wtorek, 16 listopada 2010

Więzi określają tożsamość

Jezus powierzając kościołowi zadanie czynienia uczniami wszystkie narody (Mt 28:18-20) oznajmił jednocześnie jakimi metodami powinno być wykonywane.

Po pierwsze: mamy chrzcić.
Po drugie: uczyć przestrzegać tego co Jezus przykazał.

To ważne byśmy o tym pamiętali ponieważ nawet będąc chrześcijanami mamy tendencję by zastępować Boże metody - ludzkimi. Jeśli ktoś uważa, że prowadzi proces uczniostwa, a nie chrzci – to unika jednego z dwóch (a więc 50%!) jego aspektów! Uczniostwo rozpoczyna się więc od chrztu w imię Ojca, Syna i Ducha Św. Formuła jest ważna ponieważ mówi o tym czyj autorytet stoi za tym sakramentem (kto rości sobie do niej prawo), jakie imię nosi oraz do kogo należy chrzczona osoba. Chrzcić w imię kogoś to jednoczyć, utożsamiać z tą osobą. List do Rzymian 6:3 mówi, że przez chrzest zostaliśmy utożsamieni ze śmiercią Jezusa. Poprzez chrzest wchodzimy w unię, przymierze z Bogiem - Ojcem Synem i Duchem Św. Od tej pory nosimy Jego imię na sobie i już nigdy ochrzczony Paweł Bartosik nie będzie nieochrzczonym Pawłem Bartosikiem. Wszystko co robię (dobrego lub złego) robię jako ochrzczony chrześcijanin.

Chrzest więc inauguruje i wyraża przymierzowe zjednoczenie z Bogiem. Uczeń to ktoś kogo życie jest związane z Ojcem, Synem i Duchem Św. Chrzczony należy do Chrystusa. Oznacza to m.in., że dzieci nawróconych chrześcijan są uczniami Trójjedynego Boga – nie dlatego, że rozumieją doktrynę Trójcy, ale ze względu na to do kogo należą.

Podobnie rzecz ma się z nami dorosłymi. Jesteśmy trynitarianami nie dlatego, że od A do Z pojęliśmy naukę o Trójcy lub biblijną doktrynę usprawiedliwienia przez wiarę, ale dlatego, że należymy do Trójjedynego Boga. Przynależność określa to kim jesteśmy, naszą tożsamość.
Najpierw wchodzimy do Bożej rodziny poprzez chrzest (jeśli byliśmy chrzczeni jako niemowlęta). Potem zaczynamy poznawać Boga, Jego naturę, działanie, Słowo. Jednak to kim jesteśmy definiuje więź, którą mamy z Bogiem, nie zaś informacje, które posiadamy.

Podobnie jest w naszym życiu: to kim jesteśmy wpływa na to co robimy. Natomiast to kim jesteśmy określają relacje i więzi z innymi ludźmi. Przykładowo – jesteś mężem, żoną, gdańszczaninem, Polakiem – i te więzi wpływają na twoją 1. tożsamość 2. zachowanie z niej wynikające. Inaczej wyglądałoby moje życie gdybym był nieżonatym Albańczykiem.

Podobnie rzecz się ma z naszą więzią z Bogiem. To kim jesteśmy w Chrystusie określa nie to jak wiele o Nim wiesz (poznawać Go powinniśmy całe życie, a nawet wieczność), ale to czy należysz do Jego rodziny. Stajesz się jej częścią poprzez chrzest. Dlatego powinieneś żyć jak osoba będąca częścią rodziny Jezusa.

Osoba, która nie żyje w zgodzie z tym kim jest – jest hipokrytą. Jeśli ktoś jest Polakiem, a zachowuje się tak jakby był Niemcem lub dbał bardziej o interesy Niemiec, nie zaś Polski – byłby uznany za zdrajcę. Jeśli ktoś jest mężem, a zachowywałby się tak jakby nie miał żony - byłby uznany za niewiernego męża. Jednak wciąż męża. Podobnie z chrztem. Każdy kto został poprzez chrzest włączony do przymierza z Bogiem – i lekceważy to kim jest – jest jak Polak, który żyje tak jakby był Anglikiem lub jak mąż, który ignoruje obowiązki wynikające z zawarcia przymierza małżeńskiego. Jest więc apostatą, odstępcą, hipokrytą.

Chrzest niczego nie przesądza jeśli chodzi o naszą wieczność, ani nie zmienia naszej natury. Mówi natomiast jaka jest nasza pozycja w przymierzu oraz wzywa do prowadzenia życia godnego ucznia Jezusa.

39 komentarzy:

  1. Nie do końca zgodzę się z argumentacją. To, że jestem np. z Gdańska nie ma znaczenia i nie musi wpływać w przyszłości na moje życie. Mogę tylko podawać to miasto jako miasto urodzenia i nie mieć z tym nic wspólnego mając np. 30 lat. Podobnie uważam, jeśli chodzi o chrzest. To, że zostanę ochrzczona w wieku 1,5 roku nie musi mieć wpływu na mnie, choćby moi rodzice się bardzo starali. Mogę mieć więź z Bogiem kiedy będę tego świadoma. Czy nie powinniśmy mieć możliwości decydowania o sobie? Martyna

    OdpowiedzUsuń
  2. To, że urodziłaś się w Gdańsku ma znaczenie.

    1. W tym jak odnosisz się do tego miasta. Możesz je lubić lub nie, ale do końca życia będziesz osobą "urodzoną w Gdańsku".

    2. Ma wpływ na twoją tożsamość. Od tej pory jesteś "rodowitą gdańszczanką". Nawet jeśli się wyprowadzisz po 30 latach.

    3. Ma wpływ na twoją znajomość miasta, jego historii (utożsamienie z nią), obecnych miejsc, ulic, itp.

    Możesz być więc gdańszczanką, która nie zna, nie lubi, zapiera się i wstydzi rodzinnego miasta, albo taką, która je zna, kocha i jest z niego dumna.

    W obu jednak przypadkach do końca życia pozostaniesz "osobą urodzoną w Gdańsku".

    Z chrztem jest podobnie. Możesz się go zapierać, zaprzeczać jego ważności, znaczeniu itp. Nie zmieni to jednak FAKTU, że został on udzielony i wszystko co robisz - robisz jako ochrzczona chrześcijanka.

    OdpowiedzUsuń
  3. PS. Stanowić o sobie chce człowiek pragnący żyć z dala od Boga i Jego woli. Chrześcijanin mówi: "Nie moja, lecz Twoja wola niech się dzieje".

