wtorek, 23 września 2008

Ministerstwo Pracy przeciwko dzieciom

Zresztą przeczytajcie:

"Rzeczpospolita": Uderzenie dziecka może skończyć się obowiązkową reedukacją rodzica, a nawet zawieszeniem praw rodzicielskich, informuje "Rzeczpospolita", relacjonując przygotowany w Ministerstwie Pracy projekt zmian w ustawach zapobiegających przemocy w rodzinie. Karane mają być wszystkie naruszające godność zachowania wobec dzieci. A więc zarówno przemoc fizyczna, jak i psychiczne maltretowanie czy zaniedbywanie ich potrzeb życiowych.

Szybsza ma być interwencja w sytuacjach kryzysowych. Projekt zakłada m.in., że pracownik socjalny będzie miał prawo nawet do zabrania dziecka z domu, w którym - jak podejrzewa - dzieje się coś złego. Natomiast bijący będzie usuwany z domu, i to natychmiast, nawet wtedy, gdy należy on do niego. Jeśli nie będzie miał gdzie mieszkać, trafi do noclegowni. Sąd będzie mógł skierować rodziców na obowiązkowe zajęcia korekcyjno-edukacyjne. Psychologowie bardzo na te programy liczą, bo oceniają, że 90 proc. rodziców bije dzieci, nie znając innych metod wychowawczych.

Według Ministerstwa Pracy do bicia swoich dzieci przyznaje się co dziesiąty rodzic. Obecne rozwiązania prawne, zapobiegające przemocy w rodzinie, są nieefektywne. Ofiary zbyt długo czekają na pomoc.

_________________________________

Oczywiście znów, jak np. w przypadku aborcji chodzi o to:
- do kogo ostatecznie należą dzieci i komu została powierzona opieka nad nimi
- jak zdefiniujemy podstawowe pojęcia (np. "homoseksualizm", "aborcja", "bicie").
Taktyka jest podobna. Zwolennicy aborcji narzucili w publicznym dyskursie slogan, że przecież dyskusja się toczy o "prawa kobiet do decydowania o swoim ciele", więc kto śmie pozbawiać je tego "niezbywalnego i podstawowego prawa"?! Chyba tylko jakiś nieczuły i ograniczony w swoim myśleniu prawicowy ideolog.

Podobnie rzecz się ma w kwestii klapsów. Przeciwnicy biblijnej dyscypliny po prostu nazwali klaps "biciem", a jak wiemy bicie to przemoc, patologia i przestępstwo. Jaki myślący człowiek będzie bronił prawa rodzica do "bicia" czyli znęcania się nad dzieckiem?! Już my go weźmiemy pod lupę!

Ponadto w całym swym zaślepieniu Ministerstwo Pracy i większość opinii publicznej nie zauważa podstawowego faktu, że jest to projekt wymierzony nie tyle m.in. przeciwko rodzicom stosującym biblijną dyscyplinę w domu ile w same dzieci. Odbieranie dzieciom rodziców jest bardzo "godnym zachowaniem wobec nich".

8 komentarzy:

  1. Pawel, bardzo Cie prosze, podaj mi definicje "klapsa" i definicje "bicia" i jak ustawic granice miedzy nimi? Kiedy dziecko w szkole powie, ze rodzicie je bija to jak dowiesz sie, czy dostalo klapsa czy rzeczywiscie bija?
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. A dlaczego zakładasz, że powinienem się dowiadywać? Jeśli NIE WIDZĘ u dziecka posiniaczonej głowy, rąk, nóg czy brzucha, to kto mi dał prawo ingerowania w sprawy danej rodziny i robienia śledztwa przeciwko rodzicom?

    Inną sprawą jest gdy dziecko samo przychodzi do pedagoga i opowiada o swoich przeżyciach. Ten powinien pochylić się nad problemem dziecka zakładając jednakże, że to wciąż rodzice, a nie szkoła (lub państwo) są odpowiedzialni za wychowanie. Pedagog powinien dzielić się z rodzicami tym co go niepokoi, wspierać ich, zachęcać, podpowiadać jak skutecznie radzić sobie z określonym zachowaniem dziecka, nie zaś nasyłać na nich kuratorów sądowych.

    Sprawa jest ważna i delikatna, dlatego definiowanie wszelkich kar fizycznych jednym słowem "wytrychem" o nazwie "bicie" jest wyrazem niemocy, ignorancją i brakiem refleksji nad dyskutowanym tematem.

    Chyba każdy się zgodzi z tym, że rodzicielski klaps w pupę dany w atmosferze poszanowania godności dziecka, po uprzedniej rozmowie z nim (w odosobnieniu, a nie publicznie)jest czymś ZUPEŁNIE innym niż uderzanie w głowę lub kopanie dziecka przez rozgniewanego (i pijanego) ojca

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój znajomy (słynny Tomek) napisał, że jego znajomi w Szwecji mieli dwa razy wizytę policji. Powód - donos sąsiadów, ze dzieci są bite. A jaka była prawda? Dzieci ząbkowały. Teraz w kartotekach policyjnych mają już dwa wpisy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pawel, rozumiem, ze zartujesz, bo nie wiem jak inaczej potraktowac to co napisales. Czy dopoki dziecko nie chodzi zmasamrowane to wszystko jest ok? Co z sytuacjami kiedy dziecko jest bite (a nie klapsowane) tak, ze nie pozostawia to sladow? Co jesli jest zastraszane i nigdy nikomu sie nie poskarzy? Traktujesz dziecko jak wlasnosc mowiac, ze nikt nie ma prawa ingerowac w sprawy rodziny, a dziecko nie jest przedmiotem, wlasnoscia, z ktora mozna robic co sie zywanie podoba. Wierze, ze jestescie z Jola dobrymi rodzicami i gdyby wszyscy tacy byli to pewnie nie byloby problemu, ale niestety oboje wiemy, ze tak nie jest. I gdyby ci mniej fajni rodzice wiedzieli, ze moga sobie robic z dzieckiem co chca bo nikt nie ma prawa w to ingerowac to nasze gazety codziennie by donosily o jakichs tragicznych sytuacjach.
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie. Nie żartuję. Poważnie traktuję Boży mandat dany rodzicom. Tylko naprawdę wyjątkowe sytuacje mogą ich tego pozbawić.

    Ingerencja w sprawy rodziny (nawet patologicznej) wymaga wielkiej ostrożności i powinna mieć na celu cementowanie jej, a nie rozbijanie.

    OdpowiedzUsuń
  6. zgadzam sie co do cementowania rodziny, a nie rozbijania - to, co napisales o rodzinie, ktorej zabrano dziecko bo nie maja warunkow to dla mnie jakas patologia totalna, nawet nie mam slow, zeby to okreslic. ale jesli rodzina jest patologiczna to trzeba chronic jej ofiary, a nie rodzine jako tako. a swoja droga mozesz mi opisac sytuacje,w ktorej stosujesz wobec swoich dzieci klapsy? tak z ciekawosci pytam, za jakie przewinienia, jak to sie odbywa itd. mam nadzieje, ze tym pytaniem nie ingeruje w Twoje wychowanie i kompetencje :-)
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  7. To może porozmawiamy o tym jak się spotkamy. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo chetnie :-)

    OdpowiedzUsuń