sobota, 24 września 2011

Jesteśmy jak ubogi rolnik

Biedny rolnik udał się na spotkanie z dyrektorem banku. Kiedy dotarł na miejsce powiedział: „Mam dla Pana dobrą i złą wiadomość. Którą chciałby Pan najpierw usłyszeć?” Dyrektor banku zdecydował, że lepiej będzie, gdy zacznie od złej. No cóż, rzekł na to rolnik, „miałem tak nieurodzajny rok, że nie będę w stanie spłacić Panu kredytu za mój dom”. Słysząc te słowa dyrektor baku wydawał się być bardzo niezadowolony. „Co więcej”, kontynuował rolnik, „tegoroczne plony były tak złe, że nie będę w stanie oddać Panu pieniędzy pożyczonych na zakup nowych maszyn.” „To bardzo niedobrze” odpowiedział bankier. „Ale to jeszcze nie koniec”, odparł rolnik. „W ubiegłym roku otrzymałem od Pana kredyt na zakup nasion i nawozów i tych pieniędzy też nie mogę Panu zwrócić”. „To straszne!” powiedział zdenerwowany bankier. „teraz niech mi Pan powie tę dobrą wiadomość. „No cóż, odpowiedział rolnik, dobra wiadomość to tal, że ciągle chcę z Panem robić interesy” (J. Benton, Napawa egocentrycznego kościoła)

Czasami w taki właśnie sposób myślimy o naszej więzi z Bogiem. Chcemy z Bogiem robić "interesy", nie zdając sobie sprawy, że jesteśmy bankrutami. Co więcej - uważamy, że to wspaniała partnerska więź. Podobnie niekiedy traktujemy innych ludzi: nie możesz ode mnie oczekiwać zbyt wiele, jestem twoim dłużnikiem, ale nic ci nie zwrócę. Wiem, że nie daję z siebie zbyt wiele, więcej biorę niż daję. Mam jednak dla ciebie dobrą wiadomość: nadal chcę być blisko Ciebie. Nadal chcę prowadzić z Tobą interesy.

Taka postawa to krótkowzroczność i głupota. Pytanie bowiem brzmi: czy w takim układzie ktokolwiek będzie chciał z tobą prowadzić "interesy"? Spójrzmy krytycznie na siebie samych. Ile w nas jest postawy rolnika w stosunku do Boga i ludzi?

Łaska Boża polega na tym, że to bankier mówi do rolnika: nadal chcę prowadzić z tobą interesy. Nie mam ku temu żadnego powodu.

Serce Boga mimo naszych upadków i duchowej brzydoty jest wypełnione współczuciem i miłosierdziem. Bóg nas kocha. Ktoś kto przeczytał całą Biblię od deski do deski powinien być porażony ogromem Bożej miłości;  tym jak bardzo Bogu zależy na człowieku mimo iż ten ustawicznie opowiada się przeciwko Niemu: czynami, myślami i słowami. Również w komentarzach na tym blogu  :-)  Bóg jednak wciąż zabiega o człowieka.

16 komentarzy:

  1. "Ktoś kto przeczytał całą Biblię od deski do deski powinien być porażony ogromem Bożej miłości."

    No to, panie Pawle, taki maleńki przykład "porażenia" bożą miłością:
    Wj 32:26-29
    26. Zatrzymał się Mojżesz w bramie obozu i zawołał: Kto jest za Panem, do mnie! A wówczas przyłączyli się do niego wszyscy synowie Lewiego.
    27. I rzekł do nich: Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Każdy z was niech przypasze miecz do boku. Przejdźcie tam i z powrotem od jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie: kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego.
    28. Synowie Lewiego uczynili według rozkazu Mojżesza, i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów.
    29. Mojżesz powiedział wówczas do nich: Poświęciliście ręce dla Pana, ponieważ każdy z was był przeciw swojemu synowi, przeciw swemu bratu. Oby Pan użyczył wam dzisiaj błogosławieństwa!

    A... dziękuję za wspomnienie, że to także ja sprzeciwiam się temu waszemu bogu na blogu... o nawet się zrymowało!
    J. Kania

    OdpowiedzUsuń
  2. Magdalenia Środa powiedziała niedawno, odnosząc się do wyczynu Nergala, że sama też ma nieraz ochotę porwać Biblię, właśnie ze względu na takie fragmenty, jak zacytowane przez pana Kanię.

    Niestety chyba większość chrześcijan (w tym katolików - tak, tak, to chrześcijanie :) ) nawet połowy Biblii nie przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Kania,

    Przyjrzyjmy się na moment Pańskiemu światopoglądowi:

    Co jest złego w niszczeniu kupy białka? Co jest złego w doborze naturalnym?

    Oburza się Pan na ten fragment tak jakby człowiek był jednak kimś więcej niż materią napędzaną procesami chemicznymi w mózgu.

    Wg Pana nie jest nikim więcej. Skąd więc ta pretensja?

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Bartosik,

    Przypaczmy się pańskiemu światopoglądowi. Jest to postawa niewolnika, który boi się i nierozumie (lub nie chce zrozumieć) świata. Twierdzi pan, że wszystkim rządzi nadnaturalna istota, która objawiła się pewnemu plemieniu pasterskiemu na Bliskim Wschodzie i kazała spisać książkę o tym, jakie ma plany wobec człowieka. Co gorsza, raz ta istota nakazuje zabijać w swoim imieniu, innym razem (po wysłaniu swojego syna - w którego nie uwierzyła część plemiona i została tylko przy ojcu) "miłować" nieprzyjaciół. Toż to emocjonalne rozchwianie!!!
    Drugi "niewolniczy" błąd, to kurczowe trzymanie się tej książki, jak starej instrukcji i niezauważenie, że instrukcja nie pasuje do rzeczywistości. To jakby uczyć się latania skomputeryzowanym samolotem przy pomocy zasad z epoki braci Wright.

    "Oburza się Pan na ten fragment tak jakby człowiek był jednak kimś więcej niż materią napędzaną procesami chemicznymi w mózgu.Wg Pana nie jest nikim więcej. Skąd więc ta pretensja?"
    - Ależ mi pan próbuje wmówić nieprawdę!!! Ja nie uważam, że człowiek to tylko kupa białka!!! Dzięki nauce zaczynamy rozumieć, gdzie rodzi się nasza świadomość, myśli i uczucia. To, że te procesy mają naturalny, a nie metafizyczny charakter, nie umniejsza naszemu człowieczeństwu. Nauka stara się tylko odkryć podłoże tych spraw, bo metafizyka (i religie) dawały "mgliste" i niejasne odpowiedzi. Czego pan jest najlepszym przykładem.

    Cytowany fragment pokazuje tylko to, iż ludzie własne okrucieństwo, potrafią wytłumaczyć w każdy możliwy sposób. Ja nie zabiłbym nikogo w "imię niewiary w boga", religie zabijały właśnie w jego imię.

    J. Kania

    OdpowiedzUsuń
  5. przepraszam "przypatrzmy"

    OdpowiedzUsuń
  6. Panie Jakubie,

    niech się Pan nie da sprowokować, bo też ucieka Pan w retorykę;) To jak Pan przedstawił ewangelię to istny pastisz.


    Przypaczmy się pańskiemu światopoglądowi. Jest to postawa niewolnika, który boi się i nierozumie (lub nie chce zrozumieć) świata.

    czy tak Pan postrzega chrześcijan? Każdy człowiek się boi, nie mówię, że permanentnie, ale każdy ma chwile słabości. Z drugiej strony nie chce zrozumieć lub nie rozumie świata większość ludzi na ziemi. To, że ktoś powie, że wierzy w naukę nie sprawia, że dany człowiek ma otwarty umysł.

    Twierdzi pan, że wszystkim rządzi nadnaturalna istota, która objawiła się pewnemu plemieniu pasterskiemu na Bliskim Wschodzie i kazała spisać książkę o tym, jakie ma plany wobec człowieka.

    a co będzie, jeżeli pastor Paweł ma rację? To jest nie do sprawdzenia, może tak nie jest, a może jest. Z punktu widzenia racjonalnego człowieka nie ma podstaw, żeby upierać się przy takiej teorii, ale z punktu widzenia człowieka, który chce w to wierzyć pomimo braku dowodu naukowego, jest to historia, która nadaje sens życiu, postępowaniu, daje nadzieję itd.

    Co gorsza, raz ta istota nakazuje zabijać w swoim imieniu, innym razem (po wysłaniu swojego syna - w którego nie uwierzyła część plemiona i została tylko przy ojcu) "miłować" nieprzyjaciół. Toż to emocjonalne rozchwianie!!!

    jest to trudny temat dla ludzi wierzących, którzy jednak nie dają sobie prawa do potępiania takich historii. O tych kwestiach (jak je rozumiem i postrzegam) już gdzieś pisałem. Wojna jest okrutna bo cierpią w niej ludzie, ale tak już jest, że ludzie walczą. Oby jak najmniej, ale pokoju na świecie nigdy nie było i nie będzie. Bóg w ST prowadził swój naród na wojny, głównie o terytorium, ale też w ten sposób wymierzał sąd barbarzyńskim plemionom. Równie surowo karał swoich ludzi.
    Zmiana jakościowa w podejściu Boga do ludzi nigdy nie nastąpiła. Bóg w ST wiele razy mówił, że chce dla ludzi pokoju i że dąży do "lepszego". Posłanie syna było tego kulminacją, przestał prowadzić wojny, a pozwolił na rozprzestrzenianie swoich wpływów przez głoszenie dobrej nowiny. Niestety ludzie udowodnili, że mają ten fakt gdzieś i dalej są okrutni, źli i niepokorni.

    Drugi "niewolniczy" błąd, to kurczowe trzymanie się tej książki, jak starej instrukcji i niezauważenie, że instrukcja nie pasuje do rzeczywistości.

    To już jest kwestia interpretacji niektórych tylko faktów przez niektórych ludzi. Większość przesłania ewangelii i nauki apostołów należy do dziedziny ponadczasowej, do kwestii moralnych.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  7. I jeszcze raz,
    wiara w ewangelię na prawdę nie wyklucza chęci zrozumienia i poznania natury świata i kosmosu. Ewangelia mówi o tym jak dojść do wiecznego życia po śmierci, czyli tam, gdzie człowiek odrzucający Boga stawia nieprzekraczalną granicę, za którą nic wg. niego nie ma. A to co jest po tej stronie, gdzie jesteśmy wszyscy jest w treści ewangelii opisane jako życie z wartościami w wierze. Co ciekawe te wartości są do bólu naturalne dla nas wszystkich, natomiast w Biblii pokazana jest wyraźna polaryzacja i rozróżnianie tego co "dobre" od tego co "złe". Ta nauka (Jezusa i apostołów) bardzo pomaga w umiejętności takie go postrzegania zasad. Niech Pan zauważy, że promowane tam zasady ułatwiają porządkowanie życia społecznego. Nie mówię tu o pruderii i dewocji tylko o odważnym życiu w uczciwości, tolerancji, współczuciu, trzeźwości i w ogóle w pełni itd. Ja na prawdę nie widzę żadnej różnicy między nami, jako ludźmi, tak samo czujemy, tak samo wolimy jak dzieje się "dobro" a nie zło, jak jesteśmy szczęśliwi, a nie cierpimy, jak jest pokój, a nie wojna, jak nie boli niż jak boli itp itd. Wszyscy chcą tego. Tu się nie zgadzam z Pawłem, który imputuje ateistom takie "bezduszne" patrzenie na świat i drugiego człowieka. Nawet jeśli myśli o światopoglądzie ateisty. Każdy ma prawo partycypowania w miłości, uczuciach, empatii dlatego, że każdy z nas tego doświadcza - bo to nasza ludzka natura. Chrześcijanie po prostu widzą swoje pochodzenie w Bogu, ateiści zaś w naturalnych procesach, które nie mają żadnej przyczyny i żadnego celu. Naszą przyczyną jest Bóg, a celem, życie wieczne po śmierci, a więc jest duże pole części wspólnej - nasze życie tu na ziemi.
    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  8. No właśnie, "imputujecie ateistom takie bezduszne podejście do człowieka". A tak w rzeczywistości nie jest. Podziwiam piękno, wzruszam się, denerwuję, kocham i nienawidzę, ale to nie oznacza, że te wszystkie rzeczy mają jakieś "idealne wzrorce" w metafizycznym świecie. Można w to wierzyć, prawo każdego. Lecz pełne pychy przekonanie pana Bartosika o tym, iż tak jest, pokazuje jego ignorancję wobec dokonań człowieka.

    Pozdrawiam
    J. Kania

    OdpowiedzUsuń
  9. kocham i nienawidzę, ale to nie oznacza, że te wszystkie rzeczy mają jakieś "idealne wzorce" w metafizycznym świecie. Można w to wierzyć, prawo każdego. Lecz pełne pychy przekonanie pana Bartosika o tym, iż tak jest, pokazuje jego ignorancję wobec dokonań człowieka.

    Dokładnie, można w to wierzyć lub nie. Na dodatek wiara czy niewiara nie determinuje tego, czy człowiek jest zdolny do życia emocjonalnego czy nie. Dlatego nie można mówić, że wierzący to ten co kocha, a ateista to ten co nienawidzi. Platon był przekonany o świecie idei, ale czy przez to gardził dokonaniami ludzi? Sam wiele dokonał, podobnie jak inni ówcześni filozofowie, którzy np. popychali do przodu matematykę, bez której nie można by było popychać dalej współczesnej fizyki.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadza się, bez pierwszych filozofów nie byłoby współczesnej fizyki, to wie każdy, kto interesuje się choć trochę historią nauki. I tego nikt nie neguje. Tylko, że pan Bartosik pozostaje na tym "wczesnym etapie", kiedy nauka "odjechała" już daleko do przodu. Dzisiaj nie wystarczą same "przemyślenia".
    Na pytania o istotę myślenia, świadomości i uczuć, znacznie ciekawszych odpowiedzi udziela nauka, niż pan Bartosik, który głęboko tkwi w platoniźmie. Jak stwierdzić czy "idee" miłości istnieją?
    Jedna rzecz udaje się panu Bartosikowi znakomicie (i panu "p" też)... oddalanie dyskusji na tory filozoficzne, bo są one dla niego "bezpieczniejsze". Zawsze zauważam "ucieczkę" od odpowiedzi na ściśle biologiczne czy fizyczne problemy, np. w związku z historią Noego. Pan, panie "p", napisał wcześniej, iż jest to dla pana nieistotne (lub że nie wie pan, jak kukurydza zawędrowała z Araratu do Ameryki). Ale jak wierzyć biblii w kwestiach człowieka, jego myśli i uczuć, skoro ludzie religi nie potrafią dać odpowiedzi na takie proste pytanie lub tworzą bzdury o pochodzeniu życia?

    J. Kania

    OdpowiedzUsuń
  11. Na pytania o istotę myślenia, świadomości i uczuć, znacznie ciekawszych odpowiedzi udziela nauka,

    wszystko zależy od tego o jakich pytaniach Pan mówi. Z uporem maniaka próbuję powiedzieć, że do konkretnych problemów przykładam odpowiednie narzędzie. Gdy liczę konstrukcję, korzystam z zasad mechaniki, gdy myślę o Bogu, czytam Biblię. Biblia nie jest podręcznikiem neurobiologii, fizyki i chemii i nie dyskutujmy o tym, bo to jest oczywiste.

    Jak stwierdzić czy "idee" miłości istnieją?

    jeśli myśli Pan o Bogu - to nie ma innej możliwości jak w niego uwierzyć i doświadczać jego wpływu na życie. Pan tego nie doświadcza, ja doświadczam. Tylko Pan mi chce wmówić, że to czego doświadczam, to nie to o czym myślę tylko zupełnie coś innego.

    Jedna rzecz udaje się panu Bartosikowi znakomicie (i panu "p" też)... oddalanie dyskusji na tory filozoficzne, bo są one dla niego "bezpieczniejsze".

    kiedy rozmawiamy o nauce - będę z Panem rozmawiał o nauce - nie ma sprawy, nie gwarantuję, że osiągnę poziom, który Pana satysfakcjonuje, ale mogę spróbować;) A jak mowa jest o wierze i o moralności - to Pan "ucieka" w mikrobiologię, albo w teorie względności - bo Panu jest to wygodne, bo się na tym zna. Mi to nie przeszkadza, każdy tłumaczy sobie i innym świat tak jak uważa za ciekawie, mądrze itp. Z Pana wypowiedzi wnioskuję, że fizyk to dla Pana gość, a filozof to jakiś nygus...

    Zawsze zauważam "ucieczkę" od odpowiedzi na ściśle biologiczne czy fizyczne problemy, np. w związku z historią Noego. Pan, panie "p", napisał wcześniej, iż jest to dla pana nieistotne (lub że nie wie pan, jak kukurydza zawędrowała z Araratu do Ameryki).

    bo nie wiem, nigdy o tym nie myślałem i w danej chwili nie mam czasu prowadzić studiów na ten temat - to ucieczka, że przyznaję się do niewiedzy? Nie wszystko wiemy...to chyba normalne, nie mówię, że to błahy temat, tylko, że teraz jest on dla mnie nie istotny, żeby go zgłębiać.

    Ale jak wierzyć biblii w kwestiach człowieka, jego myśli i uczuć, skoro ludzie religi nie potrafią dać odpowiedzi na takie proste pytanie lub tworzą bzdury o pochodzeniu życia?

    hmm, a więc zaszufladkowany jestem jako człowiek religii ;) ok. Pytanie jest proste, ale odpowiedź na nie - nie koniecznie. Może jest prosta, a może nie, ja jej nie znam - nie wiem jak kukurydza zawędrowała z Araratu do ameryki, może nie zawędrowała, może tam była wcześniej niż na Araracie, może na Araracie nigdy jej nie było...proszę o podpowiedź.

    Niech fizycy przedstawiają mechanizmy działania świata, a filozofowie niech rozmyślają i ubogacają nas swoimi przemyśleniami...nie widzę tu problemu

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  12. lub tworzą bzdury o pochodzeniu życia?

    A tak z ciekawości, skąd pochodzi życie? Jak powstało, czy ktoś potrafi zbudować jednokomórkowy żywy organizm? Poważnie pytam, może są jakieś nowe osiągnięcia w tej dziedzinie.
    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeśli chodzi o nowe odkrycia to proszę sobie coś znaleźć o pracach profesora Jacka Szostaka (Nobel 2009 - medycyna, za telomerazę - można to nazwać wyjaśnieniem tajemnicy starzenia się).
    No, ale miało być o życiu, a nie śmierci:
    http://www.wprost.pl/ar/174858/Chce-poznac-pierwsze-kroki-ewolucji/?O=174858&pg=0
    Te wspomniane "komórki", to rodzaj tłuszczowych "banieczek", które się same replikują. Szostak pokazał możliwe początki (lub jeden z elementów) życia komórkowego.

    Pozdrawiam
    J. Kania

    OdpowiedzUsuń
  14. @J.Kania
    "Ale jak wierzyć biblii w kwestiach człowieka, jego myśli i uczuć, skoro ludzie religi nie potrafią dać odpowiedzi na takie proste pytanie lub tworzą bzdury o pochodzeniu życia?"

    Otoż kolejny przykład niesamowitej arogancji i pychy oraz totalnego braku rzetelności intelektualnej prezentowanej przez fundamentalistycznych ateistów.
    Otóż faktem powszechnie znanym jest to ,iż współczesna nauka nie jest w stanie udzielić odpowiedzi na to jak powstało życie. Czy sensowną odpowiedzią ma być to ,iż komórki same się replikowały. Tak po prostu , były sobie białeczka i one się "tak same się" złożyły. Czy w to "jaśnie oświecony " Pan Kania karze nam wierzyć . Czy jest to jego kolejny dogmat jego (nie) wiary ateistycznej. Doprawdy uważam ten poziom arogancji jest porażający.
    Otóż Pan Kania taką lekką ręką odrzuca te wszystkie spekulacje filozoficzne jako pozbawione znaczenia i będące wyrazem pewnego intelektualnego wstecznictwa opierając to na fałszywym z góry założeniu ,iż współczesne nauki przyrodnicze są w stanie odpowiedzieć na wszystkie interesujące i istotne dla nas pytania. Co jest fałszem. Po drugie Pan Kani opiera swoją krytykę metafizyki na fałszywym założenia ,iż jako by nauki przyrodnicze były operowały bardziej precyzyjnymi pojęciami. To też jest fałszem . Ja bardzo bym chciał by Pan Kania będąc naukowcem ( bo zakładam bo tonie pańskiej krytyki ,iż musi Pan być z wykształcenia fizykiem , albo biologiem co najmniej na poziomie doktoratu) , udzielił nam precyzyjnej definicji Energii albo grawitacji (swoją drogą są fizycy którzy kwestionują nawet te fundamentalne pojęcie) . Oczywiśćie nie będę zbyt wiele od Pana wymagał i nie będę oczekiwał prezycyjnej definicji takich pojęć jak "czarna " materia albo "czarna" energia - bo tak naprawdę nikt z fizyków nie wie co to jest , a posługuje się tym pojęciem.
    No ale Pan Kania jako dogmatyczny ateista musi utrzymywać tą fałszywą dychotomię między nauką , a metafizyką ponieważ bez tego cały jego światopogląd ateistyczny zostanie doszczętnie zrujnowany . No ale to tylko pokazuje jak wątłe podstawy intelektualne ma fundamentalistyczny ateizm w stylu Dawkinsa ( który bez wątpienia jest najbardziej aroganckim człowiekiem na świecie) .
    No i w innym miejscu stwierdziłeś ,iż piszę bzdury na temat fizyki . Chciałbym a byś mi przypomniał jakie to bzudry piszę na temat fizyki.
    Z góry dziękuje.

    Fan Johna Owena.

    OdpowiedzUsuń
  15. @J. Kania

    Jeszcze jedno. Skoro wykazuje Pan tak ogromne zamiłowanie to precyjzji tutaj na łamach tego bloga , to chciałbym ,żeby pan sprecyzował to Pan rozumie pod pojęciem "ludzie religii".
    To jest ironiczne, gdy ci ateitistyczni fundamentaliści tak lubią tą "naukową prezycje" , a sami w swojej krytyce Chrześcijaństwa posługują się tym bardzo nieostrym pojęciem "religia" ( przypomina mi się tutaj biedny Hitchens , który będąc skonfrontowany z faktem niewyborażalnych zbrodni popełnionych w imię ateistycznego materializmu , odpowiedział - "... ale komunizm to też była religia") .

    OdpowiedzUsuń
  16. Strasznie fałszywa przypowieść.
    lepiej było by o dziecku i rodzicu - tak tato/mamo jestem brudny, śmierdzący, kłamie, kradnę i w ogóle drań ze mnie, ale przecież Cie kocham i choć przynoszę Ci wstyd to proszę, nie odrzucaj mnie.

    A "interesy" z Bogiem to jakieś szaleństwo!

    OdpowiedzUsuń