wtorek, 24 lutego 2009

Telefon ograniczonego zaufania

Są tacy dorośli, którzy telefonicznie namawiają dzieci do masturbacji. Kiedy 13-latka pyta ich o seks, radzą jej wstrzymać się z tym do ukończenia... 15 lat. W dodatku minister edukacji Katarzyna Hall udziela ich inicjatywie swojego patronatu.

Taką działalność prowadzi Fundacja Dzieci Niczyje. To instytucja, która na innych polach robi sporo dobrego. W listopadzie zeszłego roku utworzyła jednak Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży. Dzieci dzwonią na niego za plecami rodziców. Mogą też zadać pytanie mailem. Siedmioro zatrudnionych tu psychologów i pedagogów udziela im rad.

Są przypadki, w których takie rady mogą się przydać. Zwłaszcza, jeśli zadzwoni dziecko bite albo molestowane przez opiekunów. Niestety, konsultanci z dziecięcego telefonu zaufania nie ograniczają się do tego. Służą też radami w sprawie seksu. I nie ma najmniejszych wątpliwości, że w bardzo wielu przypadkach robią to wbrew przekonaniom rodziców tych dzieci. Wierzący rodzice mogą nawet nie wiedzieć, że za ich plecami psycholog namawia dziecko do grzechu.

Całość

________________

Tak to już jest, że rodzice są konkurencją dla wszelkich instytucji, placówek i fundacji w wychowywaniu dzieci. Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży niestety jest narzędziem służącym nie tylko pomocy dzieciom, ale również kształtowaniu ich myślenia i działania wbrew poglądom (i wiedzy) rodziców oraz zachęcania do grzechu.

Pomijając dyskusję nad zasadnością istnienia Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży rzeczą skandaliczną jest, że psycholog zaś zamiast choćby próbować zachęcać dziecko do budowania więzi i rozmawiania z rodzicami (np. "jak sądzisz co na ten temat powiedziałby twój tata?", "czy próbowałeś rozmawiać o tym z mamą?", "jeśli wiesz, że rodzic nie zgodziłby się na to, nie rób tego") - nie zważając na ich opinie i poglądy, "w zaufaniu" daje rady w tak istotnych kwestiach (z punktu widzenia religii, etyki, psychologii rozwojowej, zdrowia psychicznego itp.).

30 komentarzy:

  1. O nie! Dziecko przejawia ślady samodzielnego myślenia! O nie! Może mieć inne poglądy, niż rodzice! O nie! Przyzmuje rady od innych!

    Dziecko nie jest właśnościa rodziców i ma prawo do przyjmowania różnych wzorców, a czymś nagannym jest ograniczanie mu dostępu do informacji, w sytuacji, kiedy już od rodziców nie dostaje satysfakcjonującej odpowiedzi (w końcu czemu dzwoni pod ten telefon?). Rodzice budują wtedy taki mały domowy totalitaryzm.

    OdpowiedzUsuń
  2. rzeczą skandaliczną jest, że psycholog zaś zamiast choćby próbować zachęcać dziecko do budowania więzi i rozmawiania z rodzicami (np. "jak sądzisz co na ten temat powiedziałby twój tata?", "czy próbowałeś rozmawiać o tym z mamą?",

    Ideą tego telefonu jest właśnie to, żeby młodzież czy dzieci, które nie ufają swoim rodzicom/boją się ich/ mogły się poradzić. Jeśli dziecko ma to szczęście, że rodzic są mądrzy i dbają o potrzeby pociech, również te intymne - to nie będą dzwonić. Niestety podejrzewam, że dzieje się również tak, że dorośli częściej komunikują im jaka to dzisiejsza młodzież bez wartości moralnych blebleble, a dziecko jak to dziecko, zostaje ze swoimi potrzebami samo. Popieram taki telefon. Jeśli będą tam zasiadać mądrzy ludzie, to mogą dużo dobrego zrobić.
    Taka metoda ma oczywiście swoje minusy, rozmowa telefoniczna ma swoje oczywiste ograniczenia.

    /"jeśli wiesz, że rodzic nie zgodziłby się na to, nie rób tego")/

    Ale właśnie to o to chodzi, że albo rodzic już przejawia jakieś chore zapędy, albo stworzył taki mur, że rozmowa z nim jest za trudna dla dziecka jeśli ma być stroną wychodzącą z problemem.

    Pawle, sam stwierdzasz, że zasadność takiego telefonu nie podlega dyskusji. Zawsze będzie taka możliwość, że dziecko usłyszy pogląd sprzeczny z przekonaniem rodziców, ale taka sytuacja może wystąpić w rozmowach z rówieśnikami, nauczycielami, podczas oglądania tv, surfowania po www. Nie możemy dać się zwariować, po prostu trzeba dbać o dziecko i jego rozwój, a nie wkładać je pod klosz, co o tym sądzisz?
    pozdr
    p

    OdpowiedzUsuń
  3. Tamqun i Pieniek,
    Bycie rodziną nie polega jedynie na zasypianiu w jednym budynku mieszkalnym.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pieniek,

    Nie napisałem, że zasadność takiego telefonu "nie podlega dyskusji". Napisałem, że "pomijam w wątku dyskusję o zasadność jego istnienia".

    Gdyby 13-letnia dziewczyna szukała porady u mnie porady jako u duszpasterza, to oczywistymi pytaniami, które powinienem jej zadać są np.: czy rodzice wiedzą o naszej rozmowie, co stoi na przeszkodzie by z nimi porozmawiać, jaki jest ich pogląd na daną sprawę itd.

    Krótko mówiąc - sięgnąłbym do korzenia (a nie jednego z przejawów) problemu nastolatka, jakim jest jego poczucie bezpieczeństwa, zaufanie i więź z rodzicami.

    Radzenie 13-latce by z aktywnością seksualną wstrzymała się jeszcze 2 lata jest niszczeniem jej życia (również w wymiarze wiecznym), psychiki jak również jej i tak zapewne zachwianych więzi rodzinnych.

    Niestety wielu u nas psychologów, których rady dalekie są od biblijnego spojrzenia na choroby duszy, naturę człowieka, rodzinę, wolność czy Boga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawiam się, czemu uparcie ignoruje Pastor fakt, że pod taki telefon dzwoni się wtedy, kiedy nie ma się możliwości porozmawiania z rodzicami, boi się ich, nie ufa im.

    Podam brutalny przykład - kiedy przyjdzie do Pastora dziewczynka i powie, że rodzice biją ją przy każdej okazji (kiedy są na tyle trzeźwi, żeby trafić) to też by Pastor spytał, czy rozmawiała już o tym z rodzicami?

    To, że rodzina to coś więcej, niż ludzie z jednego domu, to jasne. Ale też nie zawsze spełnia swoje zadania, czasem jest koszmarem, a czasem po prostu jej nie ma (całkiem możliwe, że pod takie telefony dzwonią dzieci z domów dziecka). Stwierdzenie, że rodzina jest zawsze najważniejsza i nadrzędna, bo tak jest w Piśmie i już, to zamykanie oczu na nieprzystający do teorii faktyczny problem.

    A co do psychologów, to cóż - zwykle nie są to duchowni, mają często niechrześcijańskie podejście (trudno od nich tego wymagać - ich podejście powinno być psychologiczne) na pewno jednak znają się na problemie lepiej, niż Pastor. Podejście do rzeczywistości takie, że duchowny zna się na wszystkim zawsze najlepiej, bo ma Pismo, a w Piśmie jest wszystko o wszystkim jest poważnym (również, jeśli chodzi o konsekwencje) uproszczeniem.

    Zabawne, że tak często kapłanów religii skromności i pokory cechuje pycha i poczucie wyższości.

    Co do 13-latki. Prawda jest taka, że dojrzewamy seksualnie znacznie szybciej, niż bierzemy ślub, między innymi dlatego apele o wstrzemięźliwość przed ślubem nigdy nie znajdą szerszego odzewu. Psycholog kieruje się fachową wiedzą na ten temat, bo w tej dziedzinie jest specjalistą.

    No i oczywiście zgadzam się z pieńkiem (podejrzane - znowu), że ograniczanie i monopolizowanie dostępu do informacji i wiedzy o świecie zewnętrznym jest trochę bezcelowe, dla mnie oprócz tego mocno dwuznaczne moralnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. /Pieniek,

    Nie napisałem, że zasadność takiego telefonu "nie podlega dyskusji". Napisałem, że "pomijam w wątku dyskusję o zasadność jego istnienia"./

    no cóż jest już późno i znów mam problemy z czytaniem ze zrozumieniem:)

    /Radzenie 13-latce by z aktywnością seksualną wstrzymała się jeszcze 2 lata jest niszczeniem jej życia (również w wymiarze wiecznym), psychiki jak również jej i tak zapewne zachwianych więzi rodzinnych./

    zbyt szczątkowe informacje. Być może psycholog potrafi po krótkiej rozmowie udzielić optymalnej porady (optymalnej z punktu widzenia konsekwencji czysto prawnych/kulturowych/społecznych). Jeśliby 13-latka wzięła sobie taką radę do serca to pełen sukces - Pawle, 2 lata to szmat czasu, wiele się może wydarzyć a ciąża w wieku 13 lat lub odpukać HIV to koszmar.

    /Niestety wielu u nas psychologów, których rady dalekie są od biblijnego spojrzenia na choroby duszy, naturę człowieka, rodzinę, wolność czy Boga./

    No i po to duszpasterzy mamy:)
    Tamkqn przypomniał Ci o tych trudnych sytuacjach, które określiły celowość założenia takiego telefonu, nie wszędzie w domu sielanka:(
    pozdr
    p

    OdpowiedzUsuń
  7. Z sieci:

    Brytyjskie ministerstwo ds. Rodzin wydało broszurę o seksie, w której radzi, by rozmawiać z dziećmi o tym co dobre i złe, ale jednocześnie nie straszyć moralnością.

    „Można rozmawiać z dziećmi o tym, co jest dobre, a co złe. Narzucanie dziecku wartości moralnych może jednak spowodować, że zamknie się w sobie i nie będzie miało otwartego stosunku do seksu" - głosi broszura wydawana przez brytyjskie Ministerstwo ds. Rodzin, Szkół i Dzieci.

    Według autorów broszury rodzice nie powinni zabraniać nastolatkom uprawiania seksu, tylko zapewnić im dostęp do środków antykoncepcyjnych. „Rodzice powinni pójść z córką czy synem do lekarza, by dowiedzieli się, jakie środki antykoncepcyjne istnieją. Najlepiej już w wieku 13 lat" - czytamy dalej.

    Poradnik pod tytułem „Jak rozmawiać z nastolatkiem o seksie i związkach" jest skierowany do rodziców dzieci w wieku od 11 do 15 lat. W następnych tygodniach 530 tysięcy egzemplarzy trafi do aptek, drogerii i organizacji pozarządowych zajmujących się edukacją seksualną. Zdaniem minister ds. dzieci Beverley Hughes to najlepszy sposób na zmniejszenie rosnącej liczby niechcianych ciąż wśród nastolatek. - Chcemy, by rodzice nauczyli dzieci, że istnieją pigułki antykoncepcyjne i prezerwatywy - mówi pani minister.

    Liczba niechcianych ciąż wśród dziewczynek w wieku szkolnym wciąż wzrasta. Na Wyspach Brytyjskich każdego roku prawie 50 tysięcy dziewcząt poniżej 18. roku życia zachodzi w ciążę. Broszura zawiera także propozycję, jak wytłumaczyć dzieciom, na czym polega miłość. Ministerstwo radzi, by rodzice czerpali inspirację z życia intymnego gwiazd oraz popularnych seriali. - No to synu, dzisiaj na Beckhama!

    OdpowiedzUsuń
  8. „Można rozmawiać z dziećmi o tym, co jest dobre, a co złe. Narzucanie dziecku wartości moralnych może jednak spowodować, że zamknie się w sobie i nie będzie miało otwartego stosunku do seksu" - głosi broszura wydawana przez brytyjskie Ministerstwo ds. Rodzin, Szkół i Dzieci."

    Polecam obejrzeć "Przekleństwa niewinności" reż. Sofia Coppola.
    Religia potrafi zapaskudzić dziecku psychikę. Rząd musi zaradzać istniejącym problemom i kieruje się skutecznością. Ty Pawle jako duszpasterz możesz robić to samo metodami opartymi na moralności. Jeśli zaszczepisz młodym ludziom moralne prawa w sposób odpowiedni - bez gwałtu na psychice, zastraszaniu, piętnowaniu (co niestety było domeną kościołów) to będziesz pewnie odnosił sukcesy. My jako nieduchowni oczywiście też powinniśmy to robić. Ale takie metody łagodnych/mądrych/mających dla dzieci czas i wyrozumiałość/ rodziców nie załatwią problemów w skali makro - bo tak pięknie jest tylko co najwyżej gdzieniegdzie:( Zatem promocja środków antykoncepcyjnych i edukacji seksualnej jest dobrym rozwiązaniem kompleksowym jak każda profilaktyka. Lepiej zapobiegać niż leczyć - prochu nie odkryłem :). Swoją drogą 13 lat na edukacje seksualną to w sam raz, chłopcy jak chłopcy, ale z dziewczętami jest większy problem, bo mogą zajść w ciążę - znów prochu nie wynalazłem:) Tak bez żartów, są to społeczne problemy i kazalnica ich nie rozwiąże...
    p

    OdpowiedzUsuń
  9. Oby więcej takich umiarkowanych, wyważonych Chrześcijan jak pieniek :)

    Broszura ma zdecydowanie sens - proponuje konkretne działania jako odpowiedź na realny problem (czy raczej na to, co jest uważane za realny problem). Zgoda, że nie są to rozwiązania chrześcijańskie, ale też nie absurdalne (bo odniosłem wrażenie, że chciał Pastor tym komentarzem wykazać, że nasze poglądy są prowadzą do takich absurdów).
    Przede wszystkim powinniśmy sie zapytać - jaką Pastor zaoferowałby alternatywę dla tego programu z jednej strony, a telefonu z drugiej? Może być chrześcijańska, ale przede wszystkim powinna być skuteczna, skoncentrowana na rozwiązaniu konkretnego problemu.

    Z "narzucaniem dziecku wartości moralnych" jest moim zdaniem tak, że chodzi po prostu o to, że dziecku nie pomoże kazanie i wyznaczenie mu granic, powiedzenie, czego nie może robić, a co może, co jest dobre, a co złe. To faktycznie tylko je zastraszy. Trzeba z nim porozmawiać i wykazać, dlaczego tak jest, żeby mogło tę odpowiedź zrozumieć i zaakceptować. Stąd rozmowy o tym, co dobre i złe, zamiast odgórnego narzucania pewnej wizji. I byłoby to rozwiązanie słuszne.

    OdpowiedzUsuń
  10. Okazuje sie, ze jednym z najwiekszych zagrozen dla dziecka sa jego rodzice! A juz nie daj Panie Boze (przepraszam!) chrzescijanscy rodzice nachalnie narzucajacy swoim dzieciom jakies "wartosci moralne". To okrutna zbrodnia dokonywana na psychice mlodego czlowieka, ktoremu przeciez w celu prawidlowego rozwoju, nalezy zapewnic nieskrepowana mozliwosc wyboru i robienia tego na co tylko ma ochote.
    Rozwazni i odpowiedzialni rodzice, oczywiscie, nie powinni ograniczac sie tylko do aprobujacej obserwacji radosnej swobody dzialan swoich podopiecznych, ale tez nauczyc je jak unikac ewentualnych konsekwencji nienajtrafniejszych wyborow.
    Wywazeni i umiarkowani rodzice rowniez nie powinni w zaden sposob ograniczac "otwartosci swiatopogladowej" mlodego czlowieka. W koncu zyjemy przeciez w neutralnym swiecie i musimy byc gotowi na przyjecie roznych "standardow moralnosci". Oczywiscie mozna tez poinformowac dziecko o istnieniu "chrzescijanskiej opcji", ale naklanianie do czegokolwiek w tej kwestii to niewybaczalny blad, ktory moze "skrzywic" dziecko na cale zycie! (Np. moze zostac chrzescijaninem fundamentalista!!).
    Pomoc ofiarom takiego "rodzinnego totalitaryzmu" moze nas kosztowac w przyszlosci miliony euro. Lepiej zawczasu zapobiegac!

    Pozdr
    El Moher

    OdpowiedzUsuń
  11. Pieniek, nie niepokoi Cię nazwanie przez Tamquna "wyważonym i umiarkowanym"? ;-)

    Jemu akurat się nie dziwię, że jest tak entuzjastyczny wobec treści tego dokumentu. Im mniejszy wpływ (chrześcijańskich i nie tylko) rodziców na własne dzieci tym lepiej. Wtedy można je "otwierać" na inne ciekawe opcje np. na "bezpieczny seks".

    OdpowiedzUsuń
  12. Do El Moher:

    Wybacz, ale Twoja wypowiedź to czysta demagogia. Nic z niej nie wynika konkretnego:( W każdym zdaniu generalizujesz, uogólniasz, wypaczasz. Starajmy się prowadzić dialog tak konkretnie jak się da - to nie wiec przedwyborczy.
    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  13. /Pieniek, nie niepokoi Cię nazwanie przez Tamquna "wyważonym i umiarkowanym"? ;-)/

    no nie:) jestem zwolennikiem dialogu/złotedo środka/kompromisu gdzie jest to możliwe ;)


    /Jemu akurat się nie dziwię, że jest tak entuzjastyczny wobec treści tego dokumentu. Im mniejszy wpływ (chrześcijańskich i nie tylko) rodziców na własne dzieci tym lepiej. Wtedy można je "otwierać" na inne ciekawe opcje np. na "bezpieczny seks"./

    Tamkqn wskazał na fakt, że taką treść można mądrze odczytać. I ja się z tym zgadzam. Nakazy, zakazy, piętnowanie nic nie pomoże - ludziom trzeba wyjaśniać/pokazywać żeby jak najszybciej zrozumieli pewne zjawiska oraz ich wpływ i konsekwencje. Problem z ulotkami jest taki, że muszą zawrzeć ważny przekaz w małej liczbie słów. Dopiero prawidłowa interpretacja rodziców przyniesie skutek. Wychowanie seksualne jest potrzebne - w tym wiedza o antykoncepcji oraz dostęp do niej.
    p

    OdpowiedzUsuń
  14. Pieniek,

    Nie sądzisz, że zdecydowana większość obserwacji El Mohera jest trafna i wyrażająca modne obecnie absurdy nt. przekazywania (a raczej jego braku) dzieciom wartości i podejścia do wychowania?

    OdpowiedzUsuń
  15. /no nie:) jestem zwolennikiem dialogu/złotedo środka/kompromisu gdzie jest to możliwe ;)/

    W podejściu do nauczania Słowa Bożego nt. seksu czy małżeństwa również?

    OdpowiedzUsuń
  16. /Nie sądzisz, że zdecydowana większość obserwacji El Mohera jest trafna i wyrażająca modne obecnie absurdy nt. przekazywania (a raczej jego braku) dzieciom wartości i podejścia do wychowania?/

    nie wiem czy El Moher ma jakieś ugruntowane poglądy na ten temat czy jest poszukujący i otwarty na argumenty innych ludzi ponieważ jego wypowiedź o tym nie mówi. To był zlepek demagogicznych/hasłowych stwierdzeń. Równie dobrze można powiedzieć, że wszystkiemu winni są cykliści.

    /no nie:) jestem zwolennikiem dialogu/złotego środka/kompromisu gdzie jest to możliwe ;)/

    /W podejściu do nauczania Słowa Bożego nt. seksu czy małżeństwa również?/

    Tak.
    Ponieważ Pan Bóg prowadzi z nami dialog. Jako, że On z nami prowadzi dialog w cierpliwości to my tym bardziej powinniśmy to robić między sobą.
    p

    OdpowiedzUsuń
  17. Ironiczne słowa El Mohera miały raczej pobudzić do zastanowienia, jak mniemam.

    Moim zdaniem celnie zauważa pewne tendencje i sposób myślenia wielu ludzi chcących narzucić innym swój sposób myślenia w imię lansowania "otwartości" czy "niezależności opinii dzieci" itd.

    Tymczasem Pan Bóg jasno mówi w jaki sposób rodzice mają uczyć dzieci prawdy o świecie:

    5 Mojżeszowa 6:5-9
    (5) Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. (6) Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. (7) WPOISZ JE twoim synom, będziesz O NICH mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. (8) Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami. (9) Wypisz je na odrzwiach swojego domu i na twoich bramach.

    Trochę zbyt nachalny, mało otwarty i mało neutralny jest ten Pan Bóg, nieprawdaż? :)

    OdpowiedzUsuń
  18. I jeszcze do czego Pan Bóg powołał Abrahama:

    (18) Wszak z Abrahama na pewno wywodzić się będzie wielki i potężny naród, i przez niego będą błogosławione wszystkie narody ziemi. (19) Wybrałem go bowiem, aby nakazał SYNOM swoim i DOMOWI swemu po sobie STRZEC drogi Pana, aby zachowywali sprawiedliwość i prawo, tak iżby Pan mógł wypełnić względem Abrahama to, co o nim powiedział.

    OdpowiedzUsuń
  19. //W podejściu do nauczania Słowa Bożego nt. seksu czy małżeństwa również?/

    Tak.
    Ponieważ Pan Bóg prowadzi z nami dialog. Jako, że On z nami prowadzi dialog w cierpliwości to my tym bardziej powinniśmy to robić między sobą./

    Nie bardzo rozumiem co masz na myśli. Dialog owszem, ale wg pewnych zasad.

    Np. czy uważasz, że w trakcie dialogu możemy zmienić poglądy Pana Boga, tak by pod wpływem naszej argumentacji zezwolił na przedmałżeński seks nastolatków (byle z "zabezpieczeniem")?

    OdpowiedzUsuń
  20. /Np. czy uważasz, że w trakcie dialogu możemy zmienić poglądy Pana Boga, tak by pod wpływem naszej argumentacji zezwolił na przedmałżeński seks nastolatków (byle z "zabezpieczeniem")?/

    Pan Bóg zezwala nastolatkom na seks - przecież to robią i nie umierają od tego. Sęk w tym, że ty Pawle chcesz narzucić chrześcijańskie standardy na ludzi, którzy tych poglądów nie podzielają. Najpierw doprowadź młodego człowieka do tego, aby sam te standardy uznał za swoje. Wybacz, że nie mówię kościelnym żargonem ani językiem sprzed 2000lat, ale wolę być zrozumiały dla ludzi, którzy tego żargonu nie znają. Co z tego, że człowiek, który nie wierzy w Boga usłyszy, że to nie moralne? To nic nie zmieni, a napiętnowanie społeczne tylko problem zamaskuje.
    p

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam nadzieję, że wyrazy uznania dla pieńka to nie był pocałunek śmierci? :)

    Dialog nie jest dialogiem, jeśli nie jesteśmy zdolni do kompromisu. Chyba, że jest prwoadzony na zasadzie "dialog, dialogiem, ale musi wyjść na nasze". Wtedy do stołu rozmów w ogóle się nie siada, skazując strony na niepotrzebny konflikt.

    Pozwolę sobie na dwie refleksje na temat praktycznego funckjonowania Chrześcijaństwa na przykładzie tej dyskusji.

    Po pierwsze - pryncypializm zabija humanizm. Mnie, z zewnątrz, wydaje się, że im więcej Słowa, tym mniej Ducha o tyle, że przywiązanie do żelaznych i nieprzekraczalnych zasad zamyka nam oczy na subtelności ludzkiej egzystencji i jednostkowe problemy. Podam przykład znajomego kapłana katolickiego, który zauważa, że nie zawsze sucha zasada z KKK, czy nawet z Biblii jest tym, co w danej chwili jest dla konkretnej osoby najlepsze. Kapłan czasem musi powiedzieć, że generalnie, postępuj po chrześcijańsku, pogódź się z Bogiem, przyłącz się do Kościoła, ale w danej chwili to nierealne, odległy cel, do którego należy dążyć, a to, co powinnaś/powinieneś zrobić w tej chwili, to, co będzie dla Ciebie najlepsze (z Twojego, nie mojego punktu widzenia) to to, to i to.
    Bardzo mądry człowiek, inspirujący.

    Przykładem tego może być sytuacja, kiedy z przyczyn pryncypialnych odmówi się aborcji zgwałconej 14latce, której życie bądź zdrowie jest ciążą zagrożone, a poza tym i tak wywodzi się z patologicznej rodziny i grozi jej chroniczna bieda. Czy w imię zasad można mnożyć cierpienie?
    Sytuacja skrajna, ale wcale nie tak niemożliwa, wręcz ponura rzeczywistość.

    Druga refleksja to to, że skrajni, czy konsekwentni Chrześcijanie strzelają sobie często w stopę swoją pryncypialnością. Pójście na pewien konieczny kompromis pomaga budować trochę przyjemniejszy dla nas świat, ale chcąc wszystkiego, często nie dostajemy nic poza frustracją.
    Przypominają mi się wybory prezydenckie w USA - Bush vs. Gore i zachowanie ekologów. Otóż jednym z najbardziej ekologicznych, jesli chodzi o poglądy stanów USA jest Floryda. Mamy znanego ekologa Gore'a przeciwko bardzo antyekologicznemu Bushowi. Przyjeżdża Ralph Nader, prowadząc agresywnie proekologiczną kampanię, promując podejście idealistyczne - "zagłosujcie na mnie, za głosem sumienia, pewnie i tak nie wygram, ale dotrzymacie wierności pewnemu ideałowi, zasadom, nie głosujcie na Busha (oczywiste) ani na Gore'a (bo jest zbyt umiarkowany). Zebrał 80 000 głosów, oczywiscie w kraju przepadł z kretesem i ukradł Gore'owi te kilkaset głosów, których mu na Florydzie brakowało. W efekcie swojego prycypialnego podejścia ekolodzy dostali chyba najbardziej antyekologiczego prezydenta w historii USA. Na własne życzenie.

    Sugerowałbym czerpać z tej historii morał, może Pastor sobie kiedyś na premiera wybierze jakiegoś zamordystycznego ateistę-komunistę w ten sposób, bo nie będzie się umiał zgodzić na umiarkowanego centrystę...

    OdpowiedzUsuń
  22. //14-letniej Kasi, która „zakochała się w kuzynce”, konsultant telefonu radzi: „Jest wiele sposobów, by umilić i urozmaicić związek dwóch kobiet. Istnieją akcesoria, które mogą zastąpić penisa”. //

    Dopiero teraz rozumiem, jak ubogie było moje dzieciństwo!!! To całe marnotrawienie czasu z kolegami na podwórku, chodzenie na rozmaite kółka zainteresowań, gdzie uczono kompletnie bezużytecznym rzeczom takim jak szydełkowanie, taniec czy jazda konna; zgłębiane wiedzy z matematyki, biologii i historii, uczenie się 2 języków obcych, czytanie lektur, lekcje religii.... O, jak teraz ubolewam nad tym straconym czasem!!!! Ach, czemuż nie było w moim dzieciństwie Wspaniałego Doradcy Telefonicznego, który by powiedział, jak cudowną rzeczą jest gwałcenie kuzynki wibratorem!!!! Obawiam się, że już za późno, moje życie zostało złamane na starcie ;(((( pozbawiono mnie Miłości..;(


    Lidia ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kochani przeciwnicy telefonu zaufania:

    1) pamiętajcie, żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Najprościej uczepić się jakiegoś często wyrwanego z kontekstu stwierdzenia, wyolbrzymić je i uogólnić...tylko do czego to prowadzi? To nie jest telefon do Pana Boga tylko do ludzi. Rozmowa telefoniczna ma swoje ograniczenia.

    2) pamiętajcie, że w Polsce jest cała masa dzieci i nastolatków, z którymi NIKT - wy również - nie rozmawia. A jeśli już to same mądre rady musisz to musisz tamto, bo jak nie to zobaczysz. Czy rozmawiacie z dziećmi z domu dziecka? Znacie choć jedną taką osobę? Jakbyście znali to wiedzielibyście jak pod skorupą obojętności pragną kontaktu i zaufania. Taki telefon jest oczywiście kroplą w morzu potrzeb, ale żeby zabrać i tą kroplę?

    p

    OdpowiedzUsuń
  24. /Pieniek: Pan Bóg zezwala nastolatkom na seks - przecież to robią i nie umierają od tego./

    Pieńku. Zaskakujesz mnie coraz bardziej! Musimy poważnie porozmawiać przy piwie.

    Od gwałtów też jakoś ludzie nie umierają. W Polsce nawet od popełnienia morderstwa nie umierają. Wg Twojego rozumowania gdyby Bogu nie podobały się ich czyny - zabiłby gwałciciela w jednej sekundzie! A jednak tego nie robi.

    Nie czytałeś nigdy: "A ROZPUSTA i wszelka NIECZYSTOŚĆ lub chciwość niech nawet nie będą wymieniane wśród was jak przystoi świętym" - Ef 5:3

    "Umartwiajcie tedy to, co w waszych członkach jest ziemskiego: WSZETECZEŃSTWO, NIECZYSTOŚĆ, namiętność, złą pożądliwość i chciwość, która jest bałwochwalstwem" - Kol 3:5

    Co sądzisz o Piśmie Św.?

    OdpowiedzUsuń
  25. pieniek,

    pracowałeś kiedyś z trudną młodzieżą?

    Lidia

    OdpowiedzUsuń
  26. /Od gwałtów też jakoś ludzie nie umierają. W Polsce nawet od popełnienia morderstwa nie umierają. Wg Twojego rozumowania gdyby Bogu nie podobały się ich czyny - zabiłby gwałciciela w jednej sekundzie! A jednak tego nie robi./

    Pawle - to był żart w stylu:
    - nie możesz nie podpisać
    - mogę, właśnie to zrobiłem i jak chcesz to mogę to zrobić jeszcze raz

    /Nie czytałeś nigdy: "A ROZPUSTA i wszelka NIECZYSTOŚĆ lub chciwość niech nawet nie będą wymieniane wśród was jak przystoi świętym" - Ef 5:3/

    Czy to znaczy, że mamy nie rozmawiać o problemach społecznych? o seksie, o antykoncepcji? Ten fragment mówi o tym, że nie powinniśmy grzeszyć rozpustą a nie o niej rozmawiać i to w kontekście problemów.

    /Co sądzisz o Piśmie Św.?/
    podoba mi się, a czemu pytasz?
    p


    Do Lidii:
    Tak, zdarzało mi się. W ogóle sporo pracowałem z młodzieżą sam jeszcze będąc nastolatkiem (do połowy studiów). Nadal pracuję z młodzieżą choć w innym kontekście niż kiedyś (kiedyś jako opiekun/wychowawca/instruktor).

    Sam nawróciłem się jako już nie nastolatek i pamiętam co do mnie trafiło, a co całymi latami zniechęcało do Boga.


    Wiem, że młodzi ludzie potrzebują zrozumienia, wysłuchania, że na traktowanie z góry zamykają się. Wiem, że ciężko jest im narzucać cokolwiek, za to jak pokaże się coś wartościowego i pozwoli coś takiego przeżyć - to idą za tym jak w ogień - dlatego młodość jest taka piękna. Dlatego najmniej skuteczna metoda dotarcia do młodzieży to kazania i moralizowanie, które trafia na mur.

    realny świat to przede wszystkim nie-chrześcijanie (nie mówię o nominalnych), w tym świecie jest masa problemów i wolę, jak o nich się rozmawia nie w sposób wiem wszystko, a inni się mylą... ok, ja wiem, że często nie mam racji, że się mylę, błądzę, ale lubię ludzi, nie lubię ich traktować z góry i tak jak Tamkqn słusznie zauważył, że pewne kompromisy i życzliwy dialog sprawia, że świat jest milszy dla wszystkich - a z kolei zajadłość i ustawianie innych pod własną linię wprowadza niemiłą atmosferę.
    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  27. "Sam nawróciłem się jako już nie nastolatek i pamiętam co do mnie trafiło, a co całymi latami zniechęcało do Boga."

    Co Cię zniechęcało?

    Mnie zniechęcała postawa niektórych katolików: milion pretensji do innych, zero krytycyzmu wobec siebie!

    U mnie w domu było bardzo niesielankowo, szukałam różnych psychologów i innych "pomocników" - niestety, nikomu tak na prawdę nie zależało na mnie, na poznaniu moich problemów, na pomocy w rozwiązaniu.Obecnie rozumiem, że na mnie zależy moim rodzicom przede wszystkim , choć nie zawsze umieją to okazać we właściwy sposób . Do tej pory odnoszę wrażenie, że wiele osób idzie do "pomagackich" zawodów, żeby się dowartościować lub uzyskać kontrolę nad innymi osobami, np osoby z problemem DDA. Korzystałam też z telefonu zaufania: osoba, z którą rozmawiałam była po prostu chamska, nie miała pojęcia o podstawowej kulturze osobistej. Moim zdaniem, osoba z telefonu zaufania po prostu trzepie sobie kaskę i tyle, ma w nosie nastolatki i ich problemy.W zasadzie to taki legalny seks-telefon. Ciekawa jestem, czy gdyby któraś z nastolatek zaszła w ciąże po takiej poradzie, czy pani psycholog wypłacała by jej alimenty na dziecko?

    Lidia

    OdpowiedzUsuń
  28. /Mnie zniechęcała postawa niektórych katolików: milion pretensji do innych, zero krytycyzmu wobec siebie!/

    Może rzeczywiście źle się wyraziłem (na szybkiego). Nie tyle zniechęcało co uświadamiało, że to nie dla mnie. Nie widziałem w religii niczego wartościowego więc po prostu wyparłem tę dziedzinę z mojego życia. Niestety była ona narzucona, nie tyle przez rodziców (którzy byli i są bardzo tolerancyjni i nie narzucali mi religii) co przez społeczeństwo. Niestety żyjemy w bardzo religijnym kraju, ale religijnym w sensie tradycyjnym, niewiele tu wiary, więcej całej otoczki. To sprawia, że ludzie utożsamiają Boga właśnie z tą religią i klops, bo to nie działa. Za to mamy dużo obłudy.

    /U mnie w domu było bardzo niesielankowo, szukałam różnych psychologów i innych "pomocników"/

    Lidio, mam nadzieję, że wiesz, że sielankowo w domu jest może u garstki osób na tle społeczeństwa. Poza tym, nawet, jak w domu jest dobrze, to jest jeszcze presja otoczenia, z której nie da się dziecka wyizolować - i swoją drogą to dobrze bo izolacja spowodowałaby szok w przyszłości.

    /- niestety, nikomu tak na prawdę nie zależało na mnie, na poznaniu moich problemów, na pomocy w rozwiązaniu./

    Tak właśnie jest jak piszesz. Smutne ale prawdziwe. Najsmutniejsze jest to, że nic nie wskazuje na to, żeby było lepiej. To tak samo jak z lekarzem, który podczas pierwszej rozmowy wycenia Cię na ile jesteś wartościowym pacjentem. Ludzie są tylko ludźmi.

    W całej tej dyskusji próbuję odizolować dwie rzeczy. Pierwsza to idea, druga to sposób jej wykonania. Wylanie dziecka z kąpielą w tym kontekście oznacza to, że wylewamy ideę z powodu złego wykonania.
    To nie jest tak, że idea telefonu zaufania jest zła bo siedzi tam facecik, który chce zarobić. Tak samo nie jest złą ideą poradnia psychologiczna chociaż jak wspominasz wielu pedagogów nadaje się na terapię:( Takie inicjatywy powstają w społeczeństwach z naturalnej potrzeby. Ludzie jako społeczność mają swoje problemy, którym radzą w sposób najlepszy jak potrafią. I masz rację, żę często robią to źle. Ale nie mówmy, że to wszystko bez sensu. Jako ludzie świadomi pracujmy nad tym, żeby te inicjatywy były coraz lepsze. Jeśli chrześcijanie zakładają, że mogą zrobić to lepiej, to po prostu niech to robią. Ja sam pracuję w pewnym sensie z młodzieżą i wiem, że mam wpływ na kształtowanie ich postaw w związku z tym po prostu to robię.

    /Korzystałam też z telefonu zaufania: osoba, z którą rozmawiałam była po prostu chamska, nie miała pojęcia o podstawowej kulturze osobistej./

    Lidio ludzie są tylko ludźmi, jedni są bardziej wyczuleni na innych, drudzy traktują ich z góry. Te same cechy charakteryzują również chrześcijan. W związku z tym starajmy się wysłuchiwać młodych ludzi, bądźmy wyczuleni na ich problemy. Niektóre problemy nie będą rozwiązane po krótkim kazaniu pastora czy księdza, a dopiero po długotrwałej terapii. Być może taki człowiek będzie grzeszył jeszcze długo, może będzie potrzebował środków antykoncepcyjnych/esperalu/odtrucia po dragach/poradnictwa.
    Teraz zależy od nas jaką postawę przyjmiemy.

    / Moim zdaniem, osoba z telefonu zaufania po prostu trzepie sobie kaskę i tyle, ma w nosie nastolatki i ich problemy.W zasadzie to taki legalny seks-telefon./

    Przykro mi, że miałaś takie doświadczenie, a z drugiej strony w jakiś sposób Cię ubogaciło, bo teraz możesz być sama wrażliwsza na ludzi. Im więcej przeżyjemy, tym bardziej będziemy zdolni do współczucia.
    Nie potępiajmy zatem wszystkiego w czambuł, ale sprawiajmy, żeby było to lepsze. Idea telefonu jest dobra, rozmowa z sensownym człowiekiem może przynieść dużo dobrego.


    /Ciekawa jestem, czy gdyby któraś z nastolatek zaszła w ciąże po takiej poradzie, czy pani psycholog wypłacała by jej alimenty na dziecko?/

    ciekawy jestem, czy jakiś ksiądz dopłaci do utrzymywania coraz liczniejszej rodzinki po niedzielnym kazaniu;)
    /Lidia/
    pozdrawiam
    p

    OdpowiedzUsuń
  29. "Niektóre problemy nie będą rozwiązane po krótkim kazaniu pastora czy księdza, a dopiero po długotrwałej terapii. Być może taki człowiek będzie grzeszył jeszcze długo, może będzie potrzebował środków antykoncepcyjnych/esperalu/odtrucia po dragach/poradnictwa."

    Warunkiem rozpoczęcia jakiejkolwiek poważnej terapii jest mocne postanowienie pacjenta, a w przypadku uzależnienia - ABSTYNENCJA (od alkoholu, narkotyków, seksualna).

    Lidia

    OdpowiedzUsuń
  30. /Niektóre problemy nie będą rozwiązane po krótkim kazaniu pastora czy księdza, a dopiero po długotrwałej terapii. Być może taki człowiek będzie grzeszył jeszcze długo, może będzie potrzebował środków antykoncepcyjnych/esperalu/odtrucia po dragach/poradnictwa

    Jasne, że tak. Chodzi jednak o jego decyzję (jak napisała Lidia) - czy CHCE walczyć z grzechem czy raczej wciąż w nim żyć?

    Jeśli to pierwsze, to Kościół powinien być przystanią i miejscem gdzie znajdzie wsparcie w swoich zmaganiach (a nie miejscem potępienia, że JESZCZE nie udało mu się wyjść na prostą).

    Jako Kościół staramy się być takim miejscem. Nie oczekujemy bezgrzeszności. Oczekujemy pragnienia podążania za Chrystusem i walki z pokusami, grzechem, w których chcemy wspierać każdego, kto się na to zdecydował.

    OdpowiedzUsuń