wtorek, 24 września 2013

Na Facebooku nie rozmawiasz z ikonkami

"A gdy nastał wieczór owego pierwszego dnia po sabacie i drzwi były zamknięte tam, gdzie uczniowie z bojaźni przed Żydami byli zebrani, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, ukazał im ręce i bok. Uradowali się tedy uczniowie, ujrzawszy Pana. I znowu rzekł do nich Jezus: Pokój wam! Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam". - Ew. Jana 20:19-21

Jezus po swoim zmartwychwstaniu przyszedł do strwożonych uczniów ze słowami pokoju. Uczynił to nie bez przyczyny pierwszego dnia po Sabacie (Jn 20:19), który jest dniem Jego szczególnej obecności pośród zgromadzonych uczniów. Przyszedł do tych, którzy wcześniej uciekli, przestraszyli się i zostawili Go samego. I kiedy im się ukazuje, nie wypomina niechlubnej przeszłości: No, ładnie. Tu jesteście, gagatki! No i coście zrobili? Byłem sam, potrzebowałem was, a was nie było! Teraz mi nie uciekniecie! Zawiedliście mnie. Jakże mogę was używać po tym wszystkim? 

Nie. Mówi: Pokój Wam! I co więcej: Posyłam was. Tak, wiem, że upadliście, że byliście strachliwi. Ale to właśnie was wybrałem, by moje imię było opowiadane w świecie. Posyłam was tak samo, jak Ojciec posłał mnie. 

Żadnych słów o zawodzie. Żadnego wypominania, wspominania złej przeszłości. Mamy słowa o pokoju i posłaniu na świat po najcięższym doświadczeniu jakie przeszedł. To samo czyni wobec nas kiedy przychodzimy do Jego obecności na Nabożeństwie. Rozpoczynamy je trynitarną formułą oraz słowami błogosławieństwa i pokoju od Chrystusa: "Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego i Pana Jezusa Chrystusa", na co wspólnie odpowiadamy: "Nasza pomoc jest w imieniu Pana, który stworzył niebo i ziemię". 

Tak powinno być z nami. Kiedy przychodzimy do naszych braci i sióstr, powinniśmy nieść im błogosławieństwo. Zawiodłeś się na kimś miesiąc temu? Przyjdź i powitaj go serdecznie, bez wypominania. Nie pielęgnuj w sobie poczucia zranienia. Jezus tego nie robił. Ani razu po śmierci nie odniósł się do przeszłości, która została zmazana Jego krwią. Kiedy widzisz, że twój brat zgrzeszył, idź i napomnij go, ale bez względu na to, w jaki sposób przyjmie napomnienie, niech nie wpływa na twój charakter, wdzięczność i miłość do niego. 

To coś, czego wciąż musimy się uczyć. Kiedy mamy udać się do ludzi: w pracy, w Kościele, z rodziną, musimy przygotowywać naszego ducha na spotkanie z nimi; na postawę bycia nosicielami pokoju i światła chrystusowego. Nie mówię o chowaniu głowy w piasek, ale o sile przebaczania, wznoszenia się ponad osobiste docinki, brak czyjejś wrażliwości, raniące żarty.

To dotyczy spotkań na żywo, ale i "spotkań" w sieci. Niekiedy w blogowych lub facebookowych komentarzach spotykam się z personalnymi atakami. Ilekroć przychodzi pokusa (której niekiedy ulegam), by odpowiedzieć w tym samym tonie, muszę pouczać samego siebie: Panie, kiedy głoszę Twoje Słowo, to udaję się do ludzi, uczynionych na Twój obraz. Pomóż mi być wśród nich świadectwem wierności Twojemu Słowu, odwagi, ale i szacunku do nich. Bez względu na to, czy podchodzą do naszego stoiska ewangelizacyjnego, czy spotykamy się w domach, w Kościele, czy przed komputerowym monitorem. Ci ostatni może są daleko ode mnie, ale to nie są jedynie facebookowe, gmailowe ikonki, które automatycznie generują odpowiedzi. Muszę ich traktować jak bliźnich. 

To znów, wymaga modlitwy i przygotowania serca. Musimy bowiem pamiętać, że kiedy rozmawiamy z ludźmi, komunikujemy się z kimś uczynionym na Boży obraz. To dotyczy nie tylko naszych reakcji wobec błędów lub grzechów współmałżonków, dzieci, osób z Kościoła, współpracowników, ale np. tych, którzy proszą nas o pieniądze na ulicy, konsultantów telefonicznych, osób roznoszących reklamy do naszych skrzynek, pukających do drzwi świadków Jehowy... Chcesz odmówić, zwrócić uwagę? Zrób to jak chrześcijanin, nie jak poirytowany klient supermarketu z powodu działania jednej kasy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz