czwartek, 9 grudnia 2010

Hojny Św. Mikołaj i "przezorna" Czarownica

Adwent jest radosnym okresem poprzedzającym Boże Narodzenie. Dni w roku liturgicznym takie jak Adwent, Święta uczą nas radości, wdzięczności, celebrowania Bożej dobroci w każdym aspekcie naszego życia. Oczywiście musimy się tego uczyć ponieważ w naturalny sposób na wiele spraw reagujemy gnuśnością, smutkiem, milczeniem. Brakuje nam tej uzewnętrznionej radości na co dzień.

W opowiadaniu C.S. Lewisa "Lew Czarownica i Stara Szafa" wśród strwożonych dzieci szukających Aslana pojawia się jadący na saniach Św. Mikołaj, który daje im wspaniałe prezenty i zapowiada rychłe zniszczenie zimy. Następnie udaje się w dalszą drogę ze słowami „Wesołych Świąt! Niech żyje prawdziwy Król!”

Myślę, że powinniśmy się tego uczyć. Bezinteresownie obdarowywać innych niosąc im radość. Jednak pamiętacie kto w opowiadaniu pojawia zaraz po Św. Mikołaju? Biała Czarownica! Przejeżdżając przez las w poszukiwaniu Zuzanny, Piotra i Łucji zatrzymuje sanie obok wiewiórek zajadających smakołyki od Św. Mikołaja. Pełna gniewu mówi: „Co ma znaczyć to obżarstwo, to marnotrawstwo czasu, to folgowanie swoim żądzom?”

Zauważcie tą "pełną zainteresowania" przezorność, "troskę" o ciała wiewiórek, opanowanie zmysłów, pożyteczne wykorzystanie czasu. W rzeczywistości oczywiście chodziło o wzbudzenie wyrzutów sumienia i ograbienie z radości.

Wiewiórki tymczasem nie robiły niczego niestosownego. Wręcz przeciwnie. Korzystały z wdzięcznością z darów od Św. Mikołaja, którymi je "ubłogosławił". W słowach Białej Czarownicy powinniśmy słyszeć echo różnych nabożnych "zamęciarzy", obrońców antykonsumpcyjnej wizji społeczeństwa i wszelkiej maści działaczy odwodzących od świątecznych zakupów w hipermarketach pokazujących obrazki głodnych dzieci w Afryce ("Ty się obżerasz, a Afrykańczycy nie mają co jeść!").

Myśląc jednak o istocie Świąt uczymy się Bożej ekstrawagancji, hojności, rozrzutności, Bożego nadmiaru. Bóg nie wie jak ma pozostawać ograniczony przez limity wyznaczane przez ludzi (szczególnie tych, którzy w ciągu całego roku nie za bardzo się Nim przejmują). Czy Bóg powołał nas do zbawienia aby udzielać nam jakieś limity swoich błogosławieństw? Oczywiście, że nie! Nie zrobił tego abyśmy uczyli się naśladować Jego, nie zaś diabła. Nie możemy naśladować hojności Św. Mikołaja zachowując się jak Białą Czarownica! „Co ma znaczyć to obżarstwo, to marnotrawstwo czasu, to folgowanie swoim żądzom?” Nie rzucaj tego oskarżeń! A już szczególnie w czasie Świąt!

Bóg chce abyśmy brali i cieszyli się Jego błogosławieństwami ponieważ On lubi dawać. Jednocześnie niech to wskazuje jakie powinno być nasze usposobienie. Nie bądźmy jak skąpa, zawistna, ascetyczna Biała Czarownica symbolizująca Diabła, ale jak hojny, bezinteresowny, radosny Św. Mikołaj symbolizujący Bożą hojność i obfitość.

3 komentarze:

  1. To dość dziwne, że pastor nie widzi w Afrykańczykach bliźniego i woli namawiać do bezsensownego (w większości) wydawania pieniędzy na niepotrzebne (w większości) rzeczy oraz do napychania brzuchów własnych ponad wszelkie granice normy bo akurat są święta a w Polsce tak świętujemy! No i do tego nieodzowny alkohol w dużej ilości, czyż nie?

    Mam niejasne wrażenie, że nieco inną postawę Jezusa przedstawiono w Biblii, ale mogę się mylić. Dawno nie czytałem. Na marginesie: Budda też byłby chyba tym wpisem mocno zaskoczony.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdzie napisałem, że Afrykańczycy nie są bliźnimi?! Oj, chyba nie zrozumiałeś wymowy tego wpisu.

    Więc krótko raz jeszcze: nie chodzi o odmawianie pomocy i hojności wobec Afrykańczyków. Chodzi o to, że wolno nam świętować w Boże Narodzenie bez poczucia winy, które próbujesz wywołać właśnie takimi stwierdzeniami. Brzmią bardzo podobnie do słów Białej Czarownicy: "„Co ma znaczyć to obżarstwo, to marnotrawstwo czasu, to folgowanie swoim żądzom?”

    Tak, Budda pewnie nie byłby zadowolony z tego, że ludzie cieszą się materią, nie kontemplują, nie medytują i jedzą mięso.

    Co innego Jezus! Jego z kolei nazywano "żarłokiem i pijakiem".

    OdpowiedzUsuń
  3. Buddyzm nie zakazuje jedzenia mięsa. Należy jedynie zadbać, by "mięso nie było zabite specjalnie dla nas". Czyli rosół z przydomowej kurki u babci na wsi jest "be", ale na porcji rosołowej z hipciomarketu już "cacy".
    Jak dla mnie śmierdzi hipokryzją jak podogonie skunksa.

    Ponadto jeden z nauczycieli buddyjskich na zapytanie dotyczące niezajmowanie się przez buddystów pomocą materialną odpowiedział coś takiego "tym zajmują się chrześcijanie i szacunek dla nich za to, ale my robimy coś ważniejszego - dążymy do osiągnięcia oświecenia by móc pomagać umysłom tych ludzi", więc to właśnie my chrześcijanie jesteśmy pomocą dla ubogich.

    OdpowiedzUsuń