czwartek, 3 września 2026

Więcej programów kościelnych?


James Bell

Kościoły dobrze radzą sobie z odpowiadaniem na ludzkie problemy poprzez tworzenie kolejnych programów. 

Małżeństwa przeżywają trudności. Uruchamiamy więc duszpasterstwo małżeństw. 

Rodzice są wyczerpani. Organizujemy więc kurs dla rodziców. 

Ludzie są samotni. Tworzymy kolejną małą grupę. 

Nastolatki są przytłoczone. Dodajemy więc kolejne wydarzenie dla młodzieży. 

Rodziny toną w obowiązkach, więc dajemy im jeszcze jeden wieczór, podczas którego muszą gdzieś być. 

W pewnym momencie powinniśmy jednak zadać sobie pytanie: czy więcej chrześcijańskiej aktywności zawsze oznacza więcej chrześcijańskiego wzrostu. 

Jezus nie powiedział: „Przyjdźcie do mnie, a zapełnię wam kalendarz”. Powiedział: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja wam dam odpocznienie” (Mt 11:28). 

Nie oznacza to, że uczniostwo jest bez wysiłku. Jezus wzywa nas, abyśmy wzięli swój krzyż. 

Ale krzyż i chroniczne religijne zabieganie to nie jest to samo. 

Niektóre Kościoły, zupełnie nieświadomie, zaczynają mierzyć wierność tym, jak często ludzie przekraczają próg budynku kościelnego. 

Nowy Testament mierzy dojrzałość tym, czy ludzie stają się podobni do Chrystusa. 

Być może wyczerpana matka nie potrzebuje kolejnej okazji do zaangażowania się w życie Kościoła. Być może potrzebuje, żeby ktoś przyniósł jej obiad. 

Być może małżeństwo, które ledwo znajduje czas dla siebie nawzajem, nie potrzebuje kolejnego spotkania w kościele. Być może potrzebuje starszego małżeństwa, które zaopiekuje się ich dziećmi i powie im: „Idźcie razem coś zjeść”. 

Być może wdowiec nie potrzebuje kolejnego wydarzenia. Być może potrzebuje kogoś przy swoim kuchennym stole. 

Programy mogą wspierać służbę. Nigdy jednak nie mogą zastąpić chrześcijan, którzy prawdziwie miłują się nawzajem.