piątek, 16 stycznia 2009

Hej, nie znasz się na Sztuce?!!

Tym razem coś o tzw. "sztuce współczesnej". Jakiś czas temu w Niemczech krytycy, historycy sztuki, koneserzy przez prawie miesiąc wynosili pod niebiosa ekspozycję dzieła nowoodkrytej, genialnej japonki. Po tym czasie organizator ekspozycji ujawnił, że autorem tych obrazów jest szympansica z frankfurckiego ZOO. Najwyraźniej w bardzo zaawansowanym stadium ewolucyjnego rozwoju. Kto wie czy nie była nawet owym mitycznym "przejściowym ogniwem"? :-)

Inny przykład: gdy podczas otwarcia bostońskego Muzeum Sztuki Współczesnej gromada ekspertów stała wianuszkiem wokół dużej "instalacji" z rur i desek, licytując się peanami gloryfikującymi "wspaniałe dzieło" - nadbiegł dyrektor i przeprosił, że robotnicy nie zdążyli usunąć murarskiego rusztowania (powyższe przykłady wzięte z książki W. Łysiaka pt. "Rzeczpospolta kłamców"). Prawdopodonie dyrektor, jako nie-ekspert, w swojej krótkowzroczności nie był w stanie ujrzeć oryginalnej surowości i artystycznej prostoty budowli
oraz piękna w kształtach deski i rury. Z pewnością eksperci sztuki wytłumaczyli prostemu człowieczynie na czym polega istota piękna zapierającego dech w piersiach.

Artystyczną wartość wielu dzieł sztuki współczesnej świetnie podsumował niemiecki krytyk G. Sello:

"W galeriach i muzeach walają się przedmioty zwane sztuką wyłącznie dlatego, że znajdują się tutaj, a nie gdzie indziej" :-)

Bóg kocha piękno. My również powinniśmy mieć w nim upodobanie. Dlatego uważajmy na muzealne "instalacje z rur i desek" i starannie wybierajmy miejsca (twórczego) spędzania wolnego czasu. Szkoda pieniędzy i czasu na dzieła "nowoodkrytej, genialnej japonki". :-)

21 komentarzy:

  1. Obawiam się że ów światły komentarz zachęca do przekształcenia owego pytania w twierdzenie.Oczywiście przykład jest kuriozalny,stąd łatwo o kpiny,i utwierdza mnie w przekonaniu że szkoła nie dostarcza narzędzi do intelektualnej nawigacji po świecie współczesnej sztuki.Skąd czerpać nadzieje, skoro pasterze subtelnością swej myśli dorównują straganiarką?Więcej rozwagi!pozdrawiam f

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie powiedziałem, że CAŁA współczesna sztuka jest do bani. Oczywiście, że nie jest!

    Chodziło natomiast o włączenie myślenia i nienazywania sztuką wszystkiego co "salonowi" eksperci w ten sposób nazwą :-)

    Podałem przykłady wcale nie tak rzadkiego podejścia wmawiającego nam, że sztuką jest np. wizerunek penisa przybitego do krzyża a'la Golgota (autorstwa p. D.Nieznalnskiej) lub berlińskie operowe przedstawienie "Uprowadzenia z seraju" Mozarta gdzie widz patrzy na aktorkę obsikującą śpiewaków.

    Przepraszam za te niesmaczne opisy, ale są to przykłady dzieł zaklasyfikowanych właśnie jako dzieła "sztuki współczesnej".

    Jeśli ktoś chce obcować z czymś takim, proszę bardzo. Tylko po co kawałek deski i rury nazywać sztuką? :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo to jest sztuka?
    Wsyzstko zależy od koncepcji, definicji - nie ma żadnego obiektywnego kryterium wedle którego coś możemy nazwać sztuką, a czegoś nie.
    Dobre wychowanie i tak dalej nakazuje jednak, żeby tej właściwości sztuki używać w sposób pozytywny, to znaczy móc nazwać sztuką coś, co jest dla nas piękne, bądź do nas przemawia, ale nie odmawiać tego miana temu, co porusza kogoś innego, ale nas akurat nie.
    Mnie na przykład praca Nieznalskiej podobała się jako dzieło sztuki. Przypominam, że sztuka to nie tylko estetyka jako harmonia. To też prowokacja, zaangażowanie społeczne, polityczne, intelektualne.
    Dlatego za f - więcej rozwagi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesli sztuka to cos czego nie mozna zdefiniowac, ani obiektywnie ocenic, to czym w istocie rozni sie opinia tzw. ekspertow od rzeczonej straganiarki?
    Rozumiem, ze "subtelnosc" i "rozwaga" w tym wypadku nakazuje jednak spogladac na "dzielo" p. Nieznalskiej jako na "artystyczny manifest". Natomiast moj (i straganiarki) niesmak dowodzi tylko nieokrzesania i braku odpowiednich narzedzi "intelektualnej nawigacji"
    Ahoj! Pzdr

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie widzę problemu w tym, żeby negatywnie ocenić artystyczny manifest.
    No i sztukę można odbierać na wielu poziomach. To prawda, że każdy ma narzędzia, żeby ją samodzielnie ocenić, ale krytycy najczęściej znacznie lepiej znają estetyczny i historyczny kontekst, mają bogatsze narzędzia interpretacyjne, warto więc dowiedzieć się, co mają do powiedzenia na temat jakiegoś dzieła, bo mogą je ukazać w zupełnie nowym dla nas świetle.
    To tak, jak z polityką - to, że każdy z nas ma jakieś zdanie na ten temat nie wyklucza tego, że warto posłuchać ekspertów.

    OdpowiedzUsuń
  6. a odczepilibyście się od tej straganiarki! Co tak naprawde wiecie o artystycznym guście ludzi sprzedających owoce i warzywa?
    pozdrawiam, ula

    OdpowiedzUsuń
  7. Ula, nie możemy się odczepić. Kobita sama zaczęła dyskusję więc jej nie chroń teraz. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. W dobie nieograniczonej możliwości samoprezentacji - na wyciągnięcie ręki mamy wiele "dzieł sztuki" o wątpliwej wartości. Na dodatek ludzie chcąc nie być posądzonymi o ignorancję biją brawa. Czy to jest wynik niewiedzy (społeczeństwa głupieją) czy wynik przejedzenia starociami i w związku z tym poszukiwania czegoś nowego?
    Jeśli ktoś chce sztuką nazwać byle mazy - to niestety ma do tego prawo... myślę, że autorowi chodzi o coś innego. (choć mogę się mylić). Sztuka ma za zadanie dostarczyć odbiorcy przeżycia mistycznego, ma skłonić do refleksji lub przenieść w inny stan (świadomości). W związku z tym twórcy tworzący DLA ludzi starają się im to zapewnić. Twórcy, którzy chcą zaistnieć - stworzą coś o mizernej wartości artystycznej (w kontekście przeszłych dokonań) i też tworzą sztukę. Jeśli ktoś się bohomazem zachwyci - to chwała "artyście" - jeśli zaś zachwycą się tylko krytycy - bo przecież muszą coś powiedzieć - to efekt jest taki jak w załączonym przykładzie - dali się wpuścić w maliny i teraz się pewnie wstydzą.

    OdpowiedzUsuń
  9. Od kiedy to sztuka musi nam dostarczać przeżyć mistycznych? Jak ktoś tego szuka, to w pewnym rodzaju sztuki to znajdzie, ja szukam wartości estetycznych względnie egzystencjalnych i znajduję je w takiej sztuce, której pieniek czy Pastor sztuką w ogóle by nie nazwali.

    Zabawny jest sam schemat - jeśli mi się to nie podoba, to znaczy, że nie rozumiem tego, co może się w tym podobać innym, a więc skoro ja nie rozumiem, to wszyscy inni też nie rozumieją, a ci, co mówią, że rozumieją, muszą być hipokrytami. A może, Panowie, po prostu tej sztuki nie rozumiecie i powinniście ją zostawić tym, którzy rozumieją i czerpią z niej przyjemność?

    Z jednej strony prowokacja z małpą - udana. Z drugiej, nie widzę w tym żadnego problemu. Dzieło (przede wszystkim dziś) jest dziełem samym dla siebie, nie potrzebuje łączności ze swym Stwórcą. Nie chodzi tu o harmonię czy odniesienia społeczne, bo to rzeczy wtórne. Chodzi o samo wrażenie, jakie na odbiorcy wywołuje dzieło. Jakie to ma znaczenie, kto je stworzył? Może być to nawet i małpa, jeśli parę losowych pociągnięć pędzlem pobudzi czułą strunę mojego zmysłu estetyki. A może małpy mają ten zmysł znacznie bardziej wyczulony, niż my, kto wie?

    OdpowiedzUsuń
  10. /Od kiedy to sztuka musi nam dostarczać przeżyć mistycznych? /

    Wczytaj się w moje zdanie - jest to jeden z aspektów - a więc nie warunek konieczny:) W sposób mistyczny odbieram szczególnie muzykę - wspaniały rezonans...

    / ja szukam wartości estetycznych względnie egzystencjalnych i znajduję je w takiej sztuce, której pieniek czy Pastor sztuką w ogóle by nie nazwali./

    Skąd ta pewność? rzuć przykładem

    A skoro to sprawa subiektywna to ja daję ci prawo do nazywania tego sztuką, a sobie daję prawo do nazwania tego gniotem (choć jeszcze nie wiem co to jest i może gniotem nie nazwę:)

    /Zabawny jest sam schemat - jeśli mi się to nie podoba, to znaczy, że nie rozumiem tego, co może się w tym podobać innym, a więc skoro ja nie rozumiem, to wszyscy inni też nie rozumieją, a ci, co mówią, że rozumieją, muszą być hipokrytami. /

    To prawda - nie rozumiem, jak gniot czy kicz może zachwycać innego człowieka - ale zakładam, że tak jest (z wyjątkiem snobizmu/hipokryzji) i szanuję to. Jak czegoś nie rozumiem to po prostu nie rozumiem, za to jak 'to coś' do mnie przemawia to staram się zrozumieć, a jak nie przemawia to sobie odpuszczam - a inni pewnie rozumieją i co z tego? tylko się cieszyć, że dla każdego coś dobrego. To tolerancyjne podejście nie wyklucza, że chcę mieć wpływ na moje otoczenie, żeby zarażać innych tym co sam uważam za piękne.
    Ale szanowny przedmówca ma chyba świadomość, że snobizm i hipokryzja w dziedzinie sztuki również istnieją?

    /A może, Panowie, po prostu tej sztuki nie rozumiecie i powinniście ją zostawić tym, którzy rozumieją i czerpią z niej przyjemność?/

    Ależ (mówię za siebie) zostawiam ją innym, a czy ktoś tu odbiera prawo zachwytu nad penisem przybitym do krzyża? Dla mnie 'ten ktoś' może nawet reprodukcję kupić i nad łóżkiem powiesić czerpiąc z niego (penisa) przyjemność;)
    Ja tego nie rozumiem - przyznaję się - czy wiele mi to ujmuje? ;) (Nie rozumiem w tym sensie, ze nie potrafię się wczuć w doznania takiej osoby - bo w ogóle to rozumiem, że psychika ludzka jest bardzo różnorodna)

    /Z jednej strony prowokacja z małpą - udana. Z drugiej, nie widzę w tym żadnego problemu. Dzieło (przede wszystkim dziś) jest dziełem samym dla siebie, nie potrzebuje łączności ze swym Stwórcą./

    Tu się podpiszę - jak małpa namaluje coś co mi się spodoba - to czemu mam to odrzucić? Bo małpa to zrobiła? To tym bardziej ciekawe, że to stworzenie boże coś chce nam przekazać:) - oczywiście czysta hipoteza, bo jeszcze nie widziałem małpich mazów;)

    / A może małpy mają ten zmysł znacznie bardziej wyczulony, niż my, kto wie?/
    może i tak, tylko są w zmowie milczenia i nie chwalą się tym - ja cały czas mam wrażenie, że mój kot chciałby ze mną pogadać, tylko nie może - coś jak w filmie o pszczołach:)

    pozdrawiam przedmówcę

    OdpowiedzUsuń
  11. Zbyt koncyliacyjny ton nie sprzyja dyskusji :]

    Ale waśnie o to mi chodziło - żeby złagodzić pierwotne, bardzo ostre tezy.