    Bożym sposobem działania wśród dzieci chrześcijan jest włączanie ich do duchowej rodziny - kościoła, jako miejsca opieki, duchowego wzrostu i dochodzenia do dojrzałości; nie zaś pozostawianie ich "na zewnątrz" do czasu szkoły średniej lub jeszcze później.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zgodzę się z powyższym rozumowaniem.
    Podam na swoim przykładzie, że byłem ochrzczony jako katolik, jednak nie uznaję tegoż chrztu za ważny z tej racji, że nie otrzymałem w nim Ducha Świętego. Ducha natomiast otrzymałem przez słuchanie Słowa Bożego z wiarą, opuszczając uprzednio KK w wieku kilkunastu lat. Dodatkowo moi rodzice są właściwie niewierzący co potęguje fakt, że praktycznie nigdy ich wiara nie miała wpływu uświęcającego na moje życie, a co za tym idzie, nigdy jako dziecko nie byłem chrześcijaninem, czyli nie byłem włączony do Kościoła Boga i Chrystusa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lot,

    1. Czy obrzezanie dziecka w Starym Przymierzu było ważne czy nie w sytuacji jeśli jego rodzice robili to z powodu tradycji?

    Odpowiedź brzmi: oczywiście, że tak! Inną sprawą jest postawa i serce owych rodziców. Bóg będzie ich sędzią.

    2. Ważności chrztu nie determinuje stan Twojego serca, stan serca rodziców czy księdza/pastora? Chrzest jest obiektywnym znakiem (jak ślub), który nadaje nam Bóg. Włącza nas tym samym do przymierza i zobowiązuje do prowadzenia życia godnego ucznia Chrystusa.

    3. Twoje nawrócenie w wieku nastoletnim było powrotem do Ojca niczym syn marnotrawny. Żyłeś z dala od Ojca i rodziny, a jednak się upamiętałeś (wskutek działania Ducha) i wróciłeś. Nie potrzebujesz do tego drugiego chrztu tak jak syn marnotrawny nie potrzebował nowego obrzezania lub jakiejkolwiek inicjacji. Mam natomiast nadzieję, że Twojemu włączeniu do kościoła protestanckiego towarzyszyły: modlitwa, Twoje wyznanie wiary oraz impreza z dobrym jedzeniem i piciem!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie poruszałem tu kwestii chrztu w wieku świadomym, a jedynie nie pozwoliłem się zgodzić ze stwierdzeniem, że chrzest zachowuje w ważność w przypadku jaki przedstawiłem. Byłem martwy duchowo przez całe dzieciństwo, a co za tym idzie nie byłem włączony do Kościoła, nawet mimo faktu, że byłem ochrzczony w wieku niemowlęcym. Praktycznie nikt mnie nie katechizował, gdy byłem w wieku dziecięcym, a wiary nauczyłem się zasadniczo sam. Oczywiście mówię tu na sposób ludzki, bo de facto wiara jest darem Bożym.
    Odnośnie znaczenia chrztu w doktrynie reformowanej. Pewien reformowany baptysta, który faktycznie nie tyle jest credobaptystą, a raczej paedobaptystą, ponieważ jego poglądy są bliższe paedobaptyzmowi, natomiast jego członkostwo w zborze baptystów reformowanych wynika jedynie z miejsca zamieszkania, tłumaczył mi powołując się przy tym na jakiś tam katechizm czy jakąś reformowaną wykładnię wiary, że chrzest dziecka zachowuje ważność w przypadku, gdy rodzice są wierzący, i ich wiara ma wpływ uświęcający na dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  7. I jeszcze jedna zasadnicza rzecz.
    Gdyby nawet się upierać na rzecz ważności mojego chrztu w KK, to sytuacja braku nauczania religijnego i wychowania chrześcijańskiego ze strony rodziców mówi wiele. Dlatego w pierwszej kolejności należałoby wziąć pod uwagę ten aspekt. Następna sprawa, że ja tegoż chrztu się wyrzekam, jeśli można tak to określić, i biorąc pod uwagę wychowanie religijne, a właściwie brak jego wychowania, nie uznaję wymiaru praktycznego chrztu. Było to sobie ot rytualne obmycie, gdzie padły puste słowa, a samo życie pokazało co innego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mateusza 28:19  Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego,
    1. Czynić uczniami.
    2. Chrzcić.
    Głęboko wierze w natchnienie Słowa Bożego.
    Duch Świętu umieścił te Słowa w takiej kolejności.
    Gdy odwracasz kolejność mam wrażenie, że chcesz jakoś te słowa wpasować w swoją praktykę. Człowiek zawsze chce być mądrzejszy od Pana Boga.

    OdpowiedzUsuń
  9. 1. Lot, powtórzę. Ważność chrztu wg Pisma nie zależy od stanu serca osoby chrzczonej. Zaprzeczasz ważności swojego chrztu ponieważ - jak to ująłeś - "byłeś martwy duchowo przez całe dzieciństwo". To jednak w niczym nie ujmuje temu co uczynił Bóg. Bo chrzest jest Jego dziełem, a nie Twoim. Jest oznajmieniem, że odtąd jesteś częścią JEGO rodziny (kościoła widzialnego) i zobowiązany jesteś do prowadzenia życia godnego małego (wówczas) ucznia Chrystusa. Jednak swoim życiem przez wiele lat zaprzeczałeś temu co Bóg oznajmił Ci w chrzcie. Dzięki Bogu jednak On dał Ci upamiętanie.

    2. Nie zgodziłbym się w owym reformowanym baptystą, że ważność chrztu jest zależna od wiary rodziców. Raczej zależny jest od tego czy... miał miejsce. A więc: czy była osoba reprezentująca kościół i udzielająca chrztu, czy była użyta woda, trynitarna formuła (lub autorytet Trójcy Św. stojący za chrztem) oraz właściwa intencja (udzielenia chrztu).

    3. Podejrzewam, że ów baptysta, choć w rzeczywistości pedobaptysta (zwolennik chrztu niemowląt) mówił o WARUNKU UDZIELENIA chrztu dziecku, a nie o tym co determinuje jego ważność. To są dwie nieco odmienne sprawy.

    4. Jeśli ważność chrztu uzależniasz od stanu serca osoby chrzczonej to nie masz pewności odnośnie ważności chrztu KOGOKOLWIEK ponieważ znajomość serca człowieka dostępna jest tylko Bogu. Jednak nie w taki sposób przedstawia chrzest Pismo Św. Jest jak małżeństwo, którego ważność również nie zależy od stanu serca osób składających sobie przysięgę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli chodzi o to, że "wyrzekasz się tego chrztu" to popełniasz kilka błędów:

    1. O jednym mówiłem: traktujesz chrzest nie jako Boże obiektywne działanie niezależne od człowieka, ale w arminiański sposób: jako TWOJĄ aktywność. Twój chrzest nie był Twoją aktywnością więc sądzisz, że nie był chrztem.

    2. To powoduje, że uzależniasz chrzest od stanu serca człowieka chrzczonego. Biblia nigdy w taki sposób nie mówi o chrzcie. Chrzest Szymona Czarnoksiężnika z Dz. Ap. BYŁ CHRZTEM nawet pomimo jego niegodziwości, która uzewnętrzniła się później.

    3. Chodzisz w widzeniu, a więc patrzysz na swoje życie i wyciągasz wniosek: "mój niemowlęcy chrzest to pusty rytuał ponieważ nie byłem katechizowany itd.". Spoglądaj raczej na to co Bóg Ci oznajmił w chrzcie (wg Pisma), a nie na to jak żyłeś przez wiele lat po Jego udzieleniu. Mamy chodzić w wierze, nie w widzeniu.

    4. W pewnym stopniu Twoja argumentacja jest podobna do argumentacji niechrześcijan: "Był to pusty religijny akt bez żadnych konsekwencji. Zaprzeczam jego ważności".

    Z tym, że naszym zadaniem jako chrześcijan jest wskazywanie na właściwe znaczenie sakramentów, nawet jeśli NASZE życie odbiegało od postępowania godnego uczniów Jezusa. Problem nie był więc w Twoim chrzcie. Problem tkwił w Twoim życiu, którym zaprzeczałeś temu, że jesteś uczestnikiem przymierza, że Bóg Cię kocha od najwcześniejszych chwil życia, że jesteś częścią Jego rodziny (kościoła).

    OdpowiedzUsuń
  11. Jaro,

    Sądzę, że mylnie odczytujesz słowa z Mt 28:18-20.

    Jezus powiedział: Czyńcie uczniami wszystkie NARODY (a więc małych i dużych). I za chwilę dodał W JAKI SPOSÓB mamy ich czynić uczniami.

    Po pierwsze: chrzcić.
    Po drugie: ucząc przestrzegać wszystkiego co nakazał Jezus.

    Zauważ więc, że czynienie uczniów odbywa się POPRZEZ chrzczenie, a NASTĘPNIE nauczanie (prowadzenie do dojrzałości w Chrystusie). Chrzest nie jest więc kolejnym etapem bycia uczniem. Jest raczej SPOSOBEM w jaki dana osoba nim się staje.

    Nie można więc mówić, że ktokolwiek jest uczniem Jezusa - jeśli nie jest ochrzczony. Chrzest wg słów naszego Pana INAUGURUJE proces uczniostwa będąc jego integralną częścią.

    Jeśli komuś odmawiamy chrztu np. dzieciom chrześcijan - to tak jakbyśmy komunikowali im: "Nie jesteście uczniami Jezusa. W związku z tym nie macie prawa mówić do Niego: Panie, Zbawicielu. Nie macie prawa modlić się Ojcze Nasz i śpiewać 'Cieszę się Jezus zbawił mnie'.

    Do chrztu nie mają prawa poganie, którzy nie znają Boga. Jeśli odmawiamy naszym dzieciom znaku włączenia ich do przymierza (Bożej rodziny) to traktujemy ich jak niewierzących (pogan) - co jest zupełnie do nie pogodzenia z tym jak Bóg (od Księgi Rodzaju poprzez cały NT) traktuje dzieci Swojego Ludu.

    Jestem przekonany, że Jaro traktujesz swoje dziecko jak chrześcijanina, a nie jak poganina. Być może jedynie jeszcze Twoja teologia nie nadążyła za Twoją praktyką ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na wszystkie zarzuty mogę odpowiedzieć powołując się na fragment z z Listu do Galacjan 3:26,27.
    Zgodnie z powyższym włączenie musi być nierozerwalnie połączone z wiarą, albo to świadomego człowieka, albo też wiary uświęcającej rodziców, ewentualnie jednego rodzica zgodnie z klauzulą z 1 Listu do 7:14. Bóg znał stan serc moich rodziców, którzy mnie nie katechizowali, ani mnie praktycznie nie wychowali po chrześcijańsku, więc nie włączył mnie do swojego Kościoła, gdy byłem jeszcze dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Połknąłem część mojej powyższej wypowiedzi; oczywiście miało być 1 List do Koryntnian 7:14.

    OdpowiedzUsuń
  14. "Na wszystkie zarzuty mogę odpowiedzieć powołując się na fragment z z Listu do Galacjan 3:26,27".

    Ale Galacjan 3:26-27 mówi m.in. o przymierzowym zjednoczeniu z Chrystusem przez chrzest.

    "Zgodnie z powyższym włączenie musi być nierozerwalnie połączone z wiarą, albo to świadomego człowieka, albo też wiary uświęcającej rodziców, ewentualnie jednego rodzica zgodnie z klauzulą z 1 Listu do Koryntian 7:14".

    Czy to oznacza, że włączyłbyś do kościoła (chrzcząc) niemowlę na podstawie wyznania wiary jednego z rodziców?

    "Bóg znał stan serc moich rodziców, którzy mnie nie katechizowali, ani mnie praktycznie nie wychowali po chrześcijańsku, więc nie włączył mnie do swojego Kościoła, gdy byłem jeszcze dzieckiem".

    Czy Bóg poprzez obrzezanie włączał do przymierza dzieci Izraelitów, którzy zaniedbywali katechizację?

    Raz jeszcze powiem: wiele chrztów w naszym kraju nie powinno mieć miejsca ponieważ - jak w Twoim przypadku - rodzice traktują go jedynie jako tradycję, a nie zobowiązanie do wychowywania dziecka w pobożności.

    Skoro jednak choćby niegodny chrzest miał miejsce - to musimy patrzeć na niego jak na CHRZEST.

    Podobnie rzecz się ma z małżeństwem. Biblia naucza, że chrześcijanin nie powinien poślubiać niechrześcijanki. JEŚLI JEDNAK do tego dochodzi to nie możemy ich związku postrzegać jako konkubinatu, a ceremonii zaślubin jako pustego rytuału. Oczywiście SĄ małżeństwem ponieważ odbyła się ceremonia zaślubin poświadczona przysięgą wierności obojga małżonków. Nie powinna mieć miejsca, a jednak doszło do niej.

