czwartek, 31 maja 2012

Dzieci chrześcijan i "decyzje o zaproszeniu Jezusa"

Sposób duchowego prowadzenia dzieci w wielu ewangelicznych środowiskach często polega na zakwestionowaniu ich więzi z Jezusem przed momentem "decyzji", tzw. "zaproszenia Jezusa do serca".

Skutek tego jest taki, że ok. 95% świadectw młodzieży z chrześcijańskich domów wygląda mniej więcej tak: "Byłem wychowywany w rodzinie chrześcijańskiej. Od dzieciństwa słyszałem o Jezusie w domu, na Szkółce, w kościele, jednak była to tylko intelektualna znajomość faktów. W rzeczywistości byłem dzieckiem ciemności, religijnym poganinem. Nie widziałem potrzeby radykalnej decyzji. Dopiero gdy pojechałem na obóz młodzieżowy i posłuchałem kazania ewangelisty poczułem, że muszę zaprosić Jezusa do serca by stał się moim Panem i Zbawicielem. Od tego momentu jestem chrześcijaninem".

To szablon, który zmienia się w detalach, w zależności od miejsca i okoliczności "decyzji".

Zwróćmy jednak uwagę na Psalmy. Często czytamy je jako poezję śpiewaną mającą na celu poruszyć nasze emocje. Skutek jest taki, że rzadko kiedy zwracamy uwagę na ich treść. Tymczasem wiele Psalmów jest wyrazem o bliskiej, przymierzowej więzi Dawida z Jahwe już od niemowlęcych chwil.

Ps. 22:10-11
10. Tyś mnie wydobył z łona, Uczyniłeś mnie bezpiecznym u piersi matki mojej.
11. Na ciebie byłem zdany od urodzenia. Ty byłeś Bogiem moim od łona matki mojej.

Ps. 71:5-6
5. Tyś bowiem nadzieją moją, Panie, Boże, Tyś ufnością moją od młodości mojej.
6. Tyś był podporą moją od urodzenia, Tyś pomocą moją od łona matki mojej: O tobie zawsze mówi moja pieśń pochwalna.

Powyższe słowa nie są opisem wyjątkowego Bożego działania w życiu pojedynczego człowieka. Są napisane aby cały Lud Boży mógł je zaśpiewać utożsamiając się z ich treścią. Nasze dzieci powinny być prowadzone do Chrystusa w ten sposób aby każde z nich mogło wyznać: "Panie, Tyś Bogiem i Zbawicielem moim od urodzenia. Mimo mojego grzechu Ty łaskawie włączyłeś mnie do Swojej rodziny, do przymierza ze względu na dzieło Chrystusa, ze względu na łaskę, którą okazujesz wiernym pokoleniom. Nie pamiętam dnia gdy nie ufałem Tobie. Dziękuję Tobie za Twoją zbawczą opiekę, przebaczenie grzechów, ochronę od młodzieńczych pokus i działanie Twojego Ducha już od mojego dzieciństwa".

Spójrzmy na modlitwę Marii w Łk 1:46-50

(46) I rzekła Maria: Wielbi dusza moja Pana, (47) i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim, (48) bo wejrzał na uniżoność służebnicy swojej. Oto bowiem odtąd błogosławioną zwać mnie będą wszystkie pokolenia. (49) Bo wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, i święte jest imię jego. (50) A miłosierdzie jego z pokolenia w pokolenie nad tymi, którzy się go boją.

Maria wierzyła w pokoleniowe działanie Boga ze względu na Jego obietnice, które są skierowane dla wiernego ludu oraz jego potomstwa. Tak Bóg działał i działa nadal. Maria o tym dobrze wiedziała. Jego obietnice nie zawodzą, a On sam nie jest człowiekiem aby się rozmyślił i zmienił zdanie. Dlatego chociażby pieśń "Wszystko Tobie oddać pragnę od najmłodszych moich lat" jest dużo bardziej odpowiednia do śpiewania dla naszych dzieci (i zgodna z wymową Psalmów) niż "Boże Ojcze nie wiem jak ja mogłem żyć bez Ciebie / nic nie wiedząc, że mam Ojca w niebie, który kocha mnie". 

Pierwsza jest wyrazem polegania na Bogu od dzieciństwa oraz ilustracją słów Jezusa: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im. Albowiem do takich należy Królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam, kto nie przyjmuje Królestwa Bożego jak dziecię, nie wejdzie do niego" (Łk 18:16). 

Druga jest modlitwą człowieka, który dzieciństwo i młodość przeżył "bez Boga". 

Którą drogą poprowadzisz swoje dzieci? 

Więcej na ten temat w dwóch artykułach:
- Boże obietnice dla wierzących rodziców

42 komentarze:

  1. zdecydowanie Katolicy postępują ... mądrzej. U nas dzieci "od początku" wychowywane są w wierze i bliskości z Begiem. Bóg, Jezus Chrystus to osoby jak najbardziej obecne każdego dnia, w każdej chwili.

    ps. czy ta weryfikacja obrazkowa jest konieczna?

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie był wpis o różnicy między katolikami, a protestantami.

    Nasz model jest taki sam: od najwcześniejszych chwil dzieci nasiąkają Chrystusem i są zapewniane, że są Jego uczniami, dziećmi. Dzieci są chrzczone i przystępują z nami do Stołu Pańskiego przy którym Chrystus je karmi i wzmacnia.

    W KK wiary uczą się wcześniej niż w NIEKTÓRYCH protestanckich kościołach (co jest dobre), tyle że TREŚĆ tej wiary nie jest do końca zgodna z Pismem Świętym (co nie jest dobre).

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawiasem mówiąc ile procent dzieci katolickich jest wychowywanych "w wierze i bliskości z Bogiem"?

    Jedno na ile ochrzczonych?

    OdpowiedzUsuń
  4. "ile procent dzieci katolickich jest wychowywanych "w wierze i bliskości z Bogiem"?" - dokładnie... 100% reszta to nie Katolicy ale folklor pozujący się na religijność.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę dziwaczny unik :)

    Więc dzieci ochrzczone w kościele katolickim nie są katolikami? To kogo kościół chrzci?! Pogan?

    O tym czy są to katolicy nie decyduje Twoja ani moja opinia o nich. Decyduje raczej obiektywny fakt: czy są ochrzczonymi członkami kościoła (i nie zostali poddani ekskomunice kościelnej). To zaś wystarczy sprawdzić w kartotece parafialnej.

    Innym testem jest to: ilu z nich kościół dopuszcza do Komunii? Bo tych, których dopuszcza chyba możemy nazwać "katolikami", prawda? Wszak niekatolikom nie udzielonoby Eucharystii.

    OdpowiedzUsuń
  6. Makromanie

    Rozumiem, że jesteś w kontakcie z tymi wszystkimi prawdziwie wierzącymi rodzinami katolickimi? 100% - to naprawdę solidne dane :) Aha - po czym odróżniasz prawdziwego Katolika od tego "folkloru" o którym piszesz? Masz jakiś specjalne urządzenie do zbadania serca człowieka, który podaje się za wierzącego? :))
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Żaden unik Pastorze! Prosta konstatacja faktu iż religijność a wiara to dwie różne sprawy! Zresztą wbijałem już tę szpilę w Placyda. Skoro Kościół Katolicki dozwala by jawnie głosić poglądy heretyckie (byle nie z ambony, ale poza nią to można już gadać wszelkie brednie), typu "Bóg tak chciał" (w odniesieniu do czyjeś śmierci), lub "co komu pisane to go nie minie","tak miało być", bądź niektóre zgoła magiczne rytuały wynikające z folkloru ludowego, to nich nie będzie zdziwiony że wprawdzie do I komunii przystępuje prawie 100% dzieci, ale tak naprawdę to mało które z nich zdaje sobie sprawę iż w grę wchodzi rzeczywistość duchowa, a nie materialne prezenty, przyjęcia, uroczystości et caetera.
    Więc mamy potem 90% katolików w narodzie z których ileś setek tysięcy to przestępcy, inne setki tysięcy dopuściło się aborcji, żyje w związkach niesakramentalnych a jeśli nawet "żyje po Bożemu" to i tak tylko dlatego iż boi się "co powiedzą ludzie"...
    Natomiast 100% dzieci KATOLICKICH wychowywany jest ""w wierze i bliskości z Bogiem".

