czwartek, 16 lutego 2012

Nie wyparła się Chrystusa. Zapłaciła życiem


– Nie zdejmę krzyża i nie wyrzeknę się wiary. Nie ma takiej ceny.

Młoda, piękna dziewczyna. Miała wybór: zmiana wyznania i dalsze życie albo trwanie przy swojej wierze i pewna śmierć. Wybrała Chrystusa.

14 marca zeszłego roku zmarła w Moskwie 23-letnia Alina Milan, studentka piątego roku wydziału prawa stołecznego uniwersytetu. Kilka miesięcy temu lekarze zdiagnozowali u niej ciężką chorobę wątroby. Jedynym ratunkiem, by ocalić jej życie, okazał się przeszczep tego organu. W Rosji jednak nie wykonuje się transplantacji wątroby. Pod koniec zeszłego roku Alina wraz z matką udały się więc do Tel Awiwu, gdzie tego typu operacje są wykonywane. Przeszła wstępne badania w tamtejszej klinice, które potwierdziły, że tylko szybka operacja jest w stanie uratować jej życie.

Matka i córka wróciły do Moskwy, gdzie stanęły przed poważnym wyborem. Transplantacja jest bardzo kosztownym zabiegiem, a rodzina Milanów nie miała środków na jej sfinansowanie. Pojawiła się jednak możliwość bezpłatnego wykonania operacji. Warunkiem było otrzymanie izraelskiego obywatelstwa, z czym wiąże się bezpłatny dostęp do państwowej opieki medycznej. Było to o tyle proste, że Alina miała w rodzinie żydowskich przodków. Pojawiło się jednak pewne „ale”...

Żeby otrzymać izraelskie obywatelstwo, należy wypełnić odpowiednią ankietę. W jednej z rubryk należy wpisać deklarowane wyznanie. Według prawa obowiązującego w Izraelu obywatelem tego kraju może zostać tylko ten, kto zadeklaruje się jako wyznawca judaizmu lub jako ateista. Wpisanie do rubryki słowa „chrześcijanin” automatycznie zamyka drogę do izraelskiego obywatelstwa. Alina odmówiła wypełnienia ankiety. „Nie ma takiej ceny, za którą mogłabym wyrzec się Chrystusa”, powiedziała dziewczyna, dla której ceną do zapłacenia była utrata własnego życia.

Zachowała się relacja kierownika duchowego Aliny Milan, o. Aleksandra Naruszewa, który był świadkiem podjęcia przez nią decyzji. Oto jego opis:

Żeby otrzymać szybką pomoc lekarską i szansę na dalsze życie, musiała napisać tylko jedno słowo: „ateistka” lub „judaistka”... Z tym pytaniem zwróciła się do mnie przez telefon. Co robić? Lekarze mówili, że czasu ma bardzo mało: dwa, trzy tygodnie...

Wybór był prosty – albo skłamać, wyrzec się swojej wiary i otrzymać nadzieję na przeżycie, albo całkowicie zaufać Bogu.

Z mieszanymi uczuciami jechałem do niej do szpitala. Obok mnie siedziała jej matka ze zmęczoną i przygnębioną twarzą. W sali reanimacyjnej czekał na mnie człowiek, oczekujący na odpowiedź – prawdopodobnie odpowiedź na najważniejsze pytanie w jej życiu.

Nie jestem po to, by decydować o czyimkolwiek losie i nie wiedziałem, co powiedzieć... choć prawdę mówiąc wiedziałem, ale...

Jeszcze przed wejściem do chorej matka dziewczyny powiedziała mi, że wspólnie z córką podjęły już decyzję... Przerwałem jej i zmieniłem szybko temat, gdyż bałem się usłyszeć to, co byłoby najstraszniejsze dla mnie, jako kapłana i chrześcijanina.

Gdy wszedłem do sali, zobaczyłem wychudzoną, żółtą, ledwie podobną do 22-letniej dziewczyny, istotę. Patrzyła na mnie jednak jasnym wzrokiem, a w jej oczach widziałem jakąś zadziwiającą pewność i twardość.

„My już postanowiłyśmy wszystko z mamą – powiedziała bez zbędnych wstępów Alina. – Nie zdejmę krzyża i nie wyrzeknę się wiary. Nie ma takiej ceny.”

Alina Milan

Gdy o. Naruszew żegnał się z kobietami, zapytał, co będą teraz robić. Powiedziały, że poszukają sponsorów, którzy być może zgodzą się sfinansować operację. „Ale nie macie już przecież czasu”, wtrącił kapłan. „Przed nami wieczność”, odpowiedziała dziewczyna.

Przyjaciele Aliny z moskiewskiego uniwersytetu postanowili zebrać potrzebną sumę, zorganizowali zbiórkę, dawali ogłoszenia, ale nie udało im się. Alina zmarła 14 marca.

Przed śmiercią zdążyła jeszcze napisać w internecie list do przyjaciół: Nie wykazałam żadnego bohaterstwa. Nie dokonałam teraz żadnego wyboru, bo swojego wyboru dokonałam już dawno – jestem prawosławną chrześcijanką.

Dalej pisała: Mam przed sobą dokument z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Izraela. Jest tu taki passus: „przyjmuję obywatelstwo/prawo/religię danego kraju”, wystarczy tylko podpisać. Powiedzcie sami, czy mam wybór? Najważniejsze nie to, co na papierze, ale to, co w duszy... a tam zaufanie Bogu silniejsze jest od wszelkich papierów, praw, krajów, strasznych diagnoz i czasów! I nawet w najcięższych chwilach nie opuszcza mnie poczucie, że Bóg trzyma mnie za rękę... Jedyny wybór, którego dokonałam już dawno i nie jest on związany z żadnym obywatelstwem, to wiara w Boga. I bez względu na wszystko, będę mu dziękować za to, co mnie spotka.

Na końcu Alina podziękowała wszystkim, którzy pamiętali o niej i troszczyli się o nią. Podkreśliła, że nie jest żadną bohaterką. Prawdziwe bohaterstwo to zostawić na boku wszystkie swoje sprawy i zająć się bliźnim, brzmiały jej ostatnie słowa skierowane do przyjaciół.

Taras Suchorebryk




4 komentarze:

  1. Doktor House potwierdziłby, że nie jest bohaterką, ale by dodał, że jest głupia. Szkoda, że go tam nie było.

    Pastorze, jesteś jednym z tych, co niepewność życia po śmierci stawiają wyżej od istniejącego dobra tu na Ziemi.

    Tacy jak wy ze swoją niezachwianą pewnością mamicie ludzi jak tym tekście.

    RP

    OdpowiedzUsuń
  2. Przerażająca głupota!!! Jak u jehowych... szkoda dziewczyny, mogła żyć, ale fanatyzm ją zabił.

    J. Kania

    OdpowiedzUsuń
  3. @J. Kania

    " Przerażająca głupota!!! Jak u jehowych... szkoda dziewczyny, mogła żyć, ale fanatyzm ją zabił. "

    Ależ ona żyje, jestem teraz z Panem, i ma życie wieczne.

    Ty wykazujesz się niezwykłym poziomem głupoty , buntujący się przeciwko swojemu Stwórcy ,który ci dał życie i może tobie je w każdej chwili odebrać.
    Ta dziewczyna postąpiła bardzo racjonalnie - wybrała życie wieczne. Ty w swoim tępym i upartym buncie , wybierasz wieczną śmierć !
    To jest najwyższy poziom głupoty !!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja patrze na ten przypadek z innej perspektywy... Tu chodzi o inny wybor: albo wiara w Boga albo przeszczep (mam oczywiscie na mysli przeszczepy organow pochodzacych od "martwego" dawcy). Organy pobierane sa od zywych ludzi. Tak, od zywych ludzi. Na potrzeby transplantologii, ktora jest niesamowicie intratna dziedzina medycyny zmieniono definicje smierci. I wystarczy sobie stwierdzic smierc pnia mozgu, przekonac rodzine potencjalnego dawcy (jak na razie takie praktyki chyba jeszcze maja miejsce w Polsce), ze pacjent nie zyje a potem na sale operacyjna, podac mu jakies substancje przeciwbolowe i wyjmujemy to, co nam potrzebne. A potem biorca dostaje tak zwane leki immunosupresyjne, ktore maja wiele dzialan niepozadanych m.in. porzadnie niszcza uklad immunologiczny i nierzadko destrukcyjnie wplywaja na samopoczucie psychiczne. Czy warto dla kilku miesiecy zycia miec na rekach krew innego czlowieka?
    Wspolczesna medycyna nie ma nic wspolnego z leczeniem. Przez wiele lat nurtowalo mnie pytanie dlaczego tylko bogaci ludzie i/lub posiadajacy ubezpieczenie zdrowotne maja prawo do leczenia. Okazuje sie, ze status materialny czlowieka ma niewiele wspolnego ze zdrowiem.
    Prawdziwe lekarstwa pochodza od Jedynego Boga, sa niesamowicie skuteczne, nie maja dzialan niepozadanych i sa bardzo tanie lub dostepne za darmo!

    http://searchtruth.com/book_display.php?book=28&translator=3&start=0&number=3865#3865 (3865)

    Warto obejrzec filmik o kartelu farmaceutycznym:
    http://www.youtube.com/watch?v=jw35QwKuHtc

    OdpowiedzUsuń