czwartek, 23 stycznia 2020

Rozmowy z 7-letnim Natanem (o liturgii, nabożeństwie, sakramentach)


David Chilton
Poniżej znajduje się zapis, a przynajmniej całkiem bliska wersja, kilku moich rozmów z Natanem, moim siedmioletnim synem przy okazji niedawnej wizyty na niedzielnym nabożeństwie w jednym z kościołów ewangelikalnych. Chociaż dyskusja miała kilka etapów (zakończyła się dopiero wieczorem w domu), dla celów literackich odtworzyłem ją tak, jakby cała miała miejsce podczas nabożeństwa. Wyznaję, że całkiem spora jej część odbyła się właśnie wtedy, gdyż próbowałem wyjaśnić temu wrażliwemu młodzieńcowi przebieg ewangelikalnego nabożeństwa.
Natan: Tato, ale śmieszna liturgia.
Tata: Cóż, właściwie to nie jest liturgia. Ludzie w tym kościele nie wierzą w liturgię.
Natan: Jak można nie wierzyć w liturgię? Czy liturgią nie jest po prostu to, co się robi w kościele?
Tata: Tak. Lecz mam na myśli to, że oni nie wierzą, że nabożeństwo można wcześniej zapisać na kartkach.
Natan: Dlaczego nie?
Tata: Myślą, że jeśli czytają coś, co jest napisane, to nie są w tym szczerzy.
Natan: Ale wystarczy, że będą myśleć co to znaczy i zgodzą się z tym, i wtedy będą szczerzy, prawda?
Tata: Jasne. Ale oni w to nie wierzą.
Natan: Ale ktoś tutaj musi w to wierzyć, bo wszyscy śpiewaliśmy z tego samego śpiewnika. Czy oni nie wierzą w to, co śpiewają w hymnach?
Tata: Oczywiście, że tak, ale według nich z modlitwami jest inaczej.
Natan: To znaczy, że zgadzają się z pieśnią, którą czytają, ale nie wiedzą jak zgodzić się z modlitwą, którą czytają?
Tata: Coś w tym stylu.
Natan: To dlaczego po prostu nie nauczą się modlitw na pamięć?
Tata: Ponieważ uważają, że to również nie byłoby szczere.
Natan: Potrafią wierzyć w pieśni, które znają na pamięć?
Tata: Oczywiście. Lecz myślą, że z muzyką jest inaczej. Możesz czytać lub nauczyć się pieśni na pamięć i wciąż w nią wierzyć. Lecz jeśli czytasz lub uczysz się na pamięć słów bez muzyki, to nie będziesz w nie wierzył.
Natan: Ale czy oni nie uczą dzieci „liturgii grzeczności”, takich jak „proszę”, dziękuję”, „tak, proszę pana”, „tak, mamo”? I nie uczą ich, żeby mówić te słowa szczerze?
Tata: Tak, ale …
Natan: A co z wersetami z Biblii? Czy zapamiętują biblijne wersety?
Tata: Oczywiście.
Natan: Ale nie wierzą w nie?
Tata: Ależ wierzą!
Natan: Bez muzyki?
Tata: Oczywiście.
Natan: Jak to?
Tata: Możemy zmienić temat?
Natan: Dobrze. Dlaczego nie wyznaliśmy grzechów na początku nabożeństwa?
Tata: Ten kościół w to nie wierzy.
Natan: Co?!
Tata: Ciiii… Mów ciszej. Mam na myśli to, że nie wierzą, iż kościół powinien to robić.
Natan: Nie potrzebujemy przebaczenia?
Tata: Ależ tak. Oni po prostu uważają, że to nie musi dziać się w kościele.
Natan: A co z Wyznaniem Wiary? Dlaczego nie mówiliśmy Wyznania Wiary?
Tata: Cóż, częściowo dlatego, że jest ono liturgiczne. Według nich nie będą w nie wierzyć, jeśli je powiedzą.
Natan: To moglibyśmy je zaśpiewać.
Tata: Nie wiedzą jak.
Natan: Och, to chyba nie długo są chrześcijanami, hm? Nauczmy ich tego.
Tata: Lepiej nie…
Natan: Dlaczego nie?
Tata: Bo oni i tak nie zechcą tego robić. Bo to jest liturgiczne.
Natan: Dlaczego tak boją się liturgii? Moglibyśmy im wytłumaczyć, że to nie jest trudne wierzyć w coś, co się mówi z pamięci.
Tata: Ale i tak nie zechcą tego robić. Chcą, żeby każdego tygodnia było inaczej.
Natan: Naprawdę? Co tydzień inaczej?
Tata: Tak.
Natan: Co robią inaczej? Zbierają czasami ofiarę na końcu nabożeństwa zamiast w środku?
Tata: Nie. Zawsze tak samo.
Natan: Mają czasem kazanie na początku?
Tata: Nie, to też jest zawsze tak samo.
Natan: No to co robią inaczej?
Tata: Śpiewają inne piosenki.
Natan: Tak jak u nas w kościele.
Tata: Tak naprawdę cała różnica polega na tym, że oni nie mają na nabożeństwie czytanych modlitw ani odpowiedzi do czytania.
Natan: Dlaczego?
Tata: Bo myślą że czytanie modlitw i odpowiedzi nie pozwala ludziom uwielbiać Boga.
Natan: Tak? No to co według nich ludzie powinni robić?
Tata: Po prostu siedzieć i nic nie robić.
Natan: To ma być uwielbienie? Nie nudzi im się?
Tata: Nie, jeśli pastorzy potrafią utrzymać ekscytującą atmosferę na podeście.
Natan: Pastorzy? Jacy pastorzy? Mówisz o tych ludziach na podeście?
Tata: Tak jakby. Ale nie zawsze tak ich nazywają.
Natan: Dlaczego nie noszą alby lub koloratki, żebyśmy wiedzieli kim są?
Tata: Według nich pastorzy nie powinni nosić specjalnego stroju.
Natan: Dlaczego?
Tata: Myślą, że w stroju nie ma nic szczególnego.
Natan: Policjanci, żołnierze i sędziowie noszą specjalne stroje.
Tata: Uważają, że pastorzy nie mają specjalnego stroju. Że powinni wyglądać tak, jak każdy inny człowiek.
Natan: To dlaczego tamten pastor ma na sobie marynarkę z niebieską koszulą, zielonym krawatem i białym paskiem?
Tata: Czyli garnitur. Chodzi o to, że może nałożyć cokolwiek zechce.
Natan: Czyli jakby zechciał to mógłby nałożyć albę i koloratkę?
Tata: Nie, może włożyć cokolwiek zechce oprócz alby i koloratki.
Natan: Czyli widzą, że ubranie ma znaczenie!
Tata: No cóż…
Natan: O! Znowu!
Tata: Co znowu?
Natan: Ktoś powiedział „Amen”. Widzisz? Dlatego ten kościół potrzebuje książeczki do nabożeństwa. Połowa ludzi nie wie kiedy co odpowiedzieć.
Tata: Mówiłem ci, że tu nie ma liturgii.
Natan: Niektórzy mają. Słyszałeś? Ktoś znowu powiedział „Amen”. Gdybyśmy mieli książeczkę do nabożeństwa moglibyśmy wszyscy razem to powiedzieć. Wtedy ludzie nie mówiliby „Amen” w złym miejscu, w trakcie kazania.
Tata: Natan, mówiłem ci już tyle razy, że tu nie ma liturgii. Ludzie mówią „Amen”, kiedy tylko mają na to ochotę.
Natan: Co? A gdzie Biblia mówi, że mamy tak robić?
Tata: Nie mówi.
Natan: To dlaczego tak mówią. Nie boją się?
Tata: Dlaczego mieliby się bać?
Natan: Bo to przysięga, obietnica przymierza. Czy ona nie znaczy, że zgadzamy się z Bogiem i że prosimy Boga, żeby nas zniszczył jeśli nie dotrzymamy tej obietnicy?
Tata: Jasne. Ale oni o tym nie wiedzą. Myślą, że to znaczy coś zupełnie innego.
Natan: A co miałoby znaczyć?
Tata: „Świetnie się czuję”.
Natan: Spójrz na to!
Tata: Na co?
Natan: Ludzie podnoszą ręce!
Tata: No i?
Natan: U nas w kościele pastorzy podnoszą ręce do Boga, kiedy się modlą. Ale tutaj każdy podnosi ręce kiedy chce i wymyślają swoje własne liturgie. Wiesz, co myślę?
Tata: Co?
Natan: Myślę, że w tym kościele każdy jest pastorem – oprócz tych pastorów.
Tata: To chyba najlepsze podsumowanie, jakie kiedykolwiek słyszałem.
Natan: Wiesz tato, ci pastorzy oszukują nas.
Tata: Nie rozumiem?
Natan: Tak naprawdę mają liturgię swoich modlitw. Powtarzają ciągle to samo.
Tata: Tak?
Natan: Pewnie. Nie wiem, o co im chodzi, ale używają dwu specjalnych słów, które powtarzają we wszystkich modlitwach.
Tata: Jakich słów?
Natan: No, pierwsze to „po prostu”. Ciągle to powtarzają. „Panie, po prostu dziękujemy Ci za to, że jesteś taki po prostu szczególny”. Coś w tym rodzaju. Muszą to mieć napisane, bo wszyscy tak się modlą.
Tata: A to drugie słowo?
Natan: Właściwie to nie słowo. To taki dźwięk jak cmokanie.
Tata: Jakie?
Natan: ck, ck
Tata: O czym ty mówisz?
Natan: Posłuchaj. Mówią tak: „Panie, ck, po prostu, ck, chcemy, ck, dziękować Ci, ck, Panie, ck, za to, ck, po prostu, ck, że jesteś taki, ck, szczególny”, prawda?
Tata: Dobrze, ucisz się i skup się na muzyce.
Natan: Hej, co ten pan robi? Wygląda dziwacznie.
Tata: Ciii… Po prostu śpiewa.
Natan: Tak, ale trzęsie się dookoła. Wygląda jakby miał się przewrócić.
Tata: W taki sposób wykonuje się „szczególną muzykę” w tym kościele. On tylko stara się kołysać do taktu.
Natan: Po co? Głupio wygląda.
Tata: Rozpracujmy to. Po co mamy chór w kościele? Jak myślisz, czym się zajmuje?
Natan: To część naszego uwielbienia. Pomagają nam uwielbiać Boga.
Tata: Dobrze. A jak myślisz, po co ten kościół ma ludzi do śpiewania?
Natan: Wygląda na to, że też próbują uwielbiać Boga. Ale wydaje mi się, że próbują wyglądać tak, jakby byli w telewizji.
Tata: Coś jak MTV.
Natan: Nie, nie aż tak źle. Po prostu wyglądają tak, jakby chcieli, żeby ludzie patrzyli na nich zamiast się modlić.
Tata: Pogadamy o tym później. Teraz czas na Wieczerzę.
Natan: Co to?
Tata: Ciii… Chleb.
Natan: No co ty, tato. Co to jest naprawdę?
Tata: To chleb, naprawdę. To maleńki kawałek chleba.
Natan: Jak dla mnie to kawałek wafla.
Tata: To jest kawałek wafla.
Natan: Czy powinniśmy dać im trochę pieniędzy, żeby mogli kupić chleb?
Tata: Stać ich. Ale chcą wafla.
Natan: Dlaczego ktoś chciałby to jeść? Smakuje im to?
Tata: Pewnie nie.
Natan: To po co jedzą coś, czego nie lubią – zwłaszcza przy Wieczerzy? Powinniśmy się cieszyć, kiedy jemy z Jezusem.
Tata: Bądź cicho. Czas na kielich.
Natan: Ok. Ble! Co to?
Tata: Hmmm… to…
Natan: Smakuje jak napój winogronowy.
Tata: Pewnie sok z winogron.
Natan: Nie smakuje mi. Zapomnieli kupić wina?
Tata: Nie, tu nie pije się wina.
Natan: Co?!
Tata: Ciii…
Natan: Dlaczego nie piją wina?
