środa, 10 grudnia 2008

Skandal w Pradze

Oto lektura obowiązkowa dla entuzjastów UE, przykład tego jak się rozmawia na unijnych salonach. Jest to zapis rozmowy, o której mówi cała polityczna Europa. Miała miejsce w piątek 5 grudnia w Pradze, gdzie prezydent Czech Vaclav Klaus był w skandaliczny sposób pouczany przez oficjeli Unii Europejskiej. To cud, że Vaclavowi Klausowi nie puściły nerwy. Zresztą przeczytajcie sami:

Daniel Cohn-Bendit (szef europarlamentarnej frakcji zielonych):

(...) Traktat Lizboński: Pana pogląd na to mnie nie interesuje, chcę wiedzieć, co pan zrobi, aby zatwierdził go czeski sejm i senat. Będzie Pan respektował demokratyczną wolę przedstawicieli narodu? Będzie Pan musiał to podpisać.

Co więcej, chcę, aby Pan mi wyjaśnił, jaki jest poziom Pana przyjaźni w panem Declan Ganley'em z Irlandii. Jak może Pan się spotykać z człowiekiem, co do którego nie jest jasne, kto go opłaca? Będąc na swoim stanowisku, nie może się Pan z nim spotykać. To jest człowiek, którego majątek pochodzi z wątpliwych źródeł i chce je teraz wykorzystać na finansowanie swojej kampanii wyborczej do PE.

Vaclav Klaus:

Muszę powiedzieć, że tym tonem nikt jeszcze ze mną tutaj nie mówił przez 6 lat mojej prezydentury. Nie jest Pan tutaj na paryskich barykadach. Sądziłem, że taki styl komunikacji wobec nas skończył się 19 lat temu (razem z upadkiem komunizmu - przyp. Fronda.pl). Widzę, że się myliłem. Ja bym sobie nie pozwolił pytać Pana, z czego jest finansowana działalność Zielonych. Jeśli zależy Panu na racjonalnej dyskusji przez te pół godziny, które mamy na negocjacje, proszę Panie Przewodniczący oddać słowo dalszym osobom.

Hans-Gert Pötering:

Nie, my mamy dosyć czasu. Mój kolega będzie kontynuował, ponieważ każdy z członków będzie pytał Pana o co tylko chce. (Do Cohn-Bendita) Proszę kontynuować.

Vaclav Klaus:

To niewiarygodne, czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.

(...)

Irena Belohorská:

Ja będę mówić po angielsku, chociaż wiem, że pan prezydent zrozumiałby mnie, gdybym mówiła po słowacku. Traktat z Nicei jest traktatem dla 15 krajów, ale Unia się rozszerzyła. Traktat Lizboński jest traktatem dla 27 krajów i dlatego jestem niezadowolona z tego, że najwyższy przedstawiciel jednego z nowych krajów członkowskich występuje przeciw temu właśnie traktatowi, nad którym wspólnie pracowaliśmy.

Vaclav Klaus:

Dziękuję za to nowe doświadczenie, które zyskałem spotkając się tu z Państwem. Nie przypuszczałem, że coś takiego jest możliwe i w ciągu ostatnich 19 lat nic podobnego nie przeżyłem. Myślałem, że to należy już do przeszłości, że żyjemy w demokracji, ale w UE doprawdy działa post-demokracja. Mówili Państwo o wartościach europejskich. Wartością europejską jest przede wszystkim wolność i demokracja, zwłaszcza poszanowanie dla obywateli państw członkowskich UE. To jest dziś w UE szczególnie istotne. Trzeba tego bronić i starać się o to.

Całość rozmowy

1 komentarz:

  1. Komentarz do incydentu w Pradze Wojciecha Wencela z jego bloga w serwisie "Wprost.pl" (fragment):

    Trzeba przyznać, że prezydent Czech do końca debaty zachował zimną krew. Zamiast wyrzucić impertynentów za drzwi, próbował im wytłumaczyć, że wartościami europejskimi są wolność, demokracja i poszanowanie dla obywateli państw członkowskich UE. Niestety, rozmówcy zdawali się nie pojmować jego klarownego wywodu.

    Można się zastanawiać, czy jest różnica między awanturą wywołaną przez emisariuszy UE na terytorium niepodległych Czech a np. pijackim rajdem wózkami golfowymi po trawniku zagranicznego hotelu. Chyba tylko taka, że w pierwszym przypadku obraża się ludzi, a w drugim niszczy mienie.

    Od czasu konfliktu w Gruzji Vaclav Klaus nie jest bohaterem mojej bajki. Jednak nie trzeba za kimś przepadać, by przyznać mu rację w sprawach tak elementarnych, jak zasady cywilizowanego porozumiewania się. Jeśli Cohn-Bendit i Pötering zechcą kiedyś w podobnym tonie instruować prezydenta Polski, mam nadzieję, że ten okaże się człowiekiem mniej cierpliwym niż jego czeski kolega. I wskaże impertynentom drzwi. Być może taki incydent jest potrzebny, by europejscy oficjele nauczyli się dobrych manier.

    OdpowiedzUsuń