wtorek, 5 marca 2013

Co psycholog ma między nogami?

Psycholożka, ministra, pedagożka, teolożka, kierowczyni, doktorka... Wszyscy zapewne znają te koślawe, feministyczne określenia. Tymczasem żeńska forma zawodów przyczynia się do tego, że zamiast natury profesji uwypukla się... płeć. Ta praktyka to akcentowanie nie samego stanowiska, ale tego, co osoba je zajmująca ma między nogami. 

Jak to się więc ma do feministycznych postulatów znoszenia kategorii płci jako znaczącego czynnika np. w miejscu pracy, przy zatrudnieniu lub wyborze specjalisty?

3 komentarze:

  1. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że feminizm kończy się w momencie kiedy trzeba wnieść szafę na ósme piętro, a winda jest zepsuta;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Problem w tym ze w języku polskim każde określenie zawodu (funkcji) jest nacechowane płciowo - i zazwyczaj są to określenia męskie - trudno takie czasy były. Niestety brak nam żeńskich form - co śmieszniejsze Pastorze - bardzo wiele feministek jest oburzonych gdy nazywa się je np. psycholożkami - właśnie ze względu na podkreślenie płci.

    OdpowiedzUsuń