środa, 9 listopada 2011

Mój prapraprapradziadek pił piwo z samym Apostołem!

(5) Wtedy wychodziła do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nadjordańska. (6) I byli chrzczeni przezeń w rzece Jordanie, wyznając grzechy swoje. (7) A gdy ujrzał wielu faryzeuszów i saduceuszów, przychodzących do chrztu, rzekł do nich: Plemię żmijowe, kto was ostrzegł przed przyszłym gniewem? (8) Wydawajcie więc owoc godny upamiętania; (9) niech wam się nie zdaje, że możecie wmawiać w siebie: Ojca mamy Abrahama; powiadam wam bowiem, że Bóg może z tych kamieni wzbudzić dzieci Abrahamowi. Ew Mateusza 3:5-9

Jan Chrzciciel zarzucił publicznie faryzeuszom i saduceuszom ich grzech, obłudę. Ich podstawowym problemem był brak owoców upamiętania. Mieli jednak wspaniałe uzasadnienie braku upamiętania: mamy ojca Abrahama! „Naszym potomkiem jest sam ojciec, bohater wiary. Ojciec naszego narodu! Jak więc Bóg nie może być nam przychylny, jak więc żądasz od nas upamiętania i owoców! Po naszej stronie jest wieloletnie historia, sukcesja, tradycja!”

Bardzo przewrotna argumentacja. Tak naprawdę to ucieczka: „Nie pozwolę skonfrontować swojego życia z Bożym Słowem. Ja mam tarczę - Abrahama. Odczep się ode mnie! Abraham jest moim, nie twoim przodkiem!”

Dla faryzeuszy kryterium trwania w prawdzie było to kogo mają w rodowodzie. "Jesteśmy przywódcami wspólnoty, którą powołał Bóg związując się przymierzem z Abrahamem!"

Kiedy patrzymy na historię chrześcijaństwa widzimy, że czekają na nas te same zagrożenia co faryzeuszy. W czasach reformacji również o to poszło: w jaki sposób mamy określić kto jest spadkobiercą apostołów, a kto jest nowinkarzem, który dodał do Pisma Św. własne nauki.

Kościół Katolicki argumentował w bardzo podobny sposób: Naszym ojcem jest Św. Piotr. Mamy sukcesję. Jak śmiesz konfrontować nas z Pismem, a właściwie nie Pismem, ale Twoją interpretacją Pisma!? Nasz biskup w Rzymie nosi na sobie pieczęć apostołów! A Tobie nie wolno nas oceniać bo to my Ci mówimy jaka jest natchniona, nieomylna wykładnia Pisma!

Odpowiedź Pisma jest wciąż niezmienna na tego typu przymierzową pychę: Bóg może z kamieni wzbudzić dzieci Abrahamowi. Bóg może z tych kamieni wzbudzić dzieci Piotrowi. Apostołom.

Nie zbawia nas związek z pobożnymi ludźmi, ale osobiste upamiętanie i osobista wiara. Możemy wskazywać na znajomość z Matką Teresą,  audiencję JP2, znajomość z wielkim ewangelistą Billy Grahamem. To jednak w żadnym stopniu nie uwiarygodnia tego kim jesteśmy, jaki jest stan naszej duszy. W dniu ostatecznym nikt nas nie zapyta: czy czytałeś Kalwina, Lutra, Augustyna, Benedykta XVI? Pytanie będzie dotyczyło naszej więzi z Jezusem. Czy był On Panem i Zbawicielem w naszym życiu? Czy JEGO wolą kierowaliśmy się w codziennych decyzjach?

Apostolskość kościoła, którą wszyscy wyznajemy nie polega na tym, że powiemy: mój prapraprapradziadek chodził na piwo z Ap. Janem lub Ap. Piotr nałożył ręce na mojego praprapradziadka. Apostolskość kościoła polega na wiernym trzymaniu się nauki apostolskiej. Chcąc zatem rozstrzygnąć kto miał rację: Jan i jego uczniowie czy faryzeusze – nie wystarczyło, że posłuchalibyśmy kto głośniej zawoła: mamy ojca Abrahama, kochamy Abrahama, kontynuujemy dzieło Abrahama!

