piątek, 17 września 2010

Chrzest Abrakadabra?

Chrzest to nie tylko przywileje, ale i odpowiedzialności. Niestety Kościół Rzymskokatolicki nadając sakramentowi chrztu nieomal magiczne znaczenie odpuszczenia grzechu pierworodnego – powoduje, że wielu ochrzczonych ludzi trwa w złudnej nadziei. Ich nadzieją jest fakt uzyskania... sakramentów - począwszy od chrztu, poprzez komunię, bierzmowanie itd.

Niektórzy o chrzcie myślą jak leniwy mąż o małżeństwie: Poślubiłem ją, najważniejsze już za mną. Teraz cokolwiek bym nie zrobił to nie odejdzie ode mnie bo jest moją żoną. Ma na sobie moją pieczęć (nazwisko). Mogę przestać się starać, zabiegać o moją żonę bo już ją zdobyłem.

Jednak zaślubiny podobnie jak chrzest to początek, a nie koniec. Żadne z nich nie gwarantuje udanego końca tak jak przejście przez Morze Czerwone całego Izraela (włącznie z dziećmi), które wg Ap. Pawła (1 Kor 10:1nn) było obrazem chrztu - nie gwarantowało nikomu wejście do Ziemi Obiecanej.

Myślenie, że chrzest (niczym ślub) "załatwia mi przynajmniej w połowie sprawę szczęścia na ziemi i w niebie" to wielki błąd, który odwodzi ludzi od potrzeby nawrócenia. Chrzest niczego nie załatwia w kwestii zbawienia tak jak ślub niczego nie załatwia w kwestii szczęśliwego małżeństwa. Owszem, rozpoczyna proces uczniostwa Jezusa jednak niestety nie wszyscy kończą tą szkołę.

12 komentarzy:

  1. Nic niczego nie załatwia: ani chrzest, ani nawrócenie, ani "odwrócenie". Nikt nie może powiedzieć, że wie, co się z nim stanie po śmierci. Abstrahując od możliwej sytuacji nieistnienia Boga, nawet wtedy nie mozna mieć żadnej pewności co do własnego zbawienia. Szczególnie to widać, gdy ludzie z jednego kościoła oceniają ludzi z innych kościołów i "wiedzą", że tamci to nie są nawróceni.Więc kto jest nawrócony? Ty? Na pewno?

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmmm, podziwiam Twoją pewność.

    Skąd jednak wiesz, że "nikt nie może powiedzieć, że wie, co się z nim stanie po śmierci" ? Powiedz bo pewnie wielu czytelników jest ciekawych jak dochodzi się do takiej pewności. :)

    Swoją drogą - czy nie lepiej jest mówić o SOBIE ("ja nie wiem") zamiast na podstawie własnej niewiedzy i wątpliwości formułować kategoryczne sądy dotyczące pewności poznania INNYCH ludzi?

    Nawiasem mówiąc Twoje stwierdzenie jest wyrażeniem Twojej "pewności poznania" - że NA PEWNO NIKT nie wie co się z nim stanie po śmierci". Nie sądzisz, że to zbyt stanowcze stwierdzenie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm... chrzest o znaczeniu magicznym w KRK? Nie bardzo wiem skąd pomysł jakoby w KRK jakieś sakramenty upoważniały do beztroskiego lenistwa. Chyba to właśnie Kościołowi katolickiemu zarzuca się (zresztą błędnie), że za dużą wagę przywiązuje do uczynków. Chrzest od niczego nie zwalnia, jest dokładnie tak jak napisałeś. To, o czym piszesz owszem ma miejsce ale raczej w denominacjach gdzie wystarczy wypowiedzieć "magiczną" formułę powierzenia siebie Jezusowi i już się jest nawróconym chrześcijaninem. Wczoraj byłem grzesznikiem a dziś jestem zbawiony i nie ważne co zrobię to i tak zbawiony będę. To właśnie, jak dla mnie jest magia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz w rację w tym, że w niektórych denominacjach biblijną doktrynę usprawiedliwienia z wiary zastąpiło "zbawienie przez wypowiedzenie regułki". To rzeczywiście ma w sobie aspekty "Abrakadabra": odmów modlitwę grzesznika, a ja pogratuluję ci życia wiecznego :)

    Jeśli chodzi o KRK, to chyba nie zaprzeczysz, że wg jego nauczania poprzez SAM CHRZEST (bez potrzeby wiary) mamy obmyty grzech pierworodny - o czym Biblia nigdzie nie naucza. Nie mówi się także, że chrzest może stać się przekleństwem (a nie oczyszczeniem czegokolwiek) dla kogoś, kto nie odpowiada na niego żywą wiarą.

    Sądzę, że wielu ludzi lekceważy potrzebę nawrócenia z powodu zadowolenia chrztem ("jestem ochrzczony, nie jestem wcieleniem demona więc w najgorszym przypadku czyściec"). Zobacz np. co się dzieje kiedy umiera człowiek nieochrzczony. NATYCHMIAST należy mu udzielić chrztu przed odejściem (choćby nawet pielęgniarka!).

    Czy to nie jest komunikowanie ludziom (żyjącym), że w tym sakramencie jest jakaś zbawcza MOC? To jest właśnie sakramentalizm.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgodzę się, że przez chrzest mamy obmyty grzech pieroworodny, natomiast nie zgodzę się, że poprzez SAM chrzest bez wyznania wiary. Jak Ci zapewne wiadomo w KRK osoba dorosła zanim przyjmie chrzest składa wyznanie wiary i wyrzeka się szatana i zła. W przypadku chrztu dzieci wyznanie takie w imieniu potomstwa składają rodzice zobowiązując się jednocześnie do takiego wychowania dzieci aby postępowały według wiary, którą w ich imieniu wyznają.
    Co do udzielania chrztu osobom umierającym to niczego nie robi się na siłę, taka osoba musi wyrazić pragnienie chrztu a pragnienie takie nie rodzi się przecież z niewiary. Pewnie, że zawsze ktoś może ochrzcić się "na wszelki wypadek" ale takich patologii nie zwalczysz. Nawet wśród Apostołów zdarzył się przypadek niewiary choć nikt by się tego nie spodziewał.
    Co do "sakramantalizmu" jak to nazwałeś to pamiętaj jaka jest katolicka definicja sakramentu. Sakrament jest znakiem łaski Bożej a zbawieni jesteśmy właśnie dzięki tej łasce (a nie dzięki SAMYM uczynkom jak to się przypisuje KRK). Byłbym naiwny gdybym wierzył, że sam chrzest zbawia człowieka (jakoś magicznie). W historii świata jest mnóstwo ludzi którzy chrztu nie przyjęli (bo nie mogli) a jednak zostali zbawieni.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. 1. Rozumiem, że jednak potwierdzasz, że przez udzielenie sakramentu chrztu zostaje chrzczonemu odpuszczony grzech pierworodny. Czy możesz przywołać jakiś tekst Pisma Św., który o tym mówi?

    2. Co do osób umierających to chodziło mi nie tylko o osoby dorosłe, ale też niemowlaczki. Czym taki "szybki" chrzest jest dla nich i przed czym chroni?

    3. Chrzest wg Pisma zmienia status danej osoby, a nie jej naturę. Niczego nie obmywa - to czyni krew Jezusa. Chrzest niczym małżeństwo - włącza do nowej rodziny.

    Zbawienie i odpuszczenie grzechów (również pierworodnego) przychodzi jednak przez osobistą wiarę (nie rodziców) - Ef 2:8-9.

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja pewność jest raczej powszechna i normalna. Nie jest to pewność poznania, tylko pewność, że CZEGOŚ LUDZKOŚĆ NIE WIE, ponieważ nie było przypadku takiego, żeby ktoś umarł (ale realnie, z rozkładem ciała), pobył w zaświatach i wrócił z opowieścią jak tam było itp., bo jest to niemożliwe.
    A nawet gdyby było możliwe, to nadal nie możemy mieć pewności co zrobi Bóg, jeśli założymy że jest on niezależny od nikogo i wszechmocny. I wielokrotnie zabijał ludzi (wg Biblii) tak jak chciał. Taki Bóg może zmienić zdanie w każdej chwili co do każdej osoby. Może nawet zmienić wszelkie reguły gry. Nawet nie wiemy, czy to akurat Bóg biblijny będzie po drugiej stronie, a nie np. egipski RA, co też nie dodaje żadnej pewności. Ale oczywiście są ludzie, którzy wiedzą wszystko na 100%, szczególnie wszelkiej maści duchowni z dowolnej religii. Ja ich nazywam fanatykami - jeśli twierdzą to szczerze. Jeśli miałbym ich zapewnieniom w wiedzę o Bogu uwierzyć, to potrzebuję mocnych dowodów, których brak. Jeśli dowody są, to chętnie posłucham, ale proszę nie pisać, że "tak jest bo ja tak czuję, i wierzę że to prawda" itp. itd. Niejeden w wariatkowie wierzy, że jest Elvisem, tylko mu jakoś śpiew nie idzie. Przyjmując jednak, że Bog jest, że jest to ten chrześcijański, i chcąc nabrać fanaycznej pewności siebie musze wiedzieć, kogo słuchać. Proszę np. odpowiedzieć na pytanie, dlaczego kościół Katolicki się myli wierząc w Pismo i tradycję (sobory). O podobną rzecz proszę kogoś z KK: dlaczego mylą się protestanci nie przyjmując wiedzy wypracowanej przez sobory i papieża. Mogą być linki do dobrych artykułów.

    OdpowiedzUsuń
  8. 1.Potwierdzam, że przez udzielenie sakramentu chrztu zostaje ochrzczonemu odpuszczony KAŻDY grzech a więc siłą rzeczy również ten pierworodny. Czym jest chrzest wg poniższych fragmentów?

    Rzym. 6,3-7
    3. Czyż nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni?
    4. Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili.
    5. Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania,
    6. Wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi;
    7. Kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu.
    (BW)

    Kol. 2:11-13
    11. W nim też zostaliście obrzezani obrzezką, dokonaną nie ręką ludzką, gdy wyzuliście się z grzesznego ciała ziemskiego; to jest obrzezanie Chrystusowe.
    12. Wraz z nim zostaliście pogrzebani w chrzcie, w którym też zostaliście wespół wzbudzeni przez wiarę w moc Boga, który go wzbudził z martwych.
    13. I was, którzy umarliście w grzechach i w nieobrzezanym ciele waszym, wespół z nim ożywił, odpuściwszy nam wszystkie grzechy;
    (BW)

    1 Piotr. 3:19-21
    19. W nim też poszedł i zwiastował duchom będącym w więzieniu,
    20. Które niegdyś były nieposłuszne, gdy Bóg cierpliwie czekał za dni Noego, kiedy budowano arkę, w której tylko niewielu, to jest osiem dusz, ocalało przez wodę.
    21. Ona jest obrazem chrztu, który teraz i was zbawia, a jest nie pozbyciem się cielesnego brudu, lecz prośbą do Boga o dobre sumienie przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa,
    (BW)

    2.Jak jasno wynika z powyższych cytatów chrzest jest zanurzeniem w śmierci Chrystusa po to aby w nim zmartwychwstać. Apostoł Piotr wprost powiada, że chrzest zbawia a my wiemy, że chrzest zbawia o tyle o ile jest „przepustką” do Chrystusa i Jego łaski. O ile Bóg nie jest automatem i nie można powiedzieć, że dziecko nie ochrzczone automatycznie nie może być zbawione o tyle jako chrześcijanie powinniśmy zabiegać o to aby udzielać chrztu gdy jest to konieczne i gdy istnieje taka możliwość.

    3.Przeczytaj Kol. 2:11-13. Jakie elementy są związane z chrztem wg św. Pawła? Jak dla mnie są to: zanurzenie w śmierci Jezusa Chrystusa, ożywienie do nowego życia połączone z odpuszczeniem grzechów. Sam chrzest zresztą w tamtejszej kulturze oznaczał obmycie. Skoro apostoł Piotr mówi, że nie chodzi o obmycie cielesnego brudu to o co? Chrzest z cała pewnością jest obmyciem choć jego rola jest większa niż samo tylko obmycie.

    Jeśli zbawienie przychodzi tylko poprzez osobistą wiarę to żadne dziecko które nie potrafi jeszcze rozumieć i mówić nie ma szans na zbawienie bo samo nie może wyznawać wiary. Jak dla mnie to pewna nieścisłość. Albo zakładamy, że jako rodzice możemy decydować w pewnych sprawach w imieniu naszych dzieci albo tak katolicki chrzest jest nie ważny jak i zmarłe niemowlęta w Twoim Kościele są potępione.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mingler,
    1. Co oznacza stwierdzenie, że "ludzkość czegoś nie wie"? Że "większość" nie wie? "Nikt" nie wie? Wyjaśnij.

    2. To, że ludzkość (jako masa) czegoś nie wie - nie oznacza, że taka wiedza jest niedostępna lub, że nikt jej nie posiada.

    3. Znaczna część ludzkości odrzucała Jezusa w jego czasach. Czy to dowód na to, że NIKT nie rozpoznawał w nim Mesjasza lub, że dowody na jego mesjańską tożsamość były dwuznaczne, niejasne?

    4. Na temat tego co Bóg może, a czego nie - proponuję aby wypowiadać się z Biblią w ręku. Twoje wypowiedzi na ten temat dalekie są od poszukiwań i "neutralnych" pytań. Wyrażają natomiast to o czym pisałem w swoim pierwszym mailu w tym wątku - Twoje głębokie uprzedzenie wobec Boga Biblii.

    5. W powyższym kontekście każdy przedstawiony dowód zinterpretujesz sobie przez pryzmat własnych uprzedzeń (czyli: "Bóg Biblii i sama jej treść nie może być prawdą").

    6. Jeśli chodzi o dyskusję między katolicyzmem a protestantyzmem, to na początek odsyłam Cię do działów: KATOLICYZM oraz PROTESTANTYZM na tym blogu. Tam znajdziesz całkiem sporo rozważań na ten temat. W razie dalszych pytań daj znać. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Twin,

    Dzięki za wyzwania, które rzucasz. W paru sprawach masz rację. W innych nie. :)

    1. Tak, z chrztem wiąże się ZMIANA. Jednak jest to zmiana STATUSU, a nie NATURY. Różnica jest kluczowa. Ślub nie powoduje, że mężczyzna nagle staje się innym, odmienionym, kochającym człowiekiem. Powoduje, że zostaje MĘŻEM. Podobnie z chrztem. Powoduje zmianę tożsamości - z osoby, która była poza przymierzem, poza Ludem i staje się uczniem Jezusa, uczestnikiem przymierza poprzez działanie Ducha Św. (w chrzcie). I TO właśnie oznacza zanurzenie w śmierć Chrystusa, ożywienie do nowego życia, wejście do nowej rodziny, obecność Ducha Św. w życiu chrzczonego, przymierzowe zjednoczenie z Chrystusem.

    2. Piszesz, że "jako chrześcijanie powinniśmy zabiegać o to aby udzielać chrztu gdy jest to konieczne i gdy istnieje taka możliwość".

    Nie zgadzam się. Po pierwsze chrztu powinniśmy udzielać TYM, którym MAMY PRAWO go udzielać. Sądzę, że licząc szacunkowo 70-90% tych, którzy są chrzczeni w kościele katolickim NIE POWINNI (wg Biblii) otrzymać sakramentu chrztu.

