środa, 22 maja 2013

Jesteśmy żywymi pochodniami - rozważanie na Niedzielę Zesłania Ducha Świętego

Biblia to księga o Bogu. To historia o tym jak Bóg przychodzi do człowieka. Człowiek jednak przez całą historię odrzuca Bożą obecność. Od Ogrodu Eden, przez historię Izraela, życie Jezusa mamy do czynienia z ludzkim buntem, grzechem. Jednocześnie mamy do czynienia z  Bożym nawiedzaniem człowieka. Człowiek mówi: odejdź, a Bóg non stop odpowiada: kocham cię. Chcę ci przebaczyć, chcę uczyć twoje życie nowym, pełnym.

Biblia to więc historia Bożych objawień (epifanii), Bożych nawiedzeń człowieka. Bóg ukazywał się wielokrotnie świętym w Starym Testamencie. Przyszedł jako dymiący piec i płonąca pochodnia do Abrahama (Rdz 15:17). Przyszedł w postaci trzech mężczyzn, którzy stanęli przed namiotem Abrahama pod dębami Mamre (Gen 18). Objawił się Mojżeszowi w płonącym krzewie (Ex 3:2) i Izraelowi w obłoku (Wj 16:10). Kiedy ukazał się Korachowi, wówczas ziemia się otworzyła i pochłonęła buntowników. Bóg ukazał się jako Anioł Pański niepłodnej żonie człowieka o imieniu Manoach z dobrymi wieściami, że pocznie i porodzi syna (Sdz 13:2-3). Ukazał się Samuelowi z ponurymi wieściami na temat domu Helego (1 Sm 3:21). Zajęłoby wiele czasu gdybym wymieniał historie, w których Bóg objawiał się królom, prorokom, sędziom, kobietom... Cała Biblia to historia Bożego przyjścia do człowieka.

Jednak historie, w których Bóg zstępował w Starym Przymierzu są cieniami. Są obrazami, które zapowiadały przyjście Pana w Nowym Testamencie. Wszystkie one bledną w porównaniu z objawieniem Boga w Jego Synu – Jezusie (Hbr 1:1). Jezus powiedział, że ci, którzy widzieli Jego – widzieli Ojca (Jn 14:8-9). W Jezusie mamy więc najpełniejsze objawienie Boga na ziemi. Objawienia starotestamentowe są ulotne, tymczasowe; są jak chmura: Jahwe jest tutaj, ale za chwilę Go nie ma. Bóg przychodził jak błysk płomienia, jak zapalona zapałka. Jest i za chwile płomień znika. Anioł Pański się pojawia i odchodzi. Bóg przychodzi w śnie lub wizji, ale sen i wizja się kończą. Bóg ukazuje się w płonącym krzewie, a następnie krzew przestaje płonąć i Mojżesz już Boga nie widzi.

Z Jezusem jest inaczej. Jezus zatrzymuje wszystkich wokół. Nie ukazuje się na chwilę, by potem zniknąć. Owszem, były momenty, gdy przemykał się pomiędzy zgromadzonym tłumem, gdy było to konieczne, ale wciąż można było go zlokalizować: na Morzu Galilejskim, w Świątyni, na pustyni, gdy się modlił do Ojca. Jego uczniowie mogli  z Nim spędzić aż trzy lata. Znali doskonale barwę Jego głosu. Obserwowali Jego twarz. Widzieli i słyszeli Go bardzo dobrze. Był na wyciągnięcie ręki.

Jednak po trzech latach swojej publicznej służby Jezus odszedł do Nieba, zasiadł po prawicy Ojca. Boży Syn rozbił swój namiot w ciele, żył, umarł, powstał z martwych, a następnie spakował namiot i zniknął prawie tak samo szybko jak przyszedł. Przed swoim odejściem obiecał, że ukaże się ponownie. Powiedział uczniom, aby nie oddalali się z Jerozolimy i oczekiwali obietnicy od Ojca, o której słyszeli od Niego. I tym objawieniem obecności Jezusa pośród nas jest Zesłanie Ducha Świętego w Dniu Pięćdziesiątnicy! (Jn 14:25-26)

Jezus przyszedł i odszedł. Jednak nie zostawił świata w ciemności. Nie zostawił świata bez objawienia Boga pośród nas, bez obecności Boga pośród nas. Jezus odszedł, ale nie zostawił nas sierotami. Wrócił do nas. Światło Jezusa powróciło 10 dni po tym jak odeszło - 10 dni po Wniebowstąpieniu. Stało się to Dzień Pięćdziesiątnicy, kiedy Duch Święty zstąpił na uczniów. Od tego czasu Chrystus jest cały czas obecny pośród nas. Cały czas mamy pośród nas objawienie Jego obecności.

