wtorek, 18 listopada 2008

Krwawe prześladowania chrześcijan w Indiach

Informacja z serwisu: ekai.pl

W Indiach trwają krwawe prześladowania chrześcijan. Władze tego kraju nie reagują na akty przemocy. Dlatego w najnowszym numerze „Gościa Niedzielnego” można znaleźć kartę pocztową, zaadresowaną do ambasadora Indii w Polsce z żądaniem zapewnienia indyjskim chrześcijanom bezpieczeństwa.

Jak pisze w „Gościu” Beata Zajączkowska, oficjalne źródła mówią o dziesiątkach śmiertelnych ofiar prześladowań chrześcijan, nieoficjalne – o setkach. 14-letnia Monana nie został zamordowana – wielokrotnie zgwałcona została oblana benzyną i podpalona. Dziś spod bandaży widać tylko jej przerażone oczy. Cierpią nie tylko katolicy. Pastor Dibya Sundar Digal został ukamienowany, a ciało wrzucono do rzeki. Bojówki hinduistów napadają też na chrześcijańskie świątynie (...) Oprawcy chcą, by indyjscy chrześcijanie wrócili do religii hinduistycznej. Kto odmawia – ginie. Kto z przystawionym do szyi nożem ulegnie temu żądaniu, musi potwierdzić ten akt zamordowaniem jakiegoś chrześcijanina, spaleniem jego domu albo zbezczeszczeniem kościoła.

Szczególnie bulwersuje fakt, że wbrew oficjalnym deklaracjom, indyjskie władze, zwłaszcza policja, nie zapewniają chrześcijanom bezpieczeństwa. Prześladowani są oni zmuszeni do ukrywania się w buszu i obozach dla uchodźców. Dlatego redakcja „Gościa Niedzielnego” apeluje do swych czytelników o wysyłanie do ambasadora Indii w Polsce kart z następującym protestem:

Chandra Mohan BHANDARI
Ambasador Indii w Polsce
ul. Rejtana 15
02-516 WARSZAWA

Szanowny Panie Ambasadorze!

Jestem wstrząśnięty(a) falą okrutnych prześladowań chrześcijan w Indiach: mordowaniem księży i wiernych, bandyckimi napadami na rodziny, gwałceniem sióstr zakonnych, niszczeniem kościołów, instytucji kościelnych i domów. W imię solidarności z prześladowanymi protestuję przeciwko łamaniu podstawowych praw człowieka: prawa do życia i wolności religijnej. Domagam się podjęcia stanowczych działań Pańskiego Rządu, kładących kres nienawiści i prześladowaniom. Modlę się w tej intencji.

Z nadzieją na pokój w Indiach i z wyrazami szacunku - (imię i nazwisko)

List w powyższą treścią możecie wysyłać na adres: goi@indem.it.pl

7 komentarzy:

  1. Tak się akurat składa, że byłem tam, kiedy to wszystko sie zaczęło. Sprawa była szeroko omawiana w tamtejszych mediach.

    Historia akurat wygląda tak, że to chrześcijanie zaczęli. Fanatyczna bojówka zabiła jednego z hinduistycznych świętych meżów, co skłoniło hinduistów do krwawego odwetu, a potem naparzli się już wszyscy równo i nikt nie pamiętał, kto zaczął. Na tym pierwszym etapie interweniowała policja, ale wiadomo, jak to jest z tego typu zamieszkami - trudno jest opanować sytuację. Dodajmy, że moment, w którym się to zaczęło, był wyjątkowo niefortuny - w Pakistanie zmieniły się władze i zaczęło się powstanie w Kaszmirze, którego ani policja ani wojsko stłumić nie mogły, co wskazuje na to, że nie celowo nie zapewnia się ochrony chrześcijanom, ale po prostu policja jest tam za słaba jak na skalę problemu - jest wiele rzeczy, z którymi sobie nie radzi, chrześcijanie nie są tu wyjątkiem.

    Z jednej strony hinduiści jako większość powinni być odpowiedzialni za mniejszość, jaką są chrześcijanie, ale z drugiej strony jak się jest w mniejszości to się nie wszczyna burd, bo potem może się zdarzyć wszystko. Poza tym pamiętajmy, że to mimo wszystko prymitywne społeczeństwo, wliczając w to chrześcijan.

    Wiem (z doświadczenia), że niektórzy chrześcijanie aż się cieszą, bo im się od razu wesołe czasy Nerona przypominają i jest materiał na nowych męczenników, ale to mocno wyidealizowana wersja rzeczywistości. Hinduiści i chrześcijanie tam są siebie warci.

    Jest tyle uciskanych na świecie mniejszości, które bardziej zasługują na naszą uwagę - czy Indie zostały wybrane tylko dlatego, że to chrześcijanie? Choćby w Birmie - sytuacja jest nieskończenie gorsza, ale do tamtejszych władz nie będziemy słać petycji. Birmańczycy mają pecha - nie są chrześcijanami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Łukasz,

    Nie jestem Panem Bogiem i nie znam sytuacji wszystkich mniejszości w każdym zakątku świata.

    Oczywiście jeśli uważasz, że należy wesprzeć Birmańczyków i zależy Ci na tej sprawie, to nagłośnij ją, ślij petycję i zachęcaj ludzi do zainteresowania się ich sytuacją, bo jak rozumiem nie zależy Ci na zaprzestaniu palenia Kościołów i mordowania księży i zakonnic (z "fanatycznych bojówek") w Indiach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieszczególnie obchodzą mnie Birmańczycy, krytykuję tylko kryteria wedle których dobieramy sobie grupy, którym chcemy szczególnie współczuć. Uważam też, że wszystkie kościoły świata mogłyby spłonąć, gdyby mogło to uratować życie np. Birmańczyków.

    To, co dzieje się w Indiach to walki, a nie rzeź, czy prześladowania, choć prawda, że hinduiści mają znaczącą przewagę. Przypominam jednak, że pierwsze ofiary śmiertelne padły po stronie hinduistów. Chrześcijanie oczywiście nie mogą tego wygrać, ale nie uważam, żeby byli mniej winni obecnej sytuacji, niż hinduiści.

    Czy są warci petycji tylko dlatego, że są chrześcijanami?

    OdpowiedzUsuń
  4. "Czy są warci petycji tylko dlatego, że są chrześcijanami?"

    Bycie chrześcijaninem to nie tylko przynależność do kościoła i wyznawanie pewnych przekonań.

    To przede wszystkim wyniesienie do pozycji Synów i Córek samego Króla, a to dalekie jest od "tylko".

    OdpowiedzUsuń
  5. Dostrzegam tutaj ucieczkę od odpowiedzi :)

    Czy mogę w takim razie uznać, że w razie, gdyby moje życie było zagrożone z powodu chrześcijanina, nie mam co liczyć na Pastora pomoc? W końcu nie jestem Synem Króla i to jest AŻ powód, żeby nie zainteresować się moim życiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oczywiście stanąłbym w Twojej obronie.

    Zobacz jednak to:
    http://www.tvn24.pl/12691,1573797,0,1,pieniadze-za-zabijanie-chrzescijan,wiadomosc.html

    To już jest polowanie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wątpię, że stanąłby Pastor, i vice cersa oczywiście. W końcu pozostajemy ludźmi, mimo różnic poglądów. Chciałem tym wskazać na to, że w takich sytuacjach jednak to, czy jeteśmy Synem Króla czy nie, pozostaje argumentem z serii "tylko".

    A poowanie? No cóż - społeczeństwo prymitywne, obie strony wzajemnie nakręcają nienawiść, nic dziwnego, że robi się drastycznie. Takie życie - z tym akurat nic się nie da teraz zrobić, a już na pewno nie petycją do ambasady. Myśli Pastor, że rząd w Indiach nie chce tego rozwiązać?

    OdpowiedzUsuń