    "Sztuka ma za zadanie dostarczyć odbiorcy przeżycia mistycznego, ma skłonić do refleksji lub przenieść w inny stan (świadomości)." - zabrakło mi tu sformułowania w stylu "może zapewniać", albo "dla niektórych powinna". To zdanie nie jest prawdziwe o tyle, że jego zaprzeczenie też musiałoby być prawdziwe, gdybyś, drogi Przedmówco, chciał wyrazić to, że nie dla wszystkich sztuka spełnia tą rolę. Wybacz drobiazgowość :)

    Przykład odbierania czemuś statusu sztuki?

    "Chodziło natomiast o włączenie myślenia i nienazywania sztuką wszystkiego co "salonowi" eksperci w ten sposób nazwą :-) Podałem przykłady wcale nie tak rzadkiego podejścia wmawiającego nam, że sztuką jest np. wizerunek penisa przybitego do krzyża a'la Golgota (autorstwa p. D.Nieznalnskiej)" - cytat z Pastora.

    Pokusił się właśnie o mocne, nieuprawnione sformułowanie, które krytykuję, bo w swojej arogancji godzi między innymi w mój zmysł estetyki.

    Co do prawa do nazwania gniotem, to uściśliłbym - można skrytykować dzieło sztuki i nazwać je gniotem, ale nie odbierać statusu sztuki, bo to jest krok znacznie dalej i zdecydowanie za daleko.

    Jeśli więc zgadzamy się, że małpie bohomazy mogą nam się podobać, bo co za różnica, kto je namalował, to upada też teza Pastora, że uznanie takich obrazów za dobre kompromituje krytyka sztuki.
    Zgadzam się przy tym, że snobizm jest dość powszechny w tym środowisku, a hipokryzja wspólna w zasadzie wszystkim, więc tam siłą rzeczy również. Wnioskowanie, że to akurat są jedyne kryteria, wedle których sztuka staje się sztuką w oczach krytykw jest jednak znowu zdecydowanie za daleko posunięte. Stąd apel do Pastora o umiarkowanie, względny obiektywizm i rozwagę. W końcu trudną o większą wadę u Duchownego niż zbyt szybkie sądy.

    Co do komunikacji ze zwierzętami, to bardzo słuszna uwaga ze strony Przedmówcy. Nie możemy mieć pewności na temat tego, jakie emocje dojrzewają w ich głowach, bo nie mamy żadnej metody, żeby się tego dowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  12. hellouu
    /Wybacz drobiazgowość :)/

    Wybaczam drobiazgowość;) - pewnie masz rację - nie jestem w te klocki zbyt mocny:) Cieszę się, że wiesz co miałem na myśli:)

    /Przykład odbierania czemuś statusu sztuki?/

    /Pastor rzekł: "Chodziło natomiast o włączenie myślenia i nienazywania sztuką wszystkiego co "salonowi" eksperci w ten sposób nazwą :-) Podałem przykłady wcale nie tak rzadkiego podejścia wmawiającego nam, że sztuką jest np. wizerunek penisa przybitego do krzyża a'la Golgota (autorstwa p. D.Nieznalnskiej)" - cytat z Pastora./

    Jasno powiedział, że wg niego nie wszystko co nazywamy sztuką jest nią w istocie. Podejrzewam, że osąd ten opiera na jakiejś bezwzględnej definicji sztuki (nie podanej ale wyznawanej). Skoro nie ma obiektywnej jednej definicji sztuki - to autor też ma prawo jakąś się posłużyć - a w świetle niej (definicji) nie wszystko jest "sztuką".

    /Pokusił się właśnie o mocne, nieuprawnione sformułowanie, które krytykuję, bo w swojej arogancji godzi między innymi w mój zmysł estetyki./

    Skoro wszystko (i pojęcie sztuki) jest względne - to pastor ma do takich sądów prawo. Innymi słowy przypuszczam, że twoja definicja sztuki jest czymś w rodzaju zbioru nieograniczonego (chyba, że przez nieskończoność(jakkolwiek ją rozumieć:)), a jego definicja sztuki posiada brzeg(ostry bądź rozmyty - ale posiada). W związku z tym wasze zbiory zawierają część wspólną, ale i różnicę. Zatem nie możesz się oburzać, że pastor nie nazywa sztuką dzieł spoza swego zbioru, tak jak on nie może się oburzać, że ty właśnie tak je nazywasz.

    /Co do prawa do nazwania gniotem, to uściśliłbym - można skrytykować dzieło sztuki i nazwać je gniotem, ale nie odbierać statusu sztuki, bo to jest krok znacznie dalej i zdecydowanie za daleko./

    prawdę rzeczesz - zgadzam się - wg mnie dużo dzieł sztuki jest marnej jakości i wątpliwej wartości

    /Stąd apel do Pastora o umiarkowanie, względny obiektywizm i rozwagę. W końcu trudną o większą wadę u Duchownego niż zbyt szybkie sądy./

    Nie może być obiektywny, bo postuluje, że sztuka ma granice - więc to co poza nimi sztuką nie jest (w myśl def. z brzegiem) natomiast możemy apelować o nienaigrywanie się z innego zbioru - ale czy musimy o to apelować? Nie widzę, żeby naruszył w żartobliwej formie granice(hehe) tzw. dobrego smaku. Więc dopóki nie śmiejemy się z czyjejś krzywdy i nie sprawiamy prawdziwej przykrości śmiejmy się i żartujmy. Przykład penisa natomiast już może komuś sprawić uzasadnioną przykrość - bo to tak jakby ktoś wziął czyjąś fotografię rodzinną i w fotoszopie wkleił zamiast głowy stryja wielką pałę - i tłumaczył, że to nie o to chodzi, że stryj to pała;) (niektórym krzyż kojarzy się bardzo mocno z czymś bliskim.

    /Co do komunikacji ze zwierzętami, to bardzo słuszna uwaga ze strony Przedmówcy. Nie możemy mieć pewności na temat tego, jakie emocje dojrzewają w ich głowach, bo nie mamy żadnej metody, żeby się tego dowiedzieć./

    Doświadczam tego codziennie obserwując mojego kota:)
    pozdrawiam serdecznie
    p
    ps co do mnie to też nie widzę granic w sztuce, ale im dalej od centrum tym ta sztuka coraz cieńsza się wydaje i wówczas, żeby nie wprowadzać niepotrzebnego zamieszania nazywam ją gniotem/kiszką/chałą itp itd...
    co do penisa na krzyżu to współczuję artystce skojarzeń dla mnie ta sztuka to jak ochłap, innym może smakować - więc wszystkim, którzy się tym zajadają kulturalnie życzę smacznego:)
    piotr

    OdpowiedzUsuń
  13. Oczywiście wiem, o co Pastorowi chodziło i jest rzeczą jasną, że opiera swój sąd o jakąś skrywaną przed nami definicję. To, co mi zdecydowanie nie odpowiada to forma i radykalizm tego sądu. Jeśli weźmiemy za dobrą monetę to zdanie: "Chodziło natomiast o włączenie myślenia i nienazywania sztuką wszystkiego co "salonowi" eksperci w ten sposób nazwą :-)" to wynika z niego w sposób jasny, że Ci, którzy nazwą sztuką to, co należało do podanych przykładów, np. "Pasję" Nieznalskiej, wyłączyli myslenie i dali się zmanipulować salonowym ekspertom. A na tak rażącą arogancję i krótkowzroczność nie mogę się zgodzić.

    Co do samej "Pasji" - jej uzasadnienie jest moim zdaniem mocne i dlatego idea mi się podoba, pomijając całą sprawę z procesem.
    Otóż artystka mogła wskazać nam, że wiara (reprezentowana przez krzyż) i seksualność (reprezentowana przez penis) to dwie tytułowe pasje, które najsilniej oddziałują na ludzi. Są to poniekąd dwie strony tego samego, bardzo różne w sensie reprezentacji, ale zbliżone, jeśli chodzi o oddziaływanie na człowieka. Stąd penis i krzyż jako jedność. Z tą tezą można się nie zgodzić, a sama forma miała być prowokująca, ale reakcja agresywna - obrażanie się i sąd to pójście po linii najmniejszego intelektualnego oporu.

    Podobnie z rodzinną fotografią. Jeśli na przykład styjek był wielkim ch*jem, albo był wyjątkowo jurny i z tego słynął, to dlaczego nie?

    Pozdrawiam również

    OdpowiedzUsuń
  14. /Otóż artystka mogła wskazać nam, że wiara (reprezentowana przez krzyż) i seksualność /(reprezentowana przez penis) to dwie tytułowe pasje, które najsilniej oddziałują na ludzi. Są to poniekąd dwie strony tego samego, bardzo różne w sensie reprezentacji, ale zbliżone, jeśli chodzi o oddziaływanie na człowieka. Stąd penis i krzyż jako jedność./

    Są to dwie strony czego?
    Krzyż i penis to dwie strony tego samego? Rozumiem, że można znaleźć coś co możemy porównać, w tym przypadku siła rażenia, ale żeby iść z tym porównaniem tak daleko... Mam nieodparte wrażenie, że autorka chciała sprowokować odbiorców, a nie przekazać im prawdę o sile oddziaływania - to oczywiści może być interpretacja jak ktoś zapyta.

    /Z tą tezą można się nie zgodzić, a sama forma miała być prowokująca, ale reakcja agresywna - obrażanie się i sąd to pójście po linii najmniejszego intelektualnego oporu./

    z tą tezą można się zgodzić, ale tak na to patrząc można porównać wszystko ze wszystkim to tak jak z tą grą w skojarzenia, od sedesu można przejść generatora prądu w kilku krokach - fajna zabawa.
    To z pewnością miała być prowokacja i stąd autorka (nie głupia w końcu:) wybrała takie narzędzia. Skoro sprowokowała to każda reakcja agresywna jest jej sukcesem, sąd jest jeszcze ok, mogła doświadczyć kosy na sztorc i pospolitego ruszenia:)

    /Podobnie z rodzinną fotografią. Jeśli na przykład styjek był wielkim ch*jem, albo był wyjątkowo jurny i z tego słynął, to dlaczego nie?/

    nono - pewnie, że tak. Są okoliczności z których można i należy się śmiać (jurny stryj:) i to jest wspaniałe, że możemy to robić. Są jednak sytuacje, z których nie wypada. Krzyż i golgota mówi o śmierci człowieka niewinnie skazanego. Nawet jeśli ktoś nie wierzy w tę prawdę, to sama idea jest bardzo jasna. Grupa ludzi skazała na tortury i śmierć człowieka i jest to godne powagi i jakiejś formy szacunku. Autorka robiąc kolaż przekroczyła granicę dobrego smaku wg mnie.


    -Sztuka nie ma granic
    -Sztuka sztuce nie równa
    -Sztuka może odkrywać nieznane rejony (nie musi poruszać się tylko w tej dziedzinie, która już ludzkości jest znana)
    -Sztuka nie musi być kojarzona tylko z harmonią, konsonansem - może też charakteryzować się brakiem harmonii i dysonansem

    osobiście czekam na coś nowego, co do mnie przemówi - coś, co nie będzie podobne do tego co już znam.

    Pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  15. Z tą "obrazą uczuć religijnych" trzeba bardzo uważać. Wiele krytycznych i często zjadliwych komentarzy mnie irytuje, czy drażni i prowokuje do jakiejś ostrej reakcji, ale nie staram się na to wymyslić paragrafu. Trzeba rozróżnić między prywatnym a publicznym, a kiedy się wychodzi z czymś do ludzi, trzeba się uzbroić w grubą skórę.

    Nie musi szanownego Przedmówcy praca Nieznalskiej przekonywać, nie musi się podobać, ale zostawienie furtki prawnej do załatwienia sporu światopoglądowego uważam za patologię demokratycznego państwa.

    Nawet o Holocauście kpiono już w dobrym i złym smaku i nikt nikogo nie sądził. Czemu Chrześcijanie i ich poglądy mają być traktowane ulgowo, otoczone specjalną prawną tarczą?

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. /Z tą "obrazą uczuć religijnych" trzeba bardzo uważać. Wiele krytycznych i często zjadliwych komentarzy mnie irytuje, czy drażni i prowokuje do jakiejś ostrej reakcji, ale nie staram się na to wymyslić paragrafu./

    Zgadzam się z Tobą zupełnie

    /Nie musi szanownego Przedmówcy praca Nieznalskiej przekonywać, nie musi się podobać, ale zostawienie furtki prawnej do załatwienia sporu światopoglądowego uważam za patologię demokratycznego państwa./

    Również się zgadzam - moja uwaga dotyczyła tego, że autorka prowokując obrazę tzw uczuć religijnych powinna się liczyć z efektami. Tak to już jest z prowokacją i reakcją - każdego można sprowokować, a już najłatwiej odwołać się do uczuć osobistych - jak w amerykańskim filmie (powiedzieć coś na mamę) i dostać z półobrotu. Nie podoba mi się jej prowokacja, ale nie pozwę jej, ani nie podpiszę się pod żadną petycją, która mogłaby jej (autorce) zaszkodzić bo szanuję demokrację, wolność słowa - a przede wszystkim wolność sztuki. Ja osobiście nie jestem urażony - po prostu to sztuka nie dla mnie, nie przemawia do mnie, uzasadnienie też uważam za mało błyskotliwe spostrzeżenie (odnośnie rzekomej równości presji seksu i religii na społeczeństwo). Dalej uważam, że była to prowokacja z wymówką (uzasadnieniem) w tle (mogę się oczywiście mylić - to tylko mój prywatny osąd).

    /Nawet o Holocauście kpiono już w dobrym i złym smaku i nikt nikogo nie sądził./
    Jasne, ze tak. Wg mnie powinno (i jest) być tak, że jak ktoś poczuje się urażony to idzie sam do sądu i żąda satysfakcji - bo lepsze to niż samosąd w stylu spalonego samochodu. Ty mówisz o ogólnym paragrafie, który pozwala państwu polskiemu wytoczyć proces - z tym i ja się nie zgadzam uważam, że wolno mi kpić z papieża, prezydenta, czy kogokolwiek, ale muszę się liczyć, że jak kogoś obrażę to ten ktoś osobiście może mnie pozwać i żądać przeprosin. Oczywiście sądy mają problemy z tym czy ktoś słusznie poczuł się urażony czy nie - bo pieniaczy nigdy nie zabraknie.

    /Czemu Chrześcijanie i ich poglądy mają być traktowane ulgowo, otoczone specjalną prawną tarczą?/

    Ni mogą być traktowane specjalnie - bo konstytucja powinna gwarantować równość wszystkich religii - tyle, ze w praktyce wygląda to inaczej - i nad tym możemy wspólnie ubolewać

    Pozdrawiam również

    OdpowiedzUsuń
  17. Poza tym wszystkim to uważam, że chrześcijanie jeśli uważają, że autorka Golgoty zgrzeszyła - powinni się za nią modlić i prosić Boga o nawrócenie, a nie z pianą na ustach i sztandarem w ręku ciągać ją po sądach, aż odda ostatni grosz:(

    Oczywiście nie wiem jakie są jej losy, ale znając trochę mentalność ludzi - to jeśli nie plują jej w twarz osobiście to na pewno za plecami.

    p

    OdpowiedzUsuń
  18. W zasadzie doszliśmy już do punktu, gdzie zgadzamy się ze sobą :) To pokazuje, jak ważne dla porozumienia i pokojowej koegzystencji ważne są umiarkowane i wyważone sądy. Dzięki nim, pomimo różnych poglądów i tego, że zapewne jesteśmy po różnych stronach barykady, możemy znaleźć płaszczyznę zrozumienia i nie skazujemy się na wykańczający i niepotrzebny konflikt.

    Żeby jednak nie było za słodko, dorzucę pewne uwagę, w której się z Panem nie zgadzam. Otóż moim zdaniem urażenie uczuć religijnych, przynajmniej w takiej formie, w jakiej Pan o niej mówi, to nie jest obraza jak każda inna.

    Wynika to z dwoistości religii, jako systemu wierzeń i systemu społecznego. Rozróżniłbym więc wiarę (indywidualną, osobistą) i religię (doktrynę, system społeczny, Kościół). Symbolika również ma dwoiste znaczenie. Problem polega na tym, że prawo broni jednego i drugiego. Nie atakuję nigdy czyichś osobistych odczuć (bo i po co?), tylko jeśli już, to właśnie ten system.
    Jeśli jednak przedstawię krzyż w negatywnym nawet świetle, bo chcę zaatakować, powiedzmy, krzyżowców, czy Torquemadę, to wcale nie dotykam tym Golgoty i czyichś indywidualnych uczuć na ten temat.

    Tak samo Nieznalska - nie użyła krzyża jako symbolu męczeństwa Chrystusa (co już byłoby ryzykowane), tylko jako "logo" pewnej instytucji, czy - można powiedzieć - ideologii, zespołu idei.
    Nie zaatakował sfery prywatnej chrześcijan (wiary) tylko sfeę publiczną państwa, społeczeństwa (religię). Problem polega na tym, że krzyż odnosi się do obu, ale trzeba to umieć odróznić.

    OdpowiedzUsuń
  19. /Wynika to z dwoistości religii, jako systemu wierzeń i systemu społecznego. Rozróżniłbym więc wiarę (indywidualną, osobistą) i religię (doktrynę, system społeczny, Kościół)/

    Ja też tak właśnie to rozróżniam, ale tak jest ze wszystkim, wszystko na tym świecie ma aspekt osobisty oraz aspekt społeczny i tu zawsze będzie jakiś konflikt - dlatego taki ważny jest balans pomiędzy tymi aspektami. Światły człowiek powinien umieć poruszać się świadomie pomiędzy tymi dziedzinami, czyli nie krzywdzić jednostki działając na jakimś ogóle i odwrotnie - nie zatracić wartości wspólnotowych skupiając się na jednostce. Ja sobie cenię zdrowy balans - toteż tak samo obca mi jest idea skrajnie liberalna jak i skrajnie prospołecznościowa, w której toną jednostki.

    Ja jak patrzę na instalację p. N. to po prostu widzę jakiś kolaż, jakieś zestawienie dwóch światów seks i religia. Te dwa światy były łączone już w starożytności, przeplatały się. Dziś też to się przeplata również w kulturze chrześcijańskiej - tyle, że za kurtyną. Nie sposób nie zgodzić się z Tobą, że dzisiaj krzyż dostał znaczenia czysto kulturowego dla większości ludzi - dla społeczeństwa. Nosi się go na szyi, wiesza w sejmie i szkole, jest dobrym tematem dla jubilerów itp.
    Cała ta dyskusja skłania mnie do przyjrzenia się pracy pani N. No i najważniejsze jest, żeby wysłuchać autorki - przyznaję, że ja sam zapędziłem się w kozi róg - temat ten jest bardzo niełatwy i rzeczywiście wymaga ruszenia mózgownicą i skonfrontowania się z pewnymi faktami.

    Ze wszystkiego można wyciągnąć konstruktywne wnioski, ważne jest, żeby się nie zacietrzewić i nie zapienić, bo to przysłania wiele.

    Zatem pozdrawiam:)
    p

    OdpowiedzUsuń
  20. Pozostaje mi tylko życzyć dobrej zabawy :)

    OdpowiedzUsuń
  21. /Pozostaje mi tylko życzyć dobrej zabawy :)/

    no wiesz? ;)

    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń