środa, 21 września 2011

Ograniczone kompetencje nauki

"Z jednej strony należy orzec, że nauka dysponuje narzędziami jedynie do badania przyczyn naturalnych i nie może wypowiadać się w innych kwestiach. Z drugiej jednak, sama nauka dowodzi, iż żadna inna przyczyna istnieć nie może. John Macquarrie pisze: 'Nauka opiera się na założeniu, że wszystko, co dziej się na świecie może być wytłumaczone poprzez inne wydarzenia (...) równie immanentne i naturalne. Tak więc (...) cud jest nie do pogodzenia z nowożytnym rozumieniem nauki i historii".

Macquarrie ma rację twierdząc, że studiujący dane zjawisko naukowiec musi zakładać, iż ma ono naturalną przyczynę. To dlatego, że metodologia, jaką dysponuje, może poradzić sobie tylko z takimi przyczynami. Inną kwestią jest forsowane przez naukę założenie, że żadne inne przyczyny nie mogą istnieć. Trudno jednak sobie wyobrazić jakikolwiek model doświadczalny, który pozwoliłby zweryfikować stwierdzenie: 'nie jest możliwa żadna nadnaturalna przyczyna jakiegokolwiek zjawiska naturalnego'. To jest założenie filozoficzne, a nie odkrycie naukowe. Argument Macquarrie'a jest ostatecznie przykładem błędnego koła w rozumowaniu. Twierdzi, że nauka przez wzgląd na swą naturę, nie może rozsądzać ani weryfikować przyczyn nadnaturalnych, a zatem te przyczyny nie istnieją. Filozof Alvin Platinga odpowiada:

Macquarrie chce pewnie zasugerować że praktyka nauki wymaga aby odrzucić ideę (np.) Boga wskrzeszającego z martwych (...) Ten argument (...) przypomina rozumowanie pijaka, który nalega, aby szukać zgubionych kluczy do samochodu pod latarnią, ponieważ tam jest lepsze światło. W rzeczywistości idzie nawet o krok dalej niż pijak - to tak, jakby nalegać, że one muszą być pod latarnią, ponieważ trudno byłoby znaleźć klucze w ciemności".

Timothy Keller, Bóg. Czy są powody by wierzyć, Friendly Books, Starogard Gdański 2008, s. 133-134

15 komentarzy:

  1. Wszystko "ładnie i pięknie", ale to tylko zręczna retoryka... nic więcej. Współczesna nauka, której początków należy upatrywać u Galileusza, wielokrotnie "rozprawiała się" z "nadnaturalnościami", znajdując wytłumaczenie zjawisk przyrodniczych, chorób, itd. W czasach, gdy teologowie wiedli spory nad różnymi wersetami biblii, pisali długie rozprawy na temat natury rzeczywistości, struktury Wszechświata i jego działania, wykorzystując wyrafinowane metafizyczne wywody, Galileusz mierzył prędkości toczenia się kuli po równi pochyłej. To było takie prozaiczne!!! Ale to właśnie ono wydało "owoc" w postaci nauki z jej "naturalnym" sposobem tłumaczenia. Metafizyczne wywody, choć pełne rozmachu, były niejasne i nadal są. Brak im precyzji i jednoznaczności badań naukowych.

    Panie Pawle, a dlaczego założenie o istnieniu świata nadnaturalnego miałoby być prawdziwe? Bo wspomina o nim biblia? A skąd wiadomo, że ona mówi prawdę?

    J. Kania

    OdpowiedzUsuń
  2. Biblia mówi prawdę, bo w Biblii stoi, że mówi prawdę. Proste. Szach-mat ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Pawle, a dlaczego założenie o istnieniu świata nadnaturalnego miałoby być prawdziwe? Bo wspomina o nim biblia? A skąd wiadomo, że ona mówi prawdę?

    Paweł pewnie odpowie, ale ja się wtrącę ze swoim groszem..

    Każde założenie musi mieć jakąś podstawę. Słusznie Pan wskazał na podstawę do odrzucenia świata nadnaturalnego - większość, jak nie wszystkie problemy są pomału wyjaśniane przez naukowców. Wynika z tego, że jest to po prostu misja ludzkości - ciągłe pogłębianie wiedzy o świecie po to, żeby odsłaniać jego złożoność.