    Z Twoim chrztem - jak mniemam - jest podobnie. Nie powinien mieć miejsca w zdrowym kościele. JEDNAK się odbył dlatego powinieneś na niego patrzeć jak na chrzest, a nie pusty obrzęd.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie chodziło mi rzecz jasna o wyznanie wiary przez rodziców, a jedynie o ich wiarę, która powodowałaby, że byłbym święty, czyli oddzielony dla Boga Ojca poprzez włączenie do Kościoła Jego Syna; a tak to z braku wiary rodziców, którzy mnie przynieśli do chrztu raczej ze względu na tradycję, a nie z pobudek gorliwości religijnej, byłem nieczysty.
    Odnośnie wspomnianego tu Listu do Galacjan 3:26,27, to polecam zwrócić uwagę na kontekst wcześniejszych wersetów, gdzie wyraźnie podkreślono o objawieniu się wiary, jakby w przeciwieństwie do uczynków Zakonu, co w praktyce oznacza, że nawet mimo faktu, iż za czasów Zakonu każdy członek płci męskiej z cielesnego Izraela miał być obrzezany, bez względu na to, czy rodzice byli wierzący czy też nie, bo taki był bezwzględny wymóg Boży, to jednak obecnie w czasie łaski decydującą rolę odgrywa wiara bez której chcąc przystąpić do Boga nie można Mu się podobać zgodnie z Listem do Hebrajczyków 11:6. Innymi słowy, obrzezanie w starożytnym Izraelu dotyczyło wszystkich cielesnych męskich potomków Abrahama, a obecnie obrzezanie jest duchowe, które to określa się obrzezaniem serca, a więc mamy kolejny argument na rzecz wiary.
    Co by było, gdybym się nigdy nie nawrócił i umarł bez wiary...? Czy ta sytuacja oznaczałby, iż kiedykolwiek byłem włączony do Kościoła? Oczywiście, że nie... Stąd też włączenie do Kościoła implikuje wymóg obrzezania serca, czyli wiary uświęcającej albo osoby świadomej swojej wiary, albo też wiary rodziców.

    OdpowiedzUsuń
  16. 1. W porządku. Piszesz o wierze rodziców. Rozumiem więc, że na podstawie tej wiary dopuszczałbyś ich dzieci do chrztu (a więc znaku włączenia do kościoła)?

    2. Tak, wiara to podstawa i warunek otrzymania obietnic, zbawienia. Jednak podobnie było w Starym Przymierzu. Boga nie zadowalało obrzezanie ciała. Miało ono raczej duchowy charakter - jako znak usprawiedliwienia z wiary wzywało Izraelitów do trwania w niej. Bóg nigdy nie zadowalał się rytualizmem i obrzędowością.

    3. Gdybyś się nie nawrócił i umarł bez wiary to nie zostałbyś wg Pisma zbawiony. Bez wiary nie można trwać w społeczności kościoła. Oczywiście nasze testy są ułomne i ograniczone stąd SĄ w kościele ludzie udający wierzących, którzy nigdy nie będą w niebie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiem, kiedy zostałem włączony do Kościoła. Stało się to wraz z wiarą, czyli w dniu, gdy uwierzyłem Słowu Bożemu, co oznacza, że wcześniej nie należałem do Kościoła. Jest właśnie tak, jak zostało tu wspomniane, iż Bóg nie zadowala się pustym rytualizmem i obrzędowością, więc chyba już wszystko jest jasne. :-]

    OdpowiedzUsuń
  18. "Wiem, kiedy zostałem włączony do Kościoła. Stało się to wraz z wiarą, czyli w dniu, gdy uwierzyłem Słowu Bożemu, co oznacza, że wcześniej nie należałem do Kościoła."

    Czy ktoś prócz Boga i Ciebie wiedział o tym, że zostałeś włączony do kościoła? Widzisz, mówisz o włączeniu do kościoła jak konkubenci o swoim związku: "Wiemy kiedy się zakochaliśmy i wtedy zostaliśmy zjednoczeni miłością. Ślub to pusty rytuał, a Bogu nie chodzi o rytuały a szczerość naszego serca". Do kościoła zostajemy włączeni w oficjalny, publiczny sposób poprzez widzialny dla wszystkich akt chrztu.

    "Jest właśnie tak, jak zostało tu wspomniane, iż Bóg nie zadowala się pustym rytualizmem i obrzędowością, więc chyba już wszystko jest jasne. :-]"

    Tak. Tylko, że ja nie mówię, że Bogu chodzi TYLKO o chrzest i na tym koniec. Ja mówię, że jedno i drugie jest ważne (chrzest i trwanie w wierze). Ty zaś lekceważysz ustanowione przez Boga znaki i pieczęcie - nieco lekceważąc i "platonizując" to co zewnętrzne, widzialne.

    Zdajesz się sugerować, że momentem włączenia do kościoła jest TWÓJ akt (Twoja wiara), nie zaś BOŻY akt (sakrament chrztu ustanowiony przez Niego). To poważny błąd.

    OdpowiedzUsuń
  19. Czy ktoś oprócz Boga i mnie wiedział, że zostałem włączony do Kościoła? Oczywiście. Widzieli to wszyscy mieszkańcy niebios, a wtedy radość u nich była wielka... Bóg nawiedził mnie, i nikt z ludzi tego nie widział, bo taki właśnie ukryty jest charakter i sposób narodzenia na nowo i włączenia do Kościoła zgodnie z Ewangelią wg Jana 3:8.

    OdpowiedzUsuń
  20. No widzisz. Potwierdzasz to o czym piszę. Skupiasz się na niewidzialnej rzeczywistości, zaniedbując widzialną. Chrześcijaństwo natomiast podkreśla jedno i drugie.

    Podejrzewam, że piszesz o tzw. "kościele niewidzialnym" w skład którego wchodzą wszyscy zbawieni. Osobiście nie nazywałbym tego "kościołem" lecz pełną liczbą zbawionych znaną jedynie Bogu.

    Ja jednak nie o tym piszę używając słowa "kościół". Mówię natomiast o WIDZIALNEJ wspólnocie Jezusa, która nazywana jest Ciałem Chrystusa czyli o biblijnym znaczeniu słowa "kościół".

    OdpowiedzUsuń
  21. Bez przesady proszę.
    Moją intencją było jedynie zanegowanie ważności chrztu udzielonego mi w dzieciństwie. Ty natomiast od początku obstawałeś za ważnością mojego chrztu, nawet mimo braku wiary rodziców i braku późniejszego wychowania chrześcijańskiego. Dopiero, gdy podałem stosowne fragmenty Pisma odnośnie ważności wiary, Twoje stanowisko jakby nieco zelżało.

    OdpowiedzUsuń
  22. 1. Podałem argumenty za tym, że ważność UDZIELONEGO chrztu nie zależy od wiary rodziców, ani chrześcijańskiego wychowania. Chrzest jest CHRZTEM. Jest błogosławieństwem, które może przerodzić się z przekleństwo jeśli człowiek odpowiada na niego niewiarą.

    2. Nikt nie kwestionuje ważności wiary. Wręcz przeciwnie. Mówię jedynie, że chrzest (i komunia) pozbawiony wiary przyjmującego NIE PRZESTAJE BYĆ CHRZTEM. Staje się natomiast znakiem sądu, a nie błogosławieństwa.

    3. W niczym więc nie zelżało moje stanowisko. Wskazałem Ci, że Twoja pozycja neguje obiektywną rzeczywistość, znaki i wydarzenia, które MIAŁY MIEJSCE. Mówisz tak jakby nigdy nic się nie stało - spoglądając na siebie, rodziców itd. Chrzest to znak od BOGA, a nie taki, który samemu sobie nadajesz i uznasz za ważny kiedy zrobisz to przy odpowiednim stanie serca i umysłu.

    OdpowiedzUsuń
  23. No tylko, że to co Ty zdajesz się głosić ma zabarwienie katolickie, a nie protestanckie, ponieważ zdaje się, że pojmujesz chrzest jako ex opere operato.
    Chrzest to wyłącznie czynność ludzka i jednocześnie nakaz Boży, a Bóg w nim nie działa, bo Bóg nie jest uzależniony od ludzkich uczynków. Bóg działa poprzez wiarę, i w ten sposób się manifestuje obdarzając odpowiednich ludzi wiarą. Gdybym został włączony do Kościoła we wspomnianym chrzcie, jak zdajesz się to postrzegać, powinien jednocześnie zostać obdarzony wiarą, co jednak nie miało miejsca. Jak widać, nie było wtedy działania Bożego. Bóg zadziałał wiele lat później, i dopiero od tego momentu zostałem uznany za Członka Ciała Chrystusowego.

    OdpowiedzUsuń
  24. Jeszcze jedna rzecz. Prosiłbym ,abyś odpowiedział na jedno jedyne pytanie, a mianowicie w jaki sposób pojmujesz chrzest...? Czy chrzest sam w sobie stanowi środek włączenia do przymierza, tak jak rozumieją go różnej maści prawosławni, katolicy, a także niektórzy protestanci, głównie z tzw. kręgów wysokokościelnych, czy też chrzest to jedynie znak i pieczęć włączenia do przymierza, jak to ujmuje teologia reformowana.
    Pytam o tę sprawę, bo jeśli zaznaczysz odpowiedź pierwszą, na co wiele wskazuje biorąc pod uwagę Twoje dotychczasowe rozważania w niniejszym wątku, więc w takim układzie oznaczać to będzie, że rozumiesz kwestię chrztu na zasadzie ex opere operato, a tym samym będzie to stać w sprzeczności z protestancką zasadą sola fide. A jeżeli chrzest rozumiesz jako pieczęć włączenia do przymierza, to należałoby w tym miejscu porównać go do podpisu złożonego pod jakąś ustawą przez prezydenta. Podpis sam w sobie nie posiada żadnej wartości, bo liczy się treść ustawy, a owa treść w tym przypadku to wiara, natomiast podpis to pieczęć. Stąd też chrzest bez wiary, to jak podpisanie przez prezydenta pustej kartki. :-}

    OdpowiedzUsuń
  25. Jeśli chodzi o to czy moje podejście jest protestanckie to pozwól, że zacytuję Ci protestanckie wyznania wiary z XVII wieku. Proszę abyś odpowiedział sobie na pytanie: czy Twoje minimalistyczne podejście do chrztu jest protestanckie. Wydaje mi się, że (nie zrozum mnie proszę opacznie) bliżej mu to podejścia tzw. świadków Jehowy nazywających chrzest "symbolem".

    "W każdym sakramencie występuje duchowy związek, połączenie pomiędzy znakiem i tym, co oznaczane. Imię i działanie jednego przeniesione zostaje na drugi". - Konfesja Westminsterska 27.2.

    "(...) Skuteczność sakramentów nie zależy także od pietyzmu czy intencji osoby ich udzielającej. Jest to dzieło Ducha Świętego i ustalonych słów, które obok opisu sposobu ich udzielania zawierają obietnicę korzyści dla uczciwie ich przyjmujących". - - Konfesja Westminsterska 27.3.

    "Skuteczność Chrztu nie jest nierozłącznie związana z momentem jego udzielania. Jednak poprzez prawidłowe jego udzielenie łaska rzeczywiście spływa na tych, którym Bóg ją przeznaczył w swoim czasie". - Konfesja Westminsterska 28.6.

    Możesz się z tym zgodzić lub nie, ale na pewno nie możesz powiedzieć, że nie jest to wyznanie protestanckie. Rozumiem, że nie zgadzasz się z nim? Może po prostu opacznie rozumiałeś co to znaczy "protestanckie" sądząc, że oznacza to: "zgodnie z tym w co wierzy mój kościół" ?

    Może jeszcze jeden punkt:

    "Dlatego potępiamy błąd anabaptystów, którzy nie zadawalają się jednym chrztem, który otrzymali, a ponadto potępiają chrzest niemowląt ludzi wierzących, które według nas powinny być chrzczone i zapieczętowane znakiem przymierza, podobnie jak dzieci w Izraelu były uprzednio obrzezane na podstawie tych samych obietnic, jakie zostały dane naszym dzieciom. I faktycznie Chrystus nie przelał swojej krwi w mniejszym stopniu ku obmyciu dzieci ludzi wierzących niż dorosłych i dlatego powinny one otrzymać znak i sakrament tego, co Chrystus dla nich uczynił - tak jak Pan nakazał w swoim Prawie, że powinny uczestniczyć w sakramencie cierpienia i śmierci Chrystusa wkrótce po narodzeniu, gdyż ofiarowano za nie baranka, co było sakramentem Jezusa Chrystusa. Dla tej przyczyny św. Paweł nazywa chrzest obrzezaniem Chrystusowym."

    Belgijskie Wyznanie Wiary - art. XXXIV

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak, chrzest działa sam w sobie. Jako błogosławieństwo - dla tych, którzy odpowiadają wiarą. Jako przekleństwo - dla tych, którzy odpowiadają niewiarą.

    Jest jak ślub, który jak mam nadzieję również wg Ciebie działa "opere operato" bez względu na stan serca osób poślubionych.

    Zresztą podejrzewam, że sam wierzysz w działanie CHRZTU "opere operato" bowiem jak mniemam OD TEGO momentu człowiek (bez względu na stan serca) otrzymuje status członka zboru, prawo do głosowania, do poślubienia innej ochrzczonej osoby (w wieku dorosłym) itp. Chrzest więc również wg Twojej teologii COŚ zmienia.

    I spokojnie, bez obaw. To jak najbardziej biblijne podejście. Pytanie więc nie brzmi: CZY chrzest coś zmienia? Bo wszyscy wierzymy, że TAK. Pytanie brzmi: CO zmienia?

    OdpowiedzUsuń
  27. Jeśli chodzi o Twoje końcowe pytanie to:

    1. Co mówi teologia reformowana nt. chrztu - polecam poczytać reformowane wyznania wiary, katechizmy i dzieła samego Kalwina nie zaś co o teologii reformowanej mówią np. baptyści lub ewangeliczni.

    2. Nie do końca widzę różnicę między włączeniem do przymierza, a znakiem i pieczęcią w Twoim przykładzie. To tak jakbyś mnie spytał: czy słowa przysięgi małżeńskiej powodują, że dwoje osób WCHODZI w przymierze, czy są ZNAKIEM i pieczęcią? Odpowiem: jedno i drugie. Słowa to znaki, ale znaki, które zmieniają rzeczywistość. Zmieniają w ten sposób, że nie znając stanu serca męża możesz OD TEGO momentu powiedzieć: "Ten człowiek JEST żonaty". Pytanie brzmi: czy będzie dobrym i wiernym mężem, czy też obłudnym i złym. Dobra rzecz (jaką jest ślub) może stać się dla niego przekleństwem (jeśli złamie przymierze małżeńskie).

    Jeśli chodzi o Twój przykład z podpisem i prezydentem. Otóż podpis prezydenta ZAWSZE ma wartość i zawsze jest ważny! Jeśli jest postawiony na dokumencie z głupią decyzją - to obróci się jako przekleństwo dla kraju. Jeśli pod dobrą decyzją to będzie błogosławieństwem. Nigdy nie jest stawiany na białym papierze ponieważ żaden chrzczony nie jest "białym papierem" (neutralną "tabula rasa").

    To dobry przykład ponieważ pokazuje, że to Bóg (prezydent) daje podpis i jego ważność zależy od tego KTO go udziela, a nie jaka jest treść kartki.

    OdpowiedzUsuń
  28. Wstępnie wyjaśniam, że chrzest opisany w Biblii pojmuję w sposób jakiejś pieczęci, a ściślej nakazu Bożego, nie zaś jedynie jako znaku czy symbolu zbawienia, jak rozumieją go chrześcijanie ewangelikalni, charyzmatyczni, tzw. narodzeni na nowo, i wszyscy inni credobaptyści, do których można by również zaliczyć wspomnianych tu ŚJ; uważam, że to jest jedna skrajność, luźno powiązana z Pismem, a praktycznie nie posiadająca w nim oparcia. Druga skrajność to koncepcja lansowana za Tybrem, pojmująca chrzest ex opere operato, tj. jako sam w sobie środek włączenia do przymierza, za którą to koncepcją opowiadają się ogólnie prawosławni i katolicy, a także protestanci z kręgów wysokokościelnych, czyli lutry na biegu wstecznym. :-}
    Według mojego rozumienia zagadnienia chrztu najbliższa prawdy jest teologia reformowana opowiadająca się za rozumieniem chrztu jako pieczęci. Jest to pieczęć, która coś pieczętuje, w tym przypadku wiarę, w sposób widoczny, a nie pieczętuje sama siebie bez konieczności wiary. Bóg nie jest automatem, który na skinienie człowieka jest zmuszony - czy Mu się to podoba czy nie - włączyć do Kościoła danego człowieka. Bóg nie jest również bezdusznym urzędnikiem, który się myli i udziela ślubu osobie, która nie wie co mówi lub jest zmuszona do zawarcia małżeństwa wbrew swej woli. Bóg nie jest człowiekiem, aby popełniał tego rodzaju błędy, i nigdy nie wydaje On pochopnych i brzemiennych w skutki decyzji. Włączenie do Kościoła wynika z wiary, co przecież już wcześniej niejednokrotnie podkreślałem. O tym mówi nawet teologia reformowana powołując się na przykład Abrahama wspomniany w Liście do Rzymian 4:10,11, gdzie czytamy, że Abraham otrzymał znak obrzezania jako pieczęć tego usprawiedliwienia, które już wcześniej otrzymał z wiary. Innymi słowy, usprawiedliwienie wynikało z wiary, a nie z chrztu samego w sobie. Dodatkowo Słowo Boże nigdzie nie mówi, żeby głosić chrzest sam w sobie, ale świadectwem przyjęcia do Bożej rodziny jest wiara, której nie otrzymałem po chrzcie w Kościele katolickim. Otrzymać jej nie mogłem, bo moi rodzice, jak byli tak są nadal agnostykami, lub deistami, bo tak rozumiem ich sposób pojmowania Boga. Liczy się skutek, owoce, a tych nie wydałem, ponieważ nie zostałem wychowany po chrześcijańsku. Jako dziecko nie posiadłem żadnego świadectwa wiary, a więc mój chrzest był jedynie bezużytecznym martwym rytuałem, którego Bóg nie uznał. Zgodzę się, że chrzest udzielony nieprawidłowo może skutkować sądem, ale ta sytuacja nie oznacza, że Bóg bez wiary włącza ludzi do Kościoła. To są dwie różne rzeczy tak dalekie od siebie, jak rozumienie chrztu na zasadzie ex opere operato, i chrztu pojmowanego jako pieczęć wiary. A jeśli nadal będziesz się upierał przy swoim zdaniu, to w takiej sytuacji poproszę o konkretne biblijne przykłady udzielenia chrztu do którego przystąpili niewierzący niechrześcijanie, ewentualnie uzasadnienie na podstawie Pisma, że Apostołowie uważali, że jeśli ktoś został ochrzczony, i bez znaczenia było czy on posiadał wiarę czy nie, to oznaczało, iż ten ktoś automatycznie stawał się członkiem Kościoła.

    OdpowiedzUsuń
  29. Pozwól, że zadam Ci jedno pytanie:

    Masz człowieka, który WYZNAJE wiarę przed chrztem w wieku świadomym. Zostaje na podstawie tego WYZNANIA ochrzczony.

    Pytanie brzmi: Czy to jest człowiek "OCHRZCZONY" czy też jest to człowiek "PRAWDOPODOBNIE OCHRZCZONY" ?

    Jeśli ważność chrztu uzależniasz od stanu serca człowieka, to musisz przyznać, że to drugie ponieważ NIGDY nie znasz serca chrzczonego. W takim wypadku O NIKIM nie możesz mówić, że jest "OCHRCZONY" (conajwyżej "prawdopodobnie" lub "z dużym przypuszczeniem" itp.).

    Jeśli zaś to pierwsze to CO stanowi o tym, że jednak BYŁ to CHRZEST niezależnie od stanu serca tego człowieka?

    OdpowiedzUsuń
  30. Oczywiście nie muszę chyba dodawać, że ZAKŁADANIE, PRZYPUSZCZANIE, że ktoś jest ochrzczony jest zupełnie sprzeczne z Biblią. Pismo Św. wiele razy mówi o chrzcie jako FAKCIE (np. listy Pawłowe), nie uzależniając tego czy miał on miejsce od wieku czy stanu serca chrzczonego.

    Co ciekawe - wszyscy reformatorzy bardzo krytycznie oceniając doktryny kościoła katolickiego uznawali ważność jego chrztu (słusznie).

    Nadal podoba Ci się reformowane podejście? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Autentyczność wiary ocenić można jedynie w sposób subiektywny, tzn. ocenić może ją osoba, która tę wiarę posiada. To czy jest wiara, to się wie, i zna się czas jej otrzymania. I tak, ja wiem kiedy zostałem wszczepiony w Ciało Chrystusa, ale już np. Ty tego nie wiesz. Możesz mi jedynie uwierzyć na słowo kiedy to się stało. :-}

    Natomiast co do samej teologii reformowanej, to nie znam jej całej, ale na tyle co zdążyłem ją poznać, mogę tylko powiedzieć, że nierzadko jest wewnętrznie sprzeczna, co widać w praktyce, i co też częściowo mnie przeraża. I tak jedna część, ta liberalna, kierując się rozumem, zabrnęła za daleko, a druga, ta konserwatywna, wyraźnie pakuje się w objęcia papieża, tzn. w ewangelię zasług, tak jakby nie było trzeciej drogi, tj. Ewangelii łaski. Sądzę, że jakby przebadać ją cała, to okaże się, że jest ona atrakcyjna jedynie dla intelektualistów, a dla zwykłych zjadaczy chleba już raczej nie. :-[

    OdpowiedzUsuń
  32. Lot, zostaw na moment te pojęcia "wszczepienie w Ciało Chrystusa" itp.

    Zadałem Ci proste pytanie: czy w Twoim kościele kiedy pastor udziela chrztu wypowiada formułę: "Ja Ciebie chrzczę..." czy "Ja Ciebie najprawdopodobniej chrzczę w zależności od tego czy narodziłeś się nowo..."?

    Innymi słowy: czy na Twoich Braci w Panu patrzysz jako na "OCHRZCZONYCH" czy na "PRAWDOPODOBNIE OCHRZCZONYCH"?

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie patrzę na chrześcijan przez pryzmat ich chrztu. Przede wszystkim liczy się dla mnie wiara, i dopiero w takiej sytuacji, gdy się upewnię, że oni naprawdę uwierzyli, a ściślej w kogo i co uwierzyli, wtedy mogę z czystym sumieniem uznać tych ludzi jako duchową rodzinę.
    Pastor chrzcząc ludzi i wypowiadając konkretne słowa podczas chrztu nie ma żadnej władzy na Bogiem, aby Go przymusić czy w jakiś inny sposób wpłynąć na Niego, aby wszczepił On chrzczonych ludzi do Ciała Chrystusa. Biblijne przykłady pokazują, że chrzest był nierozerwalnie związany z wiarą, a ludzie chrzczeni nie byli ludźmi, że tak powiem z łapanki. Chrzest tych ludzi wynikający z nakazu Bożego stanowił niejako pieczęć ich wiary.
    Chrzest nie jest, i nigdy nie był, jakimś mistycznym środkiem włączenia do Kościoła, jak błędnie uważają zwolennicy sakramentalizmu. Próżno by szukać tego rodzaju przykładów w Piśmie, a przecież w oparciu o nie powinno się weryfikować wszelkie doktryny. Stąd też uważam, że jeśli nawet reformatorzy sądzili, że chrzest sam w sobie posiada moc sprawczą, to w świetle Słowa Bożego nie sposób uzasadnić ten pogląd, dlatego nie powinno się podzielać ich poglądów, tym bardziej, że ci ludzie nie były natchnieni przez Boga, a więc nie byli nieomylni.

    OdpowiedzUsuń
  34. Lot, nadal czekam na odpowiedź na moje pytanie. Odpowiedz jasno i klarownie.

    Co do twoich wywodów:
    1. Owszem, patrzysz na chrześcijan przez pryzmat ich chrztu. Choćby odróżniając ludzi będących ochrzczonych jako dorośli od tych, którzy nie byli w ten sposób ochrzczeni. Czyż nie tak poznajesz np. kto jest członkiem Twojego zboru?
    2. Wiadomo, że chrzest to nie wszystko i nie o tym tu rozmawiamy.
    3. NIGDY nie upewnisz się, że ktokolwiek uwierzył bo nie jesteś Panem Bogiem. Możesz jedynie zakładać lub przypuszczać, że tak jest obserwując owoce. Jednak pewności nie masz. Więc jeśli ważność chrztu uzależniasz od tej pewności to NIGDY nie możesz powiedzieć, że ktokolwiek jest PRAWDZIWIE i w ważny sposób ochrzczony. To "platonizowanie" prostego nauczania Pisma. Sw. w tym względzie.
    4. Tak, pastor nie ma władzy nad Bogiem. Ma jednak Boże obietnice, że Bóg zobowiązał się związać to co związał kościół (poprzez jego reprezentantów). Bóg obiecał działać poprzez głoszone Słowo i sprawowane sakramenty. Inaczej chrzest i Wieczerza Pańska byłyby rytuałami sprawowanymi z ludzkiej inwencji.
    5. Biblijne przykłady pokazują, że połowa chrztów to chrzty "domostw". Jaki procent w Twoim kościele to chrzty wszystkich domowników? (nikt nie mówi o "łapance").
    6. Bardzo się mylisz się mówiąc, że chrzest nie był środkiem włączenia do kościoła. Prócz wielu znaczeń ma w sobie również TO. Odróżniał tych, którzy byli częścią kościoła (a więc widzialnej społeczności Ludu Bożego) od tych, którzy byli poza nim. Zresztą podejrzewam, że również w Twoim kościele nie przyjmujecie na członków ludzi nieochrzczonych (jesteście więc "sakramentalistami" :)
    7. Masz rację - reformatorzy nie byli nieomylni. Możesz się nie zgadzać z Kalwinem i reformowanymi wyznaniami wiary. Wówczas nie mów jednak, że "reformowane podejście" jest Ci najbliższe. Z tego co piszesz - myślę, że bliżej Ci do anabaptystów.