Tata: Nie wierzą w wino. Uważają je za zło.
Natan: Ale smakuje dobrze.
Tata: Dobry smak to nie wszystko.
Natan: Ale Bóg uczynił je dla nas, byśmy je pili, zwłaszcza przy Komunii, prawda? Rozwesela nas i sprawia, że Bóg też się cieszy.
Tata: To prawda.
Natan: Czy Biblia mówi, że wino jest złe?
Tata: Nie.
Natan: To dlaczego oni mówią, że jest? I dlaczego piją ten okropny napój? I jedzą te maciupkie kawałki wafla? Nic dziwnego, że są tacy smutni!
Tata: Słucham?
Natan: Tato, zobacz jacy oni są smutni. Nie wyglądają na kogoś, kto się cieszy, prawda?
Tata: No cóż, rzeczywiście.
Natan: Nie cieszą się z Komunii ani trochę. A przecież mówiłeś mi, że Komunia jest szczególnym posiłkiem z Jezusem.
Tata: Tak.
Natan: I kiedy mamy Komunię, to cały Kościół wznosi się do nieba, tak?
Tata: Tak.
Natan: A kiedy idziemy do nieba, żeby być z Jezusem i spożywać z Nim posiłek, to powinniśmy się cieszyć, prawda?
Tata: Jasne.
Natan: To dlaczego ci ludzie nie są szczęśliwi? Myślą, że w niebie jest smutno?
Tata: Myślę, że są smutni, bo myślą o swoich grzechach.
Natan: Przecież mają przebaczenie i teraz są w niebie! Powinni myśleć o Jezusie!
Tata: Ależ o Nim też myślą. Są smutni, bo myślą o tym, jak umierał za nich na krzyżu.
Natan: Ale już nie umiera. Przecież robimy to dlatego, że zmartwychwstał, tak?
Tata: Tak.
Natan: Nie wierzę, że byli smutni z powodu Jezusa. Myślę, że są smutni, bo musieli jeść te niedobre wafle i pić ten niedobry napój.
Tata: Sok winogronowy.
Natan: Napój. Ale, tato, dlaczego wszyscy się na mnie patrzą?
Tata: Hm… bo wziąłeś Komunię.
Natan: No i? Wszyscy brali.
Tata: Nie dzieci.
Natan: Dlaczego nie?
Tata: Bo im nie wolno.
Natan: Co?!!
Tata: Ciii… W tym kościele tylko dorośli mogą uczestniczyć w Komunii.
Natan: Czemu? Każdy ochrzczony może brać Komunię, prawda? Nawet małe dzieci biorą Komunię, bo Jezus je też karmi, prawda?
Tata: Ale te dzieci nie zostały ochrzczone.
Natan: Co?!!
Tata: Ciiii… Naprawdę.
Natan: Dlaczego nie chcą, by ich dzieci były w przymierzu z Bogiem?
Tata: Chcą, tylko nie wierzą, że dzieci mogą być chrześcijanami zanim dorosną.
Natan: To głupie. Bóg może każdego uczynić chrześcijaninem.
Tata: Chciałem powiedzieć, że oni nie sądzą, że Bóg uczyni ich dzieci chrześcijanami dopóki nie dorosną.
Natan: Przecież Jezus chce, żeby małe dzieci do niego przychodziły. Nawet niemowlaki. Tak powiedział, prawda?
Tata: Tak.
Natan: Zobacz. Ci ludzie mają rodziny, tak? Czy nie karmią swoich dzieci? Nie każą swoim dzieciom siedzieć w kącie i czekać aż dorosną zanim będą mogły jeść. To dlaczego Bóg nie miałby też karmić Swoich dzieci? Tym dzieciakom musi być smutno tak patrzeć jak cała rodzina je, a one nie.
Tata: Ale ludzie tutaj nie uważają swoich dzieci za dzieci Boże.
Natan: Ale uczą je modlić się?
Tata: Pewnie.
Natan: Czy ich dzieci nazywają Boga „Ojcze” - tak jak w modlitwie Pańskiej? Chwileczkę. Chyba mi nie powiesz, że nie wierzą w Modlitwę Pańską?
Tata: Jasne, że w nią wierzą. I wielu z nich uczy jej swoje dzieci.
Natan: No dobra. Skoro uczą dzieci odmawiać „Ojcze nasz”, to znaczy, że wierzą, że ich dzieci są też dziećmi Bożymi. tak?
Tata: Hm… tak jakby ale….
Natan: Ale nie chrzczą ich w Jezusa. No to jak one mogą być dziećmi Bożymi jeśli nie są w przymierzu?
Tata: No właśnie. Dlatego nie dają im Komunii.
Natan: Dla nich to też jest tak zagmatwane, czy tylko dla mnie?
Tata: Byłoby, gdyby dużo o tym myśleli.
Natan: No to jak ich dzieci mają zostać chrześcijanami, skoro ich rodzice nie przynoszą ich do chrztu?
Tata: Kiedy dorosną powinny podjąć decyzję.
Natan: O tym czy słuchać Boga czy nie? To całkiem głupie. A muszą też czekać, aż dorosną, żeby podjąć decyzję czy słuchać rodziców?
Tata: Rzadko. Chcą jednak, by ich dzieci poczekały, aż będą wystarczająco duże, by kochać Boga.
Natan: Ale ja kocham Boga. Zawsze kochałem. A Biblia mówi, że ludzie mogą znać Boga nawet wtedy, kiedy jeszcze są w brzuchu mamy, prawda?
Tata: Według tych ludzi powinieneś poczekać, aż będziesz starszy i mądrzejszy, żeby rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi.
Natan: To znaczy, że nie można mieć Wieczerzy z Jezusem, dopóki nie rozumiesz jej znaczenia?
Tata: O to chodzi.
Natan: Tato, a dorośli rozumieją całe znaczenie Komunii?
Tata: Niektórzy ludzie pewnie myślą, że rozumieją.
Natan: Nie wierzę, że ci ludzie dużo wiedzą o Komunii. Jeśliby wiedzieli to przynosiliby swoje dzieci do przymierza i pozwalaliby im jeść Wieczerzę razem z nimi. A poza tym, jak te dzieci mają nauczyć się znaczenia Wieczerzy nie biorąc jej? To tak, jakby ktoś próbował się najeść czytając przepis zamiast jedząc posiłek.
Tata: Niezłe. Muszę to zapamiętać.
Natan: No, dobra. To jak dziecko może wziąć Komunię w tym kościele?
Tata: No, kiedy jest starsze, powiedzmy ma około 12 lat – zaprasza Jezusa do swojego serca.
Natan: Tato nie wygłupiaj się. Poważnie pytam.
Tata: Nie wygłupiam się. Chcą, żeby każdy, gdy dorośnie, zaprosił Jezusa do swojego serca
Natan: Nigdy tego nie słyszałem. Czy to jest w Biblii?
Tata: Nie, ale oni myślą, że jest. To takie wyrażenie, które ktoś wymyślił i znaczy "zostać chrześcijaninem".
Natan: Ale Jezus jest w niebie. I karmimy się Nim każdej niedzieli – za każdym razem, kiedy jemy Jego ciało i pijemy Jego krew.
Tata: Mów ciszej, dobrze? Tutaj tak się nie mówi.
Natan: Ale Jezus tak mówił.
Tata: Tak, ale oni tego nie wiedzą.
Natan: To im powiedzmy.
Tata: Nie mówmy, dobrze? Nie teraz.
Natan: Dobrze. Wróćmy do tego, jak dzieci mogą zostać chrześcijanami i dostawać Komunię. Kiedy dorastają, zapraszają Jezusa „do swego serca”, tak? No więc tak po prostu wychodzą do przodu i robią to, kiedy tylko skończą 12 lat?
Tata: Niezupełnie. Dorośli muszą mieć pewność, że dzieciaki naprawdę są w tym szczere.
Natan: Po czym to poznają?
Tata: Dzieci muszą to pokazać, na przykład płakać przy tym.
Natan: Płakać? Prawdziwymi łzami? Jak one zmuszają się do płaczu?
Tata: Cóż, niektóre kościoły spędzają sporo czasu na tym, by ich tego nauczyć. Jednak zwykle po prostu wstaje kaznodzieja i opowiada naprawdę smutne historie; tak smutne, że ludzie zaczynają płakać. Płaczą również dzieci i wychodzą do przodu, aby zaprosić Jezusa do swego serca. Czasem dzieje się to latem. Dzieci wyjeżdżają na specjalny obóz, gdzie są nauczane. Ostatniego wieczoru wszyscy stoją wokół ogniska i …
Natan: I słuchają strasznych opowieści?
Tata: Nie. Smutnych.
Natan: O kurka.
Tata: Wtedy płaczą i na przykład rzucają do ogniska malutkie gałązki zapraszając Jezusa do swych serc.
Natan: Po co wrzucają gałązki do ogniska? Myślą, że muszą tak robić żeby wejść do przymierza?
Tata: Uważają, że tak trzeba robić będąc w górach. To część liturgii ich letnich obozów. Nie muszą tak robić, kiedy są w domu.
Natan: Od tej pory już mogą brać Komunię?
Tata: Nie. Zwykle muszą jeszcze poczekać i przejść kurs o tym, co to znaczy być chrześcijaninem.
Natan: Chwila. To co oni robili dorastając? Czy do tej pory nie chodzili na mnóstwo zajęć?
Tata: W sumie tak. Po zakończonym kursie mogą brać Komunię za każdym razem.
Natan: Co niedziela.
Tata: Nie. Co miesiąc albo jakoś tak.
Natan: Dlaczego nie w każdą niedzielę? Nie chodzą do kościoła co tydzień?
Tata: Ależ tak, tylko nie mają Komunii co tydzień.
Natan: To co robią, kiedy nie mają Komunii? Czy nie po to właśnie chodzimy do kościoła żeby zasiadać w niebie przy posiłku w domu Jezusa?
Tata: Cóż, śpiewają pieśni, słuchają kazania...
Natan: Ale to przecież pieśni i kazanie są częścią liturgii Wieczerzy. Przecież w nabożeństwie chodzi właśnie o Komunię, prawda? Komunia jest sednem nabożeństwa, prawda? Powinniśmy oddać cześć Bogu, a potem On karmi nas Jego posiłkiem. Po co chodzą do kościoła? Nie spotykają się z Bogiem w kościele?
Tata: Owszem. Dla nich spotkanie z Bogiem to słuchanie kazania i zachwyt nad słowami kaznodziei, jeśli są wystarczająco ciekawe, by ich słuchać. Jeśli kaznodzieja nie jest dobrym mówcą to ludzie wysłuchawszy go myślą, że nie spotkali dziś Boga.
Natan: Tato. Czy ci ludzie nie wiedzą, że Komunia wzmacnia ich na cały tydzień? Jak można przeżyć miesiąc bez posiłku i ciągle mieć siły do pracy?
Tata: Hm… Według nich cotygodniowa Komunia straciłaby swój szczególny charakter.
Natan: I tak nie wygląda na to, żeby była dla nich czymś szczególnym. Byłaby czymś bardziej szczególnym, gdyby obchodzili ją co tydzień i dawali ją swoim dzieciom. Może wtedy nawet dorośli zrozumieliby jej znaczenie.
Tata: Zapewne masz rację.
Natan: Chwileczkę. Myślę, że właśnie odkryłem prawdziwy powód tego, że nie mają Komunii zbyt często.
Tata: Jaki to powód?
Natan: Ponieważ mają wafle i napój chłodzący.
David Harold Chilton (1951–1997) był reformowanym amerykańskim pastorem, chrześcijańskim rekonstrukcjonistą, mówcą i autorem kilku książek na temat ekonomii i eschatologii (postmilenizmu) np. Paradise Restored (1985), The Days of Vengeance (1987),The Great Tribulation (1987). Niniejszy artykuł jest częścią publikacji Christianity and Civilization, Nr. 4 (1985), s. 163–76, ed. James B. Jordan, Wyd. Geneva Ministries, Tyler, Texas 1985.
tłum. Jolanta Bartosik