    Powodem jest fakt, że rodzice nie są nawróconymi ludźmi, zaś kościół nie wykazuje troski o ich (dorosłych) wiarę, życie. Wystarczy, że przyjmują kolędę i widnieją z parafialnych listach. Taka jest praktyka. Kapłana NAPRAWDĘ nie interesuje miejsce Jezusa w życiu parafianina.

    W historii zwano takie chrzty "ważnymi" (bo zostały udzielone) lecz "niegodnymi" (ponieważ nie powinny być udzielane). Podobną rzecz uczynił Izrael z obrzezaniem. Zrobił z niego "tradycję" (jesteś z rodziny Izraelskiej - musisz być obrzezany) praktykowaną nawet wtedy gdy odchodzili od praktykowania żywej wiary.

    3. Kiedy mówię o zbawieniu przez osobistą wiarę - mam na myśli to, że Biblia traktuje NIEMOWLĘTA chrześcijan jako WIERZĄCE. Nie ze względu na to, że potrafią tą wiarę wyrazić, ale ze względu na to jaka jest ICH WIĘŹ z Bogiem. Przykłady: Psalm 22:10-11, 71:5-6, 139:14-15, 8:2-3, 127, 128, Mt 18:1-14; 19:13-15. Dzieci wierzących rodziców wchodzą do Królestwa Bożego jako NIEMOWLĘTA.

    Oczywiście nie przekreślam tu wagi wiary rodziców. Te teksty raczej ją zakładają. Mówią jednak o wiele więcej niż tylko to, że JEDYNYM powodem zbawienia dziecka jest wiara rodzica. W Piśmie nasze potomstwo jest opisywane tym samym językiem co WIERZĄCY dorośli. Dlatego w taki sposób powinniśmy je traktować.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ależ Bóg Biblii może być prawdą (istnieć)! Ale równie dobrze może go nie być. Myślę, że dowody na to powinni przedstawić ci, którzy twierdzą, że jednak istnieje ten konkretny Bóg, bo chyba zgodzisz się, że nie jest to oczywiste dla wielu miliardów ludzi na tym swiecie.

    Nie można rozpatrywać świata z "Biblią w ręku", gdy nie wiemy, czy tak Biblia ma monopol na prawdę. Ludzie na podstawie własnych przemyśleń tak twierdzą (a raczej na podstawie indoktrynacji na danym terenie). Inni jednak myślą, że Biblia to tylko książka. Chcę poznać główne powody, dla których mamy pewność, że Biblia jest Słowem Bożym - bo wcale tak nie wygląda. Jak można tworzyć całą teologię i grzebać się w pojedynczych wersetach, np. rozważając utracalność zbawienia, nie mając pewności, że to ma sens??? Ja domyślam się, że ty masz tę pewność prawdziwości i nieomylności Biblii, ale skąd? Nie może Biblia sama świadczyć o sobie, jak to lubią podkreślać niektórzy, bo to zapętlenie i nic nie wnosi. Historyczne dowody na istnienie TEGO Jezusa są bardzo słabe. Moc modlitwy praktycznie nie istnieje. Prawdy "naukowe" z Biblii są dziś śmieszne i trącą bajkami. Sklecanie ksiąg biblijnych w całość jest też ciekawą historią i wymaga WIARY, że wybrano księgi właściwe. Analiza tekstu poszczególnych ksiąg wskazuje na spore przemieszanie różnych dopisków przez wielu kompletnie nieznanych autorów (nawet Nowego Testamentu). Wykopaliska w Izraelu nie potwierdzają większości zdarzeń biblijnych, a obszar nie jest duży i podobno przeczesany dokumentnie. A nie są to jakieś bardzo stare dzieje (max. minus 10tys. lat ;-) ).Czy wiedząc to wszystko można wyrobić sobie uczciwe zdanie, że Biblia zawiera samą prawdę? Czy może czytam niewłaściwe opracowania, hehe ?

    OdpowiedzUsuń
  12. Pawle, jakie wyzwanie? Jesteśmy po tej samej stronie frontu tylko ja skromnie przyznaję, że jestem w piechocie, Tobie się natomiast zdaje, że jesteś w siłach specjalnych. :-) (nie mówię, że to źle, potrzeba dziś światu takich "komandosów")

    1.No niezupełnie mogę się zgodzić. Chrzest to nie tylko zmiana statusu. Zmiana statusu to zbyt wąskie pojęcie. Biblia mówi o śmierci, o ożywieniu i o odpuszczeniu grzechów. Moim zdaniem zmiana statusu tylko towarzyszy temu co się dzieje z człowiekiem chrzczonym. Zresztą, jeśli twierdzisz, że chrzest w żaden sposób nie dotyczy natury to jak dla mnie jest to nieco w opozycji do J 3,5-6, może też do Ez 36,25-27.

    2.Myślałem, że w miarę jasno się wyraziłem. Pisząc o „konieczności” udzielaniu chrztu miałem na myśli zagrożenie śmiercią (trzeba się wtedy zdecydować, nie można odkładać na wieczne „potem”). Pisząc o chrzcie „gdy jest taka możliwość” miałem m. in. na myśli wolę samej osoby (dorosły) lub bliskich tej osoby (dziecko). Przecież niemądre byłoby chrzczenie dzieci kiedy rodzice mają za nic wiarę w Jezusa. Podobnie z dorosłymi, nie można chrzcić kogoś na siłę bo to jest bez sensu.
    Zgodzę się z Tobą, że zbyt często udziela się w KRK chrztu bardziej dla tradycji niż dla rzeczywistego włączenia dziecka do Ludu Bożego. Niestety katolickim księżom zbyt często brakuje radykalizmu ale często jestem w stanie to zrozumieć choć tego nie pochwalam. Kiedy taki duchowny chce postąpić w zgodzie z własnym sumieniem i Ewangelią to naraża się na obrzucenie błotem, na pomówienia – „bo co ten klecha chce od biednego dziecka”? Dotyczy to nie tylko sakramentu chrztu. Osobiście spotkałem się z przypadkiem, kiedy proboszcz nie dopuścił kilku nastolatków do sakramentu bierzmowania (uznał, że nie są dojrzali ze względu na ich nagminne przestępcze zachowania). Podniósł się taki rwetes, że musiał poprosić biskupa o przeniesienie. Jak myślisz czy drugi raz też będzie taki radykalny?

    Co do zainteresowania kapłana miejscem Jezusa w życiu parafianina to różnie z tym bywa. Zazwyczaj lepsze pod tym względem są małe wiejskie parafie gdzie wszyscy wszystkich znają i duchowni też wiedzą kogo mają w parafii. Inaczej jest w dużych miastach. Kiedy parafia liczy sobie kilkanaście tysięcy osób a realnie do kościoła chodzi z tego połowa to i tak jest to bardzo duża liczba osób i kapłani nie są często w stanie znać wszystkich i znać ich poglądy. Dotyczy to zwłaszcza tych parafian, którzy ograniczają się do niedzielnego pójścia na nabożeństwo. Faktem jest jednak, że ci którzy nie chodzą i nie biorą udziału w życiu parafii i Kościoła nie powinni figurować jako członkowie KRK. Oj byłby to kubeł zimnej wody na głowę niektórych „optymistów” z KRK.

    3.Hmmm… zastanawiam się czy aby nie piszemy o tym samym, tylko innymi słowami. Dla większej precyzji dodałbym jednak pytanie: Skoro wiara rodziców nie jest aż tak ważna jak się wydaje a dzieci są z definicji wierzące, to co stoi na przeszkodzie aby chrzcić wszystkie dzieci bez zapatrywania się na poglądy rodziców i ich wiarę?

    OdpowiedzUsuń