środa, 8 grudnia 2010

Czy jesteś jak "faryzeusz" i "nauczyciel zakonu"?

"I stało się pewnego dnia, gdy nauczał, a siedzieli tam faryzeusze i nauczyciele zakonu, którzy przybyli ze wszystkich wiosek galilejskich i judzkich, i z Jerozolimy, a w nim była moc Pana ku uzdrawianiu (...)" - Ew. Łukasza 5:17

Spośród grona słuchaczy Jezusa Ewangelista Łukasz wyróżnia dwie grupy: faryzeuszy i nauczycieli zakonu. Z pewnością nie przyszli aby słuchać; raczej po to by szukać „haków”, sposobów na przyłapanie Jezusa na jakimś słowie.

Oczywiście również dziś zawsze się znajdą tego rodzaju "faryzeusze i nauczyciele zakonu": na wykładach, konferencjach, forach internetowych. Przychodzą nawet do kościoła i możemy być pewni, że nigdy nie powiedzą czego się nauczyli, czym zostali zachęceni. Dlatego? Ponieważ nie przychodzą by się nauczyć, zbudować, szukać zachęcenia, rozbudzać w sobie wdzięczność. To są dla nich najmniej interesujące rzeczy. Przychodzą by szukać powodów do narzekania. Chętnie podzielą się krytyką. To im przychodzi z ogromną łatwością.

Oczywiście, jeśli w coś się angażujemy możemy być pewni, że będziemy krytykowani przez tego typu ludzi. O wiele częściej niż ci, którzy nic nie robią. Tym, którzy nic nie robią można zarzucić niewiele rzeczy: np. że są leniwi, brakuje im ikry, ognia.

Tym, którzy się angażują można postawić o wiele więcej zarzutów: popełniają błędy, wykonują pracę w swoim tempie (a więc "za wolno"), nie są tak skuteczni jak powinni być itp.

Jeśli jesteśmy krytykowani to dobrze; to znaczy, że działamy. To znaczy, że jesteśmy zaangażowani. Wyciągajmy wnioski, jeśli jest to rzeczowa krytyka, ignorujmy jeśli jest to zwykłe „czepialstwo”, szukanie powodów do niezadowolenia, zawiść. Nie usłyszymy tego typu krytyki tylko w jednym przypadku – jeśli będziemy bierni.

Cały paradoks, ale i perfidia polega na tym, że ci, którzy wytaczają przeciwko nam najcięższe działa, są tymi, którzy najmniej robią. To nie są osoby, które mówią: Słuchaj, wiem, że się starasz, pozwól, że pomogę ci być jeszcze skuteczniejszym. Nie mówią także: Jestem strasznie zapracowany i zmęczony. Możesz się trochę bardziej postarać bo swoimi błędami spowalniasz mój wysiłek.

Często są to ludzie, których głównym zajęciem jest... krytyka. Pomyślcie ile konstruktywnych uwag w stronę Jezusa padło z ust uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie takowych! Wszystko są to pseudopobożne dyskusje, które mają jeden cel: znaleźć powód do oskarżenia Jezusa! Czy to zniechęcało naszego Pana? Bynajmniej!

Dla mnie osobiście bardzo często dowodem słuszności tego co robię są krytyczne uwagi tych, którzy... mi źle życzą, którzy nigdy lub prawie nigdy mnie nie wparli. To mnie bardzo zachęca do służby i utwierdza, że idę we właściwą stronę.

4 komentarze:

  1. Nie generalizowałbym zbytnio powyższego problemu.
    Należałoby zwrócić uwagę, że nieomylny Jezus Chrystus to nie jest omylny Paweł Bartosik, i ten drugi może błądzić, nawet w sprawach wiary, co przecież jest rzeczą ludzką, i co też powinno być zrozumiałe. Z drugiej strony, gdy ma się do czynienia z zatwardziałymi wyznawcami zasady sola Ecclesia, a ściślej powiedzenia Roma locuta causa finita, i żadne rzeczowe argumenty biblijne do nich nie przemawiają, więc w takich sytuacjach nie warto dalej rzucać pereł przed wieprze. Symptomatyczne jest, że ww. wyznawcy niemal na każdym kroku podważają biblijną zasadę sola Scriptura żądając na nią jednoznacznych dowodów, a gdy jakiś tam sobór ogłosi oficjalnie jakąś tam doktrynę, ewentualnie gdy papież przemówi ex cathedra, przyjmują oni dogmatycznie, czyli w sposób niemal bezkrytyczny, nie wnikając za bardzo, czy rzeczywiście dany dokument doktrynalny jest Słowem Bożym, czy też słowem ludzkim. Powyższe pokazuje, że dla nich autorytet ludzki ma pierwszorzędne znaczenie, a dopiero potem autorytet Boży.
    Osobiście sam niejednokrotnie w sprawach doktrynalnych błądziłem, lub czegoś nie rozumiałem należycie, i nierzadko dopiero po zwróceniu mi odpowiedniej uwagi postanawiałem sobie, że tę krytyczną uwagę rozpatrzę w stosownym czasie, co też często później czyniłem. Stąd też warto zwracać uwagę i rozróżniać, czy dana krytyka wynika z troski o poprawność biblijnych doktryn, czy też jest ona skutkiem zwyczajnej złośliwości ludzkiej wynikającej z nieczystych pobudek.

    p.s. Przypominam o pytaniu z niniejszego wątku:- http://pbartosik.blogspot.com/2010/11/wiezi-okreslaja-tozsamosc.html i proszę o krótką odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie odpisałem Ci w tamtym wątku. Mam nadzieję, że to będzie dla Ciebie pomocne. Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja rowniez dyskutowalam kiedys na protestanckim forum - kulturalnie wyjasnialam dlaczego jestem katoliczka i caly czas mnie krytykowano i zarzucano mi to i tamto i ta krytyka wlasnie utwierdzila mnie w przekonaniu, ze ide we wlasciwym kierunku.
    Tak moze napisac kazdy - swiadek Jehowy, satanista, terrorysta, ktory wchodzi na fora dla ludzi innego wyznania i tam! umiesza swoje! teksty.
    Czy krytyka to biblijy dowod na to, ze mamy racje?
    Kazdy! z nas moze postarac sie o to zeby byl krytykowany - wystarczy pojsc! do inaczej wyznajacych.
    Swiadkow Jehowy tez krytykuja i to im daje pewnosc, ze ida we wlasciwym kierunku.

    Niech Bog blogoslawi
    laura

    OdpowiedzUsuń
  4. Laura,

    Racja, krytyka nieprzyjaciół i narzekaczy to nie jest ostateczny dowód. Wspomniałem o tym w celu zachęty - by tego typu rzeczy nikogo nie zniechęcały do aktywności.

    Ostatecznym dowodem jest oczywiście zgodność z Biblią.

    OdpowiedzUsuń