Gdzie więc mamy szukać objawienia Bożej mocy; Jego działania w życiu człowieka, w świecie? Czy mamy poszukiwać migającego światła? Świetlistego obłoku? Niezwykłych znaków? Gdzie znajdziemy obecność Boga? Gdzie znajdziemy obecność niewidzialnego Ducha? Gdzie dziś Bóg jest obecny? Jan odpowiada w swoim liście: "W tym miłość do nas doszła do doskonałości, że możemy mieć niezachwianą ufność w dzień sądu, gdyż jaki On jest, tacy i my jesteśmy na tym świecie". - 1 Jn 4:17

Tak jak Duch Święty był objawiony w ciele Jezusa, tak jest objawiony w naszym ciele! Duch Święty nie wzleciał w dniu Pięćdziesiątnicy w obłoki. Nie unosił się w niewidzialny sposób. Nie jest ulotną chmurą. Czy uczniowie wypatrywali Go gdzieś w powietrzu? Nie! Duch zstąpił na uczniów! (Dz.Ap. 2:1-5). Zatem Duch Święty owszem, jest niewidzialny. To jednak nie problem ponieważ my jesteśmy widzialni!

Jezus wielokrotnie mówił o Swoich uczniach, że przez dzieło Ducha Świętego staną się tacy jak On. I kiedy czytamy Nowy Testament widzimy to wyraźnie: On jest Synem – my jesteśmy synami. On jest Królem – my jesteśmy Królami. On jest Kapłanem – my jesteśmy kapłanami. On jest kamieniem węgielnym nowej Świątyni – my jesteśmy kamieniami żywymi. On nazywał siebie Świątynią, która zostanie zburzona i w trzy dni odbudowana. Również nasze ciała nazywane są świątyniami. W Nim i przez Niego działał Duch Święty. Podobnie jest z nami: Duch Święty mieszka w nas i poprzez nas działa. On umarł i powstał z martwych, ale również my umieramy i powstajemy w Nim. 

Kiedy Duch Święty zstąpił na uczniów, znakiem tej obecności były języki ognia nad ich głowami (Dz.Ap. 2:3). To oznaczało, że stali się żywymi pochodniami - ludźmi, w których mieszka Duch Święty. Pięćdziesiątnica to więc dzień, od którego Jezus jest ustawicznie obecny w świecie. Ktoś może powiedzieć: cóż to jednak za obecność? Obecność Ducha Świętego? Przecież Go nie widać! Jak mamy przekonać się o Jego mocy i realnym działaniu? Jeśli chcemy się przekonać czy jest to obecność ulotna, niedostrzegalna, mistyczna, niekonkretna, to spójrzmy na chrześcijan w Chinach, którzy gromadzą się w ukryciu przed władzą narażając się na śmierć. Spójrzmy na chrześcijan, którzy porzucają islam w Indonezji i nawracają się do Chrystusa. Spójrzmy na chrześcijan w Korei Północnej, którzy nie obawiają się wierzyć w Jezusa, nawet jeśli wiedzą, co to dla nich oznacza. Popatrzmy na nigeryjskich chrześcijan, którzy pośród prześladowań mają w sobie radość i nadzieję. Popatrzmy na siostry zakonne, które opiekują się niepełnosprawnymi dziećmi w indyjskich slumsach lub na konserwatywnych skandynawskich pastorów, którzy głoszą kazania przeciwko grzechom swojego pokolenia narażając się na więzienie.

Czy Bóg manifestuje dziś swoją moc, tak jak kiedyś? Oczywiście, że tak! I nie są to rzeczy ulotne, niedostrzegalne. Nie ukazuje się chwilę, by potem odejść, zniknąć nam z oczu. On jest obecny pośród nas i w nas! Jest obecny w Kościele, przy Stole Pańskim, w wodzie Chrztu. Jest obecny w Swoim Słowie. Jest obecny w nas!

Ktoś powie: ja Go jednak nie widzę! To samo jednak mówili Żydzi, Arcykapłani, Piłat, Herod gdy widzieli na własne oczy Jezusa. "Ja tu nie widzę Syna Bożego. Widzę zwykłego człowieka z brodą, syna cieśli, wcale nie wyglądającego na jakiegoś mocarza, króla, wojownika, który zdobywa świat". Mimo tego Pismo jednak mówi, że Jezus był najpełniejszym objawieniem Boga. Problem nie tkwił w Jezusie. Problem był w oczach, uszach i sercach ludzi. Dziś jest podobnie. Pismo mówi: jesteśmy Bożymi pochodniami. Mieszka w nas Duch Święty. To my – wierzący ludzie jesteśmy manifestacjami Bożej obecności w świecie. Musimy spojrzeć na siebie samych oczami wiary i zapewnień Pisma!

To niesamowity przywilej. Jeśli chcemy go jeszcze bardziej docenić przypomnijmy sobie jak w Starym Testamencie działał Duch Święty. Objawienie mocy Ducha Świętego było ograniczone, lokalne. Duch Święty działał za sprawą pojedynczych ludzi: Samsona, Dawida, Samuela, proroków... I było to coś wspaniałego. Jednak w Nowym Przymierzu skala działania Ducha nie jest lokalna, nie jest ograniczona. Duch Święty jest wylany "na wszelkie ciało". Duch zmienia świat i oblicze ziemi. Poprzez ciebie i mnie. 

Inspiracją do napisania niniejszego artykułu stały się rozważania Petera Leitharta ze strony leithart.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz