wtorek, 14 października 2008

Krótko o Naturalnym Planowaniu Rodziny



W dyskusji nt. antykoncepcji można spotkać się ze stanowiskiem, że wszelkie tzw. sztuczne formy zapobiegania poczęciu (nie mówimy tu o środkach wczesnoporonnych, aborcyjnych) np. prezerwatywa, globulki itp. są z zasady złe, zaś jedyną dopuszczalną formą kontroli narodzin jest tzw. Naturalne Planowanie Rodziny (NPR).

Jej zwolennicy nie zauważają jednak, że metoda NPR może być grzeszna jeśli jest stałym narzędziem kontroli narodzin wykorzystywanym z niewłaściwych pobudek. 

Oto kilka argumentów przeciwko tej metodzie ze względu na cel, któremu służy:

1. Stosowanie się do cyklu dni płodnych i niepłodnych jest formą antykoncepcji. Jak napisał rzymskokatolicki ksiądz Hugon Calkins „Przeciętny człowiek nie jest teologiem. Nie widzi różnicy pomiędzy sztuczną, a naturalną kontrolą urodzeń. Widzi jedynie, że (...) pary zawierają małżeństwa i nie mają dzieci, co więcej - chwalą się sposobem, w jaki ich unikają”.

Pamiętamy ewangeliczną historię faryzeusza i celnika. NPRowy faryzeusz dziękuje Bogu, że poznał prawdę o antykoncepcji i nie jest taki jak "ten oto celnik. Nie stosuję prezerwatywy, nie zmuszam żony do łykania pigułek, współżyję tylko żoną i tylko w dni niepłodne".

2.  NPR nie wykorzystuje natury lecz jest skierowane przeciwko niej - jeśli weźmiemy np. pod uwagę fakt, że zgodnie z badaniami kobieta ma największą ochotę na seks właśnie w okresie płodnym. Wykorzystywanie naturalnych okresów płodności i bezpłodności w taki sposób, jak się to obecnie odbywa, jest, mówiąc delikatnie, mało naturalne. Wymaga, by małżonkowie "współżyli według kalendarza", co w praktyce oznacza, że ich pożycie określają wykresy, przyrządy, grafiki, nie zaś wzajemne pragnienie bliskości. Ich pożycie jest zdominowane i podporządkowane niechęci wobec wzbudzenia potomstwa, a NPR staje się "uświęconym" środkiem do tego celu.

3. Biblia naucza, że normą w małżeństwie powinno być regularne, seksualne pożycie. Wstrzemięźliwość jest wyjątkiem, podjętym za obopólną zgodą.

"Nie strońcie od współżycia z sobą, chyba za wspólną zgodą do pewnego czasu, aby oddać się modlitwie, a potem znowu podejmujcie współżycie, aby was szatan nie kusił z powodu niepowściągliwości waszej". - 1 Koryntian 7.5

Oczywiście głównym celem NPR nie jest ćwiczenie się we wstrzemięźliwości, choć niekiedy i ten argument się pojawia. Wstrzemięźliwość jest tu jednak środkiem, a nie celem. Celem jest uniknięcie poczęcia. To dlatego małżonkowie ograniczają akty małżeńskie jedynie do dni niepłodności – tzw. okresów bezpiecznych. 

4. W dyskusji nt. kontroli narodzin nie chodzi tylko o formy zapobiegania ciąży. Chodzi również, a może i przede wszystkim o motywacje - czy mąż i żona kierują się w swoich decyzjach biblijnym nauczaniem nt. rodziny, dzieci, małżeństwa, seksualności. Nie ma niczego duchowego w samym stosowaniu NPR, Bóg bowiem spogląda nie tylko na to, co widać, ale również na to, czego nie widać: ludzkie serca i ukryte myśli; na to, co nami kieruje. Przekonanie o pełnieniu Bożej woli z powodu wyboru określonej techniki zapobiegania poczęciu może bowiem prowadzić do faryzejskiego poczucia bycia miłym Bogu przy jednoczesnym całkowicie światowym myśleniu na temat dzietności (dzieci to kłopoty, a nie błogosławieństwo), pożycia seksualnego (skupienie na wykresach i technice, a nie bliskości) czy na temat współmałżonka (nieważne są jego potrzeby, liczę się ja).

4 komentarze:

  1. A poza tym NPR jest zawodne;) gdyby było inaczej, nie było by mnie na świecie :P

    Lidia

    OdpowiedzUsuń
  2. tadeusz.rola@wp.pl13 kwietnia 2009 00:27

    Szkoda, że szanowny pastor tak powierzchownie patrzy na Boży dar płciowości i związane z nim NPR.
    Myślenie antykoncepcyjne "wyrzuca" Boga ze sfery płciowości, NPR zaś może być darem i błogosławieństwem.
    Warto zajrzeć na http://www.szansaspotkania.net/ i http://npr.pl/, aby dokonać właściwego rozeznania woli Bożej w tej materii, zwłaszcza w kontekście tego jak Bóg swój zamiar objawia w swoim Słowie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Stwierdzenia na temat antykoncepcji pozostawiła bym lekarzom. Nie wiem skąd u chrześcijan wzięła się ta obsesja odnośnie ochrony plemników i komórek jajowych. Powiem szczerze, że ten ginekologiczno-seksualny charakter polskiego chrześcijaństwa budzi we mnie niesmak.
    Zaglądanie do cudzych majtek pachnie mi dewiacją

    OdpowiedzUsuń
  4. Może mi pastor odpowie, dlaczego Wy chrześcijanie tak lubicie zaglądać do cudzych majtek? I jeszcze uważacie, że to normalne! Mało tego, najchętniej zakazami i nakazami chcielibyście wszystkich (także niechrześcijan) zmusić do postępowania zgodnie z Waszymi doktrynami. Ja nie interesuję się życiem seksualnym innych ludzi, jeżeli są dorośli. I to jest dla mnie normalne.

    OdpowiedzUsuń