czwartek, 17 listopada 2011

Fastfoodowa miłość, fastfoodowy seks

Miłość - doprowadzający do stału studentów historii średniowieczny sposób naliczania siedmiu stopni pokrewieństwa, do dziś zresztą w pewnym stopniu stosowany przez Kościół, nie wziął się znikąd i nie jest przypadkiem, że w owym naliczaniu nie czyniono rozróżnienia pomiędzy pokrewieństwem a powinowactwem. Wedle bowiem powszechnej w średniowieczu wiary podczas aktu miłosnego krew kochanków miesza się ze sobą. Wiem, że z punktu widzenia medycyny i biologii to bzdura, ale uszanujmy tkwiącą w tym przekonaniu symboliczną mądrość - seks nie jest i nie może być czymś niezobowiązującym, nieistotnym. Nasi dalecy przodkowie nie umieliby sobie wyobrazić beztroskiego "bzyknięcia się", tak charakterystycznego dla naszych czasów jak śmieciwe żarło z fast foodów. Jeśli spałeś z kobietą, to "weszła ci ona w krew" (stąd właśnie wzięło się to powiedzenie) i ani ty, ani ona nie jesteście już i nie będziecie nigdy tacy sami jak przedtem.

Rafał Ziemkiewicz, W skrócie

14 komentarzy:

  1. Ja przyznam się ,iż uwielbiam fast foody !!!

    Czy to grzech dla Chrześcijanina ?? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda. Wiem to po sobie.

    -Imperator

    OdpowiedzUsuń
  4. Owen, daj sobie spokój z tym jedzeniem... to niedobre jest choć na głodnego może smakować;)
    p

    OdpowiedzUsuń
  5. Człowiek w fast foodzie sam sprowadza się do poziomu trzody - pełna micha byle czego, byle duża, byle ciepła...

    OdpowiedzUsuń
  6. @VideoBlog Niezgody

    Coz niekazdy ma tak arystokratyczny smak ...
    Ja przyznam sie jestem prostym czlowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Makro, odnośnie tej i wcześniejszej dyskusji (wytłuszczone do poprzedniej):

    List do Rzymian

    (1) A słabego w wierze przyjmujcie, nie wdając się w ocenę jego poglądów. (2) Jeden wierzy, że może jeść wszystko, słaby zaś jarzynę jada. (3) Niechże ten, kto je, nie pogardza tym, który nie je, a kto nie je, niech nie osądza tego, który je; albowiem Bóg go przyjął. (4) Kimże ty jesteś, że osądzasz cudzego sługę? Czy stoi, czy pada, do pana swego należy; ostoi się jednak, bo Pan ma moc podtrzymać go.

    znajdź czas żeby przestudiować list do Rzymian tam jest dużo o pewności zbawienia z wiary, nie za dobre życie pełne starań. Nie piszę tego złośliwie, bynajmniej, dobrze jak poglądy chrześcijan idą w parze z Pismem Świętym, nie koniecznie z tradycją, która - sam wiesz - daje zdrowo do myślenia w kwestii jej sądów i ich słuszności.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  8. OwenFan - daruj sobie demagogiczne chwyty.

    Fastfood to żarcie dla bydła, a ludzie prości, o prostych upodobaniach i prostym guście gotują sobie w domu proste potrawy.

    OdpowiedzUsuń
  9. P - (a propos, nico mi niewygodnie identyfikować Cię jedną literką) - tak jestem ABSOLUTNIE pewien ze Bóg ma moc by mnie podeprzeć, pomóc mi itd. a jednak

    Mt 25:31-46

    czyż to nie za własne uczynki będziemy sądzeni?

    wierzę że ofiara Jezusa uwolniła nas spod władzy grzechu, że oczyściła nas z grzechu pierworodnego - ale jeśli sami wybierzemy grzech, to zostaniemy potępieni.

    tak wiem o co Ci chodzi - człowiek nie ma mocy sprawczej, gdyby nie Chrystus nawet najprzykładniejsze życie i tak nie stanowiło by drogi do zbawienia. Sami z siebie nie możemy wymodlić odpuszczenia grzechów bo tę moc posiada wyłącznie ofiara Chrystusa. Niemniej jednak modlitwy czy w intencji swojej, czy w intencji innych nawet zmarłych są UCZYNKAMI miłosierdzia czymś na kształt - "byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie" i jako takie posiadają swoja wartość.

    OdpowiedzUsuń
  10. Makro - p jak piotr;)

    Problem ze zbawieniem i rozumieniem z czego wynika leży na osi katolicy - ewangeliczni protestanci. Pierwsi sugerują, że zbawienie jest za uczynki czyli za to czego człowiek w życiu dokona. Dodają oczywiście, że jest ono w ogóle możliwe przez krzyż, jednak krzyż tylko otworzył pewną furtkę, ale nie sprawił niczego ponadto (w kwestii zbawienia) i człowiek musi w określony sposób dojść do nieba. Konsekwencją jest to, że katolik:

    -nie może mieć pewności zbawienia (nie wie jakie jest jego konto grzechów/dobrych uczynków)
    -nie zna dokładnego sposobu swojej oceny na sądzie więc do końca nie wie która szalka się przechyli
    -stworzył czyściec, żeby móc do nieba wejść oczyszczonym
    -piekło dla katolika nie istnieje, bo za swoje grzechy będzie cierpiał w czyśćcu ewentualnie jeszcze tu na ziemi (dla kogo jest piekło? chyba dla niekatolików)

    oczywiście takiego sposobu myślenia nie da się podeprzeć Biblią, a jedynie tradycją kościoła.

    Z kolei protestanci wierzą w zbawienie przez wiarę - niezależnie od uczynków. Ale oni też się różnią, jedni wierzą w predestynację inni w utracalność zbawienia jako konsekwencję utracalności wiary, czyli dopóki wierzę idę do nieba, jak przestanę idę na potępienie. Tego też nie da się poprzeć nauką apostołów, choć są pewne przesłanki.

    Ze wszystkich opcji najjaśniej opisana jest opcja zbawienia przez wiarę i niemożliwości utracenia zbawienia. To jest powiedziane w wielu miejscach wprost. Wielu ludziom się to nie podoba i w oparciu o mętne tłumaczenie pewnych przesłanek obalają to co jest powiedziane w sposób jednoznaczny.

    Teraz odnośnie przypowieści o "sądzie". Zauważ, że oddzielone są owce od kozłów. Wszystkie owce idą do nieba, a kozły na potępienie, bez wyjątku. Zatem nie ma tu żadnego ważenia uczynków, klucz musi być inny. Czemu zatem tłumaczenie zbawienia i potępienia uczynkami? Bo taka jest perspektywa ludzi - życie w dobrych uczynkach jest dowodem na zbawienie. Z pewnością i owce i kozły mają na koncie i dobre i złe uczynki, Dawid pisał Pan jest pasterzem moim - był owcą na bank - a jakie straszne grzechy miał na sumieniu?

    Najlepiej ten problem pokazuje list do Rzymian i list Jakuba - ap. Paweł pisze o zbawieniu z wiary bez względu na uczynki, a Jakub (brat Jezusa) pisze o tym, że wiara bez uczynków jest martwa - wskazując na fakt, że człowiek wierzący spełnia dobre uczynki, ale zbawienie jest przez wiarę. Człowiekowi wierzącemu nie będą liczone grzechy - nie będzie sądu w sensie ważenia dobre/złe - owce usłyszą tylko, ze są zaproszone do nieba - a ich wiara przyniesie dobre uczynki jako owoce tej wiary.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  11. wszystko zgoda aż do Czyśćca - dla Katolika to miejsce nieoznaczone - w/g dawnych nauk skierowanych do ludzi którzy nie byli by w stanie pojąć abstrakcyjnych obrazów (dziś zresztą tez w większości nie są) było to faktycznie takie miejsce oczyszczenia - ba nawet mówiło się o "mękach czyśćcowych"... nie wnikajmy co miało to znaczyć, bo pomysłów tyle ilu komentatorów.
    Dziś z Czyśccem jest inaczej - nawet samo pojęcie miejsca jako takie zostało poddane negacji - obecnie Czyściec jest postrzegany jako niemiejsce i nieczas - czyściec to okres w którym dusze oczekują na sąd ostateczny - dla nich to mgnienie, dla nas tu na ziemi wieczność. Modlitwa za nich, jest z jednej strony darem dla samego siebie, który ma nas duchowo ubogacać, a z drugiej darem dla zmarłych.

    Piekło jak najbardziej istnieje! To miejsce i czas na tych którzy od boga odeszli, z własnej woli, z własnego wyboru, trwale i niezaprzeczalnie. Wyznanie nie ma tu żadnego znaczenia.

    "Wszystkie owce idą do nieba, a kozły na potępienie, bez wyjątku." - ależ to zupełnie nie tak!
    Nigdzie nie jest napisane że oni urodzili się Owcami czy kozłami - urodzili się ludźmi, dopiero ich życie pokazało czy kwalifikują się jako owce to owczarni Pana, czy też jako kozły na zatracenie.

    serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nigdzie nie jest napisane że oni urodzili się Owcami czy kozłami - urodzili się ludźmi, dopiero ich życie pokazało czy kwalifikują się jako owce to owczarni Pana, czy też jako kozły na zatracenie.

    urodzili się i umarli ludźmi;) porównanie do kozłów i owiec pokazuje przynależność. Owca nie staje się kozłem i odwrotnie, a już na pewno owca nie bywa owcą - albo nią jest albo nie.

    Koncepcja czyśćca jaka by nie była zawsze będzie tylko ludzką łatką na dziurę, którą tworzy nauka o zbawieniu za uczynki. Dopóki niebo i piekło będą zamknięte, gdzieś trzeba ludzi lokować. Biblia naucza o zbawieniu i potępieniu. Patrz przypowieść o bogaczu i Łazarzu.

    pozdrawiam również
    p

    OdpowiedzUsuń