poniedziałek, 18 lutego 2013

Miłość do nieprzyjaciół, czyli o codziennym umieraniu

Ewangeliczna miłość nieprzyjaciół, o której nauczał Pan Jezus Chrystus (Mt 5:43-48) oznacza rezygnację z zabiegania o swoje ja. Oznacza rezygnację z własnej dumy, korzyści i wygody. Nie mylmy tego z rezygnacją z honoru. Z nami najzwyczajniej jest tak, że wolimy kochać innych miłością interesowną; miłością w jakimś sensie łatwą. Miłość nieprzyjaciół jest trudna i nieosiągalna dla tych, którzy odrzucają wzór takiej miłości w Jezusie. Aby kochać innych musimy przyjąć postawę Jezusa: codziennego umierania dla siebie. Kiedy wstajemy rano, zanim wygramolimy się z łóżka, musimy podejmować decyzję: "Panie, dziękuję Ci za nowy dzień. Chcę go poświęcić Tobie i bliźnim. Uśmiercaj mnie dla swoich pragnień, chcenia i zabiegania o swoje".

Muszę każdego dnia umierać dla Pawła Bartosika, dla wszystkiego tego, co jemu się należy. Tutaj nie chodzi po prostu o bycie miłym. Nie chodzi o bycie dżentelmenem. Bycie dżentelmenem nie uzdolni nas do takiego życia. Tylko człowiek o nowym, odmienionym sercu będzie w stanie to czynić. Dlatego po pierwsze: musimy oddać całe życie Jezusowi (nie zaś jego niedzielną część). Po drugie: Przeszła decyzja nie wystarczy. Musimy każdego dnia podejmować decyzję o umieraniu dla siebie samych, musimy brać udział w codziennych duchowych bitwach.

Miłość do nieprzyjaciół, o której Pan Jezus mówi, nie polega na zwykłym braku nienawiści. Polega przede wszystkim na obecności czegoś: czynieniu dobra wobec tych, którzy nas nienawidzą. Czy np. modlimy się o swoich nieprzyjaciół? I to nie z postawą pogardy: Boże, oni są tacy zaślepieni. Oni są tacy głupi i nienawistni. Czy modlimy się o miłość do nich, o dobro dla nich? O ich dzieci? O ich rodzinę? O Bożą łaskę i błogosławieństwo?

My tymczasem często jesteśmy zadowoleni z siebie, bo nie czynimy wobec bliźnich zła. Jezus idzie dalej. Pyta: czy czynisz dobro? Jak często opuszczasz swój dom by wyruszyć do ludzi? Oczywiście znajdziemy tysiąc powodów by tego nie robić:
-         ale mój czas
-         ale moja praca
-         ale przecież jest internet

Jeśli nie będziemy dążyli do takiego usposobienia, o jakim Pan Jezus mówi w tym fragmencie, nie będziemy nazwani "dziećmi Bożymi" (Mt 5:45). Nie jest to więc jakaś opcja dla dzieci Bożych. To nie jest bonus dla tych bardziej zdeterminowanych chrześcijan. Jeśli nie zamierzamy wstępować w ślady Jezusa będziemy jedynie nominalnymi chrześcijanami. Jeśli nie dążymy do takiej postawy, to należymy do świata. Nasz Pan mówi "czyż i celnicy tego nie czynią" (5:46)? Czyż i poganie nie kochają tylko tych, którzy ich kochają? Czyż nie poganie rozmawiają tylko z przychylnymi im ludźmi?

Jeśli nasza miłość jest ograniczana przez rodzaj krwi w naszych żyłach, rasę, narodowość, nazwę kościoła, to nie różnimy się od celników i grzeszników. To nie jest miłość, o którą chodzi Bogu. Musimy znajdować się po wpływem wyższych zasad niż pracowanie i kochanie tych, którzy nas kochają, niż bycie uprzejmym. To wszystko jest również cechą pogan. Jezus mówi, że Jego uczeń ma w sobie Ducha, który uzdalnia go do innego życia: do kochania nieprzyjaciół, błogosławienia prześladowców, do nadstawiania policzka, robienia więcej niż wymaga obowiązek, do wykonywania czynów miłosierdzia poza finałem WOŚP.

Jeśli jesteś chrześcijaninem i myślisz, że niemożliwe jest kochać nieprzyjaciół, wówczas musisz... się nawrócić. Najwidoczniej zapomniałeś czym jest ewangelia. Przypomnij sobie, że Jezus ukochał ciebie gdy byłeś Jego wrogiem, nie zaś przyjacielem. Nie dał ci wiary za to, że byłeś miły, sympatyczny, otwarty. Byłeś bardzo obojętny, wrogi, plułeś w twarz Bogu gdy grzeszyłeś bez słów: "przepraszam, Panie Jezu. Wybacz mi".

Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł. Tym bardziej więc teraz, usprawiedliwieni krwią jego, będziemy przez niego zachowani od gniewu. Jeśli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Syna jego, tym bardziej, będąc pojednani, dostąpimy zbawienia przez życie jego. – Rzymian 5:8-10

Gdyby Bóg nie ukochał nas jako nieprzyjaciół, znaleźlibyśmy się w piekle. Miłość wobec nieprzyjaciół ma moc zmiany ich serc. Naśladujmy w tym Chrystusa.

1 komentarz:

  1. Miłość nieprzyjaciół, to altruizm gatunkowy, powszechnie zaś panuje altruizm wobec własnej linii genetycznej (który de facto altruizmem nie jest). Czyli: większość ludzi odda życie za swoje dzieci (to prawie instynkt), część gotowa jest zaryzykować je dla swojego rodzeństwa lub kuzynostwa (ale musi być ono bardzo bliskie).

    Oddanie życia za nieprzyjaciół,to całkowite zaparcie się wszystkich ewolucyjnie wypracowanych mechanizmów - zaiste nie ma miłości większej ani dowodu na fakt że człowiek na poziomie duchowym może wznieść się ponad zwierzę.

    OdpowiedzUsuń