    Podstawę do założenia o istnieniu Boga i świata nadnaturalnego jest wiara w przekaz ludzi, którzy doświadczyli naocznie/namacalnie tej rzeczywistości (dla nas Biblia) oraz własne doświadczenie tej rzeczywistości. Więc nie tylko dlatego, że w Biblii jest to napisane. Może Pan to odrzucać, ale ludzie wierzący na prawdę doświadczają duchowej rzeczywistości, a ich misją z kolei jest przekazywanie tej "prawdy" dalej.

    Każdy chce dzielić się tym, co uważa za cenne. Ja cenię determinację i sukcesy naukowców, ale również cenię sobie to, czego doświadczam i w co wierzę.

    Porównanie teologów z fizykami wymaga rozwinięcia. Rzeczywiście pozornie szukali tego samego, ale to trochę tak jakby porównywać artystę przedstawiającego pantomimę o trzęsieniu ziemi z fizykiem modelującym propagację fali sejsmicznej... Właściwie to dwie inne bajki. Warto też podkreślić, że wybitni myśliciele rozwijali się zarówno w filozofii (rozmyślając nad metafizyką) jak i w tym, co dziś zwiemy nauką. Wg mnie to wskazuje na fakt, że człowiek ma różne potrzeby, Pan sprawia wrażenie jakby płaszczyzna nadnaturalna była czymś na tyle błahym, że wręcz nieistotnym, aby zawracać sobie nią głowę - skupiając się jedynie na fizyce świata. Choć może jakieś pytania w środku kołaczą, a może dopiero będą, a może już kołatały i przestały;)

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie "p":

    Czy ludzkość ma jakąś "misję"? Co to w ogóle znaczy? Badamy świat, bo chcemy go zrozumieć i pojąć, jest to nasz swoistego rodzaju popęd. A że naturalistyczne tłumaczenie świata okazało się lepsze ... jest to problem dla ludzi różnych religi. To oni muszą posłigiwać się skomplikowanymi sztuczkami retorycznymi, aby bronić świata nadnaturalnego. Jak pan myśli, co było ważniejsze, gdy starano się ustalić wiek wszechświata, "dokuczenie religii" czy rzeczywista ciekowość człowieka?
    "Misja", w pana myśleniu, zakłada, że ktoś/coś nas posyła, a więc "wracamy" do punktu wyjścia.
    Pisze pan także o "doświadczaniu duchowej rzeczywistości". Tą sprawą także zajęła się nauka i potrafi udzielić, jeśli nie całkowicie pełnych, to przynajmniej częściowych odpowiedzi. Mamy neurobiologię, psychologię, itd. Wszystko dzieje się w naszym mózgu... tylko, że dla pana to ta "duchowość", dla mnie to procesy, które ludzie odbierają za "duchowość".

    J. Kania

    OdpowiedzUsuń

  5. Czy ludzkość ma jakąś "misję"? Co to w ogóle znaczy? Badamy świat, bo chcemy go zrozumieć i pojąć, jest to nasz swoistego rodzaju popęd.


    Tak też właśnie rozumiem ową misję. Dokładnie tak, głód wiedzy, naturalna chęć rozwoju, dążenie do lepszego, większego itd.

    A że naturalistyczne tłumaczenie świata okazało się lepsze ... jest to problem dla ludzi różnych religi.


    Co to znaczy lepsze? Jak można porównywać stwierdzenie, że świat został "stworzony" z szczegółowym opisem procesów fizycznych podawanych przez naukowców odnośnie powstawania świata. Stwierdzenie "stworzenie świata naturalnego" jest podaniem praprzyczyny, której de facto nie można dowieźć narzędziami nauki - to kwestia pierwotnego założenia.

    To oni muszą posłigiwać się skomplikowanymi sztuczkami retorycznymi, aby bronić świata nadnaturalnego.

    Zgadzam się, sam nie widzę tego potrzeby. Nie wiem po co kościół wszelaki próbuje dyskutować z naukowcami na płaszczyźnie nauki. Przepraszam Pawle (autorze), ale tak uważam, nie macie wspólnej płaszczyzny. Po co bronić świata nadnaturalnego przed ludźmi, którzy w świat ten nie wierzą?

    Jak pan myśli, co było ważniejsze, gdy starano się ustalić wiek wszechświata, "dokuczenie religii" czy rzeczywista ciekowość człowieka?

    Oczywiście, że to drugie. Ci którzy przeszkadzają w rozwoju i w poznaniu robią wbrew naszej naturze. Szacunek dla ludzi pokroju Galileusza.


    "Misja", w pana myśleniu, zakłada, że ktoś/coś nas posyła, a więc "wracamy" do punktu wyjścia.

    punktem wyjścia jest światopogląd i pierwotne przekonanie o Stwórcy lub o jego braku. Będziemy patrzeć i widzieć te same procesy (głód wiedzy, popęd itp), ale przyczynę będziemy widzieli w czymś innym.

    Pisze pan także o "doświadczaniu duchowej rzeczywistości". Tą sprawą także zajęła się nauka i potrafi udzielić, jeśli nie całkowicie pełnych, to przynajmniej częściowych odpowiedzi.

    Mamy neurobiologię, psychologię, itd. Wszystko dzieje się w naszym mózgu... tylko, że dla pana to ta "duchowość", dla mnie to procesy, które ludzie odbierają za "duchowość".

    Nie do końca. Ja nie przeczę, że człowiek jest jednostką psychofizyczną. Zgadzam się, że są procesy chemiczne, fizyczne, elektromagnetyczne, które odpowiadają za funkcjonowanie naszej psychiki i generalnie za całość naszego funkcjonowania. To nie tu widzę duchowość. Człowiek jest naturalny, nie nadnaturalny. Człowiek należy do dziedziny tego świata - więc jest w pełni "naturalny". Duchowość upatruję w tym, co nie z tego świata - w Bogu. Człowiek doświadczający duchowej rzeczywistości to człowiek doświadczający Boga i jego królestwa (nie z tego świata) - to miałem na myśli.

    Biblia naucza, że człowiek to duch (ludzki), dusza i ciało. Przy czym duch i dusza to sfera niematerialna związana z psychiką i z tchnieniem (życiem). Jest to natura człowieka wskazana przez Biblię, a naukowcy mogą to potwierdzać - wskazywać na materię (ciało), na procesy stojące za psychiką (dusza)i na życie(ducha) - którego nie bardzo jeszcze rozumiemy. To jest moja luźna interpretacja - ale chcę przez nią wskazać, że to nie jest coś nie z tego świata - a coś z czym się stykamy na co dzień. Dlatego Pan mówi o procesach, a chrześcijanie o duszy i duchu. Po prostu używają terminów z innego słownika na nazwanie tego samego.

    Reasumując - naukowcy odkrywają i systematyzują zagadnienia tego świata nie odpowiadając na pytanie o praprzyczynę. Chrześcijanie zaś przekazują dobrą nowinę o tym, że można pojednać się z Bogiem i żyć z nim do końca swoich dni i dalej przez całą wieczność - oczywiście trzeba w to uwierzyć. Zatem są to dwie różne dziedziny.
    J. Kania

    OdpowiedzUsuń
  6. ups - końcówka, czyli podpis J. Kania to efekt cytowania posta Pana Kani - przepraszam, że nie skasowało się. Oczywiście mój post (powyższy) jest odpowiedzią na wpis pana Jakuba. Czy pastor Paweł może to usunąć, żeby nie było zamieszania?

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  7. I jeszcze jedna kwestia. Nie chcę wyważać otwartych drzwi, po prostu pytam, może ktoś wie jak jest na pewno. Myślę sobie o tych procesach, o których mówi pan Kania. Każdy się zgadza, że można je śledzić, obserwować itd. Ale co jest tym elementem decyzyjnym. Bo proces jest realizacją w czasie i przestrzeni pewnych decyzji. Mówi się o tym elemencie np. "wola". Czyli powiedzmy ruch ręką (nie bezwarunkowy) jako elementu roboczego jest wykonany za pośrednictwem struktur przekazujących siłę (kości, mięśnie, ścięgna) Jednak informacja przebiega w procesach nerwowych. i te procesy zaczynają się w mózgu i informacja (jakiś impuls/sygnał) przebiega układem nerwowym. Ale co wydaje polecenie, gdzie jest element sprawczy, ten najbardziej pierwotny. Czy może każdy impuls jest reakcją na bodziec zewnętrzny? Czy z całą pewnością wyklucza się element tej jak to nazwałem "woli"? Bo jeśli tak jest, to któregoś dnia naukowcy stworzą sztucznego człowieka, który ma bogatą bibliotekę zachowań i reakcji na bodźce zewnętrzne i będzie "jak" człowiek

    To pytanie wiąże się z pracami (jak sądzę) nad sztuczną inteligencją - czy jest to możliwe, aby nauczyć maszynę wolnych wyborów? Podejmowania decyzji bez wyuczonego schematu? decydowania w kwestiach "nowych/nieznanych"? Co zatem odróżnia (w istocie) organizm (nawet najprostszy) żywy od maszyny?

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie "p":
    http://wyborcza.pl/1,75476,6582890,Wolna_wola_jest_iluzja_.html

    Może to udzieli panu odpowiedzi, chociaż w części, na te pytania. Nie jestem neurobiologiem, ale to omówienie artykułu z "Science" jasno wskazuje trend ... badania na temat wolnej woli, myślenia, psychiki, itd. przeniosły się do nauk ścisłych i odnoszone są pierwsze sukcesy w rozumieniu tych spraw. Filozofie i różnego rodzaju "metafizyki" nie potrafiły dać klarownego obrazu tych procesów. No bo jak... mogły je tylko intuicyjnie opisywać słowami.

    Co do sztucznej inteligencji, prace trwają. Czytałem, chyba w "Świecie Nauki", o robocie w Uniwersytecie w Glasgow, który pracuje nad sekwencjonowaniem DNA i pewne czynności i decyzje podejmuje sam, bez udziału człowieka. Jeśli pan chce, poszukam szczegółów.

    Pozdrawiam
    J. Kania

    OdpowiedzUsuń
  9. @p:
    Dobry artykuł na ten temat:
    You Do Not Choose What You Choose

    Dr House

    OdpowiedzUsuń
  10. Panie Jakubie,

    dziękuję za artykuł, pomimo, że skrótowy, to rzeczywiście po części rzuca światło na moje pytania.

    Jest w miarę późno i zmęczenie również dokucza, ale z tego co czytam rozumiem, że nasza świadomość nie jest tym - co generuje reakcje naszego organizmu na bodźce zewnętrzne takie jak przykładowo potrzeba poruszenia konkretnej części ciała. Zatem to, że sobie powiem, że chcę poruszyć ręką jest tylko iluminacją faktu, że taka potrzeba została wygenerowana w mózgu. Autor wskazuje również na rolę świadomości jako cenzora, czyli inny ośrodek mózgu działający "online" z naszą świadomością ma możliwość powiedzenia stop/veto. To tłumaczy fakt, że możemy niejako spierać się sami z sobą, co rzekomo dowodzi wolnej woli. I tu się zapętliłem, bo czym jest to veto? Kolejnym wygenerowanym w mózgu bez świadomości procesem, walczącym z poprzednim? Ile takich różnych reakcji może powstać? Jest to trudne zagadnienie bez wątpienia. Tak czy inaczej, chcieli wskazać na fakt, że świadomość nie jest generatorem woli...ale czym jest świadomość ?

    Tak czy inaczej moje pytanie dotyczyło raczej tego, co sprawia i generuje daną akcję/proces. Nie ważne czy dzieje się to w świetle naszej świadomości czymkolwiek ona jest, czy w oderwaniu od niej, podświadomości czy jakkolwiek to nazwać. Co podejmuje decyzję - gdzie jest centrum inicjujące. Osobiście nie wierzę w to, że wszystko jest reakcją na otaczające nas bodźce. Można od nich odizolować się i tworzyć.

    Ja osobiście mam wrażenie, że to są badania (niezwykle cenne) nad złożonością struktury organizmu żywego (niezwykle skomplikowanej), nad procesami, które są fizycznym obrazem wykonywania się pewnych akcji. Porównałbym to do obserwowania robota zbudowanego z niezwykłym kunsztem w sensie mechaniki, dalej - charakteryzującego się świetnymi obwodami przekazującymi informacje. Jednak nie widać elementu, który przykładowo drogą radiową przekazuje polecenia do centrum sterowania umieszczonego w robocie. Takie wrażenie mam, może się mylę.

    Odnośnie robota, który podejmuje pewne decyzje bez udziału człowieka. Ciekawy jestem w oparciu o jaki algorytm decyzje te są podejmowane, bo przecież jakiś algorytm musi być, chociażby bazujący na problemie optymalizacji lub w przypadku braku jakichkolwiek przesłanek pozwalających zoptymalizować problem - na generatorze liczb pseudolosowych. Oczywiście może się mylę, na tyle mogę sobie pogdybać. Teraz w odniesieniu do człowieka, czy my działamy w oparciu o algorytm? czy jesteśmy w stanie w podświadomości sami je tworzyć? Eh, rozpędzam się, ale jestem przekonany, że naukowcy czują różnice w istocie maszyny a człowieka. I jedno i drugie potrzebuje zasilania więc problem leży gdzie indziej.


    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  11. "Panie Pawle, a dlaczego założenie o istnieniu świata nadnaturalnego miałoby być prawdziwe? Bo wspomina o nim biblia? A skąd wiadomo, że ona mówi prawdę?"

    Dlatego, że inaczej się nie da. Nawet Pan zakłada istnienie takiej niematerialnej rzeczywistości, której Pan nigdy nie widział, nie dotknął, nie powąchał.

    Pytanie skąd u Pana przekonanie o istnieniu takich rzeczy jak: miłość, sprawiedliwość, moralność, okrucieństwo... ? Przy doszedł Pan do przekonania o ich istnieniu w wyniku naukowego badania?

    Ja jako chrześcijanin odwołuję się do Pisma Św. argumentując nie tylko za istnieniem aniołów, nieba, piekła, ale także niematerialnych praw (np. moralnych), na które PAN RÓWNIEŻ SIĘ POWOŁUJE. Tylko, że w Pana światopoglądzie z czego wynika przekonanie o ICH ISTNIENIU?

    Z Wikipedii? Bo sąsiad używa takich słów? Bo od dzieciństwa ktoś Pana nauczył, że istnieje coś takiego?

    OdpowiedzUsuń
  12. 'nie jest możliwa żadna nadnaturalna przyczyna jakiegokolwiek zjawiska naturalnego'

    Pawle, skąd taka teza? Czy rzeczywiście naukowcy muszą zakładać taką tezę? Brzmi ona trochę "na siłę". Tak sobie myślę, po co w ogóle takie tezy stawiać? Naukowcy nie myślą takimi kategoriami, chyba że filozofowie.
    Naukowcy szukają przyczyn naturalnych - bo tylko to ma sens. Po co tłumaczyć zjawiska fizyczne nadnaturalnością? Tak myśląc zostalibyśmy w przekonaniu, że ziemia jest płaska i podparta żółwiami i jest w środku wszechświata.. Nauka szuka przyczyn naturalnych i znajduje je. Jako chrześcijanin wierzę, że wszystkie obserwowane i powtarzalne zjawiska mają bezpośrednie przyczyny w innych naturalnych zjawiskach, a że złożoność tego świata jest taka wielka jaka jest, można w ten sposób eksplorować tę dziedzinę (wydaje się) bez końca. Praprzyczyny nikt nie sprawdza, bo jest ona poza zasięgiem. Nauka nie robi tygrysiego skoku do początku, ale odtwarza procesy "po kolei", więc do praprzyczyny musiałaby dojść w nieskończoności:) Wiem, że to takie filozofowanie, ale nie da się inaczej o tym mówić, bo pytanie "ale co było wcześniej" zawsze będzie można zadać;)
    Naukowcy nie obalają Boga i cudów, oni się irytują (i słusznie), kiedy tę "nadnaturalność" wkłada się im w proces, który oni nieustannie odkrywają. Przecież oni nie badają ręki piszącej po ścianie, zamiany wody w wino, legionów aniołów, czy samego Pana Boga. Oni badają nasz fizyczny, materialny, naturalny wszechświat.

    Chrześcijanin-naukowiec powinien wyjaśniać nam zjawiska fizyczne pokazując bliższą i dalszą przyczynę (nie praprzyczynę) i prowadzić do rozwoju, który nam wszystkim ułatwia życie. A poza swoją pracą, przekazywać dobrą nowinę o Bożym Królestwie, które jest nie z tego świata (który bada w pracy;). Jedni w to UWIERZĄ inni nie. Ale wierzy się nie na podstawie dowodu naukowego, a na podstawie subiektywnego doświadczenia Boga i tego co się zaczyna dziać w życiu, gdy się już dany delikwent "odrodzi".
    Pawle, napisz, jeśli się mylę, powiedz, gdzie popełniam błąd, albo czego nie rozumiem. Wg. mnie takie tezy jak na początku wprowadzają tylko niezgodę i zamieszanie.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeżeli byśmy myśleli jak pastor Bartosik, to możemy np.dojśc do wniosku: istnieje świat nadprzyrodzony, bo inaczej się nie da(bo istnieje miłość, moralność). Skoro tak to każda książka, która mówi o pochodzeniu moralności jest prawdziwa (nie wiedzieć czemy pastor wybrał Biblię). A przy okazji, skoro jest prawdziwa, to możemy wszystko inne z tej książki zaakceptować, np. odpowiedzi o powstanie człowieka.
    Oczywiście jest to absurd.

    Panie pastorze: nikt z ateistów nie wątpi w istnienie miłości, czy radości czymkolwiek one są! Ale nie mają one związku z wyobrażeniem, że gdzieś w niebie siedzi Bóg, który czyta mysli, słucha modlitw i reaguje na nie, a po smierci wrzuca ludzi do piekła lub nieba.

    Uczucia i emocje istaniały na świecie zanim wymyślono judeochrzescijańskiego boga,i będą istniały kiedy bóg ten zostanie zapomniany.

    OdpowiedzUsuń
  14. nikt z ateistów nie wątpi w istnienie miłości, czy radości czymkolwiek one są! Ale nie mają one związku z wyobrażeniem, że gdzieś w niebie siedzi Bóg, który czyta mysli, słucha modlitw i reaguje na nie, a po smierci wrzuca ludzi do piekła lub nieba.

    Dokładnie. W naszym światopoglądzie, te stwierdzenia są prawdziwe! Ateista może się cieszyć, może odczuwać różne emocje i nie musi ich wiązać z Bogiem w niebie. Również jest prawdą, że Bóg nie odpowiada na modlitwy ateistów, bo oni się nie modlą. I żyją, często też się im "powodzi". Biblia o tym mówi - Bóg zsyła błogosławieństwo wszystkim ludziom, nie powiem, że po równo, ale zsyła. Natomiast to co będzie z Panem po śmierci będzie Panu wiadome za czas jakiś.

    Uczucia i emocje istaniały na świecie zanim wymyślono judeochrzescijańskiego boga,

    a kiedy Go wymyślono? A co to ma do rzeczy, kiedy ludzie uświadomili sobie istnienie Boga? Nawet jeśliby nigdy tego nie wiedzieli, nie jest to żaden dowód na to, że Boga nie ma i że nie stoi on za stworzeniem i prawami moralnymi.

    będą istniały kiedy bóg ten zostanie zapomniany.

    to również nie jest dla nas odkrycie. Zapomnienie Boga, jego świadomość czy brak świadomości nie wpływa na istnienie prawa moralnego i na istnienie Boga, to oczywiste. Więc znów zgadzam się z Panem w tym stwierdzeniu. A tak na marginesie, Bóg już został zapomniany przez większość ludzi na świecie, więc teza jest potwierdzona. Tylko dla Pana jest to dowód na nieistnienie Boga, dla nas nie.

    Czy Pan chce tu kogoś przekonać do porzucenia wiary w Boga? hmmm, to raczej trudne, tak jak trudne(niemożliwe) jest przekonanie ateisty do wiary. W naszym światopoglądzie wiara jest prezentem od Stwórcy, człowiek nie może jej wzbudzić, choć jest tym co przekazuje dobrą nowinę.

    p

    OdpowiedzUsuń
  15. Panie Pawle, niechże pan przestanie z tymi platońskimi ideami miłości, moralności, itd. Wszystkie te słowa to nazwy interakcji, jakie zachodzą między ludźmi. Człowiek potrzebował nazwać bliskie i intymne relacje z drugim człowiekiem i nazwał to miłością. Zabijanie, ranienie i inne straszne rzeczy, nazwał okrucieństwem, itd.
    Ale nie ma idealnego wzorca, np. moralności. Dla Europejczyków niemoralnym jest chodzenie nago, ale już dla części mieszkańców Afryki, nie. Palenie ludzi na stosach, w imię nauk biblijnych, było czymś dobrym, bo zwalczało się szatana. Dzisiaj takie praktyki są niedopomyślenia.

    J. Kania

    OdpowiedzUsuń