Należałoby przyjrzeć się nauce i uczynkom jednych i drugich i wierności nauce Abrahama. Nie zastępujmy więc prawdziwego upamiętania jego substytutami: tradycją, rodowodami, liturgią, sakramentami.

18 komentarzy:

  1. A jednak zbawienie jest możliwe dzięki znajomości. Do jednych ludzi Pan Jezus się przyzna, a do innych powie "nigdy was nie znałem".
    Pozdrawiam, J.

    OdpowiedzUsuń
  2. hej J.

    nigdy inaczej nie było. Tylko TA znajomość skutkuje zbawieniem. Jak ktoś chce wejść przez inne drzwi to jest łobuz i zostanie wyproszony.
    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  3. @J

    może zapodaj cały fragment, a nie pół wyrwanego z kontekstu zdania. Bo idąc twoim tokiem - nie wiem czego, słowo rozumowanie (od rozum) w twoim wypadku byłoby nie na miejscu - możemy powiedzieć że nie ma Boga - pół zdania wyrwanego z kontekstu.


    Ps. 10:4
    4. Bezbożny myśli w pysze swojej: Nie będzie dochodził... Nie ma Boga. Oto całe rozumowanie jego.
    (BW)
    Ps. 14:1
    1. Przewodnikowi chóru. Dawidowy. Głupi rzekł w sercu swoim: Nie ma Boga! Są znieprawieni, popełniają ohydne czyny. Nie ma nikogo, kto by dobrze czynił.
    (BW)
    Ps. 53:2
    2. Głupi rzekł w sercu swoim; Nie ma Boga. Są znieprawieni, popełniają ohydne czyny; Nie ma nikogo, kto by dobrze czynił.
    (BW)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mądrze piszesz! Ale...
    Diabeł jak wiadomo tkwi w szczegółach - czymże innym jak nie sakramentem był chrzest udzielany przez Jana? czym innym jak nie liturgią były czynności dokonywane przez Jezusa w wieczerniku?

    OdpowiedzUsuń
  5. sakramenty i liturgia nie stanowią żadnego warunku do uzyskania zbawienia, ani warunku koniecznego, ani tym bardziej wystarczającego...

    Ich istnienie w kościele ma zupełnie inne znaczenie. Jeśli ktoś myśli, że osiągnie zbawienie dlatego, że jest nominalnym katolikiem i wypełnia warunki stawiane przez kościół w sensie liturgicznym i sakramentalnym to się myli. Faryzeusze wypełniali tego typu warunki dużo bardziej skrupulatnie niż większość nominalnych religijnych chrześcijan. Na dodatek nie ma tu nic do rzeczy szczerość i gorliwość. Warunek jest jeden - odrodzone serce na skutek pojednania z Bogiem przez wiarę w Syna Bożego i jego ofiarę poniesioną za grzechy ludzkie. Tego uczył Jezus mówiąc, że trzeba ponownie się narodzić, tego uczyli apostołowie mówiąc, że kto w sercu uwierzy i ustami wyzna tę prawdę będzie zbawiony. Samo wyznanie ustami - czyli jakaś forma rytualna nie jest warunkiem ponieważ między wyznaniem i wiarą jest "i" nie "lub". Biblia uczy, że sprawcą i tym, który dopełnia wiary w człowieku jest sam Bóg. Więc samemu z siebie nic człowiek nie może wykrzesać. Składając to wszystko do kupy mamy obraz drogi do zbawienia - powołanie człowieka do wiary przez samego Boga. W tym świetle liturgia i sakramenty nie mogą stanowić żadnej drogi do zbawienia, religia mami ludzi i daje fałszywe poczucie bezpieczeństwa.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  6. "sakramenty i liturgia nie stanowią żadnego warunku do uzyskania zbawienia, ani warunku koniecznego, ani tym bardziej wystarczającego...
    "

    czy koniecznego to bym polemizował, czy wystarczającego - oczywiście że nie.

    Sakramenty to UMOCNIENIE w drodze do Boga - swoisty posiłek duchowy, lub jeszcze adekwatniej przyjęcie nowego ekwipunku.

    Aby iść w góry nie są mi warunkiem koniecznym ani tym bardziej wystarczającym mocne buty i dobry plecak - ba nawet je mając mogę tam nie przetrwać, ale jeśli już je otrzymam, chce i umiem z nich korzystać to moje szanse dotarcia na szczyt niepomiernie rosną.

    OdpowiedzUsuń
  7. Sakramenty i liturgia nie stanowią koniecznego warunku do uzyskania zbawienia, warunkiem koniecznym i wystarczającym jest nowe narodzenie rozumiane jako odrodzenie z wiary, tego uczy Biblia. Co do twojego przykładu - zgoda, dobre buty pomogą, z twojej perspektywy, z perspektywy Boga, może on sprawić, że wejdziesz na szczyt boso. Tak jest ze zbawieniem, są pewne rzeczy, które z naszej perspektywy zdają się dopomagać, ale Biblia nie pozostawia wątpliwości, że do ofiary NIC nie możemy dołożyć, nie możemy w żaden sposób dopomóc sobie w kwestii zbawienia, w kwestii owocnego życia na ziemi i owszem. Zbawienie jest z łaski, darmo, to Boży prezent, nie jest darem za uczynki, żeby człowiek nie mógł się chwalić.

    Religia daje fałszywe poczucie bezpieczeństwa, sugerując, że czyniąc coś człowiek może osiągnąć zbawienie - a to, że uczęszcza, płaci, przyjmuje sakramenty, odmawia modlitwy, uprawia zawód kapłana itp itd. To wszystko ma jakieś swoje funkcje, ale nie warunkuje zbawienia więc nie jest warunkiem żadnego rodzaju - w świetle Biblii.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobre życie jest wynikiem zbawienia, a nie warunkiem zbawienia.
    Prawo (zakon) pokazuje jaki jest mój stan i jak bardo potrzebuję Zbawiciela oraz jakie są rezultaty moich relacji z Jezusem, jak przebiega proces odnawiania na Jego obraz.
    Pozdrawiam, J.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobre życie jest wynikiem zbawienia, a nie warunkiem zbawienia.
    Prawo (zakon) pokazuje jaki jest mój stan i jak bardo potrzebuję Zbawiciela oraz jakie są rezultaty moich relacji z Jezusem, jak przebiega proces odnawiania na Jego obraz.
    Pozdrawiam, J.


    otóż to

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  10. hej Makro! Mogę dalej stosować ten nick? (bo to było od makrofotografii, czy się mylę)? Też jestem maniakiem fotografii, lubię fotografować starymi aparatami, tzw. "trupkami: ;)

    A do rzeczy, czemu pytasz o potępienie? Mówiliśmy o zbawieniu. Potępienie czymkolwiek nie będzie - będzie brakiem zbawienia. Jedni mówią, że będzie to ogień, siarka, inni, że będzie samotnością, ciemnością, bólem, anihilacją... właściwie to nie wiadomo. Biblia używa figur stylistycznych w określonym celu - uświadomienia powagi wiecznego stanu oddalenia od Boga. Wiesz, lepiej mówić o świetle niż o jego braku;) Tak więc ci, którzy nie osiągną zbawienia, osiągną stan zwany przez chrześcijan potępieniem. Mowa o tym jest o tyle trudna, że większość ludzi jest oburzona, gdy chrześcijanie mówią o potępieniu, bo niby chcą oni (my) wrzucać ludzi do piekła, a oni przecież się tam nie wybierają. Prawda biblijna jest smutna i radosna. Smutna - bo mówi, że każdy człowiek poprzez odejście od Boga idzie na potępienie Więc my nikogo nie wrzucamy, jechaliśmy na tym samym wózku i teraz dzielimy się dobrą nowiną. Dobrą , bo istnieje prawoskręt, albo lewoskręt (ku nieuciesze prawicowym sympatykom) z drogi na potępienie - czyli droga do zbawienia. Z naszej perspektywy, my na nią wchodzimy - wówczas mówimy o nowym narodzeniu. Jest to moment przejścia z jednego toru na drugi. O, lepsza jest analogia rozjazdu kolejowego gdzie tor na wprost (kierunek zasadniczy) prowadzi na potępienie, a kierunek zwrotny do zbawienia. Gdy człowiek dojeżdża do początku rozjazdu - zwrotnica przerzuca się na zbawienie lub pozostaje nieruchoma - i jedziemy dalej na wprost. Z naszej perspektywy to my decydujemy podejmując kroki wiary, z perspektywy Biblii dzielnym nastawczym i decydentem jest Bóg. Z jakiegoś powodu daje nam odczuć, że decyzja należy do nas. Sens tego jest duży, to nasze życie, my je przeżywamy, my doświadczamy, my decydujemy. Ale to On jest projektantem, decydentem i scenarzystą...można się na to obrażać, można się nie zgadzać, ale nie ma co teraz tego roztrząsać. Żeby nie odpłynąć, odpowiadając na pytanie - ci co pojadą na wprost, czyli nie zmienią toru - nie osiągną zbawienia ostatecznego (uwolnienie od ciała i wieczność w niebie w towarzystwie Stwórcy), które jest na końcu toru odgałęźnego. Z naszej perspektywy warunkiem przełożenia zwrotnicy jest uwierzenie Bogu i powierzenie mu swojego życia, z bożej perspektywy warunkiem jest wybranie - tzw predystynacja (ludzie jej nie lubią, bo odbiera im samodecydowanie).

