środa, 16 listopada 2011

Profesor Bóg ?

Ludzie rzadko kiedy zaprzeczają istnieniu Boga z pięścią wyciągniętą ku niebu lub ruszają na otwartą wojnę przeciwko Niemu. Oczywiście takie osoby również się zdarzają jednak współczesny rodzaj niewiary jest bardziej subtelny. Traktuje mianowicie Boga niczym "kosmicznego eksperta", który wypowiada się na jakiś temat gdy akurat mamy ochotę zaprosić Go "do studia".

Bóg w takim podejściu jest doradcą, ekspertem, jednak nie jest ostatecznym autorytetem. Jest ciekawym wykładowcą przedstawiającym jeden z punktów widzenia, ale nie jest tym, który zna i panuje nad stworzoną przez Siebie rzeczywistością.

Lubimy niekiedy posłuchać opinii ekspertów, spojrzeć na sprawę z innego punktu widzenia. Opinia Pana Boga jest cenna, ale to ja zdecyduję ostatecznie czy miał rację czy nie. Bóg w najlepszym wypadku staje się dr Bogiem lub prof. Bogiem podczas gdy reszta z nas to osoby bez wyższego wykształcenia, z licencjatem lub conajwyżej magistrzy. Wiadomo, że profesora zawsze można posłuchać, ale żeby uznać jego władzę i panowanie nad całą rzeczywistością? To byłaby już przesada.

Biblia tymczasem naucza jasno: Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego [jest] wszystko. Jemu chwała na wieki. Amen. (Rzymian 11:36) oraz Gdy ja coś czynię, któż to zmieni? (Izajasza 43:13)


Trójjedyny Bóg nie jest profesorem, specjalistą z dziedziny religii i nauki o duszy. Jest Królem Królów i Panem Panów, a Jego Słowo jest niczym młot kruszący skały (Jer 23:29). Również skały uprzedzonego etycznie ludzkiego serca.

18 komentarzy:

  1. Bóg ma tylko jeden problem - nie istnieje...

    Dharma

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Dharma

    skąd to wiesz?

    p

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest właśnie ateistyczna schizofrenia: "Bóg ma wiele problemów dlatego Go nie lubię. Z tego powodu będę twierdził, że Go nie ma".

    :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z postrzeganiem Boga jest dość ciekawy problem socjologiczny - W boga wierzą albo ludzie bardzo prości, albo bardzo wykształceni lub/i obyci.
    natomiast niewiarę, ateizm itp deklarują zazwyczaj osobnicy którzy coś niecoś wiedzy łyknęli, ale ani nie jest ona pogłębiona, ani nie doszło do jej przetrawienia i zbudowania na tym fundamencie solidnych struktur myślowych - nie bez złośliwości ale pasuje do nich miano półinteligencji.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Paweł B. - żeby można było kogoś lubić czy nie lubić, musi on istnieć. To oczywiste.

    Natomiast można lubić własne WYOBRAŻENIE o czymś, i tak właśnie jedni lubią Jahwe, inni Mahometa a jeszcze inni Manitu.

    Żaden nie istnieje, lub dobrze się ukrywają (pewnie grają razem w karty).

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak się składa kolo anonimie, że akurat Mahomet JEST postacią historyczna doskonale potwierdzoną w źródłach pisanych i archeologicznych - strzeliłeś sobie w kolano.

    OdpowiedzUsuń
  7. hej Makro, nie czepiaj się, kolega chciał błysnąć, że posiada wiedz z szerokiego zakresu;)
    p

    OdpowiedzUsuń
  8. W boga wierzą albo ludzie bardzo prości, albo bardzo wykształceni lub/i obyci.

    jak człowiek mało wie to odczuwa pokorę, jak wie dużo to też ją często odczuwa, bo widzi, że tak na prawdę nic nie wie. Najmniej pokorny jest u tego co ledwie liznął...np. student 1-3 roku, wywołuje to uśmiech na twarzy:)

    @żeby można było kogoś lubić czy nie lubić, musi on istnieć. To oczywiste. Natomiast można lubić własne WYOBRAŻENIE o czymś, i tak właśnie jedni lubią Jahwe, inni Mahometa a jeszcze inni Manitu.

    no właśnie - ty nie lubisz własnego wyobrażenia Boga, w którego istnienie nie wierzysz. Wyobrażenie to zbudowałeś na wyobrażeniach innych ludzi. Nie zmienia to faktu, że dalej nie wiesz czy Bóg istnieje czy nie istnieje.

