piątek, 15 lutego 2013

Dziesięć argumentów za legalizacją poligamii, czyli o związkach partnerskich

Powoli cichnie debata na temat związków partnerskich. Rząd jednak już zapowiedział pracę nad propozycją nowej ustawy, która byłaby do przyjęcia dla środowisk konserwatywnych (czytaj: jeśli to odrzucicie, to nie ma dla was nadziei).

Gdy przysłuchiwałem się argumentom za legalizacją związków partnerskich, trudno było nie oprzeć się wrażeniu, że środowiska homoseksualne, którym najbardziej na niej zależało (dziwne, prawda?), użyły taktyki podczepienia się pod ogólne zapisy. Cel był oczywiście klarowny – prawne usankcjonowanie związków homoseksualnych, co byłoby kolejnym ważnym krokiem naprzód w batalii o dalsze przywileje.

Ten zabieg mnie nie dziwi. Dziwi mnie natomiast argumentacja zwolenników sankcjonowania związków partnerskich, którzy jednocześnie mocno podkreślali, że w projektach uchwał wcale nie chodziło ani o małżeństwa homoseksualne, ani o adopcję dzieci przez homoseksualistów. Wszak nie ma w nich ani słowa na ten temat.

Fakt. Nie ma zapisów na temat homoseksualnych „małżeństw”. Jednak słuchając uzasadnień posłów PO, SLD oraz RP służących obronie projektów ustaw za związkami partnerskimi nie znalazłem ani jednego argumentu za związkami partnerskimi, który jednocześnie nie byłby argumentem za udzielaniem ślubów osobom homoseksualnym. Co więcej – każdy z niniejszych argumentów jest jednocześnie argumentem za legalizacją małżeństw... poligamicznych. W naszym kraju żyją wszak osoby nie tylko w nieformalnych związkach heteroseksualnych oraz homoseksualnych. W Polsce żyją także osoby mające więcej niż jednego partnera. Oczywiście z powodu obawy przed wrogą reakcją rodziny, otoczenia nie chcą się z tym obnosić. Najwidoczniej w młodej polskiej demokracji i zaściankowości nie dojrzeliśmy jeszcze do tolerancji i akceptacji tego typu związków. Gdyby jednak takie osoby odważyły się na „coming out” miałyby podaną „na talerzu” argumentację, dlaczego ich związki powinny być akceptowane i sankcjonowane w polskim prawie. Dostarczyli jej... zwolennicy związków partnerskich oraz środowiska homoseksualne. Proszę bardzo:

1. Związki więcej niż dwojga osób są faktem. Nie powinniśmy zakrywać oczu na rzeczywistość. Polskie prawo powinno ten fakt uwzględniać, a nie przechodzić wobec niego z obojętnością.

2. Legalizacja poligamii nie łamie zapisów konstytucji i w żaden sposób nie degraduje małżeństwa rozumianego jako związek jednego mężczyzny z jedną kobietą. Najzwyczajniej wskazuje na inne rozwiązania i jedynie poszerza zakres znaczeniowy terminu „małżeństwo”, nie znosząc tradycyjnego modelu.

3. Zwolennicy poligamii nie zachęcają i nie zmuszają monogamistów do swojego stylu życia. Domagają się jedynie respektowania ich światopoglądu na małżeństwo. Zależy im na krzewieniu tolerancji, szacunku i zrozumienia dla drugiego człowieka.

4. Zwolennicy poligamii są przeciwko ograniczaniu im swobody w stylu życia, na który się zdecydowali. Przeciwnicy poligamii powinni zrozumieć, że nie wszyscy muszą podzielać ich światopogląd, religię, spojrzenie na staroświecki model związku 1+1.

5. Środowiska feministyczne, genderowe, LGBT, jak i konserwatywne oraz chrześcijańskie powinny zrozumieć, że świat jest różnorodny, pluralistyczny i zawężanie definicji małżeństwa tylko do dwojga osób jest bardzo zubażające. Szerokie spojrzenie na złożoność rzeczywistości jest cechą ludzi otwartych.

6. Dyskryminacja ze względu na ilość partnerów jest poważnym problemem współczesnej Europy. Czas skończyć z poligamofobią oraz mową nienawiści skierowaną wobec osób żyjących z wieloma partnerami.

7. Posiadanie wielu partnerów jest w Polsce czymś legalnym. Dlatego poligamiści nie domagają się żadnych przywilejów, a jedynie nie dyskryminowania formy ich związków w polskim prawodawstwie.

8. Potępianie poligamii to domena ciemnych wieków przeszłości. We współczesnej, nowoczesnej Europie nikt nie powinien czuć się wykluczany ze względu na preferowany styl życia.

9. Amerykańscy naukowcy nigdy nie uznali poligamii za chorobę.

10. Poligamistami było wiele znanych i szanowanych osób np. biblijni Jakub, Dawid i Salomon. Można także wymienić Kazimierza Wielkiego, Fryderyka Chopina, Martina Luthera Kinga i Boba Marleya – ci jednak skutecznie to ukrywali.

Wniosek: jeśli któregokolwiek z powyższych argumentów użyją środowiska „postępowe” i homoseksualne za prawnymi przywilejami dla innego rodzaju związków niż małżeństwo jednej kobiety z jednym mężczyzną – można odpowiedzieć: „to bardzo dobry argument! Za legalizacją poligamii”. 

25 komentarzy:

  1. Warto też zauważyć że społeczności poligamiczne mogą świetnie funkcjonować i rozwijać się w konkurencji z innymi,podczas gdy te homoseksualne, skazane są w najlepszym przypadku na wymarcie, a w gorszym na wybicie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Można dodać jeszcze jeden, "biblijny". Marcin Luter nie uważał, że Biblia zabrania związków poligamicznych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakiś cytat?

    To stawiałoby go w ciekawym towarzystwie: z Jakubem, Dawidem i Salomonem.

    :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na kontynuację tego wątku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Martin Luter:
    „Wyznaję, że nie mogę zabronić komuś poślubić kilku żon, ponieważ nie jest to sprzeczne z Pismem św. Jeśli mężczyzna chce mieć więcej niż jedną żonę, powinno się go zapytać, czy w jego sumieniu jest to zgodne ze słowem Bożym. Jeśli odpowiedź brzmi „Tak”, władza cywilna nie ma tu nic do powiedzenia w tej materii”. (De Wette II, 459, ibid., pp. 329-330.)
    .
    Jeśli takie słowa stawiają Lutra 'w ciekawym towarzystwie razem z Jakubem, Dawidem i Salomonem', to jego "reforma" jest niczym innym, jak właśnie powrotem do Starego Testamentu.

    OdpowiedzUsuń
  6. W przypadku niektórych ludów związki poligamiczne wynikały z uwarunkowań klimatyczno- geograficznych przełożonych na praktycyzm. Np. poliandria u Eskimosów wynikała ochrony kobiet: mężczyzna był narażony na łatwą śmierć (utonięcie, łapa niedźwiedzia czy ząb morsa) i wówczas kobieta przy modelu rodziny 1+1 pozostałaby "na lodzie" nie tylko dosłownie, ale i w przenośni. Podobnie z "częstowaniem" żoną gościa z zewnątrz. W małych społecznościach skazanych na (przepraszam za sformułowanie "zwierzęce") chów wsobny, zastrzyk świeżych genów był bardzo pożyteczny. (Pytanie jak ci ludzie do tego doszli ?)

    Odchodząc nieco od tematu: innym zwyczajem, który uległ zwyrodnieniu jest decydowanie przez starszyznę czy rodziców o wyborze partnera. A źródło zwyczaju jest jak najbardziej słuszne. Kiedyś, gdy ludzie żyli w małych, oddzielonych od siebie grupach tylko starsi ludzie pamiętali kto z kim jest wystarczająco daleko spokrewniony.

    A na koniec mały żarcik: jaka jest największa kara za bigamię? Dwie teściowe.

    OdpowiedzUsuń
  7. Placyd: "Jeśli takie słowa stawiają Lutra 'w ciekawym towarzystwie razem z Jakubem, Dawidem i Salomonem', to jego "reforma" jest niczym innym, jak właśnie powrotem do Starego Testamentu."

    Przekonanie, że poligamia jest dopuszczana jest zupełnie niebiblijne. Mimo o Bóg nie dyskredytował nawet tych, którzy nie tylko uważali ją za dopuszczalną, ale i ją PRAKTYKOWALI. Jakub, Dawid, Salomon to nasi ojcowie wiary i wciąż przykłady oddania Bogu godne naśladowania (mimo niedoskonałości). Choć akurat nie w kwestii poligamii :)

    I mylisz się, że to przekonanie stawia reformację powrotem do ST.

    Po pierwsze: już w ST poligamia była grzechem i nie wszyscy są praktykowali.

    Po drugie: poligamia miała również miejsce w czasach nowotestamentowych.

    Po trzecie: Luter nie jest dla nas żadnym papieżem. W przeciwieństwie do niego - jest omylnym człowiekiem. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rafaelu- Poliandria wynikła w pierwszej kolejności z braku skutecznych metod utrzymania przy życiu (wykarmienia) potomstwa, przez wyłącznie jednego partnera matki, "zostanie na lodzie" nie było brane pod uwagę, tak zresztą jak i dziś, gdyż to przypadki jednostkowe.

    Zauważ jednak że ze swą argumentacją wchodzisz na bardzo niepewny grunt.
    Ja oczywiście ochoczo się z Tobą zgodzę - faktycznie mamy badania naukowe; antropologiczne, socjologiczne i pokrewne, które dowodzą że człowiek jest zwierzęciem.... rodzinnym. Natomiast wybór formy rodziny ukierunkowany jest warunkami zewnętrznymi. Przyjecie takiego założenia, zmusza nas do akceptacji "małżeństw" homoseksualnych i poligamicznych czy poliandrycznych jako równorzędnych form odpowiedzi ludzi na warunki otaczającego ich świata:
    "Małżeństwo" homoseksualne było by odpowiedzią na wzrastające zagęszczenie populacji, atomizacje społeczeństwa i strach przed nawiązaniem kontaktu (otwarciem się) w kontaktach z inna płcią - jak łatwo zauważyć facet z facetem czy kobieta z kobieta łatwiej znajdą wspólny język i mniej się będą ranić, niż w związku międzypłciowym.
    Poli... zaś - to kwestia wyboru strategii - tam gdzie stosunkowo łatwe są warunki życia i jednocześnie mamy dużą śmiertelność mężczyzn - poligamia wydaje się rozwiązaniem idealnym, zaś tam gdzie warunki życia są skrajnie ciężkie,jedynie poliandria (przy założeniu dużej dzietności kobiety) daje szansę na przetrwanie populacji.

    Problem w tym że (tak mi się zdaje) to Chrystus pokazał nam że wcale nie musimy kierować się "naturalnymi" procesami,że możemy przezwyciężyć to zwierze które w nas tkwi.

    Pastorze - a jeśli Luter się mylił raz, to skąd pewność że nie mylił się więcej razy? A jeśli mylił się i wówczas gdy ogłaszał swoje tezy, to być może całe fundamenty reformacji oparte są na błędach?

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ma znaczenia ile razy mylił się Luter. Swojej wiary nie opieram bowiem na Lutrze, ale na Piśmie Świętym. Ono jest pewnym, bezbłędnym standardem wiary.

    OdpowiedzUsuń
  10. PS. Co do tez Lutra, to oczywiście warto rozmawiać czy miał rację czy nie. Odwołując się do Pisma, sądzę, że bez dwóch zdań, poruszył istotne problemy i odejścia KK od Biblii (np. nauka o odpustach, odpuszczeniu grzechów, usprawiedliwieniu)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pastorze - ale to Luter (i inni reformatorzy) stworzyli pewien paradygmat, wedle którego środowiska reformackie odczytują Pismo Święte. Jeśli Luter się mylił, to i ów paradygmat (sola scriptura np.) może być mylny...

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak.

    Jeśli zasada Sola Scriptura jest błędna, to reformatorzy w tej kwestii się mylili.

    Jeśli zasada Biblia + Tradycja jest błędna, to Kościół Katolicki się myli.

    Pytanie: w jaki sposób chcesz sprawdzić poprawność powyższych twierdzeń? Do czego/kogo się odwołasz?

    OdpowiedzUsuń
  13. "Pytanie: w jaki sposób chcesz sprawdzić poprawność powyższych twierdzeń? Do czego/kogo się odwołasz? " - wolę zaufać Duchowi Świętemu. A sprawdzanie to domena nauki, nie wiary.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tu masz przykład - co to znaczy polegać na prowadzenia Ducha Świętego.

    "Bracia zaś wyprawili zaraz w nocy Pawła i Sylasa do Berei; ci, gdy tam przybyli, udali się do synagogi Żydów, którzy byli szlachetniejszego usposobienia niż owi w Tesalonice; przyjęli oni Słowo z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają."

    Dzieje Apostolskie 17:1-11

    Warto naśladować szlachetnych Tesaloniczan.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pastorze, piszesz:

    "Jeśli zasada Sola Scriptura jest błędna, to reformatorzy w tej kwestii się mylili.

    Jeśli zasada Biblia + Tradycja jest błędna, to Kościół Katolicki się myli.

    Pytanie: w jaki sposób chcesz sprawdzić poprawność powyższych twierdzeń? Do czego/kogo się odwołasz?"

    - Skoro i Kościół i reformatorzy uznają autorytet Biblii, odwołajmy się do Niej. A Biblia nigdzie nie mówi nam, że jest jedynym autorytetem, natomiast mówi nam wyraźnie, że należy przestrzegać Tradycji, zarówno tej spisanej, jak i przekazywanej ustnie - 2 Tes 2, 15 - zatem masz tutaj odpowiedź na swój dylemat.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hiob,

    Zanim odpowiem, jeszcze tylko się upewnię, że dobrze Cię rozumiem.

    Zatem uważasz, że powinniśmy odwołać się do Biblii, a nie do Tradycji, aby uzyskać odpowiedź na pytanie o ostateczny autorytet? Cieszy mnie to bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  17. 1. Widzę tu wyraźną analogię do dyskusji Pana Jezusa z faryzeuszami czy saduceuszami. I jedni i drudzy odwoływali się do Pisma św., z tym, że ci ostatni uznawali tylko Pięcioksiąg. Kiedy Pan odpowiadał saduceuszom odwołując się [tylko] do samej Tory, nie oznacza, że podobnie jak oni, nie uznawał innych Pism.

    2. Adwersarze Pana Jezusa odwoływali się do Pism, bo uważali, że to droga do poznania prawdy i osiągnięcia zbawienia. Pan Jezus powiedział do nich: „Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo” (J 5:39 BT). To zdanie jest analogiczne do argumentu Hioba. Faryzeusze uznawali Pisma i badali je, a jednak nie uznali Jezusa, o którym Pisma świadczą. Podobnie jak faryzeusze odwołujesz się do Pisma św. Jednak nie uznajesz Tradycji, o której Pismo św. daje świadectwo.

    3. Sam gdzieś na swoim blogu stwierdziłeś, że faryzeusze tak naprawdę nie uznawali Pism, ponieważ nie uznali Jezusa, o którym one świadczą. Zgadzam się z Tobą. Tylko, że jest to argument, który można zastosować także przeciwko Tobie. Skoro nie uznajesz Tradycji, o której Pismo św. daje świadectwo, to wynika z tego, że nie uznajesz także Pisma św.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mylisz się.

    Faryzeusze odwołując się do Pisma, odwoływali się do WŁAŚCIWEGO autorytetu. Jednak czynili z niego niewłaściwy użytek. Pisma bowiem składały świadectwo o Jezusie, na co ich oczy były zasłonięte.

    Pan Jezus nigdzie i nigdy nie odwoływał się do Tradycji. Co więcej: sam Kościół Katolicki uważa, że Tradycja NIE BYŁA autorytetem w czasach Jezusa i w Starym Testamencie, gdzie przecież Bóg miał swój powołany lud, namaszczonych przywódców, sukcesję itd. Pojawia się więc kluczowe pytanie:

    Kiedy więc Tradycja stała się autorytetem? W którym momencie? W wyniku czyjego ustalenia? Gdzie o tym możemy się dowiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
  19. Paweł Bartosik: "Pan Jezus nigdzie i nigdy nie odwoływał się do Tradycji"

    Do czego odwołał się Pan Jezus w Mt 23,2: "Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze." (Mt 23:2 BT)? Gdzie w Starym Testamencie jest napisane o "katedrze Mojżesza"?

    Paweł Bartosik: "Co więcej: sam Kościół Katolicki uważa, że Tradycja NIE BYŁA autorytetem w czasach Jezusa i w Starym Testamencie..."

    Na podstawie czego tak uważasz? Do czego się odwołujesz wyciągając taki wniosek?

    OdpowiedzUsuń
  20. 1. Więc "katedra Mojżesza" to część tego, co KRK nazywa "Tradycją"? Nowych rzeczy można się dowiedzieć od franciszkańskiego zakonnika :-)

    2. Jeśli Tradycja była autorytetem dla Kościoła w czasach Starego Testamentu, to Pan Jezus i prorocy ostro sobie poczynali podważając nauki "sukcesorów" tej Tradycji. To właśnie ustne nauki przywódców Ludu Bożego przekazywane z pokolenia w pokolenie krytykował Pan Jezus odwołując się do Pisma. Tradycja w jego ustach nigdy nie stanowiła czynnika rozstrzygającego. Raczej poddawał ją osądowi spisanego Słowa Bożego.

    OdpowiedzUsuń
  21. Drogi Pastorze, skoro obaj uznajemy Biblię za nieomylne Słowo Boże, to chyba jest naturalne, że w naszej dyskusji możemy się do Niej odwołać?

    Martwi mnie tylko to, że Ty, pastor, przewodnik duchowy swojej trzódki, odrzucasz naukę tej Biblii, która wyraźnie nakazuje przestrzegania Tradycji.

    Oczywiście odrzucasz tylko teoretycznie, bo sam masz jakąś swoją tradycję, której przestrzegasz, ale trudno Ci to przyznać, bo zaprzeczałoby to doktrynie "sola Scriptura".

    W końcu fakt, że należysz do takiej, a nie innej wspólnoty eklezjalnej wynika z jakiejś tradycji. Inne wspólnoty bowiem, także uznające zasadę sola Scriptura, wierzą w zupełnie inną "ewangelię" - zatem jest oczywiste, że sama Biblia nie wystarcza.

    OdpowiedzUsuń
  22. Najpierw trzeba by zdefiniować, co rozumiemy przez „Tradycję”.

    Objawienie dociera do nas przez Pismo św. i Tradycję. Pismo św. i Tradycja są ze sobą ściśle powiązane. Analogicznie do Nowego Przymierza, również Stare Przymierze ma Pismo i Tradycję ustną. Słowo objawienia istniało najpierw w ustnej Tradycji. Swój autorytet zyskuje nie dopiero w momencie zapisania, ale już w momencie WYPOWIEDZENIA. Pogląd przeciwny jest dosyć dziwny, nie uważasz?

    Część Objawienia istniała w Starym Przymierzu tylko w tradycji ustnej, ale w NT weszła do Pisma. To dowód na to, że Pismo św. i Tradycja przenikają się nawzajem.

    Jezus odwoływał się zarówno do Pism, jak i do Tradycji niepisanej.

    ad. 1. Jeśli "katedra Mojżesza" jest typem zapowiadającym prymat papieski, jak najbardziej należy do Tradycji (także tej pisanej przez duże "T").

    ad. 2. Pan Jezus i Apostołowie zwalczali nie Tradycję, ale tradycje ludzkie (por. Mk 7, 5-13).

    Paweł Bartosik: „To właśnie ustne nauki przywódców Ludu Bożego przekazywane z pokolenia w pokolenie krytykował Pan Jezus odwołując się do Pisma. Tradycja w jego ustach nigdy nie stanowiła czynnika rozstrzygającego. Raczej poddawał ją osądowi spisanego Słowa Bożego.”

    Zgadzam się, że Tradycja nie stanowiła w dla Pana czynnika rozstrzygającego (ale zło owych ludzkich nie polegało na tym, że były ustne).

    A czy Pismo było takim kryterium? Nie zawsze. Bo Pan mówił też: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: … (Mt 5, 21-22 BTP)

    To On jest najwyższym autorytetem. Podobnie czynili Apostołowie (por. Dz 15 – pisałem o tym na blogu „Obrzezanie a sola Scriptura”: http://niebieski519.blogspot.de/2012/01/obrzezanie-sola-scriptura.html). Oznacza to, że to Kościół jest najwyższym autorytetem interpretującym Pismo św.

    PS. Jedną z takich ludzkich tradycji jest "sola Scriptura".

    OdpowiedzUsuń
  23. Ad. 1. Wczorajsza próba umieszczenia komentarza nie udała się. Być może, że komentarz zawierał linka. Kolejna próba.
    Myślę, że musimy zdefiniować pojęcie “Tradycji”. Pismo św. (Pisma) i Tradycja to sposoby docierania do nas Objawienia. Pismo św. zawiera Słowo Boże zapisane. Jednak zanim to Słowo zostało zapisane, często było przekazywane w ustnej, żywej Tradycji. Słowo zyskuje swój autorytet nie w momencie zapisania, ale w momencie, w którym zostało wypowiedziane. Zgadzasz się ze mną? Jeśli uważa inaczej, to Twój sposób rozumowania nadaje większe znaczenie pisarzowi, które zapisał słowa Pana, niż Panu, który je wypowiedział.
    Pismo św. (Pisma) i Tradycja przenikają się wzajemnie. Część tego, co w Starym Przymierzu było przekazywane ustnie, zostało zapisane w Nowym Testamencie (podaję kilka takich przykładów we wpisie na moim blogu: „Sola Scriptura a Tradycja”). To tego należy wzmianka Pana katedry Mojżeszowej, która była typem prymatu papieskiego. Skoro tak, to nie widzę trudności, z zaliczeniem tej wzmianki do Tradycji, nawet tej pisanej przez duże „T”.

    Ad. 2. Pan Jezus nie krytykował Tradycji jako takiej, czy treści przekazywanych ustnie w ogóle, ale tradycji ludzkiej, która znosiła przykazania. Do takich ludzkich tradycji należy „sola Scriptura”.
    Tak, zgadzam się, że dla Pana Jezusa odwołanie się do tradycji (czy Tradycji) nie było odwołaniem się do autorytetu rozstrzygającego. Ale nieprawdą jest też, że odwołanie się do Pisma zawsze było argumentem rozstrzygającym dla Pana. Przynajmniej na kilku miejscach NT czytamy: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam... (Mt 5, 21-22 BT). To On sam był najwyższym autorytetem. Podobnie zachowuje się Kościół – zob. Dz 15. Pisałem o tym we wpisie „Sola Scriptura a obrzezanie” (niestety po tym, jak zablokowałeś taką możliwość, nie mogę wkleić linka).

    OdpowiedzUsuń
  24. Pastor Bartosik: "Hiob,

    Zanim odpowiem, jeszcze tylko się upewnię, że dobrze Cię rozumiem.

    Zatem uważasz, że powinniśmy odwołać się do Biblii, a nie do Tradycji, aby uzyskać odpowiedź na pytanie o ostateczny autorytet? Cieszy mnie to bardzo."

    - Drogi Pastorze, skoro obaj uznajemy Biblię za nieomylne Słowo Boże, to chyba jest naturalne, że w naszej dyskusji możemy się do Niej odwołać, prawda?

    Martwi mnie tylko to, że Ty, pastor, przewodnik duchowy swojej trzódki, odrzucasz naukę tej Biblii, która wyraźnie nakazuje przestrzegania Tradycji.

    Oczywiście odrzucasz tylko teoretycznie, bo sam masz jakąś swoją tradycję, której przestrzegasz, ale trudno Ci to przyznać, bo zaprzeczałoby to doktrynie "sola Scriptura".

    W końcu fakt, że należysz do takiej, a nie innej wspólnoty eklezjalnej wynika z jakiejś tradycji. Inne wspólnoty bowiem, także uznające zasadę sola Scriptura, wierzą w zupełnie inną "ewangelię" - zatem jest oczywiste, że sama Biblia nie wystarcza.

    OdpowiedzUsuń