wtorek, 13 maja 2008

Kobiety na znaki, mężczyźni do autobusów

Człowiek jest zadziwiającym i nieobliczalnym stworzeniem Bożym. Uprzedzam, że poniższa informacja to nie jest żart. Jej źródłem jest „Przekrój” 19/2008.
Przetaczająca się przez Szwecję fala równouprawnienia dotrze wkrótce na znaki drogowe. Niebawem na znakach mają się pojawić ludziki płci żeńskiej. To świetny pomysł – uważa Ingrid Larsson ze szwedzkiego ministerstwa komunikacji.
Skąd pomysł, by na znakach drogowych zamiast mężczyzn pojawiły się kobiety?

– Nie chodzi o zastąpienie, tylko o uzupełnienie. Projekt przyszedł z miasta Mariestad. Uznaliśmy, że jest znakomity, i postanowiliśmy wprowadzić go w całym kraju. Lokalne władze zdecydują, w jakim procencie zastąpić znaki męskie damskimi.
A jeśli burmistrz miasta X zupełnie zlikwiduje męskie znaki?
– Nie widzę w tym problemu, bo nie było problemu, kiedy przez dziesiątki lat na znakach byli sami mężczyźni. Jednak uważam, że o wiele bardziej naturalne byłoby, gdyby na znakach drogowych reprezentowane były obie płcie. Do takiego rozwiązania będziemy namawiać samorządy.
Czy ministerstwo ma inne plany, które zwiększą równouprawnienie na drogach?
– Badania pokazują, że kobiety rzadziej siadają za kółkiem, ponieważ boją- się o swoje bezpieczeństwo. Większość poważnych przestępstw drogowych, jak choćby jazda po alkoholu, popełniają mężczyźni. Chcemy, aby kierowcy, którym zabrano prawo jazdy za prowadzenie po pijanemu, mieli prawo do ich odebrania dopiero po zamontowaniu blokad alkoholowych w swoich samochodach. To takie urządzenie, które unieruchamia auto, jeśli wyczuje alkohol w oddechu kierowcy. Z kolei żeby zachęcić mężczyzn do korzystania z transportu zbiorowego, zamontujemy multimedialne ekrany w autobusach miejskich. Jazda autobusem będzie przyjemna i pożyteczna, gdy pasażer będzie mógł skorzystać z Internetu albo obejrzeć wiadomości. „Przekrój” 19/2008
_______________________________________
I tu rodzi się zasadnicze pytanie: skąd szwedzkie ministerstwo komunikacji będzie wiedziało co jest znakiem "damskim"? Nie wypada, by tak wyzwolony i gorliwie walczący o równouprawnienie kraj dyskryminował kobiety poprzez symbolikę postaci ubranej w spódnicę. Toż to seksizm i narzucanie tradycyjnych skojarzeń (kobieta w spódnicy, mężczyzna w spodniach).
Kobiety mogą się ubierać jak chcą, a w wyzwolonym kraju przecież nie muszą się w nic ubierać! Podobnie zresztą jak mężczyźni.
Mój przyjaciel Tomek Mróz stwierdził, że teraz na znakach jest mężczyzna (ciekawe skąd to Szwedzi wiedzą?! - dop. PB), dołożą wiec kobietę - co spowoduje skojarzenia z (heteroseksualnym oczywiście) małżeństwem. To rzecz jasna wzbudzi protest środowisk gejowskich i znów powstanie problem.
Może więc rozwiązaniem byłoby zamieszczenie na znakach trzech kobiet (jednej w spódnicy, jednej w bojówkach, trzeciej nago) i np. dwóch mężczyzn - jednego w spódnicy, a drugiego w rajstopach?
Problem jest rzeczywiście poważny. Pani Ingrid Larsson ze szwedzkiego ministerstwa komunikacji oczywiście życzę powodzenia w rozwiązywaniu trudności dotyczących nierówności i dyskryminacji.

4 komentarze:

  1. Nawiasem mówiąc dotychczas dla większości społeczeństwa postać na znaku oznaczała po prostu człowieka i osobiście nie spotkałem nikogo, kto by rozpatrywał ten piktogram w kategoriach mężczyzny/kobiety.

    Zwolennicy równouprawnienia są jednak czujni na przeróżne podstępy kryjące się za przekazem podprogowym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twój komentarz mnie rozłożył. Gęba ciągle mi się "ha, ha" ;)
    Ale tak to jest, że jeden absurd pociąga za sobą kolejny itd.
    :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałem artykuł o tym w przekroju. Mogę powiedzieć tylko "O tempora! O mores!" ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety zapewne dla wielu pocieszające jest, że tak niewiele zdrowego rozsądku trzeba by zostać państwowym ministrem.

    OdpowiedzUsuń