    Żaden nie istnieje, lub dobrze się ukrywają (pewnie grają razem w karty).

    Ta odpowiedź jest bliska prawdy, albo nie istnieje albo istnieje, nie wiesz tego. Po prostu zrobiłeś założenie, że skoro go nie widzisz to go nie ma, z takimi założeniami łatwo jest żyć, ja to rozumiem, to jest normalne. Bóg zaczyna istnieć w świadomości ludzi, którzy Go potrzebują, wówczas Go znajdują i jest On osobą realną w ich życiu, podczas gdy w życiu pozostałych dalej jest bytem niepotrzebnym, nieweryfikowalnym i wrzuconym do kategorii "nieistniejący".
    Co do ukrywania się - to też w pewnym sensie masz rację, choć brzmi to dziwacznie, bo widać, że chciałbyś, aby Bóg był takim krasnoludkiem, który pokazywałby sztuczki na poparcie swojej boskości, najlepiej każdemu ciekawemu z osobna. Ci, którzy żyli w odpowiednim czasie i miejscu mieli zaszczyt widzieć Pana Jezusa, ale powiedział On, że odwiedzi ludzi jeszcze raz w identyczny sposób, więc wszystko przed nami, a może spotkamy się jeszcze wcześniej.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  9. P - "Po prostu zrobiłeś założenie, że skoro go nie widzisz to go nie ma" - swego czasu pewna pani psycholog niejaka Ela G-P - taka aktywistka lewicowacie ateistyczna (wybanowała mnie ze swojego bloga za zadawanie niewygodnych pytań - co świadczy o uczciwości tego towarzystwa) usiłowała mnie przekonać mini komiksem na pierwszej planszy było dwóch faciów jeden twierdził "mam miecz" drugi "no to go pokaż!"
    na następnej ten pierwszy wpadał w szał i wrzeszczał "nie możesz mi udowodnić że go nie mam!" - niby zamiast miecza podstawiamy Boga i mamy "logikę religijną". Rozumowanie czysto absurdalne - miecz jest bytem materialnym Bóg duchowym - lepiej już by było z prądem. Ateista twierdzi że prądu nie ma bo on go nie widzi - w ramach dowodu podłączam mu kabelki do uszu i badam oporność jego umysłu... ;-D wiem makabryczne...

    ale biorąc pod uwagę całkowitą alogiczność ateistów trudno traktować ich poważnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. :)
    podoba mi się pomiar oporności umysłu hahaha

    A jednak Bóg zrobił ukłon w stronę naszych opornych umysłów i posłał Syna między ludzi, żeby widzieli, dotykali, słyszeli. Przecież odkupienie mogło odbyć się w niebie. My wierzymy w przekaz, bo nie każdemu było dane żyć tam i wtedy.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  11. Z prądem jest prosto: da się zademonstrować działanie, powtarzalny eksperyment.

    Z Bogiem nie, nie ma żadnego dowodu na istnienie. Tutaj tylko wiara pozostaje.
    Dowody "mentalne" nie są dowodami przekonującymi (vide choroby psychiczne).

    Mi wystarczy kilka przypadków, gdzie po modlitwie odrośnie komuś ucięta ręka. Albo inna niespotykana dotychczas rzecz. Skoro wskrzeszanie jest dla Boga banalne, to ja proszę o coś mniejszego (wskrzeszenie też by się nadało).



    Apropos półinteligentów (czyli ateistów). Czy się zastanowiłeś, kogo wg Ciebie trzeba do tego worka wrzucić? Popatrzmy:
    - Stanisław Lem,
    - Albert Einstein
    - Carl Sagan
    - B. Russell
    - Stephen Hawking
    - David Attenborough
    - Noam Chomsky
    - Dirac
    - Edison,
    - Curie Skłodowska
    - Weinberg
    itp. itd....

    Co do mnie to się zgodzę na miano półinteligenta, nawet debila, ale ci panowie/panie trochę intelektem na plus odstają. Czy wg ciebie nie?

    OdpowiedzUsuń
  12. anonimie,

    problem jest innej natury, ty chcesz, żeby udowodnić ci Boga innego niż ten jakiego my wyznajemy. Taki Bóg, o którym ty mówisz to nie nasz Bóg, więc nie udowodnimy ci takiego. Nasz Bóg nie daje się kusić na eksperymenty i zaspokajanie ciekawości ludzi. Nasz Bóg dał dowody swojej mocy głównie przez służbę Pana Jezusa i apostołów, o tym możesz poczytać w Biblii. Ale tak jak piszesz dla ciebie to nie jest dowód. Bóg objawia się tym, którzy go kochają, a żeby kochać, trzeba uwierzyć. Na domiar tego wiara też jest dawana człowiekowi w prezencie od Boga. Więc na prawdę możesz zapomnieć o tym, że ktokolwiek mógłby ci udowodnić boga i to takiego jakiego ty chcesz go widzieć. Dlatego uważasz, że Boga nie ma. Jakbyś dobrze poszukał, to znalazłbyś relacje ludzi, którzy wyzdrowieli z najcięższych chorób łącznie z wskrzeszeniami, odzyskiwaniem wzroku czy czucia w kończynach, ale to dla ciebie nie będą dowody, bo to musiałoby być przy tobie i to w tym momencie, w którym sobie zażyczysz, ale Bóg nie zrobi tego żeby udowodnić siebie tylko dlatego, że spełnia prośby swoich dzieci, więc nie liczyłbym na tego typu zaspokajanie ciekawości. A nam nie zależy, żeby go w taki hokus pokus udowadniać, my przekazujemy dobrą nowinę o tym, że można żyć wiecznie ze Stwórcą.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozmawiajmy o faktach. Proszę o jakiś link do materiałów o wskrzeszeniach - takich, w które ty sam wierzysz, że są rzetelnie sprawdzone i potwierdzone.

    Dobre nowiny o życiu wiecznym to nie nowość - pytanie dlaczego wersji jest tak wiele. Nie niepokoi cię to, że być może postawiłeś na nieprawidłowego Boga?

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozmawiajmy o faktach. Proszę o jakiś link do materiałów o wskrzeszeniach - takich, w które ty sam wierzysz, że są rzetelnie sprawdzone i potwierdzone.

    poszukaj sobie jeśli ci na tym zależy, czemu mam ci cokolwiek wykazywać? przecież dobrze wiesz, że to nic nie da, bo ty chcesz przeczytać, że grupa racjonalnych ateistów była świadkiem wskrzeszenia w imię Jezusa i że wskrzeszenie to zostało powtórzone pięć razy. Już ci napisałem, że ty chcesz, żebyśmy ci udowodnili Boga w jakiego nie wierzymy, jak nie jesteś w stanie tego zrozumieć, to nic nie poradzę.

    Dobre nowiny o życiu wiecznym to nie nowość - pytanie dlaczego wersji jest tak wiele. Nie niepokoi cię to, że być może postawiłeś na nieprawidłowego Boga?

    nie, nie niepokoi mnie to, z niepokojem skończyłem kilka ładnych lat temu jak spotkałem Boga na swojej drodze, od tamtej pory żyję w pokoju ducha, jakkolwiek to możesz zrozumieć.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  15. wiesz P - zawsze mnie dziwiła postawa ateistów - bez zmrożenia okiem wierzą w Sokratesa - choć jego słowa i czyny znamy zaledwie z odprysków, wstawek i resztek a działalność Chrystusa starają się zniwelować, bądź wręcz "między bajki włożyć" - jeśli ma to cokolwiek wspólnego z racjonalizmem, to ja jestem UFO

    Anonimie - da się zademonstrować i zmierzyć prąd - ale GO NIE WIDAĆ - swego czasu zarówno Edison jak i inni pionierzy elektryczności byli posądzani o sztuczki hochsztaplerskie przez ludzi mieniących się ... a jakże ... racjonalistami!

    "Z Bogiem nie, nie ma żadnego dowodu na istnienie" z samej definicji Bóstwa nie może być żadnego dowodu na Jego istnienie - jakikolwiek dowód byłby zaprzeczeniem boskości!. ale mamy osobę Jezusa Chrystusa - możesz nie wierzyć w jego boskość - ale ponieważ jest osobą historyczna nie sposób przemilczeć jego przekazu. Właśnie o tym pisał P.

    Lista mędrców popatrzmy kłamczuchu lub nieuku:
    - Stanisław Lem, - agnostyk nie ateista - wskazywał na niemożność dowiedzenia Bożego bytu, ale nie negował Go ani nie próbował zwalczać - poza tym ogromna część jego prozy jest bardzo religijna.

    - Albert Einstein
    - był PANTEISTA - dla niego Bóg był wszystkim, często też do Boga odnosił się w swoich wykładach.


    - Carl Sagan - bardzo religijny facet, wyobcowywał się z wszystkich kościołów, bo nie lubił kleru, ale choćby w Kontakcie mamy wstawki znamionujące silna wiarę we wszechświat jako dzieło istoty wyższej.

    - B. Russell - był wybitnym myślicielem i matematykiem - w/g jego teorii matematycznych nie dawało się potwierdzić (ani zaprzeczyć) istnieniu Boga i pisał o tym fakcie, odrzucając Anglikanizm nigdzie nie znajdziemy przekazu by poczuwał się do bycia ateistą.


    - Stephen Hawking - jedyne co stwierdza wprost to fakt iz w/g jego teorii kosmologicznych bóg nie był potrzebny do jego stworzenia. a;le unika głębszych wypowiedzi - nie sugeruj się komentarzami w filmach produkowanych dla Discovery Chanel bo to szmira dla półinteligentów. W sieci na są dostępne jego wykłady a tam NIC na temat ateizmu nie ma.

    - David Attenborough - jest agnostykiem (nie ateistą) - pokazuje rozwój życia jako cykl ewolucyjny - i ma racje, na temat boga milczy a już na pewno z Nim nie wojuje.

    - Noam Chomsky - Odrzucił judaizm a do chrześcijaństwa zraził się. Dobry naukowiec, który niepotrzebnie zabrnął w politykę.

    - Dirac - za wikipedią "Dirac powiedział kiedyś: "Bóg użył pięknej matematyki do stworzenia świata" i co?


    - Edison, - był człowiekiem bardzo wierzącym - w młodości wierzył w siebie ... na starość już nie.

    - Curie Skłodowska - no bez przesady...chcesz nas śmiechem pozabijać? Nie myl braku praktyk religijnych z niewiara lub wręcz wojującym ateizmem.

    - Weinberg - kolejny fizyk, który twierdził iż w jego pracy Bóg nie był potrzebny jako czynnik sprawczy - nic ponad to.

    OdpowiedzUsuń
  16. Odkupienie nie mogło odbyć się w niebie. Zapłatą za grzech jest śmierć, więc potrzebny był Jezus człowiek, który przeżył bezgrzeszne życie na ziemi i umarł za grzesznych ludzi. W ten sposób dokonało się odkupienie.
    Pozdrawiam, J.

    OdpowiedzUsuń
  17. J. pełna zgoda. Tak musiało być, bo taki plan zbawienia ustalił Bóg. On postanowił, że tak to będzie wyglądało i tego dokonał. Chciałem wskazać na fakt, że Bóg jest nieskrępowany żadnymi konwenansami i prawidłowościami w naszym ludzkim zrozumieniu. Uczynił wszystko tak, żebyśmy wszyscy mogli poznać i doświadczać Jego zbawienia. Mówiąc, że zbawienie mogło odbyć się w niebie miałem więc na myśli, że mogło wyglądać inaczej i człowiek przykładowo mógłby o nim nie wiedzieć, ale to byłaby już zupełnie inna historia zarówno ludzkości (bez Jezusa) i zbawienia. Uznaję to jako wielki gest ze strony Stwórcy, że jego plan co do ludzi wygląda tak jak wygląda i to chciałem powiedzieć. A z Tobą się zgadzam,
    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń