środa, 1 września 2010

Historyczny dzień w życiu naszej rodziny

Dziś mamy historyczny dzień w życiu naszej rodziny. Nasza najstarsza córka Zuzia rozpoczyna tzw. "obowiązek szkolny". Termin wyjątkowo nieszczęśliwy ponieważ pogwałca konstytucyjne i międzynarodowe (ratyfikowane przez Polskę) "prawo do nauki" (a prawo jak wiemy nie może być obowiązkiem). Ponadto... no właśnie: jest kolosalna różnica między prawem do edukacji (nauki), a obowiązkiem szkolnym, o którym mówi ustawa o systemie oświaty z września 1991 r. (art. 16 punkt 8).

My postanowiliśmy realizować "obowiązek szkolny" naszej Zuzi w trybie edukacji domowej. Powodów jest kilka:

1. Nasze dzieci nie należą do cesarza (państwa) lecz do Boga i to Jemu powinniśmy oddawać to co boskie (m.in. nasze dzieci) - Ew. Mateusza 22:21.

2. Uważamy, że wg Pisma Św. rodzice, nie państwo są odpowiedzialni za proces edukacji własnych dzieci - za przekazywaną im treść, wartości, światopogląd, kształtowanie kręgosłupa moralnego i przede wszystkim za uczenie ich spoglądania na świat oczami Biblii (nie zaś deizmu, agnostycyzmu, ateizmu, relatywizmu). Państwo zaś pełni conajwyżej rolę służebną w tym procesie. Zakres pomocy państwa w edukację dzieci powinien być określony przez rodziców. Mówię oczywiście o biblijnym spojrzeniu na zakres kompetencji obu tych "instytucji". We współczesnych demokracjach państwo niestety stawia siebie w roli Boga "łaskawie" ustanawiając zakres i kompetencje władzy rodzicielskiej. Jednocześnie stanowczo (i słusznie) broni się przed ingerencją kościoła w sprawy polityki. Jest to stawianiem na głowie Bożego porządku -co prowadzi do osłabienia rodziny oraz umacniania totalitarnych zapędów oraz interwencjonizmu państwowego.

3. Przez miniony rok nasza Zuzia uczyła się (a raczej uczęszczała) w publicznej zerówce. Ten rok przekonał nas, że edukacja domowa będzie lepszą i skuteczniejszą metodą jej kształcenia. Przynajmniej na etapie wczesnoszkolnym.

4. Nie istnieje coś takiego jak "neutralna" edukacja. Roger Scruton stwierdził, że istotą dyskusji o edukacji jest to jakich wartości należy nauczać i jakimi metodami. Nie można zatem mówić po prostu o edukacji. Zawsze mówimy o określonej edukacji, która jest wyrazem jakiegoś poglądu na świat. Jak zauważył Gilbert Chesterton: „Każdy rodzaj edukacji prezentuje określoną filozofię. Jeśli nie przez dogmat, to przez sugestię, implikację, atmosferę”. Zatem nie ma ani neutralnej edukacji ani "nagich faktów". Edukacja jest przekazem ideologicznym, a fakty są zawsze ubrane. Dlatego...

5. ... naszym celem jest zapewnienie dzieciom edukacji chrześcijańskiej. Stąd też zapisaliśmy naszą córkę do Chrześcijańskiej Szkoły im. Króla Dawida w Poznaniu. Edukację domową traktujemy nie jako cel sam w sobie lecz środek poprzez który chcemy uczyć nasze dzieci co w praktyce oznaczają biblijne stwierdzenia, że początkiem wszelkiej mądrości jest bojaźń Pana (Przypowieści Salomona 9:10) i że wszystko jest ugruntowane na Chrystusie (fizyka, przyroda, historia, geografia, etyka itd. - Kolosan 1:17). To w Nim ukryte są wszelkie skarby mądrości i wiedzy (Kolosan 2:3 - BT).

Zapewne co jakiś czas będę zamieszczał na blogu posty na temat edukacji domowej (i chrześcijańskiej) naszej córki. Póki co proszę Was o modlitwę (wierzących) i kibicowanie nam w tym przedsięwzięciu (niewierzących). :-)

16 komentarzy:

  1. A kto naucza corke w domu?

    Armagh

    OdpowiedzUsuń
  2. @Armagh:

    Matka?

    -Imperator

    OdpowiedzUsuń
  3. Większość zajęć będzie prowadziła żona. Niektóre ja.

    Nazwa "edukacja domowa" oznacza, że za edukację odpowiadają najbliższe osoby czyli (najczęściej) rodzice. Natomiast same zajęcia niekoniecznie odbywają się w domu. Wręcz przeciwnie. Wiele zależy od pomysłowości i inwencji rodziców.

    Planujemy więc organizowanie wyjść do ZOO, parku, lasu, oceanarium (przyroda), wyprawy w góry, wycieczki do ciekawych miejsc w okolicy (geografia), wyjścia do muzeów, festyny rycerskie, rekonstrukcje bitew (historia) itd. Chcemy by nauka była dla dziecka ciekawą przygodą, a nie przykrym obowiązkiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pastorze, zycze powodzenia. Tez jestem zwolennikiem edukacji domowej.

    -Imp

    OdpowiedzUsuń
  5. To, co napisze ponizej, jest tylko moja prywatna opinia. Byc moze polskie panstwowe podstawowki pozostawiaja jeszcze wiele do zyczenia, a te, w ktorych zajecia sa prowadzone w kameralnym gronie sa zapewne drogie. W Polsce nadal brakuje dostepnych szkol na miare, gdzie nauczyciele liczylyby sie z potrzebami dzieci. Nie mam wlasnej rodziny, wiec trudno mi doradzac o szczegolach wychowywania dzieci, niemniej wydaje mi sie, ze lepiej jest skonfrontowac dziecko z tzw. rzeczywistoscia, aby cwiczylo instynkt samozachowawczy. Do podstawowki poszlam przed stanem wojennym w Polsce, wychowywalam z kluczem na szyi i bylam typowym free range child, lazacym po lekcjach po drzewach. Kiedys, gdy mialam 8 lat, nawet lod sie pode mna zalamal na stawie, wpadlam do wody, ale wydostalam sie o wlasnych silach. Do tej pory nie powiedzialam o tym rodzicom.
    Szybko nauczylam sie samodzielnosci, a szkole srednia wybralam sobie w innym miescie. Wyjechalam za granice, tam tez w nocy potrafilam chodzic po gorach. Obecnie planuje przeprowadzke do pewnego egzotycznego kraju, gdzie ze wzgledow bezpieczenstwa wlasna bron jest wskazana. Panstwowe szkoly, do ktorych uczeszczalam i praca zawodowa rodzicow na pelny etat czasem po kilkanascie godzin dziennie nauczyly mnie, zeby byc samodzielna, odpowiedzialna i stanowcza osoba.
    Armagh

    OdpowiedzUsuń
  6. @Armagh:

    Tez chodzilem z kluczem u szyi, jezdzilem sam komunikacja miejska w wieku 7 lat. Mialem (i ty pewnie tez) super dziecinstwo - ze strupami, siniakami i wspomnieniami.

    Pomimo tego nie jestem zwolennikiem indoktrynacji jaka jest przeprowadzana w szkolach.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Armagh:

    Gdzie sie przeprowadzasz? Podaj kontynent. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie odpisze tobie, poniewaz jestes ANONIMOWY.

    Armagh

    OdpowiedzUsuń
  9. Mogę się założyć, że dziecko będzie mocno z tyłu w stosunku do przeciętniaka z normalnej podstawówki. Oczywiście będzie więcej zwiedzać i mniej się męczyć, ale na 99% będzie się znacznie mniej uczyć. Nauka męczy.
    Tak to jest jak poglądy rodzica są ważniejsze od dobra dziecka. Jeśli chce pan wychować po chrześcijańsku, to jest na to miejsce: nauka trwa tylko parę godzin w szkole. Daj pan szansę dziecku zdecydować, w co będzie wierzyć albo jak będzie rozumieć świat. Nie bój się pan tej ewolucji i wielkiego wybuchu bo i tak kiedyś dzieciak się o tym dowie i jak zrozumie, że był okłamywany (czy też niedoinformowany) to może być kiepsko. Wasze ryzyko.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Armagh:

    Przepraszam, zapomnialem sie podpisac pytajac o kontynent.

    Z wyrazami szacunku,

    Twoj Imperator

    OdpowiedzUsuń
  11. :-)

    Wiem wiem, to jest bardzo irytujące :)

    Podobnie było z faraonem gdy dowiedział się, że Jahwe ustami Mojżesza oznajmił mu, że dzieci izraelskie jednak wyjdą z dorosłymi na pustynię złożyć Bogu ofiarę i nie zostaną w Egipcie.

    OdpowiedzUsuń
  12. do waka, ktora napisala: "Tak to jest jak poglądy rodzica są ważniejsze od dobra dziecka"

    to ja napisze "Tak to jest jak poglądy MINISTRA są ważniejsze od dobra dziecka"

    dziwne, ze Polacy (i nie tylko) narzekaja na wladze, wiedza jak wladza niszczy kraj, jak praktyczie w kazdej dziedzienie wladza nawala, ale nagle gdy chodzi o edukacje to upieraja sie, ze to jendak wladza lepiej zadba o nauke i wychowanie dzieci niz rodzic!!!

    Tom

    OdpowiedzUsuń
  13. Waka,
    Przynajmniej pierwszy i drugi rok nauczania poczatkowego jest na tyle prosty, ze nawet rodzic bez fakultetow moglby uczyc dziecko w domu, musi byc po prostu kreatywny.
    Jesli ta edukacja bedzie polaczona z praktyka, czyli wyprawa do np. obserwatorium astronomicznego, muzeum, ZOO, na turnieje rycerskie, to zaprocentuje w przyszlosci, niz corka mialaby spedzic pierwsze lata szkoly w lawce wkuwajac wierszyki z jezyka polskiego na pamiec.
    Poza tym pastor jako chrzescijanski duchowny jest odpowiedzialny za wlasciwe uformowanie swoich dzieci, aby byly odporne na swiatowe trendy i od najmlodszych lat chodzily za Jezusem.
    Znam pewna anglikanska parafie w Irlandii, gdzie jest kameralna szkola podstawowa przy kosciele. Nawet katoliccy rodzice posylaja tam dzieci, niezadowoleni z wiekszych publicznych szkol. Moze podobne szkoly powinny byc zakladane przy polskich kosciolach protestanckich?
    Armagh

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawe ile z tych szkół przy parafiach anglikańskich spełniałoby wymagania polskiego ministerstwa edukacji (np. budynek szkolny i jego wyposażenie) :-)

    Pomysł ze szkołami przy kościołach protestanckich jest przedni. Problem w tym, że większości polskie zbory są niewielkie i dlatego niezdolne do założenia i prowadzenia takiej szkoły. Powstają więc szkoły chrześcijańskie będące wspólnym projektem ludzi w wielu kościołów (np. Uczeń w Krakowie, Samuel w Warszawie, Szkoła Króla Dawida w Poznaniu itp.).

    OdpowiedzUsuń
  15. Swoją drogą nick "waka waka" bardzo mi się podoba. :-)

    Baku Baku

    OdpowiedzUsuń