wtorek, 10 lutego 2009

Spłycone pop-ewangeliczne chrześcijaństwo

"Niestety zbyt często wylewa się dzieko z kapielą, kiedy odrzuca się protestancką spuściznę z powodu pewnych przejawów jej nadużywania. To prawda, że kazalnice pełne są płytkich anegdot, sentymentalnych westchnień, nabożeństwo bywa maksymalnie spłycone i praktycznie każdy może robić to, co mu się podoba, byle tylko nosiło to jakieś znamiona chrześcijańskiej teologii. Nie zapominajmy jednak, że stan ten jest pochodną naszych oczekiwań.

Jednakże mężczyzna, który przemawia w imieniu rodziny, tak jak zrobił to Jozue, musi być mężczyzną, który naucza swoich domowników i nie pozwala, aby jego rodzina poddała się głupocie niewiary. I nie ma większego znaczenia, jakiego rodzaju jest ta niewiara - liberalna czy pop-ewangeliczna. Kiedy Jezus mówi, że Jego owce nie słuchają głosu obcego, to znaczy, że owce postępują właściwie, czyniąc tylko to, co powie im Pasterz (Jn 10:5)."

Douglas Wilson, Reformowanie małżeństwa, Biblioteka Reformacji w Plsce, Wrocław 2008, s. 23.

2 komentarze:

  1. Ostatnio romawiałem z liderami jednego z ewangelicznych kościołów w Polsce. Byli mocno zdziwieni, że chrzest jest włączeniem do Kościoła i że dzieci oraz nieochrzszczonych nie traktuje się jako członków. Czego tych liderów uczą ich Kościoły?

    OdpowiedzUsuń
  2. I tak dobrze, że jeszcze wierzą w istnienie Kościoła na ziemi. :-)

    OdpowiedzUsuń