicki aby stać się katolikiem lub prawosławnym.
W pełni zgadzam się z podstawowymi zarzutami protestantów pod adresem Kościoła Katolickiego i Prawosławnego: niektóre z katolickich nauczań i praktyk przesłaniają doktrynę zbawienia z łaski danej nam darmo przez Boga, objawionej w osobie Jezusa Chrystusa; modlitwy za pośrednictwem Marii i świętych nie są zalecane ani dozwolone przez Słowo Boże, jako że odwracają one uwagę od jedynego pośrednika jakim jest Chrystus; nie akceptuję ustaleń Soboru Watykańskiego I; wierzę, iż oddawanie czci obrazom jest łamaniem drugiego przykazania poprzez liturgiczne bałwochwalstwo; otaczanie czcią hostii także jest bałwochwalstwem; w Kościele Katolickim, jak i Prawosławnym tradycja przesłania i zagłusza Słowo Boże. Uważam, że wiele z rozwiązań zaproponowanych przed i po Soborze Watykańskim II jest dobrych i właściwych jednak sam Sobór Watykański II przyczynił się do wielu problematycznych kwestii (por. stosunek do islamu w „Lumen Gentium”).
W pełni zgadzam się z tymi zarzutami, ale nie one są głównym powodem dla którego jestem protestantem. Wszakże do niektórych odmian protestantyzmu mam również wiele zastrzeżeń. Mój protestantyzm, a raczej reformowany katolicyzm, nie jest nastawiony na bycie „anty-”, a wręcz przeciwnie, na bycie „pro-”. I tak, jestem prokościelny, proekumeniczny, projednościowy, wreszcie jestem za zjednoczonym Kościołem – jednym ciałem Jednego Pana. Nie chodzi tu o to, iż jestem zbyt antykatolicki aby być katolikiem. Jestem zbyt katolicki aby być katolikiem.
Każdemu protestantowi, który rozważa odejście zadałbym pytanie: Jak o twoim wcześniejszym chrześcijańskim doświadczeniu świadczy to, że przenosisz się do Rzymu tudzież Konstantynopola? Czy jesteś gotów przystępować do Stołu Pańskiego do którego twoi protestanccy znajomi nie mają przystępu? Czym różni się to od postawy Piotra, który odmówił społeczności z poganami? Czy jesteś gotów na to, by przyznać, że wszyscy znani ci wierni należą do podkategorii chrześcijan ponieważ nie są członkami Kościoła, który przypisuje sobie apostolską sukcesję, niezależnie od tego jak owocne w wiarę, nadzieję i miłość jest życie ich członków? Ja, na przykład, musiałbym przyznać, iż moja ordynacja była nieważna, a także, iż nigdy nie poprowadziłem prawdziwej Eucharystii. Aby stać się katolikiem musiałbym zacząć czytać publikacje protestanckich teologów jako twórczość „braci odłączonych”, a nie braci w Chrystusie. Aby stać się członkiem Kościoła Prawosławnego, musiałbym jeszcze raz przejść przez cały proces włączenia do Kościoła, tak jak gdybym nigdy nie został ochrzczony. Co takie praktyki mówią o moich wszystkich protestanckich braciach i siostrach, którzy zostali „niewłaściwie” ochrzczeni? Dlaczego miałbym ot tak odwracać się od innych chrześcijan? Jestem zbyt katolicki aby to zrobić.
Katolicyzm i prawosławie mogą poszczycić się imponującym dziedzictwem, rozbudowaną teologią, a także zaangażowaniem w tworzenie kultury. Oba Kościoły, a w szczególności Kościół Katolicki, imponują już samym rozmiarem. Jednak kiedy biorę udział we mszy odmawia mi się dostępu do Stołu Pańskiego razem z innymi katolickimi braćmi. Zastanawiam się wtedy czym katolicy różnią się od Synodu Luteran z Wisconsin lub kontynentalnego kalwinizmu, w których to praktykuje się zamkniętą społeczność. Moi katoliccy znajomi czują się tym obrażeni, jednak, gdy odłożymy na bok historię i wielkość Kościoła Katolickiego, trudno nie ulec wrażeniu, że nie różni się on bardzo od olbrzymiej sekty. Czy Kościół Prawosławny również nie podlega temu samemu Pawłowemu potępieniu co fundamentalistyczne Kościoły Baptystyczne, które także zabraniają dostępu do swoich stołów dla osób z zewnątrz? Aby stać się katolikiem musiałbym bardzo zmniejszyć moje kościelne otoczenie. Musiałbym stać się mniej katolicki – mniej katolicki niż Jezus. Dlatego też powiem to jeszcze raz: jestem zbyt katolicki aby stać się katolikiem.
Ostatni powód związany jest ściśle ze mną. Podczas mojej teologicznej wędrówki zjadłem zęby na biblijnej teologii Jamesa Jordana. Na końcu swojej książki „Through New Eyes” Jordan argumentuje, iż tak jak świątynia była niewyobrażalna dla Izraelitów żyjących w czasie upadku porządku świątynnego, tak też przyszłość Kościoła jest niewyobrażalna dla nas. Nie mamy wglądu w przyszłość; nie wiemy w jaki sposób Bóg poskłada w całość rozproszone członki swojego Kościoła. Jednak możemy ufać i żywić nadzieję, że Bóg dokona tego, chociaż my widzimy tylko konfiguracje przeszłych i teraźniejszych wydarzeń. Często wyobrażamy sobie przyszłość Kościoła jako przedłużenie jednej z teraźniejszych tradycji: protestanckiej, katolickiej, prawosławnej czy anabaptystycznej. Jednakże przyszłość nigdy nie jest zwykłym przedłużeniem przeszłości i teraźniejszości (jak może do tego dojść biorąc pod uwagę ogromny rozwój chrześcijaństwa na południu globu?). Dlatego też z zadowoleniem i silną wiarą pozostaję przy moim reformowanym katolicyzmie, jednak również niecierpliwie czekam na nastanie Kościoła przyszłości. O tym Kościele nie wiemy nic oprócz tego, że będzie zupełnie inny od tego co znamy dziś. Wielbimy przecież Boga żywego, Boga pełnego ciągłych niespodzianek.
dr Peter Leithart jest dyrektorem Theopolis Institute, przez wiele lat służył jako pastor w kościele Trinity Reformed Church w Moscow, Idaho (USA). Artykuł pochodzi z jego bloga: http://www.firstthings.com/blogs/leithart/
tłumaczenie: Ewa Ratajczak

środa, 16 października 2019

Jedność Kościoła w oczach protestanta

Grzechy przeciwko jedności 
Grzechy przeciwko jedności Kościoła są jednymi z najczęściej popełnianych przez chrześcijan każdego wyznania i każdej tradycji Kościoła Powszechnego. Duch podziału przejawia się w separacji, izolacjonizmie, wszczynaniu sporów, przekonaniu, że Kościół Jezusa Chrystusa ogranicza się do denominacji definiujących w jednakowy sposób np. takie pojęcia jak: usprawiedliwienie, sukcesja apostolska, predestynacja, Komunia, Chrzest, utracalność/nieutracalność zbawienia, mówienie językami, prorokowanie itp.
Ciało Chrystusa jest jedno, choć różnorodne, podobnie jak nasze ciała (1 Kor 12-14). Nie wszystkie członki wyglądają jak ręce, lecz nikt nie uważa, że z tego powodu nie są członkami tego ciała. Chora noga jest częścią ciała, nie zaś martwym narządem poza nim.
Biblia naucza, że podwaliną i filarem prawdy jest Kościół Powszechny, nie zaś jego jeden lub dwa nurty (1 Tm 3.15), zaś częścią jego bogactwa jest różnorodność spuścizny historycznej, teologicznej czy liturgicznej. Oczywiście nie oznacza to promocji relatywizmu, zniechęcania do debat i teologicznego wyostrzenia. Oznacza natomiast rozpoznanie, że przekonanie o własnej racji powinno nas prowadzić do dojrzałości wyrażanej w postawie miłości braterskiej. Uczeń Chrystusa, który wierzy w tą samą ewangelię, tego samego Boga, to samo Pismo Święte i jest ochrzczony tym samym trynitarnym chrztem może być bratem niedojrzałym, niedoskonałym, jednak nie jest mokrym poganinem.
Ustawiczna krytyka dążeń do wypracowania jakichkolwiek płaszczyzn współpracy między poszczególnymi nurtami (denominacjami) Kościoła Powszechnego jest postawą demoniczną i nie mającą nic wspólnego z duchem Ewangelii. Jest grzechem przeciwko jedności Kościoła i nie rozpoznawaniem ciała Pańskiego, przed czym ostrzegał Apostoł Paweł (1 Kor 11.29). Niestety wielu chrześcijan przekonanych o wyjątkowości własnej tradycji konfesyjnej (wyznaniowej) za miarę ortodoksyjności stawia jak najbardziej negatywny i separatystyczny stosunek do innych Kościołów lub nurtów mających na celu ekumeniczną współpracę (z gr. oikumene – powszechny). Wedle tego spojrzenia, Kościół, który chce zachować swoją czystość i upodobanie w Bożych oczach powinien stronić jak najdalej od tych, którzy używają mniej wody podczas chrztu, inaczej tytułują swoich przywódców lub nie postrzegają Kościołów spoza własnego nurtu jako heretyków lub apokaliptycznej Wielkiej Wszetecznicy. Charles Spurgeon, jeden z największych protestanckich kaznodziejów brytyjskich (z XIX w.) podczas swoich nabożeństw modlił się o ewangelizację prowadzoną przez D.L. Moody’ego oraz I.D. Sankeya mimo iż różnił się z nimi teologicznie z wielu istotnych aspektach.
Oczywiście jedność w Ludzie Bożym powinna być budowana na prawdzie, a nie pomimo jej braku. Powinniśmy z pokorą w kontekście współzależności dyskutować o tym co nas łączy oraz dzieli i szukać odpowiedzi w Piśmie Św. Słowo Boże jest ostre niczym miecz obosieczny i jest w stanie nas pouczyć oraz rozsądzić prawdziwość naszych myśli, przekonań (Hbr 4,12). Jeśli Pismo wzywa nas do obrony naszych przekonań wobec niewierzących w duchu łagodności i szacunku, o ileż bardziej powinniśmy mieć podobną postawę wobec chrześcijan z innych Kościołów (1 Pt 3,15-16). Jednym z przejawów dojrzałości i duchowości jest to jak myślimy i mówimy o braciach z innych nurtów chrześcijaństwa.
Tak jak Biblia wzywa do rozwiązywania osobistych niesnasek pomiędzy chrześcijanami (Mt 5,23-24) podobnie jako poszczególne Kościoły (i wyznawcy różnych tradycji w chrześcijaństwie) powinniśmy dążyć do zrozumienia i pokoju pomiędzy sobą nawzajem (Rzym 12,18; 14,19). Tak jak tylko potrafimy powinniśmy budować ową jedność tam gdzie możemy, np. w jednomyślnym stanowisku wobec aborcji, homoseksualnych małżeństw czy angażując się w projekty, które służą dobru i umocnieniu całego Kościoła Powszechnego, np. wspólna szkoła chrześcijańska.
Wszystko jedno który Kościół? 
Wzajemne zrozumienie i miłość braterska nie oznacza jednak akceptacji błędów, a nawet grzechów poszczególnych chrześcijan oraz Kościołów. Mimo wspólnej wiary w Trójjedynego Boga i wspólnego chrztu, który scala chrześcijan w jeden, powszechny Kościół, pewne jego nurty mogą znajdować się bliżej lub dalej wzorca, który znajdujemy w Bożym Słowie. Pan Jezus Chrystus w Apokalipsie Św. Jana ostrzega całe Kościoły przed sądem i „wypluciem z ust” oraz wzywa je do upamiętania (Obj 3,16.19). „Świecznik” Kościoła w Efezie (Obj 2,5) został zdjęty przez Pana Jezusa Chrystusa i po tamtejszym Kościele nie pozostało nic poza starożytnymi ruinami oglądanymi przez turystów.
Odpowiedzialnością każdego z chrześcijan jest poszukiwanie takiego środowiska wzrostu (Kościoła), które wyznaje, praktykuje i naucza w możliwie najwierniejszy sposób prawdy zawarte w Piśmie Św. Przykładem może być podzielony Kościół Starego Testamentu. Królestwo Izraela i Judy wspólnie tworzyły jeden naród wybrany – Lud Boży. Mimo napięć, podziałów, grzechów, które popełniano w obu Królestwach – powszechność i jedność Kościoła była faktem. Nie oznaczało to jednak, że tak naprawdę to wszystko jedno jaki był duchowy stan środowiska, w którym Izraelita się znajdował. Odpowiedzialnością każdego z członków Ludu Bożego było odciąć się od tego co złe i grzeszne (bałwochwalstwa, błędnych nauk, małżeństw z obcoplemiennym narodami itp.) i podążać Bożą ścieżką wierności i posłuszeństwa. Niekiedy wbrew głównemu nurtowi.
Steve Schlissel, pastor Messiah’s Covenant Community Church w Nowym Jorku napisał: „Kościół to organizm, żywa jednostka mająca więź z Chrystusem, jego Głową. Tak jak człowiek może być mniej lub bardziej obdarowany, mniej lub bardziej zdrowy, mniej lub bardziej aktywny – podobnie ma się rzecz z Kościołem. Nie traktujemy chorych ludzi jako nie-ludzi. Przeciwnie, traktujemy ich jako będących w wielkiej potrzebie okazywania im serdecznej troski. Rozważmy zmianę w naszej postawie jaka miałaby miejsce jeśli zastosowalibyśmy ową metaforę do Kościoła. Z pewnością bylibyśmy wówczas bardziej skłonni do troski niż do pogrzebywania. Oczywiście może się zdarzyć, że ciało (organizm) jest zainfekowane i zaczyna szerzyć infekcję do jego poszczególnych części. Wówczas wierzący (przenosząc to na grunt Kościoła) nie mają żadnego obowiązku narażać siebie i swoich dzieci na infekcję. Lecz ich odejściu od gospodarza nie powinno towarzyszyć stwierdzenie, że poprzedni gospodarz właśnie umarł lub jest fałszywy”.[1]
Błogosławieństwo podziałów 
Bóg jest Jeden w Trzech Osobach, dlatego zarówno jedność, jak i wielość (rozróżnienie) są dobre i wskazane. Powinny być pożądane we właściwym kontekście. Nie każda jedność ma upodobanie w Bożych oczach (np. wieża Babel, zniesienie różnic wynikających z odmienności płci, jedność Kościoła w fałszywej doktrynie, jedność dzieci w buncie przeciwko rodzicom itd.), podobnie jak nie każda różnorodność (np. zaprzeczanie bóstwu Chrystusa, schizmy w Kościele o grzesznym podłożu).
Ap. Paweł wspomina o dobrych skutkach niektórych podziałów nawet między chrześcijanami. „Słyszę bowiem najpierw, że gdy się jako zbór schodzicie, powstają między wami podziały; i po części temu wierzę. Zresztą, muszą nawet być rozdwojenia między wami, aby wyszło na jaw, którzy wśród was są prawdziwymi chrześcijanami” (1 Kor. 11,18-19). Podziały służą niekiedy oczyszczeniu Kościoła z obłudników lub chrześcijan lekceważących Boże Słowo oraz swoją więź z Chrystusem. Mają więc one niekiedy dobre skutki i Chrystus używa niektórych podziałów, by ratować Swoje Ciało przed infekcją „letnich” chrześcijan, doktrynalnych błędów lub hipokrytów będących jego częścią.
Podziały, które nie mają upodobania w Bożych oczach powinny nas boleć, jednak pamiętajmy, że dzisiejszy Kościół wciąż zmierza „do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości, i dorasta do wymiarów pełni Chrystusowej” (Ef 4,13). Jest to jedno z zadań osób posługujących w Kościele (w.11-12).
Wierny pastor (lub ksiądz) swoją służbą powinien przyczyniać się do prawdziwej (biblijnej) jedności. Niedbały pastor (lub ksiądz) lekceważy oraz niszczy ową jedność. Tam gdzie owa jedność jest budowana w biblijny sposób (a nie polityczny, powierzchowny lub marketingowy) – tam chrześcijanie nie są miotani i prowadzeni na manowce przez teleewangelistów lub sprzeczny z Pismem powiew doktryn formułowanych przez różnorakie ekskluzywne magisteria. Trud prawdziwej jedności nie przychodzi poprzez ciepły uśmiech i przymykanie oczu na różnice. Pasterz, który toleruje wilki w swoim stadzie jest pasterzem, który nienawidzi własnych owiec. Pasterz, który kocha swoje owce jest pasterzem, który walczy z wilkami. Oczywiście wilki w owczych ubraniach nie lubią tego. Zazwyczaj wówczas podnoszą głośny płacz wołając: „Jedność!”
Jedność jako fakt i wyzwanie 
Mimo izolacjonistycznej mentalności wielu chrześcijan jedność Kościoła Powszechnego jest faktem. Fundamentem owej jedności jest jeden Pan, jedna wiara i jeden chrzest (Ef 4,5). Prawdziwy Kościół wyznaje Chrystusa jako Syna Bożego, Drugą Osobę Trójcy Św. Uznaje depozyt wiary przekazany przez apostołów i proroków w Piśmie oraz praktykuje i rozpoznaje jako ważny chrzest udzielany w imię Ojca, Syna i Ducha Św. Apostoł Paweł wymieniając podstawy owej jedności nie wskazuje na jedność strukturalną, lecz jedność Ducha, którym jesteśmy spojeni jako członki tego samego Ciała. Na jego liście nie ma ekumenicznej centralnej kwatery w Nowym Jorku, jednego biskupa w Rzymie lub Zjednoczonym Królestwie. Jest jeden Pan, jedna wiara i jeden chrzest. Oczywiście strukturalna jedność jest czymś dobrym i właściwym, lecz musimy pamiętać, że napędzenie chrześcijan do jednego miejsca nie tworzy jedności. Tworzy tłum. Strukturalna jedność jest owocem biblijnych dążeń w kierunku tworzenia i zachowywania jedności, nie zaś czymś, co ową jedność zapewnia. Wystarczy spojrzeć na poważne różnice pomiędzy przedstawicielami jednych struktur (np. podejście do kary śmierci, ewolucji i stworzenia, regulacji poczęć, celibatu itp.), by przekonać się, że jedna struktura nie gwarantuje jedności. Zapewnia jedynie „legalne”, tolerowane różnice. Większą jedność między sobą zachowują baptysta z prezbiterianinem, którzy razem się modlą i błogosławią niż dwoje gorliwych katolików, którzy wzajemnie oskarżają się o porzucenie chrześcijańskiej ortodoksji.
Pismo Św. wzywa chrześcijan nie tyle do tworzenia jedności, co raczej jej zachowywania (Ef 4,3). To oznacza, że jedność jest faktem, zaś jej fundamentem jest jeden Duch, który łączy nas w jedno Ciało (Kościół) poprzez jeden chrzest. „Bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało – czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni, i wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem” (1 Kor. 12,13).
Jedność to jednak nie tylko fakt, ale i wyzwanie. Mamy przyczyniać się do zachowywania jedności ponieważ zależy na niej Chrystusowi. Nicejskie Wyznanie Wiary (325 r.) formułując prawdy nt. Kościoła stwierdza, że jest on m.in. jeden oraz powszechny.
Co to znaczy, że Kościół jest jeden? To oznacza, że nie ma dwóch (lub więcej) Kościołów. Jest jeden. Bóg związał się w szczególny sposób ze Swoim Kościołem i poza jego społecznością nie ma zbawienia. Ojcowie Kościoła nazywali go „Matką Kościołem”, z którą Bóg jako nasz Ojciec związał się w szczególny sposób. Nie ma dwóch Kościołów z dwoma listami członków. Kościół zawsze jest jeden.
Jezus Chrystus modlił się o jedność Kościoła. I nie chodziło Mu o jakąś niewidzialną jedność niewidzialnych chrześcijan, lecz o jedność Kościoła widzialnego, która będąc odbiciem jedności między Ojcem, a Synem powinna być świadectwem dla świata. Zbyt często zdarza nam się zapominać, że filarem i podwaliną prawdy o której pisał Ap. Paweł do Tymoteusza (1 Tm 2,15) jest Kościół Powszechny (a nie Rzymskokatolicki, Prawosławny, Reformowany, Luterański czy Baptystyczny). Prawda jest w Chrystusie. On jest Głową Kościoła Powszechnego, w którego skład wchodzą wszyscy ochrzczeni (w imię Trójjedynego Boga) wyznający Chrystusa chrześcijanie zrzeszeni w poszczególnych zborach i parafiach. Owa jedność niekoniecznie oznacza ujednolicenie struktur organizacyjnych, wszystkich zwyczajów lub czynności liturgicznych.
Co to znaczy, że Kościół jest powszechny? To oznacza, że nie jest ograniczony do jednego miejsca, narodu, czy nawet wyznania. W tej sferze często zdarza nam się myśleć w izolacjonistyczny (by nie powiedzieć w sekciarski) sposób. I dotyczy to zarówno strony protestanckiej, jak i katolickiej. Kościoły Protestanckie często ograniczają Kościół Powszechny do kilkunastu wyznań powstałych na gruncie XVI-wiecznej reformacji. Nierzadko spotkać można tzw. „biblijne” Kościoły, które w swoich wyznaniach wiary lubują się w akcentowaniu własnej odrębności konfesyjnej. Swoje specyficzne cechy wolą wymieniać na samym początku niż na końcu listy wyznawanych doktryn (np. podejście do ekumenii, sposobu chrztu, zrozumienia Wieczerzy Pańskiej).
Problem z biblijnym spojrzeniem na powszechność Kościoła ma także Kościół Rzymskokatolicki, który naucza, że częścią Kościoła Powszechnego są jedynie te Kościoły, które postrzegają (i zachowują) sukcesję apostolską w sposób zgodny ze spojrzeniem rzymskokatolickim. Wspólnoty protestanckie mają w sobie pewne namiastki Kościoła, jednak według rzymskokatolickiej teologii Kościołami w pełnym tego słowa znaczeniu nie są. Owo stanowisko potwierdza wydany w czerwcu 2007 dokument Kongregacji Nauki Wiary, który wypowiadając się na temat Kościołów Protestanckich stwierdza: „Wspólnoty te, powstałe po liczącej półtora tysiąclecia tradycji katolickiej, nie zachowały sukcesji apostolskiej w sakramencie święceń. Brakuje im zatem koniecznego elementu konstytutywnego, aby być Kościołem. Ze względu na brak kapłaństwa sakramentalnego nie utrzymały właściwej, pełnej rzeczywistości Misterium eucharystycznego. Dlatego według nauki katolickiej nie mogą być nazywane «Kościołami» we właściwym tego słowa znaczeniu”.[2] (podkr. aut.).
Nie jest tak źle 
Z jednością Kościoła jest trochę jak z kobietą z Ewangelii chorą na krwotok. Im więcej lekarze się nią zajmowali, tym jej stan był gorszy (Mk 5,26). Im częściej przywódcy Kościoła postrzegają jedność w kategoriach strukturalnych i zabierają się za ich naprawę, tym wydaje się być z nią coraz gorzej. Dzieje się tak ponieważ wielu mylnie uważa, że prawdziwa jedność jest rezultatem podlegania jednolitym strukturom. Stąd też niektóre Kościoły „w trosce” o jedność dążą do „wchłonięcia” pozostałych denominacji. Warto jednak przyjrzeć się samym strukturom organizacyjnym współczesnego Kościoła, by mieć jego realistyczny obraz.
Sytuacja współczesnego Kościoła nie wygląda tak tragicznie jak czasami wypowiadają się o niej szczególnie katoliccy apologeci (np. że istnieje 25 tys. denominacji protestanckich) podkreślający jedność ich Kościoła i przedstawiający go jako rzekomo niepodzielony monolit. W interesujący sposób podział na poszczególne gałęzie i tradycje wyznaniowe w Kościele przedstawia „World Christian Encyclopedia” autorstwa Davida Barretta. Zauważa on, że Kościół Prawosławny dzieli się na dziewiętnaście różnych tradycji, Rzymskokatolicki na szesnaście zaś Protestancki na dwadzieścia jeden. Gdyby nie liczyć w tym tradycji Kościoła Anglikańskiego – pozostałoby sześć. Wewnątrz każdej z tych tradycji można dokonywać kolejnych rozróżnień i systematyki. Jednak rozróżnienia na dalszym etapie nie są już aż tak kluczowe i istotne jak na poziomie trzech głównych nurtów. Jak widać – każda z głównych tradycji w chrześcijaństwie podlega różnorodności i podziałom, które niekoniecznie burzą jej fundamenty i przywiązanie do wspólnych wartości. Skala owych podziałów i różnic nie jest aż tak wielka jak przedstawiają ją niektórzy chrześcijanie lub, co ma miejsce o wiele częściej, niechrześcijanie.
Pismo zapowiada, że pewnego dnia Kościół stanie się doskonałym człowiekiem, czystą i nieskalaną Oblubienicą. Nie jest jeszcze doskonałym człowiekiem i nie powinniśmy oczekiwać, że stanie się nim na etapie dzieciństwa. Bóg jednak buduje świętą budowlę, która rośnie „do męskiej doskonałości”. Obecny stan Kościoła pielgrzymującego jest częścią Bożego planu, zgodnie z którym zmierza on ku chwalebnej przyszłości. Oczekiwanie od dzisiejszego Kościoła pełni Chrystusowej dojrzałości, zupełnej jedności wiary, męskiej doskonałości, o których pisał Ap. Paweł (Ef 4,13) jest oczekiwaniem błędnym. Wynika z nieumiejętności dostrzeżenia, że Duch Św. działa poprzez historię prowadząc Kościół ku dojrzałości i jedności w stopniowy sposób.
Jeden Kościół a reformacja 
Reformatorzy bardzo poważnie podchodzili do kwestii jedności Kościoła. Już sam fakt, że Luter nie zamierzał tworzyć nowego wyznania, lecz oczyszczać istniejący Kościół wiele mówi na temat jego podejścia do jedności Ciała Chrystusowego. Postawa reformatora z Wittenbergii była przejawem przekonania, że każdy kto uznaje i kocha Boga jako Swego Ojca, ten uznaje i kocha Kościół jako Swoją Matkę. Oczywiście nie wszystko co czyniła owa Matka znajdowało uznanie w oczach jej dziecka. Są sytuacje gdy dzieci grzeszą wobec swojej matki. Czasami jednak matka popełnia grzechy wobec swoich dzieci. Tak też się stało w sytuacji ekskomuniki (oraz nieudanych zamachów na życie) niemieckiego reformatora.
Celem Lutra nie było wywoływanie rewolucji w Kościele ani dzielenie go. Jako młody zakonnik najzwyczajniej dostrzegał nadużycia moralne i doktrynalne pragnąc publicznej debaty na temat odpustów oraz biblijnego nauczania na temat usprawiedliwienia z wiary. Do debaty jednak nie doszło. Matka zignorowała i porzuciła swoje dziecko, które dostrzegło brak zgodności między nią, a Ojcem.
Kościół Katolicki zarzuca protestantom, że podzielili zachodnie chrześcijaństwo. Zazwyczaj do nas – współczesnych protestantów zupełnie nie trafiają (niestety) argumenty mówiące o powadze jedności i zgubnych skutkach dzielenia Kościoła. Uważamy, że Luter przede wszystkim chciał być wierny Chrystusowi w nauce o usprawiedliwieniu przez wiarę dlatego zachowanie jedności Kościoła było dla niego mało ważne. Współcześnie przechodzimy dość lekko wobec dyskusji o jedność Kościoła ponieważ współczesne istnienie wielu denominacji jest dla nas stanem normalnym. Zastaliśmy Kościół w takim stanie i często mylnie sądzimy, że jest to coś czemu nie warto poświęcać uwagi. W niektórych wspólnotach wystarczy odmienne zdanie przywódców, krytyka instytucjonalnego aspektu służby lub „objawienie” zwykłego członka by powstał nowy „Kościół”. Taka postawa to przejaw sekciarstwa i grzesznego schizmatyzmu.
Tymczasem wiele debat z czasów reformacji poświęconych było m.in. definicji widzialnego Kościoła ponieważ obie strony bardzo poważnie traktowały doktrynę o jedności Ciała Chrystusowego. Od XVI wieku pytanie o to, gdzie jest prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa stało się niesłychane ważne. Do tamtej pory nie było problemów z odpowiedzią na nie. Kościół zachodni był strukturalnie jeden i czymś oczywistym było, że jest on Ciałem Chrystusa. Może niedoskonałym, może kulejącym – lecz nie było innego Kościoła na zachodzie.
Jakie były odpowiedzi obu stron na pytanie o cechy prawdziwego Kościoła? Kościół Rzymskokatolicki uważał (i uważa), że w pełni prawdziwym Kościołem jest wspólnota złączona strukturalnie z biskupem Rzymu jako namiestnikiem Jezusa Chrystusa i następcą Św. Piotra. Wedle tej koncepcji to właśnie Rzymskokatolicki Kościół jako istniejący od XXI-stuleci poprzez zachowanie sukcesji apostolskiej jest tym jedynym prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa.
Reformatorzy dali odmienną odpowiedź: cechami prawdziwego Kościoła są wierne głoszenie Słowa Bożego oraz sprawowanie sakramentów. Prawdziwa sukcesja apostolska polega więc na poddaniu nauce apostolskiej spisanej w Piśmie Św. oraz sukcesji trynitarnego chrztu, który łączy chrześcijan różnych tradycji w jedno Ciało. W dyskusji protestanko-katolickiej chodziło (i wciąż chodzi) o to – kto jest kontynuatorem teologii Kościoła Nowego Przymierza istniejącego nieprzerwanie od ponad 2000 lat. Kto jest kontynuatorem myśli Ap. Pawła, Św. Augustyna, Orygenesa, Fulgencjusza czy Św. Anzelma, kto zaś jest nowinkarzem i sprowadza Kościół na manowce odchodząc od historycznej wiary Kościoła Powszechnego? Reformatorzy nie wymyślili nic nowego. Ich głównym założeniem był powrót do Pisma Św. jako źródła prawdy i jedności wiary. M. Luter, J. Kalwin, U. Zwingli zgodnie stwierdzili, że to Kościół Rzymskokatolicki głosi nowinki dodając własne (ludzkie) nauki do Biblii i sprowadza prosty lud na bezdroża błędów.
Chrystus pouczał przywódców w Izraelu, że fundamentem sukcesji Kościoła nie jest nałożenie rąk i wskazywanie siebie jako wiernych spadkobierców religii Abrahama i Mojżesza. „Nie myślcie, że Ja was będę oskarżał przed Ojcem; oskarża was Mojżesz, w którym wy złożyliście nadzieję. Gdybyście bowiem wierzyli Mojżeszowi, wierzylibyście i mnie. O mnie bowiem on napisał.” (Jn 5,45-46). „Wydawajcie więc owoce godne upamiętania. A nie próbujcie wmawiać w siebie: Ojca mamy Abrahama; powiadam wam bowiem, że Bóg może z tych kamieni wzbudzić dzieci Abrahamowi” (Łk 3,8).
Głos Urzędu Nauczycielskiego Kościoła Starego Przymierza stał w opozycji wobec głosu Bożego. Nasz Pan krytykował prawowiernych (nie samozwańczych) przywódców Kościoła, wskazując, że prawdziwa sukcesja polega na naśladowaniu wiary Abrahama i Mojżesza, nie zaś na piastowaniu przechodniego urzędu, który zdaniem uczonych w Piśmie gwarantował zachowanie czystości wiary. Podobnie czynili prorocy wskazując, że Boża sukcesja królów w Izraelu (od czasów Saula) nie jest gwarantem Jego upodobania. Jedność w prawdzie stoi ponad jednością strukturalną. Niekiedy te dwie kwestie idą ze sobą w parze, jednak tam, gdzie musimy się opowiedzieć za jedną z nich – prawda stoi ponad jednością. Jednocześnie prawda buduje prawdziwą jedność.
Historyczny protestantyzm nie oddzielił się więc od Kościoła Jezusa Chrystusa, lecz jest jego kontynuacją, podobnie jak inne Kościoły Chrześcijańskie zachowujące jeden chrzest w imię Trójjedynego Boga oraz depozyt wiary przekazany w Piśmie Św., którego podstawy zostały sformułowane w Apostolskim (II w.) i Nicejskim Credo (325 r.) oraz na Soborze Chalcedońskim (451 r.).
Wspólne korzenie, różne gałązki 
Zarówno Kościół Katolicki, Prawosławny jak i Protestancki łączy wspólna historia i wspólne korzenie. Każdy z owych nurtów w chrześcijaństwie wskazuje na Klemensa, Orygenesa, Augustyna czy Grzegorza Wielkiego jako na naszych wspólnych ojców w wierze. Ap. Paweł naucza, że dla chrześcijan w Koryncie ojcami wiary byli starotestamentowi Izraelici, których ciała zasłały pustynię (1 Kor 10,1-5). Wskazanie wspólnych korzeni i ojców wiary nie oznacza akceptacji wszystkiego co robili i w co wierzyli. Chrystus nie obiecał Kościołowi bezbłędności (która jest zarezerwowana dla Pisma Świętego). Obiecał wytrwanie i przemożenie bram piekielnych (Mt 16.16-18).
Wspólne korzenie wszystkich nurtów chrześcijaństwa wskazują na wspólne powiązanie z jednym drzewem (Przymierzem), którego gałązki mogą być mniej lub bardziej zdrowe (Rzym 11,13-24). Niektóre zaś powinny być odcinane ze względu na stan drzewa i pozostałych gałązek (Rzym 11,21-22). Świadomość wspólnych korzeni i wspólnej historii powinny chronić poszczególne Kościoły przed mentalnością sekty: „prawda przyszła wraz z nami i jest tylko u nas”. Chrystus kocha Kościół Powszechny i oddał zań samego siebie. To wzór dla nas. Powinniśmy podążać śladami Chrystusa żywiąc wobec Kościoła tę samą miłość, a jednocześnie – jeśli zależy nam na jego dobru i czystości – nie przemilczając i nie ignorując popełnianych błędów, grzechów i nadużyć.
Przypisy: 
[1] S. Schlissel, Church Government Mandates, http://www.messiahnyc.org (z dn. 2007-12-12). 
 [2] Abp Angelo Amato o dokumencie Kongregacji Nauki Wiary, http://www.radiovaticana.org/pol/Articolo.asp?c=143998 (z dn. 2007-01-10).
Artykuł ukazał się w kwartalniku „Reformacja w Polsce” w 2007 roku. 

wtorek, 4 czerwca 2019

Katolik i protestant: jakie są różnice?

Protestantów i katolików łączy wiara w starożytne wyznania wiary, takie jak Credo Apostolskie, Nicejsko-Konstantynopolitańskie Wyznanie Wiary (381), Definicja Chalcedonu (451), czy Atanazjańskie Wyznanie Wiary (V w.). Mimo wspólnych korzeni i odwołań do biblijnych prawd wiary wyrażonych przez starożytny Kościół, nie możemy zapomnieć, że różnice między katolicyzmem a protestantyzmem są wciąż znaczące i często nie do pogodzenia. 

Jak zauważył Kevin DeYoung, gdybyśmy zapytali konserwatywnego protestanta, jakie jego zdaniem jest obecnie największe zagrożenie dla ortodoksyjnego chrze­­­ścijaństwa, zapewne wspomniałby o agresywnym wpływie świeckości, seksualnej rewolucji w kulturze, islamie, obojętności na Boga i na przyszłość własnej duszy
. Gdybyśmy jednak zapytali protestanta o to samo sto lat temu, wówczas jako zagrożenie dla ortodoksyjnego, historycznego chrześcijaństwa prawie na pewno wymieniłby Kościół Rzymskokatolicki. 

Dzisiaj wiele z tej wrogości minęło i pod wieloma względami mówimy jednym głosem, szczególnie w kwestiach obyczajowych, etycznych, w obronie małżeństwa, rodziny, życia nienarodzonych dzieci, zabiegając o wolność słowa i wolność religijną. Ewangelicznych protestantów teologia częściej łączy z pobożnym rzymskim katolikiem, który odwołuje się do historycznej ortodoksji, niż z liberalnymi członkami odstępczych denominacji, które akceptują związki homoseksualne, wyświęcają kobiety na pastorów czy zaprzeczają bezbłędności i historyczności Biblii. Sam chętnie sięgam po książki niektórych katolickich autorów, takich jak G.K. Chesterton, J.R.R. Tolkien, J.H. Newman, Benedykt XVI czy G. Weigel. 

Mimo to różnice teologiczne między protestantami a katolikami są nadal spore, zaś miejscami bardzo głębokie. Dlatego ważne jest zaznajomienie się z niektórymi głównymi kwestiami, które nas dzielą, abyśmy nie sądzili, że wszystkie teologiczne wzgórza zostały zniesione i wszystkie dogmatyczne doliny zostały wypełnione (K. DeYoung). Różnice są i to wciąż poważne. Oto kilka głównych zagadnień, które wciąż dzielą ortodoksyjnych katolików i protestantów wiernych dziedzictwu reformacji. 

1. KOŚCIÓŁ 

Od Soboru Watykańskiego II Kościół Rzymskokatolicki złagodził swoje stanowisko wobec protestantów, nazywając ich "braćmi odłączonymi". Jednak, aby być w pełni częścią Kościoła, należy wejść w rzymskokatolicki system sakramentów i nakazów pod autorytetem papieża: 

"Do społeczności Kościoła wcieleni są w pełni ci, co mając Ducha Chrystusowego w całości przyjmują przepisy Kościoła i wszystkie ustanowione w nim środki zbawienia i w jego widzialnym organizmie pozostają w łączności z Chrystusem rządzącym Kościołem przez papieża i biskupów”. - Katechizm Kościoła Katolickiego 837 (w dalszej części będę używał skrótu KKK) 

"Jedyny Kościół Chrystusowy, który wyznajemy w Symbolu wiary jako jeden, święty, powszechny i apostolski... trwa w Kościele powszechnym, rządzonym przez następcę Piotra oraz biskupów pozostających z nim we wspólnocie, choć i poza jego organizmem znajdują się liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy". (KKK 870, Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 8) 

Protestanci odpowiadają, że pojęcie Kościoła powszechnego jest znacznie szersze, aniżeli granice struktur Kościoła Rzymskokatolickiego. Częścią Kościoła są wszyscy, którzy zostali ochrzczeni w imię Trójjedynego Boga i trwają w wierze w Chrystusa, będąc częścią lokalnego Kościoła. Reformatorzy wskazali na dwie cechy prawdziwego kościoła: wierne głoszenie Słowa Bożego (w tym m.in. dyscyplina kościelna) oraz sprawowanie sakramentów. Protestanci podkreślają, że Pismo Święte nie wspomina o centralach w Rzymie, Moskwie, Konstantynopolu, Wittenberdze, Genewie, czy Nowym Jorku i konieczności łączności z którąkolwiek z nich. 

Sobór Watykański II (konst. Lumen gentium, 16) naucza jednocześnie: 

"Także ci, którzy jeszcze nie przyjęli Ewangelii, w rozmaity sposób przyporządkowani są do Ludu Bożego". (KKK 839) 

Historyczny protestantyzm wskazuje, że częścią widzialnej wspólnoty ludu Bożego są ci, którzy wiarą przyjęli Ewangelię, zostali ochrzczeni, a także ich dzieci (Konfesja Westminsterska 28.4, Wyznanie Augsburskie IX). Ci, którzy nie przyjęli Ewangelii, w żaden sposób nie są przyporządkowani do Ludu Bożego, póki się nie nawrócą i nie zaufają Chrystusowi (Ef 2:12; 1 Kor 5:2). 

2. PISMO ŚWIĘTE I AUTORYTET 

Katolicy mają większy kanon biblijny. Oprócz kanonicznych 66 ksiąg, które występują w protestanckich wydaniach, Biblia katolicka zawiera apokryfy (zwane również księgami deuterokanonicznymi), a więc takie księgi jak: Tobiasza, Judyty, 1-2 Machabejska, Syracha, Barucha, Mądrości. Księgi te, mimo iż nie występowały w hebrajskim kanonie, a także mimo ich błędów w warstwie historycznej, geograficznej i chronologicznej, zostały oficjalnie uznane przez Kościół Rzymskokatolicki za natchnione i włączone do kanonu Pisma Świętego na Soborze w Trydencie, który miał miejsce w latach 1545–1563. Protestanci uważają powyższe księgi za cenną literaturę religijną (np. opis Powstania Machabeuszy), jednak ich język, styl, doniosłość oraz własne roszczenia dotyczące autorytetu różnią się od ksiąg kanonicznych. 

Nauczanie katolickie również wynosi tradycję o wiele bardziej, aniżeli czynią to protestanci: 

"Zarówno Pismo Święte, jak i Tradycję należy z równym uczuciem czci i poważania przyjmować i mieć w poszanowaniu”. (KKK 82) 

Ponadto, tylko Magisterium Kościoła Rzymskokatolickiego posiada autorytet, by dokonywać ostatecznych interpretacji: 

„Zadanie autentycznej interpretacji słowa Bożego, spisanego czy przekazanego przez Tradycję, powierzone zostało samemu tylko żywemu Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, który autorytatywnie działa w imieniu Jezusa Chrystusa, to znaczy biskupom w komunii z następcą Piotra, Biskupem Rzymu”. (KKK 85) 

Większość różnic między protestantami a katolikami wynika więc z różnicy w autorytecie. Co jest Bożym Słowem? Biblia (jak mówią protestanci) czy Biblia oraz Tradycja (jak mówią katolicy)? Co/kto jest ostatecznym, rozstrzygającym autorytetem: Pismo Święte czy Kościół? Odwoływanie się do różnych źródeł, autorytetów skutkuje odmiennymi doktrynami. 

Oczywiście wielu protestantów cierpi na chorobę ignorancji wobec tradycji i mądrości przeszłości. Jednak teologia katolicka wykracza poza poszanowanie przeszłości. Ona ją uświęca. W ujęciu katolickim Słowo Boże jest więc zawarte w Piśmie Świętym oraz w Tradycji (ustnej) Kościoła, zaś prawo do ich interpretacji posiada jedynie Urząd Nauczycielski Kościoła. 

Protestanci zauważają, że Chrystus we wszelkich sporach teologicznych z uczonymi w Piśmie zawsze odwoływał się do Pisma ("Napisano...", "Czy nie czytaliście..."), nigdy do Tradycji lub ustnych przekazów. Dlatego odpowiadają, że Biblia, tylko Biblia, cała Biblia jest Słowem i co za tym idzie - żadnej innej księgi, słów ludzi, orzeczeń Kościoła ani soboru nie można nazwać natchnionym, bezbłędnym, autorytatywnym Słowem Bożym. Członkowie kościołów protestanckich zachęcani są do osobistego czytania Biblii, co jednak nie oznacza prawa do jej dowolnej interpretacji. W rzeczywistości sama Biblia przestrzega przed prywatną interpretacją (2P 1:20) i wymaga, by odczytywać ją w 
kontekście kościoła. W tym celu Bóg ustanowił pastorów, prezbiterów, nauczycieli Bożego Słowa, którzy w spolegliwości na Duchu Świętym, w poszanowaniu dziedzictwa Kościoła, mądrości ojców wiary i zasad hermeneutycznych są odpowiedzialni za poprawny i spójny wykład Pisma Świętego. Dlatego podkreślając zasadę Sola Scriptura („tylko Pismo”) historyczny protestantyzm sprzeciwia się zasadzie Solo Scriptura, a więc „samo Pismo”, które wyraża się w podejściu „ja i moja Biblia”. To zindywidualizowanie treści wiary jest zwykle przejawem lekceważącego stosunku do mądrości, dziedzictwa Kościoła i ojców reformacji. W praktyce oznacza to podejście: „prawda przyszła wraz ze mną” (lub „z moją denominacją”). Tej tendencji zdecydowanie sprzeczali się reformatorzy z Marcinem Lutrem i Janem Kalwinem na czele oraz historyczne kościoły protestanckie. Ich nauczanie było owocem spolegliwości na Piśmie Świętym odczytywanym w kontekście wspólnoty Kościoła. 

3. USPRAWIEDLIWIENIE 

Katolickie nauczanie odrzuca doktrynę protestancką o sprawiedliwości Chrystusa przypisanej wszystkim, którzy Jemu zaufali. Kluczowym pytaniem jest więc: czy sprawiedliwość, dzięki której mamy odpuszczenie grzechów jest wypracowywana w nas i przez nas, czy raczej jest nam przypisana (na nasze konto)? Katolicy mówią, że pierwsze jest prawdą; protestanci, że drugie. Katolicy uważają, że usprawiedliwienie wypracowujemy z pomocą Bożej łaski. Według nauczania Kościoła Rzymskokatolickiego, owszem, Bóg udziela łaski, lecz jest ona jedynie pomocą ku zbawieniu, a udzielana jest głównie poprzez sakramenty. 

Protestanci uważają, że Boża łaska jest nie tylko konieczna, lecz jest w pełni wystarczająca do zbawienia. Powołują się na takie teksty jak Ef 2:8-10; Dz Ap. 18:27. Protestancka zasada Sola Gratia (Tylko Łaska) oznacza, że człowiek jest zbawiony dziki Bożej łasce plus… niczemu więcej. Usprawiedliwienie jest nad wierzącym człowiekiem ogłoszone, jest mu przypisane, tak iż Bóg spoglądając na chrześcijanina nie widzi Jego grzechów – te zostały złożone na Chrystusa – a widzi świętość, sprawiedliwość, czystość, w którą przyodział człowieka Boży Syn.     
Kościół katolicki zaprzecza tym stwierdzeniom i naucza, że usprawiedliwienie jest czymś więcej niż Bożą deklaracją, iż jesteśmy sprawiedliwi na podstawie dzieła Chrystusa. Usprawiedliwienie w katolickiej teologii to także odnowa wewnętrznego człowieka, rezultat procesu uświęcenia rozpoczętego w momencie chrztu. Oczywiście są to dobre i pożądane rzeczy, ale katolicy łączą je nierozerwalnie z usprawiedliwieniem, które wg Biblii jest jedynie z wiary (K. DeYoung). 

Sobór Trydencki (1545–1563) z XVI-wiecznej katolickiej kontrreformacji, deklaruje: 

"Jeśli ktoś twierdzi, że ludzie są usprawiedliwieni jedynie przez przypisanie sprawiedliwości Chrystusa albo przez same odpuszczenie grzechów, z wykluczeniem łaski i miłości, które Duch Święty szeroko rozlewa w sercach naszych i które w nich pozostają, albo jeszcze, że łaska, przez którą jesteśmy usprawiedliwieni jest tylko życzliwością Boga — niech będzie przeklęty.” (Kanon 11) 

Oczywiście poszczególni katolicy mogą mieć odmienne stanowisko od orzeczeń własnego kościoła. Osobiście znam wielu takich, który w tej kwestii są protestantami, a nie katolikami. Jednak problem polega na tym, że oficjalne nauczanie Kościoła katolickiego jest nadal przeciwne wszelkim biblijnym stwierdzeniom o przypisanej sprawiedliwości przez samą wiarę. 

4. CHRZEST 

Kościół katolicki ma siedem sakramentów zamiast dwóch: Eucharystii (Wieczerzy Pańskiej) i chrztu, jak ma to miejsce w kościołach protestanckich. Wśród sakramentów KRK wymienia również: bierzmowanie, pokutę, namaszczenie chorych, kapłaństwo, małżeństwo. 

Zarówno katolicy, jak i historyczni protestanci chrzczą niemowlęta (luteranie, prezbiterianie, reformowani, anglikanie, metodyści). Reformatorzy nie podważali zasadności chrztu niemowląt. Podważali teologię, która za nim stoi. Kościół katolicki naucza, że w chrzcie udzielane jest człowiekowi usprawiedliwienie: 

„Dzięki Duchowi Świętemu chrzest jest obmyciem, które oczyszcza, uświęca i usprawiedliwia”. (KKK 1227) 

Katechizm naucza również, że chrzest ma moc oczyszczenia grzechu pierworodnego i innych grzechów osobistych: 

„Skutek chrztu lub łaski chrzcielnej jest bardzo bogatą rzeczywistością. Obejmuje ona: odpuszczenie grzechu pierworodnego i wszystkich grzechów osobistych (…)”. (KKK 1279) 

Marcin Luter, Jan Kalwin i inni reformatorzy Kościoła uważali, że owszem, chrzest jest czymś więcej niż symbolem, jednak nie posiada mocy oczyszczającej z grzechu pierworodnego, ani nie przynosi automatycznego usprawiedliwienia chrzczonemu. 

Bóg w chrzcie wszczepia człowieka w przymierze z Chrystusem (Gal 3:27), nadaje nowy status – ucznia Chrystusa (Mt 28:18-20), włącza do ciała Chrystusa - nowej rodziny ludu Bożego (1Kor 12:13), wzywa do wiary (1P 3:21) i symbolizuje śmierć dla starego życia oraz pogrzebanie z Chrystusem (Rz 6:1-3). Usprawiedliwienie w protestanckim ujęciu staje się udziałem człowieka wyłącznie poprzez ufną, żywą, szczerą wiarę (Sola Fide) widoczną w uczynkach. 

5. KOMUNIA (WIECZERZA PAŃSKA) 

Centralna dla wiary katolickiej jest Msza święta, a jej głównym punktem jest celebracja Eucharystii. Katolicy wierzą, że chleb i wino poprzez słowa konsekracji wypowiedziane przez kapłana są przeistoczone w rzeczywiste ciało i krew Jezusa Chrystusa. 

Kardynał Stefan Wyszyński na temat władzy kapłanów napisał w następujący sposób: 

"Otrzymaliście w tej chwili straszliwą (!) władzę. To jest władza nie tylko nad szatanami, nie tylko nad znakami sakramentalnymi, ale przede wszystkim — nad samym Bogiem! Jesteście przecież „spirituales imperatores" a jako tacy, macie władzę rozkazywać nawet samemu Bogu. On tego zapragnął, on tego od Was chciał! Będziecie mu rozkazywać gdy na Wasze słowa zstępować będzie na ołtarze — Bóg żywy, choć zakryty, lecz prawdziwy… Kto ku Wam patrzy, widzi w was Boga. Kto do Was się zbliża, nie szuka ludzkiego, ale Bożego. Prawdziwie: Sacerdos, alter Christus! Kapłan jest drugim Chrystusem." (Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński, Ateneum Kapłańskie, Zeszyt 2 IX-X 1960, s.165.)

Eucharystia, wedle katolickiego nauczania, nie jest wspominaniem ofiary Chrystusa, lecz jest to samo dzieło odkupienia, przebłagalna ofiara Jezusa: 

„Ofiara Chrystusa i ofiara Eucharystii są jedną ofiarą. Jedna i ta sama jest bowiem Hostia, ten sam ofiarujący – obecnie przez posługę kapłanów – który wówczas ofiarował siebie na krzyżu, a tylko sposób ofiarowania jest inny… A skoro w tej Boskiej ofierze, dokonującej się we Mszy świętej, jest obecny i w sposób bezkrwawy ofiarowany ten sam Chrystus, który na ołtarzu krzyża ofiarował samego siebie w sposób krwawy, ofiara ta jest naprawdę przebłagalna". (KKK 1367, Sobór Trydencki: DS 1743) 

Protestanci uważają to podejście za pomniejszanie, degradację ofiary krzyżowej, zwracając uwagę, że Chrystus złożył ją raz na zawsze. Jest w pełni doskonała, wystarczająca do zbawienia. Nic nie można do niej dodać, ani z niej ująć. Nie można jej uobecnić, odprawić, złożyć. Protestanci powołują się przy tym na takie wersety Pisma Świętego: 

„A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: Wykonało się! I skłoniwszy głowę oddał ducha”. (Ew. Jana 19:31, Biblia Tysiąclecia) 

„Takiego bowiem potrzeba nam było arcykapłana: świętego, niewinnego, nieskalanego, oddzielonego od grzeszników, wywyższonego ponad niebiosa, (27) takiego, który nie jest obowiązany, jak inni arcykapłani, do składania codziennej ofiary najpierw za swoje grzechy, a potem za grzechy ludu. To bowiem uczynił raz na zawsze, ofiarując samego siebie”. (List do Hebrajczyków 7:26-27, Biblia Tysiąclecia) 

„Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze. Wprawdzie każdy kapłan staje codziennie do wykonywania swej służby, wiele razy te same składając ofiary, które żadną miarą nie mogą zgładzić grzechów. Ten przeciwnie, złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga”. (List do Hebrajczyków 10:10-12, Biblia Tysiąclecia) 

Zarówno katolicy, jak i protestanci wierzą w obecność Pana Jezusa podczas Komunii. Różnica dotyczy sposobu, w jaki jest On obecny. Kościół katolicki wierzy w realną, cielesną (substancjalną) obecność Chrystusa pod postacią chleba (opłatka). Nauka o transsubstancjacji oznacza, że po słowach konsekracji wypowiadanych przez kapłana – Pan Jezus staje się obecny podczas Komunii w sposób realny i substancjalny. Konsekrowana hostia pozostaje ciałem Chrystusa w sposób trwały, a więc również po zakończeniu sakramentu. Hostie po konsekracji są przedmiotem czci i adoracji, używa się ich także przy następnym rozdawaniu Komunii. 

Reformowany protestantyzm podkreśla, że Wniebowstąpienie Chrystusa oznacza Jego cielesną nieobecność na ziemi. Jezus zasiadł po prawicy Ojca w niebie. I choć obecność Chrystusa w Eucharystii nie jest obecnością cielesną, to jest to obecność jak najbardziej realna i szczególna. Chrystus podczas Komunii jest obecny dzięki Duchowi Świętemu, którego posłał po swoim cielesnym odejściu. Dzięki mocy Ducha Świętego karmi wierzących Swoim ciałem i krwią poprzez chleb i wino. Jednak to nie one ulegają przemianie, lecz uczestnicy Komunii. Przemiana odbywa się nie w elementach Wieczerzy, lecz w przyjmujących chleb i wino z rąk Chrystusa. 


Protestanci zatem wierzą, że dzięki działaniu Ducha Świętego zwykłe środki niosą niezwykłe skutki. Dzięki działaniu Ducha grzeszna Maria wydaje na świat bezgrzesznego człowieka; grzeszni, omylni ludzie spisują bezbłędne, święte Słowo Boże; zwykła woda staje się Bożym środkiem włączenia do społeczności Kościoła; zwykły chleb i wino stają się elementami duchowego posilenia i wspólnoty z Bogiem wokół Stołu. Wszystko to czyni Duch Święty. 


6. KULT OBRAZÓW 

Kościół Rzymskokatolicki na temat kultu i użycia obrazów w celach liturgicznych naucza: 

„Opierając się na misterium Słowa Wcielonego, siódmy sobór powszechny w Nicei (787 r.) uzasadnił – w kontrowersji z obrazoburcami – kult obrazów przedstawiających Chrystusa, jak również Matkę Bożą, aniołów i świętych. Syn Boży, przyjmując ciało, zapoczątkował nową ‘ekonomię; obrazów”. (KKK 2131) 

„Święte obrazy obecne w naszych kościołach i domach mają budzić i umacniać wiarę w misterium Chrystusa. Przez ikonę Chrystusa i Jego zbawczych dzieł wielbimy Jego samego. W świętych obrazach Matki Bożej, aniołów i świętych czcimy przedstawione na nich osoby”. (KKK 1192) 

„(…) Orzekamy z całą dokładnością, w trosce o wiarę, że przedmiotem kultu powinny być nie tylko wizerunki drogocennego i ożywiającego krzyża, ale tak samo czcigodne i święte obrazy malowane, ułożone w mozaikę lub wykonane w inny sposób, które ze czcią umieszcza się w kościołach, na sprzęcie liturgicznym czy na szatach, na ścianach czy na desce, w domach czy przy drogach, z wyobrażeniami Pana naszego Jezusa Chrystusa, Boga i Zbawiciela, a także świętej Bogarodzicy, godnych czci aniołów oraz wszystkich świętych i sprawiedliwych (KKK 1161, Sobór Nicejski II: DS 600). 

"Kto czci obraz, ten czci osobę, którą obraz przedstawia" (Sobór Nicejski II: DS 601; por. Sobór Trydencki: DS 1821-1825; Sobór Watykański II: konst. Sacrosanctum Concilium, 126; konst. Lumen gentium, 67). 

Zatem Katechizm Kościoła Katolickiego i Sobór Nicejski II zachęcają do kultu obrazów; wyrażają przekonanie, że przedmiotami kultu powinny być nie tylko wizerunki krzyża, ale i obrazy z wyobrażeniami Pana Jezusa, Maryi, aniołów i świętych. Cześć wobec obrazu jest czczeniem osoby, którą obraz przedstawia. 

Protestanci nie sprzeciwiają się samym obrazom, wizerunkom Pana Jezusa (np. w Bibliach dla dzieci, na obrazach przedstawiających sceny biblijne itp.) ani sztuce sakralnej, lecz liturgicznemu użyciu obrazów, ich „pośrednictwu” w czci oddawanej Bogu. Powołując się na treść drugiego przykazania Dekalogu, wyznają, że bałwochwalstwo to nie tylko szczery kult fałszywych bogów. To również fałszywy kult prawdziwego Boga. 

„Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą”. (Księga Wyjścia 20:4-5, Biblia Tysiąclecia) 

Cytując powyższe słowa kościoły protestanckie akcentują, że do Boga powinniśmy zbliżać się na Jego warunkach, nie własnych. Bałwochwalstwo to nie tylko ugięcie kolan przed Baalem, lecz także ugięcie kolan przed Jahwe przy użyciu złotego cielca oraz przedmiotów, których nie nakazał sporządzać. Obraz i posąg choć mogą być wybitnymi dziełami sztuki i świadectwem talentu ich twórców, to w Bożych zamierzeniach nie powinny być tworzone, ani używane jako elementy lub pośrednicy w kulcie religijnym.

Zatem w protestanckim ujęciu rzeźby, dzieła z kamienia i drewna niekoniecznie są złe same w sobie. Bóg mówi do Mojżesza: „Wyciosaj sobie dwie tablice z kamienia” (Wj 34:1). Pan Bóg nakazał Mojżeszowi coś wyciosać i zabronił wyciosywać czegoś innego. Istnieją rzeźby nakazane przez Boga np. tablice Dekalogu, cheruby na wieku Skrzyni Przymierza lub miedziany wąż na drzewcu. Istnieją jednak rzeźby i obrazy czynione w złym celu. Należą do nich „święte obrazy” sporządzane w celach kultowych.

7. MARIA 

Według rzymskokatolickiej teologii Maria jest Matką wszystkich wierzących. Została poczęta bez grzechu pierworodnego (dogmat o Niepokalanym Poczęciu) oraz z ciałem i duszą wzięta do nieba (dogmat o Wniebowstąpieniu Błogosławionej Dziewicy Maryi): 

„Na koniec Niepokalana Dziewica, zachowana wolną od wszelkiej skazy winy pierworodnej, dopełniwszy biegu życia ziemskiego z ciałem i duszą wzięta została do chwały niebieskiej i wywyższona przez Pana jako Królowa wszystkiego, aby bardziej upodobniła się do Syna swego, Pana panujących oraz Zwycięzcy grzechu i śmierci". (KKK 966, Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 59; por. ogłoszenie przez papieża Piusa XII w 1950 r. dogmatu Wniebowzięcia Błogosławionej Dziewicy Maryi: DS 3903) 

Protestanci zwracają uwagę, że Pismo Święte milczy o cielesnym wniebowzięciu Marii oraz zaprzecza idei jej bezgrzeszności. Sama wyznała potrzebę Zbawiciela (Łk 1:47) i wraz z Józefem złożyła ofiarę po okresie rytualnej nieczystości (Łk 2:22-24). Jedynym bezgrzesznym człowiekiem, o którym wspomina Pismo Święte jest Jezus Chrystus (Hbr 4:15). Protestanci szanują i błogosławią biblijną Marię, Matkę Bożą, jak określił ją historyczny Kościół na Soborze Efeskim w 451 r. Uważają, że została obdarzona szczególną łaską, dodają jednak, że zawsze wskazywała na Boga, nie na siebie, a Pismo Święte nie wspiera kultu maryjnego: modlitw, nabożeństw do Marii, różańca, nauki o jej pośrednictwie do Chrystusa. Pan Jezus sprzeciwił się przejawom adoracji skierowanej wobec Jego matki (Łk 11:27-28). Dla protestantów Maria jest wzorem posłuszeństwa, pokory i wiary – godnym naśladowania dla każdego chrześcijanina. 

Maria według katolickiej teologii jest kimś więcej niż pełną wiary Matką Bożą: "Dlatego do Błogosławionej Dziewicy stosuje się w Kościele w wezwaniach tytuły: Orędowniczki, Wspomożycielki, Pomocnicy, Pośredniczki”. (KKK 969) 

Oto kilka cytatów z dzieła Ludwika Grignion de Montfort pt. „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”, które przyczyniło się do popularyzacji kultu maryjnego w Kościele Rzymskokatolickim. Traktat św. Ludwika stał się wielką inspiracją dla Jana Pawła II, który hasło Totus Tuus (dosł. „Cały Twój”) uczynił dewizą swego pontyfikatu papieskiego. Wypowiedzi pochodzą z oficjalnego wydania Traktatu (Poznań, wyd. 24.12.1947, Nihil obstat: ks. dr Kazimierz Karłoski. Reimprimatur: Wikariusza Generalnego ks. Marlewski): 

„Kto nie ma Maryi za Matkę, ten nie ma Boga za Ojca”. 

„Ziemia jest pełna jej chwały”. 

„Nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy jest do zbawienia konieczne, oraz że brak czci i miłości dla Niej jest niezawodnym znakiem potępienia”. 

„Tylko Maryja otwiera nędznym dzieciom wiarołomnej Ewy bramy raju ziemskiego (…)”. 

„Kto znajdzie Maryję, znajdzie życie”. 

"W zakres władztwa Maryi wchodzi wszystko, nawet Bóg”. 

„Prawdziwe nabożeństwo: klęknąć pewną ilość razy lub pokłonić się Jej… by otrzymać przez Nią od Boga przebaczenie grzechów, które popełniamy w ciągu dnia”. 

Protestanci uważają powyższe wypowiedzi za bluźniercze względem Boga, a także za uwłaczające godności pobożnej Marii, której imię wykorzystywane jest dla sankcjonowania bałwochwalczego, niebiblijnego kultu. Kościoły protestanckie uważają Marię za pokorną służebnicę Pańską, przykład do naśladowania w wierze i oddaniu Bogu. Nie jest obiektem adoracji i kultu. Nie jest Orędowniczką, Pośredniczą i Pocieszycielką, ponieważ sama potrzebowała Orędownika, Pośrednika i Pocieszyciela. Protestanci podkreślają, że to Chrystus jest Orędownikiem (Hbr 9:24), Pośrednikiem (1 Tm 2:5), Panem (1 Kor 8:6), a Duch Święty jest Pocieszycielem (Jn 14:26). 

Z powyższych różnic płynie wniosek, że trudno jest mówić, iż katolicy i protestanci mówią o tej samej osobie. 

8. CZYŚCIEC 

Kościół Rzymskokatolicki mówi o trzech miejscach pobytu duszy po śmierci: niebo, piekło i czyściec. Formułując naukę o czyśćcu, KKK naucza: 

„Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba”. (KKK 1030) 

Sobór Trydencki (1545–1563) oznajmia: 

„Jeśli ktoś twierdzi, że po otrzymaniu łaski usprawiedliwienia każdemu pokutującemu grzesznikowi odpuszczona jest wina i zgładzona kara wieczna w taki sposób, że nie pozostaje żadna doczesna kara do odpokutowania czy to na tym świecie, czy w przyszłym – w czyśćcu – przed wejściem do królestwa niebieskiego — niech będzie przeklęty”. (Kanon 30) 

Z powodu obecności tego stanu pośredniego, Kościół Rzymskokatolicki rozwinął praktykę odpustów oraz modlitwy za zmarłych: 

„Kościół zaleca także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne za zmarłych". (KKK 1032) 

Odnosząc się do zbawienia tych, którzy nie wierzą Ewangelii, Kościół katolicki wyraża wiarę w tzw. inkluzywizm, a więc przekonanie, zgodnie z którym zbawienie mogą osiągnąć nie tylko wyznawcy Chrystusa, ale także wyznawcy religii niechrześcijańskich: 

„Ci bowiem, którzy bez własnej winy nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, szczerym sercem jednak szukają Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną starają się pod wpływem łaski pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbawienie”. ("Lumen gentium" Soboru Watykańskiego II) 

Protestanci mówią o dwóch, nie zaś trzech miejscach pobytu duszy po śmierci: niebie i piekle. Odrzucając istnienie takiego miejsca jak czyściec powołują się na słowa Chrystusa, który mówił o dwóch drogach: wąskiej prowadzącej do życia i szerokiej prowadzącej na zatracenie (Mt 7:13-14). Ani słowa o trzeciej drodze. Powołując się na słowa Chrystusa nt. ostatecznego stanu zbawionych i niezbawionych, wskazują, że „owce” wchodzą bezpośrednio do Królestwa i życia wiecznego, zaś „kozły” w ogień wieczny (Mt 25:33-34.41.46). Ani słowa o trzecim miejscu. 

Zdaniem protestantów idea czyśćca pomniejsza skuteczność dzieła Chrystusa, który cierpiał i poniósł karę za wszystkie grzechy zbawionych. „Darował nam wszystkie występki” (Kol 2:13 BT; por. Hbr 2:17; 8:12). Nie istnieje taki grzech, za który nawrócony człowiek miałby jeszcze odcierpieć w ogniu czyśćcowym. Protestanci zwracają również uwagę na fakt, że doktryna czyśćca w niebezpieczny sposób buduje fałszywą nadzieję na zbawienie (nieco dłuższą drogą, przez ogień czyśćcowy) bez konieczności nawrócenia i zerwania z grzechem. 

Według protestantów ci, którzy postanowili żyć w swoich grzechach, zostaną za nie sprawiedliwie osądzeni, zaś karą za grzech jest wieczna śmierć (Rz 6:23). Natomiast ci, którzy umierają w wierze w Chrystusa mogą być pewni zbawienia wiecznego i nieba po śmierci (J 3:36; 1J 5:12-13). Nie ze względu na własne zasługi, lecz zasługi Chrystusa, który umarł za nich. W naturalnym stanie człowiek jest grzesznikiem: rodzi się obarczony grzechem pierworodnym i łamie Boże przykazania. Jednak zbawienie wierzących jest pewne ze względu na skuteczność dzieła Chrystusa. 

9. PAPIESTWO 

Kościół Rzymskokatolicki twierdzi, że Biskup Rzymski jest zastępcą Chrystusa na ziemi i posiada władzę nad całym Kościołem: 

„Pan uczynił Piotra widzialnym fundamentem swojego Kościoła i powierzył mu jego "klucze". Biskup Kościoła w Rzymie, następca św. Piotra, "jest głową Kolegium Biskupów, zastępcą Chrystusa i pasterzem całego Kościoła tu na ziemi". (KKK 936, KPK, kan. 331) 

"Biskup Rzymski z racji swego urzędu, mianowicie urzędu Zastępcy Chrystusa i Pasterza całego Kościoła, ma pełną, najwyższą i powszechną władzę nad Kościołem i władzę tę zawsze ma prawo wykonywać w sposób nieskrępowany". (Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 22; por. dekret Christus Dominus, 2; 9) 

Na soborze Watykańskim w 1870 roku został ogłoszony dogmat o nieomylności papieża. 

„Za zgodą świętego Soboru nauczamy i definiujemy jako dogmat objawiony przez Boga, że Biskup Rzymski, gdy mówi ex cathedra - tzn. gdy sprawując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich wiernych, swą najwyższą apostolską władzą określa zobowiązującą cały Kościół naukę w sprawach wiary i moralności - dzięki opiece Bożej przyrzeczonej mu w osobie św. Piotra Apostoła posiada tę nieomylność, jaką Boski Zbawiciel chciał wyposażyć swój Kościół w definiowaniu nauki wiary i moralności. Toteż takie definicje są niezmienne same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła. Jeśli zaś ktoś, co nie daj Boże, odważy się tej naszej definicji przeciwstawić, niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych”. (Sobór Watykański I, 1869–1870) 

Protestanci odpowiadają, że ciągłość i sukcesja apostolska polegają na trwaniu w nauce apostolskiej przekazanej raz na zawsze w Piśmie Świętym, które jest zakończonym i pełnym depozytem wiary (Judy 1:3). Protestanci nie uznają zwierzchnictwa rzymskokatolickiego biskupa Rzymu nad całym Kościołem Powszechnym, wskazując na brak potwierdzenia tej nauki zarówno w Piśmie Świętym, jak i we wczesnym Kościele. 

Wielu protestantów dostrzega, że słuszna jest intuicja dostrzegania w Piotrze skały (Mt 16:18), jego szczególnej roli w zakładaniu fundamentów Kościoła. Dodają jednakże, że słowa Pana Jezusa nie zawierają wezwania do wyznaczania kolejnych „skał” po Piotrze, a to właśnie na tym milczącym założeniu opiera się rzymskokatolicka nauka o papiestwie. Ponadto, protestanci zwracają uwagę na kontekst słów Chrystusa, a więc na wyznanie Piotra o Jego boskości i mesjańskiej tożsamości. Na owym wyznaniu, nie zaś na strukturalnej łączności z papiestwem, opiera się wiara Kościoła. 

Sam apostoł Piotr przedstawiał się jako „również starszy” (1P 5:1), nie zaś jako nadzorca nad całym Kościołem. Nie przyjmował czci, którą otaczani są papieże: 

„Nazajutrz wszedł do Cezarei. Korneliusz oczekiwał ich, zwoławszy swych krewnych i najbliższych przyjaciół. A kiedy Piotr wchodził, Korneliusz wyszedł mu na spotkanie, padł mu do nóg i oddał mu pokłon. Piotr podniósł go ze słowami: Wstań, ja też jestem człowiekiem”. (Dzieje Apostolskie 10:24-26, Biblia Tysiąclecia)

 Był również oficjalnie napomniany przez apostoła Pawła za promocję błędnej teologii poprzez błędną praktykę. „Gdy następnie Kefas (Piotr) przybył do Antiochii, otwarcie mu się sprzeciwiłem, bo na to zasłużył”. (por. Galacjan 2:11-17, Biblia Tysiąclecia) 

Protestanci wyznają, że jedyną głową Kościoła jest Jezus Chrystus (Ef 1:22; Kol 1:18). Kościół nie posiada dwóch głów: widzialnej i niewidzialnej. W sferze organizacyjnej i strukturalnej w historycznych kościołach protestanckich zarządzanie jest gremialne (Prz 15:22). Osobami odpowiedzialnymi za nauczanie, sprawowanie sakramentów i zarządzanie kościołem są pastorzy, prezbiterzy i starsi, którzy gremialnie tworzą rady zborowe oraz prezbiterium lub konsystorz (1 Tm 3:1-7; Tyt 1:5-9). Decyzje podejmowane są również na synodach, w których delegatami są przedstawiciele kościołów lokalnych. 

10. ZASŁUGI 

Katechizm Kościoła Katolickiego oznajmia: 

„Nikt nie może wysłużyć sobie pierwszej łaski, która znajduje się u początku nawrócenia. Poruszeni przez Ducha Świętego, możemy wysłużyć sobie i innym wszystkie łaski potrzebne do osiągnięcia życia wiecznego, jak również koniecznych dóbr doczesnych”. (KKK 2027) 

Zgodnie z powyższym stwierdzeniem człowiek nie jest w stanie wysłużyć sobie tej pierwszej łaski, poruszającej wiarę iskry. Jednak później, będąc poruszonym przez Ducha Świętego, człowiek może wysłużyć nie tylko sobie, lecz także innym łaski koniecznie dla wzrostu i życia wiecznego. Jest wiele sposobów na zdobycie owych łask: odpusty, wypominki, msze w intencji dusz, udział w sakramentach, pielgrzymkach itd. 

Protestanci uważają, że człowiek jest zbawiony wyłącznie dzięki bezwarunkowej łasce. Uczynki, dzieła miłosierdzia, udział w sakramentach w żadnym stopniu nie przyczyniają się do jej wysłużenia. Są one raczej owocem zbawczej wiary, środkami umocnienia jej i więzi z Bogiem. Człowiek nie posiada żadnych zasług przed Bogiem, a zbawienie staje się udziałem człowieka wyłącznie przez wiarę (Sola Fide), która jest Bożym darem. Owa wiara widoczna jest w owocach – uczynkach, które są jej skutkiem, nie zaś środkiem zbawienia: 

„Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili”. (List do Efezjan 2:8-10, Biblia Tysiąclecia)  

KONKLUZJA 

Jako katolicy i protestanci powinniśmy traktować się wzajemnie z życzliwością i szacunkiem. W pewnych ważnych kwestiach moralnych i społecznych możemy iść ramię w ramię. Możemy współpracować w obronie chrześcijańskiej kultury przed bezbożnością sekularyzmu, czy zagrożeniami islamu. W parafiach katolickich bez wątpienia są nowonarodzeni chrześcijanie uwielbiający Boga. Czy jednak różnice pomiędzy protestantami a katolikami są nieistotne? Czy powinniśmy szukać jedynie tego, co łączy? Nie sądzę. Różnice nadal istnieją i wciąż mają duże znaczenie. 

Oczywiście niejednokrotnie chrześcijanie obu nurtów grzeszą przede wszystkim postawą względem siebie, pychą, brakiem chęci wzajemnego zrozumienia swoich stanowisk. Jednak odpowiedzią na grzeszny stosunek do bliźniego nie jest ignorancja lub pomijanie kluczowych różnic w nauczaniu obu nurtów w Kościele. Odpowiedzią jest życzliwy dialog we wzajemnym poszanowaniu. Uczciwe artykułowanie niekoniecznie musi oznaczać strategię wznoszenia murów między chrześcijanami. Niekiedy służy ono wzajemnemu zrozumieniu, a przez to zbliżeniu, lecz na fundamencie prawdy. 

Źródła:

Ateneum Kapłańskie, Zeszyt 2 IX-X 1960, 
Biblia Tysiąclecia, Pallotinum, Poznań-Warszawa 1980.
Katechizm Kościoła Katolickiego, Pallotinum, Poznań 1994.
Kevin DeYoung, Protestant and Catholic: What's the difference (thegospelcoalition.org z dn. 03.06.2018.)
Ludwik Grignion de Montfort, Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, Poznań 1947.
Sesja VI Soboru w Trydencie (literatura.hg.pl/caltride.htm z dn. 02.06.2019.)

Jeśli masz pytania na temat różnic pomiędzy katolicyzmem a protestantyzmem – napisz: bartosik7@gmail.com

Zapraszam również do zapoznania się z pozostałym wpisami na blogu w kategoriach PROTESTANTYZM i KATOLICYZM.