sobota, 6 sierpnia 2011

Świat objawia naturę Boga

Pierwszy rozdział Biblii poucza nas, że Bóg stwarza niebo, świat, sklepienie jako jedną rzeczywistość, a następnie rozdziela ją. Oddziela wody nad sklepieniem od wód pod sklepieniem, oddziela wody od lądu,  światłość od ciemności, człowieka od reszty stworzenia. To pokazuje, że natura rzeczywistości jest taka jak natura Boga: jedność i rozróżnienie.

Ci, którzy wierzą w istnienie jednosobowego Boga muszą przyznać (chcąc być konsekwentnymi), że wszelkie rozróżnienia, wielość, różnorodność w świecie są Bogu obce ponieważ jest On wyłącznie jednoosobową "monadą" nie znającą rozróżnień ani wielości. Jest bogiem samotnym.

Natomiast ci, którzy wierzą w politeizm, a więc w wielobóstwo musieliby stwierdzić, że jakakolwiek jedność jest zła, liczy się indywidualizm, atomizacja, wszelkie struktury porządkujące, jednoczące ludzi – rodzina, państwo, stowarzyszenia, kościół są z gruntu złe ponieważ jedność jest pojęciem obcym Bogu.

Zatem Bóg stwarza świat, w tym człowieka jako mężczyznę i kobietę, w którym uwidoczniona jest Jego natura: jedność oraz wielość. Jedność i rozróżnienie. Taki jest Bóg, dlatego taka jest natura rzeczywistości. Gdyby Bóg nie był trójjedyny - świat nie wyglądałby tak jak wygląda.  cdn.

21 komentarzy:

  1. Pisze Pan:
    "To pokazuje, że natura rzeczywistości jest taka jak natura Boga: jedność i rozróżnienie."

    Każdy kto ma chociaż blade pojęcie o kategoriach wie, iż natura rzeczy stworzonych jest gatunkowa natomiast Boska numeryczna i w istocie stanowi to fundamentum divisionis pomiędzy naturą rzeczywistości stworzonej a bóstwem.

    "W twierdzeniu mówimy, że trzej posiadają jedną naturę Bożą i to w sposób liczbowy, a nie gatunkowo; w przeciwnym razie mielibyśmy trzech bogów (tryteizm), bo każdy z nich posiadałby swoją odrębną naturę, a pojęcie Boga oznaczałoby gatunek" Ks Wincenty Granat "Bóg Jeden w Trójcy Osób" Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1962, str. 329

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy kto ma chociaż blade pojęcie o kategoriach wie, iż natura rzeczy stworzonych jest gatunkowa natomiast Boska numeryczna i w i... bla bla bla ciach

    pisz Pan jaśniej - bo ludzie czytają.
    a jak Pan piszesz dla siebie i dla takich jak Pan co to to w Lublinie nosa z czytelni nie wystawiają - to po co? Pochwalić się?

    OdpowiedzUsuń
  3. Pytanie brzmi: czy stworzony świat mówi nam cokolwiek nt. Boga i objawia Jego naturę?

    Pismo Św. mówi, że zdecydowanie tak. Oczywiście bez Bożego objawienia nie wiedzielibyśmy o Trójcy Św. Niemniej jednak jak każda biblijna prawda, tak i ta nie pozostaje suchą, niepraktyczną doktryną.

    Ponieważ Bóg jest jednością i wielością dlatego te dwie kategorie powinny być jednakowo pożądane w świecie (w odpowiednim kontekście).

    Przyjęcie wiary w jednoosobową monadę wywyższa (bałwochwalczo) jedność, brak rozróżnień (patrz: panteizm, homoseksualizm, kolektywizm, komunizm) jako rzeczywistość ostateczną ponieważ taki jest Bóg antytrynitarzy (od wieczności sam).

    Tymczasem Bóg Biblii JEST miłością SAM W SOBIE (samo to zakłada wielość Osób w Jego istocie). Dlatego uczynił NAS na Swój obraz i podobieństwo - jako mężczyznę ORAZ kobietę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że to choć trochę wyjaśnia problem bo również dla mnie Twój wpis jest delikatnie mówiąc enigmatyczny.

    PS. Gratuluję ciekawej lektury ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Pytanie brzmi: czy stworzony świat mówi nam cokolwiek nt. Boga i objawia Jego naturę?"

    W swoim wpisie postawił Pan konkluzję mówiącą o tym, iż natura rzeczy stworzonych jest taka jak natura Boga co rzecz jasna jest błędne i nie do pogodzenia z istotą monoteizmu.
    Nie bardzo rozumiem co jest enigmatycznego w stwierdzeniu, że Bóg posiada naturę w sensie numerycznym zaś stworzenie w sensie gatunkowym? Dzięki temu m.in. termin człowiek orzekamy zarówno o poszczególnej jednostce jak i całym gatunku przy czym zwielokrotnionym osobom ludzkim zwielokrotniają się natury i każdy człowiek w sensie właściwym posiada swoja odrębna naturę względem innych osobników tego samego gatunku. I tak posiadamy jedną naturę w sensie gatunkowym, jednakże nie w sensie liczbowym co dosyć jasno wyjaśnił Ks. Wincenty Granat.


    "Przyjęcie wiary w jednoosobową monadę wywyższa (bałwochwalczo) jedność, brak rozróżnień (patrz: panteizm, homoseksualizm, kolektywizm, komunizm) jako rzeczywistość ostateczną ponieważ taki jest Bóg antytrynitarzy (od wieczności sam)."

    Tak po prawdzie to istotą trynitaryzmu są trzy hipostazy partycypujące w jednej numerycznie substancji zatem kolektywizm czy komunizm ;-) gdyby ktoś chciał szukać tak absurdalnych odniesień raczej upatrywałby w trynitaryzmie aniżeli unitarianizmie. A ponadto wcisnąłby tutaj jeszcze różne zaburzenia dysocjacyjne typu osobowość wieloraka, rozdwojenie jaźni czy osobowość naprzemienna. Proponuję skoncentrować się na poważnej krytyce filozoficznej unitarianizmu.


    "Tymczasem Bóg Biblii JEST miłością SAM W SOBIE (samo to zakłada wielość Osób w Jego istocie).

    W żaden sposób to, iż Bóg jest miłością nie implikuje wielości osób. Bóg jest bytem absolutnie doskonałym i taka jest też jego miłość, nie ma w niej miejsca na egoizm, albowiem egoizm jest pewnym brakiem i przejawem niedoskonałości, natomiast w Tym, Który Jest absolutnie doskonały nie ma mowy o jakimkolwiek braku, On już nie może niczego zyskać co uczyniłoby Go bardziej doskonałym. Ilość osób nie ma tutaj żadnego znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. W swoim wpisie postawił Pan konkluzję mówiącą o tym, iż natura rzeczy stworzonych jest taka jak natura Boga..

    Ma Pan problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Widzi Pan w tekście to co chce, aby podpasywać to do Pana teoretycznej mądrości z biblioteki w Lublinie. Nikt nie mówi o tym, że natura człowieka jest "taka jak" natura Boga. Natomiast natura stworzenia podpowiada nam jaki jest Bóg. To tak jak obraz artysty zdradza po trosze jego wnętrze, świat emocjonalny, charakter, temperament. Czyli stworzenie objawia nam naturę stwórcy - nie ma w takim rozumowaniu żadnego błędu.

    Nie bardzo rozumiem co jest enigmatycznego w stwierdzeniu..

    owszem, jest to bardzo enigmatyczne. Natura w sensie numerycznym ... dziwoląg jakich mało. A mówi Pan to z takim przekonaniem - jakby dotknął Pan Boga lewą ręką i wie, że jego natura jest numeryczna - cokolwiek to znaczy.

    ...I tak posiadamy jedną naturę w sensie gatunkowym, jednakże nie w sensie liczbowym co dosyć jasno wyjaśnił..

    co to ma do rzeczy? Każdy człowiek jest inny, ale każdy jest człowiekiem - oczywista oczywistość nic nie wnosząca do tematu poruszonego przez autora, który uchwycił sedno - człowiek stworzony jako mężczyzna i kobieta (pomijam inne gatunki - chodzi o koronę stworzenia) - opis jakościowy a nie ilościowy - nie ma potrzeby wplatać tu rozróżnienia miliardów ludzi żyjących na Ziemi.

    Tak po prawdzie to istotą trynitaryzmu są trzy hipostazy partycypujące w jednej numerycznie substancji zatem kolektywizm czy komunizm

    raczej społeczność w relacji. Komunizm i kolektywizm to stłamszenie potrzeb poszczególnych jednostek na rzecz nieokreślonego ciała społecznego - próba stworzenia sztucznej jedności, która w rzeczywistości nie istnieje..to sztuczny twór - system, który kuleje na każdą nogę, nie działa prawidłowo. Bóg w Trójcy to relacja, w której podkreślana jest każda z Osób - Bóg jednoosobowy w świetle Biblii to właśnie komunizm - bardzo trafne spostrzeżenie pastora - sztuczne zlepienie wyraźnie przedstawionych Osób i próba ulepienia jednej postaci.

    gdyby ktoś chciał szukać tak absurdalnych odniesień raczej upatrywałby w trynitaryzmie aniżeli unitarianizmie.

    nic bardziej mylnego.

    A ponadto wcisnąłby tutaj jeszcze różne zaburzenia dysocjacyjne typu osobowość wieloraka..

    tak właśnie wygląda bóg unitarianizmu - aktor zmieniający role, mówiący do siebie samego patrząc w górę.

    Proponuję skoncentrować się na poważnej krytyce filozoficznej unitarianizmu.

    to nie ma co krytykować - to się nie broni w kontekście Biblii, a filozofować na ten temat można sobie jak ktoś to lubi. Apostołowie wyraźnie podkreślali trzy osoby Boga, mieli prostą i czystą wiarę, znali Jezusa, znali Ducha, który przyszedł, gdy Jezus odszedł, znali Ojca, którego objawił im Jezus w sensie Jego natury/charakteru a zwłaszcza miłości. Potem ludzie zaczęli kombinować i zlepili Ojca Syna i Ducha w jedną osobę, żeby łatwiej było pojąć, że Bóg jest jeden.

    cdn

    OdpowiedzUsuń
  7. W żaden sposób to, iż Bóg jest miłością nie implikuje wielości osób. Bóg jest bytem absolutnie doskonałym i taka jest też jego miłość,.... Ilość osób nie ma tutaj żadnego znaczenia.

    i to jest właśnie filozofowanie w oderwaniu od tematu, odpłynięcie na fali myśli i brzegu nie widać..
    Biblia nas uczy, że miłość, którą Bóg nam dał, której nas uczy, pokazuje i którą chce widzieć w człowieku w praktyce - to ta sama miłość, którą On dysponuje. To, że my jesteśmy w miłości nie doskonali, a On jest - to inna sprawa, jednakże miłość ta sama - bo pochodzi od Niego. Dlatego też Biblia nie używa innego terminu na miłość Boga i miłość ludzi. Jeśli więc miłość jest skierowana od człowieka na zewnątrz (po pierwsze na Boga, po drugie na innego człowieka) - bo tak uczy Biblia - to oznacza, że u Boga też jest ona objawiona w relacji. Skoro człowiek powstał w czasie (nie był od zawsze) - a tym bardziej, skoro człowiek nie może stanowić spełnienia potrzeby do kochania dla Boga - to fakt ten implikuje, że miłość, która jest w Bogu, skierowana jest na Osoby w idealnej relacji Ojca Syna i Ducha. Oczywiście nie wiedzielibyśmy tego, gdyby Bóg nam tego nie objawił w swoim słowie - ale objawił i zabawa w gdyby babcia miała wąsy jest zbyteczna.

    Nie rozumiem, po co całe to wykrzywianie prostej nauki. Teologowie, których Pan tutaj reprezentuje jak widać zamiast skoncentrować się na przybliżaniu Boga ludziom - postanowili odciąć cumę i podryfować w swoich mądrych - jak Pan to ujął - poważnych rozważaniach i krytyce na otwarty ocean ludzkiego umysłu. A dostęp do tych mądrości mają tylko im podobni, a więc wybrańcy. Tekst pastora jest jasny w przekazie, mówi to o czym mówi Biblia - o Ojcu Synu i Duchu, którzy stanowią to co nazywamy Bogiem, podkreślając ich miłość wzajemną i miłość do ludzi. A te wszystkie książki co to po sześćset stron mają - kto czyta? Dla kogo one są? Dla "naukowców" z KULu - ewangelię Jezus przyniósł ludziom o Ojcu w niebie - o Jezusie Jego synu i o Duchu pocieszycielu działającym wśród ludzi w dniach, kiedy On (Jezus) będzie w Niebie z Ojcem.
    Ale doktoraty powstają i nauka się kręci i możemy cytować 329 stronę z 1962r. Za pastorem - gratuluję lektury i podziwiam wytrwałość w studiowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  8. anonimowy,

    Bardzo trafna odpowiedź. Bóg unitarianizmu to samotny kawaler, którego najdoskonalszym odzwierciedleniem na ziemi jest... celibatariusz. Człowiek żyjący w bliskiej, intymnej więzi z drugim człowiekiem jest zaprzeczeniem tego jaki (od wieczności) jest samotny "Bóg" unitariański (i faryzeuszy).

    Tymczasem Pismo Św. uczy zupełnie czegoś innego. Człowiek BEZ społeczności z drugim człowiekiem nie jest w stanie być obrazem Boga ponieważ Bóg jest SPOŁECZNOŚCIĄ Trzech Osób. Jedną informacją nt. tego co to znaczy być obrazem Boga wg Rdz 1:27 to być stworzonym jako "mężczyzna ORAZ kobieta". WSPÓLNIE w najpełniejszy sposób stanowią Boży obraz.

    Bóg unitarianizmu to samotna monada, która nie może być nazywana "miłością" ponieważ miłość jest ukierunkowana na zewnątrz, na inną osobę (osoby). Zatem owa jednoosobowa monada stwarzając człowieka i wylewając na niego miłość uczyniła coś co nie należy co jej natury (sic!), postanowiła zmienić się w czasie i wylać swoją miłość na drugą osobę!

    OdpowiedzUsuń
  9. "Taki jest Bóg, dlatego taka jest natura rzeczywistości. "

    Nie kolego. Ty to tak oceniasz, nie jest to prawda absolutna.

    Moja prawda jest inna: nie ma Boga i dlatego taka jest natura rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  10. "Taki jest Bóg, dlatego taka jest natura rzeczywistości. "

    Nie kolego. Ty to tak oceniasz, nie jest to prawda absolutna.

    Moja prawda jest inna: nie ma Boga i dlatego taka jest natura rzeczywistości.


    Trafiłeś w sedno. Dla Ciebie Boga nie ma. Tam gdzie będziesz spędzał wieczność też go nie będzie, ale nie musi Cię to martwić, skoro teraz nie martwi - wtedy może też nie będzie, choć kto to wie. A propos - jaka jest natura rzeczywistości dla Ciebie?

    OdpowiedzUsuń
  11. Fizyka, chemia, biologia. To co widać. A widać m.in. że jesteśmy potomkami małp - z mocno wyrośniętym mózgiem. I pięknie wychodzi nam tworzenie ciągle nowych religii i stwarzanie bóstw.

    OdpowiedzUsuń
  12. "Ma Pan problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Widzi Pan w tekście to co chce, aby podpasywać to do Pana teoretycznej mądrości z biblioteki w Lublinie."

    Pomijam te personalne docinki, gdyż świadczą o pańskiej kulturze osobistej.

    "Nikt nie mówi o tym, że natura człowieka jest "taka jak" natura Boga. Natomiast natura stworzenia podpowiada nam jaki jest Bóg. To tak jak obraz artysty zdradza po trosze jego wnętrze, świat emocjonalny, charakter, temperament. Czyli stworzenie objawia nam naturę stwórcy - nie ma w takim rozumowaniu żadnego błędu."

    Nie wiem z kim Pan polemizuje. Ja natomiast odnosiłem się do treści wpisu pastora: "natura rzeczywistości jest taka jak natura Boga: jedność i rozróżnienie" świat emocjonalny, charakter i temperament nie jest naturą! Zatem radzę się zapoznać z terminem "natura".

    "owszem, jest to bardzo enigmatyczne. Natura w sensie numerycznym ... dziwoląg jakich mało. A mówi Pan to z takim przekonaniem - jakby dotknął Pan Boga lewą ręką i wie, że jego natura jest numeryczna - cokolwiek to znaczy."

    Wynika to explicite z Pisma świętego nie jest moją winą, że rzuca Pan kamieniami na książki i pobiera się do komentowania zagadnień o których nie posiada zielonego pojęcia. Z tego, że wszyscy mówimy prozą też niewielu sobie zdaje sprawę choć żeby to wiedzieć należy posiadać elementarną wiedzę zakresu języków literackich.
    "co to ma do rzeczy? Każdy człowiek jest inny, ale każdy jest człowiekiem - oczywista oczywistość nic nie wnosząca do tematu poruszonego przez autora, który uchwycił sedno - człowiek stworzony jako mężczyzna i kobieta (pomijam inne gatunki - chodzi o koronę stworzenia) - opis jakościowy a nie ilościowy"

    Nasze podobieństwo nie wynika z podobieństwa ontologicznego, lecz obdarowania nas pierwiastkiem wolności i poznania dobra oraz zła.



    "Bóg jednoosobowy w świetle Biblii to właśnie komunizm - bardzo trafne spostrzeżenie pastora - sztuczne zlepienie wyraźnie przedstawionych Osób i próba ulepienia jednej postaci."

    Uwzględniając etymologię terminu komunizm, który pochodzi od łacińskiego przymiotnika communis – wspólny w przypadku jednej hipostazy nie ma mowy o jakimkolwiek komunizmie właściwszym byłoby raczej odniesienie do monarchizmu.


    "tak właśnie wygląda bóg unitarianizmu - aktor zmieniający role, mówiący do siebie samego patrząc w górę."

    Nie posiadam zdolności profetycznych i nie jestem w stanie czytać Panu w myślach mógłby Pan operować na jakichś konkretnych przykładach?



    "to nie ma co krytykować - to się nie broni w kontekście Biblii, a filozofować na ten temat można sobie jak ktoś to lubi."

    Mniemania ludzie mają różne jedni mniemają, że kisiel malinowy jest lepszy aniżeli truskawkowy inni zaś w inny sposób dogadzają podniebieniu taką mniej więcej wartość ma Pański wywód.

    "Apostołowie wyraźnie podkreślali trzy osoby Boga, mieli prostą i czystą wiarę, znali Jezusa, znali Ducha, który przyszedł, gdy Jezus odszedł, znali Ojca, którego objawił im Jezus w sensie Jego natury/charakteru a zwłaszcza miłości. Potem ludzie zaczęli kombinować i zlepili Ojca Syna i Ducha w jedną osobę, żeby łatwiej było pojąć, że Bóg jest jeden."

    Było zgoła inaczej Bóg Abrahama Izaaka i Jakuba objawił się jako absolutna monada natomiast w okresie neofityzmu pogańskiego zaczęto różnie interpretować teksty apostolskie trynitaryzm był raczej próbą pogodzenia absolutnego monoteizmu hebrajskiego z politeistycznymi ciągotami nowo nawróconych pogan.


    "i to jest właśnie filozofowanie w oderwaniu od tematu, odpłynięcie na fali myśli i brzegu nie widać.."

    I to jest właśnie nadrabianie mina, gdy nie jest się w stanie w sposób rzeczowy odpowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  13. CD.
    "Dlatego też Biblia nie używa innego terminu na miłość Boga i miłość ludzi. Jeśli więc miłość jest skierowana od człowieka na zewnątrz (po pierwsze na Boga, po drugie na innego człowieka) - bo tak uczy Biblia - to oznacza, że u Boga też jest ona objawiona w relacji. Skoro człowiek powstał w czasie (nie był od zawsze) - a tym bardziej, skoro człowiek nie może stanowić spełnienia potrzeby do kochania dla Boga - to fakt ten implikuje, że miłość, która jest w Bogu, skierowana jest na Osoby w idealnej relacji Ojca Syna i Ducha. Oczywiście nie wiedzielibyśmy tego, gdyby Bóg nam tego nie objawił w swoim słowie - ale objawił i zabawa w gdyby babcia miała wąsy jest zbyteczna."

    Zatem miłość w obrębie tego samego Bóstwa jest relacją do wewnątrz nie zaś skierowaną na zewnątrz i w istocie takie Bóstwo w dalszym ciągu kocha siebie samego. Nie ma zatem żadnego znaczenia ile osób jest w Bogu.


    "Nie rozumiem, po co całe to wykrzywianie prostej nauki. Teologowie, których Pan tutaj reprezentuje jak widać zamiast skoncentrować się na przybliżaniu Boga ludziom - postanowili odciąć cumę i podryfować w swoich mądrych - jak Pan to ujął - poważnych rozważaniach i krytyce na otwarty ocean ludzkiego umysłu. A dostęp do tych mądrości mają tylko im podobni, a więc wybrańcy."

    Biblioteki i uniwersytety stoją otworem nie twierdzę, że każdy musi oddawać sie studiom teologicznym czy filozoficznym etc. Pańska postawa jest przykładem na to, iż brak elementarnej znajomości zasad hermeneutycznych nadrabiany fideizmem do niczego konstruktywnego nie prowadzi.

    "Tekst pastora jest jasny w przekazie, mówi to o czym mówi Biblia - o Ojcu Synu i Duchu, którzy stanowią to co nazywamy Bogiem, podkreślając ich miłość wzajemną i miłość do ludzi."

    W Pana mniemaniu ja to szanuję i przyjmuję do wiadomości, że są ludzie którzy w ten sposób to rozumieją.


    "A te wszystkie książki co to po sześćset stron mają - kto czyta? Dla kogo one są? Dla "naukowców" z KULu - ewangelię Jezus przyniósł ludziom o Ojcu w niebie - o Jezusie Jego synu i o Duchu pocieszycielu działającym wśród ludzi w dniach, kiedy On (Jezus) będzie w Niebie z Ojcem. Ale doktoraty powstają i nauka się kręci i możemy cytować 329 stronę z 1962r. Za pastorem - gratuluję lektury i podziwiam wytrwałość w studiowaniu."

    Cóż Pański wybór skoro blogowe wynurzenia pastora są dla Pana autorytatywne. Zdecydowanie wolę czynić użytek z Bożego daru jakim jest przyrodzony rozum ludzki i w "rozumieniu stawać się dojrzałym" 1 Kor 14.20


    "Bardzo trafna odpowiedź. Bóg unitarianizmu to samotny kawaler, którego najdoskonalszym odzwierciedleniem na ziemi jest... celibatariusz. Człowiek żyjący w bliskiej, intymnej więzi z drugim człowiekiem jest zaprzeczeniem tego jaki (od wieczności) jest samotny "Bóg" unitariański (i faryzeuszy)."

    Bóg jest bytem absolutnie doskonałym natomiast pańska próba antropomorfizowania Boga poprzez projektowanie w Niego ludzkich potrzeb czyni z Trójcy świętej byt niedoskonały.

    OdpowiedzUsuń
  14. CD
    "Jedną informacją nt. tego co to znaczy być obrazem Boga wg Rdz 1:27 to być stworzonym jako "mężczyzna ORAZ kobieta". WSPÓLNIE w najpełniejszy sposób stanowią Boży obraz."

    Pastor spojrzy na werset 26 gdzie Elohim tworząc człowieka mówi niechaj panuje w czym wyraża się podobieństwo do Elohim który to rzeczownik w języku hebrajskim jest opisem władzy dostojeństwa i panowania skąd często proroków, sędziów, królów czy aniołów tym terminem okreslano.

    "Bóg unitarianizmu to samotna monada, która nie może być nazywana "miłością" ponieważ miłość jest ukierunkowana na zewnątrz, na inną osobę (osoby)."

    Szanowny Pastorze miłość w obrębie Trójcy świętej jest określana w teologii ortodoksyjnej jako actio ad intra i nie jest skierowana na zewnątrz!!! W istocie taki Bóg miłuje zawsze samego siebie w sposób absolutny.

    "Zatem owa jednoosobowa monada stwarzając człowieka i wylewając na niego miłość uczyniła coś co nie należy co jej natury (sic!), postanowiła zmienić się w czasie i wylać swoją miłość na drugą osobę!"

    I znów faux pas mamy tutaj do czynienia z actio and extra co nie ma wpływu na zmianę natury Boga tak jak dzieło stworzenia Bóg z niestwarzającego stał się stwórcą co jednak nie dokonało żadnej zmiany w Jego substancji.

    OdpowiedzUsuń
  15. Fizyka, chemia, biologia. To co widać.

    widzę, że do podobnych szkół chodziliśmy. Tak, nauki przyrodnicze dają nam opis świata materialnego, jak on funkcjonuje, jak wyglądają procesy w nim zachodzące. Nie odpowiadają natomiast na pytania o sens, dlaczego istniejemy, jaki jest nasz początek, gdzie zmierzamy. A te pytania pojawiają się w ludzkich głowach, przynajmniej w niektórych. Nie znam naukowego wyjaśnienia tego czym jest życie, nie czytałem, aby ktoś je stworzył w laboratorium.

    A widać m.in. że jesteśmy potomkami małp - z mocno wyrośniętym mózgiem.

    to tylko mózgiem się różnisz od małpy? że jest większy? bardziej wyrośnięty? A skąd wiesz, że to co widzisz to prawda ostateczna? A może się mylisz, a może oceniłeś pozory i uznałeś je za prawdę? Może kiedyś się dowiesz, że podobieństwo jest wynikiem innego procesu niż ewolucja?

    I pięknie wychodzi nam tworzenie ciągle nowych religii i stwarzanie bóstw.

    Bo widzisz kolego, ludzie egzystują nie tylko w mechanistycznym materialnym świecie, ale jest również świat niematerialny, świat idei, ocieramy się o odczucia i emocje, myślimy kategoriami abstrakcyjnymi - niestety nie tylko - jak to ująłeś - to co widać.

    OdpowiedzUsuń
  16. @;-)

    Pomijam te personalne docinki, gdyż świadczą o pańskiej kulturze osobistej.

    nie rozumiem, czemu się Pan uraża, przecież Pan również w swoich wypowiedziach robi osobiste docinki. Podwójne standardy? W każdym razie przepraszam.

    Wyjaśniłem Panu co miałem na myśli mówiąc o trafności porównania użytego przez pastora (komunizm) a Pan mi mówi o etymologii słowa.

    Zatem miłość w obrębie tego samego Bóstwa jest relacją do wewnątrz nie zaś skierowaną na zewnątrz i w istocie takie Bóstwo w dalszym ciągu kocha siebie samego. Nie ma zatem żadnego znaczenia ile osób jest w Bogu.


    Nie ma tu żadnej sprzeczności. Relację "na zewnątrz" przypisałem Osobom w obrębie Bóstwa. Więc każda Osoba kocha dwie pozostałe - relacja na zewnątrz, choć w obrębie Bóstwa. O tym mówi Biblia, że Ojciec kocha Syna, a Syn Ojca. Musi Pan tylko przyjąć, że układem odniesienia jest Bóstwo, a na zewnątrz nic nie ma - wtedy łatwiej wyobrazić sobie te relacje. Teraz gdy istnieje świat, miłość wylała się na stworzenie.

    Nie posiadam zdolności profetycznych i nie jestem w stanie czytać Panu w myślach mógłby Pan operować na jakichś konkretnych przykładach?

    Chodzi mi o modlitwy Jezusa do Ojca i głos z nieba mówiący do Jezusa. Jezus wołający na krzyżu zdaje się mówić do innej osoby.

    Mówi Pan, że drzwi biblioteki stoją otwarte. Proszę powiedzieć mi ile pozycji w tych bibliotekach znajdę? 10, 100, a może tysiące? Właśnie o to mi chodzi, że powstaje tych dzieł tysiące, wszystkie napisane w extra mądrym języku i z pewnością są wysublimowane (to nie sarkazm). Tylko widzi Pan, ludzie mają prace, dzieci, hobby i gdyby poziom życia z Bogiem (jakość tej relacji) miał zależeć od tego jak się rozumie numeryczną naturę Boga wg pozycji nr 1539 z roku 1962 to byłoby smutno. Natomiast w Pana wypowiedziach jest sporo pychy z powodu swojej wiedzy - a interpretacje pastora Pawła nazywa Pan wynurzeniami. Na prawdę współczuję i nie zazdroszczę przeczytanych książek, choć szanuję, że uczynił Pan z tego jeden z głównych celów swojego życia.

    OdpowiedzUsuń
  17. "Pytanie brzmi: czy stworzony świat mówi nam cokolwiek nt. Boga i objawia Jego naturę?"

    W swoim wpisie postawił Pan konkluzję mówiącą o tym, iż natura rzeczy stworzonych jest taka jak natura Boga co rzecz jasna jest błędne i nie do pogodzenia z istotą monoteizmu.


    Polemizuję z Panem. Źle Pan odczytał wpis pastora. On nie postawił takiej konkluzji, nawet jeśli użył takiego zwrotu to kontekst, którym rozjaśnił takie przyrównanie jasno wskazuje na to, że nie zrównuje on natury stworzenia i Stwórcy - co Pan mu zarzucił. Pan to podkreślił, jak mniemam po to, żeby od razu móc podważyć sensowność całego pastora wpisu. Ale nie ważne, to tylko szczegół, który chciałem wyjaśnić na zakończenie.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. "Wyjaśniłem Panu co miałem na myśli mówiąc o trafności porównania użytego przez pastora (komunizm) a Pan mi mówi o etymologii słowa."
    Komunizm z definicji implikuje wielość w przypadku jednej hipostazy nie ma mowy o wielości zatem przykład jest nieadekwatny.

    "Nie ma tu żadnej sprzeczności. Relację "na zewnątrz" przypisałem Osobom w obrębie Bóstwa. Więc każda Osoba kocha dwie pozostałe - relacja na zewnątrz, choć w obrębie Bóstwa. O tym mówi Biblia, że Ojciec kocha Syna, a Syn Ojca. Musi Pan tylko przyjąć, że układem odniesienia jest Bóstwo, a na zewnątrz nic nie ma - wtedy łatwiej wyobrazić sobie te relacje. Teraz gdy istnieje świat, miłość wylała się na stworzenie."
    Ja to rozumiem dlatego uważam cały ten "problem" poruszony przez pastora za sztuczny albowiem punktem odniesienia jest JEDNO BÓSTWO czy to w rozumieniu unitariańskim czy trynitarnym i owo jedno Bóstwo zawsze miłuje samego siebie miłością absolutną! Owa miłość jest pozbawiona egoizmu albowiem najwyższa dobroć jaką jest Bóg nie może posiadać jakiegokolwiek braku a egoizm jest brakiem.
    `
    "Chodzi mi o modlitwy Jezusa do Ojca i głos z nieba mówiący do Jezusa. Jezus wołający na krzyżu zdaje się mówić do innej osoby."
    Owszem tylko dla unitarian Jezus nie jest boską hipostazą, lecz osobą ludzką Chrystusem, Synem Boga człowiekiem z krwi i kości we wszystkim poza grzechem nam podobnym wzbudzonym z martwych uczynionym Panem i posadzonym po prawicy Boga. Problem stoi raczej przed ortodoksją jak wyjaśnić fakt, iż Chrystus jest jednocześnie prawdziwym człowiekiem a jedynie boską hipostazą skoro wszyscy prawdziwi ludzie są ludzkimi hipostazami (czy można być prawdziwym człowiekiem nie mając ludzkiej hipostazy?). Po drugie działania w sensie właściwym przypisujemy osobom nie zaś naturom, zatem Jezus modląc się na krzyżu modlił się jako osoba Boska do innej osoby Boskiej co jest niedorzeczne etc... tym się zatem zajmuje teologia i nikt nie zmusza przeciętnego Kowalskiego do dywagacji i spekulacji na temat owych zagadnień. Cały dogmat trynitarny w dużej mierze oparty jest na filozofii spekulatywnej a nie na objawieniu explicite.

    "Tylko widzi Pan, ludzie mają prace, dzieci, hobby i gdyby poziom życia z Bogiem (jakość tej relacji) miał zależeć od tego jak się rozumie numeryczną naturę Boga wg pozycji nr 1539 z roku 1962 to byłoby smutno. Natomiast w Pana wypowiedziach jest sporo pychy z powodu swojej wiedzy - a interpretacje pastora Pawła nazywa Pan wynurzeniami. Na prawdę współczuję i nie zazdroszczę przeczytanych książek, choć szanuję, że uczynił Pan z tego jeden z głównych celów swojego życia."
    Niestety dostrzegam w Pańskich oraz pastora wypowiedziach dyskredytację wynikającą z uprzedzeń a niewiele merytorycznych argumentów za koncepcją trynitarną

    OdpowiedzUsuń
  19. Tylko Potwierdza Pan moje przekonanie o tym, jak bardzo oddalacie prosty przekaz Biblii od przeciętnego Kowalskiego, którego ja osobiście reprezentuje - będąc zwykłym człowiekiem, chcącym żyć z Bogiem w prostocie wiary.

    Źle Pan odczytuje mój stosunek do wiedzy i korzystania z rozumu. W rzeczy samej, jest zupełnie odwrotnie. Wywarł Pan takie wrażenie dlatego, że z moich wypowiedzi bije awersja do Pana stylu stawania się dojrzałym - jak Pan to określił. Dla mnie mądry i dojrzały człowiek mający wiedzę dzieli się nią w taki sposób, aby nie zrażać i nie zniechęcać słuchaczy. W mojej dziedzinie, jak prezentuje się równanie, które zawiera wiele zmiennych i stałych, a ciężko jest krótko je scharakteryzować podczas prezentacji - wówczas takiego równania się nie pokazuje - bo wprowadza zamęt i nic nie przybliża, a oddala. To tylko przykład, ale tak właśnie postrzegam styl Pana wypowiedzi. Sformułowania w stylu: każdy, kto choć trochę wie/rozumie, czy cytaty w języku obcym bez tłumaczenia, czy operowanie terminami, które należą do wąskiej specjalności - bez zwięzłego zdefiniowania ich - świadczą o tym, że nie szanuje Pan czytających. Powołuje się Pan ponadto na źródła o wąskim zasięgu, przytacza Pan definicje, które są niewiadomego pochodzenia, czytający nie wie, czy jest to definicja bezsprzecznie akceptowana i stosowana, czy są alternatywne, kto ją sformułował...Chce sprawić Pan wrażenie człowieka dojrzałego, ale tak naprawdę skutek jest odwrotny.

    Konkludując używa Pan zwrotów, że jest Pan zażenowany poziomem wiedzy, że dyskutanci nie mają pojęcia itd. To wszystko składa się na obraz człowieka pysznego.

    Ja osobiście szanuję to, że Pan uprawia filozofię i połyka książki z tej tematyki. Ale nie wszyscy uważają teologię za naukę niezbędną do tego, aby żyć z Bogiem w bliskiej relacji. Ja nie muszę rozumieć trójcy. Akceptuję to co czytam w Biblii, że Jezus jest Synem Bożym i razem z Ojcem i Duchem Świętym w jakiś sposób stanowią Bóstwo. Apostoł Tomasz powiedział Pan mój i Bóg mój i ja mówię to samo. Może Pan spędzać życie na rozwiązywaniu sprzeczności i dowodzeniu jaki Bóg jest a jaki nie, Pański wybór. Ale Pana wpisy pokazują, że nie szanuje Pan tych, którzy nie chcą stosować zasad sformułowanych po łacinie i to mnie smuci. Ja nie czuję się głupszy od Pana, bo w dziedzinie, którą uprawiam Pan chodziłby jak pijane dziecko we mgle - tak jak i ja w Pańskiej. I nie chcę Panu wykazać, że jest inaczej. Broniąc wpisu pastora Pawła mam na celu stanąć przeciwko rozsiewaniu wrażenia, że protestanccy pastorzy są w jakikolwiek sposób gorszymi pasterzami z racji tego, że nie czytają zasobów bibliotek z KULu - a Pan takie wrażenie na blogu pastora pozostawia.

    Niestety dostrzegam w Pańskich oraz pastora wypowiedziach dyskredytację wynikającą z uprzedzeń a niewiele merytorycznych argumentów za koncepcją trynitarną

    Myślę, że jasno wyłożyłem - do czego wykazuję uprzedzenie. Merytoryczne argumenty za postrzeganiem Boga jako Ojca Syna i Ducha widzę w treści Biblii. Nie umiem ich ubrać w ładną filozoficzną mowę i przetłumaczyć na język łaciński, ale przekonanie to daje mi dużo w moim życiu z Bogiem - znam Jezusa czyli Syna, wiem, że z nim w niebie jest Ojciec (który jest teraz również moim ojcem) i wiem, że tu na ziemi w jakiś dziwny sposób pomaga mi Duch Święty, pocieszyciel. W Pana oczach to śmieszna głupia i naiwna wiara, bo nie bazuje na dorobku naukowym i dlatego Pan gardzi taką prostolinijną wiarą i ok, ja Panu nie zazdroszczę wiedzy, Pan mi nie zazdrości niewiedzy (oczywiście mówię o wiedzy z dziedziny teologii i filozofii). Pan jest zażenowany niewiedzą, ja jestem zażenowany traktowaniem z góry czytelników pańskich dyskusji.

    Wiem, ze moje odpowiedzi były w pewnym sensie bezczelne (pierwsza odpowiedź na Pana wpis) i chcę za to Pana przeprosić - ma Pan prawo do takiego wyrażania swojej krytyki - ale z całym przekonaniem pozostaję w pewności, że jest to styl nie godny naśladowania.

    z mojej strony to koniec,
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Otóż również chciałbym przeprosić za napuszony styl i bynajmniej moim zamiarem nie było chwalenie się ile i jakie książki przeczytałem, lecz odnosiłem się tylko i wyłącznie do wpisu pastora. Niestety etnocentryzm czasem nie pozwala nam spojrzeć w szerszej perspektywie i zapominamy, że po drugiej stronie kabla również jest człowiek ze swoja wrażliwością, dlatego również przepraszam za wyrządzona przykrość.
    Nie pojawiłem się tutaj jako nauczyciel, ponieważ brak mi zarówno talentu dydaktycznego jak również akademicka gorliwość często przynosi skutek odwrotny od zamierzonego mam świadomość, że jest to moja pięta Achillesowa i niestety czasem próbując uniknąć Charybdy wpadam na przysłowiową Scyllę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. do :-)

    Na tym blogu są wpisy, które jak się czyta to tak jakby żabę na surowo przełknąć, ale są i takie, które cieszą, inspirują, zmuszają do myślenia. Ostatni Pana wpis sprawia, że robi się ciepło na sercu i rodzi się do drugiego człowieka szacunek. Pan go już u mnie ma, niezależnie czy zależy Panu na tym czy nie. Natomiast ostatni Pana wpis w wątku będącym kontynuacją sprawia, że zaczyna się Pana rozumieć, dostrzega się szerokie horyzonty i umiejętność oglądania tematu z różnej perspektywy, to również budzi szacunek. Zależało mi aby dyskusja poszła torem takim, w którym wszyscy mamy szanse poczuć się jak przy okrągłym stole, mimo różnicy zdań. Pozwoliłem sobie na bezczelność wiedząc, że mam do czynienia z człowiekiem światłym, w innych wypadkach unikam tego, bo poskromiony język to cnota. Dlatego też nie podpisałem się pod tymi wypowiedziami;) Nie uważam Pana za człowieka pysznego, bo tacy ludzie nie znają słów jak przepraszam, moja słabość, przykrość. Cieszę się, że tak dyskusja się może zakończyć.

    Owszem kwestia trójcy jest zagadnieniem spekulatywnym (czegoś się nauczyłem:) - nigdzie nie mogę wyczytać prostego stwierdzenia czym jest trójca i jak ona funkcjonuje. Zatem polegam na moim wewnętrznym objawieniu Ojca Syna i Ducha i jak dotąd widzę ich jako odrębnych bohaterów. Tak jak już pisałem, nie jest moją największą potrzebą zrozumienie tego w jaki sposób razem są odwieczni. Nie chcę poskromić tego zagadnienia, bo to dotyka moich świętości, nie chcę poddawać go próbom, testom, walidacji, nie chcę definicji, nie chcę potykać się o problemy związane z logiką, bo to wszystko są nasze - ludzkie narzędzia i nie wypada mi tymi narzędziami dotykać się Boga. To tylko moje przekonanie, nie bronię teologom rozkładać na czynniki pierwsze dogmatów. Ponadto z protestantami (z mojego doświadczenia) lepiej rozmawia się o tym jak wygląda ich życie z Bogiem, jak mu ufają, jak On ich prowadzi, jak odpowiada na modlitwy, jak zachwycili się czymś i poczuli wdzięczność do Stwórcy, jak czytana Biblia dotyka ich sumienia itp itd - ciężej natomiast o dogmatach, choć są wyjątki. Na dodatek filozofia jest dziedziną, która nie należy do tych najpowszechniejszych, nie wszyscy się nią paramy, choć przenika ona wszystkie dziedziny naszego życia - stąd ta próba wymuszenia jasnego (dla ogółu) formułowania swoich przekonań. Protestanci często są wyśmiewani, że mają kocią wiarę...koty. Tak, kompromituje to ich w oczach mądrego świata, ale to Słowo Boże jest ich inspiracją, jak coś wymyka się logice to traktujemy to to jako aksjomat (choć może mądrzejsi potrafią go poskromić). Dla mnie Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty są aksjomatem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń