poniedziałek, 28 czerwca 2010

Parytety dla kobiet w wyborach prezydenckich!

Jestem rozczarowany. Zimą i wiosną br. wiele organizacji feministycznych, Partia Kobiet itp. (proszę nie dać się zmylić - chodzi o partię "feministek", a więc ułamka procent kobiet) bardzo szumnie podnosiły postulat o parytetach (50%) dla kobiet na listach wyborczych do parlamentu (tu polecam stronę obnażającą mega-absurdalność tego pomysłu - parytety.pl).

20 czerwca odbyła się I tura wyborów prezydenckich. Czekam, czekam i wciąż cisza. Ani jednego feministycznego głosu za parytetami dla kobiet na liście kandydatów na urząd prezydenta! Przypomnę tylko, że wśród nich nie było ani jednej kobiety! Skandal! Mimo oczywistego antykobiecego spisku - żadna z parytetowych wojowniczek nie pisnęła słowa, że należy "wyrównywać szanse", "przeciwdziałać dyskryminacji" i zagwarantować aby wśród kandydujących na urząd prezydenta było przynajmniej 50% kobiet.

Moje przypuszczenie jest następujące: zamilkły ponieważ podnoszenie lamentu o parytety dla kobiet w wyborach prezydenckich bardzo wyraźnie obnażyłoby obłęd stojący za tego typu postulatami. Czekają więc aż wybory się zakończą by wrócić "do akcji".

Nawiasem mówiąc, postulat "przynajmniej 50% kobiet" na listach do parlamentu oznacza "conajwyżej 50% mężczyzn" na tych listach. Sytuacja w której mamy więc 70% kobiet i 30% mężczyzn jest już przez zwolenniczki "równych szans" akceptowana.

Czy naprawdę ktoś jeszcze wierzy, że o "równe szanse" tu chodzi? I czy naprawdę ktoś jeszcze sądzi, że kobiety owych szans nie mają (możliwości zaangażowania się w politykę)? Na ogół po prostu wolą zajmować się czymś innym. Co jest dla mnie ze wszechmiar zrozumiałe.

PS. Jakoś nie widziałem by feministki walczyły o parytety dla mężczyzn w kwiaciarniach, w zawodzie fryzjera, kosmetyczki czy wśród nauczycieli. Czyżby nie przeszkadzał im brak "równych szans" i "utrwalanie kulturowych stereotypów" w tych zawodach?

15 komentarzy:

  1. Kiedyś było tak: "kompletny matoł, na niczym się nie zna, ale z PZPR", teraz będzie "kompletna matołka, na niczym się nie zna, ale ma pochwę". Historia lubi się powtarzać, tyle że powtarza się przeważnie jako farsa. Szkoda, że feminazistki są tak głupie. że nie dostrzegają, że ich pomysł jest OBRAŹLIWY dla kobiet - daje pole do argumentu przeciwników takiej wybranej pani - przepraszam Pastora za wulgaryzm - na c***e się dostała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkie zawody, które wymieniłeś są nisko płatne głównie dlatego, że pracuje w nich większość kobiet.

    Twój post sugeruje, że mężczyźni są w polityce, bo są w czymś lepszymi fachowcami. Nie wiem jak to jest w Warszawce, ale wiem jak jest w gminie. Zaczynasz karierę urzędniczo-polityczną, gdy jesteś czyimś kolesiem. Im więcej udzielasz się przy piwku, tym łatwiej pniesz się w górę. Później wystarczy już osiągnąć swój pułap niekompetencji i zostajesz na danym stanowisku do emerytury. Nie znam żadnej kobiety z mojego otoczenia, której jakiś facet zaproponowałby wejście w politykę, znam natomiast kilku facetów, którzy mają niższe wykształcenie ode mnie, a dostali takie propozycje. Tam gdzie wprowadzono parytety, kobiety udowodniły, że są w te klocki tak samo dobre. Tyle, że najpewniej załatwiają to przy ciachu i kawusi. Co masz do ciacha i kawusi? W parytetach chodzi o to, żeby sprawnie zacząć ten ciąg nepotyzmu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Parytety nie są obraźliwe dla kobiet :).
    To wyrównanie szans, aby było tyle samo głupków płci żeńskiej w polityce, co głupków płci męskiej. W tej chwili kobieta musi mieć o wiele wyższe wykształcenie i o wiele bardziej musi udzielać się społecznie, żeby osiągnąć ten sam wygodny i wysokopłatny stołek. Uważam, że to niesprawiedliwe :)

    W zasadzie większość kobiet to feministki. Nie są feministkami te, które rozchylają nogi na pilota. Co kto lubi.

    OdpowiedzUsuń
  4. II tura wyborów prezydenckich tuż tuż a tu wciąż cisza o tych parytetach. To ile procent kobiet na liście kandydatów do urzędu prezydenta RP postulujesz, Myszko? Chyba nie powiesz, że jest to mniej zacna funkcja od parlamentarzysty, że zrezygnujesz z zabiegania o "równe szanse" dla kobiet w walce wyborczej?

    Natomiast na listach do parlamentu przynajmniej 50%, tak? Nie zapomnij się jednak wstawić za conajmniej 20 procentami (właściwie czemu nie 50%) dla mniejszości seksualnych na listach, 50% dla kawalerów i panien oraz 50% dla osób ze średnim wykształceniem - by również oni mieli "równe prawa" i wyrównywano ich szanse. Dlaczego mają być dyskryminowani i wykluczani tylko dlatego, że nie mają "pleców" i znajomości "na górze"?

    Do reszty odniosę się jutro. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kobiet jest wśród LUDZI ok. połowa. Reszta przypadków, które wymieniłeś to kwestia przygodna lub mniejszościowa. Dziwne, że duchowny (miałeś logikę na studiach) nie dostrzega błędu logicznego w argumentacji.

    Parytety przy wyborach prezydenckich nie są koniczne. Wystarczy, że będą przy wyborach do sejmu. Reszta wyklaruje się sama.

    Skąd w mężczyznach to poczucie zagrożenia?

    :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Durny Leniwy Facet29 czerwca 2010 08:26

    Niestety dla nas facetów, nie raz już udowadniano, że kobiety w większości zawodów, nawet typowo męskich pracują lepiej, wydajniej, lepiej zarządzają kapitałem itp.
    Na pewno też jest tak, że czasem faceci są minimalnie lepsi - np. w orientacji przestrzennej, więc być może kapitanem statku powinien być facet? (dziś już nieaktualne przez GPSy)
    Mam pewną intuicję, że są dziedziny,w których faceci mocno górują nad kobietami, i to w miejscach, gdzie raczej kobiety nie są blokowane. Otóż większość wysokiej klasy filozofów, matematyków, kosmologów, fizyków i chyba też kucharzy jest facetami. Zgadzacie się?

    Co do parlamentu, to wydaje mi się, że są już kraje, gdzie kobiet jest większość - pewnie u nas też mogłoby do tego dojść ale trzeba najpierw rozwalić ten system kariery pięnowany przez Myszkę. Parytety mogą być skuteczne. A może wzorem Szwecji pozwolić też kobietom na pastorowanie ? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. W całej dyskusji o parytetach zastanawiająca jest intelektualna schizofrenia feministycznej ideologii. Feministki uważają, że każda różnica w traktowaniu (np. przy zatrudnianiu, na listach wyborczych itd.) z powodu płci jest nie do zaakceptowania.

    JEDNOCZEŚNIE używają podobnej retoryki do stwierdzenia, że zatrudnienie musi odbywać się WEDŁUG KATEGORII PŁCI (np. parytety). To co wg nich powinno być zakazane, w rzeczywistości staje się obowiązkowe. Ciekawe, prawda?

    Myślę, że trafnie wyraził to Ronald Reagan. Podczas swojej kampanii w 1980 r. powiedział: "Nie możemy pozwolić, aby ta szlachetna idea równouprawnienia była zniekształcana w rządowych wytycznych czy quotas, które wymagają, by raczej rasa, narodowość czy płeć była głównym czynnikiem branym pod uwagę przy zatrudnianiu czy w edukacji, niż zdolności i kwalifikacje. Zwiększanie dyskryminacji wobec pewnych ludzi aby ją zredukować w przypadku innych, nie kończy dyskryminacji" - Ronald Reagan (Phylis Schlafly, Feministyczne fantazje, Wyd. Wektory, 2006, s.145.)

    OdpowiedzUsuń
  8. Myszka: "W zasadzie większość kobiet to feministki. Nie są feministkami te, które rozchylają nogi na pilota."

    Prawdziwe twardzielki nie rozchylają nóg :-) No chyba, że dla przyjaciółki z manify, hm? ;-)

    Myszko, Twoje słowa to przykład feministycznej retoryki w stylu: jest nas przecież znaczna większość dlatego nie rozumiemy jak to się dzieje, że w społeczeństwie pełnimy jedynie rolę "pożytecznych idiotek"?

    Pamiętacie do czego sprowadzał się program polityczny,gospodarczy i społeczny Partii Kobiet? Nie głosowanie na nas to dyskryminacja kobiet :-)

    PS. Ktoś celnie podsumował: "Feminizm" to bardzo dochodowy interes. Dawne feministki walczyły o prawa takie same dla kobiet jak i mężczyzn. Teraz "feministki" to zgraja cwaniaków(czek), którzy próbują dorwać się do koryta i zdobyć dla siebie przywileje jak parytety.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie trzeba kobietom na nic POZWALAĆ, Facecie :) Wystarczy nie plątać się pod nogami ze swoimi ideałami dotyczącymi życia społecznego. Ja głosuję za parytetami, oraz za naprawdę równym rodzicielstwem, co umożliwiłoby panom po rozwodach w pełni opiekować się swoimi dzieciakami, a nie żebrać po sądach o widzenie z nimi raz w miesiącu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cytujesz prezydenta, który nim został bo był WASPem. Oczywiście to prawo nigdzie nie było zapisane. Większość Amerykanów nosiło je do niedawna w sercu, jak Ku-Klux-Klan miłość do "południowego" stylu życia.

    Powtarzam jeszcze raz: a czemu kobiety nie miałaby się dorwać do koryta? Skoro robi to tylu źle wykwalifikowanych mężczyzn, czemu w takiej pozycji przeszkadzają Ci źle wykwalifikowane i podstępne kobiety? Czy to nie jest właśnie prześladowanie ze względu na płeć? :)

    No i nie napisałam, że kobiet jest więcej. Śledź uważnie dyskusję :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przecież wg feministek opieka nad dziećmi to nie przywilej i nobilitacja, ale ucisk i zniewolenie - więc ta walka o prawa do wychowania dla tatusiów to raczej pocałunek wroga - aby kobitka mogła uwolnić się od utrwalanych kulturowo stereotypów i budować swoją wartość w oparciu o wysokość zarobków.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja nie mam nic przeciwko temu aby kobiety próbowały "dorwać się do koryta". Podobnie jak nie mam nic przeciwko temu by próbowali to robić bezdzietni czy kawalerowie. Niech próbują jak każdy inny.

    Niczego nie odmawiam feministkom. Jedynie poza tym, by faworyzować je (bez żadnych wysiłków) 50% miejsc na listach wyborczych. Niech o owe miejsca się postarają, tak jak starają się o pracę, o spłacanie kredytu.

    Ważniejsze od płci są dla mnie poglądy kandydatów(i kandydatek) oraz ich dotychczasowy dorobek dla mojego kraju.

    Sprzeciwiam się natomiast temu by nie-politycznej i niemerytorycznej kategorii (bo nic nie słyszę o poglądach owych kobiet nt. polityki zagranicznej, społecznej, gospodarki itp.) jaką jest płeć nadawać jakiekolwiek znaczenie podczas ustalania list wyborczych. To jest kompletny absurd - wstawianie kogoś na listę lub głosowanie na daną osobę ze względu na to co ma (lub nie ma) między nogami, a nie w głowie!

    Myszko, zastanów się przez chwilkę... Plizzzzzzz!

    PS. Nie jestem pewien czy przypadki, które wymieniłem to kwestie mniejszościowe (kawalerowie, ze średnim wykształceniem itp.). Jednak nawet jeśli to dlaczego nie zagwarantować im parytetów w procencie adekwatnym do ich liczebności?

    OdpowiedzUsuń
  13. W międzyczasie wysmażyłam "temat na ten temat u siebie". Widzisz jak mnie inspirujesz :))

    Też uważam, że wystawianie kogoś na liście ze względu na to co ma między nogami jest dziwne. Ale skoro odbywa się to cały czas, pora to uporządkować prawnie i wyrównać szanse strony, która w tej ocenie genitalijnej była do tej pory pokrzywdzona.

    Przypisujesz feministkom poglądy z "Gościa Niedzielnego". Nie sądziłam, że pastorzy też go czytają. Badania mówią, że ojcowie ostatnio poświęcają swoim dzieciom 7 minut dziennie. Częściowo to wina kobiet, które zazwyczaj sądzą, że facet jest za głupi, żeby zostać z chorym dzieckiem i podawać mu syropek. Jako feministka mam poglądy postępowe i uważam, że nie różnimy się inteligencją. Nie ma więc przeciwwskazań, aby panom powierzać naprawdę odpowiedzialne funkcje.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przepraszam za brak polskich znakow. Te wybory prezydenckie i tak byly organizowane w pospiechu, ze wzgledu na tragiczne wydarzenie w Smolensku, gdzie zginely kobiety, ktore moglyby na ten urzad kandydowac.
    Nie nalezy upraszczac slowa "feministka", poniewaz w cywilizowanych realiach znaczy ono cos zupelnie innego. Feminizm powstal w protestanckich krajach takich jak obecna Wielka Brytania i USA gdzies na poczatku XIXw. Podstawa tego ruchu bylo zapewnienie kobietom prawa do zarobku, prowadzenia przedsiebiorstwa i glosowania, aby uchronic kobiety przed bieda i poniewieraniem ze strony meza podajacego sie za ewangelicznego chrzescijanina i zawlaszczenia jej majatku przez krewnych. Przez cale wieki gloszono, ze kobieta powinna miec meza, ktory na nia zarobi, ale gdy ten malzonek umieral, nikogo los tej kobiety juz nie obchodzil. Czesto ta kobieta byla wysylana bez srodkow do zycia na bruk.
    Pionierki tego ruchu byly chrzescijankami, poniewaz kobieta, ktora pracuje zawodowo, nie ma meza i jest odrodzona w Jezusie, jest dla Boga tak samo wazna jak ta, ktora jest gospodynia domowa. Apostol Pawel nie zmuszal nikogo w swoich listach do zakladania rodziny (zabraniajac oczywiscie cudzolostwa). Mysle, ze obecny model feminizmu, powiazany z aborcja, wolnymi zwiazkami ma swoje korzenie w Rewolucji Francuskiej,negujacej istnienie Boga. Feminizm brytyjski czy amerykanski nie oznacza zerwania wiezi z Bogiem. W Irlandii prezydentem jest kobieta juz trzecia kadencje i z tego powodu nie ma ona zarostu na twarzy. Sarah Palin, ktora kandydowala na wiceprezydenta USA jest chrzescijanka, ma meza i piecioro dzieci. W Nowej Zelandii dwie kobiety byly ostatnio premierami i ten kraj jako jedyny ma hymn bedacy jednoczesnie modlitwa do Boga. Jednoczesnie w Nowej Zelandii prawie nie wystepuje korupcja. W normalnym, zdrowo funkcjonujacym spoleczenstwie kobieta, ktora chce byc premierem/prezydentem/ministrem i ma przyghotowanie, znajdzie wsparcie wsrod innych kobiet i mezczyzn. Polska nie jest, moim zdaniem, krajem obywatelskim i kobietom po prostu juz opadaja rece, kiedy widza warcholstwo, bute i pieniactwo w polskiej polityce- jak w XVII-wiecznych sejmikach. Nic dziwnego, ze coraz wiecej kobiet wyjezdza za granice w takie miejsca, gdzie np. pielegniarka moze zostac burmistrzem i nikt nie powie jej, ze nie nadaje sie, poniewaz nie ma znajomosci. Polki chca i beda chcialy byc politykami, ale w innych krajach, gdzie ich doswiadczenie, przygotowanie bedzie powaznie oceniane.
    Pozdrawiam,
    Armagh

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo przykro mi Armagh, że ... masz rację.

    OdpowiedzUsuń