czwartek, 28 marca 2013

Uciszcie te dzieci!

"Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie - widząc cuda, które uczynił, i dzieci wołające w świątyni: Hosanna Synowi Dawida - oburzyli się i rzekli do Niego: Słyszysz, co one mówią? A Jezus im odpowiedział: Tak jest. Czy nigdy nie czytaliście: Z ust niemowląt i ssących zgotowałeś sobie chwałę?" - Ew. Mateusza 21:15-16

Uczeni w Piśmie niechętnie spoglądali na śpiew dzieci w Świątyni. Prędzej gotowi byli zaakceptować handlarzy niż dzieci chwalących Jezusa. Ma to ważną symbolikę. Jezus nazywa starą Świątynię "jaskinią zbójców" i dokonuje w niej "przewrotu", oczyszczenia. Ma to wymiar prorocki: stara Świątynia wkrótce będzie zniszczona. Nie zabrzmi już niej śpiew Lewitów. Bóg w jej miejsce zbuduje Nową Świątynię - Kościół i uwielbienie dzieci jest tego zapowiedzią. 

W opisie Niedzieli Palmowej dzieci są wzorcowymi uczniami. To pokazuje, że miejsce dzieci jest wśród wielbiących Boga, nie zaś w sąsiednim pomieszczeniu. Nie chodzi nam o to, by dzieci jedynie wyszły z nami do budynku kościelnego, ale robiły w nim coś innego niż my. Nie chodzi także o to, by wytrzymały półtorej godzinne nabożeństwo. Celem jest to, aby włączały się wraz z nami w jego przebieg. To oczywiście wymaga nauki, cierpliwości i determinacji. Szczególnie od rodziców. Jak wszystko, tak i wychowanie pobożnych synów i córek wymaga pracy, wysiłku oraz wyrzeczeń. 

Wezwanie do nabożeństwa jest skierowane do nich. Wraz z nami klękają i wyznają grzechy, otrzymują absolucję (zapewnienie o przebaczeniu), razem z nami wznoszą ręce podczas Gloria Patri i Ojcze nasz, wspólnie z nimi wyznajemy naszą wiarę słowami Apostolskiego Credo i wspólnie słuchamy pouczenia Głowy Rodziny wobec wszystkich jej członków. Wraz z nami dziękują Bogu przynosząc ofiary, następnie Pan Jezus zaprasza je do Swojego Stołu - karmiąc ich dusze i oznajmiając, że są częścią Jego rodziny. W końcu wraz z całym Ludem Bożym otrzymują błogosławieństwo i są rozsyłane do swoich powołań jako Jego uczniowie. Innymi słowy: czynimy dzieci czcicielami Jezusa, a nie obserwatorami lub biernymi słuchaczami. I robimy to od samego początku. Ich obecność, zaangażowanie w śpiew, modlitwy, nauka słuchania są częścią procesu uczniostwa, nie zaś umoralniania.

Dlatego członkostwo w Kościele, chrzest niemowląt jest czymś, co bardzo irytuje antyklerykałów i różnej maści ateistów. Jest bowiem wybieraniem dla dziecka drogi i środowiska wzrostu bez czekania na jego samodzielną deklarację. "Pozwólcie aż samo dorośnie" - słyszymy. "Po co ten chrzest, po co ta Komunia, po co ten Kościół? Po co decydować za nie? Człowiek powinien sam wybrać!" Dobrze wiemy, że nie chodzi im o wybór naszych dzieci. Chodzi o duchową walkę, chodzi o ich (nie)wiarę i separowanie od środowiska i środków duchowego wzrostu od maleńkości. Nie bądźmy naiwni. Nie chodzi o samodzielność. Sekularyści lepiej rozumieją to, czego nie rozumieją niektórzy chrześcijanie: że utożsamienie dziecka z Chrystusem poprzez chrzest (Mt 28:19-20; Gal 3:27), wspólnotą wiernych (1 Kor 12:13), udzielanie pieczęci i środków Bożej łaski ma bardzo ważne znaczenie dla tożsamości i wzrostu w wierze naszych dzieci.

Jeszcze nie słyszałem, by w imię "samodzielnego wyboru" ateistyczni rodzice pytali swoje dzieci czy podwieźć ich autem na niedzielne nabożeństwo do naszego Kościoła, by zdecydowały czy chcą do niego przychodzić co tydzień. Zwyczajnie zakładają, że nie jest to nawet opcja dla nich, ponieważ celem nie jest ich wybór. Celem jest... niewiara. Dlatego trzymają swoje dzieci z dala od Chrztu, z dala od Stołu Pańskiego, czyli z dala od Jezusa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz