piątek, 12 września 2008

Niechrześcijańska obłuda

Niechrześcijanin bywa jeszcze bardziej obłudny [niż chrześcijanin - dop. PB]. Z przekonaniem twierdzi, że nie ma ani sędziego, ani sądu, ani prawa, a mimo to zachowuje się, jakby podlegał sądowi. Nawet najbardziej bluźnierczy wrogowie Sędziego domagają się sprawiedliwego zadośćuczynienia krzywdom; domagają się, byśmy argumentowali według określonych zasad; twierdzą, że są bez winy. Ustami przeczą istnieniu Sędziego, ale swoim postępowaniem potwierdzają Jego istnienie. Nie żyją odważnie w zgodzie ze swoimi przekonaniami, być może dlatego, iż wiedzą, że się mylą.

Na przykład niechrześcijanin, zwolennik ewolucyjnej mitologii, wierzący w bezosobowy kosmos składający się z moralnie neutralnej materii wciąż odwołuje się do praw człowieka, wartości życia i uniwersalnych zasad rozumowania i tolerancji. Czysta hipokryzja! Wyznawca New Age lub wschodniej zasady jedności i jednorodności wszystkiego wciąż spogląda w obie strony zanim przejdzie przez jezdnię. Jeszcze więcej hipokryzji. Jego zachowanie przeczy jego wyznaniu wiary.

Douglas Jones, Dlaczego i co? (fragment).

3 komentarze:

  1. Ahoj, ahoj!

    Pozdrawiam Ajatollach Gnyszkaszwili z FF :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj "Ajatollachu Gnyszkaszwili" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. A co za różnica: "Ewolucyjna mitologia" czy też "religijna mitologia"? I to i to opiera się w większej lub mniejszej mierze na domysłach, poszlakach, itd. Po drugie sama idea ewolucji organizmów żywych nie przeczy aktowi stworzenia przez Istotę Najwyższą. To tak jakby wprawić w ruch skomplikowany mechanizm i już nie ingerować w jego działanie pozostawiając jego rozwój samemu sobie. Dziwi mnie ślepe zacietrzewienie fanatycznych zwolenników ewolucji jak i fanatycznych jej przeciwników - kreacjonistów, którym wydaje się, że posiedli już myśli Boga i wiedzą lepiej od Niego jak co gdzie, kiedy i dlaczego oraz co jest po tamtej stronie, bo tak jest napisane w jakiejś księdze. Nie ma żadnych dowodów, na to że to co tam spisywały latami pokolenia ludzi nie wiedzących często o sobie jest prawdą i tzw. "słowem bożym". Bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy w to, że jeden człowiek pewnego dnia doznał wizji i kontaktu ze Stwórcą, a Ten podyktował mu wszystko od deski do deski? To też jest mitologia. Ale każdy broni swojej religii uważając ją za jedyną słuszną. A jeśli ktoś w to wierzy to powinien np. wierzyć w spotkanie Josepha Smitha z aniołami i jego złote tabliczki oraz wszystko co jest w księdze Mormona, przykładowo. To już bzdura, ale ta inna księga to już nie? A kto to powiedział? A może za 1000 lat pojawi się prawdziwa święta księga? Albo właśnie teraz się pojawiła i receptę na zbawienie mają Mormoni? A może biblia w wersji Świadków Jehowy? Do wyboru do koloru... Jedno jest pewne. Coś jednak jest - byłem dwukrotnie świadkiem tzw. zjawisk paranormalnych, ale żadna religia nie odpowiada na to pytanie co to jest. Serwuje się tylko wiernym zbiory niezrozumiałych obrzędów do przestrzegania, regułek, rytuałów bez których zostaną rzekomo potępieni po śmierci. Co innego prawo naturalne, etyka, a co innego idiotyczne obrzędy które są zbiorem zabobonów i niczym nie różnią się od szamanizmu religii rodzimych dzikich społeczności, które są wyśmiewane przez wyznawców tych tzw. "prawdziwych, słusznych, cywilizowanych" religii. Nie ważne w co się wierzy lub nie wierzy. Ważne jak się żyje, czy nie krzywdzi się innych. Reszta się nie liczy. Bo jeśli istnieje jakiś sąd ostateczny to wątpię, że zostaniemy rozliczeni z tego czy regularnie w wymaganym czasie biegaliśmy do kościoła, zboru, synagogi, meczetu cze czego tam, a raczej z tego jacy byliśmy dla innych, czy czyniliśmy jakiekolwiek dobro, czy nie zadawaliśmy cierpienia innym, czy byliśmy w życiu uczciwi. Trzeba też wspomnieć o zbytnim przywiązaniu dóbr materialnych tego świata, które może być przeszkodą w odejściu na tamten świat. To chyba wtedy jest piekło dla duszy, gdy pozostaje pomiędzy dwoma światami nie mogąc pogodzić się z utratą przyjemności cielesnych i bogactw materialnych (pieniądze, władza, sława) gdyż za życia to przywiązanie było tak silne, że śmierć była traktowana jako coś co nie istnieje, natomiast dążenie do zdobywania coraz większej ilości dóbr materialnych było jedynym celem życia i satysfakcji. Nie trzeba tu mieszać żadnej religii razem z jej obrzędami i dziwnymi nakazami/zakazami (nie dotyczącymi istotnych spraw związanych z etyką).

    OdpowiedzUsuń