    OdpowiedzUsuń
  35. Myślę, iż na tym etapie możemy zakończyć tę niekończącą się dyskusję, ponieważ odnoszę wrażenie, że mijamy się w zrozumieniu, i niech każdy z nas pozostanie przy swoim przekonaniu.

    OdpowiedzUsuń
  36. Jeszcze jedna dosyć istotna sprawa z mojej strony, która mi się nasunęła podczas dzisiejszego przeglądu wiadomości na internecie, a o jaką już wcześniej chciałem zapytać. Nie musisz odpowiadać publicznie w tym miejscu, ale najlepiej sam sobie odpowiedz... Co z tysiącami pogan niewolników na przestrzeni dziejów chrześcijaństwa, którzy zostali ochrzczeni wbrew swej woli, a mianowicie czy oni też zostali włączeni do Kościoła? Przykład żydowskiego chłopca Edgaro uprowadzonego z rozkazu samego papieża, a następnie ochrzczonego:- http://portalwiedzy.onet.pl/239518,2,1,0,galeria_media.html

    Mógłbym więcej w tym wątku napisać i odpowiedzieć na Twoje pytania i wątpliwości, ale niestety widzę, że dyskusja nie idzie tym torem co trzeba, więc jestem zmuszony zakończyć naszą dyskusję, i dziękuję za poświęcony mi czas.

    OdpowiedzUsuń
  37. Rozumiem. Może za trudne pytania zadałem. Sorry :-)

    Jeśli chodzi o 14 latka ochrzczonego wbrew swej woli to powiedziałbym, że w przypadku świadomych osób konieczne jest ich pragnienie (powinny być chrzczone jak w Biblii - na wyznanie wiary).

    W tej dyskusji mówimy jednak o niemowlętach.

    Pozwól, że zadam Ci podobne pytanie i nie musisz na nie tutaj odpowiadać: czy gdyby przymuszono do obrzezania w Starym Przymierzu 14 latka to czy jego obrzezanie byłoby ważne?

    Pamiętasz jakie było znaczenie tego znaku kiedy Bóg nadał je Abrahamowi i jego potomstwu?

    OdpowiedzUsuń
  38. Nie dlatego nie odpowiedziałem, że postawiłeś za trudne pytania, lecz dlatego, że nie poruszamy te sprawy co trzeba; przykładowo obecna dyskusja nie dotyczy tego czy należy chrzcić dzieci rodziców wierzących, a jednak ona zdaje się iść tym torem. W nadmiarze szczegółów gubi się najistotniejsze sprawy, i tak jest tym razem. Dodatkowo mało jest odwołań do samego Słowa Bożego, a wiele tu kwestii branych jest jedynie na logikę, ewentualnie są odwołania do życia codziennego chrześcijan, a przecież w ten sposób nie należy traktował Słowa, aby je naginać do naszego życia. Powinno być wręcz odwrotnie, bo to właśnie nasze życie powinno być dostosowane do treści Pisma. Faktem jest, że logicznych rozwiązań może być wiele, ale faktycznie tylko jedno odpowiada prawdzie, tj. takie rozwiązanie, które posiada mocne uzasadnienie w Piśmie. Bez obrazy, ale przywołani tu wcześniej ŚJ również wiele doktryn zbudowali jedynie w oparciu o logikę bez konkretnego odwołania do Słowa Boga, o czym świadczą ich pytania, jakie stawiają podczas dyskusji w rodzaju:- "Czy nie uważa pan za słuszne, że Bóg powinien postąpić tak, a nie inaczej...?"; itp. itd. Tego rodzaju przykłady można by mnożyć.
    Jeżeli chodzi o wspomniany tu przykład całych domów zasadniczo niczego pożytecznego nie wnosi do niniejszej dyskusji, ponieważ nie jest nigdzie powiedziane, że chrztu dostępowały również małe dzieci. To są jedynie domysły, a my powinniśmy opierać się na tym co jest napisane, a nie na tym czego w Piśmie Świętym nie ma.
    Kolejna sprawa, nakaz dany Apostołom odnośnie związywania pewnych spraw, odnosił się jedynie do nich samych, ponieważ był skierowany jedynie do nich żyjących w I wieku, a nie do duszpasterzy późniejszych wieków Kościoła. Chrystus wypowiedział znamienne słowa tylko do Apostołów, i taka była ich rola. Dzisiejsi pastorzy nie posiadają takiej władzy jak Apostołowie. Bynajmniej nie wierzę w sukcesję apostolską, ale to już całkiem inny temat.
    Natomiast jeżeli chodzi o kwestię obrzezania w ST, to dziecko, które jeszcze nie dostąpiło obrzezania, np. dziecko dwu-trzydniowe było już wtedy członkiem Izraela cielesnego, a samo obrzezanie jedynie pieczętowało jego członkostwo w ówczesnym Izraelu. Stosując tę analogię do duchowego Izraela należy podkreślić, że dziecko urodzone z rodziców będących członkami Izraela duchowego staje się nim automatycznie, ale nie za sprawą chrztu, ale właśnie za sprawą uświęcającej wiary rodziców, tak samo, jak dziecko niewierzących rodziców nie jest dzieckiem Izraela Nowego Przymierza, nawet w przypadku, gdy zostanie ono ochrzczone jedynie ze względu na tradycję.

    OdpowiedzUsuń
  39. Podsumowując powyższe, oraz wcześniejsze moje wpisy, czym też zamierzam zakończyć dyskusję, moi rodzice, którzy de facto nigdy nie byli członkami Izraela duchowego z racji braku wiary według biblijnej definicji, nie mogli dać mi we chrzcie (ani się do niego przyczynić) członkostwa w Izraelu Nowego Przymierza.

    OdpowiedzUsuń