    A teraz żeby poprowokować, mój model jest dwustanowy zbawienie-potępienie. Wynika z tego, że nasze grzechy (bo każdy grzeszy mogą zaowocować karą, a właściwie zapłatą lub mogą być niewzięte pod uwagę. Specjalnie piszę niewzięte - bo one będą, ale nie zatorują nam zbawienia. Nie zatorują, bo zapłata za nie już została uiszczona - na krzyżu. Jadąc po torze zwrotnym cały czas powinno się mieć tego świadomość. Nie zmienia to faktu, że odczuwamy żal za nie, ale świadomość uniknięcia kary jest całą drogę - to się nazywa pewność zbawienia. Porównać to można do tego, że zawiedzenie najlepszego przyjaciela zawsze boli, ale zawsze jest świadomość, że ten przyjaciel nam wybaczy. Bóg może być tym najlepszym przyjacielem, który wybaczy na 200%. Jednak trzeba być na torze zwrotnym, bo na torze zasadniczym Bóg nie jest przyjacielem lecz sędzią sprawiedliwym.
    W tym modelu stanu pośredniego nie ma, człowiek swoich grzechów nie odpokutowuje po śmierci, nie osiąga zbawienia przez czyściec tylko przez mękę Jezusa.
    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  11. oczywiście makro mi nie przeszkadza - gdyby nie pewne problemy z pogodzeniem mojej działalności politycznej i przyrodniczej (przyrodnicy nie lubią zazwyczaj polityków a tych konserwatywno chrześcijańskich to już zwłaszcza)

    Widzisz nie mogę zaakceptować "predestynacji" bo to kłóci się po pierwsze z zasadą wolnej woli, a po drugie nie wiem czemu Bóg miał by wybierać akurat tych a nie innych ludzi.

    Zbawienie jest dane od Boga, zaważyła tu odkupieńcza ofiara Chrystusa - natomiast co do odpokutowania za grzechy - to najbardziej logiczne jest odpokutowanie ich za życia, czyściec wydaje mi się czymś takim jak einsteinowskie "czarne materia i energia" - bytem wstawionym w równanie aby otrzymany wynik był zgodny z naszymi założeniami - co ciekawsze dziś już wiemy że ów byt "czarna materia i energia" jest bytem rzeczywistym choć wciąż jeszcze nie wiemy czym jest naprawdę. być może tak samo jest z czyśćcem?

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzisz nie mogę zaakceptować "predestynacji" bo to kłóci się po pierwsze z zasadą wolnej woli, a po drugie nie wiem czemu Bóg miał by wybierać akurat tych a nie innych ludzi.

    to nie jest kwestia tego co możemy zaakceptować a co nie, co nam się podoba a co nie. Chodzi o to jak jest na prawdę. Słowo Boże mówi jak jest na prawdę w kwestii zbawienia. Biblia nie pozostawia wątpliwości co do tego, że Bóg wybrał i zbawił ludzi.

