wtorek, 5 marca 2013

Pragnienie nagrody

Baczcie też, byście pobożności swojej nie wynosili przed ludźmi, aby was widziano; inaczej nie będziecie mieli zapłaty u Ojca waszego, który jest w niebie. Gdy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak to czynią obłudnicy w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: Odbierają zapłatę swoją. Ale ty, gdy dajesz jałmużnę, niechaj nie wie lewica twoja, co czyni prawica twoja, aby twoja jałmużna była ukryta, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie. - Ew. Mateusza 6:1-4

Chrystus nauczając na temat jałmużny wspomina o nagrodzie. Czasami możemy usłyszeć stwierdzenie, że chrześcijanin nie powinien spodziewać się nagrody. Mówi się, że chrześcijańskie życie mamy prowadzić dla niego samego, a nie w celu otrzymania wynagrodzenia. Mówi się, że życie z Bogiem jest na tyle fascynujące, że nie ma sensu motywować chrześcijan nagrodami lub straszyć karami. Powinniśmy być altruistyczni i bezinteresowni. 

Ta nauka czasami jest opowiadana z formie ilustracji: Pewnego dnia biedny człowiek wędrował drogą w krainie Wschodu, niosąc w jednym ręku wiadro wody, a w drugim wiadro ognia. Ktoś zapytał go, co zamierza zrobić ze swoimi wiadrami, a on odpowiedział, że pragnie spalić niebo przy pomocy wiadra przepełnionego ogniem i zatopić piekło przy pomocy wiadra wypełnionego wodą – nie interesowało go ani jedno, ani drugie (M. Lloyd Jones).

Niekiedy spotykam ludzi, którzy mówią: ja po prostu kocham Boga i nieważne czy trafię do nieba, czy do piekła. Gdziekolwiek się znajdę - nadal będę Go kochał. Te słowa powiedział mi kilka lat temu podczas ewangelizacji na Przystanku Woodstock wyznawca wschodniej duchowości.

Brzmi pobożnie, ale takie nie jest. Biblia nie uczy nas takiej postawy. Jezus mówi, że pragnienie oglądania Boga jest rzeczą dobrą i pożądaną. Pragnienie nagrody jest Bożym środkiem łaski, który ma nas utrzymywać w wierze i rozwijać w niej. Podobnie ostrzeżenia przed piekłem nie mają na celu straszenia, ale wskazywanie bolesnych konsekwencji naszych grzesznych decyzji. Zatem stwierdzenie, że nie powinno zależeć nam na nagrodzie od Boga może brzmi duchowo, ale jest bardzo nieduchowe. Chrystus oczekuje od swoich naśladowców aby byli ambitni i dążyli do nagrody od Ojca. Nagroda jest natomiast odmówiona tym, którzy swoją pobożność wynoszą na pokaz oczekując nagrody od ludzi.

W zasadzie mamy dwie opcje: albo będziemy zabiegali o nagrodę od Boga, albo od ludzi. Pan Jezus daje do zrozumienia, że nie ma nagrody u Boga dla tych, którzy szukają jej u ludzi. Jeżeli nie chcemy głosić niechrześcijanom ewangelii, bo bardziej zależy nam na opinii ludzi niż Boga, to pozbawiamy się nagrody w niebie. Jeśli opowiadając komuś o zbawieniu w Chrystusie bardziej martwimy się tym, co o nas pomyślą krewni lub przyjaciele niż Bóg, to wybraliśmy na czyich pochwałach bardziej nam zależy. Czy mamy jeszcze coś w zanadrzu, za co możemy spodziewać się nagrody od Boga? Czy już wyczerpaliśmy wszelkie powody pochwały od Boga bo staraliśmy się o nie od ludzi? Czy w tym, jak się zachowujemy, co mówimy – bardziej interesuje nas akceptacja niechrześcijan czy Boga? Ta kwestia – zwracanie baczniejszej uwagi na opinię ludzką niż Bożą - to jedna w najważniejszych przeszkód w docieraniu z ewangelią. W Ew. Jana czytamy o członkach Rady, którzy uwierzyli Jezusowi, ale nie wyznawali swojej wiary z powodu obawy przed reakcją faryzeuszów (Jn 12:43-44). Co my bardziej miłujemy? Chwałę ludzką czy Bożą? Którą nagrodę chcemy otrzymać? Nieprzemijalną, od Boga, czy tymczasową, od ludzi? Poszukiwanie nagród i pochwał od ludzi i poszukiwanie nagrody od Boga nie mogą iść razem w parze. Nie możemy jednocześnie szukać muszel na plaży Morza Śródziemnego i meduz na plaży w Gdańsku. Musimy się zdecydować na czym bardziej nam zależy. 

Jednak nie tylko nie powinniśmy szukać nagrody u ludzi. Nie powinniśmy także szukać nagród u samych siebie. Z nami niekiedy bywa tak, że szukamy poklasku w oczach innych. I jeśli nie jest on wystarczający, jeśli nas nie zadowala, to sami zapisujemy księgę swoich dobrych uczynków, by móc kiedyś ją wyciągnąć w celu otrzymania pochwały. Ta księga nie musi być fizyczna. Ona może mieścić się w naszym umyśle, sercu. Pan Jezus mówi: To nie jest tak, że tylko ty wiesz o swoich uczynkach. Wie o nich Bóg. Dlatego nie spisuj ich. Nie gromadź żadnych ksiąg. Zrozumiałe jest, że oczekujesz, by ktoś poklepał cię po ramieniu i powiedział: "dobra robota!" Nie zabiegaj jednak o to ze strony ludzi ani siebie samego. Prawica nie ma wiedzieć nic o lewicy.

Oczywiście nie ma nic złego w tym, gdy ktoś przyjdzie i pochwali nas za dobrze wykonaną pracę, wygląd lub pomysł. Chodzi o jedną rzecz: że naszą motywacją do dobrej pracy, służby - nie powinni być ludzie. Celem nie jest otrzymywanie pochwał od ludzi. Celem jest służba Bogu, nagroda od Niego. 

Zatem nie ma nic złego w pragnieniu publicznej nagrody. Każdy z nas chce być doceniony. Jednak Pan Jezus mówi abyśmy pozostawili to w Bożych rękach. I kluczem do publicznej nagrody jest sekretna dobroczynność. Nasz Pan w Ew. Mateusza 25:40nn mówi o wielkim dniu rozliczenia, zdania rachunku. Dodaje, że każdy drobny czyn wobec bliźniego wykonany ze względu na Jezusa będzie zauważony i wynagrodzony. Porzućmy fałszywą pobożność, która mówi, że obchodzi nas nagroda. Bóg mówi, że nagroda od Niego powinna nas bardzo obchodzić! Chrystus uczy na temat właściwej drogi do otrzymania nagrody, a nie obojętności na nią. Jeden z teologów powiedział: „Mamy być tak sekretni w naszej pobożności i dawaniu, jak bardzo chcemy aby nasz Ojciec był otwarty w swoim dawaniu”. 

1 komentarz:

  1. Nagrody... korumpują.
    Po jakimś czasie zaczyna nam ich brakować, wtedy gotowi jesteśmy iść na ustępstwa, wobec oczekiwań darczyńcy...
    A jeśli darczyńca jest tzw "społeczeństwo" - dziś chwali mnie za gorliwość religijną jutro pali na stosie jak Savonarolę... Doprawdy nie warto zabiegać o nagrody tego świata.

    OdpowiedzUsuń