sobota, 17 marca 2012

Bóg jako prawda czy opcja dla naszych dzieci?

Doktryna chrztu niemowląt wybija nam z rąk przekonanie o niezależności i samostanowieniu. Dlatego wielu ludzi jej nie lubi: zarówno niechrześcijanie (co nie dziwi), jak i niektórzy wierzący (co może dziwić). Niektórych ta praktyka irytuje ponieważ dowiadują się, że nie wszystko zależy od nich: "Jak to?! Dlaczego ktoś ma decydować o mnie? Dlaczego ja mam decydować za moje dziecko?" Wszak współczesna tendencja jest dokładnie odwrotna: Niech dzieci same wybiorą co chcą. My zaś musimy uczyć ich dojrzałych wyborów zaczynając od najwcześniejszych lat. Gdy podrosną to zobaczą czy jest to religia dla nich. Niczego nie narzucajmy, do niczego nie przymuszajmy. Wskazujmy korzyści tego co my uznaliśmy za prawdę i czekajmy na odpowiedź naszego syna lub córki.

Nie powinno nas to dziwić jeśli powyższe słowa wypowiada człowiek niewierzący. Doskonale bowiem zdaje sobie sprawę, że tego typu postawa pomoże dziecku w... niewierze. Ateista, który twierdzi: "niech dziecko samo wybierze gdy dorośnie. Ty nie decyduj za niego" – nie mówi tych słów ze względu na troskę o nasze dzieci. Wie natomiast, że jest to dobrze działająca metoda prowadzenia ich do niewiary.

Jednocześnie sam swojego syna i córkę bynajmniej nie wychowuje w neutralności, otwartości na inne nurty, religie. Stanowczo odmawia odwiedzenia z dzieckiem nabożeństwa protestanckiego, Sali Królestwa, meczetu, przeczytania mu Biblii, Koranu i Strażnicy pośród wielu innych książek – by dziecko wiedziało jaki ma wybór. Co więcej - przemilcza istnienie Adama, Ewy, Abrahama, Mojżesza, Dawida, Jezusa, przejście przez Morze Czerwone, dziewicze poczęcie, wskrzeszenie Łazarza, zmartwychwstanie. Jeśli już gdzieś na ten temat wspomina to oczywiście jako o mitach i starożytnych baśniach. "Otwartość", prawda? "Wybór". "Wskazywanie różnych możliwości". Tak to chyba jest nazywane.

Idąc dalej: nie spotkałem ani jednego niewierzącego rodzica, który pyta dziecko czy chce się ono pomodlić przed posiłkiem. Innymi słowy, wychowuje dziecko w duchu niewiary, nieobecności Boga we wszystkim czym żyje i oddycha. Jednocześnie sprzeciwia się chrześcijańskiemu wychowaniu, chrzczeniu niemowląt, nauczaniu od maleńkości katechezy ponieważ zbyt jednoznacznie "narzucają" dziecku określone spojrzenie na świat. Oczywiście inne od jego spojrzenia. To bardzo irytujące.

Niestety wielu wierzących rodziców podąża tym tropem. Sądzą, że ich zadaniem jest wskazywanie dziecku możliwości (z których Jezus jest optymalnym rozwiązaniem), zaś ono samo wybierze co jest odpowiednią drogą. Jeśli zdecyduje się zaufać Jezusowi - chwała Bogu! Alleluja! Udało się! Trafiłeś w dziesiątkę! Jeśli jednak stawiamy dziecko w roli niezależnego decydenta to już upadliśmy dlatego, że jeśli nie my to jego serce i umysł będą kształtowali współcześni "prorocy": gwiazdy telewizji, sceny muzycznej, internet, dzisiejsi "uczeni w Piśmie", "autorytety lansowane przez media itp.

W zasadzie mamy dwie drogi. Albo pokazujemy dzieciom Jezusa jako "Drogę Prawdę i Życie" (Jn 14:6) i dziecko wyrasta w tej prawdzie jako oczywistości nie pamiętając dnia, w którym nie kochało Jezusa ponieważ zawsze był on obecny w ich życiu nie tylko w kościele, ale i w domu, szkole, przed posiłkiem... Albo pokazujemy Boga jako opcję, którą, jeśli chcą, mogą wybrać i postawić na pierwszym miejscu. Jeżeli decydujemy się na drugie rozwiązanie to nie dziwmy się, że wiele chrześcijańskich dzieci gdy dorasta traktuje Jezusa jako opcję, która ma równie atrakcyjnych konkurentów: Buddę, B. Russela, R. Dawkinsa, sceptycyzm, agnostycyzm, nihilizm, hedonizm itp. I jak tu się za kimś/czymś opowiedzieć skoro jest tak wiele możliwości? Lepiej ciągle króliczka gonić niż złapać. To na pewno zyska aprobatę współczesnych środowisk uniwersyteckich. Przynajmniej ten jeden dogmat nie może być podważany.

6 komentarzy:

  1. Ok, zdecydowanie zgadzam się, że chrześcijanie powinni wychowywać dzieci w wierze. Ale czy można powiedzieć, że "zawsze kochało się Chrystusa"? Mówię z perspektywy dorastania w rodzinie chrześcijańskiej, w której stale mówi się o Bogu...

    Myślę, że zarówno chrzest niemowląt jak i cała teologia połowicznego przymierza (nie teologia przymierza w ogóle) podważają biblijne nauczanie o konieczności osobistego upamiętania/pokuty/nawrócenia.

    Zatem moje pytanie brzmi; czy zdaniem Pastora w wypadku osoby urodzonej w rodzinie wierzącej, ochrzczonej jako niemowlę etc. jest potrzeba suwerennego działania Ducha Świętego powodującego skruchę z powodu grzechów i przemianę?

    OdpowiedzUsuń
  2. Filip,

    Tak, zdecydowanie można powiedzieć, że "zawsze kochało się Chrystusa". Pewnie właśnie coś takiego byś usłyszał z ust Tymoteusza gdybyś go zapytał kiedy się nawrócił. Od dzieciństwa znał Pisma, których uczył się od mamy i babci.

    Dzieci Izraelitów miały być tak prowadzone przez rodziców aby nie pamiętały dnia kiedy nie znały Jahwe. Poczytaj na ten temat np. 5 Mojżeszową i Przypowieści Salomona. Żadne dziecko nie miało "podejmować decyzji o przyjęciu Jahwe do serca" na obozie młodzieżowym w Asyrii. W NT mamy ten sam model prowadzenia dzieci do dojrzałej wiary co w ST (dlatego podręczniku wychowania chrześcijańskiego często cytują Księgę Przypowieści).

    Zbawienie przez "dramatyczną decyzję" to wymysł anabaptyzmu spopularyzowany przez Charlesa Finneya.

    Jeśli chodzi o Twoje końcowe pytanie to oczywiście, że jest potrzeba suwerennego działania Ducha Świętego. Tyle, że nie możemy go zapakować w pudełeczko twierdząc, że Duch działa w "baptystyczny" sposób czyli: od wieku nastoletniego. Biblia obfituje w Boże obietnice dotyczące dzieci chrześcijan i wiara polega na ufności w Bożą prawdomówność, nie zaś twierdzeniu:
    - "sprawdzam"
    - "uwierzę jak zobaczę i usłyszę"
    - "ale moje doświadczenie mówi mi, że..."

    Duch Święty działa w małych dzieciach, niemowlakach, a nawet w łonie matki czego przykłady mamy w Piśmie Świętym.

    Zobacz także takie fragmenty jak:

    "(10) Tyś mnie wydobył z łona, Uczyniłeś mnie bezpiecznym u piersi matki mojej. (11) Na ciebie byłem zdany od urodzenia. Ty byłeś Bogiem moim od łona matki mojej." (Ps 22:10-11),

    "(5) Tyś bowiem nadzieją moją, Panie, Boże, Tyś ufnością moją od młodości mojej. (6) Tyś był podporą moją od urodzenia, Tyś pomocą moją od łona matki mojej: O tobie zawsze mówi moja pieśń pochwalna." (Ps 71:5-6),

    "(3) Z ust dzieci i niemowląt ugruntowałeś moc na przekór nieprzyjaciołom swoim, Aby poskromić wroga i mściciela." (Ps 8:3).

    Powyższe słowa mówią o szczególnej więzi przymierza Boga z najmniejszymi w wiernym Ludzie. Nie dotyczą jakiegoś wyjątkowego, pojedynczego działania Bożego. Są pisane by KAŻDY wierny w KOŚCIELE wyznał je z Psalmistą jako własne.

    Do "NICH" należy Królestwo Boże (Mk 10,13-16). A jeśli do NICH to znaczy, że nie do "pogan", "przed-chrześcijan" lub "sympatyków Pana Jezusa". Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla prawdziwego chrześcijanina nie ma innej opcji niż Bóg od” pierwszego krzyku” … Druga opcja jest bardziej destrukcyjna ponieważ chowając się za sloganem „dlaczego ja mam decydować za moje dziecko” jest pewne ze coś nie gra z twoją wiara ..to znaczy ze sam nie jesteś pewny czy Bog to wszystko czy tylko opcja … mimo tego iż twoja wiara posiada skazę czy powinieneś zasłaniać swojemu dziecku ‘słońce ‘ w zamian zapalając jakąś lampkę nocna twierdząc ze to to samo „światło” przynajmniej zrób pierwszy krok resztę pozostaw Bogu

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydawało mi się jasne, że to Bóg przed założeniem świata wybrał konkretne osoby do wiary/niewiary i żadne tam działanie rodziców nie da rady tego zmienić.

    Czyżby Bóg był tak słaby? Czy może Biblia kłamie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy,

    Piszesz o jakimś determinizmie, dziwactwie, które nie ma z Pismem Św. nic wspólnego.

    Wg Biblii Bóg do realizacji Swych odwiecznych zamierzeń posługuje się wybranymi przez Siebie narzędziami.

    Dlatego mamy głosić Słowo Boże, a nie siedzieć. Mamy się modlić zamiast czekać. Jako rodzice mamy wychowywać dzieci w zgodzie ze Słowem, zamiast liczyć na "samo-się-zrobi".

    Bóg określa historię, przyszłość, ale i środki poprzez które człowiek ma ją kształtować prosząc o Boże błogosławieństwo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomieszanie z poplątaniem.
    Mamy wychowywać dzieci w wierze, jeżeli sami wierzymy-Pwt.6,4-7.
    Nie znaczy to, że mamy chrzcić niemowlęta. Chrzest niemowląt nie jest nauką biblijną, tylko wymysłem ludzkim. Kościół zaczął chrzcić dzieci, gdy odszedł od nauki biblijnej, a zaczął bazować na tzw. tradycji. W Piśmie Świętym nie ma żadnej wzmianki na temat chrztu niemowląt, jest natomiast mowa o wierze osoby decydującej się na chrzest-Mk.16,15-16.

    OdpowiedzUsuń