wtorek, 12 lutego 2013

Wybór nowego papieża w oczach protestanta

W poniedziałek (11 lutego 2013 r.) Benedykt XVI ogłosił wiadomość o rezygnacji z urzędu papieskiego. Choć nie jest to żadną tragedią i prawo kanoniczne dopuszcza taką możliwość, to nie ulega wątpliwości, że Kościół Rzymskokatolicki przeżywa trudne chwile. W kontekście ujawnianych afer na tle seksualnych nadużyć duchownych, porzucania kapłaństwa i w końcu wpływu sekularyzmu na chrześcijan we współczesnej Europie, ów kryzys w Kościele ma swoje... dobre strony. Chrześcijaństwo w naszym kraju przestaje być bowiem religią wyznawaną bezrefleksyjnie przez "nominalnych katolików". Staje się natomiast świadomą deklaracją podążania za Chrystusem i Jego Słowem. Jako protestant dostrzegam ten trend w wielu dyskusjach z przyjaciółmi z kręgów katolickich, których wiara wynika ze świadomego opowiedzenia się za ewangelią i chrześcijańskimi wartościami.

Dlaczego jednak jako klasyczny protestant zajmuję się sprawami nie mojego Kościoła? Czyż prawdą nie jest, że to nie mój biznes jakiego lidera wybierze inna wspólnota? Tak i nie. Owszem, to nie mój biznes, dlatego nie piszę niniejszych rozważań z perspektywy osoby, której ta decyzja dotyczy pod względem stanu i duchowej kondycji mojego Kościoła. Jest to jednak mój biznes, gdy spojrzymy na niniejszą sprawę z perspektywy faktu, że jako chrześcijanin i obywatel ponoszę pewne konsekwencje działań, w których głowa Kościoła Katolickiego jest zaangażowana. Papiestwo nie jest bowiem jedynie honorowym lub figuratywnym urzędem dla odświętnie ubierającej się osoby. Przykładowo, jestem wdzięczny wobec Jana Pawła II, podobnie jak wobec Ronalda Reaggana czy Margaret Thatcher za ich ogromny wkład w obalenie systemu komunistycznego w krajach Europy środkowo-wschodniej, włączając w to mój kraj. Samo to pokazuje, że wybór nowego papieża jest sprawą istotną również dla osób, którzy nigdy nie uczestniczyli we Mszy.

Decyzja Benedykta XVI ma miejsce w kontekście kulturowych bitew o duchowym charakterze, w których nie chodzi, jak byliśmy jeszcze niedawno wszyscy zapewniani, o równe prawa i tolerancję. Chodzi o ludzkie umysły i dusze, o kulturową dominację, obyczajową rewolucję, w której narzędziem jest tzw. poprawność polityczna.

Bierzemy udział w ciekawym eksperymencie kulturowym, który prędzej czy później runie. Bez obaw. Natury stworzonego przez Boga świata nie da się poprawić poprzez regulacje polityczne. Żadne dyrektywy dotyczące wydawania przez jabłoń śliwek nie zmienią natury jabłoni. Możemy być zachłyśnięci ich innowacyjnością, rewolucyjnością, jednak tylko do czasu pojawienia się owoców.

Po wieloma względami jestem sojusznikiem Kościoła Katolickiego. Stoimy po jednej stronie barykady jeśli chodzi o aspekty obyczajowe i jasne opowiedzenie się za wartościami chrześcijańskimi w kulturze, ochronę życia nienarodzonego, rodziny i świętości małżeństwa. Oczywiście tak jak powinniśmy współpracować i mówić jednym głosem w kwestiach moralnych, tak powinniśmy podejmować pełen szacunku dialog na temat doktrynalnych różnic.

Pod wieloma względami cenię również Benedykta XVI  (za Jego Chrystocentryzm, zaangażowanie kulturowe, sprzeciw wobec relatywizmu), pod innymi zaś stoimy po dwóch przeciwnych stronach (zrozumienie tego czym jest Kościół, sukcesja apostolska itp.). Na wybór nowego papieża spojrzałbym jednak jako na możliwość, nie zaś jedynie jako konieczność.

Osobiście mam nadzieję na wybór ciemnoskórego przywódcy Kościoła. Nie, nie... Nie chodzi o głupawe przepowiednie o końcu świata po wyborze "murzyna". Majowie się mylili. Aztekowie również. Chodzi raczej o kontekst i czasy, w których obecnie żyjemy. Ciemnoskóry papież to nie tylko silnik dla chrystianizacji krajów afrykańskich. To przede wszystkim dobry powód by bronić wartości chrześcijańskich w zachodniej kulturze posługując się narzędziami dostarczonymi przez... politycznie poprawną lewicę. Krytykujesz ciemnoskórego papieża, który mówi, że państwo powinno chronić życie wszystkich ludzi, również tych nienarodzonych? Jesteś rasistą! Krytykujesz afrykańskiego papieża, który głosi, że rozwiązaniem problemu AIDS w Afryce jest małżeńska wierność? Jak śmiesz, jako europejczyk, wypowiadać się o problemach Afryki?!

Ciemnoskóry lider to w erze dominacji politycznej poprawności duży handicap.

6 komentarzy:

  1. Nie wiem czy ciemny kolor skóry w oczach "tolerastów, leberałów i postępaków" byłby wystarczającym "rozgrzeszeniem" dla takiego papieża. Wystarczy zobaczyć kubły pomyj wylane na posła Godsona po głosowaniu nad ustawami o niszczeniu rodziny (dla niepoznaki nazwanymi o związkach partnerskich).

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłem świadkiem rozmowy w sklepie, świeżo po ogłoszeniu wiadomości o abdykacji, dwóch pań o zdecydowanie katolickich poglądach. Po chwili debaty nad potwornością tego co się stało, padło nie mniej potworne pytanie: Ciekawe kogo teraz wybiorą? Odpowiedz była równie szybka co i potworna ( i obrzydliwa przynajmniej dla mnie) - Mam nadzieję że nie czarnego!
    I dlatego powinien zostać papieżem czarnoskóry!
    Nie wyobrażam sobie co zadziało by się w głowach tak zwanych "prawdziwych Polaków katolików" którzy emanują ksenofobią i rasizmem uznając ślepo liderów najbardziej szowinistycznych przywódców religijnych i politycznych. Czy doszło by do rozłamu w polskim kościele? Czy może w końcu Kościół uznałby sekciarską naturę pewnych kręgów katolickich i zakazał ich liderom ogłupiania chrześcijan!
    I biada wtedy branży turystycznej!!Któryż bowiem z tych "katolików" pojechałby do Rzymu uklęknąć i ucałować pierścień CZARNEGO człowieka..

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak nawiązując do wypowiedzi p. Gawła - może i dobrze byłoby, gdyby papież był ciemnoskóry. Byłaby to piękna weryfikacja bycia chrześcijaninem dla takich ludzi. Gal. 3:28, Kol.3:11, 1 Kor 12:13.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak. O ile weryfikacja jest ważniejsza niż statystyki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ panowie z Was malkontenci. Panie Jakubie Gaweł - jakoś branża turystyczna nie upadła i ludzie jechali ucałować pierścień Niemca. Więc może bez obaw.

    OdpowiedzUsuń