niedziela, 17 lutego 2008

Kontrola narodzin

Zachodni świat coraz częściej wychwala bezdzietność jako cnotę. Czym bez bezdzietnych kobiet byłaby korporacyjna Ameryka, Hollywood, przemysł rozrywkowy czy rynek mody i seksu? – pytają Fiona McAllister i Lynda Clarke, autorki raportu przygotowanego dla brytyjskiego ośrodka Policy Studies Centre. Autorka książki Kobiety bezdzietne: przyczyny, korzyści, straty, Susan Lang, stwierdza jednakże: „Skoro bezdzietność to taka cnota, dlaczego co druga bezdzietna kobieta po pięćdziesiątce popada w depresję, alkoholizm i inne uzależnienia? Dlaczego w tej grupie najszybciej rośnie liczba prób samobójczych?”.

Antydziecięce nastawienie uderza nie tylko w rodziny, ale również tworzy wyrwę w przekazywaniu tradycji, wiedzy i doświadczeń. W Starym Testamencie, gdy ktoś umierał nie pozostawiając potomstwa, w niektórych przypadkach (choć nie zawsze!) był to znak Bożego przekleństwa (3 Mj 20,20-21). Nasza kultura poddaje potężnym naciskom tych, którzy chcieliby mieć więcej niż troje dzieci. Pojawia się więc pytanie: w jaki sposób jako chrześcijanie powinniśmy podejść do omawianego tematu?

Całość TUTAJ

2 komentarze:

  1. Uderza w TRADYCJE hehe...i kto to mowi "protestant"

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsze słyszę aby w jakimkolwiek kraju propagowano bezdzietność jako cnotę. Przeciwnie, dlatego w krajach takich jak Wielka Brytania czy Francja, a nawet biedniejsza od Polski Rumunia, wdrożono sensowne programy, które zaskutkowały wzrostem dzietności.
    Przypominam pastorowi, że w ultrareligijnej Polsce dzietnośc Polek plasuje nas na ostatnim miejscu w UE. Na lepszej pozycji są też ateistyczne Czechy i kraje skandynawskie. Prawdą jest też, że polskie proreligijne programy "prorodzinne" skutkują rozmnażaniem się głównie patologii. Może, zamiast pisać religijne bajki, lepiej zastanowić się nad przyczynami tego zjawiska.

    OdpowiedzUsuń