sobota, 27 sierpnia 2011

Moralność w ateizmie?

Ktoś zapytał mnie czy ateista może być człowiekiem moralnym.  Odpowiedź na to pytanie zależy od definicji, które przyjmiemy: definicji tego czym jest ateizm oraz czym jest moralność. Ateizmem zajmowałem się nie raz na tym blogu. Przejdźmy więc do moralności.

Zanim przejdę do definicji tego pojęcia warto poruszyć bardziej fundamentalną kwestię. Definiować mianowicie możemy coś o czym wiemy lub mniemamy, że istnieje. Przykładowo ludzie wierzą w istnienie Boga i próbują Go na różne sposoby definiować. Jednak punktem wyjścia jest ich przekonanie, że ktoś taki istnieje! Podobnie rzecz się ma z moralnością. Próbujemy ją definiować, ale najpierw zakładamy, że coś takiego istnieje.

Pytanie, które zadałbym ateiście jest następujące: skąd przypuszczenie, wiara, pewność, że istnieje coś takiego jak moralność? Ateista najczęściej przyjmuje rzeczywistość w oparciu o własne zmysły. Można by więc zapytać: czy więc widział coś takiego jak moralność? Dotknął jej? Zasmakował? Zbadał w naukowy sposób, że coś takiego obiektywnie istnieje? Nie sądzę. Mimo to używa jednak tego pojęcia tak jakby jego istnienie i zakres znaczeniowy były czymś oczywistym! Używa tego pojęcia mimo iż na własnych założeniach w żaden sposób nie jest w stanie wskazać na przyczynę, dla której w jego słownictwie takie słowo występuje! Musi zapożyczyć, ale już spoza swojego systemu myślowego założenie, że istnieje moralność będąca miarą, standardem oceny zachowań ludzi. Musi także zapożyczyć spoza swojego systemu jej definicję.

Pamiętajmy, że chcemy tu zdefiniować coś: niematerialnego, coś co istnieje poza nami, a więc niezależnie od nas, coś co jest uniwersalne, obiektywne. Nie mówimy przecież o innej moralności dla Hiltera, innej dla Bin Ladena, a innej dla Jana Nowaka. Jeśli jakiś czyn lub człowieka opisujemy jako „niemoralny” – odnosimy się do pewnego standardu będącego standardem dla wszystkich kultur i dla całej historii. Zatem kluczowe pytanie brzmi: jak ateista zbadał, jak dowiedział się, że coś takiego istnieje? I po drugie: w jaki sposób dowiedział się co obiektywnie wchodzi w zakres tego pojęcia?

Oczywiście nawet bez udzielonej odpowiedzi na te pytania ateizm posługuje się terminem moralności. Jednak robi to na zasadzie zapożyczenia z innego systemu światopoglądowego. Zatem ateizm używa argumentów przeciwko Bogu posługując się Jego narzędziami: logiką, gramatyką, prawami, które stworzył. Używając przykładu chrześcijańskiego filozofa Corneliusa Van Tila - jest jak córka, która musi wejść na kolana ojca aby móc uderzyć go w policzek. Bez nich jest zupełnie bezradna.

Oznacza to, że ateista mimowolnie musi założyć prawdziwość chrześcijańskiego światopoglądu aby móc korzystać z pojęć takich jak moralność, dobro, sprawiedliwość, wewnętrzna niespójność, okrucieństwo, zło, prawo grawitacji, przyśpieszenie ziemskie, sumienie, godność kobiet, prawa człowieka. Musi założyć, że jakaś ściśle określona treść wchodzi w zakres tych pojęć!

Ponadto zauważmy, że moralność odnosimy do oceny działań ludzkich. Nie mówimy przykładowo, że lis, który zakradł się do kurnika i zagryzł trzy kury zachował się "niemoralnie". Niemoralnym zaś ocenimy działanie człowieka, który ukradł swojemu sąsiadowi z kurnika trzy kurczaczki. Za takim językiem stoi pewne założenie filozoficzne: że człowiek jest istotą innego rodzaju niż lis, że jakościowo między nim, a najwyżej rozwiniętym zwierzęciem istnieje przepaść aksjologiczna. Pytanie: skąd w ateizmie to założenie? Jakie znaczenie ma to co jedna kupa pierwiastków chemicznych napędzana reakcjami chemicznymi w górnej części ciała robi drugiej kupie białka - a do tego właśnie sprowadza się w konsekwentnym ateizmie spojrzenie na człowieka?

Zatem w filozoficznym ateizmie, który mówi, że świat jest materią w ruchu napędzaną w przypadkowy, bezosobowy, ślepy sposób, a człowiek jest zwierzęcą formą napędzaną reakcjami chemicznymi w mózgu – nie ma żadnego miejsca na istnienie czegoś takiego jak moralność!

Oczywiście ateiści są żywo zainteresowani moralnością, posługują się tym terminem, a nawet odnoszą to słowo do swojego lub innych zachowania. Potrafią nawet bezgranicznie zaufać Wikipedii, że coś takiego istnieje i przyjąć bez żadnego zawahania jej definicję. Oczywiście robią to wbrew swoim założeniom.

7 komentarzy:

  1. Bardzo dobry tekst moim zdaniem.

    "List do PT Ateistów"

    http://korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID218011074,index.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy fakt, że ty sam nie znasz odpowiedzi na zadane we wpisie pytania oznacza, że nie ma dobrych odpowiedzi?

    Czy ty na przykład godność kobiet i prawa człowieka wywodzisz jedynie z Biblii? (tu się można zacząć bać, bo jak wrócisz do Starego Testamentu, to będziesz chciał np. kamienować cudzołożnice).

    Poza tym - naprawdę wierzysz, że moralność na całym świecie wygląda identycznie? Czy indianie w dorzeczu Amazonki zapożyczają światopogląd z chrześcijaństwa?

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy ty na przykład godność kobiet i prawa człowieka wywodzisz jedynie z Biblii? (tu się można zacząć bać, bo jak wrócisz do Starego Testamentu, to będziesz chciał np. kamienować cudzołożnice).

    Czemu zakładasz, że właściwe dla chrześcijan jest zrobienie kroku wstecz hop do ST? Na jakiej podstawie tak twierdzisz? A odpowiadając na pytanie (choć kierujesz je do pastora, ale on też odpowie) - tak, godność kobiet i prawa człowieka w formie jakiej bym sobie życzył wywodzę z Biblii.

    Poza tym - naprawdę wierzysz, że moralność na całym świecie wygląda identycznie? Czy indianie w dorzeczu Amazonki zapożyczają światopogląd z chrześcijaństwa?

    Zdefiniuj co nazywasz moralnością.
    Widzę, że ciążysz do relatywizmu moralnego, czy jakbyś przeprowadził się do plemion, które jedzą ludzi - robiłbyś to samo, bo u nich to norma? A jak byś trafił z żoną (jeśli ją masz) do plemienia, gdzie "moralne" jest współżycie "każdego z każdym" - to pozwoliłbyś na to? A może powiesz, że musiałbyś się tam urodzić. Ok. Urodziłeś się w miejscu, gdzie obrzezka dziewczynek jest kulturową normą. Potem dziwnym przypadkiem trafiasz do współczesnej Europy, kończysz szkołę, poznajesz swoją przyszłą żonę i masz dziecko. Wracasz odwiedzić rodzinę - pozwalasz obrzezać córkę w imię tradycji plemiennej? Przykłady można mnożyć, pewnie chciałbyś z nimi podyskutować, jak chcesz. Ale jeśli będziesz szczery przed sobą to przyznasz, że są pewne standardy moralne, do których ludzkość dąży - pomimo, że nie równomiernie w skali świata (i dlatego piszesz takie rzeczy o Indianach z dorzecza Amazonki). A jeśli jest jakiś punkt ciężkości, to jest on właśnie tym uniwersalnym prawem moralnym - w który nie wierzysz.

    My chrześcijanie odczytujemy je z Biblii, tylko daruj już sobie wkładanie nas w "buty" zakonu etnicznego Izraela, bo widzę, że nie rozumiesz jaką miał on (zakon) rolę, i co się zmieniło z przyjściem Jezusa.

    p

    OdpowiedzUsuń
  4. A zatem czym dla pana jest brak poczucia obecności Boga czy jakiejkolwiek innej siły sprawczej? To ateizm? Poza tym to, że moralność występuje w "słowniku" chrześcijańskim nie oznacza, że ateista nie może być moralny. Tu nie chodzi o to, że ateizm nie ma wydzielonych, spisanych praw jak to jest w przypadku chrześcijaństwa(np. dekalog) bo przecież moralność jest terminem ogólnie przyjętym przez społeczeństwo i stwierdzenie, iż moralność i ateizm nie idą i nie mogą iść w parze jest co najmniej niedorzeczne i krzywdzące. Z tym, że nie do końca nie jest spisane bo przecież mamy system prawny w każdym kraju na świecie. Poza tym... człowieka od zwierząt różni bardziej rozwinięty mózg i o ile nie występują jakieś zaburzenia psychiczne to człowiek potrafi kontrolować, że tak to ujmę, instynkt pierwotny. Z drugiej strony to, że nie wierzy się w Boga wyklucza to, że można rezygnować czy wykluczać nauki kościoła(znowu nawiązuje do dekalogu dla jasności). Proszę o odpowiedź gdyż bardzo interesuje mnie pana stanowisko w tej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
  5. czyli ja jako osoba nie wierząca w istnienie Boga(lub innych bóstw, sił nadprzyrodzonych itp.) nie mogę i nie jestem człowiekiem moralnym? Czy wiara w Boga to warunkuje według Pana?

    OdpowiedzUsuń
  6. Człowiek został stworzony przez Boga na jego obraz i podobieństwo. To że niektórzy w to nie wierzą, to wcale nie znaczy, że ich zaistnienie na tym świecie i podtrzymywanie ich życia ma inne źródło. A zatem każdy człowiek może być moralnym.
    Bóg na kartach Biblii obiecał, że chce odnawiać grzesznego człowieka na swoje podobieństwo. Niestety większość ludzi nie chce tego i nie pozwala Bogu na proces stwarzania na nowo. Dotyczy to niestety również wielu tzw. ludzi wierzących.
    Wielu ateistów szuka dobra, a więc szuka Boga chociaż nie zdaje sobie z tego sprawy upierając się, ze nie wierzy w istnienie Boga.
    Pozdrawiam, J.

    OdpowiedzUsuń
  7. A zatem czym dla pana jest brak poczucia obecności Boga czy jakiejkolwiek innej siły sprawczej? To ateizm?

    Wiara jest kwestią związaną ze światopoglądem i jako taka nie zależy od poczucia obecności. Jest to bliższe świadomości niż zmysłowości. Myślę, że człowiek głęboko wierzący w Boga również może mieć momenty, gdy nie czuje Bożej obecności...

    Poza tym to, że moralność występuje w "słowniku" chrześcijańskim nie oznacza, że ateista nie może być moralny.

    Oczywiście, że nie tzn, nie oznacza:) Moralnie może żyć człowiek wyznający dowolny światopogląd, o ile uznamy, że jest coś takiego jak moralność uniwersalna. Przeczytaj moją odpowiedź Maryjanowi. Problemem jest raczej pochodzenie tej uniwersalnej moralności, według chrześcijan, nadał ją Bóg Stwórca swoim stworzeniom, a my ją odkrywamy i w niej wzrastamy, jest to proces.

    Tu nie chodzi o to, że ateizm nie ma wydzielonych, spisanych praw jak to jest w przypadku chrześcijaństwa(np. dekalog) ...

    mogą iść w parze. Człowiek niewierzący w Boga opisanego w Biblii może zachowywać się moralnie (wg moralności Biblii). Pytanie do was niewierzących - skąd wiecie co jest moralne, a co nie? Czym się kierujecie? Nie krzywdzić innych? Zgoda, my właśnie to odczytujemy w Biblii, a wy? Nauczyliście się tego przez doświadczenie, wymyśliliście to? To poważne pytanie, nie ironia. Czyli ponownie - dyskusja raczej jest na płaszczyźnie pochodzenia moralności, a nie czy i kto ma prawo moralnie żyć - bo powinni chyba wszyscy, nieprawdaż?

    Z tym, że nie do końca nie jest spisane bo przecież mamy system prawny w każdym kraju na świecie.

    Prawo jest ustanawiane w oparciu o moralność, więc moralność nie może wynikać z prawa - jest ono wtórne.

    Poza tym... człowieka od zwierząt różni bardziej rozwinięty mózg

    tylko tym różnimy się od zwierząt? ;)

    i o ile nie występują jakieś zaburzenia psychiczne to człowiek potrafi kontrolować, że tak to ujmę, instynkt pierwotny.

    o jakim instynkcie Pani mówi? Proszę rozwinąć tę myśl.

    Z drugiej strony to, że nie wierzy się w Boga wyklucza to, że można rezygnować czy wykluczać nauki kościoła....

    przyznam, że mam problem ze zrozumieniem tego akapitu. Parafrazując, czy chodzi Pani o to, że można nie wierzyć w Boga, ale korzystać z ich (np kościoła) wskazań odnośnie moralności? Jeśli nie o to chodzi, to proszę sprecyzować.

    Znów pytanie, czym jest moralność? Czemu jedno jest moralne a inne z kolei nie jest? Skąd bierze się wiedza o tym co jest złe a co jest dobre. To są zagadnienia natury filozoficznej, nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi w oderwaniu od światopoglądu. Trzeba mieć miarkę - wzorzec, coś pierwotnego, fundament. Bo jak inaczej określić co jest złe a co dobre. Można próbować odpowiadać no to pytanie, że dobre to to co służy konstruowaniu a nie destrukcji, ale czemu coś jest lepsze niż nic? To są pytania, na które bez światopoglądu nie odpowiemy. Ewolucjonizm jest też jakimś światopoglądem, mechanistyczne podejście do świata itp. Więc musi sobie Pani określić sama co to jest dobrze, a co to jest źle, albo skądś to zapożyczyć. Czymś trzeba się kierować. Może Pani korzystać z dekalogu, może z moralności Kalego, a może z każdego innego światopoglądu, tylko wybierając, musi Pani nazwać to coś jako dobre. Nie ucieknie Pani od tego.

    Jest Pani ateistką, co lub kto mówi Pani o tym co jest dobre, a co złe? Prawo? Instynkt? Doświadczenie? Nauka? Jest na to prosta odpowiedź? Ma Pani 100% pewności, że któraś z tych odpowiedzi wskazuje na bezsprzeczne źródło poznania dobra i zła? Skąd ta pewność? Niestety jest to tylko forma przeświadczenia.

    Nie chcę wyjść na domorosłego filozofa;) Ja czerpie odpowiedź o tym co moralne, a co nie z Biblii, tzn podpieram się nią, szukam w niej odpowiedzi, upewniam się, koryguję swój pogląd na daną kwestię, uważam, że jest to bdb źródło, bardzo bogate...a poza tym wierzę, że jest natchnione przez Stwórcę, co w moich oczach podnosi jej (biblii) rangę.

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń