sobota, 21 sierpnia 2010

Wymówki, wymówki, wymówki

NPewien człowiek przygotował wielką wieczerzę i zaprosił wielu. I posłał swego sługę w godzinę wieczerzy, aby powiedział zaproszonym: Przyjdźcie, bo już wszystko gotowe. I poczęli się wszyscy jeden po drugim wymawiać. Pierwszy mu rzekł: Kupiłem pole i muszę pójść je zobaczyć; proszę cię, miej mię za wytłumaczonego. A drugi rzekł: Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, miej mię za wytłumaczonego. A inny rzekł: Żonę pojąłem i dlatego nie mogę przyjść. - Ew. Łukasza 14:16-20

W powyższym podobieństwie gospodarz wysyła sługę aby zwołał zaproszonych gości na przygotowaną przez siebie wieczerzę. Co się jednak dzieje? Wszyscy zaczęli się jeden po drugim wymawiać. Kiedy dochodzimy do tych słów być może się dziwimy: Jak to, dlaczego mieliby nie przyjść skoro wszystko jest przygotowane, a wejście jest bezpłatne!?

Najwidoczniej zaproszeni goście doszli do wniosku, że nie warto. Ważniejsze dla nich było to, że:
- Kupiłem pole, muszę je zobaczyć.
- Kupiłem pięć par wołów, muszę je wypróbować
- Pojąłem żonę i nie mogę przyjść.

W rzeczywistości były to jednak wymówki. Pierwszemu można zadać pytanie: Czy kupuje się pole zanim się je obejrzy? Drugiemu: Czy woły nie mogły być wypróbowane wcześniej, zanim zapłaciłeś za nie pieniądze, zaś nowożeniec mógł przyjść z żoną!

Tak naprawdę nie uwierzyli, że gospodarz ma im do zaoferowania coś naprawdę godnego uwagi. "Musieli" więc znaleźć jakiś powód by nie skorzystać z jego zaproszenia. Taki powód zawsze się znajdzie. I to nie jakiś powód lecz „całkiem dobry”. No bo przecież czy pole, woły, domy, żony to nie są ważne powody? Któż śmie zaprzeczyć?

To ilustracja ludzkiego serca, które od upadku Adama do dziś pozostaje niezmienne. Brak wiary i wdzięczności powoduje, że miliony ludzi odrzuca chrystusowe zaproszenie. Pola, woły, domy i żony to przykłady wymówek. Współczesne są jeszcze bardziej wyrafinowane:
- Nie mogę przyjść bo wychowałem się w takiej a takiej tradycji, a wg niej się robi tak i tak. Miej mnie za wytłumaczonego.
- Nie mogę przyjść bo nagrzeszyłem zbyt dużo. Nie powinienem przychodzić. Bóg to zrozumie.
- Nie mogę przyjść bo mam pracę, bo mam gości, wolę pospać, nie chcę być w tym samym miejscu co inny zaproszony gość, którego nie znoszę.

Różnymi sposobami zamykamy sobie drzwi do skorzystania z Bożego zaproszenia. Na ogół są to rozsądne, w naszych oczach, powody. Powody, które powodują, że odwracamy się od Boga i uciekamy od Jego obecności w naszym życiu.

Kupienie pola jest niewątpliwie czymś dobrym. Podobnie wołów. Czymś wspaniałym jest poślubienie żony. Zauważmy jednak, że dobre dary od Boga człowiek może postawić jako przeszkodę by do Niego przyjść. W jaki sposób mogą stać się tą przeszkodą? Kiedy zbytnio się do nich przywiązujemy. Kiedy stawiamy je jako coś ważniejszego od Boga.

Rodzina, dzieci, dom, praca rozrywka, pieniądze - dobre rzeczy. Jednak dla wielu stają się wymówkami by nie udać się za Jezusem. Musimy uważać ponieważ jest to zagrożenie dla każdego z nas:

- Jezus? Tak, ale co powie rodzina?
- Jezus? Tak, ale nie chcę robić problemu dzieciom w katolickim kraju.
- Jezus? Tak, ale nie mam czasu bo muszę wciąż pracować.

Korzystaj z dobrych darów od Boga nie pozwalając jednak aby którykolwiek z nich stanął na przeszkodzie między tobą a Jezusem.

3 komentarze:

  1. "- Jezus? Tak, ale nie chcę robić problemu dzieciom w katolickim kraju."

    Oj Pawle Pawle, chyba nie jest aż tak źle jednak, co?

    W kościele katolickim też wierzymy w Jezusa :)

    Pozdrawiam

    Michał Ś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Michał,

    Znam rodziny, które zmagają się z takim dylematem: zaczynają chodzić do protestanckiego kościoła (ze względu na Jezusa i Jego Słowo) ale w opowiedzeniu się za przystąpieniem do niego stoi obawa przed opinią "katolickiej rodziny", "katolickich kolegów w szkole" itp.

    Oczywiście masz rację, że w kościele katolickim niektóre osoby wierzą w Jezusa. Jednak nie o tym traktuje mój post. :) Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej Pawle,

    Oczywiście problem o którym piszesz istnieje. Myślę jednak że nie tylko w kościele katolickim a również protestanckim (na gruncie polskim w mniejszej skali ale już za naszą zachodnią granicą jest zupełnie inna skala).

    Ogólnie to co miałem na myśli to fakt iż takie drobne "liski" rodzą później spore negatywne emocje pomiędzy katolikami i protestantami, a cieszy się z tego wiadomo kto.

    Myślę więc że zdecydowanie nie warto pozwalać sobie nawet na takie drobne dogryzania.

    W końcu w jedności nasza siła. A cel przecież mamy taki sam prawda? :)

    Pozdrawiam

    Michał

    OdpowiedzUsuń