wtorek, 22 maja 2012

Tutaj nie wypraszamy Pana Jezusa ze szkoły

Oto jeden z plakatów wiszących na korytarzu Chrześcijańskiej Szkoły Podstawowej im. Króla Dawida w Poznaniu - naszych przyjaciół i partnerów w realizacji edukacji domowej Zuzi i Janka. Niby słowa znane, a jednak niezwykłe (choćby w naszym kraju), że każdego dnia są przed oczami nauczycieli i dzieci w miejscu edukacji. Jak widać nie we wszystkich polskich szkołach Pan Jezus jest intruzem :) 
 Swoją drogą - polecam tą szkołę wszystkim zainteresowanym homeschoolingiem.

5 komentarzy:

  1. Generalnie każda placówka wyznaniowa pod względem wychowawczym stoi zdecydowanie wyżej od publicznych.
    To zresztą nawet nie efekt Bóg wie jakiej kompetencji pedagogicznej, ale prostego faktu iż dzieciaka krnąbrnego, źle wychowanego zawsze można do placówki państwowej relegować, a te ostatnie już wielkiego pola manewru nie mają.

    natomiast nauczanie domowe ogranicza dziecku kontakt z rówieśnikami - jest takim samym błędem jak "cieplarniano sterylny" sposób pielęgnacji, który owocuje totalnym brakiem odporności.

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedny Jezus... Niedostosowany społecznie homeschooler :)

    Zresztą do czasów wprowadzenia przez Prusy obowiązku szkolnego w XIX wieku - większość społeczeństwa była pozbawiona "błogosławieństwa", o którym piszesz :)

    Swoją drogą - myślałem, że jesteś wolnościowcem, a nie interwencjonistą i socjalistą :) Nie wiem tylko skąd masz takie informacje nt. edukacji domowej :)

    Może prościej jest mówić: "ja nie chcę, to nie droga dla mnie" zamiast niczym państwowi kolektywiści dążyć do tego by "wszystkie dzieci" były cesarskie.

    Wielu specjalistów od edukacji cudzych dzieci nigdy nie wychowało dobrze swoich (lub nigdy ich nie miało). Może więc skupić się na krzewach we własnym ogródku zamiast mówić sąsiadowi jak ma pielęgnować swój. Nie kieruję tej uwagi do ciebie, ale jako generalną obserwację.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pastorze - ja proszę bez takiej demagogii...
    Na temat tego czy Jezus nie korzystał przypadkiem z jakieś formy edukacji w szkołach żydowskich nie wiemy nic...Ale wykluczyć tego nie sposób.
    Czym innym zresztą jest przymusowa edukacja szkolna, a czym innym "posyłanie dzieci na naukę" (a o tym piszę), nie trudno dostrzec iż szkoły jako takie (bez systemu państwowego) znane są już od starożytności i ciężko jest znaleźć osobę wybitną, tak która odcisnęła swoje piętno na historii ludzkości, która by pobierała "nauki" wyłącznie w domu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie o tym rozmawiamy. Nie kwestionuję użyteczności szkół, jeśli rodzice postanawiają korzystać z ich wsparcia. Sami przecież to robimy.

    To jednak zupełnie coś innego od twojego stwierdzenia: "nauczanie domowe ogranicza dziecku kontakt z rówieśnikami - jest takim samym błędem jak "cieplarniano sterylny" sposób pielęgnacji, który owocuje totalnym brakiem odporności".

    Jest ono najzupełniej niesprawiedliwe. Zostaw to rodzicom.

    Co do osób edukowanych domowo to wymienię kilka. Nie wiem na ile korzystały z dodatkowych nauk szkolnych. Na pewno nie chodziły do obowiązkowej, publicznej szkoły - jaką znamy dziś:

    Blaise Pascal (1623-1662)
    Hans Christian Andersen (1805-75
    Abraham Lincoln (1809-1865)
    Charles Dickens (1812-1870)
    Mark Twain (1835-1910)
    Thomas A. Edison (1847-1931)
    Pierre Curie (1859-1906)
    Winston Churchill (1874-1965)
    Charles Chaplin (1889-1977)
    Agatha Christie (1890-1976)
    Franklin D. Roosevelt (1882- 1945)
    George Patton (1885-1945)
    Yehudi Menuhin (1916-)
    Elżbieta II (1926-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Do szkół jakie znamy dzisiaj praktycznie nikt kto urodziła się przed stu laty uczęszczać nie mógł.
    Co nie znaczy iż nie było szkół w ogóle!

    Ależ niczego nie zamierzam rodzicom narzucać, co innego mocne wypowiedzenie swojego zdania.

    OdpowiedzUsuń