wtorek, 6 grudnia 2011

Kiedy Państwo staje się Mesjaszem

W teologii chrześcijańskiej bardzo ważne jest rozróżnienie na Stwórcę i stworzenie. Dlaczego jest to aż tak istotna kwestia? Ponieważ kwintesencją upadku człowieka i jego rebelii względem Boga jest zaprzeczanie temu rozróżnieniu. Kiedy diabeł kusił Ewę w Ogrodzie zaoferował jej szczególną nadzieję: bycie jak Bóg.

W starożytnych tyraniach mezopotamskiego świata królowie byli uważani za posiadających boską naturę. Egipcjanie wierzyli, że ich faraon jest istotą boską, pośrednikiem między niebem, a ziemią, kimś kto jest gwarantem egipskiego dobrobytu.

Tego typu wierzenia (obecne również w nowoczesnych demokracjach) prowadzą do współczesnej idei ubóstwienia państwa, wiary w siłę politycznego porządku, który nie może być zmieniony przez "zwykłych ludzi". W skali jednostek prowadzą do przekonania o samostanowieniu każdego z osobna o tym co jest dobre, słuszne, moralne, złe, sprawiedliwe. Każdy staje się "bogiem" dla samego siebie definiując rzeczywistość wedle własnego upodobania. Po co nam Bóg i Jego Słowo skoro sami możemy (i powinniśmy) decydować o tym jak żyć, kogo unicestwić i z kim się przespać.

Tymczasem tam gdzie w społeczeństwie słabnie wiara w Boga i Jego Opatrzność, troskę, zaangażowanie tam ludzie zwracają do państwa by to ono było ich "zaopatrzycielem", opiekunem, ostoją bezpieczeństwa, dobrobytu/minimum socjalnego itp. Nic więc dziwnego, że rządzący, którzy dalecy są od respektowania Bożych zasad dotyczących państwa, gospodarki, sądownictwa zaczynają wierzyć we własną "mesjańskość" bądź też moc polityczno-gospodarczych regulacji, struktur, które sami tworzą. Skutek jest taki, że bojaźń wobec państwa stała się wygodnym substytutem zaufania Bogu. Jak trwoga to już nie do Boga lecz do... premiera, rządu, a za nie długo być może - do Brukseli.

Dla wielu obywateli oraz rządzących to państwo jest ostateczną instancją odwoławczą, najwyższym moralnym autorytetem, źródłem praw człowieka i zwierząt. Niniejsze podejście jest skutkiem zanikania bojaźni Bożej, braku respektu wobec Jego Słowa jako najwyższego autorytetu. Jednak to właśnie Bóg i Jego Słowo nadają państwu autorytet, nie autorytet ostateczny, absolutny lecz delegowany, z którego rządzący będą się rozliczali nie tyle przez wyborcami lecz przed tym, który jest źródłem wszelkiej władzy, jej kompetencji oraz odpowiedzialności.

4 komentarze:

  1. Ty naprawdę wierzysz, że dziś ludzie przypisują boskość jakiemuś premierowi czy prezydentowi? (pomijając Koreę Płn. i może Putina ;-) ).

    TO w co w Egipcie wierzyli różni się diametralnie od jakiegoś dzisiejszego poziomu zaufania władzy. Po co epatować bzdurnymi ideami w celu udowodnienia wymyślonej tytułowej tezy?
    Od początku do końca się z tym nie zgadzam.
    A już tekst: "decydować o tym jak żyć, kogo unicestwić" rozkłada kompletnie. Jak można w jednym zdaniu napisać o tak różnych sprawach? Chyba tylko dla taniego efektu. Fuj.

    Miro

    OdpowiedzUsuń
  2. Miro, chodzi o punkt odniesienia. Dzisiaj ludzie sami sobie tworza zlotego cielca Unii Europejskiej, bedacej zrodlem 'dobra i piekna', ktorych to uniwersalnych wartosci nie da sie wywiesc z innych zrodel. Na marginesie: jak ci bezczelni Wegrzy smieli odniesc sie do Boga w preambule konstytucji!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pakiet antykryzysowy dla pokladajacych wiare i ufnosc w demokracje i kapitalizm: zniesienie ulgi prorodzinnej, aborcja dla drugiego dziecka, eutanazja po 67 roku zycia oraz dla bezrobotnych, homofobow, chrzescijanskich oszolomow podwazajacych filary nowozytnego laickiego panstwa.

    OdpowiedzUsuń
  4. do jakub007: w UE nie ma niestety kapitalizmu, to czysty socjalizm, kapitalizm owszem był na Zachodzie ale to już dziesiątki lat temu i dzięki niemu mają teraz z czego spadać

    OdpowiedzUsuń