piątek, 19 października 2012

Buddyzm, Strażnicy i ochrona nauk

Buddyzm został założony przez Siddhartę Gautamę w VI wieku p.n.e., który porzucił życie w królewskiej rodzinie i opuszczając żonę oraz niespełna roczne dziecko postanowił poszukiwać prawdy o tym, w jaki sposób wyzwolić z cierpienia wszystkie czujące istoty. Sześć lat później Siddhartha dotarł do miejsca, w którym, siedząc pod drzewem i oddając się głębokiej medytacji (niektóre źródła podają okres 49 dni), „doznał pełnej iluminacji" i stał się „oświeconym" (Buddą).

Po tym wydarzeniu Gautama wyruszył na poszukiwanie swych pięciu byłych towarzyszy ascezy, którym wygłosił swe nauki. Zdarzenie to tradycja buddyjska nazywa Wprawieniem w Ruch Koła Dharmy. Od tego momentu Budda zaczął nauczać Dharmy, obejmującej Cztery Szlachetne Prawdy (w tym Ośmioraką Ścieżkę) prowadzące do „oświecenia" i będące kwintesencją tej religii.

W zachodniej kulturze buddyzm bardzo często utożsamia się z filozofią ponieważ odrzuca on wiarę w osobowego Boga. Buddyści nie modlą się do Niego. Nie ma odkupienia ponieważ nie ma grzechu. Nie ma przebaczenia ponieważ nie istnieje zło. Nie ma nadziei na niebo i nie ma Sądu Ostatecznego ponieważ nie ma Sędziego. Z tego powodu na buddyzm spogląda się jako na pewien rodzaj etyki. Taki buddyzm znamy tutaj, w wydaniu europejskim. W tym sensie stanowi on jedną z odmian ateizmu i pisząc z chrześcijańskiej perspektywy - z tego powodu jego zwolennikom warto zadawać te same pytania co materialistycznym ateistom: o źródło moralności, powinności, przyczynę powstania świata i życia w nim, źródło uniwersalnych, niematerialnych praw, którymi się kierują itp.

Jednak myliłby się ten, kto sądziłby, że buddyzm nie ma nic wspólnego z duchowością. Jest on odmianą nie tyle materialistycznego, co spirytystycznego ateizmu. Dlatego jest rodzajem religii i to dość specyficznej ponieważ, jak zauważyliśmy, nie ma w niej Boga. C.S. Lewis stwierdził, że buddyzm jest rodzajem sekty hinduistycznej. Wyrósł bowiem z hinduizmu, przejął od niego pewne techniki duchowości i niektóre wierzenia (medytacja, reinkarnacja, karma itp.).

Dlaczego więc mówimy o buddyzmie jako o religii? Otóż istotną częścią buddyzmu jest niewiara w Boga, ale wiara w świat duchowy. W buddyzmie nie ma Boga, ale świat duchowy nie pozostaje pusty. Wg buddystów wypełniają go istoty zwane „Strażnikami": „Ogólnie aktywnością światowego strażnika jest ochrona rejonu, kraju czy miejsca przed problemami czy szkodliwymi wpływami. Najważniejszą zaś aktywnością strażników Dharmy pozostaje ochranianie nauk (...). Najważniejszy jest dwuramienny Mahakala (Czarny Płaszcz) - Bernagczien oraz pięciu innych: Dordże Legpa, Szing Cziong, Sin Gon, Nam Mang Tho i Ngag Czi Dak. Pozostali strażnicy to bodhisattwowie jednego z dziesięciu poziomów, z którego podejmują swoją aktywność. W linii Karma Kagyu, Karma Pakszi, II Karmapa, miał bezpośrednią wizję Mahakali i całkowicie urzeczywistnił jego formę. Można ich zatem widzieć jako nierozdzielnych" (XVII Karmapa Taje Dordże, źródło: Strażnicy Dharmy, Wywiad z XVII Karmapą Taje Dordże http://www.diamentowadroga.pl/dd36/straznicy_dharmy, z dn. 25.06.2012.)

Lama Ole Nadahl - najpopularniejszy krzewiciel buddyzmu w Europie Zachodniej, wykwalifikowany jako Lama i nauczyciel medytacji w szkole Karma Kagyu, jednej z czterech głównych szkół buddyzmu tybetańskiego - stwierdził iż owi „strażnicy sprawiają, że nasze działania zaczynają być skuteczne, a my sami stajemy się silni. Nie chodzi o to, by celować pełnymi mocy mantrami w trudne sytuacje, lecz o to, by raczej wykonywać codziennie praktykę Czarnego Płaszcza. Dzięki temu w obliczu zagrożenia nie będziemy już małym pieskiem, który musi dużo szczekać, ale wielkim, silnym psem - wtedy to inni będą musieli na nas uważać. Na pewno wielu z was widziało formy strażników. Wszystkie otoczone są płomieniami, trzymają w rękach różne rodzaje broni, noszą naszyjniki z obciętych głów. . Istnieją trzy rodzaje energii przedstawianych w ten ochraniający, pełen mocy sposób. Pierwsze z nich noszą nazwę dzigtenpa - słowo dzigten oznacza po tybetańsku samsarę, uwarunkowaną egzystencję. Energie te powstają z wielkiego ego silnych ludzi, którzy za życia bardzo utożsamiali się ze swoim "ja". Będąc ludźmi wykonali wiele pełnych mocy działań i dlatego po śmierci powstają wokół nich ogromne pola mocy - w niektórych kulturach istoty takie uważa się za bogów. Jeśli nadepniemy im na odcisk, będą nam przysparzać różnych problemów - mogą być np. przyczyną nienaturalnie wielu wypadków na jakimś określonym skrzyżowaniu. Możemy korzystać z pomocy tych światowych energii, ale najpierw musimy zawrzeć z nimi odpowiednią umowę. Nawet w naszej kulturze istnieją historie o podpisywaniu paktu z diabłem. Warto wiedzieć, ze diabeł nie jest zły - trzyma się on po prostu tego, co zostało napisane malutkimi literkami na samym dole cyrografu. (źródło: Ole Lama Nadahl, Strażnicy, http://www.diamentowadroga.pl/dd29/straznicy , z dn. 25.06.2012.)

Buddyzm jest przesiąknięty symbolami węży i smoków strzegących wejścia do świątyń. Tak wygląda buddyzm w miejscach, z których się wywodzi. Dla nas, Europejczyków, buddyzm to posążek grubego, budzącego sympatię Buddy, który jest elementem kolorowego, dalekowschodniego folkloru. W naszym kraju znamy bardziej umiarkowaną wersję buddyzmu, moglibyśmy ją określić jako „filozoficzną". Zachodnia moda na buddyzm to często rezultat braku świadomości oraz wiedzy nt. jego pochodzenia i duchowego podłoża. Niewielu polskich buddystów zostaje nimi z powodu dogłębnego przestudiowania treści buddyjskich mantr i modlitw, niewielu z nich interesuje religijne podłoże buddyzmu, rola „Strażników" czy wystrój buddyjskich świątyń itp. Dla wielu młodych ludzi buddyzm to głównie reinkarnacja, joga, medytacja, niekiedy również wegetarianizm i przede wszystkim „wolność od dogmatów" (co całkowicie mija się z prawdą). Określają go niekiedy jako „przekroczenie idei ja, mnie, moje", „poznanie swojej Prawdziwej Natury", „życie w zgodzie z samym sobą", a jego funkcją jest „Wielka Miłość, Wielkie Współczucie, Wielka Droga Bodhisattwy". Brzmi ładnie i... bardzo enigmatycznie, tajemniczo.

 „Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszamy na spotkanie z Lama Ole Nadahlem". Nie zapomnij tylko zapytać o „Strażników" i dlaczego „warto wiedzieć, że diabeł nie jest zły".

4 komentarze:

  1. @Lord: fakt, ludzie głosują nogami za buddyzmem bardziej niż za fanatycznym chrześcijaństwem :)

    Ci strażnicy i moce w buddyzmie są widocznie niektórym ludziom potrzebne, tak jak u nas patroni kierowców czy też pomocny duszek Kacperek. To nie jest meritum tej filozofii i wielu buddystów w żadne duszki nie wierzy (ani w reinkarnację pojmowaną stereotypowo, ani w stereotypowe pojmowanie karmy...)

    To że Ole Lama Nydahl mówi takie bajki europejczykom jest chyba niepotrzebne, inni znani europejscy nauczyciele mówią językiem bardziej zrozumiałym, np. tutaj Matthieu Ricard:
    http://www.youtube.com/watch?v=vbLEf4HR74E

    OdpowiedzUsuń
  2. Popularność buddyzmu wynika z dobrego marketingu. Tak samo jak ludzie kupują na pokazach za 2000 zł patelnię za którą w sklepie daliby 50.

    A co do historycznego buddy. Właśnie fakt porzucenia żony i niespełna rocznego dziecka przesądza, że Siddharta jest dla mnie dupkiem i szmaciarzem, któremu można co najwyżej napluć w gębę.

    Zanim ktoś zagęga o obrażaniu "uczuć religijnych" - skoro "buddyzm nie jest religią" to nie można obrazić "uczuć religijnych" - ot elementarna logika.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobry tekst - trafnie rozkłada akcenty pomiędzy religia - etyka - system filozoficzny - rodzaj "rekreacji" (joga).

    Zgodzimy się wszyscy (wierzący) że najniebezpieczniejsza jest strefa duchowa buddyzmu, bo jaklo taka może chrześcijaninowi zdecydowanie "nabałaganić" w duszy.
    reszta jest praktycznie dla chrześcijanina obojętna, bo i system etyczny jest możliwy do przyjęcia i cóż złego w gimnastyce?

    OdpowiedzUsuń