wtorek, 27 sierpnia 2013

Jozue był reformowanym

Zawsze fascynowały mnie słowa Jozuego: "Lecz ja i dom mój służyć będziemy Panu" (Joz 24:15).  Ze współczesnej indywidualistycznej perspektywy te słowa brzmią jak bluźnierstwo. Jozue bowiem podjął pewną deklarację i zobowiązanie za swoje dzieci i wobec swoich dzieci. Czy nie wiedział, że powinien poczekać przynajmniej kilkanaście lat na ich samodzielną deklarację, czy chcą służyć Panu? Czy nie wiedział, że należy zaczekać z tak pochopnym stwierdzeniem do czasu, gdy jego dzieci w świadomym wieku, bez czyichkolwiek nacisków, opowiedzą się za Jahwe? Nie wiedział. Wszechobecne dziś indywidualistyczne podejście do domostwa, wiary, wychowania, rozwoju, były jemu obce. Dlatego jego deklaracja nie brzmiała w ten sposób: "Ja będę służył Panu. Moja żona mówi, że też będzie służyła. Dzieci zaś zapytam za kilka lat, czy też chcą służyć Panu i czy zechcą zaprosić Jahwe do serca". 

Nie postępował w ten sposób, ponieważ chciał być wierny Bogu, nie pozostawiając sprawy wiary swoich dzieci - przyszłości. Dlatego nadał im duchowy znak usprawiedliwienia z wiary, jakim było obrzezanie; włączył do społeczności Bożego Ludu; przyprowadzał na zgromadzenie Ludu Bożego. Nie ma mowy o żadnych przypuszczeniach, żadnym wpływaniu na przyszłą decyzję, zasłanianiu się w stylu "a co, jeśli...?". Nie było to również proroctwo dotyczące jego domu. To była deklaracja biblijnej głowy rodziny. 

Kiedy codziennie wieczorem wspólnie z dziećmi czytamy Pismo Święte, modlimy się, śpiewamy - nie stawiam ich udziału w "rodzinnym nabożeństwie" jako opcji dla chętnych. One dobrze wiedzą, że jako uczniowie Chrystusa powinni dziękować Bogu. Kiedy w każdy Dzień Pański wspólnie wychodzimy do Kościoła - nie stawiam ich udziału w nabożeństwie Bożego Ludu jako opcji dla chętnych. One dobrze wiedzą, że jako część Kościoła powinni przychodzić przed Boże oblicze. Tego były uczone odkąd przyszły na świat w naszej rodzinie.

Jozue rozumiał na czym polega przymierzowe przywództwo w rodzinie. Wiedział, że jest odpowiedzialny za duchowy stan swojego domu, włączając w to wiarę swoich dzieci. Bierzmy z niego przykład.

PS.UWAGA! Do WTORKU 3 września można zamawiać kolejne bezpłatne PDFy mojego autorstwa. Tym razem będzie strzał z dwururki: dwa tytuły na temat ewolucji: "Naukowe słabości teorii ewolucji" ORAZ "Teoria ewolucji a Księga Rodzaju". Zachęcam do wysyłania zgłoszeń (osoby zapisane nie muszą tego robić ponownie): bartosik7@gmail.com

2 komentarze:

  1. Wychowywać dzieci po chrześcijańsku - tak.
    Chrzcić niemowlęta - nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Memy wychowywać dzieci po chrześcijańsku "bez ich zgody i świadomej decyzji"?! Toż to gwałt na ich woli, brak szacunku dla nich i "produkcja chrześcijan" poprzez jakieś metody wychowawcze. Straszne :)

    Mówiąc zaś poważnie - chrzest jest elementem uczniostwa. Bez niego nie można mówić o czynieniu uczniów w zgodności z Mt 28:18-19.

    Przypomnę jednak, że ów wpis nie jest o chrzcie. Naśladuj Jozuego.

    OdpowiedzUsuń