środa, 17 września 2008

Absolutyzm i relatywizm w szkołach publicznych

Ponieważ Bóg jest Bogiem, ludzie nie są w stanie stworzyć prawdziwie relatywistycznego świata. Mogą co najwyżej udawać, że ten świat, ze wszystkimi jego wbudowanymi absolutami jest w jakiś sposób relatywny. Absoluty jednakże są pożyczone z chrześcijańskiego światopoglądu, a następnie zaprzecza się im w imię relatywizmu.
Jak we wnikliwy sposób wskazał teolog Cornelius Van Til, niewierzący człowiek chwieje się pomiędzy racjonalizmem, a irracjonalizmem. Jednocześnie niewierzący waha się pomiędzy stałą i elastyczną etyką – jak mu pasuje. Ponieważ nasze rządowe szkoły są instytucjami przeznaczonymi do propagowania niewiary, znajdujemy w nich ów wzorzec, chwiejący się jak wahadło.

Oto dlaczego w szkołach publicznych w jednym momencie znajdziemy jihad przeciwko rasizmowi, zanieczyszczaniu powietrza, czy ogólnoświatowemu ociepleniu by chwilę później znaleźć tą samą absolutystyczną gorliwość twierdzącą, że nie ma takiej rzeczy jak absolutne dobro lub zło gdy przejdziemy do kwestii homoseksualizmu, lub innych „alternatywnych stylów życia.” Później mówi się dzieciom, że jeśli nie uwierzą w serwowany im relatywizm, to źle zrobią. Przyjrzyjmy się uważnie temu argumentowi: czymś złym jest odrzucenie relatywizmu ponieważ owo odrzucenie sugeruje, że może istnieć coś takiego jak „zło”. To byłoby złe.
Racjonalizm i irracjonalizm. Absolutyzm i relatywizm. Wszystko jednym tchem. Niesamowite! (tłum. własne)

Douglas Wilson, Excused absence, Cruxpress, Mission Viejo (CA), s. 44-45.

1 komentarz:

  1. Jakie to słodkie, okazało się, że bloga tego czyta mój ulubieniec kapral Gnyszka :)

    Absurdem jest stwierdzenie, że absoluty są zapożyczone z chrześcijańskiego światopoglądu - tradycje przedchrześcijańskiej filozofii i wierzeń przecież w nie obfitują. Można zwalczać chrześcijaństwo odwołując się np. do Platona, nieprawdaż? Chyba, że to też chrześcijanin?

    Drażniące inteligencję ateistów są te pełne pychy i arogancji stwierdzenia, podsumowujące składnie w trzech zdaniach niewiernego i wykazujące jasno, że musi być albo idiotą, albo hipokrytą. Nie osiągają nic, może poza dobrym samopoczuciem autora. Musi być on zresztą znakomitym znawcą ateistów, skoro zna mnie lepiej, niż ja sam, bo ja objawów przez autora opisanych u siebie nie zaobserwowałem.

    Takie stwierdzenia biorą się moim zdaniem z pewnego ograniczenia, które nie pozwala zrozumieć (do czego potrzebna jest nie tylko inteligencja, ale i szczypta empatii) tego, że ateizm jest nie tylko innym poglądem, ale i niesie inny zestaw wartości, inny zbiór pojęć, inne priorytety i tak dalej.

    Dalsza część, poświęcona szkole jest pewną manipulacją w użyciu języka - "relatywizmu" i "absolutyzmu" używa się w zupełnie innych znaczeniach, a jednak sprawia się pozór, że są to tutaj przeciwieństwa. Nieprawda.
    W ramach (powiedzmy) relatywnych poglądów mogę uznać, że coś jest dla mnie niepraktyczne czy szkodliwe i zwalczać to, mogę to też nazwać dla uproszczenia "złem". Rasizm jest antyspołeczny, działa na szkodę społeczności, w której występuje, więc jest tępiony. To nie wymaga żadnych metafizycznych "absolutów", podobnie zresztą jak walka z efektem cieplarnianym czy segregacja śmieci.

    Relatywizm jest da mnie korzystnym poglądem, choćby dlatego, że pomaga eliminować te właśnie zjawiska, które są dla mnie niekorzystne czy po prostu sprzyja zrozumieniu innych (w tym przypadku mnie) i sprawia, że mam święty spokój kiedy nikt mnie nie kropi wodą święconą. Dlatego mogę ten pogląd propagować. Nie znaczy to jednak, że nazwę absolutystę kimś moralnie "złym", co najwyżej "złym" w znaczeniu niepoprawnym z poznawczego punktu widzenia, bo taki reprezentuję pogląd. Kontekst, kontekst. I mniej dumy. Ateiści musieliby być naprawdę idiotami, gdyby tak łatwo i sprawnie można byłoby ich intelektualnie zniszczyć. Ale to tylko trochę może... oszukiwania siebie? Myślę o autorze tego krótkiego tekstu.

    OdpowiedzUsuń