środa, 12 grudnia 2018

Siedem tez na temat edukacji

19 listopada br. zostałem zaproszony na ogólnopolską konferencję na Uniwersytecie Gdańskim z cyklu "Edukacja-Społeczeństwo: Edukacja i pedagogika w gąszczu pluralizmu religijności i areligijności." 

Organizował ją Zakład Pedagogiki Ogólnej Instytutu Pedagogiki Wydziału Nauk Społecznych UG pod patronatem Zespołu Pedagogiki Ogólnej KNP PAN Wydział Nauk Społecznych. 


Swój wykład zatytułowałem "Siedem tez na temat edukacji" (26 min.). Można go wysłuchać TUTAJ.


Wersja spisana:

1.Nie istnieje ideowa neutralność w edukacji

Każdy rodzaj edukacji ma charakter światopoglądowy i ideowy: takie rzeczy jak treści oznajmiane, treści pomijane, ich interpretacja, wystrój sali, ustawienie krzeseł, rola nauczyciela itp. – są wyrazem określonej filozofii, antropologii, czy teologii. 
Przykładowo - edukacja, która ignoruje Boga w nauczaniu - uczy dzieci ignorować Boga i spoglądać na świat bez Niego. Albo Bóg jest konieczny, aby zaistniała przyroda, historia, prawa fizyki, albo mówimy o wystroju domu, pomijając informację o tym, że ma on gospodarza.


Każdy rodzaj edukacji ma charakter światopoglądowy i religijny, bez względu na to, czy wskażemy na edukację chrześcijańską, muzułmańską, judaistyczną, Rudolpha Steinera, Marię Montessori, Johna Deweya itd. Pytanie nie brzmi: czy za czyjąś pedagogiką stoi Bóg, lecz Bóg jakiego systemuCzyli nie chodzi o to, czy uczymy katechizmu, lecz jakiego katechizmu? Katechizmy posiadają nie tylko wspólnoty religijne, ale i nowoczesne demokracje, uniwersytety, które uczą młodzież i studentów właściwych odpowiedzi. Np. "świeckie państwo jest lepsze niż republika islamska." "Pluralizm jest lepszy niż monizm i unifikacja." To twierdzenia o charakterze ideowym i światopoglądowym. A ich uzasadnienie siłą rzeczy będzie miało charakter światopoglądowy. Kiedy moi przyjaciele rozmawiali z kandydatami do nauczania historii w szkole chrześcijańskiej, to wśród pytań znalazło się m.in. – jak ma Pan pogląd na historię?

Edukacja jest teleologiczna i zorientowana ideowo, co oznacza, że ma pewien cel.  Każda edukacja zakłada jakąś wizję dobrego człowieka, choć oczywiście może różnie ją definiować. Roger Scruton stwierdził, że istotą dyskusji o edukacji jest to, „jakich wartości należy nauczać i jakimi metodami.” Nie można zatem mówić po prostu o edukacji. Zawsze mówimy o określonej edukacji, która jest wyrazem określonego poglądu na świat, jak zauważył to Gilbert Chesterton: „Każdy rodzaj edukacji prezentuje określoną filozofię. Jeśli nie przez dogmat, to przez sugestię, implikację, atmosferę."


2. Celem edukacji jest życie.

"Synu mój, jedz miód, bo jest dobry, słodki jest plaster miodu dla twojego podniebienia; tym też jest wiedza i mądrość dla twojej duszy! Jeżeli ją znajdziesz, masz jeszcze przyszłość, a nadzieja twoja nie rozwieje się." (Księga Przysłow 24.13-14)

Edukacja w biblijnym ujęciu to nie informacja, lecz formacja. Pytanie nie brzmi: jakie informacje przekazuje edukator, lecz jakiego człowieka chce ukształtować? Mówimy o wiedzy oraz mądrości ponieważ nie są to synonimy. Wiedza to pewien zasób informacji o świecie. Natomiast mądrość w Biblii to kategoria etyczna, która łączy się umiejętnością odróżniania dobra od zła. Jest to jeden z celów edukacji: umiejętność odróżniania dobra od zła i opowiadanie się za tym pierwszym.

C.S. Lewis - profesor z Oxfordu, autor wielu książek nt. literatury, historii, filozofii powiedział, że „Edukacja bez wartości, choć przydatna, wydaje się raczej czynić człowieka mądrzejszym diabłem."

Edukacja nie polega na tym jak zdobyć pracę. Nie polega na tym, jak przetrwać w pluralistycznym lub monistycznym świecie. Polega na tym, jak zdobyć życie. Rozwijając tę myśl przywołam francuskiego filozofa i socjologa Pierre Bourdieu, który celnie zauważył, że funkcją szkoły w obecnym kształcie jest reprodukcja dominującej ideologii, czy też przekazanie umiejętności koniecznych do reprodukcji społecznego podziału pracy. Szkoła jest więc nie tyle nastawiona na zmianę, kształtowanie jednostek zdolnych do wpływania na kulturę, lecz ukierunkowana na „urabianie” jednostek jak najbardziej przystosowanych do schematów i sposobów myślenia czy raczej niemyślenia dominujących ideologii. Naszym celem jest, by przyszłe pokolenie przemieniało i kształtowało kulturę, nie zaś dostosowywało się do niej. Nie chronimy dzieci od ciemności, ale uczymy jak walczyć ze smokami. I mają walczyć ze smokami, nie stając się smokami.

W pedagogice i edukacji, którą praktykujemy w Kościele i rodzinie nie chodzi o same zasady, lecz o umiłowanie zasad. Oczywiście mówimy o wiedzy i umiejętnościach dziecka, ale mówimy przede wszystkim o sercu. Mówimy o czymś bardziej naturalnym i organicznym. Edukacja to nie maszyna z odpowiednią instrukcją obsługi, a nauczyciel to nie inżynier. W Biblii edukacja i mądrość są przyrównane do kobiety (Księga Przysłów 8-9). Douglas Wilson powiedział, że mężczyźni nie rozumieją kobiet, ponieważ nie rozumieją mądrości. Traktują mądrość jak inżynierię, a nie jak kobiety. Dlatego w naszych domach i Kościele mówimy dzieciom: czytaj dużo poezji, prozy, baśnie. Czytaj dobre analizy polityczne, biografie ojców kościoła, polskich patriotów. Nie bądź prowincjonalny w czytaniu. Wielu konserwatystów jest zaściankowych w czytaniu i skutkiem tego jest stagnacja i niezrozumienie zmieniającego się świata. Natomiast progresywiści i postępowcy zadowalają się tym, że idą, ale nie wiedzą dokąd zmierzają. Nam chodzi o biblijną edukację, której celem jest życie.

3. Autorytetem w dziedzinie edukacji jest Biblia, czyli Boże Słowo.

W chrześcijańskiej edukacji czymś istotnym jest wskazanie dzieciom na ostateczny autorytet, standard naszych przekonań i zachowań. Jest nim oczywiście Pismo Święte, które jest pożyteczne nie tylko do zbawienia, ale również "do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany" (2 Tm 3:16-17). Biblia jest standardem wychowania.

Uczmy jednak nie tylko standardu, ale przede wszystkim kochać standard. Dlatego, że Bogu chodzi o nasze serca, a nie jedynie o zewnętrzne posłuszeństwo. Co to oznacza i czego nie oznacza? Nie oznacza to, że Biblia jest podręcznikiem przyrody, fizyki i chemii. Nie mówi o wzorze na przyspieszenie ziemskie, o DNA sarny i o kwasie siarkowym. Ale mówi o tym, kto stworzył ludzi, zwierzęta, grawitację, kamienie, prawa matematyki, logiki, fotosyntezę itd. Dostarcza podstaw, by świat można było poprawnie opisywać, prowadzić badania naukowe, formułować paradygmaty. Cornelius Van Til napisał: Biblia jest autorytetem we wszystkim o czym mówi i mówi o wszystkim.

Biblia nie mówi o budowie czaszki naszych ojców wiary, ale mówi, że wyszli z niewoli egipskiej, a nie z bagien, a potem z drzew. Nie powinno nas dziwić przyniesienie Biblii na historię, ponieważ nie da się zrozumieć historii Europy nie wspominając o Apostole Pawle, św. Augustynie, czy Anzelmie z Canterbury.

Poważnie traktujemy osiągnięcia nauki, ponieważ jest ona jednym z narzędzi odkrywania, poznawania świata i czynienia go poddanym zgodnie z mandatem kulturowym, który człowiek otrzymał po stworzeniu świata (Rdz 1.28).

4. Dwa słowa obecne w edukacji: prawda i miłość

Miłość bez prawdy to śmierć. Prawda bez miłości to martwy szkielet bez ciała. Potrzebujemy szkieletu i ciała. Potrzebujemy czegoś więcej niż kości. Poznanie nadyma, ale miłość buduje. (1 Koryntian 8.1)

Wiedza bez miłości bliźniego to charakterystyka szatana. Jednak nie nauczymy nikogo szacunku do odmiennych kultur bez szacunku dla własnej kultury i cywilizacji. Rozumiem kogoś szacunek do własnej matki, bo mam szacunek do swojej. I to jest różnica między patriotą, a nacjonalistą. Patriota jest wdzięczny. Nacjonalista jest pyszny. Wdzięczność idzie w parze ze zrozumieniem innych, a pycha z niechęcią do zrozumienia innych.

5. Zarówno jedność i różnorodność są dobre - w odpowiednim kontekście.

Bóg stworzył świat jako jedną rzeczywistość, ale oddzielił światłość od ciemność, dzień od nocy, morza od lądów, człowieka od zwierząt, mężczyznę i kobietę. Mamy więc jedność i różnorodność, ponieważ taki jest Bóg Pisma Świętego: Jeden w Trzech Osobach, natomiast świat jest odbiciem Jego natury, tak jak dzieło jest podpisem jego twórcy.

Dlatego prawda o Trójcy jest nie tylko odpowiedzią na wielowiekowy dylemat: jedno, czy wiele, ale i podstawą szacunku dla jedności i różnorodności: jednostki i wspólnoty. Bóg Biblii nie tylko oznajmia swoją wolę, ale oznajmia nam siebie. Dlatego człowieczeństwo realizujemy nie w tym, że mówimy: przestrzegaj zasad. Mówimy: bądź jak Jezus Chrystus w tym jak kochasz, jak przebaczasz, jak pracujesz, zabiegasz o sprawiedliwość, jak okazujesz dobroć, szacunek. Jak walczysz ze złem, wyzyskiem, obłudą i chciwością, jak traktujesz nieprzyjaciół, jak znosisz przeciwności i wyzwania, jak traktujesz rodzinę.

Uczymy się cieszyć się jednością i różnorodnością. Nie ma problemu z różnorodnością kultur i narodów, nie ma problemu z polifonią w muzyce, jedną Biblią tłumaczoną na wiele języków, jednością osób odmiennej płci w małżeństwie. Różnorodność jest czymś, co jest elementem harmonii, dopełniania się w Bożym świecie, a nie powodem do konkurowania ze sobą.

6. Edukacja nie jest odpowiedzialnością państwa, lecz rodziny i wspólnot, do których one przynależą.

Bóg powierzył przede wszystkim rodzinie odpowiedzialność za edukację.

"Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej siły swojej. Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą w twoim sercu. Będziesz je wpajał w twoich synów i będziesz o nich mówił, przebywając w swoim domu, idąc drogą, kładąc się i wstając. Przywiążesz je jako znak do swojej ręki i będą jako przepaska między twoimi oczyma. Wypiszesz je też na odrzwiach twojego domu i na twoich bramach."  (Powtórzonego Prawa 6.5-9)

"Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom swoim w Panu, bo to rzecz słuszna. Czcij ojca swego i matkę, to jest pierwsze przykazanie z obietnicą: Aby ci się dobrze działo i abyś długo żył na ziemi. A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu dzieci swoich, lecz napominajcie i wychowujcie je w karności, dla Pana." (Efezjan 6.1-4)

Są to wezwania do rodziny, a nie do cesarza. Nie oznacza to, że rodzice nie mogą skorzystać z pomocy kościoła, państwa, czy innych instytucji, lecz chodzi o to pierwotne prawo i odpowiedzialność. Jeśli założymy, że to państwo, a nie rodzice są odpowiedzialni za edukację, to siłą rzeczy będzie to rodziło napięcia i nieskończone dyskusje: czego powinny uczyć się polskie dzieci? Kto o tym będzie decydował? Jeśli rząd, oznacza to, że szkoły publiczne są placówkami kształtującymi wedle rządowej linii programowej. To zaś siłą rzeczy będzie oznaczało starcie i konflikt światopoglądów z rodzinami, które nie podzielają danej wizji świata.

Problemem jest więc nie tyle treść programu szkolnego, lecz samo założenie, że państwo sprawuje kontrolę nad edukacją dzieci wszystkich obywateli. W Bożym porządku to rodzina jest przede wszystkim ministerstwem zdrowia i edukacji, państwo jest ministerstwem sprawiedliwości, a kościół ministerstwem Słowa i sakramentów. I wszystkie one odpowiadają przed Królem – Bogiem, który ustanowił wszystkie trzy instytucje i powierzył ich delegowanym reprezentantom mandat.

7.  Nasza edukacja (w rodzinie i kościele) oparta jest na trzech fundamentach: formalne pouczenie, przykład własnego życia i modlitwa.

- formalne pouczenie

Niektóre z dzieci naszego Kościoła uczą się w trybie edukacji domowej, którą głównie prowadzą rodzice. W naszej rodzinie wieczorami mamy codzienny czas kiedy czytamy Biblię, modlimy się, śpiewamy i rozmawiamy. Przekazujemy dzieciom również pouczenia w innych codziennych sytuacjach: przy posiłku, podczas jazdy samochodem, czy kiedy się kłócą. Bóg mówi, że proces edukacji rozpoczyna się jak tylko otwieramy oczy. A tablicą edukacyjną jest cały świat, różni ludzie i okoliczności. Przykładem jest król Salomon. Spoglądał na mężczyznę, kobietę, zwierzęta, owady, rośliny i pisał:  „Ucz się od mrówek leniwcze”, „Ucz się od borsuków”, „Ucz się od lwa”, „Spójrz na gwiazdy, drzewa, kwiaty”, małżeństwo”, „ojcostwo” „kobieta, mężczyzna”. To wszystko są ilustracje wielu prawd o charakterze duchowym. Powinniśmy wykorzystywać czas, który spędzamy z dzieckiem na przekazywanie mu mądrości o Bogu, świecie, w którym żyje. Pamiętam, gdy mój syn mając 4-lata, oglądając w telewizji sceny z powodzi na Filipinach zapytał mnie: "Dlaczego Pan Bóg zesłał tak dużo wody tym ludziom?"

- własny przykład

Formalne pouczenie nigdy nie jest skuteczne jeśli zabraknie własnego przykładu. Chrześcijaństwo nie mówi o Bogu, który oznajmił swoją wolę, lecz Bogu, który oznajmił nam siebie. Wiara chrześcijańska polega nie na tym, że wiemy coś o Bogu, ale że naśladujemy Boga. Chrystus nauczał o służbie i uległości oraz dał przykład jak mamy to robić. Kiedy mówię do dziecka: umyj naczynia, pozamiataj kuchnię, wyjdź z psem – to muszę upewnić się, że często widzą mnie z miotłą i ścierką.

- modlitwa

Trzecim narzędziem jest modlitwa. Modlimy się z dziećmi i o dzieci - z nimi, ale również z żoną lub indywidualnie. Modlitwa przypomina im i nam, że nasz dom jest domem chrześcijańskim. Nie chodzi o nam o tradycyjną lub postępową rodzinę, ale o Bożą rodzinę. Chcemy, aby dzieci uczyły się, że ich wysiłki, troski nie są niezauważane, ale również, że ja jako rodzic przed kimś odpowiadam – Bogiem, który nas stworzył. Nie oczekuję od nich, aby coś zrobiły, bo jestem większy i silniejszy, ale ze względu na Chrystusa, który nas ukochał i którego także kochamy.