    Zbawienie jest dane od Boga, zaważyła tu odkupieńcza ofiara Chrystusa - natomiast co do odpokutowania za grzechy - to

    jeśli jest zbawienie to nie ma odpokutowywania grzechów. Zbawienie jest efektem odkupienia czyli całkowitej zapłaty. Już nie ma potrzeby dopłacać ani odrabiać bo to na jedno by wychodziło.

    czyściec wydaje mi się czymś takim jak einsteinowskie "czarne materia i energia" - bytem wstawionym w równanie aby otrzymany wynik był zgodny z naszymi założeniami

    dobrze to ująłeś, to próba ratowania niebiblijnych koncepcji. Niebiblijną koncepcją załatano niebiblijne wyjaśnienie zbawienia. Tak nie można, to wczytywanie w Słowo Boże ludzkich koncepcji. Biblia nie jest dziurawa w kwestiach tak ważnych jak zbawienie - tam nie ma potrzeby łatania dziur, "równania" są kompletne, lewa strona odpowiada prawej.

    Biblia nie mówi, że Pan Jezus wywalczył nam czyściec tylko niebo, czyli nie wywalczył nam możliwości samoodkupienia tylko sam odkupił grzechy człowieka.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak Bóg ludzi wybrał i zbawił... od Grzechu Pierworodnego, nasze własne są naszymi własnymi...

    Pojęcie predestynacji zasną oznacza iż kogoś tam bóg wybrał - przeznaczył na potępienie - trudno uznać to za prawdę biblijną.

    czyściec - obecnie wielu teologów i mędrców Kościoła Katolickiego po cichu wycofuje się z tej koncepcji, albo przynajmniej ją przemilcza.

    OdpowiedzUsuń
  14. Makro, a czy słyszałeś już dobrą nowinę? Jest zbawienie przez krzyż Pana Jezusa, zbawienie od wszystkich grzechów, nie tylko pierworodnego czymkolwiek on jest. Nie trzeba cierpieć mąk ani za życia ani w czyśćcu. Zbyt piękne aby było prawdziwe? A może to godzi w twoje poczucie odpowiedzialności i chcesz sam za swoje grzechy cierpieć? Po co zbawienie? Dlaczego za pierworodny musiał cierpieć Pan Jezus, a za inne nie? To bardzo niebezpieczna i niebiblijna teoria, przemyślałeś to co napisałeś? Nie można grzechów odpokutować, to niemożliwe. Pokuta to nie jest zadośćuczynienie za grzechy tylko odwrócenie się i żałowanie ich. Grzechy można mieć tylko WYBACZONE. Wybaczone może mieć tylko na podstawie wiary w Bożą obietnicę o usprawiedliwieniu poprzez krzyż. Dotyczy to wszystkich grzechów, choćby jak szkarłat były - wybieleją jak śnieg.

    Tak Bóg ludzi wybrał i zbawił... od Grzechu Pierworodnego,

    (4) A to piszemy, aby radość nasza była pełna. (5) A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności. (6) Jeśli mówimy, że z nim społeczność mamy, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie trzymamy się prawdy. (7) Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą, i krew Jezusa Chrystusa, Syna jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu. (8) Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie ma. (9) Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości. (10) Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, kłamcę z niego robimy i nie ma w nas Słowa jego.

    przecież jest czarno na białym o tym, że człowiek grzeszy, ale jak prosi o wybaczenie to zostaje oczyszczony - nigdzie nie ma mowy o tym, że ma odpracować czy odcierpieć, ani na ziemi ani w czyśćcu, o którym w Biblii nie ma ani słowa.

    nasze własne są naszymi własnymi...

    wszystkie są nasze, każdy potrzebuje zbawienia ze swoich. Ty sugerujesz, że Pan Jezus odkupił człowieka z "niejego" grzechu tylko z grzechu Adama, a za swoje grzechy człowiek musi odcierpieć - to straszna nowina - Pan Jezus przekazał dobrą - o zbawieniu!

    Pojęcie predestynacji zasną oznacza iż kogoś tam bóg wybrał - przeznaczył na potępienie - trudno uznać to za prawdę biblijną.

    Za prawdę Biblijną uznaje się to co w niej jest napisane, a nie to co łatwo czy trudno uznać za prawdę. Biblia nie pozostawia wątpliwości co do przeznaczenia człowieka. Czy to się kłóci z wolną wolą człowieka? Wolna wola człowieka popycha go do buntu przeciwko Bogu. Wybranie Boże nie polega na wyrwaniu z nieba i wtrąceniu do piekła tylko na doprowadzeniu człowieka z drogi na potępienie (do którego pcha go jego wolna wola) na drogę zbawienia. Czy to będą wszyscy ludzie? Nie nie wszyscy, niektórych Bóg nie doprowadzi do Nieba.

    Przeczytaj rozdział 9 listu do Rzymian - nie będę wklejał, bo za dużo wersów. Poczytaj też w Apokalipsie o księdze Żywota napisanej przed założeniem świata, na temat tej księgi jest również w liście do Tytusa co dowodzi, że jej temat nie pojawił się po raz pierwszy na wyspie Patmos - apostołowie o niej wiedzieli - wiedzieli o predestynacji.

    czyściec - obecnie wielu teologów i mędrców Kościoła Katolickiego po cichu wycofuje się z tej koncepcji, albo przynajmniej ją przemilcza.

    tak wiem, i całe szczęście. Czyściec jest tworem (niebiblijnym) i głównym narzędziem do głoszenia fałszywej ewangelii - która mówi, że ludzie umierając idą do miejsca mąk za ich grzechy, podczas gdy ewangelia mówi, że ludzie odrodzeni idą po śmierci do nieba radować się życiem wiecznym. Tak oto dobra nowina głoszona przez Pana Jezusa i apostołów stała się bardzo złą nowiną o cierpieniu człowieka za grzechy. Przez wieki było to odnawialne źródło energii dla kleru bo wiadomo, że gdy moneta w skarbonie zabrzęczy dusza w czyśćcu się nie męczy...o zgrozo.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  15. przepraszam za wprowadzenie w błąd, o księdze żywota jest nie w liście do Tytusa, a w 4 rozdz. listu do Filipian.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  16. Czyli w/g twojej opinii mamy sytuacje typu "hulaj dusza piekła nie ma!" Nikt nie zostanie potępiony, cokolwiek byśmy nie uczynili już zostało odkupione, zatem będzie też i wybaczone?

    "(6)Jeśli mówimy, że z nim społeczność mamy, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie trzymamy się prawdy." - czyli jednak istnieje odłączne - odrzucenie - oczywiście nie przez Boga, ale mamy wolną wolę sami odłączyć się od wspólnoty z nim i wówczas można domniemywać - odkupienie już na nas nie dzieła.

    "(9) Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości." A jeśli nie uczynimy tego? jeśli nie wyznamy naszych grzechów? co się wtedy stanie?
    Tak wiem - pisałeś już o lewoskręcie i prawoskręcie - czyli ci ludzie niejako wykluczają się sami - ale cóż to w takim razie za zbawienie predestynacja z których można zrezygnować? Jak jestem zbawiony to po prostu jestem - cokolwiek bym nie uczynił. zdecydowanie pojęcie katolickie jest bardziej logiczne - tak jesteśmy zbawieni - tak Chrystus odkupił nas swoją ofiara - jesteśmy grzesznikami - bez niej nie mielibyśmy żadnych szans, ale resztę musimy wypracować sobie sami - dobrym życiem, unikaniem grzechu, w razie konieczności wyznawaniem go i poprawą.

    "Tak oto dobra nowina głoszona przez Pana Jezusa i apostołów stała się bardzo złą nowiną o cierpieniu człowieka za grzechy. Przez wieki było to odnawialne źródło energii dla kleru bo wiadomo, że gdy moneta w skarbonie zabrzęczy dusza w czyśćcu się nie męczy...o zgrozo." - i tu niestety ze wstydem spuszczam oczy...

    OdpowiedzUsuń
  17. dzięki, że podejmujesz dyskusję, to dużo.

    Czyli w/g twojej opinii mamy sytuacje typu "hulaj dusza piekła nie ma!" Nikt nie zostanie potępiony, cokolwiek byśmy nie uczynili

    to nie tak. Nie zostanie potępiony tylko ten, który jest człowiekiem nowonarodzonym. Dla niego piekła nie ma. Taki człowiek ma nowe serce (w sensie duchowym) i "hulaj dusza" to nie jest jego bajka. Nieodrodzona dusza hula bo myśli, że piekła nie ma.

    Nikt z nowonarodzonych nie zostanie potępiony pomimo tego, że upada. Taka osoba po upadku odczuwa żal, że zawiodła, żal ten popycha ją do prośby o wybaczenie i jest mu wybaczone. O tym mówi list Jana.

    czyli jednak istnieje odłączne - odrzucenie - oczywiście nie przez Boga, ale mamy wolną wolę sami odłączyć się od wspólnoty z nim i wówczas można domniemywać - odkupienie już na nas nie dzieła.

    człowiek może w swojej wolnej woli uciekać przed Bogiem i chować się przed nim. Może się też pogubić, może żyć w błędnych przekonaniach. Nie ma to wpływu na wybranie i zbawienie. Jeśli człowiek należy do zbawionych, Bóg go doprowadzi do Nieba. Pan Jezus wyraźnie powiedział, że nikogo nie straci z tych, którzy są mu dani.

    "(9) Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości." A jeśli nie uczynimy tego? jeśli nie wyznamy naszych grzechów? co się wtedy stanie?

    nieżałowanie za grzechy jest dowodem nieodrodzonego serca. Jeśli jesteś odrodzony i nie wyznasz, bo zapomniałeś lub nie zauważyłeś - to co innego niż bunt nieodrodzonego człowieka, który mówi, że nie ma grzechu bo nie ma Boga.

    ale cóż to w takim razie za zbawienie predestynacja z których można zrezygnować?

    nie rozumiem co to znaczy zrezygnować ze zbawienia. Odrodzony człowiek należy do Boga, jego duch żyje i ciągnie go do Boga...w tym kontekście mówienie o rezygnowaniu ze zbawienia nie ma sensu.

    Jak jestem zbawiony to po prostu jestem - cokolwiek bym nie uczynił.

    tak, to jest dobra nowina. Człowiek wierzący (odrodzony) cokolwiek nie uczyni złego - będzie mu wybaczone. Człowiek odrodzony nie wbija noża w plecy swojemu zbawicielowi, więc musisz dobrze rozumieć co oznacza "cokolwiek nie uczyni" Problem człowieka zarówno odrodzonego jak i nieodrodzonego jest taki, że grzeszy (robi to co złe w oczach Boga). Ale człowiek odrodzony grzesząc żałuje i boli go to (ma nową naturę - poczytaj ap. Pawła), a Bóg mu przebacza.

    ale resztę musimy wypracować sobie sami - dobrym życiem, unikaniem grzechu, w razie konieczności wyznawaniem go i poprawą.

    Dobre życie nie jest żadną kartą przetargową. Żyć dobrze to nasza powinność ale i nasze pragnienie, bo odrodzone serce ciągnie do dobrego. Wszystko można wypracować, ale nie zbawienie. Zbawienie jest niezależne od twojego życia, jest za darmo (dla ciebie, bo ktoś zapłacił) w prezencie, to akt zlitowania Boga. Nie sugeruj, że można zapracować na zbawienie. Przemyśl zdania zapisane w liście do Rzymian 3:24-30

    Pewność zbawienia jest nie do pojęcia tylko wtedy, gdy zrównasz status ludzi nowo-narodzonych i tych, którzy odrodzenia nie doświadczyli(czają). Wówczas to wszystko nie ma sensu. Jeśli jesteś człowiekiem odrodzonym - czyli jesteś Bożym dzieckiem, to twój status jest inny. Masz Ojca w niebie, który nie porzuci Cię cokolwiek byś nie zrobił, ale tą pewność możesz mieć tylko wtedy, gdy masz pewność bycia synem. Problemem współczesnego kościoła jest to, że ludzie się pomieszali, religia jest nominalna, zarówno ten jest katolikiem co Boga ma gdzieś jak i ten co Go kocha jako ojca. Ten stan rzeczy powoduje, że przekaz Biblijny jest bez sensu, pewność zbawienia pychą...a przecież wiara w boże obietnice to więcej niż pewność.
    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń