czwartek, 28 sierpnia 2008

Sposoby na niepokornych rodziców

Jak podaje Rzeczpospolita: "Rodzice starszych uczniów, którzy opuszczają lekcje, muszą się liczyć z wizytą policji, a nawet karą pieniężną za niedopilnowanie tego, by dziecko stawiało się w szkole. W życie weszła bowiem nowelizacja ustawy o systemie oświaty, która pierwszy raz określa, co rozumiemy przez niespełnianie obowiązku szkolnego lub nauki. A jest to 50 procent nieusprawiedliwionych nieobecności w ciągu miesiąca. Wówczas szkoła informuje rodziców, a jeśli nie zareagują, ma się prawo zwrócić o pomoc do policji.

– Wagary to ogromny problem i ten przepis może bardziej zmobilizuje szkoły do walki z nimi – mówi Ewa Ćwikła, dyrektorka Gimnazjum nr 40 w Łodzi. – Do tej pory reagowanie na wagary podpowiadał szkołom zdrowy rozsądek. W moim gimnazjum wystarczy, że ucznia nie ma trzy dni, i kontaktujemy się z rodzicami, wyjaśniamy sprawę. Jeśli nie chcą z nami współpracować, kierujemy sprawę do sądu rodzinnego".

__________________________

Ciekawe. W normalnym ustroju sprawy do sądów powinni kierować rodzice - zastraszani i szatnażowani w ten sposób, mając prawo do zaskarżania o nadmierną ingerencję osób trzecich w kompetencje rodzicielskie. Dziś to dyrektorzy szkół straszą rodziców sądami rodzinnymi i policją jeśli ci nie chcą współpracować ze szkołami. Oczywiście na warunkach tych ostatnich, bo która szkoła ma ochotę "użerać się" z oczekiwaniami setek rodziców mających własne zdanie?

Jeśli szkoła (państwo) pragnie zawłaszczać kompetencje rodziców - powinna również ponosić odpowiedzialność za to co dzieje się w jej murach. Jakie więc są przewidziane konkwekwencje dla np. pani dyrektor Gimnzajum nr 40 w Łodzi Ewy Ćwikły jeśli szkoła nie wywiąże się z jej zadań (np. w jej murach dzieci otrzymają propozycje zażywania narkotyków, spotkają się z przemocą, a jej poziom kształcenia wzbudza wiele zastrzeżeń)? Czy w grę wchodzi np. odebranie prawa do pełnienia funkcji dyrektorskich?

6 komentarzy:

  1. Pastorze, ale generalnie w czym problem? patrzac z pedagogicznego punktu widzenia to nie jest zly pomysl, bo:1) rzeczywiscie moze podzialac jak bat na tych rodzicow, ktorzy maja w nosie czy dzieci chodza do szkoly czy nie, bo sa zajeci piciem tudziez innymi przyjemnosciami, 2) jesli rodzic nie chce zeby dziecko chodzilo do szkoly, bo np. jada na dwa tygodnie na Hawaje, to napisze dziecku usprawiedliwienie i problem z glowy. Ja tam bylabym wdzieczna, gdyby szkola zawiadomila mnie, ze mojego dziecka od paru dni w szkole nie widziano. No, a ze szkola nie ponosi odpowiedzialnosci za wiele rzeczy, za ktore powinna to juz inna sprawa...
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście, że szkoła powinna informowac o nieobecności dziecka.

    Problem jednak w tym, że to szkoła kontroluje rodziców, a nie na odwrót.

    OdpowiedzUsuń
  3. hm, ja tego jakos tak nie widze... uwazam, ze szkola powinna wspolpracowac z rodzicami i na jakims poziomie powinni kontrolowac sie wzajemnie. ale gdzie tu wlasciwie kontrola? ze postrasza sadem? przeciez chodzi o wagary jako takie, nie o nieobecnosci. gdyby szkola zaczela dociekac, dlaczego uczen ma 50 usprawiedliwionych nieobecnosci w miesiacu i co rodzice robili z dzieckiem w tym czasie, zamiast poslac je do szkoly, to tu widze kontrole, ale tak...?
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  4. Ewa, zauważ, że w nowoczesnych demokracjach państwo odgrywa rolę właściciela, który "powierza" rodzicom opiekę nad dziećmi informując o wytycznych i instrukcjach, których mają przestrzegać, jeśli nie chcą stracić przywileju opieki nad młodymi obywatelami (np. żadnych klapsów, obowiązkowa szkoła dla 6 latków, ujednolicowny program nauczania dla wszystkich dzieci ustalany przez państwo itp.).

    OdpowiedzUsuń
  5. hm, no tak, ale czy jestes wlascicielem swojego dziecka, ktory moze z nim robic co chce? nie. dziecko jest odrebna istota, powinno byc wychowywane zgodnie z pogladami rodzicow i ich staraniami, zeby wyrosly na dobrych i porzadnych ludzi - ale niestety nie wszyscy rodzice tacy sa. rzeczy typu zakaz dawania klapsow ma na celu ochrone dzieci. Znam biblijne spojrzenie na klapsy i szczerze mowiac mam bardzo ambiwalentne uczucie, tzn. z jednej strony uwazam, ze jest to rozsadne podejscie, z drugiej caly czas mam wrazenie, ze jest to po prostu wyzycie sie doroslego, pokazanie jego bezsilnosci i poniekad upokorzenie malego czlowieka. tak czy inaczej - moge zgodzic sie z tym, ze czasami klapsy sa racjonalna i jedyna metoda, ale... no wlasnie, gdzie przebiega granica miedzy wychowawczym klapsem, ktory nie powoduje zadnych szkod (fizycznych na przyklad), a miedzy tym, jak wkurzony tatus przylozy maluchowi tak, ze dziecko ma tylek czerwony przez tydzien i siedziec nie moze? dajac przyzwolenie na klapsy, dajemy przyzwolenie na maltretowanie dzieci - oczywiscie nie zawsze tak jest, ale drzwi sa otwarte, bo kazdy ma inna definicje (i sile) klapsa. uwazam wiec, ze tu akurat powinna byc jakas kontrola nad tym.
    Ewa

    OdpowiedzUsuń