    Lady Mrgotta - tylko swój zawodny rozum - dla tego NIKOGO osobowo nie rozliczam, "nie sądźcie abyście nie byli sądzeni" - opisuję jedynie bezosobową "statystyczną" rzeczywistość.
    Wkrótce Boże Ciało - będą tłumne procesje, tabernakulum z eucharystia i ... zrywanie pędów wierzb (którymi umaja się ołtarze) na szczęście... co to jest jak nie rytuał pogański?

    OdpowiedzUsuń
  8. Makroman - ano obchodzenie tzw. Bożego Ciała ma rzeczywiście więcej pogańskich implikacji niż biblijnych. Albo tylko pogańskie właściwie :) Obchodzone jest bodajże od XIIw. dopiero, prawda? Nigdy jakoś nie lubiłam tego "święta" będąc jeszcze katoliczką. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy "dzieci katolickie" beda braly udzial w tych obchodach?

    OdpowiedzUsuń
  10. Akurat Boże Ciało w żadnym wypadku pogańskie nie jest - wyrasta WPROST z sedna Rzymskiego Katolicyzmu z wiary iż eucharystia JEST ciałem Jezusa Chrystusa.

    Historia "narodzin" tego święta jest powszechnie znana, wiec opowiadał tego nie będę - ważne jest to że argument Lady Margotty staje się nietrafny.

    Tak moje dzieci będą brały w tym udział, starszy syn jako ministrant, młodszy z dzwoneczkiem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Natomiast 100% dzieci KATOLICKICH wychowywany jest "w wierze i bliskości z Bogiem"

    1. Skąd wiesz?
    2. Praktyka pokazuje coś zgoła przeciwnego. Mianowicie, że nikła część dzieci katolickich jest wychowywanych w pobożności. Odpowiesz, że W TAKIM RAZIE to nie są dzieci katolickie. Pytam: jakie to więc dzieci? Protestanckie? Ateistyczne? Pogańskie? Mormońskie?

    No chyba nie skoro:
    - otrzymały chrzest są więc CZŁONKAMI Kościoła Katolickiego
    - POZWALA im się przystępować do Komunii (co jest zabronione w przypadku dzieci pogańskich czy ateistycznych)
    - ich nazwiska widnieją na liście parafialnej

    Jeśli masz wątpliwości co do faktu czy dane dziecko jest katolickie - zawsze możesz udać się do proboszcza i zapytać: czy to jest owca z jego owczarni? Możesz upewnić się, że jest parafianinem.

    Polecam ten wpis:
    http://pbartosik.blogspot.com/2012/01/doda-jest-katoliczka.html

    OdpowiedzUsuń
  12. 1 -z doświadczenia.
    2 - już pisałem, to folklor

    - na takiej samej zasadzie na jakiej ja jestem członkiem UE...
    - ponieważ Kościół domniemywa iż są wychowani na chrześcijan, to taki swoisty paradoks, pułapka chrześcijaństwa. Domniemywam iż ktoś jest OK ponieważ tak nakazują mi zasady moralne chrześcijanina, nawet wtedy gdy ewidentnie ten ktoś pozostawia wiele do życzenia. to wynik m/in wielkości parafii. w małych gminach gdy wszyscy się nawzajem znają, trudno ukryć, brak zaangażowania, religijności... niekiedy wiary. Gdy parafia liczy kilka tysięcy ludzi, wszelkie głębsze poznanie jest niemożliwe.
    - patrz punkt pierwszy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Problem w tym, że o byciu "katolikiem" nie decyduje przynależność.

    Jeśli kościół zezwala na członkostwo takim osobom to oznacza ich postępowanie nie wyklucza bycia "katolikami" i są nimi tak długo jak nie zostają z kościoła ekskomunikowani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie mialo byc "decyduje przynaleznosc", prawda? Mniemam z kontekstu.

      Usuń
  14. Po prostu Kościół nikogo nie odrzuca.

    OdpowiedzUsuń
  15. I w tym tkwi problem.

    Dlatego często katolikami są ludzie, dla których Chrystus jest zupełnie obojętny.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kościół katolicki naucza, że istnieje siedem sakramentów, pośród których chrzest zajmuje pierwsze miejsce. Według nowego Katechizmu Kościoła Katolickiego — „chrzest jest fundamentem całego życia chrześcijańskiego, bramą życia w Duchu i bramą otwierającą dostęp do innych sakramentów. Przez chrzest zostajemy wyzwoleni od grzechu i odrodzeni jako synowie Boży, stajemy się członkami Chrystusa oraz zostajemy wszczepieni w Kościół i stajemy się uczestnikami jego posłania: Chrzest jest sakramentem odrodzenia przez wodę i w słowie”.

    W tym samym Katechizmie również czytamy: „Gdy ktoś chciał stać się chrześcijaninem, musiał — od czasów apostolskich — przejść pewną drogę i wtajemniczenie złożone z wielu etapów… Zawsze powinna ona zawierać kilka istotnych elementów: głoszenie słowa, przyjęcie Ewangelii, które pociąga za sobą nawrócenie, wyznanie wiary, chrzest…” (str. 301).

    „W pierwszych wiekach Kościoła wtajemniczenie chrześcijańskie było bardzo rozbudowane i obejmowało długi okres katechumenatu oraz szereg obrzędów przygotowawczych, które wyznaczały liturgicznie drogę przygotowania katechumenalnego” (str. 301-302). Tyle katechizm.

    Wobec powyższego, należy postawić pytanie: jeśli chrzest posiada tak ogromne znaczenie dla Kościoła katolickiego i był on poprzedzony tak długim przygotowaniem w pierwszych wiekach, to co się stało, że Kościół zaczął chrzcić niemowlęta?

    Próbuje się za wszelką cenę uzasadnić chrzest niemowląt na podstawie zdarzenia opisanego w Dziejach Apostolskich, dowodząc, że stróż więzienia w Filipii dał się ochrzcić z całym swoim domem (Dzieje 16:33). Zakłada się, że skoro „został ochrzczony on i jego domownicy”, to prawdopodobnie zostały ochrzczone i jego dzieci. Tekst jednak nie wspomina o dzieciach. Z kontekstu natomiast wynika, że apostoł Paweł i Sylas „głosili Słowo Boże jemu i wszystkim, którzy byli w jego domu” (werset 32).

    Katolicki historyk, ks. dr Józef Umiński, stwierdza, że chrzest niemowląt „jako ogólny zwyczaj wszedł w użycie dopiero w III wieku” po Chr. („Historia Kościoła”, t. I, str. 112). Pierwsze wzmianki na ten temat znajdujemy w Pismach Orygenesa (185-254 po Chr.): „Według panującego w Kościele zwyczaju chrzci się niemowlęta” (Selections From the Commentaries and Homilies of Origen, Madras 1929, s. 211). Zwyczaj ten jednak nie był znany w czasach apostolskich, a praktykę chrztu niemowląt zatwierdzono dopiero na Soborze kartagińskim w 253 r., zaś ostatecznie jako dogmat został przyjęty podczas Soboru trydenckiego w 1547 r.

    Inny historyk Kościoła, August Neander napisał: „Okoliczność, że dopiero w III stuleciu uznano go (chrzest niemowląt) za tradycję apostolską, przemawia raczej przeciw jego pochodzeniu apostolskiemu” (History of the Planting and Training of the Christian Church by the Apostles, Nowy Jork 1864, s. 162).

    OdpowiedzUsuń
  17. Głównym uzasadnieniem chrztu niemowląt jest tzw. grzech pierworodny, z którym, według nauki Kościoła katolickiego, rodzi się każdy człowiek. Twierdzi się, że grzech ten pociąga za sobą karę oddalenia od oblicza Bożego przez całą wieczność. Gdyby więc niemowlę zmarło nie ochrzczone, grozi mu wtrącenie do tzw. otchłani niemowląt — rodzaju piekiełka dla dzieci.

    Ks. M.Ziółkowski w Eschatologii pisze: „Papież Innocenty III mówi, że karą za grzech pierworodny jest pozbawienie oglądania Boga, karą zaś za grzech uczynkowy jest męka wiecznego piekła (…) Ci wszyscy więc, którzy umierają ze samym tylko grzechem pierworodnym, są wykluczeni na wieki od uszczęśliwiającego widzenia Boga. Nie zażywają i nigdy nie będą zażywać szczęścia nadprzyrodzonego; to szczęście bowiem w żaden sposób im się nie należy” (str. 273).

    Zaś w postanowieniach Soboru Trydenckiego (1545-1563 r.), którego charakter był na wskroś kontrreformacyjny, czytamy: „Jeśliby kto powiedział, że dzieci nie powinny być przyjęte w poczet wiernych przez chrzest święty, ponieważ nie mogą w danej chwili wierzyć (…) niech będzie wyklęty. Jeśliby kto powiedział, że nowo narodzone niemowlęta rodziców ochrzczonych nie powinny być ochrzczone (…) niech będzie wyklęty” (J.Dowling, The History of Romanism, str. 310, 399).

    OdpowiedzUsuń
  18. Przede wszystkim Pismo Święte mówi, że istnieje tylko jeden chrzest, co do polecenia, sposobu, warunków, jakie należy spełnić, znaczenia i imienia, w którym należy go dokonywać (Efezjan 4:5).

    Chrzest przedstawiono w Nowym Testamencie tak jasno, że nie może być najmniejszych wątpliwości, że nie dotyczy on niemowląt. W całym Nowym Testamencie nie znajdziemy ani jednego polecenia chrztu niemowląt. Chrystus błogosławił dzieci, ale ani jednym słowem nie wspomniał, że należy je chrzcić. Gdyby nie ochrzczonym niemowlętom groziła tzw. otchłań niemowląt, czyżby Pan Jezus pominął tak ważną sprawę, decydującą o całej wieczności! Gdyby chrzest niemowląt był konieczny do ich zbawienia, czy Jezus nie powiedziałby o tym wyraźnie? Ale z drugiej strony, czy Chrystus nie wyraził się jasno, kiedy rzekł: „Takich jest Królestwo Boże” (Marka 10:14). Czyż dzieci, które brał w ramiona i błogosławił, były ochrzczone? Oczywiście, że nie! Apostoł Paweł mówi, że nawet w przypadku, gdy tylko jeden z rodziców jest wierzący, dzieci uznane są za święte (1 Koryntian 7:14). W innym miejscu dodaje: „Bo jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wielu stało się grzesznikami, tak też przez posłuszeństwo jednego wielu dostąpi usprawiedliwienia” (Rzymian 5:19). To znaczy, że dzieci przed osiągnięciem dojrzałości i odpowiedzialności, zbawione są dzięki odkupieniu dokonanemu przez Chrystusa.

    Chrzest sam w sobie nie zbawia. Widzimy to na przykładzie ukrzyżowanego złoczyńcy, któremu Pan Jezus dał gwarancję zbawienia, pomimo że ten nie mógł już niczego zmienić ani przyjąć chrztu. Co jednak zadecydowało o tym, że otrzymał tak cudowną obietnicę? Przede wszystkim jego autentyczna skrucha, szczera wiara i osobista prośba skierowana do Jezusa (Łukasza 23:40-43).

    OdpowiedzUsuń
  19. Nowy Testament mówi nam, że istnieje tylko jeden chrzest (Efezjan 4:5). Jest on Bożym zarządzeniem.

    Uwarunkowany jest znajomością i przyjęciem Ewangelii, wiarą, wyznaniem i porzuceniem grzechów oraz osobistą decyzją naśladowania Pana Jezusa (Marka 16:15-16, Dzieje apostolskie 2:38; 8:26-35; 16:30-33; 2 Koryntian 7:9-10; 1 Jana 1:7-10; Przypowieści 28:13). Jedyną formą chrztu praktykowaną przez apostołów było całkowite zanurzenie w wodzie. Nowy Testament zawsze przedstawia chrzest jako pogrzebanie „starego” życia i powstanie do nowego w Chrystusie. Z tego też powodu chrzest powinien być dokonywany w imieniu Jezusa (Mateusza 3:13-17; Rzymian 6:1-4; Kolosan 2:12; Dzieje apostolskie 2:38; 8:36-39; 10:48; 19:5-6; 1 Koryntian 1:13).

    Uznając potrzebę chrześcijańskiego nauczania i wychowania dzieci, zdecydowanie musimy odrzucić chrzest niemowląt — jako sprzeczny z wolą Najwyższego! Chrzcić należy jedynie osoby świadome, wierzące i duchowo odrodzone!

    OdpowiedzUsuń
  20. Kornelu Makaronie - wszystko to prawda i jednoczesne... nic nie jest prawdą.
    Czemu?
    Bo Kościół Katolicki nawet jeśli nie mówi tego głośno (z uwagi na braki w wykształceniu swoich wiernych - co zresztą nie jest żadną naganą rzeczą, gdyż nie każdy musi mieć pojęcie o wyższej matematyce i teoriach kosmologicznych), nie rozpatruje bytu człowieka, czy świata w kategoriach "stało się" ale zawsze w kategorii "staje się". Człowiek staje się chrześcijaninem stale i przez całe życie. Ofiara Chrystusa "staje się" w każdym ułamku sekundy, choć stała się dwa tysiące lat temu. Mówiąc o Chrzcie postrzegasz go jako wydarzenie jednorazowe - dla mnie jest ono procesem ciągłym, ta woda którą obmywa się rytualnie czoła dzieci spływa po nich już do końca życia.
    Co ciekawsze człowiek nawet najbardziej religijny jest w stanie objąć świadomością zaledwie ułamek rzeczywistości duchowej, różnica pomiędzy nim a niemowlakiem dla obserwatora stojącego "z boku" wydawać się musi nieistotna, wobec ogromu tego czego ów człowiek nie jest w stanie pojąć.

    OdpowiedzUsuń
  21. Makromanie - przy takim podejściu do nauki Pisma Świętego zaczynam rozumieć dlaczego KK tak błądzi.
    On rzekł i stało się (Ps 33,8-9), a KK w swej pysze mówi "staje się".
    Ofiara Chrystusa została złożona raz na zawsze (Rz 6,10; Hbr 7,27; Hbr 10,10-12), a KK w swej pysze naucza, ze ofiara Chrystusa staje się.
    W tym miejscu warto przypomnieć słowa Pana Jezusa-Mt 11,25; Łk 10,21.

    OdpowiedzUsuń
  22. Otóż nie Kornel - pycha zaślepia Ciebie, wierzysz że oto stoisz na straży jedynej prawdziwej interpretacji Pisma Świętego.
    Tymczasem...
    Wieczność to każda jedna chwila, która dla nas była, jest lub będzie która trwa i jest dostępna na raz. Dla nas to niewyobrażalne, dla boga to norma. Wieczność nie płynie wieczność TRWA!

    OdpowiedzUsuń
  23. Zgoda makroman, wieczność trwa, a ofiara Chrystusa dokonała się raz na zawsze, ale jej skutki trwają. Nie ma potrzeby "uzupełniać" doskonałej ofiary Jezusa podczas każdej mszy.

    OdpowiedzUsuń
  24. skutki są nierozerwalnie związane z ofiarą, jest ona, są skutki. Ale Ofiara trwa i trwać będzie po wsze czasy, na tym polega właśnie pojęcie wieczności.
    Czas jako relacja pomiędzy zdarzeniami jest tylko subiektywnym pojęciem człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  25. Makroman, odpowiedz mi na 2 pytania:
    Czy do ofiary Chrystusa trzeba coś dodać?
    Czy Bóg stworzył świat w 6 dniach?

    OdpowiedzUsuń
  26. Kornel - prosze nie stosuj wobec mnie jarmarcznych chwytów, oklepanych przez tysiące ulicznych, telewizyjnych i internetowych kaznodziejów!
    1 - a czy należy o niej zapomnieć?
    2 - a ile wynosi jeden dzień u Boga?

    OdpowiedzUsuń
  27. Makroman - to nie są jarmarczne chwyty. Zastanawiam się tylko po co w czasie mszy jest "uzupełniana" ofiara Chrystusa?
    Jeżeli nie wierzysz, ze w 6 dniach Bóg stworzył świat, to znaczy, ze nie wierzysz Bogu.

    OdpowiedzUsuń
  28. Są - co kilka tygodni do mojej furtki dzwonią Świadkowie Jehowy i zaraz po dzień dobry (jak by nie mogło być szczęść Boże), usiłują mnie przekonać jaki ten świat dzisiejszy jest wstrętny,grzesznicy, straszny i w ogóle do bani... na co ja zazwyczaj sypnę im kilkunastoma przykładami z historii by wprowadzić ich w stan konfuzji!

    "Zastanawiam się tylko po co w czasie mszy jest "uzupełniana" ofiara Chrystusa?" - a jest?

    "Jeżeli nie wierzysz, ze w 6 dniach Bóg stworzył świat, to znaczy, ze nie wierzysz Bogu." - ależ wierze! dokładnie 6 dni ... i ani minuty mniej lub więcej... tylko zastanawiam się ile to jest ten jeden dzień dla Boga? i czy jako dzień liczymy całą dobę, czy tylko od świtu do zmierzchu, a jeśli od świtu, to skąd wiemy kiedy rozpoczął się pierwszy dzień skoro wtedy ani słońca nie było ani ziemi, więc i świtu być nie mogło? Jeśli nie umiesz wyjaśnić przekonująco tych problemów to nie wierzysz w Boga.

    OdpowiedzUsuń
  29. A nie jest "uzupełniana"?

    W opisie stworzenia jest mowa o wieczorze i poranku, więc cała doba.

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie jest

    guzik - wieczór czy poranek to pojęcia astronomiczne - nie było ziemi, gwiazd nie słońca - nie było poranka ! - więcej!
    bo to jest ciekawy temat.
    Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię (Genesis 1,1) - ale w gen 1,5) czytamy "I nazwał bóg światłość dniem a ciemność nazwał nocą. I nastał wieczór i nastał poranek - dzień pierwszy".

    Implikacje:
    Bóg najpierw jakiś czas stwarzał dopiero potem nastąpił "dzień pierwszy".

    Odnoszę wrażanie Kornelu że sam nie wiesz w co wierzysz.

    OdpowiedzUsuń
  31. Skoro mówisz, że nie jest, to muszę wybrać się do kk na mszę i posłuchać co mówi ksiądz na mszy, bo może coś się zmieniło.

    W Biblii jest wyraźnie napisane co Bóg stworzył i wtedy jest wzmianka "i tak upłynął wieczór i poranek dzień pierwszy, drugi itd.
    Rozdział 2 Księgi Genesis zaczyna się wzmianką o ukończeniu stwarzania w 6 dniach i ustanowieniu siódmego dnia odpoczynku i święta na pamiątkę dzieła stwarzania. Wydaje mi się, że opis biblijny jest jasny i czytelny.

    OdpowiedzUsuń
  32. Zapraszam serdecznie.

    otóż nie jest - bo dzień zaczyna się porankiem! a kończy zmierzchem - nie było poranka, nie ma dnia, a jak policzysz to jako dzień to wyjdzie Ci że stwarzanie trwało dłużej, faktycznie w rozdziale 2 Gen jest sześć dni, a tym samym trzeba by uznać ze Biblia sama sobie przeczy. - widzisz tak to jest jak ktoś DOSŁOWNIE interpretuje przekaz, który jest przekazem duchowym, alegorycznym, mającym znaczenie nie jako tekst naukowy, ale religijny.

    OdpowiedzUsuń
  33. Biblia sama sobie nie przeczy, Biblia sama siebie interpretuje.
    Wieczór i poranek w opisie stworzenia to po prostu doba.
    W Izraelu doba zaczynała się wieczorem i kończyła wieczorem (Kpł 23,32).
    Według Ciebie opis stworzenia nie jest dosłownym?

    OdpowiedzUsuń
  34. Owszem Biblia nie, ale jej interpretatorzy owszem.
    "Wieczór i poranek w opisie stworzenia to po prostu doba." - ale Bóg już działał nim nastał,pierwszy wieczór i pierwszy poranek... skromnie zapytam o czas tego działania?

    Ależ jest dosłowny - tylko że nijak nie pasuje do pojęć którymi się posługujesz.

    OdpowiedzUsuń
  35. Bóg działał przed i po, bo jest wieczny, ale wiersze 1-5 pierwszego rozdziału dotyczą pierwszej doby.

    Do jakich pojęć, którymi się posługuję nie pasuje dosłowny opis stworzenia?

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie prawda - "dzień pierwszy" nastał dopiero w wersecie 5 a wcześniejsze cztery odnoszą się do czasu przed pierwszym dniem.

    Do pojęć takich jak czas, dzień, wieczność, nieskończoność itp.
    próba narzucenia Bogu swojej rachuby czasu jest cokolwiek arogancka.

    OdpowiedzUsuń
  37. Na jakiej podstawie piszesz "nie prawda". Po każdym opisie działania Boga są słowa "i tak upłynął wieczór i poranek-dzień..."

    Bogu nie narzucam swojej rachuby czasu. Przyjmuję natomiast przekaz Pisma Świętego spisany przez ludzi pod natchnieniem Ducha Świętego i dla ludzi językiem zrozumiałym.

    OdpowiedzUsuń
  38. Przeczytaj uważnie to zrozumiesz - WPIERW Bóg dokonuje kilku aktów stworzenia, dopiero potem nastaje światłość - czyli tamte akty musiały silą rzeczy odbywać się niejako "przed" dniem pierwszym.
    Zresztą - W Psalmie 90/4 czytamy:
    „Bo tysiąc lat w twoich oczach jest jak wczorajszy dzień, który minął.”

    czyli jak to jest z tą rachubą? mamy posługiwać się naszymi kryteriami czasu, czy boskimi?

    OdpowiedzUsuń
  39. A dlaczego przed dniem pierwszym, a nie pierwszego dnia?
    Oczywiście posługujemy się ludzkimi kryteriami czasu, bo Słowo Boże jest dla ludzi, aby rozumieli, a nie kombinowali.

    OdpowiedzUsuń
  40. A dlaczego przed dniem pierwszym, a nie pierwszego dnia?
    Oczywiście posługujemy się ludzkimi kryteriami czasu, bo Słowo Boże jest dla ludzi, aby rozumieli, a nie kombinowali.

    OdpowiedzUsuń
  41. "A dlaczego przed dniem pierwszym, a nie pierwszego dnia? " - bo póki nie było światła nie było też i dnia, czyli stworzenie rozpoczęło się jeszcze PRZED pierwszym dniem. Wczytaj się uważnie w Biblię - najpierw Bóg stworzył coś a dopiero potem pisarz zanotował "i nastał dzień pierwszy".

    "Oczywiście posługujemy się ludzkimi kryteriami czasu," - które to kryterium jest całkowicie nieobiektywne - bo jeśli np Bóg poruszał się z prędkością zbliżoną do światła to faktycznie w ciągu sześciu dni mógł zrobić wszystko, podczas gdy stojący z boku obserwator liczył by czas w miliardach lat...

    Jak widzisz schodzimy na manowce.
    ja p[o prostu nie wierzę, izby Bóg dopuścił się celowego względem ludzi oszustwa, skoro więc dane obserwacyjne czy to astronomiczne, czy geologiczne, czy biologiczne czy jakiekolwiek inne mówią nam o czasie stworzenia liczonym miliardami lat, to tak jest w rzeczywistości a przekaz biblijny służy budowie mojej WIARY a nie mojej WIEDZY - mamy być jak dzieci, dzieci nie wnikają jak tata zrobił to że ze ściany wyjął pieniądze - dzieci po prostu wierzą że zaraz pójdą na lody.

    OdpowiedzUsuń