sobota, 28 lutego 2009

Czego nie dowiesz się na pedagogice

Piszę doktorat na pedagogice (na UG) nt. edukacji domowej jako ideologii edukacyjnej. O pewnych rzeczach jednak nigdy w czasie studiów magisterskich, jak i doktorskich nigdy nie usłyszałem. Nie trudno domyślić się dlaczego. Co mam na myśli? Oczywistą rzecz: wskazanie na ważność udanego małżeństwa jako punktu wyjścia dla udanego, skutecznego rodzicielstwa i pedagogicznego kształcenia własnych oraz cudzych dzieci. Jeśli przyszłym pedagogom wskaże się jedynie na teorie, warsztat i techniki kształcenia pomijając KONTEKST wychowania (np. małżeńska miłość, kontekst kochającej się rodziny) - nie będą mieli do zaoferowania nic ponad puste teorie, tabele i długie słupki wyników badań naukowych.

Wielu pedagogów nie widzi sprzeczności między lekceważącym podejściem do własnego małżeństwa (np. pozamałżeńskie związki) oraz dzieci (nierzadko pozostawionych "samych sobie"), a faktem przekazywania wiedzy o skutecznym "wychowaniu" przyszłym nauczycielom, pedagogom, wychowawcom i rodzicom.

Biblijny kontekst wychowania i kształcenia dzieci jest jasny. Bardzo dobrze wyraził go John McArthur:

"Pierwowzór rodziny przedstawiony w Piśmie Świętym obejmuje dwoje rodziców realizujących swoje role w uległości wobec Boga, kierowanych ku wspólnej pracy przez ich wzajemne oddanie sobie, z głęboką, skupioną na Chrystusie miłością spajającą wszystko razem. Z tego powodu, większość biblijnej nauki o życiu rodzinnym zakłada obecność dwojga rodziców, którzy są oddani Chrystusowi. W modelu biblijnym, małżeństwo stanowi więc centrum i fundament domu rodzinnego.

W przeciwieństwie do tego, w dzisiejszych czasach rodziny mają skłonność do koncentrowania się na dzieciach. Wszystko kręci się wokół dzieci. Zajęcia dzieci, ich relacje i ich zainteresowania wydają się dziś wyznaczać rytm życia rodziny. Jednak Boży zamysł dla rodziny jest taki, aby była ona po pierwsze skupiona na Chrystusie, a następnie skupiona wokół małżeństwa, w którym relacja między mężem a żoną stanowi priorytet nad innymi relacjami w domu i gdzie rodzice a nie dzieci ustalają porządek dnia. To właśnie dlatego w obu miejscach, gdzie Apostoł Paweł zajmował się rodziną (Kolosan 3:18-22i Efezjan 5:22-6:4), rozpoczął od zaleceń skierowanych pod adresem mężów i żon."

John McArthur, Udane biblijne rodzicielstwo


Zanim zaczniemy wpływać na innych warto najpierw nauczyć się kierować własnym życiem dbając o tych, którzy są najbliżej nas. Wielu jest pedagogów i nauczycieli, którzy są bardzo skorzy do przekazywania "instrukcji o wychowaniu" innym. Niestety nierzadko brakuje im chęci lub umiejętności do kierowania własnym życiem oraz rodziną. Znamienne jest, że podczas kwalifikacyjnych rozmów z kandydatami do uczelnianych posad naukowych nie są zadawane pytania dotyczące podejścia do małżeństwa, rodziny, wychowania oraz o praktyczną realizację teoretycznych założeń w życiu kandydata.

Jeśli wykładowca lub student pragną być dobrymi wykładowcami, nauczycielami powinni uwzględnić ważność kontekstu dla bycia nimi (małżeńska miłość, więź z własnymi dziećmi). Mało wiarygodnie brzmi akademicki wykładowca - kształtujący pedagogicznie młode umysły - który (dla innej kobiety) zostawił żonę i dwójkę dzieci. Jego czyny przemawiają głośniej niż wykłady.

Chcąc być edukacyjnym autorytetem nie wystarczy poznać książek Korczaka, Deweya, Montessori czy Komeńskiego oraz nabyć wiedzy o historii i filozofii wychowania. Warto niekiedy odłożyć książkę na bok i przesiąść się z biurowego fotela na dywan dziecięcego pokoju. Bycie pedagogiem dokonuje się nie tylko na salach konferencyjnych lub w procesie pisania kolejnej publikacji naukowej, ale również w częstym schodzeniu do poziomu dziecięcego wzroku we własnym domu.

2 komentarze: